Smutny koniec potajemnych schadzek - MariaWeronika
Proza » Miniatura » Smutny koniec potajemnych schadzek
A A A
Od autora: Podobno naśladowanie stylu ulubionych autorów to dobre ćwiczenie. Aby zachować twarz, nie będę ujawniać, kogo próbowałam naśladować:-)

Za oknami zaprzężonego w dwa gniade konie powozu przewijały się obrazy równie sielankowe, co nużąco monotonne. Jedna za drugą, uciekały rosnące przy szutrowej drodze wierzby, których zwisające smętnie gałęzie zdawały się milcząco przytakiwać rozmyślaniom siedzącej w głębi powozu Anny. Falujące, ciągnące się po horyzont połacie dojrzewającego żyta, przedzielone gdzieniegdzie skrawkiem zarośniętego, porzuconego przez gospodarzy ugoru, stanowiły potwierdzenie losu, jaki miał stać się wkrótce jej udziałem. Anna nie spodziewała się po pobycie w domu kuzyna swego nieżyjącego ojca niczego bardziej ekscytującego, niż jednostajna egzystencja targanych wiatrem kłosów.
Czy naprawdę jej postępek zasługiwał na tak surową karę? Doprawdy, ciotka Jane mogłaby okazać nieco więcej wyrozumiałości. Czy sama nigdy nie była młoda, nie miała w sobie tej energii i ciekawości świata, która rozpierała Annę każdego dnia, gdy tylko otworzyła oczy? Czy wreszcie ciotka, nigdy, przenigdy nie była zakochana? Czyż samo bycie starą panną i trawienie godzin na szydełkowaniu i czytaniu biblii, może uprawniać kogoś do odbierania innym należnej ich wiekowi radości i beztroski?
Anna całym sercem kochała starą ciotkę. Od momentu przedwczesnej śmierci rodziców Anny, wywiązując się, ze złożonej im przed laty obietnicy, Jane poświęciła się wychowaniu siostrzenicy. Gorliwie troszczyła się o zaspokojenie zarówno jej potrzeb materialnych jak i – co jeszcze do niedawna z dumą podkreślała – rozwój przymiotów duchowych.
Teraz jednak Anna nie mogła wybaczyć swej opiekunce, że ta zesłała ją w to odludne, pozbawione uciech i wyzute z jakiegokolwiek piękna miejsce, gdzie najpewniej przyjdzie jej zanudzić się na śmierć.
W głębi ducha Anna zdawała sobie sprawę, że potajemne schadzki w omszałej altanie w rogu sadu były rozrywką od początku obarczoną dużą dozą szaleństwa, ale czyż właśnie nie ryzyko nakrycia kochanków przez postronną osobę nie było tym, co dodawało rumieńców związkowi Anny z przystojnym oficerem?
Na samą myśl o wieczorach spędzanych w oplecionej pachnącym powojem altanie, niemal pod bokiem ciotki odmawiającej wieczorne pacierze mające zagwarantować jej wkrótce wieczny odpoczynek, Anna poczuła jak ciepły dreszcz rozchodzi się po całym jej ciele.
Niestety, przy wybitnym udziale dociekliwego służącego (żeby mu to wścibskie oko bielmem zaszło), Anna przekonała się, że los, który dla własnej zabawy podsuwa człowiekowi odrobinę szczęścia, potrafi równie szybko i bezlitośnie zgarnąć te okruchy słodyczy sprzed nosa, zanim zdąży się ich choć trochę posmakować.
Tego nieszczęsnego wieczoru ciotka Jane, do głębi poruszona doniesieniem o rozpustnych występkach Anny, długo siedziała skulona na fotelu w salonie, wciskając mokrą chusteczkę w aksamitne fałdy ciemnozielonej sukni. Jej sztywno wykrochmalony czepek trząsł się w rytm kolejnych ataków szlochu wyrywającego się ze ściśniętej gorsetem i zapiętej pod samą brodę piersi.
Anna stała w progu salonu ze spuszczoną, jak przystało na skruszoną winowajczynię, głową. Byłaby podbiegła do ciotki, padła do jej nóg, by pocałunkami zetrzeć łzy z kochanej, zatroskanej twarzy, gdyby bardziej nie zajmowała ją jej własna, rozdzierająca serce rozpacz i pałający żądzą zemsty gniew. Już ona w swoim czasie przydybie tego starego, wtykającego nos w nieswoje sprawy, piernika.
Następnego dnia ciotka zaprzestała szlochów, jednak przez cały dzień nie odezwała się do Anny ani słowem – aż do czasu, gdy po spożytej w grobowej atmosferze kolacji oświadczyła bezbarwnym tonem:
– Moja droga, wobec wczorajszych, jakże wstrząsających wypadków, muszę uznać swą rolę w twoim wychowaniu za definitywnie zakończoną. Mam nadzieję, że miłościwy bóg wybaczy swej starej służebnicy, że jej wysiłek skierowany na wychowanie oddanej jej pod opiekę sieroty na roztropną i pełną cnót pannę okazał się tak wysoce nieudolny.
Tu ciotka otarła rogiem batystowej chusteczki spływającą po policzku łzę. Nie było do końca jasne czy wzruszył ją los Anny, czy raczej perspektywa własnego wiecznego potępienia, jako kary za tak mizerne efekty pracy wychowawczej.
Od tej pory, w myśl niewzruszonego postanowienia ciotki, Anna miała trafić pod opiekę dalekiego kuzyna jej świętej pamięci ojca. W murach swej posiadłości na wsi skuteczniej niż ona – jak wierzyła i o co żarliwie modliła się ciotka – ochroni on dziewczynę przed zepsuciem i zgubnym wpływem wielkomiejskiego towarzystwa.
Anna, zdruzgotana surowym i jakże nieadekwatnym do wagi występku wyrokiem, próbowała ubłagać ciotkę, by ta zmieniła zdanie. Obiecywała solennie, zraszając pomarszczone dłonie ciotki łzami, że od tej pory jej myśli i porywy serca skierowane będą wyłącznie ku rozwojowi duchowemu – w każdym razie tak długo, aż ciocia będzie łaskawa znaleźć dla niej stosownego statusem kandydata na męża.
Ciotka Jane okazała się niewzruszona. Następnego dnia pod dom zajechał powóz, na który ten zdrajca służący, z pełnym złośliwej satysfakcji uśmieszkiem, zapakował cztery kufry wypełnione spakowanymi pod czujnym okiem ciotki rzeczami Anny.
Ukradkiem udało jej się schować między stosy sukien związany bordową wstążką pokaźny plik listów miłosnych. Miały być dla Anny pociechą podczas wygnania. Poza tym, gdyby trafiły przypadkiem w ręce ciotki, ich treść bez wątpienia przyspieszyłaby jej przeprowadzkę do miejsca od lat zarezerwowanego dla niej w domu pana.
 
– Jesteśmy na miejscu panienko. – Ponure rozmyślania Anny przerwał głos woźnicy, który zatrzymawszy powóz zeskoczył z kozła i z miną królewskiego stangreta stanął gotów podać Annie rękę.
Anna z westchnieniem sięgnęła po zdjęty na czas podróży kapelusz i włożyła go na głowę. Przeciągnęła dłonią po falbanach granatowej, muślinowej sukni i z ociąganiem opuściła powóz, przyjmując wyprężone ramię woźnicy. Dopiero wtedy podniosła głowę, postanawiając w duchu dzielnie zmierzyć się z widokiem swego nowego więzienia. Widok, który ukazał się oczom Anny, zaparł jej dech piersiach.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MariaWeronika · dnia 07.07.2020 09:25 · Czytań: 455 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 3
Komentarze
Dobra Cobra dnia 07.07.2020 12:58
Cnotę trzeba chronić że wszelkich sił. Bo to jest czystość niewieścia jedyna. A tu się zwyczajnie nie da, bo każda panna pragnie jak najszybciej pozbyć się wianka.

Opowieść w stylu romansidła dla pensjonarek i niesmiałych dziewcząt, które w swoich pokojach marzą o pięknym... etc.

To wygląda na fragment czegoś większego. Bo tak właściwie o dopiero teraz opowieść naprawdę może się zaczynać, gdy dzieweczce zaparło dech w piersi. Będzie zatem cd, czy to tylko ćwiczenie?


Pozdrawiam,

DoCo
MariaWeronika dnia 07.07.2020 18:08
DoCo, to tylko ćwiczonko i zabawa stylem, fabuła gra tu rolę drugorzędną i nie przewiduje się ciągu dalszego
Dobra Cobra dnia 07.07.2020 21:23
:(
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
27/05/2022 21:02
A ja nie palę od 2008 :) Modami gardzę. Cytując klasykę:… »
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
wolnyduch
26/05/2022 21:03
Ciekawie, z polotem i wyobraźnią, pozdrawiam serdecznie :) »
mike17
26/05/2022 20:59
Jarku, wiersz przejmujący i pełny treściowo. Dziś pieniądz… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:40
Najnowszy:Urok osobisty
Wspierają nas