Korzenie - SylwiaJ
Proza » Obyczajowe » Korzenie
A A A
Od autora: Jakie to dziwne - myślę, patrząc za okno. Kołyszące się na wietrze zielone gałązki drzew i ten wszechobecny bezruch. Cisza. Zamknięcie wewnątrz...

Będę babcią.

Dowiedziałam się o tym tydzień temu. W sobotnie przedpołudnie. 

Właśnie wracałam z zakupów. W rękach siatki. Na twarzy maseczka. W głowie myśl: byle szybciej dotrzeć do domu i zrzucić z siebie to dziadostwo. Usiąść na balkonie. Poczytać książkę. Zanurzyć się w słodkie nic nierobienie. 

Balkon staje się moim azylem. Widmem odpoczynku na nadchodzące tygodnie. Miesiące. Na zbliżające się lato. Nadszedł czas, by się o niego zatroszczyć. Kupić jakąś kanapę. Kwiatki.

Póki co przeglądam reklamy. Wzdycham do huśtawek - koszy. Marzy mi się wieczorne bujanie. Z lampką białego wina. Słodkim arbuzem. I książką.

Wracałam z tych sobotnich zakupów, na które wybrałam się głównie ze względu na dojmujący brak cukru. Przy okazji kupiłam jeszcze maślankę i jabłka. To wszystko z zamysłem upieczenia czegoś słodkiego na niedzielę. Będąc gdzieś w połowie drogi, poczułam wibrującą gdzieś w torebce komórkę.

-Kogo licho niesie - pomyślałam. I stawiając szmacianą siatkę na ziemi, zaczęłam szukać źródła pulsacyjnego "bez-dźwięku". Wyświetlacz pokazywał uśmiechniętą buzię mojej córki. 

- Kto umarł - śmiertelnie poważnym i zarazem dość znudzonym głosem pytam ja.

- Nie. Nie. Nikt nie umarł. 

- Bo ja tu właśnie z zakupów wracam - tłumaczę.

- No to ja zadzwonię później - słyszę świergocąco-wibrujący głos tej, która jeszcze niedawno wydawała mi się tak bardzo odległa. Jakby ktoś wykopał między nami (a może gdzieś we mnie) ogromy dół. Przepastną dziurę, której nie sposób przeskoczyć czy obejść. 

- A co? Jesteś w ciąży? - pytam ja.

- A skąd wiesz? - dociera do mnie szczerze zdziwiony głos jedynaczki.

- Nie no... nie wiem. Pytam...

Widać, że młoda matką nie jest i że dopiero wkracza na tą przedziwną ścieżkę, w której przeróżne nitki tkają materię nie do opowiedzenia. Chociażby taką, że się wie o rzeczach, o których jeszcze tak do końca się nie wie. 

Po krótkich wyjaśnieniach wracam do domu. Odstawiam zakupy. Po czym siadam na narożniku i oddzwaniam. Dowiaduję się szczegółów. Dostaję fotki, na którym widać już ładnie wykształconą główkę, łapki i nóżki dziecięcia. 10,5 tygodnia. Ech...

Późnym popołudniem dzwonię do mojej siostry. Chwalę się dobrą wiadomością. 

- To muszę kiedyś do ciebie przyjechać na wino - mówi ona.

Propozycja kusząca, ale... Wirus nie odpuszcza. Wokół mnie coraz bardziej niepokojące wieści. Coraz bliższe. Jak ta wczoraj. Zadzwonił klient. Dziwnie zdenerwowany. Roztrzęsiona.

- I. jest na kwarantannie. Jej mąż ma dodatni wynik.

I. to jego pracownica. Jedna z tych bardzo dokładnych. Wręcz przewrażliwionych. W maseczce i rękawiczkach chodziła ponoć od samego początku, a teraz wychodzi na to, że może być chora.

- I co ja mam teraz zrobić? Zamknąć sklep? - pyta on.

- Nie wiem. Może jeszcze trzeba poczekać na jej wyniki - odpowiadam.

- I z czego ja mam teraz żyć?

Już mam na języku to, co na głos mówi mi potem jego żona. Bo gość od lat robi niepotrzebne inwestycje tylko po to, by nie płacić podatku. 

No nie... Przesadzam. Przecież to wszystko mu się kiedyś do czegoś przyda. Za jakiś czas... 

- Niech on sobie ogryza teraz te swoje przyczepy - drwi z niego żona, od której wiem czym "pachnie" ten związek. Wielki dom, a w nim pustka i chłód. Ona...? Nie bierze rozwodu, bo to wciąż chyba dla niej za trudne. Może nie do końca potrzebne. Niosące ze sobą za dużo problemów. Zarówno tych emocjonalnych, jak i majątkowych. Wojna światów. Trzęsienie ziemi. Cóż... sama wiem jak trudno jest zrobić ten pierwszy krok ku nowemu. 

Za oknem cisza. Wiatr nadal potrząsa zieleniejącym się światem. Do siostry zadzwonię. Za chwilę. Ja skończę ten wpis. 

Bardzo chciałabym się z nią spotkać, ale... Problem w tym, że ona pracuje w hospicjum. Ja w tygodniu spotykam się z różnymi ludźmi. O zachowanie zdrowego dystansu jakoś trudno. Ludzie przychodzą i zmęczeni schodami ściągają maseczki. Siadają przy biurku. Podpisują dokumenty. Ja biorę je i... nie patrząc na zagrożenie, odkładam na właściwe miejsce. Wyjazd do siostry wydaje mi się być zbyt ryzykowną i być może nieodpowiedzialną zachcianką. 

- Dziwny to czas - myślę, spoglądając za okno - niby nic się nie dzieje, a jednak...

To nie jest jakiś zwyczajny wirus. Zwyczajna choroba. Grypa. Nie grypa. Ściema. Nie ściema...

To wirus ironii. Prześmiewcze echo naszych przyzwyczajeń, wynaturzeń i normalności, bez których do niedawna nie byliśmy w stanie żyć. 

Każdy z nas dostaje to...

Nie. Nie. Niekoniecznie to, na co sam sobie w życiu zapracował. Większość z nas staje nagle przed czymś, przed czym przez ostatnie lata udawało jej się uciec. O czym nie myślało się. Do czego nie wracało się, bo i po co.

Wirus, który jest jak lustro. Jak szyba, którą ktoś stawia na naszej drodze, a my...? Nie widząc jej roztrzaskujemy się o przezroczyste szkło na drobny mak. Okruchy wbijają się w pozamykane od wieków zamki, zatrzaski i kłódki. Na zewnątrz wydobywają się nasze strachy, lęki i cuchnące starością demony. Skostnienia. Zamknięcia. Niedopuszczalne. Nieprzemakalne. Zamknięte na klucz.

Tak. Dokładnie tak oceniam panującą w świecie sytuację. Niewidoczny, maleńki wirus, który obnażył nas z brylantowych świecidełek i błyszczących szat. Pod nimi była już tylko nagość. Stara. Niemodna. I w mocnym niedoczasie. Bo czas i jego wymagania już dawno przeskoczyły nasze wyobrażenia o otaczającym nas świecie. 

Będę babcią. Jeśli oczywiście nie wydarzy się nic złego. Moje korzenie coraz mocniej wgryzają się w ziemię. Sama nie znając żadnej ze swoich babć, będę mogła cieszyć się z wypływających ze mnie świetlistych promyków życia, które rosnąc, pnie się ku górze. 

Nie mam pojęcia jakie życie czeka tego małego "bąbelka". Jakie życie sobie wybierze. Do jakiego został powołany. Wiem za to, że miłość... rozrasta się i jest.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
SylwiaJ · dnia 14.05.2020 12:50 · Czytań: 334 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Komentarze
Madawydar dnia 15.05.2020 13:55
SylwiaJ

Zaczęłaś bardzo prozaicznie i trochę nudnawo, ale rozwinięcie przechodzi w wartościową tezę filozoficzną. Bardzo trafne nawiązanie do bajki "Nagi król". Po epidemii na pewno świat nie będzie już taki sam jak przed, ale to przesłanie zawarte w opowiadaniu mówiące, że miłość była, jest i będzie jest bardzo budujące i pozwala mieć nadzieję na lepsze jutro.
I jeszcze jedno: wirus pokazał nam jak wiele rzeczy wydawało się nam absolutnie koniecznych do życia. Dziś wiemy, że możemy się nie tylko bez nich obejść, ale nawet zupełnie pozbyć. Odczuwamy natomiast wielki brak kontaktu z ludźmi, a zwłaszcza z najbliższymi, i to w dobie Internetu, smartfonów i innych elektronicznych gadżetów.

Pozdrawiam

Mad
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
valeria
24/01/2022 11:49
tak:) to nie mówcie głośno, wszyscy mnie zapeszają:) »
ZielonyKwiat
24/01/2022 11:27
Dużo słów. Czy nie bardziej poetycki jest obraz faceta w… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 11:23
Nic tam nie poprawiaj. Skoro tak Ci się napisało, to tak… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 11:21
A mnie zawsze cieszy, że niektóre komentarze są bardziej… »
valeria
24/01/2022 10:53
dziekuję, myślałam, że przejdzie taki błąd. raz jestem… »
pociengiel
24/01/2022 10:50
Za komuny mieliśmy polskie auto Syrenka - głośny dwusuw. Wg… »
ZielonyKwiat
24/01/2022 10:34
Wiersz jak wiersz. To moje zdanie. »
pociengiel
24/01/2022 10:29
daj se luzik, popuść guzik »
Wiolin
24/01/2022 09:50
Valerio. Widzę w tym wierszu wiele niegramatyczności...… »
Wiolin
24/01/2022 09:29
Witaj Anno. No tak, przyznaję że nie brakuje temu… »
Wiolin
24/01/2022 09:14
Witaj Przyszyty. Wiesz przecież że wiersz nie musi… »
przyszycguzik
24/01/2022 01:26
Wściekłość i żal jak echo budzą się w koszmarze. To taka… »
Florian Konrad
24/01/2022 01:26
Dziękuję serdecznie! Bardzo trafnie odczytany początek.… »
Florian Konrad
24/01/2022 01:25
No cóż, trudno się mówi, dziękuję. »
przyszycguzik
24/01/2022 01:22
Czy niegramatyczność jest zamierzona? Moim zdaniem… »
ShoutBox
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 20:04
  • Dobra, wystarczy tej gadki o niczym.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:58
  • A to zależy co się założy. Ja czasem wolę zapytać Nikogo, niż gadać z Bylekim-ś.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:56
  • Jakże ja bym chciał tak skasować, ale nie mam kogo i za co.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:54
  • A ja, z założenia, nie pytam nikogo o nic.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:52
  • Gdybym wiedział o co chodzi, to bym się nie pytał Kogoś, ale Nikt nie odpowiada. A że jestem Niewiedzący, to pytam i Wiedzących.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:45
  • Skasowałam. znów włączyła mi się autocenzura.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:43
  • Obie miejscówki leżą niedaleko Gdzieśtam.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:41
  • A ja znam takich z Znikąd. to chyba niedaleko od Nikąd.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:38
  • Znałem wielu Niktów, z reguły byli z Nikąd i wracali tam, skąd przybyli. Są niezapamiętywalni i postrzegani jako deja vu.
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas