5. Liceum Samobójców - pliszka
Proza » Inne » 5. Liceum Samobójców
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Wychodząc rano z pokoju, poczułem się niczym zmartwychwstały bóg. Prawie cała szkoła zdążyła już postawić na mnie krzyżyk — surprise bitch! Na bladych twarzach uczniów niemal dostrzegałem wyrazy radości, że żyję. Potem przetarłem zaspane oczy i uświadomiłem sobie, że to jednak tylko parszywe uśmieszki świadczące o tym, że cieszą się, że to teraz ja będę przeżywał swój czas tortur w gabinecie Brauksa. Mimo tego nielubianego obowiązku, dzisiejszy dzień wydawał się jakoś mniej depresyjny niż reszta. Może dlatego, że wczoraj karetka podjechała pod budynek, aby zabrać tylko jednego trupa. Ot tak, jak wywóz śmieci. Tyle dobrego dla naszej społeczności, że była to osoba wyjątkowo znienawidzona przez wszystkich, i uczniów i nauczycieli.  Samantha McDanney. Zachowywała się jak szlachcianka na każdym kroku. Jadała tylko u siebie w pokoju, bo stołówka szkolna była dla niej „wylęgarnią plebsu i hołoty”, do klasy wchodziła spóźniona na każdą lekcję, ponieważ „nie będzie przemierzać korytarzy razem z tym bydłem”, a wszyscy napotkani ludzie na jej drodze byli „niewarci jej spojrzenia”.  Wczorajszej nocy Jej Wysokość podcięła sobie żyły pod prysznicem. Co za mało arystokratyczne samobójstwo. Mogła wymyślić coś droższego. Na przykład połknąć garść tabletek i popić drogim szampanem, albo podciąć sobie gardło ostro przyciętą sztabką złota. Najwyraźniej tej nocy spadła jej korona z głowy po raz ostatni.

Po trzydziestu minutach oczekiwania w końcu otwierają się drzwi do gabinetu psychologa, w których staje Cassidy z posępną miną. Zapewne znów dostała kazanie, aby nie wyręczała go w jego pracy.

- Nie bierz rodzynek. To nie rodzynki — rzuciła żartobliwie, mijając się ze mną w drzwiach, ale chyba tylko po to, aby nie wyjść na skarconego kundla.

Gabinet Brauksa bardziej przypomina gabinet doktora niż nauczyciela z niską pensją. Smukłe szare biurko stoi samotnie przy północnej ścianie z ogromnym oknem, które zawsze jest zasłonięte zielonymi żaluzjami. Cały pokój ożywia jedna mała paprotka na stoliku po prawej. Pod ścianą stoją dwa rozkładane krzesełka, na których i tak nikt nigdy nie siada, bo przychodzi się tu pojedynczo. A na każdą osobę czeka osławione ,,krzesło tortur". Twarde jak cholera. Klapnąłem na nie z ogromną nadzieją natychmiastowego wstania, ale powstrzymałem się. Rzuciłem plecak na podłogę i osunąłem się na krześle. Ku mojemu zdziwieniu Brauks nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Czytał coś z zamyśloną miną filozofa greckiego albo ucznia, który udaję, że cokolwiek rozumie z lekcji. Odkaszlnąłem.

— Oh, Darren! To już ty — powiedział, odkładając segregator na stolik obok.
Tak, to już ja! - wykrzyknąłem, udając sarkastycznie podekscytowanie i spojrzałem w okno, jakby było tam coś ciekawszego niż zielone żaluzje.
— Weź sobie rodzynkę — powiedział i przysunął mi małą miseczkę z rodzynko-podobnym czymś w środku.
— Y... Nie, dzięki. Obydwaj wiemy, że to nie rodzynki — spojrzałem podejrzliwie na to ,,coś".
— Yh… No dobrze, więc co my tu mamy? Oceny w porządku, ale chemia troszkę słaba — przeglądał moje akta zbrodni zwane dziennikiem.
— Gorsze dni. Nie zamierzam się poprawiać.
— Wcale nie każe ci się poprawiać. Naprawdę dobrze ci idzie. Jak przygotowania do testów?
— Dobrze.
— A twoje samopoczucie? Czy nie masz takich dni, kiedy...? — psycholog, ale nawet nie umie zapytać, czy chce mi się żyć.
— Nie, panie profesorze, nie zamierzam się zabić — powiedziałem, chcąc jak najszybciej stąd wyjść.
— Nie tylko o to mi chodzi, w stosunkach z przyjaciółmi i bliskimi... — przerwał i zdał sobie sprawę z tego, co powiedział.
— Jakbyś nie zauważył, to nie mam bliskich ani przyjaciół, więc podpisz mi ten cholerny kwitek i wypuść mnie z tej kanciapy — wstałem gwałtownie, kładąc na stoliku świstek z poświadczeniem odbycia tej chorej rozmowy.

