Duch teatru - Galernik
Proza » Humoreska » Duch teatru
A A A
Od autora: Właściwie to nie wiem czy to humoreska, czy krótkie opowiadanie, może miniatura. Myślę, że to mało istotne.
Zapraszam do lektury.

Wojewódzki Ośrodek Kultury w Zielonej Górze mieścił się w starym, zabytkowym, bodaj osiemnastowiecznym budynku. Nikt tego do końca nie potwierdził, nie zachowały się bowiem żadne jego plany, a badacze nie byli zgodni w ocenie. Przy różnych drobnych, okazjonalnych naprawach, odkrywano czasem jakieś jego tajemnice. A to ślepe drzwi w ścianie, a to schody do piwnicy, w której znajdowano szpargały sprzed wielu lat, z których nic pewnego nie wynikało. Ośrodek tętnił życiem. Do niedawna organizowano tu akademie "ku czci", teraz, w nowej rzeczywistości, działały koła zainteresowań, występowały szkolne zespoły muzyczne czy zaproszeni artyści. Tylko teatru nigdy nie było, bo nie było ku temu odpowiednich warunków technicznych. Ale miało się to zmienić po kapitalnym remoncie, któremu, po wielu latach użytkowania, poddano ten wiekowy gmach. Znalazły się środki nie tylko na sam remont, ale i na zakup odpowiedniego sprzętu. W magazynach czekały już skrzynie z urządzeniami do nagłośnienia, oświetlenia, ba, była nawet podnoszona mechanicznie kurtyna z ciężkiego, czarnego pluszu.

                Poprzedni dyrektor odszedł właśnie na emeryturę, dość długo szukano kogoś na jego miejsce, aż w końcu pojawiła się w mieście odpowiednia osoba. Była to Ludwina Starostecka, na oko czterdziestokilkuletnia, doświadczona aktorka, która, jak szeptano, z powodów osobistych musiała opuścić sceny warszawskie. Tu, na Ziemiach Odzyskanych, jak jeszcze czasem, choć raczej żartobliwie, nazywano tę część kraju, nikt jej nie znał.

                Pani Ludwina energicznie wkroczyła w progi Ośrodka Kultury. Do jej zadań, oprócz kierowania całą placówką, należało dopilnowanie, aby montaż urządzeń w sali teatralnej przebiegał zgodnie z potrzebami sztuki. Równie ważnym przedsięwzięciem było powołanie do życia teatru amatorskiego, którym miała kierować. Dyrektor Starostecka osobiście wykonała ogłoszenie o naborze, które powiesiła na drzwiach ośrodka. Dość szybko zgłosiła się spora grupa zainteresowanych. Przesłuchania były raczej formalnością, trudno bowiem od amatorów wymagać nie wiadomo jakich umiejętności, ale w końcu pani dyrektor wybrała przyszłych aktorów. Były to osoby w różnym wieku, różnych zawodów i o bardzo różnym stopniu predyspozycji i umiejętności.

                Gmach, malowniczo usytuowany w starym parku, był na czas prac remontowych zasłonięty solidnym, metalowym płotem. Młodzi adepci sztuki aktorskiej dostali jednak specjalne zezwolenia i rozpoczęto próby. Po kilku spotkaniach postanowiono wybrać nazwę. Ktoś zaproponował "Teatr w samo południe" i z początku wszystkim bardzo się ona podobała, ale pani reżyser przekonała, że ciekawiej brzmi "Teatr o północy". Bo też i próby często o tej godzinie się kończyły.

                Na początku aktorzy opowiedzieli o sobie, czym się zajmują zawodowo i do jakich szkół chodzą. Poprosili też Ludwinę o opowiastki, anegdotki z jej pracy w stołecznych teatrach. Nie była zbyt wylewna, owszem opowiedziała jak Gustaw Holoubek zapomniał tekstu, jak inny znany aktor przyszedł na spektakl pijany i trzeba było błyskawicznie organizować zastępstwo itp. O sobie mówiła niewiele. Tłumaczyła, że zmieniała sceny, bo proponowano jej lepsze warunki, że z kolejnego teatru odeszła, bo reżyser był słaby lub repertuar za mało ambitny, że koledzy ciągle robili jej kawały i tym podobne.

                Coś tu jednak było nie tak, coś się nie zgadzało. Do rodziny Grześka przyjechała na kilka dni siostra jego mamy, pracująca w warszawskim Teatrze Narodowym. Kiedy Grześ, opowiadając o swojej teatralnej pasji, wymienił nazwisko Ludwiny Starosteckiej, okazało się, że ciocia o nikim takim nie słyszała. Owszem, była taka przed wojną, ale teraz to chyba nie - mówiła. Ale, kto wie, przecież nie mogę wszystkich znać. Grzegorz podzielił się z kolegami swoimi wątpliwościami, ale nikt się tym specjalnie nie przejął. Może po prostu zmieniła nazwisko? Zresztą, jakie to ma znaczenie - mówiono. Ważne, że mamy wreszcie teatr.

                "Teatr o północy" rozpoczął więc regularne próby. Właśnie Teatr. Ludwina pilnowała, aby nie używać określenia "teatrzyk", "grupa teatralna", "kabaret", a "Teatr". Teatr przez wielkie "T". Bo choć to pasja, hobby, zajęcie wykonywane w czasie wolnym, to wszyscy, a głównie Ludwina, podchodzili do niego śmiertelnie poważnie. Musicie poczuć ducha teatru - mawiała. Na próbach uczono się śpiewu, tańca, improwizacji, ćwiczono dykcję. Wkrótce wszyscy bezbłędnie mówili "strzelba", "trzeba" i "postrzyżyny". Przestano też popełniać błędy językowe i aktorzy mówili poprawnie "włączać".

                Ludwina miała niezwykłą siłę przebicia. Sprowadziła instruktora walki wręcz, kaskadera i nauczyciela szermierki, bo wszystko miało się wkrótce przydać. Spieszyli się, bo mimo utrudnień - często próbom towarzyszył hałas młotów, wiertarek lub krótkie wyłączenia prądu - ambitny plan zakładał, że wraz z zakończeniem remontu, Teatr będzie gotowy z premierą. Za każdym razem kiedy późnym wieczorem aktorzy przychodzili do WOK-u, Ludwina już tam była. Sama otwierała wszystkie pomieszczenia i sama je zamykała, zawsze pełna werwy, energiczna i zaangażowana.

                Na warsztat wzięto nie byle co, bo "Romea i Julię" Wiliama Szekspira. Po miesiącu prób czytanych, przyszedł czas na ustawianie scen akcji. Pierwsze dwa akty przećwiczono bez problemu. W akcie trzecim, w którym jest bójka pomiędzy Tybaltem a Merkucjo, zaczęło się coś psuć. Pani reżyser wciąż miała pretensje, że aktorzy są za mało prawdziwi, że nie wczuwają się w role. Dołóż mu! krzyczała. Wymagała, aby scena bójki była realistyczna. Odpuściła dopiero, kiedy grający Merkucja Grzesiek, uczeń Gimnazjum nr 1, wrócił do domu z porządnie podbitym okiem. I nic w tym dziwnego, bo Tybaltem był Roman, bezrobotny osiłek, wdający się często w prawdziwe, niereżyserowane bijatyki.

                Na próbach posługiwano się rekwizytami przyniesionymi przez Ludwinę, które, jak mówiła, przywiozła z Warszawy. Był wśród nich m.in. sztylet z ostrzem chowającym się do rękojeści, więc scena zabójstwa wyglądała bardzo prawdziwie. Właśnie do tego dążyła pani reżyser, do autentyczności. Teatr to magia, gramy tak, aby widz wierzył, że to się dzieje naprawdę. Na scenie ma być jak w życiu.

