Dom Przemian - JOLA S.
Proza » Miniatura » Dom Przemian
A A A

Dom Przemian

 

Szary i mglisty listopad, dzień chyli się ku zachodowi. Powietrze aż ciężkie od wilgoci. Czarne prostokąty okien, balkony bez kwiatów — zapewne wszyscy już śpią?, pomyślałam, wracając z Sorbony do domu, pustą Rue de la Bûcherie. Nakładając drogi, minęłam dwa szpalery bezlistnych topoli, a zaraz potem księgarnię wstydliwie kryjącą się w pierzei starych, paryskich kamienic. Wielkie krople deszczu dudniąc miarowo, spływały po zatartym przez czas drewnianym szyldzie przybitym nad wejściem, na którym widniał napis Dom Przemian.

 — Stara się jak umie, zaprasza przechodniów, nic nie obiecując — rzuciłam ze złością, przystając, aby poprawić stary parasol nieustannie zamykający się nad głową.

Gdy tak tkwiłam w kłębach wiatru i zimnego deszczu drzwi księgarni gwałtownie otworzyły się przed zdyszanym chłopcem. Zjawił się znikąd. Po jego zachowaniu było widać, że bardzo się spieszy, mokre włosy opadały na twarz, woda kapała z przemoczonej kurtki, z ramienia zwisał granatowy tornister. Wszedł do środka, ale ciężkie drzwi księgarni nadal pozostały otwarte. Nie wiedząc, kiedy, stanęłam w ich progu.

Przede mną rozciągało się, długie, wąskie pomieszczenie, które dalej w głębi rozpływało się w mroku. Jak okiem sięgnąć, wzdłuż zakurzonych ścian stały rzędy regałów sięgające sufitu, wypełnione książkami wszelkich rozmiarów i kształtów. Drewniana podłoga po części zasłana drukami i foliałami. Nie pozwalały przejść swobodnie. W świetle lampy boki starych ksiąg błyszczały wymyślnymi złoceniami i drobinkami kurzu. W sieci pajęczyn drzemały: wyschnięte zwłoki ich twórcy, długi kawałek konopnego sznurka i puste pudełko zapałek. Nie bardzo wiedziałam, co robić, stałam, jakby nogi wrosły mi w ziemię.

Ta księgarnia jest z innej planety, nie mogłam oprzeć się wrażeniu.

 — Proszę zamknąć drzwi. Jest przeciąg — rozległ się głęboki głos, wyrywając mnie ze zdumienia.  

Posłusznie wślizgnęłam się do wnętrza. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem. W długiej smudze światła nie dostrzegłam nikogo oprócz pochylonej nad stołem postaci starca, o wyjątkowo pomarszczonej, pofałdowanej twarzy. Chude ciało szczelnie omotane do samych stóp szarą peleryną z grubego płótna, spod której wyglądała zgrzebna koszula przepasana zieloną szarfą. Po chwili tuż za zgarbionymi plecami starca pojawił się chłopiec, którego spotkałam wcześniej. W ręku trzymał otwartą, grubą książkę w wytartej, skórzanej obwolucie. Z daleka nie mogłam dostrzec jej tytułu.

Chłopiec usiadł i podnosząc ją do oczu, zaczął ochoczo czytać, nie zwracając na nic najmniejszej uwagi, tak jakby nie chciał się rozpraszać. 

Zegar na wieży Notre Dame właśnie wybił dziesiątą.

Czas leci, a ja nic dalej nie wiem, nic się nie wyjaśnia??? Niesforny mózg niczym pędzący rower wiódł po wertepach, nie pozwalając się skupić.

— Podejdź bliżej, dziecko! I aż tak się nie dziw temu, co widzisz.

Dziecko??? Co tu się kroi?

Oniemiałam, rozwierając szeroko powieki.

Jestem dorosła, dawno wyrosłam z pieluch!!! Dlaczego zawsze trafiam na takich mądrali?

Zatrzęsłam się z oburzenia, ale głos uwiązł w ściśniętym gardle.

Bez imienia człowiek nie może żyć 1— ponownie starzec zabulgotał, spoglądając przenikliwym wzrokiem. Poczułam się zdemaskowana tym spojrzeniem.

