14. Miejska legenda: Kurier - MarcinD
Proza » Fantastyka / Science Fiction » 14. Miejska legenda: Kurier
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

- Jesteś pewna, że mówił prawdę? - Łuki zadał to pytanie po raz któryś z kolei. Nie wiem, który. Może pięćdziesiąty ósmy. W ciągu ostatniej godziny. Pomyślałam sobie, że jeszcze raz mnie o to zapyta i go zabiję. Albo przynajmniej ugryzę, bo robiłam się już w sumie trochę głodna. Od dwóch godzin siedzieliśmy na dworcu głównym, na ławce pośrodku peronu, na który za kilkanaście minut miał wjechać pociąg ze stolicy. Ja właściwie nawet nie siedziałam, tylko niemal leżałam, z nogami wyciągniętymi na dużej walizce. W zasadzie nawet zmieściłabym się do niej cała. Ale walizka była pusta. Rozejrzałam się wokół, po innych ludziach i przymknęłam oczy, wsłuchując się w emocje. Nie doszło do mnie jednak zupełnie nic. Kilka osób tylko gdzieś przelotnie zerknęło na mnie, na nas, gdzieś przeleciała jakaś myśl na mój temat, ale nie było to nic szczególnego. Od dawna już nauczyłam się wyczuwać nastroje i jeżeli był tutaj ktoś, kto miał odebrać kuriera, musiał być doskonale opanowany i najzwyczajniej w świecie zupełnie się nie bać. Oparłam głowę o ramię Łukasza i zamknęłam oczy. Było pieprzone południe, więc czułam wszędzie wokół ciepło. Na nogach miałam swoje ulubione glany, których wysokie cholewki obejmowały ciasno nogawki czarnych, dżinsowych rurek. Reszty dopełniał czarny t-shirt oraz oczywiście mój szary, dresowy płaszcz, którym owinęłam się jak kokonem.
- Tak, jestem pewna - westchnęłam. - Inaczej połamałbym mu nogi - dodałam od niechcenia. Poczułam, że Łukasz popatrzył na mnie, ale nie widziałam jego wzroku, ukryta pod kapturem. Poczułam jednak z jego stronę obawę. Chyba musiałam trochę przystopować, bo on naprawdę zaczynał się mnie bać.
- Ty musisz się zawsze tak owijać? - zapytał tylko, ale nawet nie odpowiedziałam. Przecież wiedział, że tak. Raz nawet specjalnie pokazałam mu w jego mieszkaniu jak moja skóra zaczęła niemal w oczach się czerwienić, gdy wystawiłam lewą dłoń bezpośrednio na słońce. Zrozumiał i uwierzył, że moja "alergia na słońce" była naprawdę groźna. Ha, w sumie to faktycznie była alergia.
- Oj, wiesz, że tak - powiedziałam i wstałam, słysząc nadjeżdżający pociąg. Był oczywiście bardzo daleko, do przyjazdu zostało jeszcze dobrych kilka minut, może nawet kilkanaście. Ale mój nadludzki słuch już go wyłapał wśród ogólnego chaosu.

- Opóź...trzszszszsz... ny pociąg z Warsszzzzzzy do Wroocłłłł... a wjedzie na tor ...gi przy peronie ...tym. - Moje domysły potwierdził dźwięk megafonu, w klasyczny sposób potwornie zniekształcając informacje. Popatrzyłam w stronę nadjeżdżającego pociągu i czekałam. Chłopak, z którym rozmawiałam dzień wcześniej, wciąż nie był w stanie precyzyjnie określić, kim była osoba, na którą czekał Łukasz i kilku innych policjantów w cywilu tutaj jeszcze. Kurier miał być turystą z górskim plecakiem. Miał nie pasować do centrum miasta. Miał sam pójść wiedząc, gdzie ma iść. To było naprawdę niewiele. Ale wiedziałam, że dam radę. Chociażby dlatego, że po prostu wywącham prochy, które miał przy sobie ten "turysta". W sumie tak naprawdę właśnie po to kupiłam kilka porcji różnych dragów od dilera, który był moim informatorem - by nauczyć się ich zapachu. Teraz przebijałam każdego, nawet najlepiej wytrenowanego policyjnego psa. Gdy pociąg wjechał na peron i przymknęłam oczy, wczuwając się we wszystko co do mnie dochodziło pozostałymi zmysłami, poczułam... coś. Jakiś zapach. Oczywiście, czułam zapachy wszystkich otaczających mnie ludzi. Najróżniejsze wachlarze odcieni zapachów. Delikatne perfumy kobiet mieszały się z mocnymi, toaletowymi wodami mężczyzn, nad które przebijały się kobiece feromony. Któraś z obecnych kobiet musiała mieć okres, bo wyczułam zapach jej miesięcznej krwi, ktoś inny był mocno zmęczony i pewnie wracał z balangi, bo wyczułam nieprzyjemny zapach potu zmieszanego z przetrawionym alkoholem z poprzedniego dnia. Gdzieś ponadto wybijał się smród palonego papierosa, metaliczny zapach działających hamulców, naelektryzowany zapach silnika pociągu. Ale wszystko to przebijał jeden, szczególny. Taki, którego nie umiałam poprawnie zidentyfikować, chociaż złapałam się na myśli, że obracam już głowę w stronę jego źródła. Zapach, który mnie kusił, przyciągał, sprawiał, że nie byłam w stanie wywąchać nic innego, bo wszystko inne było tłem. Nie otworzyłam jeszcze oczu, mając nadzieję, że źródło zapachu będzie bliżej. Usłyszałam, że pociąg się zatrzymał i ktoś od mnie podszedł. Poznałam od razu Łukasza, jego ostry, wyraźny zapach potu nie ukrył się pod perfumami. Nauczyłam się już, że Łuki tak po prostu miał. Taki typ. Drzwi pociągu otworzyły się i zaatakowała mnie fala nowych dźwięków, emocji i zapachów. Ale one wszystkie były tylko tłem, wysoko ponad to wszystko wybił się jeden. Jeden, który już poznałam. Doskonale mi znany zapach dawno zasmakowanej krwi. Otworzyłam oczy. O kurwa. Na peron wysiadła szczupła, niewysoka dziewczyna, z burzą lokatych, brązowych włosów na głowie. Zmierzyłam ją szybko wzrokiem. Traperskie, brązowe buty z białymi podkolanówkami, zrolowanymi przy kostkach, turystyczne, krótkie spodnie do kolan, koszulka na guziki odsłaniająca pasek nagiej skóry na wysokości pępka, szeroka bandana na szyi i spory, turystyczny plecak. Spojrzałam w jej twarz i rozpoznałam ją bezbłędnie. Emilia. Pamiętałam doskonale jej zapach, smak jej skóry, smak jej krwi gdy po raz pierwszy, jeszcze w stolicy, ukąsiłam człowieka ratując się przed poskładaniem z głodu. Tymczasem ona rozejrzała się wokół, nie zauważyła mnie jednak, bo zdążył mnie otoczyć tłum pasażerów i ruszyła gdzieś przed siebie, oddalając się. Wciągnęłam mocno powietrze, utrwalając jej zapach.
- I co? - zapytał Łukasz. - Mamy kogoś? - zapytał. Zerknęłam na niego na bok, potem na oddalającą się Emilię. Nie musiałam nawet zastanawiać się nad żadną lojalnością. Poza tym byłam głodna. Krok na bok wystarczył, by pomiędzy mnie i Łukasza weszło kilka osób, potem kolejne. - Kamila! - Usłyszałam jego krzyk, ale ruszyłam już szybko przed siebie, wciąż patrząc w plecy Emilii, bez trudu ciągnąc za sobą pustą walizkę. Nie mogłam jej zgubić. Za to w tłumie pasażerów błyskawicznie zgubiłam Łukasza. Pozostałych policjantów też.

Gdy tylko Emilia wyszła z dworca, z bocznej kieszeni spodni wyciągnęła telefon i patrzyła w jego ekran. Domyśliłam się, że prowadziła ją nawigacja GPS. Gdy skręciła za róg, przyspieszyłam i dosłownie w kilka kroków za nią. Widziałam, jak szła krok za krokiem, widziałam jak w prawej dłoni trzymała telefon, a lewą miała opuszczoną wzdłuż ciała. Zrobiłam jeden krok szybciej i w chwili, gdy zrównałam krok z jej marszem tuż obok niej, miękko chwyciłam ją za dłoń. Dziewczyna wystraszyła się, ale przytrzymałam ją mocno i pewnie.
- Nic nie mów. Nie reaguj. Śledzi cię policja. Chodź za mną, pomogę ci - powiedziałam szybko i pociągnęłam ją w najbliższą ciemną uliczkę. Od razu poczułam jej strach, byłam pewna, że nie rozpoznała mnie jeszcze, zerkała tylko na mnie z ukosa i dała się prowadzić. W końcu doszłyśmy niemal do połowy wąskiego przesmyku, pogrążonego w półmroku i zatrzymałam się. Odwróciłam ją tak, by mogła spojrzeć na mnie i zdjęłam z głowy kaptur. Widziałam po jej spojrzeniu że mnie rozpoznała.
- Maja! To ty! Tutaj? We Wrocławiu? Wszyscy cię szukają w Gdańsku! Co ty tu robisz? - zapytała, pełna zaskoczenia.
- Maja? Jaka Maja? Emilia, masz podążać ścieżką, zeszłaś z drogi! - Wyraźnie usłyszałam głos z jej komórki i sięgnęłam po telefon. Na ekranie rzeczywiście zobaczyłam pieszą mapę Google Maps oraz aktywne połączenie z jakimś numerem ze stolicy. Uśmiechnęłam się i chwyciłam mocno smartfona.
- To nie będzie nam już potrzebne - powiedziałam, uśmiechnęłam się do niej i z głośnym trzaskiem złamałam urządzenie, po czym rzuciłam na chodnik jego resztki.
- Maja... Co ty zrobiłaś? Ja musiałam... Mam plecak. Muszę go dostarczyć. Są w nim... - Urwała, a ja poczułam od niej rodzącą się panikę.
- Szszszsz... - Uciszyłam ją, kładąc jej palec na ustach. Byłam bardzo blisko niej, niesamowicie blisko. Czułam jej zapach, słyszałam jej serce. Tłukło się w oszałamiającym tempie, a adrenalina i strach jeszcze dodawały uroku jej zapachowi. Pogładziłam jej policzek. - Tęskniłam za tobą. Co słychać w Warszawie?
- Maja... - powiedziała. - Puść. Wszyscy cię szukają. Liwia jest... ona pojechała do Gdańska. Zaraz potem, jak udało ci się uciec. Puść mnie - dodała, usiłując wyswobodzić rękę, ale mocno trzymałam ją za nadgarstek. - To boli - dodała, ale zignorowałam ją zupełnie. Byłam tylko wpatrzona w jej szyję. I czułam, jak potęgował się mój Głód.
- Stęskniłam się za tobą, Emilia. Barrrrdzo. - Zamruczałam jak kot, zupełnie głucha na to, co mówiła do mnie.
- Maja, puść, mam tutaj zadanie. Ono może dać mi wolność, rozumiesz? Puszczaj! Muszę komuś zanieść ten... plecak. Skąd w ogóle wiedziałaś, że policja na mnie czeka? - zapytała Emilia i zaczęła się szarpać, ale tylko całą sobą docisnęłam ją do ściany. Byłyśmy mniej więcej tego samego wzrostu, więc mogłam z bardzo bliska spojrzeć jej oczy. Wygaszonym wzrokiem. Ale i tak widziałam w jej oczach niemal zwierzęce przerażenie.
