I po wszystkim - cz. 2 - Dobra Cobra
Proza » Inne » I po wszystkim - cz. 2
A A A
Od autora: Do opowiadania dostępny jest także audiobook:

http://soundcloud.com/dobra-cobra/doco-i-po-wszystkim-cz-1
http://soundcloud.com/dobra-cobra/doco-i-po-wszystkim-cz-2
http://soundcloud.com/dobra-cobra/doco-i-po-wszystkim-cz-3

   Skarb! Prawie w każdej bajce znajdują jakiś skarb, w przenośni lub dosłownie. Bo czy może być piękniejsze słowo na świecie? Mieć taki garniec złota… Nie trzeba wtedy pracować, stać cię na wszystko, spędzasz dnie w najelegantszych hotelach i na najpiękniejszych plażach. I nic cię nie obchodzi. Trzydzieści pięć lat temu byłem raptem dziecięciem w kołysce, niby jeszcze nie mówiłem, a już czułem, ze jestem stworzony do rzeczy wznioślejszych, ekskluzywniejszych, genialniejszych. Do lepszego życia. Mamusia jeszcze mnie w tym przekonaniu utwierdzała, ubierając w eleganckie rajtuzki, w których dumnie zasuwałem do zakładowego przedszkola. Więc może jednak…

Nie! Czułem, jak kark mi drętwieje i pokrywa się gęsią skórką. To był jakiś bałach, przekręt czy jak to zwać. Rosja nie została dotąd pokonana przez Kościół Właściwy, leżała na zbyt dużym i rozdrobnionym etnicznie terenie. Trudno było tam mówić o jedności w dawniejszych czasach, a tym bardziej teraz.

- Ale zdobyć skarb można tylko pod warunkiem podpalenia pokoju, w którym się pan znajdzie po sforsowaniu tych solidnych, złoconych drzwi – ciągnął Józef Planisze.

- A nic złowrogiego nie będzie mi tam groziło? – spytałem naiwnie, chcąc wierzyć w szczere intencje mojego rozmówcy.

- Naturalnie, że nie. Rozleje pan benzynę, na chwilę schowa się pan w tunelu, a potem… ogień wypali skrytkę i… pańskim oczom ukaże się złoto, ukryte tam jeszcze za czasów rewolucji francuskiej. Bo niedaleko miejsca, gdzie zbudowana wieża Eiffla, stała niegdyś gilotyna, gdzie ścięto króla Ludwika XVI i królową Marię Antoninę.

- Jakaś dziwna sprawa z tymi mordami – zauważyłem. - U nas w Jekaterynburgu zgładzono rodzinę cara, a tam, gdzie mam się udać, króla i królową Francji.

- Tylko osoba pochodząca z miasta z tak morderczymi tradycjami może się mierzyć z morderczą tradycją miasta Paryża. – uspokoił mnie Niedomaradzki, po czym rzeczowo przeszedł do zakończenia rozmowy: - Tu ma pan zapałki sztormowe, benzynę musi pan zakupić na miejscu. A oto obiecane bilety i adres, gdzie będzie oczekiwał na pana samochód, którym dojedzie pan na miejsce wyznaczonego przez Kościół zadania.

- A te mistrzostwa dubbingowe? – spytałem na odchodne.

- One odbywają się naprawdę, słynne wieczorne dojenie świń morskich w trakcie ich trwania to także prawda. Ale w tym wypadku to był tylko fortel, żeby zainteresować pana i przygotować na o wiele wznioślejsze cele i zadania.

- Proszę się nie gniewać, ale czy te wszystkie hasła są aby… te, no… niezawodne?

- Kiedy wszystko już naprawdę zawiedzie, co oczywiście jest mało prawdopodobne – uderzy pan trzy razy w rynnę. To zawsze niezawodny reset w sytuacjach, gdy coś się zatnie w najidealniejszym z planów. 

Tu mówił prawdę. Reset komputera zazwyczaj zawsze przynosi wymierny wynik.

 

Dobra Cobra – w przypływie głosu proroczego, natchnienia i nader skomplikowanego procesu twórczego, w który zaangażowane zostały różne narzędzia elektroniczne jak i zwykłe przybory piśmienne – przedstawia dziś opowieść dramatyczną, a jednocześnie jakże bliską czasom, w których żyjemy, pt.

I po wszystkim

Część 2

Kiedy w początkach XX wieku na Węgrzech zatrzymano Maruszkę – wykolejacza pociągów – było to wydarzenie sensacyjne i absolutnie wyjątkowe.

 

*

   Józef Planisze - Niedomaradzki, czy jak tam się zwał – bo z pewnością nie było to jego prawdziwe nazwisko – odjechał, zostawiając mnie w lesie samego, lecz z „niezawodnymi” instrukcjami. Dopiero teraz zacząłem naprawdę dygotać na całym ciele. To była jakaś jedna wielka podpucha. Ktoś chciał mojej zguby, zostałem oszukany, wzięty podstępem. I nawet nie pisnąłem!

Coś mnie tknęło i po raz ostatni włączyłem w telefonie przeglądarkę internetową. Wpisałem: gdzie mieszka najwyższa głowa Kościoła Właściwego. Odpowiedź była wstrząsająca: Wieża Eiffla. No tak, na koniec wyjdzie, że knowam przeciwko ukochanemu Jedynemu Przywódcy religijnemu, podpalając mu siedzibę. I jak mnie złapią to zetną mi za to łeb, utopią czy uduszą – trudno powiedzieć, jaka będzie kara dla niezwykle śmiałego zamachowca.

Aby zatrzeć ślady lokalizacji zakopałem telefon w darni pod drzewem, uprzednio wyjąwszy z niego baterię, którą wyrzuciłem do płynącego opodal potoku. Nastał koniec mej egzystencji. Ktoś gdzieś stwierdził, że podda mnie testowi, którego i tak nie zdam. Albo co gorsza… jacyś rewolucjoniści z Rosji zapragnęli zmiany władzy na świecie i wybrali mnie na Lee Harveya Oswalda dzisiejszych czasów, który w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym trzecim zamordował w Dallas prezydenta USA Johna Kennedy’ego. A ten pożar wieży Eiffla… ech, marne kłamstwo, spreparowane bym tylko w nie uwierzył i podpalił siedzibę Kościoła. Jak podali hasło, to pewnie będą też pomagierzy, którzy dopilnują, bym wykonał zadanie.

Przerażony sytuacją zacząłem instynktownie biec przed siebie. Najwyraźniej nie miałem już powrotu do społeczeństwa. Ten Planisze – Niedomaradzki na pewno nie dopuści, abym wyjawił komuś tajemnicę, w którą mnie wprowadził. Będę uważnie śledzony, a gdy tylko się zawaham, lub nie pojadę do Paryża – od razu mnie zgładzą. I to będzie koniec. Coś jak polowanie drapieżnika na potulną sarenkę. Chwila ucieczki, lew skacze i przegryza gardło bezbronnemu zwierzęciu. Dokładnie tak, jak to niejednokrotnie mówiła w filmach przyrodniczych Krystyna Czubówna.

Biegłem przed siebie na oślep, a w głowie miałem jedną wielką pustkę. Mój świat właśnie się skończył. W dawnej Japonii to przynajmniej potrafili popełnić rytualne samobójstwo w takich sytuacjach. A co ja mogłem zrobić? Powiesić się? Nie dałbym rady tego uczynić, zbyt kochałem życie i… siebie. 

Niespodziewanie wpadłem w jakąś głęboką dziurę. Z histerycznym krzykiem leciałem w ciemności na łeb, na szyję, przy akompaniamencie wściekle szumiącego mi w uszach pędu wiatru. Czy to był jakiś stary szyb kopalniany? Ale tutaj? Ze strachu cały aż zamarłem, oczekując szybkiego i bolesnego końca. Który jednak dziwnie nie następował.

Mijały kolejne godziny, a ja spadałem ciągle w dół. Całe życie przebiegło mi przed oczami kilka razy, ale nadal żyłem. Setki pytań kłębiło mi się w głowie. I ani jednej odpowiedzi.

Czułem się dokładnie, jak w chwili, gdy wiele lat temu prąd morski porwał moją dziewczynę, nurkującą pośród wielokolorowych raf. Tamtego dnia rano powiedziała mi, że będziemy mieli dziecko. Przez następne kilka godzin nie potrafiłem sobie tego wszystkiego wyobrazić. Później już nie musiałem.

Powróciłem do rzeczywistości, ocierając z oczu nabiegające łzy. Czyli w razie niepowodzenia całej akcji mam uderzyć trzy razy w rynnę. Co za poczucie humoru u tego Planisze – Niedomaradzkiego! Czyżby w takim wypadku kładziono na mnie kreskę? No, tak to wyglądało. Czyli kiła – mogiła, jak to mówią potocznie. Nie było wyjścia. Czy zginę w tej dziurze, czy w Paryżu – jeden wacek.

Wreszcie po długim locie niespodziewanie wpadłem w jakieś krzaki, czy może raczej korzenie.

 

*

   Dziwna, blada roślinność wyhamowała mój upadek. W czymś na kształt jaskini nie panowały jednak egipskie ciemności. Pierwsze, co usłyszałem zaraz po wylądowaniu, to dobiegający z półmroku znany radiowy przebój: Ra Ra Rasputin. Dziwne.

Chwilę później z czerni wyłoniła się jakaś babka, poprawiając niepasującą do wilgotnego otoczenia wieczorową suknię i pytając poirytowanym głosem:

- Wpadłeś podbierać nam cielęce parówki?

- A... ależ gdzie, proszę pani – zaprzeczyłem. - Prawie umarłem że strachu, jak tu leciałem z siedem godzin. Już myślałem, że po mnie.

- Kochanie, kto to? – dobiegło męskie wołanie z oddali.

- Właściwie to... zdaje się, że to sprzedawca parówek, jeśli dobrze widzę.

- Nazywam się Arkadiusz Pion – powiedziałem nieco głośniej, by dobrze być słyszanym – i…

W jaskini ktoś stęknął, rozległo się przeciągłe westchnięcie, po czym w rytmie powolnego szurania z cienia wyszedł... pies. Szczerze mówiąc był to mieszaniec, by nie rzec prościej: kundel. Taki pół owczarek, ale mniejszy i bardziej zarośnięty. Nadal stałem wyprostowany, oczekując na jego pana i myśląc gorączkowo, gdzie jestem i jaka będzie reakcja na moje pojawienie się na czyimś prywatnym terenie.

Ta kobieta też mi kogoś przypominała... Kogoś z młodości... ale... kurde, kogo?

 

*

- Nareszcie przybył ktoś nowy – westchnęła z uśmiechem dziewczyna. - Zjawił się książę, który mnie oswobodzi! Mnie, Barbie – najpiękniejszą lalkę pod słońcem! 

Więc to była lalka Barbie! No, wiedziałem, że skądś ją znam! Byłem jednak jeszcze zbyt zszokowany lotem, jaskinią, psem i teraz nią, by być gotowym na jakąkolwiek wymianę zdań z przedmiotem marzeń mojej młodości.

- Tyle lat już tu siedzę – powiedziała ze smutkiem kobieta. - Ugrzęzłam tutaj zaraz po separacji z Kenem, moim byłym.

- Po rozwodzie? Ale… ja myślałem, że nadal tworzycie szczęśliwe…

- To były tylko pozory. Byliśmy razem na papierze i tylko z przyczyn podatkowych. Ale nastał czas, że trzeba było zakończyć tę… plastikową miłość.

- Aha…

- Dobrze, że przyleciałeś po mnie – usiadła z boku i sztywnymi dłońmi pogilgotała mnie niezdarnie w bok. - Ojej, to ty nie jesteś z plastiku! – krzyknęła zaskoczona.

- Jestem człowiekiem, czyli jestem zbudowany z krwi i kości.

- A… to nawet dobrze. Akurat obchodzę pięćdziesiąte urodziny i mamy dziś okazję do świętowania. Zatańczymy? 

Zaczęła mruczeć jakąś nieznaną melodię, w której rytmie zaczęliśmy obracać się w kółko.

- Jak się tu znalazłaś? – spytałem.

- Pewnego pięknego dnia, będą na wycieczce rowerowej... wpadłam w tą cholerną dziurę, wepchnięta przez mojego wieloletniego managera. Myślę, że mieli mnie już dość, bo stałam się starsza, pojawiły się pierwsze siwe kosmki włosów na głowie, przestałam zakładać krzykliwe kreacje i przybrałam całe pół kilograma w biodrach! A przemysł zabawkowy i szoł biznes tego nie lubi. Tam musisz być młody, wysportowany, szczupły, odprasowany i wiecznie uśmiechnięty. Czyli mieć cechy niedostępne zwykłemu śmiertelnikowi, by mógł przy tobie marzyć, że on też może stać się pięknym.

Z tego, co wiedziałem z lektury taniej prasy kolorowej oraz z Internetu, mówiła szczerą prawdę.

- A poza tym strasznie się tu zapuściłam! No, popatrz sam: nie ma dostępu do kosmetyczki, tipsy poodłaziły, a włosy wołają o pomstę do nieba.

- Chyba nie jest aż tak źle…

- Cnota to jest moje przekleństwo – zmieniła temat. - Sięgnij mi pod rozkloszowaną spódnicę – poprosiła. - No śmiało. Sięgaj, jak mówię! – dokończyła histerycznie.

To sięgnąłem. Sięgnąłem pod tę jej spódnicę. I nawet chciałem wsadzić palec za gumkę jej majtek, ale… ani drgnęły. No tak, przecież została zrobiona na wtryskarce z jednego kawałku tworzywa sztucznego.

- I co? – spytała. - Jak mówiłam: plastikowe majtki stanowią integralną część z resztą mojego pięknego ciała.

- Ale przecież byłaś całe lata z Kenem, twoim chłopakiem. I nie wierzę, że ani razu…

- Jak mówiłam: byłam z nim z powodów podatkowych. I dla wspólnych fotek społecznościowych, które szły z wyraźnym komunikatem w świat. On też miał ten sam problem co i ja - plastikowe slipy nie do zdjęcia. Przynajmniej nie do zdjęcia przez psa – rzuciła dziwnie kąśliwą uwagę w kierunku warującego zwierzęcia. A w chwilę później głośno zapłakała:

- A ja w życiu chciałabym zażyć seksu choć raz. Czy to dużo? Czy ja naprawdę mam jakieś górnolotne marzenie? Choć myślę, że pewnie raz by nie wystarczył, gdybym się w tym współżyciu rozsmakowała…

Dziwny taniec z nieco drętwą w ruchach kobietą z tworzywa sztucznego trwał w nieskończoność. Chcąc nie chcąc gdzieś tam z tyłu głowy przebiegały myśli: co mnie czekało w tym podziemiu? Czy to może było już piekło? A może tylko czyściec?

- Plastik to moje przekleństwo! – zapłakała głośno Barbie.

- Ał! – krzyknął ktoś z boku. - Wlazłeś na moją łapę!

- O, kurwa – szepnąłem wielce przerażony i sparaliżowany strachem. 

 

*

   Znienacka pies, który wcześniej wyszedł z ciemności za lalką, stanął na dwóch łapach i – ku mojemu bezbrzeżnemu zdziwieniu – przemówił ludzkim głosem:

- Myślałeś, że zwierzęta gadają tylko w Wigilię? Otóż nie tylko. Mam na imię Chlupotek, które nic ci przecież nie mówi. Wcześniej człowiek nazywał mnie Azor, ale mu się znudziłem i mnie wywalił na zbity pysk. I teraz noszę chlubne imię Chlupotek… na cześć… eee… kałużom i brudnemu błocku, które są na ulicach wszystkich ludzkich miast.

- Chlupotek to właśnie to znaczy? - wyraziła szczere zdziwienie dziewczyna. - Dałabym głowę, że to ja tak nazwałam psa w momencie, gdy…

- Barbie, kochanie, idź odpocznij, bo znowu będziesz miała migrenę, jak zawsze zresztą, gdy nie odpoczniesz kilka razy w ciągu dnia na łóżku – powiedział znienawidzonym przez prawie wszystkie kobiety paternistycznym tonem.

- Masz rację, tak zrobię – przyznała Barbie, po czym zniknęła w ciemności. - Nie chcemy, bym znowu miała ból głowy.

- Projektanci dali jej boskie ciało, ale – niestety – poskąpili rozumu - wyszeptał mi pies prosto do ucha. - Ale wracając do tematu: cierpiałem pośród ludzi całe lata. Marzłem z zimna we dnie i w nocy, a w budzie hulał wiatr zza dalekiego Uralu. Dawali mi paskudne żarcie, którego żaden pies nie powinien nawet tykać. Bo co to jest, kurde, że musiałem jadać tłuczone kartofle, albo chleb biały pszenny, które to produkty – według takiej jednej ulotki – absolutnie mnie zapychają. I pewnie se myślisz, że jak dodawali trochę skórek z wędliny z fosforanami, albo tłustych skwarek, to już był raj. Otóż nie był! Ale przecież musiałem coś żreć, żeby nie zdechnąć. 

- Od wieków ludzie karmią was przecież takim gównianym żarciem i jakoś żyjecie.

- Pewnie, kurde. Ale... Zresztą huj – zrezygnował z kontynuowania tematu. - Widzę, że chyba nie masz za grosz litości do zwierząt, ani tym bardziej proekologicznego zacięcia. A na zakończenie niecodziennej przemowy gadającego psa może jeszcze byś chciałbyś poznać prawidłowe numery toto lotka, co? 

Gdyby życie było takie proste…

 

C.d. n.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dobra Cobra · dnia 16.06.2020 10:40 · Czytań: 855 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 8
Komentarze
JOLA S. dnia 16.06.2020 14:53 Ocena: Świetne!
Kochana Cobro,

po co mi telewizja i takie tam. Uderzam się w czoło i wyznaję miłość. Mam Ciebie, Wielki Portalowy Prześmiewco.
Pakujesz prawdę w kłamstwo i odwrotnie. Zawsze z wdziękiem.
Inni grają o tron, a ty nie wierzysz mapom, piekłu na Ziemi i temu wirtualnemu.
Rozprawiasz się z mitami. Zaglądasz pod łóżka.
Podpowiadasz, jak omijać listy bestsellerów.
Literatura faktu, handel ideami, cenne słowa klucze i mądre przestrogi mieszają się w Twoich tekstach z przewrotną fikcją.
Mnóstwo dowodów.
Niedoceniany u nas gatunek.

Czytajcie jego, do jasnej cholery i śmiejcie się! To fabryka pomysłów! :)

Pozdrawiam serdecznie :) :) ;)

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 16.06.2020 21:48
Jesteś jedną z niewielu mi znanych osób, które potrafią wyluzować. To obecnie rzadka sprawa, wszyscy są strasznie pospinani na różne - izmy.


JOLA S,

Zawsze do usług. Wena jeszcze podaje, a i entuzjazm jakoś udaje się wziąć za rogi.

Masz rację - piszę prawdę, bo cóż od prawdy (oraz wierności sobie) wartościowsze ?

Do życia można podchodzić na dwa sposoby: http://youtu.be/JAgtqiNalz4
I choć kazdy pierwiastek tego podchodzenia jest ważny , trza umieć wyluzować.


Ostatnio chciałem se kupić zegarek zacnej szwajcarskiej firmy zegarmistrzowskiej. Drogo, jak cholera, aż tu nagle... Chińczycy oferują taki sam (czytaj: bardzo podobny model do oryginału, przynajmniej że zdjèć) model, ale jakieś trzydzieści razy tańszy.

I jak tu nie wierzyć w cuda? One występują i wzmacniają wiarę, wystarczy tylko wyciągnąć rękę(w internecie). A dodatkowo można się upewnić, że szwajcarscy zegarmistrze chcą czlowieka wykołowac na kasę.


I tym ewangelicznym zaśpiewem o cudach zakańczam. Niestety, nie są one w obecnych czasach wyznacznikiem wiary, ale myślę, że mimo to taki jeden bardzo religijny kolega z Portalu byłby ze mnie w tej sytuacji wielce dumny.


Pozdrawiam pięknie, zapraszając

Dobra Cobra
Kazjuno dnia 22.06.2020 08:22
Twoją barwną i pełną niby to banalnych, acz trącających zarówno historyczne dramaty jak i współczesne legendy opowieść, czyta się na jednym wdechu. Pięknie ją podajesz na totalnym luzie.

No i jestem w nie lada kłopocie. Jak tu przebić Jolę S. Myślę, ze to ONA jest sprawczynią zakneblowania otworów gębowych reszcie portalowiczów. Czuję się zapędzony w kozi róg jak cała reszta, która nabrała wody w gardła poprzez określone otwory. Jak tu ją przebić? Wiesz, bo nasza wybitna Jolka ma taką cechę, że jak ją weźmie albo podbechce jakiś utwór to wpuści Ci do szarych komórek taki wór komplementów (choćby to było parę zdań), że poczujesz się Dostojewskim, Lwem Tołstojem, Hemingwayem, no, dosłownie geniuszem literatury. Tak tworzy szpunt zatykający innym możliwość wykrztuszenia jakiegokolwiek miłego słowa. Wszyscy się potem boją powiedzieć cokolwiek, żeby nie wypaść przy NIEJ jak cieniarze. (W podobny sposób zabarykadowała komentarze choćby przedostatniej części Dziejów Architekta z Historii starego Wałbrzycha).

Ale nie byłbym sobą, gdybym nie podniósł rękawicy.
Powyższy rozdział to współczesna Odyseja na śmieszno. Niby to bajka, ale uwiarygadniasz ją odniesieniami do współczesności, a może bardziej do najbardziej znanych historycznych skojarzeń Arkadiusza Piona zderzającego się z lękami powodowanymi przez słynne zabójstwa, a także trendy postaci, oraz mity (pies jak zwierzę gadające w wigilijną noc).

Opowiem Ci taką anegdotkę. Kiedyś snob biznesmen zainicjował pijatykę w klubowej tenisowej kawiarni stawiając dwa Johny Walkery. Nie miałem ochoty na słuchanie jego bełkotu - czyli opowieści o jego erotycznych podbojach - więc skierowałem się do wyjścia.
- Gdzie, kurwa, idziesz? - próbował mnie zatrzymać.
- Do domu - odszczeknąłem.
- Wiedziałem, kurwa, że jesteś pantoflarzem, ale nie wiedziałem, że aż takim - chciał rozetrzeć mnie przed pijanymi samcami.
Wtedy wyciągnąłem z plecaczka tablet. Akuratnie wróciłem z Międzyzdrojów i sfotografowałem się z woskową figurą, która wyglądała jak żywa. W muzeum a la Madame Tussaud stały słynne historyczne postaci Hitlera, Napoleona ale też przeróżne ludzkie historyczne dziwolągi. Na przykład facet któremu na czole wyrósł róg potwierdzający prawdziwość legendy o koniu jednorożcu. Był też żyjący na początku XX wieku facet jednooki - więc przykład na istnienie cyklopów, a przecież z takim zetknął się Odyseusz. (Stąd moje porównanie twego tekstu do Odysei).
Ja wybrałem żyjącą przed wojną niewiastę o ślicznej twarzy i tak imponującym biuście jakiego świat nie widział (była topless). Otoczyłem ją ramieniem jak zakochany i kazałem się sfotografować dwa razy. Na drugim zdjęciu całowałem ją w usta.
- Zobacz to kutasie - wyświetliłem biznesmenowi zdjęcia.
Facet mało nie spadł z krzesła.
- Dalej uważasz mnie za faceta, który znalazł chuja na śmietniku?
Dobiłem chwalipiętę i gdy odchodziłem miał rozdziawioną mordę, jakby się dusił wepchniętą w gardło szmatą.

Ty także wybitna Cobro świetnie i z poczuciem humoru, bujając, zabawiasz czytaczy.

Pozdrawiam z pewnym niedosytem. Gdzie mi tam do Joli. S...

Jutro następny komentarz.
Dobra Cobra dnia 22.06.2020 15:45
Gdzie nam wszystkim do JOLI S?!

Kazjuno,

Grunt to robić wrażenie, dobrze piszesz. Dlatego ostatnio prawie każdy pozuje: A to przed autem, a to z babką a to na PP, bo tu też znajdziesz chwalipietów samego siebie.

Ale nie można się poddawać, trzeba być normalnym i robic to, co akurat chce się robić, a nie to, co wypada. Czyli w skrócie: być sobą.


Zapraszam do części. 3 gdzie wszystko się (chyba) wyjaśni.

Narka,

DoCo
Miladora dnia 23.06.2020 13:38
Omal mnie nie wyrzuciło z trasy, taki zakręt wziąłeś, DoCo. ;)
No cóż... zobaczę, co będzie dalej, i czy biedny neofita-zamachowiec dotrze do wieży Eiffla.

A na razie kilka poprawek (przecinków i dywizów nie ruszam - sam wiesz, że należałoby je wymienić.
Cytat:
Bo nie­da­le­ko miej­sca, gdzie zbu­do­wa­na wieża Eif­fla, stała nie­gdyś gi­lo­ty­na, gdzie ścię­to króla Lu­dwi­ka XVI i kró­lo­wą Marię An­to­ni­nę.

- gdzie zbudowano wieżę Eiffla -

Cytat:
Jak po­da­li hasło, to pew­nie będą też po­ma­gie­rzy, któ­rzy do­pil­nu­ją,

Jeżeli podali hasło, to...

Cytat:
wpa­dłam w cho­ler­ną dziu­rę, we­pchnię­ta przez mo­je­go

- w tę -

Cytat:
na cześć… eee… ka­łu­żom i brud­ne­mu błoc­ku, które są na uli­cach wszyst­kich

- na cześć... eee... kałuż i brudnego błocka, które jest na ulicach...

Cytat:
że jak do­da­wa­li tro­chę skó­rek z wę­dli­ny z fos­fo­ra­na­mi, albo tłu­stych skwa­rek,

- (trochę) tłustych skwarków -

Cytat:
Ale... Zresz­tą huj – zre­zy­gno­wał

Niestety - chuj.

No to na razie. Aha - rozbawiły mnie plastikowe majtki Barie i Kena. Chociaż nie jest to prawda.
Miłego. :)
Dobra Cobra dnia 23.06.2020 14:41
Być wyrzucona z trasy to sama słodycz dla Czytelnika, gorzej z zawodnikiem slalomu giganta

Miladoro,

Wiesz coś więcej o majtkach Barbie oraz Kena? O żesz Ty! Gadaj co wiesz. Gadaj!


Chciałbym wszystkie zauważone przez Ciebie nieścisłości gramatyczno - wyrazowe zrzucić na karb potoczystości języka bohaterów.

Niestety, jestem zatwardzialym osobnikiem, który od młodzieńctwa wypisywać na murach: huj. Huj, pisane przez samo h, ma moc. A taki ce-huj?

Zresztą powinnaś się o tym przekonać, czytając Niewinną, w którym to opowiadaniu mamy cały wykład z hujem związany.

https://www.portal-pisarski.pl/czytaj/46722/niewinna

Jest też wykład w wersji audio, interpretowany bosko przez samego Radka Popłonikowskiego.


Pozdrawiam,

Doaco
Miladora dnia 23.06.2020 15:18
Dobra Cobra napisał:
jestem zatwardzialym osobnikiem, który od młodzieńctwa wypisywać na murach: huj. Huj, pisane przez samo h, ma moc. A taki ce-huj?

Sjp PWN:
Najbardziej kłopotliwa jest kwestia chuja i derywatów. Etymologicznie uzasadniona jest pisownia przez ch, ale ponieważ od osób używających tego słowa w piśmie trudno oczekiwać znajomości etymologii, słowniki (te, które w ogóle to słowo odnotowały) aprobują także pisownię przez h. Logicznie rzecz biorąc, tak samo powinno się traktować pochodny przymiotnik i przysłówek. Sam jednak nie jestem bez winy, gdyż w Innym słowniku języka polskiego pod moją redakcją te ostatnie podane są tylko w jednej formie, etymologicznie zasadnej. Ktoś mógłby to skomentować żartobliwie, że użycie przymiotnika chujowy jest widocznie świadectwem wyższej kompetencji językowej i dlatego od osób używających tego słowa w piśmie wymaga się, aby znały etymologię.
Mirosław Bańko

Dobra Cobra napisał:
Wiesz coś więcej o majtkach Barbie oraz Kena? O żesz Ty! Gadaj co wiesz. Gadaj!

Pewnie, że wiem, skoro w domu mamy Barbie i Kena z lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, a więc z początku ich produkcji. ;)
Jeżeli chodzi o późniejsze - mają w zasadzie taki sam korpus, tylko twarze inne, zgodnie ze zmieniającymi się kanonami urody.
I zawsze te lalki były bez majtek (Ken, jeżeli Cię to interesuje, ma małe wybrzuszenie w miejscu genitaliów, Barbie natomiast jest całkowicie gładka).
Po co producenci mieliby wymyślać im plastikowe majtki, skoro jednocześnie wytwarzają zestawy ubrań na każdą okazję, łącznie z bielizną, butami, rękawiczkami, skarpetkami, czapkami oraz różnymi innymi akcesoriami, na przykład sportowymi, toaletowymi itd.
Czyli Twoje majtki to kula w płot. ;)

Miłego. :)
Dobra Cobra dnia 23.06.2020 18:04
Moja Barbie uzbroili w majtki z tworzywa sztucznego! Coz ja poradzę.

Zwycięstwo huja bezapelacyjnie. Tyle lat o to walczyłem, tyle potu, nieprzespanych nocy .. Ale jest wreszcie nagroda! Loyetaci- pozostawanie zawsze sobą, a Wasz los się odmieni.


Dzięki Miladoro,

DoCo
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
skroplami
28/05/2022 17:50
Treść rozmów naprawdę rzeczywista, idealnie rzeczywista :).… »
skroplami
28/05/2022 17:04
Dobre, całkiem dobre. Ale do połowy lepsze jak dalej.… »
Florian Konrad
28/05/2022 16:21
Oj tam, dwie pierwsze powieści poszły z dymem, przyznaję.… »
wolnyduch
28/05/2022 16:20
No to zmienię na brzeg, choć na ogół nie jestem taka… »
wolnyduch
28/05/2022 16:18
Rozumiem, no ale jest ta telepatyczna i duchowa więź, bo… »
wolnyduch
28/05/2022 16:14
Re: D.U Ok, rozumiem, pozdrawiam serdecznie i życzę… »
Kobra
28/05/2022 16:11
...brzeg może być. Jest super. Ja myślałam po potoku, rzece… »
wolnyduch
28/05/2022 16:06
Zmieniłam na wers po wyjściu na brzeg, ale skoro piszesz, że… »
Kobra
28/05/2022 15:59
Coś mi się widzi, że zmiana "wody" na coś innego… »
wolnyduch
28/05/2022 15:46
Witaj Koberko No co ja zrobię, że ja kocham rym...:) No… »
Kobra
28/05/2022 14:48
Wody/tetrapody - zamierzony rym? I może trochę pozmieniać te… »
d.urbanska
28/05/2022 14:42
WD - to nie przejęzyczenie, lecz ludowa forma: udałaś mi się… »
czarnanna
28/05/2022 13:50
Wolny duchu, serdecznie dziękuję za podzielenie się odbiorem… »
wolnyduch
28/05/2022 12:12
Rozumiem, no cóż metafory zawsze są cenne, ale co do układów… »
wolnyduch
28/05/2022 12:08
Czegóż się nie robi w imię przyjaźni/miłości, nawet picie… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:26
Najnowszy:Urok osobisty
Wspierają nas