Przysunął go w swoją stronę, widząc, że ta rozmowa nie potoczy się po jego myśli. Spojrzał na mnie troskliwym wzrokiem, z wyrazem twarzy jakbym właśnie popełnił życiowy błąd. Piórem, które wyglądało jak wyjęte z uczniowskiego piórnika, machnął podpis i przesunął kartkę w moją stronę. W jego oczach widziałem jeszcze iskierkę nadziei, że może jeszcze usiądę i cokolwiek mu powiem. Szybko i skutecznie ją zgasiłem. Zgarnąłem świstek, zarzuciłem plecak na ramię i już chciałem wyjść, kiedy mnie zatrzymał.

Zaczekaj jeszcze. Mam coś dla ciebie.

Wyjął z szuflady żółtą kopertę, lekko zakurzoną i oblaną jakąś brązową cieczą na rogu. Nie położył jej na biurku, lecz trzymał kurczowo w dłoni, która coraz bardziej zaczynała drżeć.

— To od twojego ojca. Proszę, chociaż przeczytaj.

Wziąłem kopertę, nawet jeszcze nie przyswajając wiadomości, że rzekomo mój ojciec się odezwał. Wpakowałem ją do kieszeni jak niechcianą ulotkę wepchniętą nam przez kogoś na ulicy. Wyszedłem z gabinetu zdecydowanie najszybciej ze wszystkich uczniów. Nie myśląc dużo, wrzuciłem kurs na swój pokój. Szedłem, obijając się o ludzi, starając się nie dopuszczać do uszu wszystkich szeptów na mój temat. A mimo to i tak je słyszałem. Cholerne szepty jeszcze bardziej parszywe niż ten głos odwiedzający mnie czasami nocą.

Wpadłem do pokoju i rzuciłem się na łóżko. Nie chciałem patrzeć na tę kopertę. Wyobrażałem sobie ojca piszącego ten list. Jego wyraz twarzy, jego puste oczy, zimne dłonie. Nie chciałem czytać jakiegoś marnego świstku od tego człowieka. Po paru minutach usiadłem na krawędzi łóżka z kopertą w ręku. Przyglądałem się jej uważnie, jakby tam była jakaś odpowiedź na pytanie, które zadaję sobie od kilku lat. Nie wiedziałem, czego się spodziewać i nie wiedziałem, czy chcę to czytać. Gdy próbowałem skupić się na swoich myślach, usłyszałem krzyk dochodzący jakby zza okna, ale gdzieś blisko. Wyjrzałem na zewnątrz. Przed szkołą stała grupka nauczycieli i cała gromada szkolnych gapiów. Uniosłem wzrok nieco wyżej i dostrzegłem wiszące nade mną nogi. Domyślałem się, że zaraz przed moim oknem przeleci kolejna poraniona dusza. Nie interesowało mnie zbytnio, kto to i czemu chcę się zabić. Kilka osób na dole krzyczało, aby się wycofała, że jeszcze nie teraz. I wtedy usłyszałem: ,,Litt nie skacz!". Litthia Morgo chciała się zabić? Nie ma tu innej Litt. Piękna, niska, słodka dziewczyna z blond loczkami. Większych zielonych oczu nigdy nie widziałem. Jej malinowe usta zawsze pięknie mówiły o poezji. Ubierała się w kolorowe i często błyszczące ciuchy. Miała wełniany sweterek chyba w każdym odcieniu tęczy. Sama była jak chodząca tęcza, co wyróżniało ją z tłumu. Tutaj prawie każdy chodzi w czarnych dresach. Ona była jedną z nielicznych, w których można było dostrzec chęć do życia. Jaka tragedia musiała się stać, że taka dziewczyna jest tutaj w takim stanie? W pierwszej klasie miałem z nią dobry kontakt. Lubiliśmy się. Co ja pieprzę? Kocham się w niej, odkąd tu trafiłem. Ale zawsze wydawała mi się za wysoką ligą. Nigdy nie mogłem z niej wyciągnąć, co się z nią dzieje. I nie mam pojęcia, dlaczego teraz oglądam jej dyndające stopy nad moim parapetem. Szukałem w głowie czegoś, co sprawi, że się wycofa. Coś, co ją tutaj zatrzyma. Nie zwracała uwagi na nikogo. Zabarykadowała drzwi od pokoju. Byłem najbliżej, ale nie mogłem jej uratować własnymi siłami. Mogłem próbować rozmawiać, ale złudne były nadzieje, że to pomoże.

— Litt... Litthia tutaj! — powiedziałem na tyle głośno, aby usłyszała mnie pomimo szlochów. Wychyliła się niebezpiecznie nisko tak, że widziałem jej twarz. Spojrzała pytającym wzrokiem i z wyrzutem, czemu zakłócam jej pięć minut w tej szkole i ostatnie chwile życia.
 Yy... Pamiętasz, pożyczyłaś ode mnie ostatnio książkę. ,,Tristan i Izolda". Mówiłaś, że ją już skończyłaś. Przyniesiesz mi ją? — W chwili stresu nic innego mi nie przyszło do głowy. Chciałem, chociaż spróbować.
— Dzięki. Jest pod łóżkiem, obok lektur szkolnych. Weź sobie — powiedziała spokojnie... i skoczyła.

Zacisnąłem oczy. W upływie sekundy wyłączyłem wszystkie zmysły, aby nie słyszeć trzasku ciała o chodnik. A jednak to poczułem. Wszystko poczułem, jakbym to ja tam teraz leżał. Piorunujący, nerwowy ból przeszył moje ciało, aż miałem wrażenie, że uchodzi z moich palców u stóp. Jak najszybciej zamknąłem okno, aby nie docierało do mnie całe zamieszania z dołu.

To nie mogło się udać. Jeśli chciała się zabić to i tak by to zrobiła. Usiałem na łóżku. Patrzyłem się bez celu na pokój. Nagle coś pod stolikiem przykuło moją uwagę. ,,Tristan i Izolda"  piękne, pozłacane wydanie. No tak... oddała mi tę książkę kilka dni temu. Nawet nie pamiętałem. A i tak odpowiedziała, nie chciała się wdawać w dyskusję. Poczuła się zapewne jak nic nieznacząca osoba, tak ,,nijako". Nie pamiętałem, że z nią rozmawiałem, że oddała mi tę cholerną książkę. Zawaliłem. Z niechęcią podniosłem kopertę od ojca z ziemi. Rzuciłem ją na stolik i zakopałem się w kocach. Na dziś  dość. Biorę wolne od życia na czas bliżej nieokreślony.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
pliszka · dnia 15.04.2020 08:43 · Czytań: 729 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 6
Komentarze
Miladora dnia 17.04.2020 19:46
Będzie następna część? :)

Czytając, wiedziałam, że dobrze czujesz to, o czym piszesz. Masz dużo empatii, Pliszko, skoro tak potrafisz oddać doznania bohatera.
Odniosłam też wrażenie, że pisze Ci się niesłychanie łatwo. Być może to wrodzony talent sprawia, że mimo tylu błędów po prostu chce się czytać Twoje teksty.
Nie zmarnuj tego.

Aha - na przyszłość:
Cytat:
Po 30 mi­nu­tach ocze­ki­wa­nia

Liczby w literaturze piszemy słownie. Nie "2 krzesła", tylko dwa krzesła.

Miłego wieczoru. :)
wiosna dnia 17.04.2020 21:31
No i, idąc tropem:) Miladory, przeczytałam wszystkie części. Zaintrygowałaś listem od ojca, a i opowieść o Litt bardzo sugestywna.

Cytat:
Rzu­ci­łem ple­cak na pod­ło­gę i osu­ną­łem się na krze­śle. Ku mo­je­mu zdzi­wie­niu nawet nie zwró­cił na mnie uwagi.

Tu wygląda tak, że to plecak nie zwrócił uwagi na bohatera:)
Cytat:
Ona była nie­licz­na, w któ­rej można było do­strzec

Może ona była jedną z nielicznych, w których można było dostrzec?
Inne miejsca na pewno znajdziesz sama. Warto.
Pozdrawiam:)
pliszka dnia 17.04.2020 23:01
Droga Miladoru, droga Wiosno.
Nawet sobie nie wyobrażacie, jak wiele radości sprawiły mi Wasze komentarze. Dziękuję za wszystkie uwagi, opinie, a przede wszystkim, że przeczytałyście wszystkie części. Podziwiam Was, że udało wam się to pomimo tych moich błędów. Wiem, że jest ich oho-ho i jeszcze więcej. Cóż, było to moją zmorą już od podstawówki i nie wypracowałam tego, tak jak powinnam. Przyznaje się do tego bez bicia. Zanim zabiorę się za kontynuację, będę się starała poprawić poprzednie części. Obiecuję, że zrobię co w mojej mocy, aby dalej czytało się lepiej. Podobne teksty pisałam jakiś czas temu na amatorskich portalach z tanimi fanfictions, więc nie zwracałam tam dużej uwagi na pisownie (choć zdecydowanie powinnam). Jeszcze raz składam ogromne podziękowania w szczególności za Waszą wiarę we mnie :) Będąc kimś, kto pisze, aby coś z siebie wyrzucić, a nie dlatego, że myśli, że potrafi pisać, to Wasze słowa są dla mnie niczym trofea.
Miladora dnia 18.04.2020 01:12
pliszka napisała:
będę się starała poprawić poprzednie części.

A jakże. :)

1. Zacznij od poprawienia literówek, żeby teksty były czyste.

2. Potem przejrzyj je pod kątem błędów ortograficznych - jeżeli nie będziesz pewna pisowni jakiegoś słowa, sprawdź w internetowym słowniku Sjp albo Sjp PWN.
Na przykład:
Cytat:
Co za mało ary­sto­krac­kie sa­mo­bój­stwo. / oddała mi książkę


3. Sprawdź teksty pod kątem powtórzeń.
Na przykład:
Cytat:
A jed­nak to po­czu­łem. Wszyst­ko po­czu­łem, jak­bym to ja tam teraz leżał. Pio­ru­nu­ją­cy ner­wo­wy ból prze­szył moje ciało, aż po­czu­łem,

Dwa pierwsze "poczułem" to powtórzenia wzmacniające wymowę tych zdań. Są to tak zwane powtórzenia celowe. Trzecie jednak jest już tylko zwykłym powtórzeniem, które źle wpływa na stylistykę i osłabia to, co chciałaś podkreślić.

4. Następnie przejrzyj teksty, czy nie masz przypadkowo rymujących się słów, bo w prozie są one dysonansem. Jeżeli masz, to zmień na jakiś nierymujący się synonim lub inną formę gramatyczną. Na pociechę powiem Ci, że akurat na to nie chorujesz przewlekle, ale sprawdzić nie zaszkodzi. ;)

5. Na koniec zostaje interpunkcja i zapis dialogów. Uzupełnij przecinki albo skasuj, gdy nie są potrzebne, i sprawdź, czy prawidłowo stawiasz inne znaki, na przykład myślniki:
Cytat:
- Weź sobie ro­dzyn­kę.- po­wie­dział

Przed i za myślnikiem zawsze dajemy spację. To, co masz powyżej, to nie myślnik (–), lecz dywiz (-). Widać, że jest krótszy. Wymień w tekstach wszystkie dywizy na myślniki. Jeżeli nie masz, to skopiuj z komentarza i wklej.
No i zostają dialogi.
– Weź sobie ro­dzyn­kę – po­wie­dział.
Bez kropki po rodzynce, bo to jedno zdanie. Jest nim nawet wtedy, gdy użyjemy wykrzyknika, pytajnika czy wielokropka, bo słowa po nich to kwestie "mówione", które piszemy małymi literami:
– Nie bierz rodzynek! – krzyknął.
– Chciałbyś rodzynkę? – spytał.
Cytat:
Przy­nie­siesz mi ją? - (W) chwi­li stre­su nic in­ne­go mi nie przy­szło do głowy.

Tu natomiast są dwa zdania - pytanie i jednocześnie odnosząca się do niego czynność, czyli w takich przypadkach stosujemy dużą literę: W chwili stresu.

Aha:
Cytat:
Nie za­mia­ru­je się po­pra­wiać.

- nie zamierzam -

No to - skoro masz ściągawkę - miłej zabawy w poprawianie i nie licz na to, że nie sprawdzę. ;)))

Spokojnej nocy.
MarcinD dnia 21.04.2020 18:07
Z jednej strony cała ta seria i kolejne odcinki są pisane całkiem poprawnie. Nie ma błędów, nie ma literówek, nie ma żadnych problemów, akcja się ciągnie w dobry sposób, bez urwanych epizodów czy jakiś dziwnych i niezrozumiałych przestojów. Bohaterowie są również wyraźni i jasno określeni.

A jednak gdzieś pomiędzy słowami cały czas toczy mi się w głowie taka myśl, że to nie mogłoby istnieć. Ludzie, społeczeństwo, nie są tak bezduszni. Cholerna prokuratura również. Gdyby rzeczywiście było tak, że w jakiejś szkole dzieciaki umierałyby z własnej czy nie własnej woli tak często, że "karetka przyjeżdża raz dziennie jak śmierciarka to chyba ktoś dawno by taką szkołę rozwalił w drobny mak, jako niespełniającą swojej funkcji i próbował uratować te dzieciaki.

Ale to jest ta jedna rzecz, która mi zgrzyta i którą relatywnie łatwo jest zapomnieć z uwagi na fakt prawa autora do kreowania swojego świata :-).
pliszka dnia 21.04.2020 19:38
Drogi Marcinie
Dziękuję za komentarz, jest mi bardzo miło, że przeczytałeś te raczkujące odcinki. Nie będę ukrywać, że były przepełnione rażącymi błędami, ale z pomocą wspaniałych użytkowników tego portalu, a zwłaszcza Miladory i Wiosny, myślę, że jest już lepiej.
Już gdzieś pisałam o tym, że jest to historia miejsca fikcyjnego. Zależy mi na tym, aby czytelnicy skupili się na rzeczywistości uczuć i problemów a nie otoczenia. To tylko tło, które ma zaciekawić. Nie opuszcza mnie nadzieja, że zainteresuje jeszcze choć kilka osób.
Pozdrawiam gorąco :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 13:58
Florianie Tekst specyficzny, jak to u Ciebie. Nie będę się… »
Florian Konrad
25/02/2024 12:09
No, fakt, jego dzieła są nieco przydrogie :) Również nie na… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 00:28
Florian !!! E.A.Poe to jeden z moich ulubionych autorów,… »
Florian Konrad
24/02/2024 23:27
Anioł dziwnych przypadków ? Jeśli o niego chodzi -… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:26
Jacku To bardzo się cieszę i piję zdrowie Twoje i Kazia nie… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:19
Kaziu Tasz to szok! Ale wszystko, do końca?! No to jest… »
Jacek Londyn
24/02/2024 21:51
Zbigniewie, prześpię się z podrzuconą mi twoją krytyką.… »
Kazjuno
24/02/2024 21:43
Więc mówię na końcu: ocena ostateczna powinna brzmieć:… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 20:43
Kaziu Nic się nie stało! Tak sobie myślę, że tam gdzie… »
Kazjuno
24/02/2024 20:26
Przepraszam. Zbysiu. Przeczytałem tekst jeszcze raz, już na… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:47
Kaziu 1. Sam pewnie wiesz, że ciężko jest utrzymać stale,… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:23
Jacku Rozumiem zamysł, nawiązanie do "K.S.P" ale… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 17:40
Florianie Jeśli tak jest, to spodoba Ci się mój obraz,… »
mike17
24/02/2024 17:01
Człowiek, który się gniewa, sam się udręcza, bo? Bo nie… »
mike17
24/02/2024 16:45
Malowniczy, aczkolwiek to smutny wiersz... Bo co możesz… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
  • pliszka
  • 22/02/2024 12:26
  • Nie nazwałabym tego skansenem. Jako przedstawicielka młodych zaryzykuję stwierdzenie, że to społeczny charakter i duża interaktywność przyciąga moje pokolenie. Młodzi są tam, gdzie się dużo dzieje.
  • Redakcja
  • 22/02/2024 10:23
  • Młodzi siedzą na Wattpadzie i TikToku. Dla nich jesteśmy skansenem ;-)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty