Magnethion 1/16 - Carvedilol
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Magnethion 1/16
A A A
Od autora: Baśń dla młodzieży

                                                          PROLOG


 Otworzył oczy. Niestety, to nie był sen.
 Ujrzał przy sobie obu Wagaronów. Ich smukłe sylwetki z rękami złożonymi na piersiach sprawiały wrażenie posągów, ale wiedział, że ciągle trwają w oczekiwaniu na jego przebudzenie. Nie, jeszcze chwilę odpoczynku. Zamknął oczy. W każdej cząstce swego ciała czuł trudy podróży, nieustannego marszu z postojami jedynie na krótki sen lub zdobycie pożywienia. Z rzadka spotykali innych ludzi, a Wagaronowie popędzali go jak mogli. Dla nich wciąż poruszali się zbyt wolno.
 Zbyt wolno, bo mogli nie zdążyć dotrzeć w… Nieznane. Nieznane? Dla niego wszystko składało się na to określenie. Nieznane.
Przeszłość, przyszłość, nawet teraźniejszość rysowały się dla niego, jako jedno wielkie pasmo pytań, na które nikt nie potrafił udzielić odpowiedzi. Nawet Wagaronowie. Oni znali jedynie cel wędrówki i wiedzieli, że muszą się spieszyć. A on sam? Stracił rachubę czasu, ale minęły już ponad dwa księżyce, odkąd się obudził. Wtedy też pierwsze, co ujrzał po otwarciu oczu, to postacie Wagaronów. Poza tym miał wielką pustkę w głowie, żadnych informacji w zakamarkach własnego jestestwa dotyczących przeszłości. Jakby urodził się na nowo.
   Kim był? Skąd się tu znalazł? I najważniejsze – co robić dalej? Był tylko Człowiekiem Bez Przeszłości. Jedyne odczucia, jakie mu się jawiły, emanowały zimnem, ciemnością i złem; potężnym wyczuwalnym złem. Tyle był w stanie wydobyć z tego, co kiedyś było jego pamięcią. To Wagaronowie dali mu nadzieję na odzyskanie własnego imienia. Ponoć mieli go doprowadzić do domu. Chociaż to słowo nie kojarzyło mu się z niczym konkretnym, to brzmiało jakoś tak ciepło i dawało poczucie istnienia konkretnego celu.
Dla Wagaronów był panem, służyli mu bez słowa skargi. Nie pozostawało mu nic innego, jak im zaufać; w trakcie swojej wędrówki nieraz przekonał się, że postąpił słusznie.
  Przesunął ręką po czole. Jeszcze te pasy. Niebieskawe, prawie na grubość palca, biegnące jeden pod drugim na samym jego środku. Czuł, że to one stanowią klucz do jego przeszłości i pochodzenia. Widywał je w swoim odbiciu, gdy przeglądał się czasami w wodnych taflach. Ale ostatnio paski stawały się coraz bledsze, co wzbudzało niepokój towarzyszy. Zauważył, że ich postacie również robiły się coraz bardziej spłowiałe i niewyraźne.
– Musimy iść, panie. Czas nagli. – Przerwano mu rozmyślania. – Magnethion już niedaleko.
   Ponownie dźwignął powieki.
– Już dobrze, Alvinie. Ruszamy – odparł, wstając. Otrzepał ubranie, sprawdził, czy worek z nikłymi zapasami pożywienia jest dobrze przymocowany i nachylił się nad jeziorkiem, aby ochlapać twarz zimną wodą.
 Po szybkiej toalecie podążył za Alvinem. Pochód zamykał Zendion. Niewielka fala powoli ginęła, przywracając gładką taflę powierzchni wody.
W drogę. Do domu – pomyślał z odrobiną sarkazmu, ale i jakimś wewnętrznym smutkiem. Jednak przede wszystkim z nadzieją.
 Gdy trzech wędrowców oddalało się, lustrzane odbicie w jeziorze ukazywało tylko jednego z nich – młodzieńca z niebieskimi pasami na czole.
 
 
                                                            * * *
 
 
                                                 GÓRY NIEZDOBYTE

   Starym, rzadko uczęszczanym traktem wydartym ścianie lasu, wędrował samotny młody mężczyzna. Zakurzony strój i posklejane długie włosy zdradzały dłuższą podróż. Poruszał się wolnym, zmęczonym krokiem. Naraz przystanął, nasłuchując, po czym odwrócił się i pilnie zaczął wpatrywać w daleki punkt przed sobą. Nie mylił się. Usłyszał stukot końskich kopyt i skrzypienie kół. Tętent nie był zbyt energiczny, zdradzając wolne tempo zwierzęcia. Młodzieniec zawahał się, rozglądnął na boki, jakby szukając podpowiedzi, co uczynić. W końcu stanowczo ustawił się na środku drogi, zrzucił z pleców worek i zastygł w oczekiwaniu.
 
   Sepal przełknął kęs chleba, który już nieco stwardniał, popił wodą z butli i ponownie chwycił za lejce. Przy tak monotonnej drodze nie musiał nawet zatrzymywać się na posiłek. Kiedy skierował wzrok w dal, wzdrygnął się nagle. Szybko wyciągnął spod pledu długi przedmiot i przytknął do oka. Dzięki powiększeniu mógł szybko ocenić, że postać na środku traktu, to samotny mężczyzna, młokos jeszcze. Pospiesznie schował cenny instrument, a za pazuchą umieścił nóż. Nie należał do ułomków, ale warto mieć jakąś broń w zasięgu ręki. Już od paru dni nikogo nie napotkał w drodze, więc tym bardziej zaniepokoił go obcy tak blisko celu.
 Kiedy zbliżył się do nieznajomego, ten uniósł otwarte dłonie w górę, po czym skrzyżował ręce na piersiach, pochylając głowę. Sepal przypomniał sobie opowieść dziadka. Ten gest miał być formą powitania i szacunku. Z tym że już w czasach, gdy dziadek był jeszcze młodzikiem, powoli odchodził w zapomnienie. Nie chcąc wyjść na prostaka, wykonał jednak podobną gestykulację.
– Kim jesteś? – zapytał pierwszy, jako że na oko był co najmniej dziesięć lat starszy.
– Mans al der Vaargh, czyli Człowiek Bez Przeszłości. – Nieznajomy odgarnął włosy z czoła i wtedy Sepal zobaczył dwa blade niebieskie pasy. – Ale mówcie mi Mans.
– Ja jestem Sepal z Fortenlandu. – Krzywy grymas miał być wzbudzającym sympatię uśmiechem. – Gdzie wędrujesz, Mansie?
– Dobre pytanie, ale sam do końca nie wiem, ponieważ straciłem pamięć. Szukam miejsca, które mógłbym nazwać domem. Mam podstawy przypuszczać, że znajdę je w tych górach. – Wskazał ręką szczyty w oddali. – Już trzeci księżyc mojej wędrówki, ale liczę, że niedługo dotrę do upragnionego celu.
   Sepal zmrużył oczy. Nie podobało mu się to, oj nie podobało, jednak twarz obcego wyrażała jedynie smutek i nie było w niej fałszu. A Sepal potrafił wyczuć obłudę i podstęp. Młodzieniec nie wyglądał na chłopa. Nosił długą luźną granatową tunikę, mocno przewiązaną w pasie, zielone nogawice z wełnianego sukna, skórzane ciżmy o krótkich szpicach, a na lewym ramieniu miał zarzucony zakurzony szkarłatny płaszcz. Przy zapięciu znajdowała się spora pięknie inkrustowana tarczka z symbolem sowy. Ani chybi, znak rodowy, zatem Mans musiał mieć szlacheckie korzenie. Sepal ubrany był prosto: w ciemnoczerwoną koszulę i takież same galoty, a jego buty prosiły się o podłatanie tu i ówdzie.
– Ja kieruję się w stronę Maczugi Olbrzyma – zagadnął woźnica po chwili milczenia, lustrując reakcję Mansa. Ten jednak wydawał się niezainteresowany, nazwa najwyraźniej nic mu nie mówiła. Nieco uspokojony Sepal przesunął się odrobinę i klepiąc ręką siedzisko, rzucił:
– Siadaj i zabierz się ze mną, we dwójkę raźniej. – Mans zawahał się. – Ze mną będziesz bezpieczny.
– Widzę. – Cierpko podsumował młodzieniec. – Z taaaką bronią pokonamy każdego rycerza.
 Sepal zaczerwienił się i głębiej wsunął nóż. – Nie wiadomo, kogo się napotka na drodze, lepszy rydz, niż nic. – Zaśmiał się z własnego dowcipu. – A ty masz spostrzegawcze oko, muszę przyznać. Siadaj, szkoda nóg. – Wyciągnął rękę.
   Mans spojrzał w twarz nowo poznanego i po krótkiej chwili mocno uchwycił dłoń Sepala.
– Dzień, góra dwa i dojedziemy do Maczugi – powiedział, kiedy młodzian usiadł obok. – Wio!
– Ja muszę przedostać się przez góry, ale wdzięczny będę nawet za dzień odpoczynku dla moich nóg. – Wyciągnął je, jednocześnie rozciągając ramiona. – Dziękuję, Sepalu.
– Ho, ho! Te góry nieprzypadkowo zwą Górami Niezdobytymi, podobno nikt ich jeszcze nie pokonał. Ale nie moja to sprawa. Powiedz lepiej, co oznaczają te pasy na twoim czole.
– To cecha mojego rodu, liczę, że dzięki nim odnajdę ziomków, albo oni mnie rozpoznają, kiedy dotrę do Magnethionu.
– Magnethion? Nigdy o nim nie słyszałem.
– Znajduje się za górami.
– Pierwszy raz jestem w tych stronach, pochodzę z daleka, moja mapa kończy się na Górach Niezdobytych. Ale ja zamierzam zdobyć tylko to, co jest do zdobycia. – Zarechotał. – A to mi się udało. – Poklepał się zadowolony po udach. – Tylko to, co jest do zdobycia.
   Dalsza droga upłynęła na opowieściach Sepala, dotyczących wydarzeń w rodzinnej wiosce mężczyzny, z rzadka przetykana pytaniami Mansa. W południe następnego ranka dotarli do rozstaju dróg. Sepal wyciągnął dziwny długi przedmiot i spoglądając w niego jednym okiem, oceniał okolicę. Kiedy utwierdził się, co do dalszego kierunku wędrówki, zapytał niby od niechcenia, ale twarz zdradzała napięcie.
– Ja udaję się tam. – Wskazał na lewo. – A ty?
– W takim razie przyjdzie nam się tu pożegnać, ja kieruję się w stronę Magnethionu, a to będzie za tymi skałami.
– Niby straciłeś pamięć, a wiesz, gdzie leży to miasto, niby jesteś tu pierwszy raz, a odgadujesz drogę. – Sepal pokręcił głową z wyraźnym wyrzutem. – Dziwny z ciebie człowiek. I tajemniczy, ale i mi śpieszno, więc nie zatrzymuję. Żegnaj, Mansie, obyś odnalazł swój Magnethion.
– To nie miasto, to królestwo. – Wtrącił niebieskopasy. – Dziękuję za transport, nie mam czym się odwdzięczyć, ale jeśli nasze drogi kiedyś się zetkną, pamiętaj, że jestem twoim dłużnikiem.
– Nie zapomnę. – Uśmiechnął się.
– A więc żegnaj.
 Uścisnęli sobie obie ręce i Mans oddalił się wolnym krokiem, Sepal zaś wskoczył na wóz i popędził konie.
 Gdy tylko znalazł się za zasłoną drzew, cicho zatrzymał zwierzęta i stąpając delikatnie, wrócił na rozstaje. Nie ujrzał już towarzysza podróży, ale dla pewności sięgnął po tajemniczy przedmiot. Kiedy lustrując okolicę, nie dojrzał żadnego człowieka, uspokoił się i wrócił do zaprzęgu.
– Wio! – zakrzyknął i z niecierpliwością wpatrywał się w widoczny ponad koronami drzew skalny słup. Maczuga Olbrzyma górowała nad lasem. Sepal wstał i ponownie użył instrumentu.
   Kiedy nakierował drugi koniec na szczyt Maczugi, z zachwytu omal nie wypuścił dalekoskopu, jak o nim mówił.
  A jednak nie kłamał, nie kłamał! – Dzika radość wypełniała jego serce. – Będę bogaty!
 Powoli niepokój związany z Mansem odchodził w zapomnienie, zbliżał się bowiem do celu wędrówki. Nie napomknął oczywiście w opowieści o paru ważnych sprawach. Teraz jednak wspomnienia wróciły, a Sepal ekscytował się na myśl o powrocie do domu.
 Parę miesięcy temu, on, pomocnik łucznika zakochał się w córce kowala. Widać było, że i ona nie jest mu niemiła. Liczyła już piętnaście wiosen, a jej kształty wodziły na pokuszenie. W ciągu jednej zimy zaokrągliła się tu i ówdzie i stała się dojrzałą kobietą. Sepal nie zastanawiał się zbyt długo i uderzył w konkury, ale kowal szybko pokazał mu jego miejsce w hierarchii. Córka kowala to nie jest towar dla byle pomocnika łucznika. Do dziś pamięta tę zniewagę niczym uderzenie w twarz. Zamknął się w sobie i przez kilka dni nie odzywał prawie wcale. W myślach jednak snuł plan zemsty.
   Dni, księżyce mijały, a szansa na wzbogacenie nie pojawiała się. Mimo to często wyobrażał sobie, jak już będąc majętnym, ogłosi, że szuka żony, i jak unosząc dumnie głowę, odmówi kowalowi, mówiąc: Córka kowala to dobre dla plebsu, zejdź mi z oczu, biedaku.
   Rzeczywistość nie stwarzała jednak okazji do zrealizowania marzeń. Aż pewnego razu do wioski przybył mag Hieronim. Zatrzymywał się czasami na odpoczynek w drodze między Karinatem, a Stetorem, podobnież było i tym razem. Nie obyło się również bez specjalnej uczty przy ognisku, kiedy to częstowany hojnie mięsiwem i miodem, opowiadał w podzięce niesamowite historie. Sepal słuchał wraz z innymi, ale kiedy Hieronim wspomniał o Maczudze Olbrzyma, serce mało nie wyskoczyło mu z piersi.
– Jest to wysoki skalny słup, ciężko go nazwać górą. – Relacjonował mag. – Wąska podstawa rozszerza się ku górze, przez co z daleka wygląda jak wbita w ziemię maczuga. Wysoka na jakieś osiemdziesięciu chłopa, ale dopiero ja odkryłem jej sekret. – Tu zawiesił głos, wznosząc palec ku górze.
– Jaki, jaki? – Rozległy się ponaglające głosy.
– Zaschło mi w gardle. – Chrząknął, a natychmiast kolejny kubek miodu wylądował w jego dłoni. Wypił kilka potężnych łyków, otarł sumiaste wąsy i rzekł: – Otóż na Dalekim Wschodzie, w czasie jednej z podróży, otrzymałem podarek.
 Przerwał i przez chwilę mocował się z rzemykiem, którym zawiązany był spoczywający przy boku worek. W końcu, ku uciesze tłumu, wydobył z niego długi metalowy przedmiot.
– To dalekoskop. – Wyjaśnił, wznosząc tryumfalnie swój skarb. – Wystarczy spojrzeć o, tu! – Wskazał na węższy koniec. – I można stąd przez niego zobaczyć, jak się dzierlatki kąpią w Mlekuni.
 Jak jeden mąż wszyscy słuchacze zwrócili oczy w kierunku oddalonej o dobre trzysta chłopów rzece.
– Toż ci magia dopiero. –Westchnął pryszczaty młodzian. – Zdałby mi się taki. – Dostał kuksańca w bok, ale towarzystwo nagrodziło wypowiedź gromkim śmiechem.
– No, ale do sedna. – Mag Hieronim odezwał się ponownie, po opróżnieniu naczynia. – Przy pomocy tego urządzenia ujrzałem grotę w szczycie Maczugi Olbrzyma. Patrzę i patrzę, a tam… wszystko lśni w słońcu. Czego tam nie było: złoto, srebro, kamieni szlachetnych do wyboru, do koloru. Istny Skarbiec Talidory, który jak się okazuje, nie tylko w legendach ma miejsce.
 Biesiadnicy nie wytrzymali, zaczęli się przekrzykiwać, wstawać, domagać się szczegółowych opisów bogactwa.
– Cóż z tego, skoro dostać się tam niepodobna. Skała gładka jak uda dziewicy, za wysoko na drabinę, wiatr tańczy tak, że zepchnie każdego śmiałka. Skąd tam te bogactwa, nie wiem, ale jasne jest, dlaczego jeszcze tam pozostają. Tylko magia większa od mojej byłaby w stanie pokonać Maczugę.
   Sepal dalej już nie słuchał. Odszedł, czując, że to jego szansa. Nagroda za pełne pośmiewisk życie, za skromny wikt i częste razy za źle wykonaną pracę. Ale dzięki tej pracy będzie mógł zdobyć to, co niezdobyte. Już wiedział jak.
 Kiedy wszyscy udali się na spoczynek, Sepal, który wypił zdecydowanie mniej niż zwykle przy takich okazjach, zakradł się do izby Hieronima i bez najmniejszego trudu, nie budząc pijanego maga, wykradł dalekoskop, po czym ukrył go w znanej jedynie sobie dziupli.
 Rankiem wybuchła awantura, dwa dni szukano sprawcy, ale nikt się nie przyznał i nie odnaleziono zguby. Zeźlony Hieronim udał się w dalszą drogę, przeklinając wioskę, wygrażając, że jego noga więcej tu nie postanie.
Od tego dnia Sepal każdą wolną chwilę spędzał, zamykając się w szopie i pracując nad czymś, o czym nikomu nie mówił. Pilnie strzegł sekretu, a po dwóch miesiącach zadowolony z siebie, z radością mógł otrzepać ręce i rzec: Gotowe!
Swoje dzieło ukrył pod grubym pledem na wozie i tak spoczywało przez jedenaście dni. W tym czasie Sepal gromadził zapasy, aby pewnego ranka potajemnie opuścić wioskę.
 Teraz gdy zbliżał się do celu, a dzięki lunecie wiedział, że opowieść maga Hieronima jest prawdziwa, odrzucił pled.
 Z namaszczeniem przejechał dłonią po pokrytej bejcą powierzchni olbrzymiej kuszy. Nauka pod okiem łucznika nie poszła w las. A dzięki smykałce do ręcznej roboty udało mu się wykonać to, co wspólnie z majstrem nieraz wykonywali, tylko w większej skali. Do maczugi, nadającej się dla olbrzyma, zamontował własnego pomysłu mechanizm z kołami zębatymi i dźwignią. Dzięki temu mógł napiąć kuszę i umieścić bełt z przywiązaną sznurową drabiną. Końcówka bełtu miała specjalną budowę, ostrze zakończone hakami. Wystarczyło ustawić kuszę, zwolnić dźwignię i liczyć, że ta utkwi w upragnionym celu. A dzięki drabinie droga, nawet pomimo wiatru, przy ostrożnej wspinaczce stanie się do pokonania.
 W momencie, kiedy Sepal zachwycał się własnym dziełem, Mans stanął przed prawie pionowym zboczem góry z rzadka tylko usianym drobnymi szczelinami czy występami.
– I co teraz? – zapytał stojących po obu stronach Wagaronów.
– Jesteśmy w dobrym miejscu. Za tą górą jest Magnethion.
– Niepodobna wspiąć się na szczyt, a bez skrzydeł nie uda mi się go ominąć.
– Zatem zostaje tylko jedna droga. Przejść przez górę – rzekł pozbawionym emocji głosem Zendion.
– Heh, nie wiedziałem, że jednak macie poczucie humoru.
– Nie mamy, panie. – Dorzucił Alvin. – To miejsce, to ukryte wrota. Wystarczy klucz, żeby się przez nie przedostać.
– Klucz? – zapytał Mans, jednocześnie dotykając pasów na czole. – Czyżby?...
– Tak, właśnie tak, panie – odezwał się głos z prawej strony. – Tylko ktoś obdarzony niebieskim pasem zdoła pokonać górę.
– Czyli jest tutaj ukryte przejście?
– Jest, ale niezupełnie takie, jak myślisz. Po prostu podążaj za mną. – I Alvin zrobił krok w stronę skały, nie zatrzymując się.
Mans ze zdumieniem patrzył, jak wysoka postać wchodzi w ścianę i powoli niknie w skale.
– Teraz ty, panie. – Zachęcił beznamiętnie Zendion.
Młodzieniec głośno przełknął ślinę, ruszył jednak do przodu i wyciągnął otwartą dłoń. Delikatnie zbliżał ją do góry, ale nie wyczuł oporu, pomimo że palce wtopiły się w widoczną czarną powierzchnię. Po chwili cała sylwetka zniknęła w skale, a za nią podążył drugi z Wagaronów, zamykając pochód.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Carvedilol · dnia 21.08.2020 08:05 · Czytań: 544 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 6
Komentarze
Darcon dnia 11.09.2020 21:02
Widzę, że jest tego więcej części, więc wypowiem się bardziej w kontekście powieści.
Zaczynasz dosyć dobrze, tak od strony ogólnej. Jest pomysł, jest bohater i choć może imiona nie do końca mi leżą, to nie jest przecież najistotniejsze.
W prologu zarzucasz haczyk ciekawymi przemyśleniami, tajemnicą i niepewnością bohatera, ale też budujesz pewną scenę. A na tej scenie są praktycznie tylko gadające głowy. To znaczy prolog jest prawie pozbawiony narracji. Jest Człowiek Bez Przeszłości, są Wagaronowie, ale niewiele poza tym. I gdybyś pozostawił tylko rozterki bohatera, to byłoby ok. Ale dokładasz akcję, a ja, czytelnik, niewiele widzę i mało mogę sobie wyobrazić. Prolog pozbawiony jest opisów, nie wiem jak kto wygląda, jak wygląda okolica. Niewiele zdradzasz o świecie. Tego nie musi być dużo, to w końcu prolog. Ale teraz widzę tylko trzech mężczyzn, niebieskie pasmo na włosach i poza tym pustkę.
Jeśli chodzi o rozdział, to zastanawiałbym się, czy należy używać stylizowanego na wiejski języka. Mam na myśli Sepala. Nie wiem, czy te "gacie" dodają uroku, i mówię tu zupełnie poważnie, bez ironizowania. Osobiście wolałbym chyba język bez naleciałości.
Jeśli patrzeć na powyższy fragment w kontekście powieści, to raczej nie stosuje się pisania, jak tutaj:

Cytat:
Mło­dzie­niec za­wa­hał się, roz­gląd­nął na boki, jakby szu­ka­jąc pod­po­wie­dzi, co uczy­nić. W końcu sta­now­czo usta­wił się na środ­ku drogi, zrzu­cił z ple­ców worek i za­stygł w ocze­ki­wa­niu.

Sepal prze­łknął kęs chle­ba, który już nieco stward­niał, popił wodą z butli i po­now­nie chwy­cił za lejce. Przy tak mo­no­ton­nej dro­dze nie mu­siał nawet za­trzy­my­wać się na po­si­łek. Kiedy skie­ro­wał wzrok w dal, wzdry­gnął się nagle.


Zaczynasz rozdział od młodzieńca, by w drugim akapicie wprowadzić ni z gruszki ni z pietruszki nowego bohatera, który zapowiada się na ważnego. Jeśli już go wprowadzasz, to pierwszego akapitu z punktu widzenia młodzieńca nie powinno być, przynajmniej w tym miejscu. Warto też fragmenty, które pokazują inną część świata i innego bohatera, rozdzielać na przykład gwiazdką. Tak, by czytelnik się nie pogubił. Gwiazdka zawsze mówi, że będzie jakiś przeskok. Jako czytelnik jestem więc już na niego, przynajmniej po części, przygotowany.
Jest też kilka niezręczności językowych, ale niestety nie dysponuję teraz taką ilością czasu, by je tu wymieniać i coś doradzać.

Powtórzę słowa z początku - całość zapowiada się całkiem nieźle.

Pozdrawiam.
Carvedilol dnia 11.09.2020 21:37
Cześć Darcon

dzięki za komentarz, przeczytam jeszcze raz, patrząc Twoimi oczami, wrzucałem całość dzień po dniu już ponad miesiąc temu, więc powoli będą pojawiać się kolejne części

na razie poprawiam warstwę językową, potem spojrzę na całość pod kątem fabuły i płynności, ale już teraz dzięki za opinię i sugestie

Pozdrawiam
Carvedilol
Madawydar dnia 20.09.2020 08:34 Ocena: Bardzo dobre
Darcon

Brzmi trochę jak bajka, a nie typowe Science Fiction. Ja lubię jednak bajki pomimo mocno dojrzałego wieku. Pojawia się wiele tajemnic, które z pewnością znajdą wyjaśnienie w kolejnych odcinkach. Zaczyna się ciekawie. Teks wzbudza zainteresowanie czytelnika, a to przecież bardzo istotna cecha dobrego tekstu.

Pozdrawiam

Mad
Carvedilol dnia 20.09.2020 11:14
Madawydar

Nie wiem czy Twój komentarz był do mnie czy do Darcona, ale dzięki za wpis
Nie ma tu kategorii baśń dla młodzieży, a tak właśnie traktuję tekst, czyli bardziej fantasy niż science fiction

Pozdrawiam
Carvedilol
Madawydar dnia 20.09.2020 18:19 Ocena: Bardzo dobre
Przepraszam za pomyłkę. Oczywiście, że do Ciebie Carvedilol.

Ukłony.
Carvedilol dnia 20.09.2020 19:56
Madawydar

Spoko, wolałem się upewnić

Carvedilol
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mozets
02/12/2021 21:54
Poetyckie świadectwo wiary. Yaro porusza tutaj kilka… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 20:17
Cześć, Kilka uwag zupełnie " sine ira et studio"… »
AntoniGrycuk
02/12/2021 20:16
Hej, a mnie się bardzo podoba. Tyle jest wśród nas… »
Yaro
02/12/2021 19:32
Mój Bóg jest moim Bogiem:) Dziękuję Michał dziękuję… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 18:09
Wiersz w moim przekonaniu doskonały. Zastanawia szczególnie… »
mike17
02/12/2021 17:32
Bo to tak jest, że im bardziej szukasz Boga, On łatwiej cię… »
Marek Adam Grabowski
02/12/2021 16:10
Piszesz:" Będę wdzięczny za szczere i otwarte… »
mozets
02/12/2021 16:07
Proszę o uwagi, po poprawieniu tekstu. Na pewno coś tam… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 15:20
Bardzo "malarski" tekst, w takim znaczeniu, że… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 13:49
Bardzo nostalgiczny, krótki, a mieszczący w sobie dużo… »
liathia
02/12/2021 13:35
Bardzo Wam dziękuję za poczytanie, i komentarze.… »
Jacek Londyn
02/12/2021 12:31
Dzień dobry. Zacznę od ważnej rzeczy - lewactwa w tekście… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 10:42
Może i tak. Przynajmniej rym robi się dzięki temu… »
Lilah
02/12/2021 10:19
Albo - tłum aniołów świętych ???? »
Afrodyta
01/12/2021 22:24
Wodniczko, dziękuję za odwiedziny i za to, że podzieliłaś… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/11/2021 14:27
  • Ze względu na małe zainteresowanie MUZO WENAMI 10 przedłużam czas nadsyłania prac do 15-go grudnia. [link] Życzę weny i lekkiego pióra :)
  • AntoniGrycuk
  • 13/11/2021 11:31
  • Czy ktoś ma pojęcie o wyobrażeniu, gdzie znajdę listę aktualnych czasopism (też internetowych), gdzie warto publikować? Nie mówię o portalach literackich. Dzięki.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2021 22:18
  • Na czyjąś prośbę zamieszczam link do konkursu: [link] Ja w tym roku nie biorę udziału. Należy napisać tekst z jedną z kilku dzielnic Wwy.
  • mike17
  • 09/11/2021 15:15
  • Przypominam, że pozostał jeszcze cały tydzień, by nadesłać pracę konkursową. Weźcie się w garść i piszcie ;) [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 17:15
  • Apisie - wiem i niestety zgadzam się z Twoją opinią - tak jest znów, kolejna "fala"
  • ApisTaur
  • 07/11/2021 16:12
  • Zbyszku. Oczywiście pisałem to do Ciebie, lecz nie o Tobie.:)
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 16:01
  • Apisie -na szczęście nas obu to, o czym pisałeś, zwracając się do mnie, nie dotyczy. ;-}
  • Kazjuno
  • 06/11/2021 18:51
  • Dzięki za miłe komentarze pod recenzją "Buntownika" M. Grabowskiego. Na końcu komentarzy odpowiadam, indywidualnie Joli S. i każdemu z komentujących. Pozdrawiam cały PP
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas