Pociąg Złamanych Serc - mike17
Proza » Miniatura » Pociąg Złamanych Serc
A A A
Od autora: To kolejny mój cykl wakacyjny miniatur miłosnych :)
Tym razem zabiorę Was w inny wymiar.
Imiona bohaterów zapożyczyłem z hitu z lat 80. "Save your love", a motyw klimatów kolejowych od mistrza grozy Stefana Grabińskiego.
Zapraszam do wspólnej zabawy i dzielenia się refleksjami :)
Klasyfikacja wiekowa: +18

Na dworcu kolejowym w Summer Place panował ruch jak co dzień.
Przez peron przelewała się gęsta fala przyjezdnych i wyjeżdżających, migały tu i ówdzie podekscytowane twarze gorączkowo rozglądających się wokół podróżnych, gdzieniegdzie zaś spokojne i pozbawione zapalczywości, wypatrujące swego pociągu bez zbędnych emocji i szumu. Każdy dokądś zmierzał lub właśnie, tuż przed momentem, zakończył podróż.
Co chwila ze zgiełku wynurzała się granatowa czapka konduktora bądź innego urzędnika kolejowego, który bacznie sprawdzał długi wąż wagonów, mających niebawem odjechać, udzielał istotnych wskazówek roztargnionym i rozkojarzonym, rzucał czujne spojrzenie na wielki zegar, wiszący nad peronem.
Kipiało intensywnie bujne życie dworcowe tym samym niezmiennym gwarem setek głosów, symfonią gwizdów, pisków i szumów, głuchym, przytłumionym odgłosem ruszających w dal, pociągów i zgrzytem hamujących, dopiero co przed chwilą przybyłych.

Poznali się na dworcu, ot tak, jakby przypadkiem, jak spotyka się znajomego sprzed lat.
Padał wtedy deszcz, ulewny i nieprzyjemny, zatruwający spokój oczekiwania na kurs.
Renee upuściła parasolkę i Renato ją podniósł.
Cóż za banalny początek znajomości.
Można rzec zbieg okoliczności, lecz nie, to nie tak się potoczyło.
 
Od razu zauważył niezwykłą urodę kobiety: była wysoką, o burzy kasztanowych włosów, pięknych dłoniach, zakończonych smukłymi palcami o paznokciach w kształcie migdałów dziewczyną, lat około trzydziestu, której uśmiech mógł zauroczyć każdego mężczyznę, a jej figura kusiła od pierwszego wejrzenia, jak też obłędne, czerwone szpilki, w których była.
Bez wątpienia była rasową przedstawicielką swojej płci.- samicą, w którą chce się wejść.
 
Ilekroć widywał podobne piękności, żałował, że wciąż jest wdowcem, że od dziesięciu lat nie był z kobietą i prawie już zapomniał, jak wygląda ta podróż na księżyc i z powrotem.
Był jak skulony ptak, co rwie się do lotu, lecz coś trzyma go przy ziemi.
Nie krył przed sobą, że bardzo potrzeba mu kobiety, namiętności i żaru.
Z zazdrością spoglądał na zakochane pary i marzył, by i jemu się to przydarzyło.
 
Oboje oczekiwali na pociąg do Denver, pociąg numer 514.
Czy był to przypadek, trudno sądzić – ponoć w życiu nie istnieje i tu mogło być podobnie.
Coś szeptało mu, że teraz albo nigdy, że jeśli teraz nie wykona tego kroku, będzie żałował do końca życia i nic nie przywróci już bezpowrotnie utraconej szansy na bliskość.
Ten głos był bardzo wyraźny i wręcz narzucający działanie.
Dlatego po krótkiej chwili namysłu zdecydował się na nawiązanie kontaktu:
 
- Pani dokąd? – zapytał.
- Do Denver – odpowiedziała. – Jeżdżę tylko tym pociągiem.
- To może spędzimy tę podróż razem?
- Chętnie. Nie lubię być w przedziale sama. Czegoś się boję. Tyle teraz zła na świecie.
- Jak ma pani na imię? – spytał.
- To nie ma żądnego znaczenia. Nie w tej sytuacji. Ja pana nie pytam – odparła.
- Jestem Renato, jestem Włochem, ale mieszkam tu od dawna.
- Jesteś bardzo zmysłowy, chodź… nie marnujmy czasu.
- Jesteś bardzo zdecydowana i szybka.
- Wiem, czego chcę. Dawno nie miałam mężczyzny.
- Podziwiam cię. Przecież mnie nawet nie znasz.
- Ale mi się podobasz, czy to mało?
- Czy robisz to często?
- To moja sprawa.
- Może zastraszę konduktora? Jestem policjantem.
- To dobry pomysł – uśmiechnęła się pod nosem, rzucając gorące spojrzenie.
 
Bez wahania wyskoczył z przedziału i znalazłszy urzędnika, dał mu sporą sumę pieniędzy.
Ten uśmiechnął się pod nosem, wiedząc już, co się święci.
Renato myślał tylko o tym, by jak najszybciej do niej wrócić, być z nią.
 
Gdy zajrzał do przedziału, była naga.
Prężyła się na kanapie gotowa na wszystko, co przyniesie ten dzień.
W jej oczach czaiła się namiętność, ale także coś, czego nie umiał nazwać i zdefiniować.
Jakaś przewrotność, chęć przeżycia przygody, o jakiej się jej nie śniło.
Widać było, że nie odpuści, że dopnie swego, co by się nie działo.
Trochę go to przeraziło, ale narastające podniecenie wzięło górę.
 
W jej nagości krył się absolut, bo już po chwili wiedział, że więcej nie mógł dostać od losu.
Stał i patrzył, i przez moment w oniemieniu nie potrafił się odnaleźć.
W końcu zaciągnął kotary, rozebrał się i rzucił się na nią.
Pragnęła go, pragnęła go bardzo, oplatając nogami i pieszcząc jeżykiem ucho.
On silnymi, męskimi pchnięciami zaspokajał ją aż do utraty tchu.
Zespoleni w jedno, zapomnieli o tym, że gdzieś, obok istnieje świat.
W szale zmysłów, w ekstazie uniesień…
Takie chwile dzieją się tylko raz albo nigdy, chwile szału i namiętności.
I jedynym pragnieniem jest, by trwały po czasu kres, nieskończenie…
I kiedy już skończyli, Renato odezwał się:
 
- Dlaczego? – spytał z trudem łapiąc oddech.
- Jesteś piękny, wiesz? – odparła lekko i z wdziękiem.
- Przesada – zripostował.- Nie jestem piękniejszy od diabła.
- Gdybyś zobaczył mojego męża, załamałbyś się – odpowiedziała beznamiętnie.
- Aż tak źle?
- Gorzej.
- Jesteś śliczna, nie powinnaś puszczać się ze mną, z nikim.
- Nie znasz kobiet. One tego potrzebują. Jeśli nie dostaną pod własnym dachem, poszukają gdzie indzie.
- Jak ty?
- Może.
- Czy nie czujesz, że to żałosne?
- Nie, to piękne.
- Czemu?
- Bo nie wiem, na kogo trafię – uśmiechnęła się szczerze.
- Często jeździsz pociągiem 514? – spytał.
- Zawsze kiedy mam potrzebę.
- Czyli to nie trasa do twojego domu?
- Absolutnie nie.
- Więc nie mieszkasz w Denver?
- Oczywiście, że nie. Gdybym jeździła do domu, on by czekał na stacji, a tego nie chcę.
- W tym rzecz…
- Właśnie, to ślepy osioł. Wpatrzony we mnie jak w obraz. A ja jestem z nim tylko dla kasy.
Przez tyle lat nawet tego nie odkrył, głupek.
- To sprawia, że pragnę cię jeszcze bardziej. Lubię perwersję. Twoje słowa podniecają – i to powiedziawszy wszedł w nią po raz drugi, głęboko i mocno.
Jęknęła i całowała jego szyję, było tylko „tu i teraz”.
Zdawało się, że miłość fizyczna jest formą jej bytu, jej samookreślenia, jej słodką, purpurową gorączką, dającą witalną siłę, bez której zwiędłaby jak niepodlewany kwiat…
 
Kiedy już skończyli, zapytał:
 
- Chcę cię, bez względu jak się nazywasz. Jesteś moja i nic tego nie zmieni.
- Za tydzień o szesnastej będę w tym pociągu. Zobaczysz mnie w oknie. Przedział będzie chroniony, jesteś przecież policjantem. Czekam. Pragnę cię. Nie pomyl pociągów, to ma być 514, dobrze?
- Dobrze – odparł.- A jak upozorujesz częstość swoich wyjazdów przed mężem?
- Mówię mu, że jeżdżę do chorej ciotki.
 
Ich pocałunek trwał wieki.
Tuliła się do niego, a on przytulał ją jak swoją kobietę.
Czas stanął w miejscu, i byli tylko oni, na samotnym peronie.
Dla Renato stosunek z tak rasową kobietą był szczytem jego erotycznego życia, to jedna z tych najszczęśliwszych awantur, które już nigdy się nie powtórzą, bo są jedyne w swoim rodzaju, wyjątkowe i niespotykane.
W jego umyśle nie było już miejsca na nikogo i na nic, była tam tylko Renee.

Od miesięcy żył w stanie ciągłego podniecenia.
Nie mógł spać, łapał się na tym, że ciągle myślał tylko o niej, o jej piersiach, udach i ustach.
Poczuł się zaklęty w świecie jej płci.
Jej demonizm w planowaniu kolejnych randek podniecał go, wyrafinowanie jak jaszczurki zwinnej i przebiegłej wzmagał w nim z każdym dniem pociąg do niej, napawając podziwem i zachwytem, bo nijak nie mógł rozgryźć tej niezwykłej kobiety, zbliżyć się do niej duchowo.
Brakowało mu więzi emocjonalnej, tego, co tak naprawdę spaja mężczyznę i kobietę.
Chciał, by czuła jak on, podzielała jego pasje, ale niestety tak nie było.
Była niezwykłą kochanką, ale tu kończyła się jej rola, dalej była już tylko pustka.
 
Potajemność ich schadzek w pociągu 514, ciągły pośpiech, żeby nie spóźnić się na pociąg, to ustawiczne napięcie kolejowe, to wyczekiwanie w słodkiej niepewności, te momenty w nieskończoność się dłużące tuż przed spotkaniem, te cudowne chwile, spędzane razem w morzu namiętności, w szale uniesień sprawiały, że żył w ekstazie, w innym świecie.
Budząc się rano, nie wierzył, że to, co przeżywał, działo się naprawdę.
 
Wiedział też, że żadna kobieta, jaką spotkał dotąd, nie odegra już tej roli, co ona.
Była jedyna, i cokolwiek łaskawa przyszłość miała mu przynieść, wiedział już, że największy skarb już mu dała w prezencie.
Był to szczyt, po którym nie oczekiwał żadnych zaskoczeń.
Dlatego pragnął, by wrzesień miłości trwał i trwał, oddalając na zawsze chwilę zachodu…
 
Z drżeniem serca zawsze oczekiwał na jej telefon :”O tej samej porze. Jutro. Kocham”.
To normowało jego życie, układało je w spójną, pełną całość.
 
Najczęściej widywali się każdego piątego, ale także dziesiątego i piętnastego.
Renato nauczył się od niej, że to najodpowiedniejsza pora – czemu – nie powiedziała, ta zagadkowa kobieta mówiła mało, dawała dużo, i z tym musiał się pogodzić.
 
Chociaż zawsze byli umówieni na pociąg o szesnastej, Renato był na stacji już o piętnastej i nerwowymi krokami przechadzał się po peronie, wciąż trapiony tymi samymi wątpliwościami:
- A co, jeśli nie będzie biletów?
 
Licho nie śpi – a jeśli znajomy konduktor nie będzie na zmianie?
Lecz solidne napiwki robiły swoje.
Miłosne gniazdko zostało uwite i nic nie zdawało się temu zagrażać.
 
Mrocznym punktem na horyzoncie była ograniczona ilość czasu, którą mogli spędzać ze sobą nieniepokojeni przez nikogo – trzy godziny.
Celowo jechali poza Denver, by być jeszcze trochę razem.
Potem wracali osobno.

I tak upłynęło pół roku, niezapomniany czas szczęścia i miłosnego szaleństwa.
Opętała go zupełnie urodą trzydziestoletniej, bujnie rozkwitłej kobiety.
Jej oczy zmieniały się ustawicznie: była w nich tęsknota morza, palił się żar wschodnich krain, lub potęga mrocznych gór...
Zdawała się oplatać jego mały świat swymi miłosnymi pnączami.
Już nawet nie czuł, kiedy stał się od niej zależny.
 
I znów nadszedł piąty, dziesiąty czy piętnasty, kto by liczył ilość randek.
I znów spotkali się na peronie, by wsiąść do pociągu 514.
I znów oddali się rozkoszy, aż do ostatniego przystanku…
 
- Pragnę cię – szeptała tuż po uniesieniu.
- Nigdy nie miałem takiej kobiety jak ty, Renee – odpowiadał.
- A ja nie czułam się tak z żadnym.
- Czyżby to przeznaczenie? – zapytał.
 
- Chcę cię mieć wyłącznie – powiedział Renato. – Usuńmy twego męża i będzie spokój.
- To raczej niemożliwe – odparła z dziwnym spokojem.
- A czemu to?
- Stanowimy całość. Trudno by mi było ci to wyjaśnić. Więc nie będę próbowała.
- Ale…
- Nie. 
- Znamy się już tak długo.
- To co z tego. Korzystaj z tego, co ci dano – zaśmiała się rubasznie. – Jeśli los podsuwa ci kobietę, nadal nie wiesz, co z nią zrobić?
- Jesteś okrutna.
- Kobieta jest po to, by mężczyzna w nią wchodził.
- A jeśli zechciałby czegoś więcej?
- Czego?
- Przyjaźni, ciepła...
- To niemożliwe – mężczyznę i kobietę łączą tylko zmysły. Tego nie przeskoczysz. To płot, który jest za wysoki dla przeciętnego zjadacza chleba. Nie podoła. Połamie nogi.
- Ale ja czuję, że cię kocham.
- Ja też cię kocham, ale po swojemu.
- W pociągu 514?
- Dokładnie – odparła z demonicznym uśmieszkiem.
 
Renato wchodził w nią wiele razy, a obok upływały miesiące.
Ciągle piątego, dziesiątego, piętnastego.
Z przedziwną matematyką układały się ich schadzki.
Szał namiętności nie ustawał, oddawała mu się z całą pasją.
Był dumny z tego, że posiadł taką kobietę, że daje jej rozkosz.
Wiedział, że ona to czuje, że każde ich zbliżenie to trzęsienie ziemi.
Gdy widzieli się na stacji, już na jego widok drżała i promieniała z zachwytu.
Tuliła się do niego i dawała znać, jak bardzo go chce, że namiętna chwila przed nimi.
 
Ale jednej rzeczy nie udało mu się przełamać – więzi z mężem.
Ta rozmowa była blokowana od samego początku.
Kim on był?
Był kimś lepszym od niego?
Wyższym, lepiej zbudowanym?
Kim?
Tej tajemnicy nie odkrył nigdy.
 
Ilekroć go sobie wyobrażał, miał przed oczyma pokurcza o błędnych oczkach.
Obleśnego starca, który ślini się na widok nagiej kobiety i odruchowo sięga do rozporka.
Kogoś, kto swoją mamoną zwabił do siebie kobietę, tylko tyle umiał.
To wynikało ze słów Renee.
Ale skąd ta więź, która ich łączyła, skąd to wszystko?
Jak to możliwe, że jej mąż mógł mieć władzę nad nią?
I to ubezwłasnowolnienie?
 
I nastał dzień, który przyniósł odpowiedź, choć nie do końca.
Tego dnia nie podstawiono składu 514, co wywołało nie lada zamęt.
Spora grupka pasażerów na próżno oczekiwała na pociąg, lecz ten nie nadjechał.
- Gdzie pociąg 514? – wołał Renato. – Tam czeka na mnie moja kobieta!
- Pociąg 514 nigdy nie istniał – odparł głos w megafonie.
- Jak to nie? Jechałem nim! – zawołał Renato.
- To iluzja, drogi panie, pan niczym nie jechał – głos nie ustępował.
- Jeździłem na tej trasie ponad pół roku!
- Obawiam się, że był pan w swoim światku.
- Jakim światku?
- W świecie imaginacji, drogi panie…
 
Minął rok, a może i więcej, kto by to liczył.
Renato szedł tym samym peronem, co wówczas, kiedy miał randki z Renee.
Nigdzie nie było wzmianki o składzie 514.
Wiedziony intuicją, ruszył do jednej z kas.
Musiał wiedzieć, co i jak, nie mógł tego tak zostawić.
W końcu stracił miłość życia, namiętność i czułość.
Jak teraz miał żyć, jak poruszać się po świecie, w którym nie ma miłości?
To było niewyobrażalne, jak jazda samochodem o trzech kołach.
Bo on wciąż na nią czekał, wciąż wychodził na pociąg na szesnastą, lecz nikt nie stał w oknie.
Co gorsze, nie było pociągu…
Błagał los, by oddał mu Renee, ale los był głuchy na jego słowa.
Prosił też Jego, lecz i On milczał i nie zrobił nic.
Tylko gdzieś z oddali dobiegał kawałek Elvisa „Heartbreak Hotel”…
A może to był Pociąg Złamanych Serc?
Wszystko na to wskazywało.
Może tak właśnie było, tylko Złamane Serca miały prawo nim podróżować?
Nic na tej ziemi nie jest pewne, zwłaszcza miłość.
Ta ma to do siebie, że jest zdradliwa i okrutna.
I nic się na to nie poradzi, choćby człek pękł.

15 kwietnia 1965 roku Renato znów zawitał na Summer Place, i znów poszukiwał pociągu 514, choć minęło już pięć lat od ostatniej wizyty i przykrego zgrzytu.
On ją wciąż pamiętał, nie mógł tego wyrzucić z siebie, pogrzebać wspomnienia.
W jego pamięci nadal były ich gorące schadzki w pociągu 514, i ilekroć budził się nad ranem zlany zimnym potem, bez przerwy szeptał jej imię, widział rozpaloną twarz…
Nagle znów był w tamtym świecie, znów czuł jej obecność, jej namiętność.
Tak było za dnia i nocą, kiedy w samotnym pokoju wył jak ranny wilk.
 
Wtem coś w nim drgnęło – te same kształty, ta sama twarz, te same usta, nogi, cała reszta.
Tak, to była Renee, jego miłość.
Szła z jakimś wysokim blondynem, wesoło się śmiejąc.
Trzymali się za ręce i byli naprawdę szczęśliwi.
Ich radość emanowała naokoło, płynąc po peronie szeroką falą.
Tak właśnie mogli wyglądać zakochani ludzie, bez pamięci zapatrzeni w siebie.
Gdyby można było rzec, że kochanie może rozwalić skały, ich by to zrobiło.
 
Renato poczuł, że bolesny paraliż wstępuje w jego ciało, przykre odrętwienie bierze go w swoje posiadanie i nagle już nie wie jaki jest dzień, jaki miesiąc, która godzina…
Stał jak słup soli i nie potrafił się ruszyć.
Nie czuł się tak jeszcze nigdy – bezwładny jak kawał drewna.
Wszystko mieszało mu się w głowie, tracił poczucie rzeczywistości, jakby jakiś prąd zasysał go i nie odpuszczał, jakby brakowało mu tchu, by oddychać jak człowiek.
Nie był w stanie wyobrazić sobie tego, co właśnie zobaczył, rozum to odrzucał.
Czy to naprawdę Renee?
Niestety tak…
 
Jednak z trudem przemógł się i podszedł do nich, zapytał, nie kryjąc zdenerwowania :
- Pamiętasz mnie?
- Pana? A kim pan jest? – spytała szczerze zdziwiona. – Jakim prawem pan mnie niepokoi?
- Jestem Renato.
- Nie znam.
- A pamiętasz naszą miłość i pociąg 514?
- Nigdy nie słyszałam o takim pociągu. Jeżdżę tu, odkąd pamiętam.
- Ale my byliśmy.
- Proszę nie zawracać mi głowy, śpieszę się. Jak ma pan jakieś problemy, to niech pan pójdzie do psychologa. Żegnam. Chodź, Benito, temu panu coś się w głowie pomieszało.
 
Renato usiadł na murku, zapalił papierosa i zapłakał.
Jeśli w takich chwilach mężczyzna płacze, płacze szczerze.
Jakże zabolało go, że więcej jej nie zobaczy, że nie przeżyją namiętnych chwil.
Czuł, że traci coś, co nie było bezcenne, ale słodkie.
Co dawało radość jego męskości, dobrze, że tylko tyle.
Może pomylił kochanie z erotyką?
Żar ciał z tym, co kształtuje ludzką duszę?
Może o duszy w ogóle zapomniał?
Ale najbardziej zapłakał nad tym, że nie odnalazł miłości.
 
 
Cykl: Był taki dzień
 
 
15 lipca 2020

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 22.09.2020 08:30 · Czytań: 741 · Średnia ocena: 4,57 · Komentarzy: 39
Komentarze
Nalka31 dnia 23.09.2020 00:03
No cóż jak to w życiu. Każdy z nas chciałby znaleźć miłość lub choćby jej namiastkę. A czasem uczucie można pomylić z czym innym. Zwłaszcza jeśli widzi się jedynie to, co nam pasuje. Potem przychodzi brutalna rzeczywistość.

Pozdrawiam.
Yaro dnia 23.09.2020 10:49 Ocena: Świetne!
Urojona miłość jak sen , który się skończył źle.Ciekawy nawet bardzo czarująca miniaturka .Pozdrawiam :)
mike17 dnia 23.09.2020 12:21
To typowy przykład projekcji psychicznej, bohater żył w swoim świecie.
Jego pragnienie miłości zmaterializowało się.
Nie każdemu miłość pisana...
Jemu się nie udało.

Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję bardzo za komentarze i refleksje :)
Lilah dnia 23.09.2020 12:28
Toś pojechał, Mike! Bardzo interesujące opko! Myślę, że każda postać miłości jest cenna, bez względu na to, czy dzieje się w realu, czy jedynie w naszej wyobraźni.

Odchodzę kontenta i pozdrowienia serdeczne zostawiam :)
mike17 dnia 23.09.2020 13:09
Wielka radość mnie przepełnia, żeś kontenta :)
Starałem się jak mogłem, by dać zupełnie nowy temat.
Czy się udało, nie mnie oceniać :)

Pozdrowczyk wesoły ślę!
EDyta To dnia 23.09.2020 13:39
Gorące i wciągające, ale przede wszystkim pozostawia w miłym stanie świadomości - że jest coś ważniejszego niż trzygodzinne uniesienia, bez czego nic tylko usiąść na murku, zapalić papierosa i płakać.

Serdecznie pozdrawiam!
mike17 dnia 23.09.2020 13:58
Edytko, dziękuję za koment i mądrą myśl, którą zawarłaś w nim :)
Najważniejsza jest miłość!
Bez niej tylko płacz, murek i papieros...
Cieszę się, że nie zniesmaczyłem Cię tą miniaturką :)

Pozdro wesołe :)
Lilah dnia 23.09.2020 15:08
mike17 napisał:
Wielka radość mnie przepełnia, żeś kontenta


No jestem, jestem i tak sobie myślę, że taki Pociąg Złamanych Serc sprawiłby radość wielu osobom. :)
mike17 dnia 23.09.2020 15:35
Lilu, Tak by było, oby nie był wytworem wyobraźni :)
A tak swoją drogą, lepsza wyobraźnia niż smutne życie...
Milena1 dnia 23.09.2020 17:29
Cholera, świat marzeń męskich to jakaś jakaś inna rzeczywistość czasowo- przestrzenna :)
No ale podobno to życie pisze najbardziej nieprawdopodobne scenariusze :)
Pozdrawiam
mike17 dnia 23.09.2020 17:45
Mileno, nigdy nie wiemy, co nas może spotkać.
Może umysł zawiedzie i znajdziemy się w innym wymiarze?
A może to od zawsze było w nas?
Trudno gadać...

Miło mi, że wpadłaś :)
Dziękuję za każde słowo.

Pozdro!
Kushi dnia 26.09.2020 22:05
W Twoich miniaturkach fascynuje to Michałku, że jak zaczyna się je czytać to człowiek wciąga się mimowolnie od razu w świat Twoich bohaterów... a ich samych można albo polubić od razu... albo od razu ... znielubić ;)
Bądź co bądź świat, który w nich tworzysz i jak go opisujesz w wielu z nich okazywał się niezwykle realny lub subtelnie romantyczny < ten drugi uwielbiam u Ciebie najbardziej;) >
Chyba każdy marzy o takim... spotkaniu serc... jak w filmie... ha, ha.. no serio, niekoniecznie musi się ono potoczyć jak to z Twoimi bohaterami w tej miniaturce, ale każdy z nas nosi w sobie chyba takie delikatne pragnienie... tego magicznego spotkania, zauroczenia...(oj wiesz o co mi chodzi;) )

Ten pociąg który był tutaj motywem to chyba był taki bardziej złudny świat dla Renato... takim uniesieniem, którego oczekiwał od życia i które być może przez chwilę wydawało mu się niezwykle realne... Ta miniaturka to dla mnie trochę taki rodzaj fantasmagorii... ukazania czegoś ulotnego, nikłego... Żal mi Renato... bo samotność czasem naprawdę boli więc...można sobie mimowolnie wyobrazić co czuł ten samotny człowiek...

Tutaj mam nieco mieszane uczucia po tej miniaturce... ale to chyba znaczy, że po przeczytaniu został jakiś ślad...;)

Uśmiech posyłam i pozdrawiam serdecznie :):)
mike17 dnia 26.09.2020 22:44
Kasiu, postanowiłem, że ten cykl nie będzie taki happy endowy, będzie trochę bólu, cierpienia, niespełnienia, pustki i będzie zaskakiwać jak to u mnie bywa.

Tu mamy dwójkę bohaterów, czy można ich polubić, nie wiem...
Renato był naiwniakiem, ale i dobrym człowiekiem.
Przejechał się na swojej wyobraźni.
Jego projekcja rzeczywistości wpuściła go w kanał.
Na długo w to uwierzył.
Nie wiemy w jaki sposób odbywał swoje "rytuały", ale można na to patrzeć jak na objaw choroby psychicznej lub ogromną potrzebą kochania, która się tak zmaterializowała.

Znane są takie przypadki, gdzie omamy zmieniały rzeczywistość, jak choćby w "Pięknym umyśle", gdzie John Nash całe życie widywał "trójkę przyjaciół".
Na starość nauczył się z tym żyć i zrozumiał w końcu, że nie istnieją.

Z moim Renato mogło być identycznie - wizja przepięknej kobiety sprawiła, że "dorobił" sobie całą resztę.

Bardzo się cieszę, że zawitałaś nocną porą - pozdrawiam i kłaniam się nisko :)
Ania_Basnik dnia 29.09.2020 09:05 Ocena: Bardzo dobre
Michał zaskoczyłeś mnie. To trochę nie w Twoim stylu, ale OK trzeba eksperymentować. Początek mnie nie przekonuje. I jeżeli to jest sen, imaginacja - to pierwsza scena w pociągu powinna być bardziej łagodnie poprowadzona, a z kolejnymi spotkaniami rozkręcać się. Ale OK, to jest Twoja wizja. Ale potem mnie zaskoczyłeś, że to sen mężczyzny, właściwie marzenie - i tu jest wielki plus. Narracja bardzo ciekawie poprowadzona. Fajnie się czytało!
mike17 dnia 29.09.2020 13:02
Witaj, Aniu, pod moją miniaturą poniekąd erotyczną :)
Zależało mi na nadaniu tempa od samego początku, w końcu Renato nie był z kobietą od 10 lat i był bardzo wyposzczony :)
Takie przypadki znane są w psychiatrii, gdzie silnie skumulowane pragnienie owocuje wybuchem psychozy, tak jak u Renato projekcją psychiczną.
Jest tyle rzeczy między niebem a ziemią o których nie śniło się filozofom...

Jak kobieta miałaś prawo nieco się żachnąć na warstwę erotyczną, ale po tak długiej abstynencji nasz bohater musiał wymarzyć sobie nimfomankę.

Bardzo Ci dziękuję za refleksje i wizytę :)
I rozumiem w pełni Twoje odczucia.

Miłego dnia!
al-szamanka dnia 01.10.2020 19:37 Ocena: Świetne!
Zaskoczyłeś mnie.
Nawet przez moment nie przyszło mi do głowy, że pociąg 514 to imaginacja.
Jak bardzo musiał Renato być już wyczerpany samotnością, że pustkę emocjonalną zaczął wypełniać tak mocnymi obrazami.
Bo tak, erotyzm jest tu silny, jakiś taki pierwotny i dziki.
Marzenia i tęsknota stały się dla niego namacalne. I to jak!
Zastanawiam się, czy realizm jego fantazjowania nie jest przypadkiem oznaką rozpoczynającej się choroby.
Rozmowa z megafonem jest tu mocnym dowodem... chociaż jednocześnie jakby przebłyskiem świadomości.
Dlatego całe opowiadanie jawi mi się tragicznym.

Aha, jednego nie rozumiem. Dlaczego wy, mężczyźni, jesteście tak zafascynowani czerwonymi szpilkami? :D Już któryś raz o nich czytam i zawsze u facetów, kobiety o nich nie piszą.
Nie znoszę czerwonych butów!

Autorze, podpowiedz Renato, że koniecznie musi się zgłosić po poradę do psychiatry.

pozdrawiam ciepło :)
mike17 dnia 01.10.2020 21:08
Witaj, Aldonko, w świecie urojeń i wizji :)
Renato odjechał bardzo daleko...
Brak kobiety wypalił piętno.
Wybuch psychozy połączył się z "miłością".
Nie miał wglądu we własne postępowanie, w związku z tym nawet nie wiedział, że pociąg 514 nigdy nie istniał...
Wypalony i napalony stworzył sobie własny świat.
Najgorsze jest to, że szukał miłości, najpierw w formie erotycznej, później głębszej.
Nie znalazł.
10 lat samotności mogą zrobić z człowiekiem wszystko.
I on padł ofiarą bycia samym.
Przypadkowo widziana piękność wzbudziła pierwszy akord choroby...
Potem poszło już gładko.

Nie znalazł miłości.

Choć zapewne na nią zasługiwał.

Wielkie dzięki, Aldonko, za czytanie i garść przemyśleń :)
MariaWeronika dnia 06.10.2020 13:22
Nie powiem, można pięknie popłynąć w tych urojeniach, a pobudka Renato jest naprawdę bolesna:-) Czyż każdy z nas czasem trochę nie żyje marzeniem i urojeniem? Dobrze, że większość z nas budzi się z niego z obitym sercem a nie psychozą:-)
Bardzo mi się podoba Twoja miniatura- jest w jakiś sposób eteryczna.
Tylko przyjrzałabym się trochę temu fragmentowi, jakoś, w przeciwieństwie do reszty wydaje mi się troszkę "kanciasty" . Wydaje mi się, że gdyby ten opis podzielić, nie upychać wszystkich cech w jednym zdaniu, to ta kobieta robiłaby jeszcze wieksze wrażenie:-)
Cytat:
Od razu za­uwa­żył nie­zwy­kłą urodę ko­bie­ty: była wy­so­ką, o burzy kasz­ta­no­wych wło­sów, pięk­nych dło­niach, za­koń­czo­nych smu­kły­mi pal­ca­mi o pa­znok­ciach w kształ­cie mig­da­łów dziew­czy­ną, lat około trzy­dzie­stu, któ­rej uśmiech mógł za­uro­czyć każ­de­go męż­czy­znę, a jej fi­gu­ra ku­si­ła od pierw­sze­go wej­rze­nia, jak też obłęd­ne, czer­wo­ne szpil­ki, w któ­rych była.

Pozdrawiam serdecznie
mike17 dnia 06.10.2020 14:29
Mario, bardzo dziękuję za wizytę i garść refleksji :)
Renato zaszedł za daleko, w świat psychozy.
Stworzył sobie "pocieszycielkę" w swej mizernej kondycji życiowej.
10 lat samotności robi swoje.
I on padł ofiarą własnych demonów.
Nagromadzona przez lata energia seksualna musiała znaleźć ujście...

Nad zaznaczonym przez Ciebie zdaniem jeszcze pomyślę - faktycznie może się wydawać nieco przydługie.
Dzięki za sugestię.

Pozdrawiam z uśmiechem październikowym :)
OWSIANKO dnia 08.10.2020 16:26
Mike 17

Upraszam o łaskę względem oczu zdartych od internetowego czytania. Swoją prośbę motywuję tym, że razem z przewlekłym wiekiem nastąpił we mnie raptowny demontaż cierpliwości do długich tekstów.
Kiedy byłem nieco młodszym zgredem, lubiłem pożerać papierowe i często kilkutomowe powieści. Od chwili jednak, gdy z konieczności przelazłem na ekranowe sylabizowanie, stwierdziłem, że wzrokiem czytelnika internetowych tekstów rządzą inne prawa, w związku z czym męczy się szybciej. Dlatego utwory krótsze są milej widziane przez takich, jak ja. Dlatego, wybacz, że nie czytałem Twojej miniatury. Wiem. To przestępstwo z gatunku wiekuistych, ale jej rozmiar sprawił, że zdechła mi chęć na lekturę. Myślałem, że miniatura, to Czechow lub Zoszczenko. A Ty swoje opowiadanie (zakładam, że dobre) zaliczasz do tego gatunku.

Pozdrawiam i z góry przepraszam, że mam rację
mike17 dnia 08.10.2020 17:01
Drogi Marku!

Wiem, że Zoszczenko pisał naprawdę szorty, ale ja utwór długi traktuję taki, który ma przynajmniej 40 000 znaków ze spacjami.
Moje miniatury mają około przeciętnie 12 000 - 14 000, więc siłą rzeczy są mini.
Mam też w swoim kramiku z opowiadaniami i takie, które mają ponad 50 000 znaków.

Zatem wybacz mi, że musiałeś przebrnąć przez to morze literek.

Dziękuję za wizytę i na przyszłość wiedz, do jakiej rzeki wchodzisz :)

Pozdrawiam wesołym październikiem :)
Quentin dnia 08.10.2020 23:07 Ocena: Bardzo dobre
Save your love

Czołem, Maestro

opowiadanie przeczytałem już kilka dni temu, ale nie było czasu na koment. Z drugiej strony może i lepiej, bo mogłem wszystko jeszcze dokładnie przemyśleć, a tekst siedział mi w głowie. Tak czy inaczej nadrabiam zaległości.

Bardzo lubię takie opowieści. Takie, to znaczy z pogranicza, gdzie nie wiesz (jako czytelnik), co jest prawdą, a co fikcją. "Chory" umysł płodzi niesamowite rzeczy. Zdolny jest niemal do nieograniczonego wysiłku. Może coś zbudować, by po chwili to zniszczyć. Taki zamek z piasku, który musi runąć.

Twój bohater jest chory z miłości, a w zasadzie z braku miłości. Facet cierpi na to, co nazywamy samotnością i o ile dziwne wynaturzenia psychiki zwane szajbą albo pierdolcem nie wszystkim są znane, tak samotności chyba nikomu nie trzeba przedstawiać z imienia.

Tekst symboliczny. Któż z nas nie wsiadł kiedyś do takiego pociągu. Zajmujesz miejsce w przedziale, mościsz się i nagle pęka bańka i tylko dworzec z pustym peronem zostają naprawdę.

Zastanawia mnie tylko skąd ta dolna półka? WTF? Co prawda trafiły się jakieś potknięcia redaktorsko-korektorskie tu i ówdzie, ale żeby od razu kłaść starego, dobrego mike17 na dole, to chyba przesada. Ale nie ja o tym decyduję, a i afery też nie będę kręcił.

Na koniec wspomnę jeszcze o zabiegu, w którym wszystko okazuje się wytworem wyobraźni. Odważne to, bo nie zawsze się udaje tak jak miało to miejsce w "Fight Clubie", ale tu całe szczęście się udało, także kontent.

Dzięki wielkie, Maestro i do następnego :-)

Pozdro
Kamil
mike17 dnia 09.10.2020 14:40
Witaj, Kamilu w świecie psychotycznych zwidów :)

Quentin napisał:
Bardzo lubię takie opowieści. Takie, to znaczy z pogranicza, gdzie nie wiesz (jako czytelnik), co jest prawdą, a co fikcją. "Chory" umysł płodzi niesamowite rzeczy. Zdolny jest niemal do nieograniczonego wysiłku. Może coś zbudować, by po chwili to zniszczyć. Taki zamek z piasku, który musi runąć.

Takie pogranicze najczęściej wynika z zaburzeń psychicznych, kondensacji uczuć, które długo tłumione muszą w końcu explodować.
Jak u Renato, który był tyle lat sam i żył w abstynencji.
To go zatruwało, jego umysł i w końcu nastał moment przesilenia...

Quentin napisał:
wój bohater jest chory z miłości, a w zasadzie z braku miłości. Facet cierpi na to, co nazywamy samotnością i o ile dziwne wynaturzenia psychiki zwane szajbą albo pierdolcem nie wszystkim są znane, tak samotności chyba nikomu nie trzeba przedstawiać z imienia.

Tak, on zachorował na miłość.
Nie była mu dana w realu, więc sobie sam ją stworzył.
Ciekaw jestem, co robił naprawdę, kiedy był w pociągu 514 - czy w amoku tkwił na stacji, czy też w innym miejscu, a może był w domu, choć wierzył, że jedzie tym pociągiem.

Quentin napisał:
Tekst symboliczny

Tak, odzwierciedla on potrzebę miłości i kiedy jej zabraknie, kompensację światem urojeń i omamów.
Myślę, że to dość częste - nie byłoby na świecie tylu schizofreników paranoidalnych.
Ale miłość, bodaj chora, niech istnieje, bo zapełnia pustkę w duszy.

Nie wiem, dlaczego dolna półka.
Od 8 lat zawsze byłem na górnej.
Albo to kwestia jakiegoś błędu w percepcji albo uprzedzenie do mojej osoby nowej Redakcji.

Dzięki Ci wielkie, Kamilu, wierny Czytelniku!
Dla takich ludzi jak Ty warto pisać :)
I dla czytania tak mądrych komentów.
To jest dla mnie bezcenne.

Niebawem kolejna miniatura, pod którą nie może Cię zabraknąć :)

Pozdrowczyk październikowy :)
ClakierCat dnia 12.10.2020 23:08
Michale, przeczytałem…

masz według mnie dwie szpile – jedna to styl i technika a druga to fabuła, a oto co mogę rzec o stylu i technice:

Na dworcu kolejowym w Summer Place
panował ruch jak co dzień.
Przez peron przelewała się gęsta fala przyjezdnych i wyjeżdżających,
migały tu i ówdzie podekscytowane twarze
gorączkowo rozglądających się wokół podróżnych,
gdzieniegdzie zaś spokojne i pozbawione zapalczywości,
wypatrujące swego pociągu bez zbędnych emocji i szumu.
Każdy dokądś zmierzał lub właśnie,
tuż przed momentem, zakończył podróż.
Co chwila ze zgiełku wynurzała się granatowa czapka konduktora
bądź innego urzędnika kolejowego,
który bacznie sprawdzał długi wąż wagonów,
mających niebawem odjechać,
udzielał istotnych wskazówek roztargnionym i rozkojarzonym,
rzucał czujne spojrzenie na wielki zegar,
wiszący nad peronem.
Kipiało intensywnie bujne życie dworcowe
tym samym niezmiennym gwarem setek głosów,
symfonią gwizdów, pisków i szumów, głuchym,
przytłumionym odgłosem
ruszających w dal,
pociągów i zgrzytem hamujących,
dopiero co przed chwilą przybyłych.

(...)

I znów nadszedł piąty, dziesiąty czy piętnasty,
kto by liczył ilość randek.
I znów spotkali się na peronie,
by wsiąść do pociągu 514.
I znów oddali się rozkoszy,
aż do ostatniego przystanku…

(…)

Minął rok, a może i więcej,
kto by to liczył.
Renato szedł tym samym peronem,
co wówczas,
kiedy miał randki z Renee.
Nigdzie nie było wzmianki o składzie 514.
Wiedziony intuicją, ruszył do jednej z kas.
Musiał wiedzieć, co i jak,
nie mógł tego tak zostawić.
W końcu stracił miłość życia,
namiętność i czułość.
Jak teraz miał żyć,
jak poruszać się po świecie,
w którym nie ma miłości?
To było niewyobrażalne,
jak jazda samochodem o trzech kołach.
Bo on wciąż na nią czekał,
wciąż wychodził na pociąg na szesnastą,
lecz nikt nie stał w oknie.
Co gorsze, nie było pociągu…

- to jest piękna proza poetycka – używasz ją w całym swoim „Pociągu załamanych serc” – gdybyś zapisał swoja pracę nieco inaczej – to sądzę – że można by czytać ją jako poemat.

… a jeśli chodzi o fabułę – to robota psychodeliczna – mamy tu bycie, zaistnienie, relację ja i ty (czyli on i ona) - jak również Deja vu – i trwanie w dysonansie poznawczym w aurze niesamowitości i tajemniczości:

bohaterka (ona i osoba doświadczająca) nie była w stanie podać, kiedy miało miejsce to "wcześniejsze" wydarzenie (które jakoby teraz się powtarza), o które prosi bohater zdarzenia – bo miłość jaka im się stała nie była w ich pamięci – to tylko zdarzenie przygodne, dla niej nic wartego – a dla niego tylko Deja vu …

Ładnie to ująłeś ….

:)

PS.

Michale, nie mogę wysyłać poczty do Ciebie, bo masz zapełnienie ... proszę wyczyść swoją pocztę.

:-)
mike17 dnia 13.10.2020 13:15
Klakierze, podziwiam Twój talent interpretacyjny moich miniatur :)
Robisz z nich nowe dziełka.
Czuję się wyróżniony, że moje pisanie nazywasz prozą poetycka - zapewne jest jej trochę w tych utworach, a to dlatego że piszę sercem.

Trafnie spojrzałeś na tę miniaturę, wyciągając z niej to, co najważniejsze.

To piękne!

Gdy patrzę na Twoje komenty, to rosnę.
Jesteś naprawdę zaprawiony w bojach komentatorskich.
I czuje się, że naprawdę wczuwasz się w czytany tekst.
To bezcenne dla autora, dla mnie.
I tyle miłych słów :)

:yes:

Zawsze czekam na kolejny Twój koment, a już teraz mogę Ci powiedzieć, że na portalu jest już kolejne opko z tego cyklu SPŁYW.
Liczę na Twoją obecność :)

Pozdrawiam Cię wesoło!
ClakierCat dnia 13.10.2020 20:37
Michale,

:-)


Andrzej
mike17 dnia 13.10.2020 21:42
Pozdrawiam Cię, Andrzeju :)
Zbigniew Szczypek dnia 07.12.2020 15:03 Ocena: Bardzo dobre
Michale - wreszcie się odzywam!
Czytam już drugi raz i nadal mi się nie podoba. A tak, nie podoba mi się tekst, bo raz - oczekuję od Ciebie więcej, a Więcej to znaczy - treściwiej, niech to wszystko będzie bardziej zawoalowane/nieoczywiste, ciekawsze, tak, by do samego końca wydawało się, że to rzeczywistość, a nie już w trakcie czytania domyślać się, że ktoś tu ma coś z deklem, a to niestety wyszło mi wcześniej i wynikało z braku spójności, a nawet pewnej niekonsekwencji. Michał w żadnym razie nie chcę Cię zdenerwować ale to naprawdę mogło by być lepsze, bo temat jest bardzo ciekawy - samotność tak wielka, że wywołuje emanację pragnień umęczonej duszy, spragnionej miłości, choćby całkowicie wymyślonej, swoista schizofrenia. A to już jest bardzo na czasie (korona).

Michał nie obraż się na mnie - "Pamiętaj Hans, że zawsze jestem Twoim przyjacielem". Póżniej chyba zabił jego kuzynkę.
Pozdrawiam serdecznie
Zbyś
P.S.
Polecam horror Herberta "Nawiedzony" (nie mylić z filmem), tam wszystko wyjaśnia się na samym końcu.
mike17 dnia 07.12.2020 15:32
Wybacz, Zbyszku, ale zupełnie się z Tobą nie zgadzam.
Tekst nie jest dopowiedziany, a czytający go pewnie cały czas ma wrażenie, że to realny romans kolejowy :)

Przecież dopiero na koniec daję suspens.
Cały czas jest jakby to działo się naprawdę, że Renato i Renee mają w tym pociągu randki.
Że ten pociąg w ogóle istnieje.
Dopiero mamy głos w megafonie i późniejsze spotkanie ich na peronie.

I pytanie: czy Renato był chory psychicznie, sam wsiadał do przedziału i miał omamy, że kocha się z Renee, czy też jeszcze coś innego?

To sum up,

Dziękuję Ci za refleksje i wizytę, ale mam zupełnie odmienne zdanie co do tej miniatury.

Pozdrawiam wesoło :)
Zbigniew Szczypek dnia 07.12.2020 16:30 Ocena: Bardzo dobre
TO TY WYBACZ MICHALE !!!
Cały mój poprzedni bełkot do kosza. Napisałem go w nocy, po przeczytaniu wielu, wielu opowieści, a dziś wkleiłem gotowca - błąd! Przeczytałem raz jeszcze, po Twojej odpowiedzi - wypoczęty, ujrzałem go w innym świetle. Masz rację, a ja jej nie miałem. Może wystąpiła u mnie projekcja, dopowiedzenie tu i ówdzie?
Tak, czytelnik może zdziwić się pod koniec - o co chodzi?! Czy policjant oszalał z samotności, wpadła mu w oko, kiedyś, jakaś przygodna współpasażerka i miał projekcję i erekcję, a może został sprytnie zmanipulowany ale dlaczego wówczas, nie przeprowadził gruntownego śledztwa, wszak był gliną?
Nie zmieniam zdania, co do moich oczekiwań względem Michałowego pisania - więcej!

Jeszcze raz szczerze Cię przepraszam!
Zbyś
mike17 dnia 07.12.2020 17:06
Zbyszku, ja Ci wyraziłem tylko swój opór.
Absolutnie się nie obraziłem.
Wręcz przeciwnie, doceniam nawet przeciwne głosy, ale pozostaję przy swoim zdaniu.
Potraktujmy to, jakby się nic nie stało.
Cieszę się, że wierzysz we mnie.
Zwłaszcza że znamy się już tak długo :)\

Raz jeszcze się nie gniewam :)

Trzym się zdrowo :)
Zbigniew Szczypek dnia 07.12.2020 17:11 Ocena: Bardzo dobre
No to w dechę!
I dzięki za opór, bo przeczytałem tekst raz jeszcze!
Zdrówka ;)
mike17 dnia 07.12.2020 17:57
No i tak trzymać :)

Ahoy!
Helena Dulska dnia 22.12.2020 16:13
Michale,
podobało mi się! Na początku czytałam tekst z uśmiechem na ustach, z pewną pobłażliwością dla tej pary. Aż tu nagle - zaskoczenie. Opowiadanie zaczyna mieć zupełnie nowy wymiar. To, co wydawało mi się śmieszne, przestaje mnie śmieszyć, bo z osób chorych śmiać się nie powinno.
Powoli przyzwyczajam się do Twojego stylu i zaczynam go doceniać. Rzeczywiście, jest rozpoznawalny.
Wyłapałam parę drobnych błędów/ niejasności:
Cytat:
Bez wąt­pie­nia była ra­so­wą przed­sta­wi­ciel­ką swo­jej płci(.)- sa­mi­cą, w którą chce się wejść.
- bez kropki
Cytat:
- Gdy­byś zo­ba­czył mo­je­go męża, za­ła­mał­byś się – od­po­wie­dzia­ła bez­na­mięt­nie.
- dlaczego miałby się załamywać, ze maz jest beznadziejny, raczej powinno go to cieszyć.
Cytat:
A jak upo­zo­ru­jesz czę­stość swo­ich wy­jaz­dów przed mężem?
- z tekstu wynika, że już wcześniej musiała "pozorować", bo jeździła "kiedy miała chęć", więc powinna znać sposoby

Pozdrawiam Cię serdecznie,
Hela
mike17 dnia 22.12.2020 17:13
Helu, przede wszystkim dziękuję za docenienie mego stylu.
Tak, po 20 latach pisania non stop każdy wyrobiłby sobie swój styl.
Więc nie jestem wyjątkiem.

Odnośnie Twoich sugestii, to ta pierwsza jest trafna - zawieruszyła mi się kropka :)

Odnośnie drugiej, nie zgadzam się, bo kobieta wyraża pogląd ogólny, a nie stricte dotyczący tylko ich erotycznej relacji.

Tu mógłbym się zgodzić - wszak ktoś, tak regularnie opuszczał męża musiał przedstawić mu jasne powody swoich wypadów.

Bardzo Ci dziękuję, Helu, za konkretny koment i słowa uznania.
To mnie bardzo buduje.
Bez czytaczy autor umiera...

WESOŁYCH ŚWIĄT!
ajw dnia 30.05.2021 11:54 Ocena: Świetne!
No powiem Ci, Miku miły, że wciągnęło mnie jak skarpetkę w otmęty pralki automatycznej Bosh lub innej Beko i mogę powiedzieć: o Bosh, ale on ma wyobraźnię i fantazję ułańską i na pewno nie mam z tego "Beki" :) Fajnie pociągnąłeś temat i dociągnąłeś go do końca. Jest w Twoim stylu, tak "mikowo" i to lubię najbardziej, bo "dochodzę" do końca bez znudzenia. Za to z uśmiechem na ustach. No po prostu polepszyłeś mi libido na dzisiejszy mało słoneczny dzień. Może wieczorkiem udam się w podróż pociągiem 514, a może zrobię to " w samo południe"? Ha ha. Buziaki :)
mike17 dnia 30.05.2021 14:02
Iwonko, moją specjalnością jest wciąganie czytacza w wir wydarzeń, które są zazwyczaj zagmatwane i zwieńczone nieoczekiwanym suspensem :)
Chciałem napisać tym razem coś z "pogranicza światów", coś, na co nie byłoby jasnej i klarownej odpowiedzi.
No i oczywiście musiała być miłość, cokolwiek tu nie znaczyła.
Czytałem kiedyś, że silna fiksacja erotyczna może przyoblec się w ciało i delikwent będzie przeżywał orgazmy z "realną kobietą", która rzecz jasna nie istnieje.
To właśnie chciałem ukazać w tej miniaturze.
Skądinąd fascynuje mnie to zjawisko - jest takie niezwykłe.

Wielkie dzięki za koment i dobre słowo :)
Na Ciebie zawsze można liczyć :)

:yes: :yes: :yes:
Arkady dnia 30.05.2021 15:04 Ocena: Świetne!
Michale, w zasadzie w Twoim pisaniu nie powinno mnie już nic zaskoczyć, a jednak... Myślałem, że poruszanie się w wymyślonym świecie wyobraźni to moja domena, jednak nie tylko. Piękna miłosna historia, którą opisałeś wciąga czytelnika niczym wir w zdradliwe wody. Ładnie, płynnie się czyta, a pomysł z nieistniejącym pociągiem jest przedni. Chylę czoła, piękna miniaturka...
Pozdrawiam CS
mike17 dnia 30.05.2021 16:57
"Pociąg Złamanych Serc" nie zabiera wszystkich, lecz tylko tych, którzy są predysponowani ku temu, by nim pojechać i przeżyć w nim swoją chorą przygodę.
Renato był właśnie taką osobą - 10 lat bycia wdowcem zrobiło swoje - nadmiar erotycznych soków musiał explodować.
Wierzę, że każdy z nich ma swój pociąg.
Gdy już do niego wsiądzie, zatraci się na amen.
Inaczej pracujący mózg popchnie ku nowym wymiarom.
I trwać to będzie, aż czynnik racjonalny nie przerwie tego łańcucha...

Czesławie,mój fanie, bardzo dziękuję za wizytę i garść przemyśleń.
Zawsze jesteś mile widzianym Gościem.
Udziela mi się Twój entuzjazm i radość.
Dla piszącego to bezcenny dar :)

:yes:
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
27/05/2022 21:02
A ja nie palę od 2008 :) Modami gardzę. Cytując klasykę:… »
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
wolnyduch
26/05/2022 21:03
Ciekawie, z polotem i wyobraźnią, pozdrawiam serdecznie :) »
mike17
26/05/2022 20:59
Jarku, wiersz przejmujący i pełny treściowo. Dziś pieniądz… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:42
Najnowszy:Urok osobisty
Wspierają nas