— Mam na imię Sofia! Ale to przecież całkiem obojętne.

Starzec podniósł brwi w geście udawanego zdziwienia.

— Nie dla nas i nie tutaj. Przychodzisz w samą porę, Sofio. Marcel, jak widzisz już tu jest — powiedział starzec, drapiąc się w błyszczącą w świetle łysinę.

Poczułam się jak zbesztane dziecko, posłusznie podeszłam bliżej, nadal nic nie rozumiejąc. Moje emocje malowały się aż nadto wyraźnie, robiło mi się na przemian zimno i gorąco, w brzuchu doskwierał znajomy ucisk.

Nie miej mi za złe tego tonu. Jestem trochę gburowaty, ale ja, Starzec z Wędrującej Góry, tylko spełniam swój obowiązek. Wszystko wiem o tobie i nic mi nie umknie.

???

— Spróbuję to wyjaśnić. Zapewne myślisz, że trafiłaś tu przypadkiem? Bzdura! Mam jeszcze jeden egzemplarz! Siadaj obok Marcela i zabieraj się do roboty, ręczę, że nie będziesz żałować.   

Co ten dziwny staruszek plecie?

Ledwo złapałam oddech, robiąc dwa kroki w tył, ale nawet nie próbowałam, nie było czasu protestować i tak na nic, to by się nie zdało. Zresztą, po co było cyrk odstawiać.

— Pójdziesz za moją radą czy swoim zwyczajem zwątpisz?

Zatroskany głos starca odbił się głuchym echem po ścianach księgarni. Najdziwniejsze, że nad stołem tuż obok księgi Marcela unosiła się druga, niemal identyczna. Otworzyła się sama. Biło z niej słabe purpurowe światełko, po sekundzie sunęło niczym błyskawica po ścianach pomieszczenia.

Okładka koloru letniego nieba, na niej owal z dwóch węży, a w nim złoty napis dziwnie splecionymi literami „Niekończąca się historia”?

— Wszystko jest w niej odnotowane! — usłyszałam tuż przy uchu.

— Proszę?

Z twarzy starca, jakby znikła niedawna serdeczność. Nadął różowe policzki, wzruszając nieznacznie chudymi ramionami.

— Taki miałam zamiar — poprawiłam się szybko, nerwowo kiwając na potwierdzenie głową.

Chyba znowu odezwał się mój wrodzony brak pewności siebie. Nawet nie przyszło na myśl, by dyskutować lub o coś zapytać?

— Już dobrze. To rzućmy okiem, bo nie mamy czasu do stracenia. Powinnaś być zadowolona z lektury.

— Jasne, na pewno.

Przytaknęłam, bąkając pod nosem, ale tak naprawdę wolałam milczeć, żeby na nowo nie rozdrażnić staruszka. Tymczasem on powoli dotknął książki, poobracał tom w dłoniach i wtedy coś w jej wnętrzu zrobiło klik. Uśmiechając się, zdjął okulary, założył ręce za plecy i mrucząc niewyraźnie do siebie, zaczął się przechadzać tam i z powrotem aż w końcu zniknął za ciężką kotarą.

Zagadkowa sprawa? Co mnie skłoniło, by tu zostać?, zastanawiałam się przez moment, krzyżując nogi pod stołem.

To więcej, niż myślałam... Czytając, poczułam się, jakbym przeszła przez mroczną Bramę Bez Klucza i znalazła się w domu, ciepłym, troskliwym, gdzie wszystko jest jak z bajki... Dotąd w nosie miałam magię, ale tym razem rozszalała się wyobraźnia, przejmując stery w umęczonym mózgu. Nocny Las rozsypał się w kolorowy piasek. Bez lęku szłam drogą, której wcześniej nie znałam, zostawiając za sobą samotność i Bagno Smutku. Historia Fantazjany zamknięta w starej księdze brała mnie w posiadanie.

— Nie pozostaje mi nic innego, jak żywić nadzieję, że wrócę, by czytać dalej. Dobranoc — wyszeptałam, wychodząc do innego życia.

 

****  

Ta stara, spowita pajęczynami księgarnia zawiera w sobie magię, istnieje w sposób szczególny, którego nie sposób wyjaśnić. Tam staję się inna, lepsza, pomaga zapomnieć, wymazać złe wspomnienia. Dotykając pożółkłych stron książki, zapominam o bożym świecie i marzę:

 Wydaje mi się, głupiej, że tam w ciszy księgarni spotkam Chopina, że ujrzę jego piękne odbicie w mętnym lustrze wiszącym na ścianie, odziane w odświętny, zielony surdut i srebrzystą kamizelkę. Co on by tu robił — elegancki, sztywny? Może akurat zbłądził w deszczu w drodze do George Sand? Pojawienie się Chopina byłoby radosną rzeczą, zwłaszcza w bezmiarze grudnia, gdy noce ciągną się pod chmurnym nawiasem4?..

Moje serce już czule pikało w rytmie poloneza, gdy w tym samym momencie w lustrze pojawiło się jeszcze jedno oblicze, bardzo duże, przypominające lwa, tyle, że zamiast sierści ma białe łuski koloru masy perłowej, a u pyska zwisały długie białe wąsy. Jego ramiona przykrywał złocisty płaszcz, ciemne oczy spoglądały spokojnie. Smok Szczęścia, bo on to był, chciał mi coś szepnąć na ucho..., gdy nagle ktoś zasłonił lustro, stawiając przede mną talerz z gorącą zupą:  

— Znowu pachniesz kurzem starych ksiąg. Tam ci lepiej niż w domu?

Głos Matki mnie obudził, spadłam na ziemię.

— Mamo, dobrze wiesz, że namiętności jest tyle ile ludzi. W książkach i muzyce Chopina szukam prawdy o życiu, słodkiej, gorzkiej i na własne ryzyko2.

Skinęła głową, lekko uśmiechając się kącikami spierzchniętych ust i wyszła z kuchni. Za oknem słońce już dawno zbladło. Deszcz padał bez zmian. Nad stołem kiwała się ciągle ta sama lampa.

Mam ochotę stąd uciec, ale czy można przed własnymi nogami?

Wsparłam głowę na dłoni, patrząc w zamyśleniu przed siebie:

To prawda, moje ubranie szybko przesiąka zapachami bezczelnie wyrażając to, co czuję. Niektóre słowa bezpieczniejsze są na papierze, dlatego milczę. Nie dam ci, Mamo, szansy na przytulenie jedynej córki. Owszem, pragnę serdecznego uścisku, ale ty nie potrafisz go dać.

Wiedz, że jestem butelką nitrogliceryny. Nic mi nie wychodzi. Jeżeli wychodzę to z siebie lub z kolejnego nieudanego związku boleśnie poturbowana na ciele i na duchu, niezdolna do niczego. Mam dopiero dwadzieścia lat i przerażającą pustkę w sobie. To nie była miłość ojcowska. Pokonała mnie, ale nikt o tym bólu się nie dowie. Wiedziałaś, że z niego stary łajdak, że pije, a teraz ocierasz łzę rąbkiem fartucha, tęsknisz!? Miłość powinna być ciepła i nowa i nieskończenie możliwa3, powiedział poeta. Jemu można wierzyć, tobie już nie.

Jest już późno. Gorąca kąpiel. Potem krótka kanapa, na której będę śnić skulona. Kolejny koszmar i cisza w sercu. Ważne, że się obudzę i będę mogła jutro wieczorem w mojej księgarni żarłocznie pochłaniać strony powieści, którą tak polubiłam. Ten papierowy świat jest dla mnie łaskawszy, daje drugie życie, zachwyca. Na wytartej okładce widnieje tytuł „Nieskończona historia.” Gdy ją otwieram, przenoszę się do Fantazjany, cudownej krainy, w której, jestem taka szczęśliwa. Wyruszam w podróż, by ocalić siebie. Wiele bym dała, żeby być taka, jak Atreju, być kimś innym, niż jestem, znaleźć Rogową Górę, odważnie spojrzeć w jej ogromne, puste oko. Czasem wystarczy, że ta cudowna opowieść trochę wygładzi kontury minionych zdarzeń. Gdy zanurzam się w niezmąconej ciszy magicznego świata bajki cała złość znika, zamieniając się w zakrzepłe krople drukarskiej farby. Kto wie, może akurat dokładnie w tym momencie ktoś podobny też ma ją w ręku i czyta?

W tym miejscu przerwałam wewnętrzny monolog, słysząc:

— Nie smakuje ci, to nie jedz!

Obróciłam twarz w stronę Matki. Jej oczy zwęziły się, spoglądały badawczo.

— Mamo, spróbuj mnie zrozumieć, proszę. Nie da się odwrócić biegu zdarzeń, ale można sprawić, by pozostawione przez nie blizny były mniej bolesne, miały mniejszy wpływ na moje dalsze dorosłe życie.

— Nic cię nie boli! Jesteś blada i zmęczona, ale to z powodu gęstego deszczu, pada już trzeci dzień, ulice Paryża to istne rozlewisko rzeki..

— Znikły siniaki, ale ból pozostał. Chciał pobić ciebie na śmierć, ale mu nie wyszło. Czy ty pamiętasz strach tamtych dni, bo ja zbyt dobrze!

Mama zagryzła wargi, przycisnęła pięść do ust, drżała.

Po krótkiej chwili:

— Ależ, dzisiaj jesteś bojowa! Twój ojciec mnie tłukł, na oślep, po kryjomu, myśląc, że śpisz. Taka w naszej rodzinie tradycja — wychrypiała.

— Ty ciągle tkwisz w tym okropnym schemacie! Wnosisz do naszego życia obłęd i zaślepienie. Dla mnie nie było miejsca na sprzeciw, nic nie robiłaś, by to zmienić, przypomnij sobie! Tkwisz w stereotypach po szyję. Ja przynajmniej nie zamykam się w muszli ślimaka, próbuję walczyć...Pępowina została zerwana i już nie boję się żadnego mężczyzny.

Przez chwilę milczała, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami.

— Twój Ojciec powiesił się, bo miał dość.

— Czego?! Nas? Jeszcze go będziesz tłumaczyć?! Kłamstwami? Nie umiem mu wybaczyć, zapomnieć! Wystarczy, że powódź kłamstw zalewa świat i do tego jeszcze ty, Mamo. Gdy ciebie słucham coś się zaplata w piersi, boli, nie umiem dłużej trwać w mdłej akceptacji wszystkiego, co nas otacza. Najpiękniejsza w młodej miłości jest prawda2. Tak trudno objąć to rozumem?

Ciężko westchnęła, zsuwając z nosa okulary, których musiała używać do czytania i znowu zapadło smutne milczenie. Mam ją z głowy!, stwierdziłam w duchu, ale nie byłam pewna, czy było mi lżej, czy jeszcze ciężej.

 

 ****

Próbowałam pisać, ale uparta stalówka pióra ślizgała się po kartce pamiętnika:

Wkrótce na nocnym niebie zabłyśnie pierwsza gwiazdka. Zasiądziemy z Mamą do wigilijnej kolacji. Puste krzesła przy skromnie zastawionym stole przypomną o naszej samotności. Dwie pozornie bliskie kobiety milcząco wpatrujące się w migocące kolorowe lampki na zielonym drzewku nie będą czuć smaku barszczu, przeliczą ziarnka maku, spróbują goryczy zimnego kompotu z suszu. O dreszcze przyprawią kolędy, przechodzące przez tynki i mury. Czemu czerń znaków zapytania ciągle jest ze mną...

W momencie, gdy myślałam nad ostatnim zdaniem pojawił się Smok Szczęścia, machnął srebrzystym ogonem, wytrzeszczając zdziwione, zielone ślepia. Stanął na dwóch potężnych łapach niczym ogromny kangur, wyciągając w moim kierunku smukłą szyję:

 — Może tak po prostu, Sofio? Czy coś cię powstrzymuje, by uratować Fantazjanę? We mnie masz wiernego kronikarza — rzekł cicho i zanim się zorientowałam, powoli łopocąc skrzydłami, wzbił się w górę.

Rozległ się podobny do grzmotu dźwięk, rozwarł się przed nim sufit i smok znikł.

Za szybami okien już rozsiadła się aksamitna, ciepła ciemność. Na granatowy ocean nieba wbiegł okrągły jak piłka księżyc, tuż za nim mali rozbitkowie złociste gwiazdki. Coś uchyliło furtkę,  rozgadało się w głowie, kipiało pomysłami, tryskało energią. No więc, czy życie nie jest piękne?, usłyszałam znajomy szept, jakby z zaświatów. Jeszcze tu jesteś, Smoku? Gdy uśmiechnięta, po raz pierwszy od dawna, odwracałam się w stronę kąta, z którego dochodził, pojawiła się Mama niosąca dymiącą wazę.

— Wigilia gotowa. Dodałam do barszczu zgnieciony czosnek — obwieściła bezbarwnym głosem i usiadła, opierając ręce o blat stołu..

Chyba nie czuła, że łzy ciekną po jej zmęczonej twarzy.

—  Mamo, chodź, chodź do mnie. Ja jestem przy tobie, a ty przy mnie — wyjąkałam nieśmiało.

Zrobiła to, o co prosiłam.

 

 

 

---------------------------------------------------------------------------------

  1.  Jacek Dehnel, „ Serce Chopina”
  2. Atticus, „Miała dzikie serce”
  3. Michel Ende, "Niekończąca się historia
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 14.09.2020 14:35 · Czytań: 871 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 19
Komentarze
Dobra Cobra dnia 14.09.2020 21:11 Ocena: Świetne!
Summa Cum Laude.

Dobra Cobra
JOLA S. dnia 15.09.2020 07:58
Dobra Cobro,

najwyższa pochwała w Twoich ustach wiele dla mnie znaczy.

Dziękuję bardzo i do następnego

Gorąco pozdrawiam, buziaki

JOLA S.
kamyczek dnia 15.09.2020 11:54
Mamo, spróbuj mnie zrozumieć, proszę. Nie da się odwrócić biegu zdarzeń, ale można sprawić, by pozostawione przez nie blizny były mniej bolesne, miały mniejszy wpływ na moje dalsze dorosłe życie.

— Nic cię nie boli! Jesteś blada i zmęczona, ale to z powodu gęstego deszczu, pada już trzeci dzień, ulice Paryża to istne rozlewisko rzeki..

— Znikły siniaki, ale ból pozostał. Chciał pobić ciebie na śmierć, ale mu nie wyszło. Czy ty pamiętasz strach tamtych dni, bo ja zbyt dobrze!


Traumy z dzieciństwa potrafią namieszać w dorosłym życiu,
Ciekawie napisane, jak zwykle zresztą.
Serdeczności, Jolu.
JOLA S. dnia 15.09.2020 12:34
Droga Łucjo,

Zgadzam się w pełni.

Dziękuję za miłe słowa

Pozdrawiam gorąco, jak zwykle zresztą.
:)

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 16.09.2020 19:41 Ocena: Świetne!
Oczywiście można zadać pytanie: - Dlaczego aż tak poważnie? Czy literatura winna cierpieć za winy? I czy dzięki temu autorzy - jak też czytelnicy - doznają katharsis...

https://youtu.be/JAgtqiNalz4

DoCo
JOLA S. dnia 16.09.2020 20:52
Dobra Cobro,

w tak krótkim czasie wstąpiłeś dwa razy w moje skromne progi.
Z wizyty cieszę się niezmiernie, domyślając się z lekka, co było jej powodem.

Twoje przemyślenia są warte zatrzymania, nie tylko na chwilę. :)

Wiem, o czym mówisz i jest w tym racja, ale nie do końca, nie do szpiku i kości.

Czasem rodzi się pomysł i piszemy, nie dbając o rezonans jaki wywoła nasza literatura w czytelniku, nawet nie myślimy o tym.
Czy to dobrze, czy źle sama już nie wiem, ale tak jest. :|


Malarz malując obraz na ogół maluje dla siebie, a nie dla odbiorcy. I zdarza się, że zostaje z nim aż do śmierci, podobnie jak van Gogh...

https://www.omp.org.pl/artykul.php?artykul=366

Pozdrawiam gorąco i wielkie dzięki. :)
Dobra Cobra dnia 17.09.2020 10:00 Ocena: Świetne!
Van Gogh... uh, z górnej półki siegasz ;)


JOLA S.

Dziękuję za odpowiedź. Dokładnie tak to jest, jak piszesz.


Pozdrowienia, pięknego dnia i natchnienia!

DoCo

PS - zalinkowany artykuł godny polecenia.
al-szamanka dnia 17.09.2020 17:45 Ocena: Świetne!
Uff, uff, Jolu, znowu wpadłam w tekst jak śliwka w kompot.
Masz styl pisania, który działa na mnie jak waleriana na kota ;), to znaczy, najchętniej przymilałabym się do niego z każdej strony, ocierała.
Dlatego nie zwracam uwagi na Twoją odwieczną słabość - interpunkcję.
A co mi tam :D
Liczy się, pomysł, styl i klimat, a z tym zawsze bezbłędnie trafiasz w dziesiątkę.
Ale tu coś bym zrobiła:
Cytat:
Na­kła­da­jąc drogi, mi­nę­łam dwa szpa­le­ry bez­list­nych to­po­li, a zaraz potem starą księ­gar­nię, wsty­dli­wie kry­ją­cą się w pie­rzei sta­rych, pa­ry­skich ka­mie­nic.

Zazdroszczę Ci, że ciągle masz wenę, że tworzysz takie literackie głębie.
Piękne... podziwiam.
Ten tekst, to cała Ty, rozpoznawalny nawet z odległości tych ponad tysiąca kilometrów.

pozdrawiam ciepło :)
JOLA S. dnia 17.09.2020 18:55
Stęskniłam się, Al.

Nie znajduję słów, jak bardzo.

I na dodatek ten piękny prezent - Twoje uznanie

Pozdrawiam równie ciepło.:)
Lilah dnia 21.09.2020 21:39
Niesamowita opowieść, Jolu. Rzecz się dzieje w Paryżu, a ja czułam się jak w Barcelonie Carlosa Ruiza Zafóna (rozdziały dotyczące księgarni).

Dziękuję i pozdrawiam serdecznie:)
JOLA S. dnia 22.09.2020 07:28
Chciałabym przejść Barcelonę śladami powieści Carlosa Ruiza Zafóna :), ale w obecnych czasach to raczej trudne. Pozostaje podróż z książką.

Dziękuję , Lilu

Serdeczności :)
Kazjuno dnia 25.09.2020 08:22 Ocena: Świetne!
Najpierw, JOLU, odkładałem twoje opowiadanie na "deser", (pożyczam zwrot użyty przez Ciebie). Potem pojechałem na 8 dni do Sopot i kiedy z ciekawości odwiedziłem Gdańsk myślałem o Tobie. Idąc ulicą Długą, zastanawiałem się, czy gdybym Cię spotkał, czy bym rozpoznał(?) /kiedyś wysłałaś mi zdjęcia z wernisażu/. W sopockim pensjonaciku nie było internetu, więc odzywam się z poślizgiem.
Wczoraj po powrocie przeczytałem Dom Przemian. Bardziej z kurtuazji, przecież wypada odwiedzić moją komentatorkę, skrobnąć parę słów.
Chyba przez zmęczenie podróżą lektura do mnie nie dotarła, wprawdzie było w niej coś ciekawego, ale wiedziałem, że muszę przeczytać ponownie. Teraz sięgnąłem po tekst po raz drugi i uderzył mnie z dużą mocą, choć wiesz jak kosmicznie jest odległy od moich pisarskich zainteresowań. Bardzo nastrojowo opisałaś magiczny antykwariat. Druga część wigilijna wyjaśnia głębię twojego pomysłu i tu zagrałaś na strunach bardzo mi bliskich. Wprawdzie nie miałem ojca pijaka, ale silniejszą osobowością i despotyzmem, kruszył jakikolwiek sprzeciw matki, która zbyt słabo protestowała przeciwko jego brutalnym metodom wychowawczym.
Podobnie jak twoja bohaterka, czułem do matki żal. Czemu się poddawała?
Pruskie metody wychowawcze ojca wbijały mnie w kompleksy, rodziły moją agresję, która niemal zaprowadziła na drogę występku... do społecznego marginesu.
Psychologiczne wpływy na moje życie niespójnych rodzicielskich sposobów wychowywania ogarnąłem po wielu latach.
Jak bohaterka Domu Przemian rozgrzeszam matkę, ale też ojca. Wiem, że chciał jak najlepiej.

Piszesz:
JOLA S. napisała:
Czasem rodzi się pomysł i piszemy, nie dbając o rezonans jaki wywoła nasza literatura w czytelniku, nawet nie myślimy o tym.Czy to dobrze, czy źle sama już nie wiem, ale tak jest.


Przynajmniej dla powyższego opowiadania wyszło znakomicie.

Serdecznie pozdrawiam, Kaz
JOLA S. dnia 25.09.2020 09:03
Tak, to "Niekończąca się historia", opowiedziana przeze mnie na swój sposób.


Kaz,

wielkie dzięki za czytanie i ciepłe słowa. :)

Pozdrawiam serdecznie i do następnego

JOLA S.
Nalka31 dnia 27.09.2020 22:45
Nie było mnie u Ciebie dawno. Zresztą chyba za często i wcześniej nie zaglądałam. Dość dawno nie było mnie na PP, ale wracam jak ten boomerang. I zajrzałam pod twoje opowiadanie. To tak jak powrót do wielu zasłyszanych historii, albo tych przeżytych osobiście. Trudne wspomnienia często do nas wracają, a może własnie dlatego pisanie innych pomaga nam o nich zapomnieć lub spojrzeć inaczej. W końcu bajki i baśnie od dawna miały swą służebną rolę. Dawniej opowiadane przed snem zmieniły się w ksiązki i opowieści czytane przed snem. Pomysł też się liczy w tym, jak chcemy opowiedzieć daną historię.

Pozdrawiam ciepło. :)
JOLA S. dnia 28.09.2020 00:43
Nalko,

bardzo mnie cieszy Twoja obecność pod moim tekstem.

Nadal mą ulubioną lekturą są bajki np. "Muminki", "Kubuś Puchatek" czy też "Momo"
Z ich czytania czerpię największą przyjemność. Uważam, że są przeznaczone nie tylko dla dzieci.
Może to hobby lub sposób na życie, który zaszczepiłam sobie jeszcze w dzieciństwie.

Dziękuję i pozdrawiam serdecznie :) :)

JOLA S.
OWSIANKO dnia 03.10.2020 16:28
JOLA S.
chciałem na priv, ale nie działa, więc tu:
masz rację, że pisanie w Internecie może być korzystne i może kształtować przyszłego twórcę. Lecz jeśli ten przyszły twórca pisze tak, jakby nie słyszał o istnieniu dzieł twórców, którzy poruszany przez niego temat ujęli identycznie i bagatelizuje fakt, że w ten sposób powiela cudze dokonania, to jest kopistą. Nie należy odkrywać Ameryki po raz kolejny.
Wniosek? Zanim zacznie się swoją, trzeba znać twórczość powstającą dawniej. Wcześniej dużo czytałem biografii literatów i pożarłem sporo książek traktujących o historii literatury. Raz dlatego, by podpatrzeć lepszych, a dwa dlatego, by ustrzec się przed plagiatem. I dopiero po tym pracochłonnym etapie ośmieliłem się bazgrać.
pozdrawiam
JOLA S. dnia 03.10.2020 17:56
Cześć, Owsianko, Kolego po piórze,

Bardzo cieszę się z Twojej wizyty. :)

Pod tym, co napisałeś podpisuję się obiema łapami.
Czytanie jest nieocenione, głęboko ingeruje w naszą twórczość.
Zgoda, są wybitni autorzy, z którymi dobrze się czujemy, którzy nas inspirują i nie należy się tego wstydzić, wręcz odwrotnie.
Czasem literki układają się w całe zdania, lektura sama podtyka nam klocki, niespodziewanie w głowie rodzi się pomysł, coś fajnego się przypomina.

Rozmowa z Tobą jest dla mnie zawsze cenna, gdyż wiem, że masz duże doświadczenie w pisaniu, którym nareszcie będziesz się dzielił z nami, tu na PP. :)

Dzięki wielkie i serdeczności :)

JOLA S.

PS. Skrzynkę pocztową oczyszczę, dawno tego nie robiłam. I niecierpliwie czekam.
Ewa Nowoslawska dnia 13.10.2020 17:18
Ewa Nowosławska

JOLA S.

Jak zwykle malujesz piórem. Przy czytaniu Twoich tekstów odlatuje.
I tak jest tym razem. By zejść na ziemię potrzebuję czasu.
Gdy jestem tu i teraz, żałuję, że nie mogę tam być gdzie mnie wynosi.
Na szczęście są teksty, do których można wrócić by znów odlecieć.
Po przeczytaniu Domu ... wrócę do pisania, które kochamy
pozdrawiam
JOLA S. dnia 13.10.2020 20:02
Ewo,

a jednak zajrzałaś. :)

Dziękuję bardzo za ciepłe słowa i do następnego

Gorąco pozdrawiam, buziaki

JOLA S.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ZielonyKwiat
04/12/2021 10:27
Nieśmiała prośba z mojej strony: czy tytułowy… »
alos
03/12/2021 23:39
Ładnie napisane, jakby emocje tańca transponować na słowo -… »
alos
03/12/2021 23:36
Takie zlokalizowanie czasowo-miejscowe zawsze dobrze robi… »
alos
03/12/2021 23:32
Dla wybrańców bogów nie ma zbyt wygórowanej ceny ; ). Fajne,… »
alos
03/12/2021 23:29
Efektownie napisane, zwłaszcza puenta. Zastanawiam się… »
alos
03/12/2021 23:24
Wyraźne tutaj zagubienie w czasie. Czyżby tracił on… »
alos
03/12/2021 23:19
Znam film i ta ekfraza do niego jest całkiem dobra, udanie i… »
alos
03/12/2021 23:13
Dziękuję za komentarze. Pozdrawiam. »
AntoniGrycuk
03/12/2021 22:02
W pełni zgadzam się z ZielonymKwiatem. Nie widzę w wierszu… »
Pulsar
03/12/2021 20:46
Podejrzewam zielony kwiatuszku, że jesteś kobietą, bo mówisz… »
Carvedilol
03/12/2021 20:37
Yaro nie odniosę się do wiersza, bo na poezji się nie… »
ZielonyKwiat
03/12/2021 20:19
Ja wszystko rozumiem, ale nie lubię (skoro już problem… »
Pulsar
03/12/2021 20:15
Zielony kwiatuszku. "mój bóg jest wielki" ten… »
ZielonyKwiat
03/12/2021 19:34
W wierszu nie ma żadnej agitacji, nie chcesz, człowieku, to… »
Pulsar
03/12/2021 19:10
Wiara jest dla głupich i ubogich, ubogich, ze nie potrafią… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/11/2021 14:27
  • Ze względu na małe zainteresowanie MUZO WENAMI 10 przedłużam czas nadsyłania prac do 15-go grudnia. [link] Życzę weny i lekkiego pióra :)
  • AntoniGrycuk
  • 13/11/2021 11:31
  • Czy ktoś ma pojęcie o wyobrażeniu, gdzie znajdę listę aktualnych czasopism (też internetowych), gdzie warto publikować? Nie mówię o portalach literackich. Dzięki.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2021 22:18
  • Na czyjąś prośbę zamieszczam link do konkursu: [link] Ja w tym roku nie biorę udziału. Należy napisać tekst z jedną z kilku dzielnic Wwy.
  • mike17
  • 09/11/2021 15:15
  • Przypominam, że pozostał jeszcze cały tydzień, by nadesłać pracę konkursową. Weźcie się w garść i piszcie ;) [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 17:15
  • Apisie - wiem i niestety zgadzam się z Twoją opinią - tak jest znów, kolejna "fala"
  • ApisTaur
  • 07/11/2021 16:12
  • Zbyszku. Oczywiście pisałem to do Ciebie, lecz nie o Tobie.:)
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 16:01
  • Apisie -na szczęście nas obu to, o czym pisałeś, zwracając się do mnie, nie dotyczy. ;-}
  • Kazjuno
  • 06/11/2021 18:51
  • Dzięki za miłe komentarze pod recenzją "Buntownika" M. Grabowskiego. Na końcu komentarzy odpowiadam, indywidualnie Joli S. i każdemu z komentujących. Pozdrawiam cały PP
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas