Magnethion 2/16 - Carvedilol
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Magnethion 2/16
A A A
Od autora: Baśń dla młodzieży

 

                                                          MAGNETHION


  Tamtim sprawnym ruchem zarzucił wędkę i ponownie ułożył się na trawie. Leniwie poruszające się obłoczki na lazurowym niebie usposabiały do drzemki. To będzie dobry dzień – pomyślał. ­­– Jedyna wada, że nie ma do kogo gęby otworzyć, ale co tam, przynajmniej będzie pyszny obiad.
  Nie bez przyczyny nazywano Tamtima Drugą Japą Magnethionu, a zapewne pałeczki pierwszeństwa nie dzierżył tylko dlatego, że Pierwsza Japa żyła z pięćdziesiąt lat dłużej i znała więcej ciekawych historii. Niemniej, ten pucułowaty, piegowaty piętnastoletni rudzielec rzadko potrafił dłuższą chwilę milczeć. W królestwie krążyła nawet anegdota, że jeśli Tamtim jest w pobliżu i go nie słychać, to właśnie je, a jeśli nie słychać mlaskania, to śpi; trzeciej opcji nie ma. Piegus miał jednak poczucie humoru i wraz z innymi śmiał się z tego żartu.
  Dzisiaj była jego kolej na przyrządzenie obiadu, a że miał smykałkę do pichcenia, zaraz po śniadaniu (zabierając oczywiście prowiant na drogę) zabrał wędkarskie instrumenty i udał się nad Telizę, żeby zdobyć świeże ryby.
  To będzie dobry dzień – pomyślał po raz drugi, zanim skleiły mu się powieki i przeniósł się do krainy mlekiem i miodem płynącej, gdzie każdy słuchał go z rozdziawionymi ustami, a młode piękne dziewczyny podsuwały mu rarytas za rarytasem.
 Nagle jedna z nich położyła palec na ustach, uciszając Tamtima, po czym głośno zarżała. Chłopiec zaniemówił, a kiedy otworzył oczy, ujrzał nad sobą chmurę, przypominającą kształtem gruszkę.
– Witaj, chłopcze! – usłyszał, po czym zerwał się na równe nogi. I w tym momencie wydarzył się cud. Tamtim zapomniał języka w gębie.
 Przed nim stał młody mężczyzna. Po zakurzonym ubiorze znać było, że wędrował wiele dni. Ale to, co wywołało zdumienie Tamtima, znajdowało się na czole nieznajomego. Dwa niebieskie pasy. Dwa!
  Kiedy chłopiec w końcu rozbudził się na dobre, pochylił głowę i wymamrotał:
– Witaj, szlachetny panie.
– Jaki tam ze mnie pan. – Przybysz wyciągnął dłoń na powitanie. – Ile masz lat i jak cię zwą?
– Tamtim, i liczę sobie piętnaście wiosen. Tamtim z rodu Mormusów, o panie. – Zaczerwienił się. – Do tej pory myślałem, że to tylko legenda.
– Jaka legenda?
– O Panie Dwóch Wagaronów.
  Mans zerknął na piegowate czoło, gdzie pokryty potem spoczywał niebieski pasek.
– Zatem… – Zrozumiał szybko. – Inni mają jeden, jak ty?
– Tak, panie…
– Mans, mów mi Mans. – Mężczyzna wciąż trzymał wyciągniętą rękę. – Jestem niewiele starszy od ciebie. Nawet nie wiem, ile liczę wiosen. Moja pamięć sięga wstecz tylko nieco ponad dwa księżyce. Przyprowadzili mnie tu Alvin i Zendion.
– Czyli, ty… Mansie. – Z trudem wymówił imię wędrowca. – Masz naprawdę dwóch Wagaronów? Tak mówi przepowiednia.
– To mogę potwierdzić. – Nagle zaburczało mu w brzuchu.
– Pewnie jesteś głodny. – Tamtim sięgnął do woreczka, ale zdołał wygrzebać z niego tylko małe jabłko. – Przepraszam, chyba resztę już zjadłem. Ale nie ma na co czekać. Zostaniesz godnie przyjęty. Każdy w królestwie będzie zaszczycony, mogąc cię ugościć. Najpierw jednak musisz spotkać się z regentką.
– Więc jestem oczekiwany? – Mans przyjął owoc, ale coś zacisnęło mu gardło. – Naprawdę jestem w domu?
– Nikt nie jest tu oczekiwany bardziej od ciebie – Tamtim już zdążył zebrać sprzęt i wskazał ręką na zielone wzniesienie. – Ale pozwolisz, że na twoje pytania odpowiem już w drodze. Agneth na pewno chciałaby pomówić z tobą jak najszybciej.
– Czy to ktoś z mojej rodziny?
– Hmm… – Stropił się grubasek. – Nic nie wiem o twojej rodzinie. Agneth to nasza regentka, może ona wie coś więcej.
  W czasie wędrówki Tamtim nie przestawał opowiadać, jednak żadnych informacji dotyczących Mansa nie posiadał. Kiedy znaleźli się na szczycie wzgórza, przystanął. Oto przed sobą zobaczył drogę, wbijającą się w liczne pola, na których to złociły się kłosy żyta, to żółciły kwiaty rzepaku. W dolinie zaś ujrzał liczne domy, a nad nimi w centralnej części dominowała strzelista wieżyczka, pewny znak ludzkiej ręki.
  Magnethionie, oto nadchodzi twój syn – pomyślał z radością.
… a dziadek mojego dziadka był kiedyś na zewnątrz przez trzy księżyce. – Do jego uszu dotarły słowa towarzysza. – Ja też chciałbym kiedyś zobaczyć, jak wygląda świat poza Magnethionem.
 Kiedy tylko dotarli do pierwszych zabudowań, chłopiec nie wytrzymał.
– Oto ja, Tamtim z Mormusów, przyprowadziłem wam Pana Dwóch Wagaronów! Przepowiednia się spełniła! Chodźcie wszyscy, zobaczcie go, to Pan dwóch Wagarooonów! – wydzierał się wniebogłosy. Duma rozpierała młodzieńczą próżność, wykorzystał możliwość afiszowania się, jako ten, który pierwszy napotkał długo zapowiadanego przybysza. Z kolei obiekt peanów nie czuł się najlepiej w tej roli. Nieprzyzwyczajony do tłumów skupiał teraz uwagę wszystkich mieszkańców. Ci odrywali się od zajęć i przybiegali ujrzeć tak hałaśliwie anonsowanego nieznajomego. I tak bardzo oczekiwanego.
  Mans rozglądał się speszony. Szli teraz szeroką brukowaną drogą, po obu stronach znajdowały się identyczne na pierwszy rzut oka domostwa. Ale wprawne oko szybko potrafiło wyłapać szczegóły, które przydawały im cech indywidualnych. A to jakieś nietypowe okiennice, zabawny komin w kształcie smoczej paszczy, czy inne dodatki świadczące o inwencji gospodarzy. Mimo wszystko wskazywały na podobny status mieszkańców, gdyż w gruncie rzeczy nie odbiegały za bardzo od standardowej niskiej chałupy ze spadzistym dachem i skrawkiem terenu oddzielającym je od głównej, jak się zdawało arterii miasteczka.
  Pochód składający się początkowo z dwuosobowej ekipy obecnie stanowił już sporych rozmiarów orszak, a z każdą chwilą przybywało nowych członków. Mans całkowicie dał się prowadzić młodemu Tamtimowi, ten zaś ciągle prezentował wspaniałe i zdawać by się mogło, niewyczerpane możliwości aparatu głosowego. W pewnej chwili Pan Dwóch Wagaronów pociągnął go delikatnie za rękaw.
– Dokąd teraz zmierzamy, Tamtimie? – zapytał zdezorientowany.
  Rodowity magnethiończyk aż przystanął i plasnął się dłonią w czoło. – Ależ ze mnie ciapa, w mordziochę jeża! – Zaśmiał się, odsłaniając rząd żółtawych zębów. – Prosto do Królewskiej Chaty. Tam znajduje się siedziba aktualnej regentki. Bo widzisz, co roku w Dzień Czaru wybieramy regenta lub regentkę, która to osoba przez cały kolejny rok sprawuje rządy, ale ma oczywiście Dwunastu Wspierających, którzy z kolei… – Tamtim z szybkością wiatru podczas burzy wyrzucał z siebie słowa, tłumacząc zawiłości tutejszego systemu sprawowania władzy. Nie omieszkując dodać „paru” zdań od siebie na temat obecnie rządzących.
  Mans jednak myślami błądził gdzie indziej. Oto, po wielodniowej wędrówce, podczas której jego nadzieje przeżywały wzloty i upadki, gdy stąpał po omacku, mając za podporę jedynie Wagaronów, w końcu trafił do miejsca, gdzie ktoś go oczekuje. I to nawet nie jedna osoba, czy mała grupka, wyglądało to jakby cały Magnethion wyszedł mu na powitanie i towarzyszył w drodze do regentki.
  Czuł, że otwiera się przed nim nowy etap drogi, lecz jednocześnie instynkt podpowiadał mu, że to jeszcze nie koniec tajemnic. Jego przybycie do miasta zostało wszak przepowiedziane, ale szybko zdał sobie sprawę, że on, jako konkretna osoba już nie. Nie ma tu nikogo z rodziny, bliskich, czy nawet wrogów. Nikogo, kto by mu wyjawił prawdziwe imię. Chyba że zna je wspomniana Agneth.
  Kiedy dotarli do wylotu drogi, okazało się, że łączy się w okrągły plac, od którego odchodzą jeszcze trzy podobne trakty. W centralnej części znajdowała się świątynia, zakończona dostrzeżoną wcześniej wieżyczką, w pobliżu zaś budynek trzykrotnie większy, niż widziane dotychczas.
– Królewska Chata – wyjaśnił Tamtim, czytając w jego myślach.
  Na schodach czekała już kilkunastoosobowa grupka. Jedna postać oderwała się od tłumu i skierowała ku Mansowi. Była to młoda szatynka w zielonej obcisłej sukni, z przyciętymi rękawami, które falowały, przy energicznych ruchach rąk. Rękawy spodniej sukni zapięte były na liczną ilość srebrnych guziczków.
– Bądź pozdrowiony, wędrowcze, Panu Dwóch Wagaronów – odezwała się kobieta. – Jestem Agneth, obecna regentka.
– Witaj, o pani. – Uczynił gest pozdrowienia. – Nie znam swojego prawdziwego imienia, ale mam nadzieję tutaj odzyskać przeszłość i dom. Mów mi Mans.
  Kobieta zdziwiła się, ale nieme pytanie zdradzały tylko jej oczy. Mans był średniego wzrostu, Agneth zaś nieco go przewyższała. Wąskie usta, nieco zadarty nosek i wystające kości policzkowe nadawały jej koci wygląd, szczupła zaś kibić, duże piersi i szerokie biodra czyniły z niej piękność. Ale Mans nie miał zbyt wiele czasu, aby się jej przyglądać, bo natychmiast wręcz porwała go do wnętrza chaty. Zanim zdołał zadać jedno z nurtujących go pytań, już siedział przy stole, a Agneth wydawała polecenia. Wkrótce przed wygłodniałym przybyszem pojawiły się liczne miski pełne parujących potraw.
– Nie wiemy kim jesteś i, jak rozumiem, ty też tego nie wiesz – zaczęła przemowę regentka, kiedy ostatni pomocnik opuścił jadalnię. – Ale przepowiedziano, że to ty wybawisz Magnethion, więc pozostaje mi wierzyć, że sprawa się wyjaśni. Musisz poznać historię królestwa… – Zawiesiła głos, wpatrując się w dwa pasy na czole przybysza. – Naszą historię, jesteś jednym z nas, Mansie.
  Mężczyzna poderwał się na te słowa, a jego oczy zalśniły.
– Nawet nie wiesz pani, ile te słowa dla mnie znaczą.
– Agneth. – Uśmiechnęła się. – Mów mi po prostu Agneth.
– Piękne imię, Agneth. – Odwzajemnił uśmiech.
– Posil się teraz, a ja postaram się streścić ci dzieje Magnethionu. Później przejdziemy do twojego zadania. – Na jego pytające spojrzenie odparła krótko:
– Wszystko w swoim czasie.
  Kiedy zatopił zęby w pachnącym mięsiwie, kobieta rozpoczęła opowieść.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Carvedilol · dnia 27.08.2020 09:20 · Czytań: 557 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 2
Komentarze
Korektorka dnia 10.09.2020 13:43 Ocena: Świetne!
Cześć!:)

Odnoszę wrażenie, że moje komentarze są za długie ;) tym razem więc poprzestanę na uwagach (przy równoczesnym nieustającym zachwycie!:)).

1) "Jedyna wada"
2) Ja bym połączyła te dwa zdania: "śpi; trzeciej opcji nie ma".
3) "podsuwały mu"
4) "- Witaj, chłopcze! - usłyszał"(podobnie przy kilku innych takich fragmentach)
5) "Po jego zakurzonym ubiorze znać było, że przewędrował wiele dni."
6) "na powitanie"
7) "mów mi "Mans"
8) "Mansowi nagle zaburczało w brzuchu"
9) "przydawały im cech indywidualnych"
10) "Dokąd teraz zmierzamy" (a nie "gdzie";)
11) "Jego przybycie do miasta zostało wszak przepowiedziane (...)"
12) "czytając w jego myślach"
13) "młoda szatynka (...)", a potem "odezwała się kobieta". Bo teraz odniosłam wrażenie, że to są dwie różne osoby, a przecież piszesz o jednej.
14) "koci wygląd"
15) "aby się jej przyglądać, bo natychmiast wręcz porwała go"
16) połączyłabym te dwa zdania: "wygląd, szczupła zaś kibić (...)"
17) "aby się jej przyglądać, bo natychmiast wręcz porwała go"
18) "przepowiedziano, że to ty wybawisz Magnethion"
19) Przecinek po "Nawet" jest zbędny.
20) Może "streścić ci dzieje Magnethionu"?
21) Przecinek po "spojrzenie" jest zbędny.
22) "krótko:" i w następnym wersie "Wszystko w swoim czasie."

Pozdrawiam:)
Carvedilol dnia 10.09.2020 20:35
Korektorka

Nie ma za długich komentarzy, heh
Jeszcze raz dzięki, wykorzystam sugestie

Miłego wieczoru
Carvedilol
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
23/05/2022 23:23
Re: Tetu No to się cieszę, że nie nalegasz na zmianę,… »
Florian Konrad
23/05/2022 22:55
Dziękuję i również jak najserdeczniej pozdrawiam! »
tetu
23/05/2022 22:31
Twój lekki, zwiewny utwór, przypomniał mi wiersz Teofila… »
tetu
23/05/2022 22:16
Wolnyduszku, ale ja niczego nie sugerowałam z tytułem, ani… »
Lilah
23/05/2022 21:49
Ano, taki tasiemiec mi wyszedł. Dziękuję, wolnyduchu.… »
JOLA S.
23/05/2022 21:08
Witaj Owsianko, czyta się z przyjemnością. Napisane oczami… »
wolnyduch
23/05/2022 21:02
Bardzo obrazowe pisanie, wręcz malarskie. Co do czerniny,… »
wolnyduch
23/05/2022 20:42
Ponoć są takie osoby, które potrafią dokładnie opisać… »
wolnyduch
23/05/2022 20:38
Fajna gra słów, najlepiej być sobą, choć wcale… »
wolnyduch
23/05/2022 20:36
Trudno komentować tak surrealistyczne obrazy, zatem powtórzę… »
wolnyduch
23/05/2022 20:31
Jak dla mnie piękny, wzruszający wiersz, choć sądzę, że… »
wolnyduch
23/05/2022 20:18
Wiersz pełen uroku, z kaliną w roli głównej i miłością w… »
wolnyduch
23/05/2022 19:58
Dobry wieczór Tetu Dobry trop, owszem. Tak chodzi o… »
Marian
23/05/2022 17:00
Marku, dziękuję za wizytę. Lilah, dziękuję za wizytę i… »
Lilah
23/05/2022 16:45
Żal mi się zrobiło owego sumiennego konsumenta, widać odwyk… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:25
Najnowszy:Lukasz112
Wspierają nas