A A A

Od tego autobusu zaczynało się poznawanie świata przez mieszkańców wioski. Wcześniej nie za bardzo orientowali się, co też znajduje się za tymi górami, które w piękny, pogodny dzień lśniły srebrzyście w słońcu. Tak naprawdę, niewiele ich to obchodziło. Mieli miasteczko oddalone o kilka kilometrów, gdzie raz w tygodniu zawozili swoje plony, by sprzedać je na lokalnym bazarze. Nawet te wycieczki były dla niektórych aż nadto odważne, mieszały im w głowach kolorowe domy, brukowane ulice, obsychające po nocnej wilgoci, która, choć nie było jej już widać, siadała na ubraniach, twarzy, włosach.

Tego dnia, staremu Józefowi to nawet wydawało się czasem, że przez tę mgłę, zaczyna zanikać. Siedział, przyglądając się w skupieniu dłoniom. W końcu, po dłuższych oględzinach złapał za lejce i potrząsając nimi energicznie, wołał do starej szkapy ciągnącej wóz:

- Wio Baśka, wio! Bo ta przeklęta mgła pożre nas, zanim dojedziemy na miejsce.

Mgła, szczególnie upodobała sobie Ptasi Wąwóz ciągnący się przez ponad kilometr. Czaiła się na drzewach i w krzakach, pełzła po ziemi jak porzucona kochanka, łapiąc się kół i końskich kopyt, co skutkowało tym, że przerażony koń stawał dęba i nie chciał dalej iść.

Stary Józef zsiadł z wozu i założył mu na łeb stary, jutowy wór i idąc koło niego, mówił łagodnym głosem:

- Oj, Baśka, Baśka i czego ty się głupia boisz? Przecież to tylko zwykła mgła, nic ci nie zrobi. Zaraz wąwóz się skończy i wyjdziemy na drogę. Tam już tylko pola wokół, to będziesz spokojniejsza. O, zobacz, kopnąłem nogą i ta przeklęta mgła się rozeszła.

Kłamał. Mgła nie chciała się rozstąpić, uparcie owijała się wokół nóg, czasem nawet sięgając do kolan. Koń wyczuwał strach Józefa, jego przyspieszone bicie serca i nawet spokojny ton głosu nie był w stanie go zmylić.

- Prr. Poczekaj staruszko, zapalę lampę, bo coś szybko dziś zmierzch zapada. O widzisz — powiedział po chwili — od razu lepiej.

Szedł, trzymając w lewej ręce uzdę, a w prawej, podniesionej nieco do góry starą lampę naftową, rzucającą nieco światła wokół.

- Czekaj, dam ci trochę owsa, żebyś zajęła się jedzeniem, to może nie będziesz tak się bać.

Zawiesił na szyi Baśki karmiak wypełniony owsem i poklepał ją po karku:

- Idziemy, już niewiele nam zostało, żeby wyjść z tego przeklętego wąwozu. Trochę się zagadałem z Domańskim, może i wypiło się o jednego za dużo, ale, raz na jakiś czas każdemu się może przytrafić. Popatrz, toż to chatka Szymona pustelnika. Gdyby było trochę widniej, to byśmy zaszli do niego, trochę sera bym mu dał, chleba, a i ziemniaków bym nie poskąpił.

- Szczęść Boże, Józefie.

Zanim usłyszał znajomy głos pustelnika tuż obok, odezwał się puszczyk, tym swoim krzykiem sprawiając, że włosy stawały dęba. Koń zarżał nerwowo i Józef przytrzymał go za uzdę, zatrzymując w miejscu.

- O Matko Najświętsza, ależ mnie brat wystraszył, mało mi serce nie wyskoczy!

- Od kiedy to Józef taki strachliwy?

- Od kiedy, od kiedy? Żadna przyjemność plątać się w nocy po tym przeklętym wąwozie.

- Jaka tam noc, Józefie. Toż to ledwo słoneczko zaszło. Nie ma się czego bać, nic złego się tu nikomu nie stanie. Może zajdziesz do mnie Józefie na naparsteczek naleweczki.

- E, nie. Późno już. Może jutro przyjadę, za dnia. Przywiozę bratu trochę sera i chleba.

- O ziemniakach Józef już zapomniał?

- O ziemniakach? A, o ziemniakach! Nie, no gdzież bym zapomniał. Jutro, braciszku, jutro przyjadę.

Chuda, wysoka postać z narzuconym na głowę kapturem pochyliła się nieco do przodu i cichym głosem rzekła:

- Wypijemy nieco naleweczki od Wasiuka. Orzechowa, zeszłoroczna, dobra na strach, a potem cię odprowadzę do końca wąwozu, aż do pola Kalisiaka. Zrzucisz trochę ziemniaków, to i koniowi będzie lżej iść.

Józef podrapał się pod czapką, rozejrzał w gęstniejących ciemnościach i rzekł:

- No niech i tak będzie, ale żeby mnie brat do samiutkiego pola Kalisiaka odprowadził. Tylko bez tego wstrętnego ptaszyska, proszę.

- Och, Tymoteusz jest przecież takim spokojnym ptakiem, zupełnie niegroźny.

- Ja tam wolę, żeby się za mną nie pałętał i konia mi nie straszył.

***

- Widzisz staruszko, już niedaleko chałupy jesteśmy. Babuleńka pewnie tam już od dawna wygląda, zamartwia się, gdzież my to przepadli po nocy. Przyznać trzeba, że ten Wasiuk nalewkę dobrze wyszykował. Palce lizać. Bo to widzisz, droga Basiu — w chwilach szczególnego rozczulenia, stary Józef mówił do klaczy, Basiu — Człowiek nie jest taki, żeby z drugim człowiekiem nie usiąść i nie porozmawiać, a że przy tym ździebko się napije, toż i rozmowa lepiej się układa. Teraz tylko moją babuleńkę muszę jakoś udobruchać, a to już takie łatwe nie będzie, oj nie.

***

- Na miłość boską, gdzieś ty się stary włóczył! Czy ty wiesz która godzina? Już myślałam, że cię jakieś złe licho porwało.

- Oj, Cecylko, daj spokój. Trochę się w mieście zagadałem z Domańskim, a potem w tym przeklętym wąwozie spotkałem brata Szymona, no i zaprosił mnie do siebie, wypiliśmy troszku nalewki od Wasiuka, przyznać trzeba, palce lizać, zna się Wasiuk na robocie. Odprowadził nas brat Szymon, aż do pola Kalisiaka, a potem to już prosta droga była. Baśka trochę się bała, jak ta mgła się podniosła, ale dzięki Bogu i bratu Szymonowi, jakoś przebrnęliśmy tę mgłę.

- O czym ty mówisz, stary durniu. Jaki brat Szymon, jaki wąwóz? Toż to będzie już z rok, jak zmarł brat Szymon. Ludzie mówią, że ta mgła go dopadła, bo ona podstępna jest, potrafi zwieść na manowce, tak, że ludzie wariują. Z nim też ponoć tak było. Zwariował braciszek i powiesił się na starym dębie. Jak go ludzie znaleźli, to, to ptaszysko, co za nim tak latało, oczy mu wyłupiło. Młody Kaliciak mówił, bo to on go znalazł.

- Co ty, Cecylko mówisz? Toż ja z nim przecie nalewkę pił dzisiaj!

- Urżnąłeś się stary w mieście, usnąłeś w autobusie i przyśnił ci się, ot co.

- No co ty, Cecylko? A nasza Basiulka, co nie chciała przez wąwóz iść, bo mgły się bała? No przecież ona w stajni stoi teraz, odpoczywa bidulka jedna.

- Człowieku, toż nasza szkapa zdechła! Będzie już z rok. No tak, to było w tym czasie, jak brata Szymona znaleźli.

- Rany Boskie!!!Rany Boskie!!!— stary Józef złapał się za siwe włosy.

- Idź spać Józek. Za dużo wypiłeś w mieście. Dobrze, żeś chociaż do chałupy trafił, bo to od pekaesu kawałek drogi jest, a mgła dziś taka, że łatwo zbłądzić.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Manuel del Kiro · dnia 17.09.2020 15:00 · Czytań: 363 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 2
Komentarze
MariaWeronika dnia 18.09.2020 10:01
Hej Manuelu,
W tym tekście jest groza i jest niesamowitość:-) Podoba mi się ten klimat pomieszania snu z jawą i realnego z nierealnym.
Spotkanie z umarlakiem we mgle wywołuje ciarki na plecach.

Wkradło się natomiast kilka niezręczności językowych:

Cytat:
Stary Józef zsiadł z wozu i za­ło­żył mu na łeb stary, ju­to­wy wór i idąc koło niego, mówił ła­god­nym gło­sem:

To jest anakolut:-) Czyli Józef zakłada wór wozowi na łeb:-)
Ja nauczyłam się unikać tych podstępnych anakolutów zapamiętując sobie jeden dobitny i śmieszny przykład (u mnie: perkusja, która się śmiała). Dzięki temu częśćiej wyłapuję je już w trakcie pisania.

Cytat:
Tego dnia, sta­re­mu Jó­ze­fo­wi to nawet wy­da­wa­ło się cza­sem, że przez tę mgłę, za­czy­na za­ni­kać

To zdanie jest jakieś "nie bardzo" - w jednym zdaniu "tego", "tę", "to" - trochę za dużo.

Zastanawia mnie też unikanie atrybucji dialogowej. Właścicie wogóle jej nie ma, a bez tego dialog (choć same wypowiedzi bardzo naturalne i spójne językowo) sporo traci, robi się urywany, suchy. W wielu miejscach aż się prosi też o didaskalia i tło dialogowe, żeby nie tylko usłyszeć samą wypowiedź ale i zobaczyć mówiącego bohatera.

Pozdrawiam serdecznie
Marek Adam Grabowski dnia 21.09.2020 16:39 Ocena: Bardzo dobre
Ciekawe i dobrze napisane opowiadanie, zwłaszcza podoba mi się ta personifikacja mgły.

Pozdrawiam!

Ps. Przeczytaj coś mojego, gdyż chyba tworzymy podobną literaturę.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
08/08/2022 23:26
Lubię przyrodę i wiersze o niej również, w Afryce byłam… »
wolnyduch
08/08/2022 23:16
Cześć Abi Ciekawy wiersz w tematyce wiary, czy to wola… »
wolnyduch
08/08/2022 22:54
Wymowny wiersz, msz pełen emocji, a to najważniejsze, do… »
wolnyduch
08/08/2022 22:44
Witaj ajw No cóż, to fakt, że tak jest, mnie fascynują… »
wolnyduch
08/08/2022 22:38
Jak widać, z dobrym skutkiem, a ja pogadać też czasem lubię,… »
wolnyduch
08/08/2022 22:36
No, to znaczy, że jeszcze zmysł wzroku działa, to dobrze :) »
wolnyduch
08/08/2022 22:33
Witaj ajw To prawda, że inspirujące mnie opowiadanko… »
Dobra Cobra
08/08/2022 16:27
Manipulacja zaletą wszystkich korporacji, firm i rządów… »
valeria
08/08/2022 13:38
Dzięki, mamy odmienne poczucie estetyki :) »
ajw
08/08/2022 13:36
Dziewczyny, bardzo dziękuję za opinie :) »
ajw
08/08/2022 13:34
Miło, że tak go odbierasz :) »
ajw
08/08/2022 13:33
Bardzo dziękuję :) »
akacjowa agnes
08/08/2022 13:32
Dziękuję za komentarz. Ważne, że choć dobór słów i druga… »
ajw
08/08/2022 13:21
wolnyduchu - to bardzo dobrze widzisz :) »
Afrodyta
08/08/2022 13:21
Wolnyduchu, dziękuję za podzielenie się swoimi refleksjami.… »
ShoutBox
  • Darcon
  • 14/07/2022 20:17
  • Mało osób ma czas na "betowanie", ale możesz przysłać mi na priv opowiadanie, które skasowałaś. Sprawdzę, zasugeruję i uzasadnię półkę, tylko nie od razu. Dwa w jednym, coś jak szampon. ;)
  • Wiktor Orzel
  • 12/07/2022 08:09
  • Nie czytamy wszystkich komentarzy, bo nie mamy na to czasu. Twój akurat mi się rzucił w oczy, to nic osobistego. ;)
  • ApisTaur
  • 01/07/2022 22:13
  • W sezonie ogórkowym, tłok tylko na plażach ;)
  • Materazzone
  • 28/06/2022 17:24
  • Dawno mnie tu nie było. Strasznie mało tu życia jest :(
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas