Magnethion 7/16 - Carvedilol
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Magnethion 7/16
A A A
Od autora: Baśń dla młodzieży

                                         NIEZMIERZONY BÓR

 
   Yasmina jechała wolno przez las. Nie musiała nawet kontrolować starej szkapy. Wydarty borowi skrawek terenu tylko z dużą dozą eufemizmu można było nazwać traktem. Rzadko uczęszczana droga zarośnięta była chwastami i koń nie miał możliwości, aby ciągnąć wóz w innym kierunku.
   Kobieta była pomarszczona niczym stare jabłko, siwe włosy wystawały spod brunatnej chusty, a garb, powykręcane palce i wystające żyły stanowiły potwierdzenie wieloletniej ciężkiej fizycznej pracy.
   Podróż była monotonna, jak zawsze, ale przynajmniej pogoda dopisała. Słońce mile łechtało skórę, a delikatny zefirek niósł przyjemny leśny aromat. Nagle Yasmina znieruchomiała. Wytężyła wzrok, a ten miała pomimo wieku doskonały, i ujrzała w oddali ludzką postać. Zaniepokoiła się, bo od lat nie spotkała na tej drodze żadnego człowieka. Gdy obcy zbliżył się, przeraziła się jeszcze bardziej, dostrzegając, że to mężczyzna i to młody.
   Gdy znalazł się dostatecznie blisko, uniósł otwartą dłoń, a potem z szacunkiem się przywitał. Yasmina w odpowiedzi kiwnęła głową, mrucząc niezrozumiałe powitanie pod nosem.
– Matulko, dokąd prowadzi ta droga? – zapytał nieznajomy. Młodzieniec był przystojny, z dłuższymi, sięgającymi ramion włosami, ale Yasmina z ciekawością zawiesiła wzrok na długich niebieskich pasach na czole. W jej wieku uchodziło takie bezczelne gapienie się nawet na szlachetnie urodzonych, a młokos na takiego właśnie wyglądał. Chociaż strój bardziej niż na wizytę nadawał się do porządnego czyszczenia.
– Donikąd – rzuciła szybko. Za szybko. – Idzie w las i kończy się w lesie. – Miała nadzieję, że nie wyczuł, jak bardzo drży jej głos.
– To skąd zatem jedziecie, matulko? – Mężczyzna uśmiechnął się sympatycznie. – Ani grzybów, ani chrustu, ani nawet zwierza nie wieziecie. – Wskazał na pusty wóz. – A mi przydałaby się pomoc w szybkim znalezieniu pewnego miejsca, może pomożecie?
– Zaa... zabłądziłam. – Wydukała po długiej chwili stara. – Tak… tak, właśnie tak. Przysnęłam, to się w moim wieku zdarza. – Wyszczerzyła prawie bezzębne szczęki. – I chabeta drogę pomyliła. Jademy i jademy i nagle koniec drogi. Wozem ani rusz, nie ma po co tam iść, panie.
– Po co zatem droga, która wiedzie donikąd? – Zdumiał się, ale widząc strach w oczach kobiety, zrezygnował z dociekania. Jeśli będzie niepotrzebnie natarczywy, tylko ją zniechęci. A mogła mu dopomóc. – Zresztą, nie moja to sprawa. Spójrzcie tutaj.
   Obcy wyciągnął rulon, sprawnie wskoczył na wóz, sadowiąc się obok kobiety i rozwinął go.
– Potrzebuję dojść do tego miejsca. – Wskazał palcem na świetlisty punkcik. – Umiecie czytać mapy?
   Kobieta pokręciła głową, ale jakby krew odpłynęła jej z twarzy i strumień potu zaczął wypływać spod chusty.
– To chyba gdzieś w lesie, ja tam nie wiem. Ale co taki pan szuka w Niezmierzonym Borze? Wszyscy wiedzą, że zabłądzić tam łatwo i wielu stamtąd nie powróciło. Drapieżników moc, tak ludzie gadają. A nocami to i wilkołaki i odmieńce tam grasują. – Gadała coraz szybciej, próbując zniechęcić nieznajomego. Ręce jednak drżały jej jak w gorączce i co chwilę musiała ocierać coraz mocniej występujący pot.
– Niech się matulka nie boi. – Starał się nadać głosowi ciepły, poufały ton. – Jestem Mans z rodu Luthionów. A w miejscu, którego szukam, znajduje się drobna rzecz. Dla mnie bardzo wartościowa, bo należała do mojej siostry. Muszę ten przedmiot odnaleźć. Pomyślcie, może jednak wiecie o czymś, co znajduje się w lesie? Jakaś polana, grota? – Spojrzał w bladozielone oczy staruszki.
– Tam… nic… nie ma… panie Mansie. – Wyjąkała fałszywie. – Lepiej zawróćcie, bo pobłądzić łatwo.
– No cóż. – Zeskoczył z wozu. – Mapa wskazuje północ, czyli w linii prostej najkrócej będzie zboczyć z traktu i iść wprost przez las. Nie zatrzymuję i dziękuję za chwilę rozmowy, matulko.
   Pomachał na pożegnanie i kierując się wskazówkami mapy, zagłębił się w gęstwinę. Słyszał jeszcze nawoływania staruszki, przestrzegała go, aby zawrócił. Wydawało mu się nawet, że słyszy w jej głosie strach połączony z prośbą. Nie miał jednak czasu na bezowocną rozmowę. Już i tak sporo go stracili szukając z Tamtimem drogi przejezdnej dla koni. W końcu Mans zadecydował, że kierując się mapą, wyruszy samodzielnie. I tak brnął już pół dnia przez leśne ostępy. Dopiero niedawno trafił na mocno zarośniętą, ale jednak drogę, na której widać było ślady ludzkiej obecności.
   Staruszka nie chciała mu pomóc, wyraźnie coś ukrywała. Jednak skoro po dobroci nie chciała nic wyjawić, uznał, że lepiej nie naciskać. Wybrał zamiast wygodniejszej trasy, szlak trudniejszy, lecz pewniejszy. Prosto do punktu oznaczonego na mapie. Drzewa rosły coraz gęściej, krzewy coraz wyżej się pięły, co znacznie ograniczało widoczność i ocenę terenu nawet na krótką odległość. Dzielnie jednak kierował się ku wyznaczonemu celowi, chociaż wydawało mu się, że wędrówka trwa już parę dni i staje się coraz bardziej nużąca.
   Mans wrócił myślami do niedawnej wizji. Kiedy w pierwszej chwili zobaczył leżącego, myślał, że to on sam spoczywa na dnie groty. Przeszedł go wtedy zimny dreszcz. Jakby patrzył na własną śmierć. A to znajdowało się ciało Dantona. Podobieństwo było uderzające, nawet strój identyczny. W pierwszej wizji widział jednak siebie wraz z bratem i wiedział, że faktycznie byli niczym lustrzane odbicia.
   Poznał również pochylającą się siostrę. Lilien. Taka młoda i piękna, taka pełna życia. Cóż się z nią stało, co stało się ze mną?
Jakaż straszliwa walka musiała rozegrać się w grocie. Danton poległ, a czy jego, Trymona, porwano, czy zdołał uciec, tego nie potrafił sobie przypomnieć. Zasłona ciemności spuszczona na jego dawne życie nie uniosła się ani odrobinę.
Jednak poświęcenie opłaciło się, jednemu z nich udało się podtrzymać czar chroniący Magnethion. Cena była wysoka, ale kolejne sto lat spokoju zapewnione.
   Mans zastanawiał się, czy to on, Trymon, czy też Danton tego dokonał. Bardziej skłaniał się ku tej drugiej opcji. Bo jeśli to był on, to według przekazu Mędrców, nie będzie mógł dokonać tego po raz drugi. Więc lepiej, żeby to była jednak zasługa Dantona, a Mans będzie mógł powtórzyć jego wyczyn.
   Przeciągnął dłonią po czole. Nagła myśl poraziła go, aż przystanął na chwilę.
   Dwa pasy? Czy są dwa właśnie dlatego, aby po raz drugi mógł ochronić Magnethion? Ale skąd i kiedy wziął się drugi? Przecież w pierwszej wizji miał tylko jeden.
   Ech, wciąż więcej pytań, niż odpowiedzi.
   A Lilien, taka drobna i krucha istota, co się z nią stało? To „coś” złego przyszło i po nią. Czy to jakiś potwór? Czy to owo zło przepowiedziane przez Mędrców? Czy to coś lub ktoś pozbawiło życia Dantona? Czy porwało Trymona? Ale jak udało mu się przeżyć i obudzić sto lat później?
   Mans głowiłby się pewnie dłużej, ale drzewa nagle przerzedziły się i wyszedł na polanę.
   Oniemiał, widząc niewielką chatę z porządnie utrzymanym ogródkiem. Przy ścianie lasu płynął leniwie niewielki potok, a na rozwieszonym w pobliżu brzegu sznurze suszyły się kobiece ubrania.
   Polana nie była zbyt duża, lecz stare pniaki dobitnie wskazywały, że została ludzką ręką wydarta tej nieprzepastnej kniei. Nim zdołał ogarnąć wzrokiem cały obszar, wielki pies rzucił się od progu chaty z głośnym ujadaniem.
   Mans nie potrafiłby skrzywdzić żywej istoty, jednak musiał się bronić. Wyciągnął długi sztylet, ale zanim wilczur doskoczył, drzwi otwarły się i padła krótka, donośna komenda.
– Stój, Ares! Zostaw! – Młody kobiecy głos rozbrzmiał echem. Pies natychmiast posłuchał i usiadł z wywalonym jęzorem, czujnie wpatrując się w intruza.
– Kim jesteś? – zapytała gospodyni. Podeszła żwawym krokiem, zgrabnie kołysząc biodrami.
– Mans z rodu Luthionów (ach, uwielbiał w ten sposób mówić o sobie, w końcu gdzieś przynależał). – Wykonał odruchowo gest powitania, chociaż Agneth uświadomiła mu, że jest już przestarzały i wiele osób go nie zrozumie.
– Hirudyna. – Wyciągnęła delikatną dłoń w kierunku Mansa. Ten pochylił się i ucałował ją. Właścicielka skwitowała to lekkim uśmiechem zadowolenia.
– Miło spotkać kogoś, kto ma pojęcie o manierach. – Wskazała w stronę chaty. – Zapraszam na poczęstunek zagubionego wędrowca. Wedle zwyczaju gościnności nie odmówię strawy i chętnie pomogę.
   Mans przyjrzał się dokładnie Hirudynie. Jej twarz, pociągła, z wystającymi kośćmi policzkowymi, była idealna. Pełne malinowoczerwone usta, aż prosiły się, aby ich zakosztować. Długie rzęsy od czasu do czasu zalotnie falowały, a miły, modulowany tembr głosu tylko rozpalał zmysły mężczyzny. Jasnoczerwona suknia z bufiastymi rękawami, podkreślającymi ramiona, z fortugałem, wąska talia i szerokie biodra z suto marszczoną spódnicą tylko podkreślały kobiece wdzięki. Szeroki dekolt odsłaniał sporą część biustu, a ozdobnie sfałdowana koszula prześwitywała przez rzezania w staniku. Z tyłu suknia pozbawiona była sznurków, co wskazywało, że właścicielka musi przyodziewać się sama.
   Młodzieniec na chwilę zapomniał, po co się tu znalazł. Jego oczy skierowały się na krągłości kobiety, które wzbudziły w nim pożądanie. Gdy przekraczał próg domu, czuł się już zakochany po uszy. Do tej pory nie doznał takiego uczucia, nie wiedział nawet, czy miał kiedykolwiek jakiś fizyczny kontakt z kobietą. A ta należała do najpiękniejszych przedstawicielek swojej płci.
Usiadł na wskazanym miejscu na ławie pod oknem. Ledwo omiótł wzrokiem wnętrze izby, aby ponownie skupić się na Hirudynie. Gdy nie patrzyła, on lustrował dokładnie jej ciało, a gdy odwracała głowę w jego stronę, spłoszony wodził po znajdujących się w chacie sprzętach. Nie było ich za wiele. Niewielkie łoże, komoda i mały kufer, do tego okrągły drewniany stół, krzesło i ława. W kącie znajdował się jeszcze piec, a przy nim posłanie dla Aresa.
– Cóż cię tu sprowadza, szlachetny Mansie? – Rozchyliła delikatnie usta, ukazując szereg białych lśniących ząbków.
– Ja… właśnie… szukam pewnej cennej dla mnie i mego rodu rzeczy. Kawałek szkła, dokładnie rzecz biorąc lusterka. – Mętnie tłumaczył mężczyzna. – Mam powody przypuszczać, że znajduje się w tej chacie. Czy niczego takiego nie posiadasz? – zapytał z nadzieją, wyciągając z woreczka zwierciadełko. Muszę zebrać wszystkie fragmenty, brakuje mi jeszcze trzech, o popatrz!
   Hirudyna udając zainteresowanie, spojrzała na wyciągnięty przedmiot. Wzięła go z ręki Mansa i uśmiechnęła się, widząc własne odbicie. Kasztanowe loki falowały wokół kształtnej głowy, dekolt kusił, a wąska kibić przechodziła w szerokie biodra. Nie miała się czego wstydzić ani nic do ukrycia.
– Niestety, nie ma tutaj niczego takiego. – Westchnęła z ubolewaniem. – Mieszkam skromnie, jedynym moim zwierciadłem jest tafla wody.
– Ale… – Mans szybko wyciągnął mapę, przesunął parę razy palcami, a następnie skierował wzrok w miejsce, gdzie na papirusie migotał ognik.
– A tam? – Wskazał na mały kufer. – To powinno być tam.
– W kufrze? – Zdziwiła się szczerze Hirudyna. – Niestety, tego nie wiem. Nie mam do niego klucza i nie znam jego zawartości. To niby podarunek, ale tak naprawdę zemsta niewiernego mężczyzny.
– A czy mogę pomóc ci go otworzyć? – Mans zerwał się gwałtownie, kładąc rękę na piersi. – Będę zaszczycony, a jeżeli w środku znajdzie się ten kawałek szkła, o nic więcej nie poproszę. – Przypomniał sobie wczorajsze spotkanie z Sepalem. – Mam złoto, wykupię go od ciebie.
– Ach, oddam tobie chętnie cały kufer, jeśli tylko zdobędziesz klucz. – Zrobiła płaczliwą minę. – Bez klucza nie możemy go otworzyć. Poza tym ów klucz otwiera nie tylko ten zamek.
   Nim Mans zorientował się w sytuacji, kobieta zadarła wysoko spódnicę, odsłaniając lewe biodro. Zamiast bielizny znajdował się tam żelazny pas. Szybko opuściła tkaninę, rumieniąc się i odwracając głowę.
– Ten również, szlachetny Mansie.
– Kufer mogę spróbować otworzyć sztyletem albo toporem, jeśli taki posiadasz.
– Mansie, widzę, że jesteś zacnym i prawym człowiekiem, dlatego zdradzę ci moją tajemnicę. Jeśli oczywiście będziesz chciał posłuchać nieco długiej opowieści. – Opuściła rzęsy i pochyliła głowę. – Chociaż nie przedstawia mnie w zbyt dobrym świetle.
– Ależ oczywiście, Hirudyno. – Zakrzyknął. Doskoczył do zażenowanej piękności i ujął ją za rękę. – Opowiedz wszystko dokładnie, ja słucham.
 
 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Carvedilol · dnia 22.09.2020 08:29 · Czytań: 268 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mozets
02/12/2021 21:54
Poetyckie świadectwo wiary. Yaro porusza tutaj kilka… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 20:17
Cześć, Kilka uwag zupełnie " sine ira et studio"… »
AntoniGrycuk
02/12/2021 20:16
Hej, a mnie się bardzo podoba. Tyle jest wśród nas… »
Yaro
02/12/2021 19:32
Mój Bóg jest moim Bogiem:) Dziękuję Michał dziękuję… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 18:09
Wiersz w moim przekonaniu doskonały. Zastanawia szczególnie… »
mike17
02/12/2021 17:32
Bo to tak jest, że im bardziej szukasz Boga, On łatwiej cię… »
Marek Adam Grabowski
02/12/2021 16:10
Piszesz:" Będę wdzięczny za szczere i otwarte… »
mozets
02/12/2021 16:07
Proszę o uwagi, po poprawieniu tekstu. Na pewno coś tam… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 15:20
Bardzo "malarski" tekst, w takim znaczeniu, że… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 13:49
Bardzo nostalgiczny, krótki, a mieszczący w sobie dużo… »
liathia
02/12/2021 13:35
Bardzo Wam dziękuję za poczytanie, i komentarze.… »
Jacek Londyn
02/12/2021 12:31
Dzień dobry. Zacznę od ważnej rzeczy - lewactwa w tekście… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 10:42
Może i tak. Przynajmniej rym robi się dzięki temu… »
Lilah
02/12/2021 10:19
Albo - tłum aniołów świętych ???? »
Afrodyta
01/12/2021 22:24
Wodniczko, dziękuję za odwiedziny i za to, że podzieliłaś… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/11/2021 14:27
  • Ze względu na małe zainteresowanie MUZO WENAMI 10 przedłużam czas nadsyłania prac do 15-go grudnia. [link] Życzę weny i lekkiego pióra :)
  • AntoniGrycuk
  • 13/11/2021 11:31
  • Czy ktoś ma pojęcie o wyobrażeniu, gdzie znajdę listę aktualnych czasopism (też internetowych), gdzie warto publikować? Nie mówię o portalach literackich. Dzięki.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2021 22:18
  • Na czyjąś prośbę zamieszczam link do konkursu: [link] Ja w tym roku nie biorę udziału. Należy napisać tekst z jedną z kilku dzielnic Wwy.
  • mike17
  • 09/11/2021 15:15
  • Przypominam, że pozostał jeszcze cały tydzień, by nadesłać pracę konkursową. Weźcie się w garść i piszcie ;) [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 17:15
  • Apisie - wiem i niestety zgadzam się z Twoją opinią - tak jest znów, kolejna "fala"
  • ApisTaur
  • 07/11/2021 16:12
  • Zbyszku. Oczywiście pisałem to do Ciebie, lecz nie o Tobie.:)
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 16:01
  • Apisie -na szczęście nas obu to, o czym pisałeś, zwracając się do mnie, nie dotyczy. ;-}
  • Kazjuno
  • 06/11/2021 18:51
  • Dzięki za miłe komentarze pod recenzją "Buntownika" M. Grabowskiego. Na końcu komentarzy odpowiadam, indywidualnie Joli S. i każdemu z komentujących. Pozdrawiam cały PP
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas