Psotlik - Miladora
Proza » Humoreska » Psotlik
A A A
Od autora: z cyklu Opowieści wierutne.


Gdyby wszystko było proste,

ach, jakże proste byłoby wszystko.


Psotlik

 
      Wreszcie, po długich staraniach, udało nam się zdobyć pod choinkę tak wymarzonego przez Córeczkę Skrzacika. Ponieważ był to ostatni krzyk mody dziecięcej, wiele jej koleżanek z ekskluzywnego przedszkola już go miało, i oczywiście my nie mogliśmy okazać się gorsi.
        – Z punktu widzenia psychologii jest nad wyraz korzystne, by dziecko nie odbiegało od grupy – powiedział nam Specjalny Doradca Przedszkolny, którego zadaniem było czuwać, by wszystkie dzieci rozwijały się jednakowo i przy pomocy takich samych gadżetów.
 
      Bezzwłocznie więc złożyliśmy zamówienie, nawet udało nam się uruchomić parę drobnych trybików, żeby sprawę przyspieszyć, i ku naszej radości, w przeddzień Wigilii, przesyłka została doręczona. Nareszcie nasza Córeczka nie będzie za nas świecić oczyma – cieszyliśmy się, pakując ozdobną skrzyneczkę w jeszcze ozdobniejszy papier.
 
      Prezentu, który kosztował masę forsy, nie mogliśmy niestety, ot tak sobie, odliczyć od dochodu, chociaż nasz Doradca do Spraw Zakupów dla Dziecka był dobrej myśli i obiecał przemycić ów wydatek w rubryce Edukacja. Ale jak by nie patrzeć, nasza Córeczka była warta tej inwestycji, pomijając nawet fakt, że inne dzieci oraz ich rodzice z pewnością stracą powód do zadzierania nosa. Udowodnimy im tym samym, że jesteśmy równie dobrzy i odpowiedzialni jak oni – myśleliśmy, ciesząc się w trakcie pakowania prezentu, potem podkładając go pod choinkę, a najbardziej wtedy, gdy Córeczka, z tak rzadkim u niej ostatnio błyskiem ciekawości w oczach, zaczęła go rozpakowywać. Wstrzymaliśmy oddech.
        – Myślałam, że będzie większa! – stwierdziła oskarżycielsko, patrząc na szkatułkę. – Miśka ma większą!
        – Miśka jest trochę starsza – przekonywaliśmy ostrożnie, żeby się nie zdenerwowała. – Ta jest idealnie dopasowana do twojego wieku, wagi i wzrostu.
        – Ale Miśka ma większą! – powtórzyła z uporem. – Co ja im teraz powiem w przedszkolu?
I buzia jej się wydłużyła.
        – Ta ma większą moc – powiedzieliśmy z taką pewnością w głosie, że Córeczka spojrzała na nas z nadzieją.
        – Jak to, większą moc? – spytała, choć trochę nieufnie.
        – No, większą… więcej możliwości. A poza tym właśnie wprowadzono minimalizację, żeby nie przeciążać rączek przy noszeniu – przekonywaliśmy, zresztą zgodnie z tym, co powiedział nam Doradca do Spraw Kształtu i Kolorów Zabawek dla Dzieci.
        – To mogę się chwalić, że jest lepsza? – Czekała na nasze zapewnienie, ale zauważyliśmy, że już bardziej przychylnie spogląda na Skrzacika.
        – Oczywiście, że możesz. Przecież jest lepsza! – Nasz śmiech był pełen ulgi.
Córeczka ustawiła skrzyneczkę przy łóżku i łaskawie pozwoliła ułożyć się do snu.
 
      Rankiem znalazła w niej… figę. Wprawdzie kandyzowaną, ale jednak – figę.
        – Co to jest?! – spytała z oburzeniem.
        – No, figa… – powiedzieliśmy ostrożnie.
        – Przynajmniej nikt takiej nie dostał w przedszkolu – pocieszyła samą siebie podczas odwożenia specjalnym, poleconym oczywiście przez Doradcę do Spraw Transportu Dzieci, samochodem.
Czekaliśmy z niepokojem na jej powrót, ale, jak się okazało, nie mieliśmy powodów do obaw. Córeczka wróciła zachwycona.
        – Wszystkie dzieci mi zazdrościły – oznajmiła od progu.
 
      Przez parę następnych dni Skrzacik wywiązywał się nieco dziwnie ze swoich obowiązków, a przynajmniej nie tak, jak tego oczekiwaliśmy. Nawet w pewnej chwili zaczęliśmy myśleć, że ma jakiś defekt, ale nasz Doradca od Spraw Ukrytych Znaczeń zalecił cierpliwość.
        – To zabawka rozwojowa – tłumaczył. – Musi mieć czas na przystosowanie się do oczekiwań Córeczki. Należy trochę poczekać…
Czekaliśmy więc, obserwując z niepokojem reakcje naszego dziecka, ale Córka radziła sobie nad wyraz dobrze.
        – Co to takiego? – zastanawiała się poważnie, wyciągając ze skrzynki kłębuszek szarej, zupełnie zwyczajnej waty. – Mam się tym wypchać, czy co?
 
      Potem znalazła błyszczący grosik, który niespodziewanie zniknął, kiedy chciała go wyjąć, a jeszcze później małą przypinkę z uśmiechniętą buzią. To było całkiem ładne, tylko że ta buzia pokazała język, gdy została doczepiona do bluzy. W dodatku wywalała język do wszystkich dzieci, które na nią patrzyły. Niektóre popłakały się nawet.
        – Miśka też się rozbeczała – oznajmiła z dumą Córeczka po powrocie z przedszkola.
Zmartwiliśmy się trochę, oczekując wezwania od Pani, ale mała uspokoiła nas szybko:
        – Buzia jest poza tym grzeczna i uśmiecha się, więc Pani nic nie wie.
        – A dzieci nie poskarżyły? – spytaliśmy zdziwieni.
        – E, tam! – prychnęła lekceważąco Córka. – Jeżeli chcą ją ponosić, to muszą być cicho.
 
      Wezwanie jednak nadeszło. Pani spojrzała na nas przyjaźnie.
        – Dziecko robi szybkie postępy, stwierdzam z radością. Przystosowała się już całkowicie, mało tego, zaczyna wyprzedzać grupę, przewodzić, oddziaływać na inne dzieci, słowem, możecie państwo zacząć być dumni.
Nie należy mieć tajemnic przed dziećmi, więc powtórzyliśmy Córeczce ową rozmowę.
        – Ona nigdy nie wierzyła, że mogę być najpierwsza. Dobrze jej tak! – prychnęła. 
Przytaknęliśmy, bo jak może pedagog nie wierzyć w dziecko. To niedopuszczalne.

      Następnego dnia Córeczka znalazła w szkatułce złotą rybkę. Ucieszyła się.
        – Teraz będzie spełniać moje życzenia – oznajmiła z triumfem przy śniadaniu.
Cieszyliśmy się razem z nią. Niedługo jednak.
        – Chciałam ją wziąć do przedszkola – załkała – a ona opluła mnie i uciekła.
        – Jak to uciekła?! – oburzyliśmy się. – Nie miała prawa uciec!
        – Ale uciekła! – zezłościła się Córeczka. – Wskoczyła do muszli, gdy byłam w łazience, i zniknęła! A miała przecież spełniać życzenia… Nie bawię się z tobą! – wrzasnęła na koniec. Porwała kawałek sznurka, zwinęła go i wsadziła do skrzynki. – Powieś się, ty głupi Skrzaciku!
Wezwaliśmy Doradcę do Spraw Konfliktów Emocjonalnych u Dzieci.
        – To normalny etap rozwoju – pocieszył nas. – Dziecko szuka swojego miejsca w rzeczywistości, uczy się współżyć, hartuje. Radzę przeczekać…
 
      Mieliśmy taki zamiar. Aż do następnego ranka, kiedy Córeczka wyjęła ze skrzynki kolejną przypinkę (aha, sznurek zniknął). Był to Skrzacik. Mały, uśmiechnięty Skrzacik. Córeczka, zachwycona, sięgnęła po niego rączką, a wtedy Skrzacik odwrócił się nagle i wypiął na nią tyłek. Tego już było za wiele. Wezwaliśmy Doradcę do Spraw Technicznych i złożyliśmy reklamację. Doradca przyjrzał się skrzyneczce i sięgnął po komórkę.
        – Z Głównym Konsultantem proszę! – powiedział ostro.
A potem mówił coś, szybko i niezrozumiale, słuchał przez dłuższą chwilę, jeszcze raz sprawdził skrzyneczkę, podał dane techniczne, i znowu słuchał. Wreszcie schował telefon.
        – Chciałbym państwa przeprosić i zaproponować ugodę – powiedział. – Nastąpiła niewybaczalna pomyłka i zamiast Skrzacika dostaliście państwo prototyp nowej zabawki o nazwie Psotlik. To limitowana seria dla szczególnie… hm, no, dla dzieci o szczególnych predyspozycjach, tak więc należy się państwu wymiana i odszkodowanie. Jeszcze raz, w imieniu firmy – przepraszam.
Zabrał Psotlika (Córeczka była na szczęście w przedszkolu) i odjechał.
 
      Na drugi dzień (po całonocnej przeprawie z Córeczką, która darła się, że nie mamy prawa jej czegokolwiek odbierać) przysłano nam nowego Skrzacika. Nie, nie nowego, przepraszam, najnowszego, który dopiero miał wejść na rynek, choć już kotłowało się od zapisów.
        – Widzisz? – powiedzieliśmy z dumą, gdy Córeczka własnoręcznie przecinała sznurek. – Takiego nikt nie ma. Możesz się cieszyć.
Córeczka w milczeniu oglądnęła szkatułkę i zabrała ją do pokoju.
 
      Minął jeden dzień, potem drugi i trzeci. Skrzacik spisywał się chyba nieźle, bo Córeczka nic nie mówiła. Przemilczała Laleczkę-Cukiereczkę, której zmieniał się kolor sukienki podczas lizania, Króliczka-Gumę-do-Żucia (jemu wydmuchiwało się uszka), nie powiedziała ani słowa na przypinkę z Tęczowym Kurczaczkiem, aż wreszcie czwartego dnia przyniosła skrzyneczkę i ostentacyjnie wyrzuciła do śmieci.
        – Ale nudy! – wydęła pogardliwie usteczka.
I odmówiła pójścia do przedszkola.
Byliśmy w rozterce. Nie wolno dziecka zmuszać, wiadomo, a nie mieliśmy nic, czym moglibyśmy ją zachęcić. Wprawdzie odzyskaliśmy Skrzacika (kosztowało to nas tylko dwie pary spodni, bo sami grzebaliśmy pod zsypem), ale mała nawet nie raczyła nań spojrzeć i utknęliśmy na dobre.
 
      Trwało to parę dni. Córeczka nie chciała jeść, nie chciała się bawić i patrzyła wilkiem na wszystko. Oczywiście w końcu wezwaliśmy Doradcę. Takiego od Spraw Rozwoju Emocjonalnego. Wysłuchał nas cierpliwie, zerknął na Córeczkę, która pokazała mu język, i zadecydował.
        – Macie państwo dziecko o szczególnych hm… predyspozycjach. Ale jest na to rada. Właśnie dla takich, hm, szczególnych dzieci, skonstruowano nową zabawkę o odpowiednich własnościach. Jest to wprawdzie prototyp, niedostępny w sprzedaży, ale… – tu zawiesił głos – jeżeli państwu tak bardzo zależy…
Zależało nam, więc sięgnęliśmy z miejsca po książeczkę czekową. Doradca dyskretnie zapiął marynarkę.
        – Spodoba się Córce – powiedział. – Nosi wstępną nazwę Psotlik, ale proszę nikomu nie mówić, że się państwu udało.
 