                Zbliżał się upragniony koniec remontu, a tym samym premiera, którą wyznaczono na 27 marca Międzynarodowy Dzień Teatru. I znowu wszystkim zajęła się osobiście pani reżyser. Odpowiednio wcześniej wysłała zaproszenia do władz miasta, informacje do gazet i telewizji. Wszystko szło świetnie, próby kostiumowe wypadły imponująco, pozostało jeszcze dopracować najtrudniejsze elementy - bójki, morderstwa, samobójstwa. Julia, czyli pani Tereska, młoda nauczycielka z gimnazjum Grzegorza, pięknie upadała po wypiciu trucizny, Romeo, idealny do tej roli, wysoki i przystojny jak amant filmowy pan Stanisław, prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w jednej z okolicznych gmin, także wypadał świetnie w scenie zabójstwa Tybalta. Umierał również doskonale. Ludwina była wniebowzięta: rzucimy ich wszystkich na kolana - powiedziała na zakończenie i wyszła do garderoby się przebrać.

                Było tuż przed północą i wszyscy, porządnie zmęczeni, rozmawiali jeszcze o zakończonej właśnie próbie, żartowali, omawiali szczegóły. Ubrani już do wyjścia, czekali tylko na Ludwinę, która zwykle szła z nimi do pobliskiego postoju taksówek, aby dopilnować, by wszyscy bezpiecznie wrócili do domów. Ale nigdzie jej nie było, tylne drzwi były zamknięte, zniknęła jak kamfora. Pewnie nie zauważyliśmy, że wychodzi, powiedział Stanisław. Opuścili budynek, zatrzaskując za sobą drzwi i bramę ogrodzenia, które ekipa budowlana miała następnego dnia rozebrać. No to cześć, spotykamy się w sobotę o 18:00!

                Nadszedł wreszcie dzień premiery. Kilkadziesiąt minut przed zaplanowanym otwarciem ośrodka zebrała się spora grupa ludzi. Oficjele, dziennikarze, znajomi i rodzina, widzowie z miasta. Tłumek, a właściwie już tłum, był coraz bardziej niespokojny i podenerwowany. Dlaczego nie zdjęto tego ohydnego płotu? A ta betoniarka to musi tak stać na środku drogi? Dlaczego nas nie wpuszczają? Na metalowej bramie wciąż wisiała tabliczka z napisem: "Teren budowy - nieupoważnionym wstęp wzbroniony" i wyraźnie naigrywała się z zebranych. Co bardziej niecierpliwi zaczęli stukać, walić pięściami w blachę ogrodzenia. Halo, jest tam kto?! Otwierać! Po kilku minutach z gmachu wyszła dziwna postać w gumowcach i kufajce. Przez szczeliny w płocie widać było, jak chwiejnym krokiem zbliża się do furtki. Zazgrzytał w zamku klucz, brama się uchyliła. - Czego? - zapytała w końcu, kiedy już przełknęła kęs trzymanej w dłoni bułki. W drugiej ręce tkwił nóż, może sztylet, z nabitym na ostrze kawałkiem kiełbasy. Tu jest budowa, kierownika już nie ma, będzie w poniedziałek, jak przywiozą beton. A wy do kogo?

                Zrobiło się poruszenie, w ruch poszły kamery, podbiegli dziennikarze z mikrofonami, zaczęli wypytywać o teatr, otwarcie gmachu. - Ja tam nic nie wiem, ja tu tylko pilnuję, żeby nic nie rozkradli, bo tu się jakieś gówniarze ciągle kręcą. Niech przyjdą jak będzie kierownik, mówiłam wam już. Ktoś jeszcze rzucił pytanie o panią Starostecką, że premiera, że zaproszenia...

                - Że niby jak? To ja jestem Starostecka i co z tego? - rzuciła. Przez chwilę stała, patrząc martwym wzrokiem w twarze zgromadzonych. Po czym odwróciła się na pięcie, zatrzasnęła za sobą ciężką, metalową bramę i powłócząc nogami wróciła skąd przyszła.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Galernik · dnia 15.04.2020 08:44 · Czytań: 566 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 20
Komentarze
Dobra Cobra dnia 15.04.2020 11:34
Rozprawiasz się z magią teatru :) Slodko.


Galernik,

muszę Ci powiedzieć, że coraz lepiej kombinujesz. I najlepsze, ze zaczyna być czuć Twój styl, może jeszcze nieco początkujący i "kwadratowy" , ale przecież nie od razu miasto Kraków zbudowano, nie?

Po przeczytaniu jestem na tak. Jest przyszłość i widać światło na horyzoncie, a co z może być ważniejszego?

Tylko idź swoją drogą i bądź sobie wierny.


Pozdrawiam,

DoCo
Kazjuno dnia 15.04.2020 17:03
Dobre. Wygląda na to, że Starostecka była rzeczywiście niedocenioną aktorką. W końcu spektaklem, w którym odegrała rolę ciecia, rzuciła na kolana Zieloną Górę.
Nic nie napisałeś o burzy braw, jakie musiały wybrzmieć, gdy zebrane tłumy, prasa i władze miasta, ochłonęły z szoku.

A tak poważnie, znakomite zakończenie, choć pozostawia pewien niedosyt.

Pozdrawiam.
Jacek Londyn dnia 15.04.2020 20:45
Dobrze szło - i dobrze się czytało - do "soboty o 18.00". A potem wyprowadziło mnie to czytanie w pole, a nawet na manowce. :)
Galernik dnia 15.04.2020 21:05
DoCo - "początkujący" - piszesz, znaczy, że mam przyszłość, perspektywy i w dodatku światło. Oby nie "światłość wiekuistą" lub światełko w tunelu, bo to zwykle źle wróży. Będę nadal kroczył swoją drogą... Dziękuję za pozostawienie śladu.

Kaz i Jacku cieszę się niezmiernie z Waszego, jakże odmiennego odczytania zakończenia. Pozostawia niedosyt, znaczy jest pole do interpretacji. Wyprowadziło w pole? Też dobrze. Manowce? Hmm, to już niekoniecznie. Ale cieszę się, że "się czytało".

Pozdrawiam
wiosna dnia 15.04.2020 21:53
Ciekawie opowiadasz, intrygujesz. Czytałam z zapartym tchem, jednakże końcówka mnie rozczarowała.
Pozdrawiam:)
Miladora dnia 16.04.2020 15:02
Lubię duchy, więc przyszłam popatrzeć, Galerniku. :)
Pewnie także z nadmiaru czasu, ale mniejsza z tym.
Opowiadanie spodobało mi się - jest płynne i logiczne. Chociaż...
wiosna napisała:
jednakże końcówka mnie rozczarowała.

Mnie też. Ale nie ze względu na pomysł zakończenia tekstu, tylko na jego wykonanie.
Ale o tym później.
W zasadzie niewiele jest rzeczy, do których można by się przyczepić. Ot, kosmetyka.
Cytat:
"()Teatr o pół­no­cy".

Niepotrzebna spacja ().
Cytat:
Dołóż mu! (-) krzy­cza­ła. Wy­ma­ga­ła, aby scena bójki wy­glą­da­ła re­ali­stycz­nie.

Rymy w prozie to dysonans, który zakłóca płynność relacji.
Cytat:
wy­zna­czo­no na 27 marca (-) Mię­dzy­na­ro­do­wy Dzień

Zmień w tekście dywizy (-) na myślniki (–).
Cytat:
czyli pani Te­re­ska, młoda na­uczy­ciel­ka z gim­na­zjum Grześ­ka,

Słyszysz ten rym?
Cytat:
także był świet­ny w sce­nie za­bój­stwa Ty­bal­ta. I jesz­cze lep­szy(,) gdy sam umie­ra. Lu­dwi­na była wnie­bo­wzię­ta: rzu­ci­my ich wszyst­kich na ko­la­na - po­wie­dzia­ła na za­koń­cze­nie ostat­nie­go przed pre­mie­rą spo­tka­nia

Był/była - powtórzenie.
- I jeszcze lepszy, gdy sam umierał - nie "umiera".
Kolana/spotkania to też rym.
Cytat:
Może wy­szła tyl­nym wyj­ściem? / że wychodzi, powiedział Stanisław. Wyszli więc

Powtórzenia.
Cytat:
Po kilku mi­nu­tach z gma­chu wy­szła dziw­na po­stać w gu­mow­cach i ku­faj­ce - stróż, czy por­tier. / Czego? - zapytała w końcu postać, kiedy już przełknęła kęs trzymanej w dłoni bułki. W drugim ręku tkwił nóż,

No i od tego miejsca zaczęły się schody. ;)
- stróż, czy portier - sugeruję skasowanie tego dookreślenia, bo sugeruje mężczyznę, co kłóci się potem z użyciem formy "ona":
- zapytała w końcu postać - wystarczy "zapytała". Nie musisz powtarzać "postaci".
- w ręku - lepiej byłoby "w ręce".
Cytat:
już nie ma, bę­dzie w po­nie­dzia­łek(,) jak przy­wio­zą beton. / Niech przyjdą(,) jak będzie kierownik

Cytat:
- No ale, że co? To ja je­stem Sta­ro­stec­ka i co z tego? - rzu­ci­ła Sta­ro­stec­ka.

Niezgrabne to zdanie. Usunęłabym "no ale, że co" i drugą Starostecką.
Cytat:
od­wró­ci­ła się na pię­cie, za­trza­snę­ła za sobą cięż­ką, me­ta­lo­wą bramę i po­włó­cząc no­ga­mi wró­ci­ła skąd przy­szła.

Powtórzenie.

No i właśnie przez te ostatnie omsknięcia warsztatowe finał nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia. Ale przecież łatwo go dopracować.
Wiem, że piszesz dobrze i dbasz o jakość swoich tekstów. Dlatego - mam nadzieję - nie urwiesz mi głowy za powyższe uwagi. :)
Na koniec jeszcze jedno - Starostecka zbyt kojarzy się ze znaną aktorką Elżbietą Starostecką. Nie wiem, czy to był świadomy wybór, ale sugeruję zmianę nazwiska.

Miłego dnia. :)
Kazjuno dnia 16.04.2020 19:17
Tym razem Miladoro, (wybacz Galerniku, że pod Twoim tekstem) purystycznym podejściem do tekstu Galernika, mocno mnie zaintrygowałaś. Poczułem zazdrość. Czemu to mnie nigdy nie odwiedzisz? Pewnie też znalazłabyś rój naruszeń nieskazitelnej polszczyzny. Po Twoim komentarzu mógłbym udoskonalić swój warsztat!
Ale chyba Cię rozszyfrowałem(?).
Na, skądinąd, pięknym portreciku (świetny pędzel, co za wspaniała paleta kolorów!) przypominasz uroczą zakonnicę, która na czas pozowania zgrzeszyła chwilowym odsłonięciem habitu. Więc opędzasz się od popełniania kolejnych grzechów. Pewnie nawet do mnie zaglądnęłaś i odrzucił Cię nadmiar wyuzdanego seksu. Pewnie myślisz, że Kazjuno tworzy natchniony podszeptami Szatana.
Miladora dnia 16.04.2020 19:51
Kazjuno napisał:
Czemu to mnie nigdy nie odwiedzisz?

Jeżeli to zaproszenie, Kazjuno, to... przyjmuję. :)

Kazjuno napisał:
(świetny pędzel, co za wspaniała paleta kolorów!)

To twarz z obrazu krakowskiego artysty malarza Iwa Birkenmajera.
Dziękuję w jego imieniu. :)

Kazjuno napisał:
i odrzucił Cię nadmiar wyuzdanego seksu.

No nie - bez przesady. :)))
Teraz to mnie naprawdę zaintrygowałeś.

Do zobaczenia więc na polu bitwy. ;)
Jacek Londyn dnia 16.04.2020 21:03
Kropka i przecinek nie w tym miejscu, gdzie być powinny, występujące powtórzenia, naganne wg Miladory (a co z Baden-Baden?), dywizy zamiast dewiz, tak nam dziś potrzebnych, wreszcie pędzlowanie, czyli umizgi K. do zakonnicy w komentarzu, są mało istotne. Istotny jest finał lub jego brak. Bo o co naprawdę w zakończeniu chodzi? Przecież nie o ducha, tym bardziej o ducha teatru. A jeśli nie o ducha, to może o Starostecką, która się komuś z kimś kojarzy, choć ona sama już pewnie kojarzy niespecjalnie? Pytania się mnożą, więc by nie rozprzestrzeniać wirusa, kończę apelem: Autorze, uchyl rąbka tajemnicy, bo z niepewności gorę.
Kazjuno dnia 16.04.2020 21:19
Miladoro! Jak najbardziej zapraszam. (Galerniku! Ponownie przepraszam za odstające od Twojego tekstu pogaduszki).
Nawet z pocałowaniem wypielęgnowanych rącząt. Och! Zapomniałem się! Teraz? W czasie coronawirusa? Przez gumowe rękawiczki i maseczkę? Nie, nie... Więc zapraszam z odległości 2,5 metra, za to, z ukłonem do pasa.

Do zobaczenia.
Galernik dnia 16.04.2020 22:35
Wiosno, Miladoro, Jacku i Kazjuno. Dziękuję za odwiedziny i sympatyczne oraz merytoryczne uwagi. Wiosno - nie wszystkim końcówki się udają, mimo starań. Teraz, po poprawkach zasugerowanych przez Miladorę, może jest lepiej. Mam nadzieję.

Miladoro!
Miladora napisała:
Dlatego - mam nadzieję - nie urwiesz mi głowy za powyższe uwagi.

Ależ skąd! Bardzo cenię sobie Twoje zdanie, będę wdzięczny za wszelkie uwagi. Poprawiłem już chyba wszystko. Prawie, bo tu się nie zgadzam:

Miladora napisała:
- No ale, że co? To ja je­stem Sta­ro­stec­ka i co z tego? - rzu­ci­ła Sta­ro­stec­ka.Niezgrabne to zdanie. Usunęłabym "no ale, że co" i drugą Starostecką.


No ale, że co napisałem świadomie, brzmi niezgrabnie, bo tak ma brzmieć. Żeby czytelnika wyprowadzić w pole, żeby nie było wiadomo kim jest Starostecka. Portierem, czy aktorką grającą ciecia. Może duchem? To jednocześnie odpowiedź dla Jacka.

A co do nazwiska "Starostecka". Wybrane świadomie, jest nawiązaniem do nazwiska konkretnej osoby, aktorki prowadzącej przed laty teatr amatorski w Zielonej Górze.

Pozdrawiam bardzo
Miladora dnia 17.04.2020 05:56
Galernik napisał:
No ale, że co napisałem świadomie, brzmi niezgrabnie, bo tak ma brzmieć.

Rozumiem, ale mimo wszystko mógłbyś tę niezgrabność oddać nieco lepiej. ;)
Rozważ:
Ktoś jesz­cze rzu­cił py­ta­nie o panią Sta­ro­stec­ką, że pre­mie­ra, że za­pro­sze­nia...
- Że niby jak? To ja je­stem Sta­ro­stec­ka i co z tego? - rzu­ci­ła.
Wtedy jest płynniejsze i nie ma podwójnego "co".

Ale oczywiście decyzja zawsze należy do autora. :)
Miłego dnia.
Galernik dnia 17.04.2020 19:49
Miladoro - masz świetne oko i ucho i wyłapujesz niuanse, których autor, czytając choćby i piętnaście razy, nie zauważa. Tak to jest, swój tekst czyta się na pamięć i wiele rzeczy umyka.
Tak, masz rację. Że niby jak? jest lepsze.

Raz jeszcze wielkie dzięki,
pozdrawiam
wiosna dnia 17.04.2020 20:24
Galernik napisał:
Wiosno - nie wszystkim końcówki się udają, mimo starań. Teraz, po poprawkach zasugerowanych przez Miladorę, może jest lepiej. Mam nadzieję.

Po prostu spodziewałam się bardziej intrygującego zakończenia, jakiejś tajemniczej historii związanej ze Starostecką, koło której po drodze tę tajemniczość budowałeś. Poza tym zabrakło mi reakcji aktorów. Gdzież oni się zapodziali w tym wszystkim? Przecież dla nich był to wielki dzień.
Rozumiem, że chciałeś pobudzić wyobraźnię czytelnika, a nie ją zaspokoić:) Takie prawo autora. Nie napisałam, że końcówka Ci się nie udała. To tylko ja czuję niedosyt, ale to już mój problem:)
Pozdrawiam:)
Miladora dnia 18.04.2020 01:53
Galernik napisał:
żeby nie było wiadomo kim jest Starostecka.

Tak sobie jeszcze dumałam, Galerniku, czy rzeczywiście nie powinno się bardziej zakamuflować tej wychodzącej z cienia postaci, by zaskoczenie było większe.
I chyba jednak potrzebny jest do tego stróż.
Tak dla przykładu:
Cytat:
Po kilku mi­nu­tach z gma­chu wy­szła dziw­na po­stać w gu­mow­cach i ku­faj­ce – nie wiadomo, dozorca czy robotnik. Przez szcze­li­ny w pło­cie widać było, jak chwiej­nym kro­kiem zbli­ża się do furt­ki. Za­zgrzy­tał w zamku klucz, brama się uchy­li­ła.
– Czego? – padło pytanie stłumione przez przełykany właśnie kęs trzy­ma­nej w dłoni bułki. W dru­giej ręce tkwił nóż, może szty­let, z na­bi­tym na ostrze ka­wał­kiem kieł­ba­sy. – Tu jest bu­do­wa, kie­row­ni­ka już nie ma, bę­dzie w po­nie­dzia­łek, jak przy­wio­zą beton. A wy do kogo?

I zakończenie:
Cytat:
- Że niby jak? To ja je­stem Sta­ro­stec­ka i co z tego?
Przez chwi­lę postać stała nieruchomo, pa­trząc mar­twym wzro­kiem w twa­rze zgro­ma­dzo­nych. Po czym od­wró­ci­ła się na pię­cie, za­trza­snę­ła za sobą cięż­ką, me­ta­lo­wą bramę i po­włó­cząc no­ga­mi, odeszła skąd przy­szła.


Myślę, że taki kamuflaż dałby większe pole do popisu dla wyobraźni. Bo teraz naprawdę nie wiadomo, czy to Starostecka, dozorca, duch, czy też ktoś się pod kogoś podszywa.
Co sądzisz, Galerniku?

Dobrej nocy. :)
Galernik dnia 18.04.2020 20:51
Wiosno i Miladoro - bardzo dziękuję za wnikliwość i dalsze uwagi. Cenię je bardzo i jak widać na załączonym obrazku - zmieniam i poprawiam, jeśli mnie przekonują.

Miladoro, niech już zostanie jak jest. Kufajka i gumowce są wystarczającymi rekwizytami ciecia. A czytelnik niech sobie dopowiada kim jest ta osoba.

Właściwie cała dyskusja pod moim skromnym opowiadankiem świadczy, że zamysł się udał!

Pozdrawiam serdecznie
ks-hp dnia 20.04.2020 19:30
Zaintrygowało mnie to, bo widzę to na dwa sposoby.

Jeden z obrazów wspomniany został przez Kazjuno.

Drugi to taki, że Starostecka zmagała się z jakimiś problemami - schizofrenia? Zatrudniona jako ochroniarz budowy widziała całą tę historię tylko w swojej głowie.

A może wcale nie była chora? Może jej niespełnione marzenia wywołały takie wizje?

Albo rzeczywiście była kiedyś aktorką, koleje życia zepchnęły ją do zawodu ciecia? Choć to akurat mniej prawdopodobne wydaje mi się od poprzednich interpretacji.

Ciekawie tu. Pozdrawiam!
Galernik dnia 20.04.2020 19:36
ks-hp - ależ to wspaniała interpretacja! Dobra, jak każda. Cieszę się niezmiernie, że tekst zmusza do poszukiwań. Czytelnik jest współautorem. I o to chodzi.

Dziękuję za wizytę,
pozdrawiam
Usunięty dnia 20.04.2020 20:03
Podoba mi się zakończenie. Sam często stosuję otwarte zakończenia, za co niejednokrotnie jestem krytykowany. Przypomina mi to bardzo jedną z moich ulubionych książek – "Trylogię nowojorską" Paula Austera. To z niej nauczyłem się stosować takie otwarte zakończenia.
I niech każdy czytelnik myśli, co chce. Dla jednego będzie to schiza, dla drugiego tchórzostwo reżyserki, a dla jeszcze innego zakrzywienie czasoprzestrzeni i zmiana biegu zdarzeń.

Natomiast mnie osobiście ciut pachnie to komedią absurdu. Zresztą następujący fragment to wstęp do niezłej komedii:
Cytat:
Wkrótce wszyscy bezbłędnie mówili "strzelba", "trzeba" i "postrzyżyny". Przestano też popełniać błędy językowe i aktorzy mówili poprawnie "włączać".
Ludwina miała niezwykłą siłę przebicia. Sprowadziła instruktora walki wręcz, kaskadera i nauczyciela szermierki, bo wszystko miało się wkrótce przydać.


Także podobało mi się, o wiele bardziej niż to o zmianie płci.

Pozdrawiam.
Galernik dnia 21.04.2020 22:35
Dziękuję Antoni za chwile spędzone w moim teatrze. Ups, w "Teatrze", wszak pani reżyser Starostecka tak właśnie sobie życzyła.
Cytat:
a dla jeszcze innego zakrzywienie czasoprzestrzeni i zmiana biegu zdarzeń.

no tak, jest coś na rzeczy... dobrze kombinujesz. To jedno z możliwych wyjaśnień

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
skroplami
28/05/2022 17:50
Treść rozmów naprawdę rzeczywista, idealnie rzeczywista :).… »
skroplami
28/05/2022 17:04
Dobre, całkiem dobre. Ale do połowy lepsze jak dalej.… »
Florian Konrad
28/05/2022 16:21
Oj tam, dwie pierwsze powieści poszły z dymem, przyznaję.… »
wolnyduch
28/05/2022 16:20
No to zmienię na brzeg, choć na ogół nie jestem taka… »
wolnyduch
28/05/2022 16:18
Rozumiem, no ale jest ta telepatyczna i duchowa więź, bo… »
wolnyduch
28/05/2022 16:14
Re: D.U Ok, rozumiem, pozdrawiam serdecznie i życzę… »
Kobra
28/05/2022 16:11
...brzeg może być. Jest super. Ja myślałam po potoku, rzece… »
wolnyduch
28/05/2022 16:06
Zmieniłam na wers po wyjściu na brzeg, ale skoro piszesz, że… »
Kobra
28/05/2022 15:59
Coś mi się widzi, że zmiana "wody" na coś innego… »
wolnyduch
28/05/2022 15:46
Witaj Koberko No co ja zrobię, że ja kocham rym...:) No… »
Kobra
28/05/2022 14:48
Wody/tetrapody - zamierzony rym? I może trochę pozmieniać te… »
d.urbanska
28/05/2022 14:42
WD - to nie przejęzyczenie, lecz ludowa forma: udałaś mi się… »
czarnanna
28/05/2022 13:50
Wolny duchu, serdecznie dziękuję za podzielenie się odbiorem… »
wolnyduch
28/05/2022 12:12
Rozumiem, no cóż metafory zawsze są cenne, ale co do układów… »
wolnyduch
28/05/2022 12:08
Czegóż się nie robi w imię przyjaźni/miłości, nawet picie… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:32
Najnowszy:Urok osobisty
Wspierają nas