Ciemna materia - Galernik
Proza » Miniatura » Ciemna materia
A A A

Ciężkie chmury wisiały nad miastem. Widać było wyraźnie, jak się rozrastają, puchną, pęcznieją, aż jedna, największa ze wszystkich, spadła. Tak zwyczajnie, po prostu, zleciała i powypadały z niej tysiące małych kuleczek. Rozsypały się, potoczyły we wszystkich kierunkach jak groch, jak paciorki, jak koraliki z rozerwanego sznura. Część z nich zaczęła podskakiwać, odbijać się od granitowych płyt, którymi wyłożono właśnie Plac Przyjaźni, za każdym razem osiągając wyższy pułap. Najmocniej odbijały się jasne, przezroczyste, wyglądające jak ze szkła, ciemniejsze zdecydowanie słabiej, brunatne i czarne, których było niewiele, przez chwilę pozostawały na ziemi, a później ginęły, wtapiały się w podłoże, lub wpadały w szczeliny. Przechodnie obserwowali to bez zdziwienia zajęci codziennymi sprawami nie zastanawiali się nad istotą zjawiska. Ot, kulki, spadły i już.

            Te, które się wzbijały, dzieliły się na mniejsze, z każdego pojedynczego, przezroczystego paciorka, powstawały dwa, z niego kolejne i tak dalej, tak, że za chwilę było ich już znacznie więcej niż na początku. Całe niebo zasnuła chmura kulek, które już nie spadały ponownie, tylko zawisły, pozostały w górze, błyszczały w słońcu, a światło, przenikając przez nie, rozdzielało się na siedem kolorów. Ziemia stała się nagle tęczowa. Jezdnia, chodniki, place miejskie, stadiony piłkarskie, wszystkie powierzchnie płaskie mieniły się siedmioma kolorami.

            Następnego dnia kolor zaczął się wspinać po elewacjach budynków mieszkalnych, wieżowców, kościołów i marketów. Spacerujący przystawali, sądząc zapewne, że to awangardowy, może nawet trochę szalony, pomysł nowego architekta miejskiego. Dnia trzeciego na ulicach pojawiły się tęczowe autobusy i tramwaje, tych samych, radosnych barw nabierały, poczynając od kół i stopniowo przechodząc w górę, samochody osobowe. Nawet rowery i dziecięce hulajnogi robiły się kolorowe, co, oczywiście, bardzo cieszyło ich posiadaczy. Kiedy kolejnego dnia rano mieszkańcy wyszli ze swoich tęczowych domów, spostrzegli ze zdumieniem, że zmieniła się także roślinność. To, że kwiaty były tęczowe, nikogo oczywiście nie dziwiło, ale siedmiokolorowe drzewa i krzewy, już trochę tak.

            Aż przyszedł dzień piąty. Ludzie, do tej pory szarzy i nijacy, także zaczęli się zmieniać. Nikt nie wiedział, jak i dlaczego, ale wszyscy mieszkańcy miasta stali się nagle siedmiobarwni. Zmieniał się także ich język, myśli i pragnienia. Od świtu wszystko, dosłownie wszystko się odmieniło. W kioskach były tęczowe gazety, w kawiarniach podawano tęczową kawę i herbatę, w tęczowych kościołach msze odprawiali kolorowo ubrani księża. Ludzie tęczowo się do siebie uśmiechali, mówili tęczowe zdania, śpiewali tęczowe piosenki, tańczyli tęczowe walce, polki, tanga i polonezy. Tęczowa była cza-cza, twist i boogie woogie. Przez cały dzień trwała jedna wielka tęczowa fiesta.

            Do miasta zaczęły zjeżdżać z różnych zakątków świata ekipy telewizyjne i filmowe. Od rana do wieczora przeprowadzano transmisje, reportaże, rozmowy z mieszkańcami. Miasto stało się sławne, zaczęli się do niego zgłaszać inwestorzy. Amerykanie chcieli wybudować Rainbow City - największy park rozrywki w Europie, Rosjanie zgłosili chęć przeniesienia swojego Gwiezdnego Miasteczka, aby tutaj szkolić kosmonautów, Francuzi dyskretnie badali grunt, czy mogliby wybudować Dzielnicę Tęczowych Latarni, a Indyjska Akademia Filmowa przysłała zapytanie w sprawie otwarcia przedsiębiorstwa filmowego Rainbowwood. Ciche i spokojne dotąd miasto w ciągu kilku dni stało się głośne, rozśpiewane, kolorowe. Nad wyraz kolorowe. Nad wyraz.

            Władze, z początku przychylne zmianom, zaczęły stopniowo zmieniać stanowisko. Zorganizowano tajną, nocną naradę. Przedstawiciele najważniejszych służb miejskich zebrali się w dawno nieużywanym schronie, do którego prowadziły dobrze ukryte, ciężkie, metalowe drzwi. Kluczami do pomieszczenia, ważnego ze względów bezpieczeństwa, dysponował Przewodniczący Rady Miasta. On też rozpoczął zebranie i na wstępie zaproponował, aby Straż Pożarna zmyła kolor ze wszystkich elewacji.

            - Próbowaliśmy, nie da się, nawet pod dużym ciśnieniem - odpowiedział Komendant Straży.

            - To może chemicznie?

            - Podejmowaliśmy próby, kolory są odporne na wszystkie dostępne środki - odrzekł Główny Inspektor Służby Chemicznej.

Przewodniczący rozejrzał się po pomieszczeniu, stwierdzając, że tu także przydałoby się solidne mycie ścian.

            - Zobaczcie, Inspektorze - przeciągnął po ścianie dłonią, na której zostały czarne plamy.

            Faktycznie, schron nie wyglądał najlepiej; jakieś ciemne sople wiszące z sufitu, zacieki na ścianach, plamy na posadzce.

            - To pewnie po remoncie Placu Przyjaźni; jeździli tu nad naszymi głowami, układali płyty. Ale za kilka dni skończymy i będzie naprawdę po europejsku - dodał zadowolony.

            Generał Obrony Miasta, zapytany o zdanie, odpowiedział, że jeśli chodzi o działanie wojska, to nic się nie da zrobić. Zjawisko nie zagraża bezpośrednio bezpieczeństwu mieszkańców, poza tym ma zbyt dużą gęstość i nie można tego rozpędzić ani dronami, ani samolotami, nie mówiąc już o strzelaniu z armat. W końcu zwrócono się do Ojca Wielebnego z pytaniem o egzorcyzmy, że może to sprawka szatana czy innych sił nieczystych. Odpowiedzią było tylko załamanie rąk.

             - Już próbowałem - odrzekł. - Od pięciu dni się modlę i nic.

            Wszyscy byli zgodni co do tego, że najgorsza jest niewiedza, jaką cała ta sprawa wystawia miastu opinię w świecie. Okazało się bowiem, że przez wiszącą nad miastem chmurę, nie wracają żadne sygnały radiowe, telewizyjne, czy internetowe. Dziennikarze coś tam piszą, filmują, wysyłają relacje do swoich redakcji, a informacji zwrotnej brak. Komunikacja jest tylko w jedną stronę. - Tak dalej być nie może, stwierdził Komendant Policji i zaproponował, że zatrzyma wszystkich pismaków pod zarzutem szpiegostwa, posiedzą siedem dni, a potem się ich wypuści. Przewodniczący uznał to jednak za zbyt drastyczne posunięcie. Nie podjęto żadnych decyzji. Każdy z obecnych ma jeszcze raz przeanalizować, skonsultować i zaproponować rozwiązanie. - Do jutra, panowie, spotkamy się na Placu, miejcie oczy i uszy otwarte, powiedział Przewodniczący, żegnając się ze wszystkimi uściskiem dłoni.

            Kiedy szóstego dnia rano, po dobrze przespanej nocy i obfitym, tęczowym śniadaniu, mieszkańcy wyszli na spacer, przywitała ich, jak zwykle, piękna, tęczowa pogoda. Spontanicznie zawiązany kilka dni wcześniej, Społeczny Komitet Organizacyjny Dnia Tęczy, rozpoczął przygotowania do Festiwalu Tęczowej Twórczości. Na Placu Przyjaźni instalowano właśnie scenę, nagłośnienie, ustawiano rzędy ławek i krzeseł. Występy miały się odbywać dopiero dnia następnego, ale zdecydowano, aby już w przeddzień wszystko było zapięte na ostatni guzik.

            Pośród tęczowo ubranych przechodniów, przemykali tu i ówdzie, rozglądając się na boki, osobnicy, których wygląd odstawał nieco od pozostałych. Niektórzy mieli tylko czarne buty i spodnie, inni ubrani byli na czarno od stóp do głów. Stanęli za dużą planszą z napisem: "Niech się święci Dzień Tęczy!", która przygotowana była do zawieszenia nad sceną. Przez chwilę milczeli, taksując się wzrokiem. Pierwszy odezwał się Wielebny. - Niebo jest nam łaskawe, moje modły zostały wysłuchane. - Co też Ojciec plecie, jakie niebo, obruszył się Przewodniczący. To schron, to te zacieki na ścianach. Zauważyliście, że tam nie dotarła jeszcze ta cholerna tęcza? Mało tego, przeniknęło tam coś, co powoduje jej anihilację. Faktycznie, każdy z uczestników narady, był dziś zdecydowanie mniej tęczowy. A Wielebny nawet wcale. - Nie chcę być niedyskretny, ale powiedzcie, panowie, jak wygląda sytuacja w waszych rodzinach, dopytywał Przewodniczący. Bo moja żona rano obudziła się już prawie, że tak powiem, normalna. To znaczy mniej tęczowa. Tylko jeszcze we włosach trochę zostało. Z córką mam za to problem, bo nie dała się pogłaskać po główce, schowała się pod łóżko i powiedziała, że kocha tęczę, mała smarkula. Okazało się, że partnerki pozostałych zgromadzonych, także zaczęły tracić kolory. 

            - U mnie nawet służąca - powiedział Komendant Policji.

            - Moja gosposia też! - zawołał Ojciec Wielebny, ale kiedy się zreflektował, zaczął tłumaczyć, że pani Halinka pewnie zaraziła się od służącej Komendanta, kiedy się rano spotkały na rynku, jak kupowały jaja.

            - My tu o jajach, panowie, a problem jest, i to niemały. Musimy wziąć sprawy w swoje ręce - przerwał wynurzenia Ojca Przewodniczący. Skoro działa to przez dotyk, nie ma wyjścia, bierzemy się do roboty. Panowie, do dzieła!

            I wmieszali się w tłum. Nie było to proste zadanie, gdyż wszyscy byli osobami znanymi, pełniącymi ważne, społeczne i zawodowe funkcje. Jedynie Ojca Wielebnego postanowiono zwolnić z tego zadania, aby nie narażać go na nieuzasadnione podejrzenia.

            - Ojciec będzie robił to co zwykle, u siebie w kościele - zadecydowano.

            Ciężko wszyscy pracowali, chodzili wśród mieszkańców, ściskali dłonie, obejmowali, tulili, całowali dzieci w czółka. Każdy z działaczy terenowych, po powrocie do domu, spotkał się z ostrą reprymendą żony czy kochanki.

            - Widziano cię na Placu Przyjaźni, jak się migdaliłeś z naszą służącą! - krzyczała żona Komendanta Policji.

            Generał musiał się tłumaczyć, że obejmował i całował w policzki wszystkie licealistki, które miały próbę przed występem, a Inspektor Służby Chemicznej, do rana przekonywał swoją partnerkę, że z tą rudą z kiosku, to było służbowo. - Przewodniczący kazał, co miałem robić? - mówił.

            Poranek dnia siódmego, rozpoczął się zwykłą, świąteczną krzątaniną. Służby porządkowe intensywnie sprzątały Plac, na którym stała już scena, zaplecze techniczne i widownia. Od tygodnia nie padało, Komendant Straży zadysponował więc polewaczki, granitowe płyty lśniły jak lustra. Sprzątający nie mogli sobie tylko poradzić z ciemnymi plamami, które się gdzieniegdzie pojawiały. Godzinę przed rozpoczęciem zebrali się artyści, akustycy sprawdzali działanie mikrofonów, monitorów itp. Zgromadzili się mieszkańcy, zajęli miejsca siedzące i stojące. Oczekiwano na ceremonię uroczystego otwarcia, którego miał dokonać Komitet Honorowy, z Ojcem Wielebnym na czele. Wybiła godzina dwunasta. Na scenę wyszedł Wielebny, odchrząknął, przeżegnał się, postukał palcem w siateczkę mikrofonu i powiedział:

             - Niech się święci Dzień Tęczy - zaczynamy! Pośród zdawkowych oklasków, dało się słyszeć głosy: a gdzie tęczowa sutanna, dlaczego Ojciec jest na czarno? Wielebny wrócił na swoje miejsce, obok Przewodniczącego, Generała i pozostałych członków Komitetu, z których każdy ubrany był dziś w elegancki, czarny garnitur. Generał miał na sobie pięknie odprasowany, czarny mundur.

            Prowadząca Festiwal Dyrektor Liceum im. Zwycięzców Wszystkich Wojen, przedstawiła wykonawców, rozpoczęto prezentacje. Grano, śpiewano, tańczono przez blisko dwie godziny. Widownia żywo reagowała bijąc brawo, wznosząc okrzyki. Nikt nie zauważył nawet, że od dołu, od ziemi, spomiędzy płyt, poczęła wypływać substancja, która ciemnymi strużkami powoli, ale systematycznie rozlewała się, rozpływała we wszystkich kierunkach, by już za chwilę rozpocząć wspinanie się na drzewa okalające Plac, na budynki i samochody. Kiedy ogłoszono półgodzinną przerwę, i publiczność rozeszła się, aby kupić lody czy popcorn, okazało się, że budki i stragany straciły barwy tęczy, lody są tylko czarne, nawet te, o smaku śmietankowym czy malinowym, a czarnej waty cukrowej nikt nie chce kupować. Ludzie także zaczęli tracić kolory.

            Rozpoczęło się szukanie przyczyny, a raczej winnych. Ktoś przypomniał sobie wczorajsze, dziwne zachowanie osób, które zasiadają dziś w Komitecie Honorowym. - To oni nas tym zarazili, już wczoraj nie byli tęczowi, to ich wina, wołali najbardziej zdesperowani. - Gdzie oni są, brać ich, krzyczeli inni. - Pokaż, który pan cię wczoraj pocałował w główkę? - dopytywały mamy. Ogólny tumult i bieganina pogorszyły jeszcze sytuację. Kolor czarny w błyskawicznym tempie zaczął ogarniać miasto. Powstała panika, nad którą trudno było zapanować. Wtedy Przewodniczący zadecydował: fajerwerki! Pokaz sztucznych ogni zaplanowany był co prawda na wieczór, ale fakt wystrzelenia tysięcy mieniących się kolorami ogni, jak słusznie przypuszczał, spowodował, że wszyscy nagle się zatrzymali. Z zadartymi głowami obserwowali tęczowe znów niebo. - Może nam się tylko zdawało, że tęcza zniknęła, zaczęli powątpiewać. I wtedy Generał, który odpalał ognie, popełnił fatalny błąd. Jedna z rac, wpadła wprost do furgonetki z całym arsenałem. Rozpoczęła się prawdziwa kanonada, siła rażenia była tak wielka, że wywołała falę uderzeniową, która dotarła do zawieszonej nad miastem chmury. Chmury, dzięki której zmieniło się życie mieszkańców. Chmury, która teraz, wytrącona ze stanu stabilności, nieważkości, runęła w dół. Kuleczki jednak nie wzbijały się już, nie rozdwajały, a wręcz przeciwnie, w zetknięciu z wszechobecną, czarną materią, mieszały się, łączyły, powlekając miasto i ludzi jednostajną, szarą masą.

 

            Cały następny tydzień trwało sprzątanie miasta. Połączone siły Straży Pożarnej i Służby Chemicznej, uporały się jakoś z elewacjami, chodnikami, placami. Deszcz, który szczęśliwie spadł, pomógł oczyścić roślinność. Dziennikarze opuścili hotele, rozjechali się do swoich redakcji, nie przesyłając żadnych nowych materiałów, z powodu uszkodzenia sprzętu. Festiwal postanowiono powtórzyć za rok, w nieco zmienionej formule. Hasłem przeglądu będzie: "Szare jest fajne". Zresztą kolor szary, który pozostał na elewacjach, zmyła się bowiem tylko lepka powłoka, uznano za modny i elegancki, ludzie też go polubili. Miejskiej elicie wybaczono epizod z całowaniem dzieci i młodzieży. Za dobrą monetę przyjęto tłumaczenie, że był to eksperyment socjologiczny przeprowadzony na zlecenie Unii Europejskiej. Żony i kochanki także puściły w niepamięć wydarzenia poprzedzające Festiwal. Życie wróciło do normy.

             Tylko pewna dziewczynka, córka Przewodniczącego, która, mimo rozporządzenia Rady Miasta, nadal nosiła we włosach tęczowe wstążki, jedynie ona wiedziała, że na jednym z drzew, rosnących wokół Placu Przyjaźni, w rozwidleniu gałęzi, utkwiła dość duża, przezroczysta kulka.

             Tak pięknie błyszcząca w słońcu.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Galernik · dnia 26.03.2020 12:27 · Czytań: 703 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 14
Komentarze
Dobra Cobra dnia 26.03.2020 15:39
Przedziwna sprawa.

Galernik,

Tym razem napisałeś coś, co bardzo zahacza o fantastykę naukową lub sajens fikszyn. Ale bardziej o fantastykę.

Napisane w starym, dobrym stylu dawnych mistrzów tego gatunku. Jest klimat, dziwna sprawa i ludność miasteczka. Bez wgłębienia się w postacie. Wszystko trochę płaskie, co akurat nie jest zarzutem, bo jak się miksuję kawałki polowe to też tnie się wszystko - ma być płasko, przebojów i sympatycznie.

I tak Ci to opowiadanie wyszło:)

Można by było oczywiście nieco podciągnąć pomysł, nieco to uróżnorodnić, dodać saksofon lub gitarową solówkę... Ale to Twój pomysł i Twoje wykonanie. Ja to łykam, gdyż szanuje dobre pomysły.


Ciekawe, niejednoznaczne opowiadanie. I dobrze. Umyka jednoznacznej ocenie - Redakcja jednak doceniła zawartość. To dobrze.


Pozdrawiam i do następnego,

DoCo
Galernik dnia 26.03.2020 19:27
DoCo - dziękuję za kolejne odwiedziny.
Pewnie, że można podciągnąć i wprowadzić nowych bohaterów, nowe wątki itd, itp. Nie piszę powieści, to i tak jeden z dłuższych moich tekstów. Mam wrażenie, że zawiera wszystko to, co chciałem powiedzieć. Takie właśnie miało być. Cieszę się, że podobało.

Dziękuję za porównanie do starych mistrzów, pochlebia mi to...

Pozdrawiam serdecznie
marzenna dnia 26.03.2020 23:30
Czy ja wiem, to taka alegoria, bajka. Czy dla dorosłych?
Może dla dzieci, bardziej dla młodzieży. Piję kawę, kolejną aby jakoś myśleć, pisać.
Wybacz, nie pociąga mnie ta opowiastka. Mam wrażenie, że chciałeś rozpuścić cukier w cukrze. :)
Galernik napisał:
zawiera wszystko to, co chciałem powiedzieć


No tak, wszystko jasne, kochamy tęczę, czarny jest brzydki, szare jest zwykle i banalne, a może przez to łatwiej akceptować, bo kolorowe myśli prowadzą na manowce, a kolorowa wstążka i ostatnia kuleczka, to szansa, że radość i miłość nadal będzie na świecie. :) Żony już nie są zazdrosne, a kochanki :) nie mogę, nie powinnam aż tak męczyć swojej główki.
Czyli można się całować i obmacywać publicznie? Czy nie można?

Galernik, oj nawet dobrze, że po Twoich ostatnich żartach o rodzince, teraz spadły kulki z nieba i jest nadzieja, że ostatnia kulka jest dla Ciebie.
Do miłego, cały czas chce mi się śmiać. :) :)
Galernik dnia 27.03.2020 20:13
Marzenno, masz prawo, jak każdy czytelnik, do własnej interpretacji. Dziękuję za czas poświęcony na przeczytanie. To, co piszesz dowodzi, że czytałaś uważnie i zapamiętałaś szczegóły. Nie chodzi przecież o wypracowanie pt "co poeta miał na myśli?" Tym bardziej, że to nie ja tu jestem poetą / poetką (niepotrzebne skreślić).

Pozdrawiam poetycko

p.s. zaczynam pisać wiersze. A nawet już kilka mam, może je tu kiedyś wyślę...
marzenna dnia 27.03.2020 22:10
Proszę, proszę żartobliwe wiersze, mam nadzieję, że takie będą. Bardzo trudno napisać taki wiersz.
Bo smutny, to każdy potrafi, już to komuś pisałam. :)
Tylko nie mów, że będziesz pisał o miłości, zresztą miłość jest piękna.
Ciekawe jak wyglądałby wiersz o anomaliach? Ponoć w poezji pewne tematy są tabu.
Jeżeli mnie zaintrygujesz, a już wzbiera mnie głód twoich słów, to będzie, będzie się działo.
A masz jakieś wzorce, tzn. czy czytasz innych? Bo to ważne, ja dostałam taki przykaz.
Czytałam, czytałam i nic z tego nie wyszło. Naprawdę mnie zaskoczyłeś, więc czekam na twoje
Galernik napisał:
może je tu kiedyś wyślę...
:) Jak to zabrzmiało, ach...to oczekiwanie może być podniecające.
Do miłego.
Galernik dnia 28.03.2020 13:16
Ech, marzenno - a gdzie ja napisałem, że to będą żartobliwe wiersze. Jestem smutnym gościem, nieszczęśliwie zakochanym i będę pisał łzawe, smutne wiersze, o miłości, zdradzie, porzuceniu i wszystkich innych nieszczęściach tego świata.

Ale mnie sprowokowałaś. Oto pierwszy, napisany ad hoc, smutny wiersz o anomaliach:

W moim ogrodzie ślimak nie bodzie,
Koza nie szczeka, nie miauczy jeż.
Pies się nie łasi, krowa nie kwacze,
A ja skowyczę jak zbity pies.
Pod lipą siedzę, nad losem płaczę,
Bo nie wiem czemu wciąż się łajdaczę.

P.s.: ta lipa płacze nade mną też.

***

Inne moje rymowanki są tu:

http://www.portal-pisarski.pl/czytaj/68397/fraszki-trybunalskie

Pozdrawiam serdecznie
Marek Adam Grabowski dnia 29.03.2020 16:33 Ocena: Dobre
Jak na miniaturkę, to jest to mało minimalne, ale mniejsza z tym. Opowiadanie proste, ale ładne, zwłaszcza finał.

Pozdrawiam!
Galernik dnia 29.03.2020 19:20
Marku, dziękuję za wizytę,

Pozdrawiam
Kazjuno dnia 01.04.2020 10:41
Galerniku.
Dla mnie kolejna kabaretowa perełka. Piękny klarowny język, no i festiwal tego co w pisaniu najważniejsze! Wzbudzający podziw, zabarwiony znakomitym poczuciem humoru, dowód wprost na wspaniałą wyobraźnię Autora.

Choć dla mnie, w obliczu pandemii zwolennika wprowadzenia dyktatury (lub reżimu), mającej dyscyplinować naród, kolorowość barw, którą w końcu morduje szarość, utwór odczytuję jako ALEGORIĘ.
Nie, nie! Nie pomyśl, że odnoszę się do koronawirusa!
Powiedziałbym ALEGORIĘ o zabarwieniu politycznym. Manifest przeciwko prowadzonej przez kler pod rękę z pisowskim rządem wojnie z LGTB, "marszami równości", "czarnymi marszami" "tęczową rewolucją".
Deklarujesz się po stronie przeciwników "uciskowi", forsowanemu przez zwolenników konserwatyzmu rządzących "pisuarów", skierowanemu przeciw wolności seksualnej, małżeństwom jednopłciowym, adopcji dzieci przez pary homoseksualne.
Wprawdzie w tekście ani mru, mru na powyższy temat. Jednak tłamszenie przez szarzyznę tęczowych barw, nasuwa mi takie, a nie inne skojarzenie.
Cytat:
Tylko jedna, mała dziew­czyn­ka, córka Prze­wod­ni­czą­ce­go, która, mimo roz­po­rzą­dze­nia Rady Mia­sta, nadal no­si­ła we wło­sach tę­czo­we wstąż­ki, je­dy­nie ona wie­dzia­ła, że na jed­nym z drzew, ro­sną­cych wokół Placu Przy­jaź­ni, w roz­wi­dle­niu ga­łę­zi, utkwi­ła dość duża, prze­zro­czy­sta kulka. I tak pięk­nie błysz­czy w słoń­cu.
.
Także zacytowane zakończenie, budzi we mnie nieodparte wrażenie, potwierdzające Twoje sympatie. Jakby symbolizowało, że przyszłość należy do jak najdalej posuniętej "wolności". Wprawdzie dziecku nie w głowie jeszcze seks. Dziewczynka lubi, co oczywiste, kolorowość. Ale właśnie "tęczowi" zachęcają do jak najwcześniejszego edukowania dziatwy w doznawaniu przyjemności z drażnienia miejsc erogenicznych.

Sumując: ALEGORIĘ skierowaną przeciwko szarzyźnie, uosabianej bezbarwnymi sutannami, przeciwko konserwatywnym zgredom trzymającym władzę, zawarłeś w miarę taktownie.
Godną pozazdroszczenia WYOBRAŹNIĘ, zaprzęgłeś do wyważonej, a jednak czytelnej antypisowskiej demonstracji.

Cóż, obok zachwytu nad pomysłowością "Ciemnej materii", pozostawiłeś mnie ze szczyptą zawodu.
Nie jestem zwolennikiem agresywnej propagandy homoseksualizmu, a jej tęczowa symbolika (której kolorów nie sposób określić jako brzydszych od szarzyzny), wzbudza we mnie skojarzenia z lewackim terroryzmem.

Pełen podziwu dla świetnie zamaskowanego propagandowego geniuszu, pozdrawiam z szacunkiem.

PS Choć wolałbym, abyś ostrze Alegorii skierował w stronę przeciwną.
Galernik dnia 01.04.2020 20:38
Kaz - bardzo dziękuję za wnikliwą analizę i ocenę (wszak bez oceny).
To jednak dziwne, że tęcza tak jednoznacznie się teraz kojarzy. Słynna tęcza warszawska, wielokrotnie podpalana, która w końcu jednak poległa (chyba), powstała przecież jako symbol uniwersalny:

https://pl.wikipedia.org/wiki/T%C4%99cza_(instalacja_artystyczna)#Symbolika

Szczególnie groteskowo brzmią dziś słowa (cytat z powyższego):

"Autorka pracy, Julita Wójcik, została nominowana za „Tęczę” do tytułu Kulturysta Roku 2012 Programu III Polskiego Radia, a w styczniu 2013 została nagrodzona w kategorii sztuki wizualne Paszportem Polityki."

Wiesz, dopiero w czasie pisania pomyślałem, że kolorowe kulki mogą tak właśnie zostać odczytane! Twoja interpretacja to potwierdza.

Kazjuno napisał:
Nie jestem zwolennikiem agresywnej propagandy homoseksualizmu, a jej tęczowa symbolika (której kolorów nie sposób określić jako brzydszych od szarzyzny), wzbudza we mnie skojarzenia z lewackim terroryzmem.


Ja też nie jestem zwolennikiem propagandy. Jakiejkolwiek agresywnej propagandy, jestem za to zwolennikiem wolności. Wszelkiej, która nie szkodzi innym. A niech się kochają!

Make Love, Not War!

https://www.youtube.com/watch?v=UaYiNzV8UX0

Z pacyfistycznym zawołaniem, pozdrawiam serdecznie
Kazjuno dnia 01.04.2020 21:19
"Yes, yes, yes", że zacytuję skompromitowanego ex pisowskiego premiera. Make love - jak najbardziej. But in your bedroom not on the street. A nie jak całujący się namiętnie roznegliżowani pedzie na oczach małych dzieci. I to pod łopoczącą tęczową flagą.

Pozdrawiam serdecznie

PS Pomysł z kulkami w otoczce reszty, rewelka!
Miladora dnia 21.04.2020 19:59
Bardzo mi się podoba pomysł z tęczowymi kulkami, które zabarwiają całe miasto, by potem, niespodziewanie, zmienić się w szarość. :)
Opowieść ma klimat, Galerniku, i przeczytałam ją z zaciekawieniem, ale dobrze byłoby jeszcze coś dopracować.
Na przykład:
Cytat:
zle­cia­ła w dół

To pleonazm.
Cytat:
Prze­chod­nie ob­ser­wo­wa­li to bez zdzi­wie­nia, za­ję­ci co­dzien­ny­mi

Bez przecinka.
Cytat:
było ich już znacz­nie wię­cej jak na po­cząt­ku.

- niż na początku -
Cytat:
a świa­tło(,) prze­ni­ka­jąc przez nie, roz­dzie­la­ło się

Dodaj przecinek.
Cytat:
Spa­ce­ru­ją­cy przy­sta­wa­li, wpa­try­wa­li się, są­dząc za­pew­ne,

Do kosza.
Cytat:
Kiedy ko­lej­ne­go dnia rano, miesz­kań­cy wy­szli

Bez przecinka.
Cytat:
Nikt nie wie­dział(,) jak i dla­cze­go, ale wszy­scy miesz­kań­cy mia­sta, stali się nagle sied­mio­barw­ni.

Dodaj przecinek (,), a podkreślony usuń.
Cytat:
w tę­czo­wych ko­ścio­łach, msze od­pra­wia­li ko­lo­ro­wo

Bez przecinka.
Cytat:
Przez cały dzień trwa­ła jedna, wiel­ka, tę­czo­wa fie­sta.

Bez przecinków.
Cytat:
ba­da­li grunt, czy mo­gli­by tu wy­bu­do­wać

Zbędne.
Cytat:
dotąd mia­sto, w ciągu kilku dni stało się gło­śne

Bez przecinka.
Cytat:
Przed­sta­wi­cie­le naj­waż­niej­szych służb miej­skich, ze­bra­li się

Bez przecinka.
Cytat:
– Pró­bo­wa­li­śmy, nie da się, nawet pod dużym ci­śnie­niem – od­po­wie­dział Ko­men­dant Stra­ży.
– To może che­micz­nie?
– Po­dej­mo­wa­li­śmy próby, ko­lo­ry są od­por­ne na wszyst­kie do­stęp­ne środ­ki – od­rzekł Głów­ny In­spek­tor Służ­by Che­micz­nej.

Tak powinien wyglądać ten dialog.
Cytat:
– Zo­bacz­cie(,) In­spek­to­rze – prze­cią­gnął po ścia­nie dło­nią, na któ­rej zo­sta­ły czar­ne plamy.
Fak­tycz­nie schron nie wy­glą­dał naj­le­piej; ja­kieś ciem­ne sople wi­szą­ce z su­fi­tu, za­cie­ki na ścia­nach, plamy na po­sadz­ce.
– To pew­nie po re­mon­cie Placu Przy­jaź­ni; jeź­dzi­li tu nad na­szy­mi gło­wa­mi, ukła­da­li płyty. Ale za kilka dni skoń­czy­my i bę­dzie na­praw­dę po eu­ro­pej­sku – dodał za­do­wo­lo­ny.

A tak ten.
I zmień w tekście dywizy na myślniki (–)
Cytat:
spraw­ka sza­ta­na, czy in­nych sił nie­czy­stych.

Bez przecinka.
Cytat:
Od­po­wie­dzią było tylko za­ła­ma­nie rąk.
– Już pró­bo­wa­łem – od­rzekł. – Od pię­ciu dni się modlę i nic.

Oddzielaj dialogi od tekstu.

Od tego momentu sprawdź w tekście interpunkcję - masz za dużo przecinków albo ich brakuje. Dobrze byłoby też, zamiast przecinka, postawić w niektórych miejscach średnik.
Dialogi koniecznie powinieneś oddzielić od tekstu, żeby była większa przejrzystość.
A zakończenie byłoby lepsze w tej formie:
Cytat:
Tylko pewna dziew­czyn­ka, córka Prze­wod­ni­czą­ce­go, która mimo roz­po­rzą­dze­nia Rady Mia­sta nadal no­si­ła we wło­sach tę­czo­we wstąż­ki, wie­dzia­ła, że na jed­nym z drzew ro­sną­cych wokół Placu Przy­jaź­ni, w roz­wi­dle­niu ga­łę­zi, utkwi­ła dość duża, prze­zro­czy­sta kulka.
Tak pięk­nie błysz­cząca w słoń­cu.


No to miłego wieczoru. :)
Galernik dnia 21.04.2020 22:05
Miladoro Wielka - poprawiłem, a jeśli coś mi umknęło, to trudno. Jakoś będę z tym żył.

Cytat:
I zmień w tekście dywizy na myślniki (–)

Ha! mój komputer (program?) nie ogarnia takich niuansów. Trudno.

Pozdrawiam
Miladora dnia 21.04.2020 22:20
Galernik napisał:
Ha! mój komputer (program?) nie ogarnia takich niuansów.

Jeżeli same Ci nie przeskakują podczas pisania, to niestety musisz skopiować i wkleić. :)
Myślnik masz w komentarzu:
Cytat:
I zmień w tekście dywizy na myślniki (–)


Jutro zajrzę do tekstu, żeby zobaczyć jak sobie poradziłeś, dobrze?

Miłego wieczoru. :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
27/05/2022 21:02
A ja nie palę od 2008 :) Modami gardzę. Cytując klasykę:… »
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
wolnyduch
26/05/2022 21:03
Ciekawie, z polotem i wyobraźnią, pozdrawiam serdecznie :) »
mike17
26/05/2022 20:59
Jarku, wiersz przejmujący i pełny treściowo. Dziś pieniądz… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:37
Najnowszy:Urok osobisty
Wspierają nas