- Maja. Puść. Mnie. Natychmiast - powiedziała gniewnie Emilia, wciąż usiłując się uwolnić, chociaż oczywiście nie była w stanie w żaden sposób mnie odeprzeć.
- Nie - powiedziałam z uśmiechem, przyszpiliłam ją drugą ręką do ściany i zrobiłam coś, czego sama do końca nie rozumiałam, ale to przyszło jakoś tak samo z siebie. Zbliżyłam się jeszcze bardziej i mocno, namiętnie pocałowałam ją w usta. Poczułam jak zamarła w bezruchu, totalnie zaskoczona i zamroczona, ale miałam wrażenie, że jej strach gdzieś zniknął. W pewnym momencie oddała mi pocałunek i nieśmiało, jakby ze strachem, oparła mi dłonie na biodrach. Zaczęłyśmy się całować delikatnie, potem mocniej. Usłyszałam jej delikatny pomruk i moje usta spłynęły delikatnie na jej szyję, zsuwając niżej jej szeroką bandanę.
- Maja... Nie... Co ty robisz? Przestań, proszę... - Wyszeptała, ale oczywiście nie zamierzałam przestać. Czułam już, że moje kły zaczęły się wysuwać. W pewnym momencie otworzyłam usta i po prostu ukąsiłam ją w szyję, wbijając głęboko kły. Szarpnęła się mocno, ale oczywiście nic to nie dało. Krzyknęła, ale to też na nic. Przytrzymałam ją mocno i zaczęłam spijać jej krew, czując jak wypełnia mnie, tak, jak za każdym razem, nieopisana rozkosz. Spijałam łyk za łykiem. - Nie, zostaw mnie. Puść. Dość. To boli. Za dużo. Zabijesz mnie... - Emilia zaczęła skomleć, ale nie przerwałam. Gdy wypiłam czwarty, głęboki łyk, poczułam, jak dziewczyna zwiotczała. Puściłam ją i tak po prostu osunęła się na ziemię. Oparłam się o ścianę dwoma rękami, patrząc z góry na nią i widziałam, jak odpływa. Kurwa mać! Z całą siłą uderzyłam pieścią w ścianę, aż rozbiłam kilka cegieł i posypały się rdzawe odłamki, a wraz z nimi moja krew i kawałki naskórka. Jak zawsze, pozbawione kontaktu z resztą ciała, niemal od razu z sykiem utleniły się, łapiąc drobne promyki słońca. Ten widok przypomniał mi, że w jakiś sposób udało mi się przekazać krew Elwirze. I właśnie uświadomiłam sobie, że tylko moja siostra może mi pomóc. Otworzyłam dużą walizkę tuż obok leżącej bez ducha Emilii. Bez trudu zdjęłam jej plecak, po czym włożyłam jej wątłe, pozbawione przytomności ciało do wielkiej, plastikowej walizki. Zmieściła się bez trudu, mając jeszcze kilka centymetrów zapasu. Popatrzyłam teraz na leżący niedbale pod ścianą plecak i bez namysłu wrzuciłam go do najbliższego, dużego kontenera na śmieci, po czym włączyłam w telefonie lokalizację GPS, oraz zrobiłam zdjęcie i wysłałam Łukaszowi. A potem zaczęłam pisać do niego.

"Zdążyłam dopaść mojego chłopca i przesłuchać. Kurier już zniknął, ale zostawił plecak, jest w kontenerze. Zdjęcie ma geolokalizację. Zajmijcie się tym, zbieram się do domu, lepiej, żeby twoi koledzy mnie nie zobaczyli tutaj, po co masz odpowiadać na mój temat.".

Gdy tylko zobaczyłam, że przy wiadomości pojawiły się dwa niebieskie znaczki, zaznaczyłam ją i kliknęłam "Usuń u wszystkich". Nauczyłam się nie zostawiać śladów. A zaraz potem zadzwoniłam do Elwiry. Odebrała po dwóch sygnałach.
- Potrzebuję twojej pomocy! - wypaliłam, nim Elwira zdążyła cokolwiek powiedzieć.
- Kamila? - Usłyszałam pytanie. - Kurwa, nie wiem, co jest grane, ale twoja krew wypaliła mi wszystkie odczynniki. Rozumiesz? Jak, kurwa, krew aliena na pokładzie Nostromo. - Odruchowo pokręciłam głową i ruszyłam przed siebie, ciągnąc za sobą walizkę z Emilią w środku.
- To teraz nieważne. Słuchaj, potrzebuję krwi. Natychmiast - powiedziałam, ale usłyszałam tylko prychnięcie.
- No, to świetnie. I skąd ci niby ją wezmę? A nie, czekaj... Mamy tu przecież sklep... 
- Kurwa, Wirka! - Przerwałam jej głośno, aż kilka osób na ulicy na mnie popatrzyło, ale zignorowałam te spojrzenia. - Idę do naszego mieszkania, ciągnę za sobą walizkę, w której mam dziewczynę, rozumiesz? W walizce. Dziewczynę. W stanie, jakby to powiedzieć, agonalnym - dodałam. Po drugiej stronie zapadła cisza. Trwała ze dwie sekundy, ale dla mnie było to i tak potwornie długo.
- Czekaj. - Usłyszałam kilka trzasków drzwi, naprędce rzucone przez Elwirę "czekaj, to ważne" i wreszcie znów ciszę. - Jeszcze raz? I niech się, kurwa, przesłyszałam.
- Miałam głoda. Musiałam kogoś dziabnąć. Trochę przesadziłam. Za kwadrans będę w naszym mieszkaniu. Wirka, pomóż! Ona nie może umrzeć, no! Wymyśl coś - powiedziałam i złapałam się na myśli, że zaczynam iść nienaturalnie szybko jak na człowieka. Niemal wbrew swojej woli zwolniłam.
- Ja pierdolę. Ty naprawdę nie jesteś normalna. I co ja mam teraz niby zrobić? Wykrwawiłaś ją? Ile jej wyżarłaś? - zapytała oskarżycielskim tonem.
- Nie wiem, ze cztery duże łyki... No może pięć. Weź, ty nic nie wiesz... To jest takie dobre. Ja nie umiałam się... 
- Dobra, zamknij się, bo myślę. Cztery duże łyki. Może pięć. Czyli nie zabiłaś jej od razu, ale sama z tego nie wyjdzie. Będzie jej brakować gdzieś koło dwóch litrów. Grupy oczywiście nie znasz? - zapytała Elwira. Tym razem to ja prychnęłam. Znałam wszystkie możliwie grupy krwi. Umiałam je rozróżnić nawet po zapachu, nie mówiąc o smaku. Emilia miała najsłodszą.
- Oczywiście, że znam! - powiedziałam. - Zero Minus - dodałam.
- Kurwa, no oczywiście, nie mogło być inaczej. - Usłyszałam w komórce. - Wiesz co? Kurwa, Kamila. Znowu ci ratuję dupę. Będę za dwadzieścia minut. Masz tam być. Ja cię w końcu zabiję. Nie wiem jak, ale zabiję. Dla świętego spokoju mojego i wszystkich innych - warknęła gniewnie i najzwyczajniej w świecie się rozłączyła. A ja zorientowałam się, że niemal już biegłam, bezlitośnie obijając walizką po chodniku. Nawet nie zauważyłam, kiedy odpadło jedno kółko. I przypomniałam sobie, że nawet nie pamiętam, czy w pionowo trzymanej walizce Emilia znajdowała się głową w górę, czy w dół. Wpadłam do naszego mieszkania jak szalona.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MarcinD · dnia 26.03.2020 12:28 · Czytań: 565 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 2
Komentarze
marzenna dnia 03.04.2020 11:50 Ocena: Świetne!
Hmm, Marcin przeczytałam i mam uczucie jakbym zjadła dobre i słodkie ciastko. Mniam, co raz lepiej. Wciąga mnie Twoja przygoda. Te pocałunki, zapachy, delikatny a zarazem krwawy erotyzm.
Jest ciekawie, to nienasycenie bardzo mi znajome. Też pragnę, krew jako symbol. Mniam jestem głodna, albo...nie powinnam się rozpisywać, to nieładnie tak...a może, przecież to takie ludzkie i nieludzkie zarazem. Jak odlot, jak słodka przyjemność, którą daje zaspokojenie głodu. Jak przypuszczałam badania krwi wykazały skłonności destrukcji. Podobało mi się bardzo. :)

Pozdrawiam i czekam...właściwie na co? :)
MarcinD dnia 03.04.2020 17:04
marzenna napisała:
Jak przypuszczałam badania krwi wykazały skłonności destrukcji. Podobało mi się bardzo.

Dokładnie. Kamila, jako "całość", jest już całkiem nieźle odporna na słońce, skóra nabrała odporności z czasem. Jednak jej tkanki, oddzielone od całości, od reszty ciała, natychmiast płoną pod wpływem słońca. Cóż, słońce wciąż jest bardzo niebezpieczne. Podkreśliłem to tutaj:

Cytat:
Jak za­wsze, po­zba­wio­ne kon­tak­tu z resz­tą ciała, nie­mal od razu z sy­kiem utle­ni­ły się, ła­piąc drob­ne pro­my­ki słoń­ca.


marzenna napisała:
Pozdrawiam i czekam...właściwie na co?

Cóż, myślę, że na piętnasty rozdział B) . Jest w trakcie produkcji ;-).
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
27/05/2022 21:02
A ja nie palę od 2008 :) Modami gardzę. Cytując klasykę:… »
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
wolnyduch
26/05/2022 21:03
Ciekawie, z polotem i wyobraźnią, pozdrawiam serdecznie :) »
mike17
26/05/2022 20:59
Jarku, wiersz przejmujący i pełny treściowo. Dziś pieniądz… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:39
Najnowszy:Urok osobisty
Wspierają nas