      Nie żałowaliśmy wydatku, patrząc na uśmiechniętą buzię Córeczki.
Nie żałowaliśmy nawet wtedy, gdy po paru dniach, przy śniadaniu, Córeczka oznajmiła radośnie: – Wiecie, co mi pokazał?
Wysunęła środkowy palec i roześmiała się głośno.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Miladora · dnia 26.05.2020 09:34 · Czytań: 661 · Średnia ocena: 4,67 · Komentarzy: 9
Komentarze
Dobra Cobra dnia 27.05.2020 07:51 Ocena: Bardzo dobre
Słodki tekst, Miladoro.

Rozważania o wielkości rozsładzają, nowoczesne teorie wychowania wywołują uśmiech na twarzy, doradcy pomagają ustawić życie. No i koncóweczka piękną, gdyż dziś "wszystko dla dziecka".

Długość w sam raz.


Dziękuję i pozdrawiam,

DoCo
Kazjuno dnia 27.05.2020 10:41 Ocena: Świetne!
He, he, he... No to się pośmiałem! Ale Autorko - Milu - nie był to rechot bezrefleksyjny.
Poruszyłaś nie byle jaki problem.
Nauka bezstresowego wychowywania pociech może współczesnym rodzicom napatoczyć koszmarnych problemów. Często prowadzi do edukowania domowych terrorystów, eliminacji rodzicielskich autorytetów.
Czerpiemy garściami z nowoczesnych wzorców zachodnioeuropejskich lecz ciśnie się do głów pytanie: czy na pewno są takie dobre?

Kiedyś w Paris Match-u zobaczyłem, zajmujący całą stronę, rysunkowy dowcip francuskiego satyryka. Przedstawiał brzdąca trzymającego na sznurku zabawkę - pomniejszony transatlantyk wielkości pełnomorskiego jachtu. Chłopczyk stał na małym molu patrząc w górę schodów wznoszących się do domu prezentującego się jak nowobogacki pałac.
- Maman! Je suis ennuyer. (Mamo! Ja się nudzę) - darł się w stronę pałacowych okien.
Mały rozwydrzeniec pewnie miał własną guwernantkę/ta - pewnie nie uczęszczał do szkoły publicznej - i raczej nie demoralizował rówieśników swoimi roszczeniowymi zachciankami.

Już lata temu, efekty nowoczesnej edukacji oburzyły moją znajomą starszą Niemkę, u której mieszkałem w RFN. Usłyszała w parku dziewczynkę, która krzyknęła na tłumaczącą jej coś matkę:
- Halt, die Klappe! (Zamknij mordę)!

W końcowym - bardzo udanym fajerwerku Psotnika - Córeczka oczarowana jest wulgarnym gestem.
Kto wie? Może za parę lat, gdy mama z tatą odmówią jej zakupu kreacji od Armaniego, taki gest pokaże rodzicom.

Ech, te brukselskie wzorce...

Wybacz, Milu, nie mogłem powstrzymać się od uwagi (jak to u mnie) z podtekstem politycznym.

Utwór, rzekłbym, r e w e l a c y j n y! Nie dość, że prychałem wesołością w trakcie czytania, to pobudził do myślenia. Głęboko zanurkowałaś w problemy współczesności.

Dzięki za smakowitą przedśniadaniową pigułkę.

Miłego dnia, Kaz
Lilah dnia 27.05.2020 12:29
Niby wierutka, a czytamy coś, co od pewnego czasu staje się normą w naszej codzienności.
Uśmiechałam się, czytając, ale to nie był uśmiech tak całkiem radosny. Poleciłabym jako lekturę wielu rodzicom.

Z podziękowaniem, Milu :)
Miladora dnia 27.05.2020 14:02
Bardzo dziękuję - Coberko, Kaz i Lilu - za przeczytanie i refleksje. :)
W zamierzeniu ten tekst wcale nie miał być jakimś krytycznym studium wychowania - po prostu tak mi się jakoś pisał i wyszło to, co wyszło. W dodatku coraz bardziej aktualne.

Zgadzam się, że bezstresowe wychowanie, to ciągły stres rodziców i wychowawców.
Cóż... nasza rzeczywistość jest taka, jaka jest.

Miłego dnia, drodzy komentatorzy. :)
Kazjuno dnia 27.05.2020 15:09 Ocena: Świetne!
Więc widzisz, Milu, trafiłaś w nabrzmiały jak balon współczesny problem. Może i przekułaś go i z sykiem wydobywające się powietrze, owieje mózgi idiotów - nowoczesnych - pożal się Boże pedagogów.
Psotnika wydrukowałbym ozdobnym liternictwem, oprawił w złocone ramki i porozwieszał na drzwiach do wszystkich rektoratów wyższych uczelni pedagogicznych w Polsce. Ale nie tylko! W formie tłumaczeń, przy rektoratach europejskich uczelni. Oczywiście także w holu głównego gmachu UE w Brukseli.

Niby mimochodem, a jednak. Zaplątałaś się w rolę politycznej aktywistki. :)

Tylko gratulować! Brawo, brawo brawo! :)

Miłego popołudnia!
Miladora dnia 27.05.2020 15:16
Kazjuno napisał:
Zaplątałaś się w rolę politycznej aktywistki. :)

Ani mi to było w głowie, Kaz. :)
Kazjuno dnia 27.05.2020 17:31 Ocena: Świetne!
Ale niestety :) Stało się... ;)

PS. Zapisałem się do stowarzyszenia szczypawek
Galernik dnia 27.05.2020 21:38 Ocena: Świetne!
Milu, wierutka mądra i pouczająca. Wynikająca, jak sądzę, z bacznych obserwacji codzienności.
No, i na szczęście, bez zawirowań politycznych...

Zupełnie nie wiem dlaczego, przypomniał mi się rysunek Raczkowskiego, rysującego niegdyś w Przekroju. Park, chłopiec schyla się i zbiera z trawnika psie kupy. Ma ich już kilka. Obserwujący go pan mówi: - Chłopczyku, tu jest jeszcze jedna. Na co ten odpowiada: - E, taką już mam.

Pozdrawiam
Miladora dnia 28.05.2020 04:31
Galernik napisał:
Zupełnie nie wiem dlaczego, przypomniał mi się rysunek (...)

Może dlatego, że w streszczonej przez Ciebie historyjce też jest pewna doza absurdu. :)
No i wbrew temu, co Kaz próbuje mi przypisać, unikam politykowania jak ognia.

Dziękuję, Galerniku, za wizytę i komentarz. :)
Miłego dnia.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
wolnyduch
26/05/2022 21:03
Ciekawie, z polotem i wyobraźnią, pozdrawiam serdecznie :) »
mike17
26/05/2022 20:59
Jarku, wiersz przejmujący i pełny treściowo. Dziś pieniądz… »
wolnyduch
26/05/2022 20:59
Dobrze się czyta, a przy okazji pokazuje polskie realia,… »
wolnyduch
26/05/2022 20:47
Gratuluję wyróżnienia. Dobrze, że nie tylko surrealistyczna… »
wolnyduch
26/05/2022 20:07
Muszę przyznać, że dobrze wychodzi to zbieranie słów, a… »
wolnyduch
26/05/2022 20:00
Tak, też myślę, że mnogość interpretacji to plus dla… »
wolnyduch
26/05/2022 19:53
Rozumiem i gratuluję drugiego tomiku. Pozdrawiam serdecznie… »
Kobra
26/05/2022 18:54
Bardzo dziękuję Wolnyduchu! Tak, miałam fazę wspomnień. Taki… »
Florian Konrad
26/05/2022 16:23
Dziękuję i również serdecznie pozdrawiam! »
Zdzislaw
26/05/2022 15:48
Brytka - pozdrówka :) FrancodeBies, i o to chodziło :)»
KatarzynaKoziorowska
26/05/2022 14:55
Wolnyduchu, dziękuję Ci bardzo za wyczerpujący komentarz.… »
FrancodeBies
26/05/2022 14:36
Dobry tekst! Trafił w moje gusta. Pozdrawiam serdecznie »
FrancodeBies
26/05/2022 14:31
Poprawia humor! Pozdrawiam serdecznie »
FrancodeBies
26/05/2022 14:15
Na pewno temat reinkarnacji jest ciekawym zagadnieniem oraz… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas