Dziewczyna, która miała pchły, cz. 2 - Dobra Cobra
Proza » Inne » Dziewczyna, która miała pchły, cz. 2
A A A
Od autora: Dobra Cobra przedstawia dziś opowieść– pełną dramatycznych wyborów, uprzedzeń oraz wielkich uniesień– dziejącą się w miejscach, z którymi poważni ludzie zazwyczaj nigdy nie wiążą wielkich nadziei.

Tradycyjnie do opowiadania dostępne są także audiobooki z nagraniem opowieści w wykonaniu Pawła Szczesnego:
CZ. 1 - http://soundcloud.com/dobra-cobra/dziewczyna-ktora-miala-pchly-cz1
Cz. 2 - http://soundcloud.com/dobra-cobra/doco-dziewczyna-ktora-miala-pchly-cz2

Zapraszam!

Pub Chihiricha, Chełm, rok wcześniej, wieczór.

   Jerzy Dyszy, świeżo upieczony milioner z loterii, upajał się ostatnimi chwilami bycia biedakiem. Totalizator obiecał mu przelać na konto ogromną wygraną w ciągu kilku najbliższych dni.

Każdy facet chciałby mieć w domu cnotkę, a w łóżku kurwę. A jego żonka w łóżku była misjonarką bez żadnej inwencji, aż odechciewało się posuwać tak zimną babę bez polotu, która na koniec wydawała jedynie dwa lub trzy żałosne piski myszki, co oznaczało spełnienie na następne kilka tygodni. Za to za dnia stawała się heterą, jebiącą go za wszystko i kontrolującą każdy jego krok. Na dodatek jawnie szczerzyła zęby do sąsiada, który wynosząc śmieci zakładał górniczą czapkę, przystrojoną tradycyjnymi, kolorowymi piórami.

Ale wreszcie nadchodził koniec tej udręki!

W celu wzmożenia libido żonki Jerzy kilka lat temu kupił jej bawełnianego pajacyka w kształcie jednorożca. Wybrał model bardziej ekskluzywny, z małymi guziczkami i małą świecącą na czerwono diodą, zamontowaną na czubku flanelowego rogu. Jednak ślubna nadal nie była wylewną, jak za czasów młodości, ponadto nie częstowała obiadem i usłużeniem przy tym ciałem, jak to miała w zwyczaju za dawnych, można by rzec: prehistorycznych czasów ich związku.

 

Dobra Cobra przedstawia dziś opowieść– pełną dramatycznych wyborów, uprzedzeń oraz wielkich uniesień– dziejącą się w miejscach, z którymi poważni ludzie zazwyczaj nigdy nie wiążą wielkich nadziei, pt.

Dziewczyna, która miała pchły, cz. 2

Święta jest tylko rodzona matka i tylko jej ufa prawdziwy mężczyzna. Reszta kobiet to zdrajczynie lub szalone, zwłaszcza te, które mówią własnym głosem.

 

   Jerzego zaczęła zżerać zazdrość o górników, których kobiety miały w zwyczaju dbanie o męża, gdy ten wracał umęczony z szychty. Niestety, nie wziął sobie babki ze Śląska, idąc za głosem miłości, który nakazał mu związek z damą z Krainy Tysiąca Jezior. A tam – jak wiadomo – pływają tylko zimne ryby. Te bardziej ciepłolubne grzały się przy kaloryferach za szybami wysokich bloków mieszkalnych.

W chwili wieczornego oświecenia, które zastało go nad butelką taniego, wzmacnianego browara Jerzy Dyszy postanowił rzucić pracę i też zostać górnikiem. Koło domu wykopał jamę, głęboką na jakieś trzy metry, zabezpieczył ją przed osunięciami ziemi szalunkiem z desek, które zakupił w sklepie budowlanym i zaczął fedrować. Kopał powoli i metodycznie. Żona pukała się w głowę z powodu oczywistego szaleństwa, które niechybnie go ogarnęło, ale on niestrudzenie drążył kolejne centymetry ziemi z protestancką wręcz dokładnością.

Gdy na trzeci dzień stanął nad jamą zauważył, że chyba trzeba będzie w jakiś sposób zasypywać coraz większą dziurę, która zostawała za nim, bo na podwórku leżały już całe hałdy urobku, zasłaniające dachy sąsiednich domów. Dyszy obiecał sobie, że zrobi to następnego dnia i z niczym niemąconym zapałem wszedł po raz kolejny do jamy.

Jednak ani tamtego dnia, ani w kolejnych nie wykopał niczego ciekawego. A tym bardziej węgla.

Mężczyzna nerwowo zagryzł piwo preclem norymberskim i wtedy kątem oka zauważył przy barze wpatrującą się weń, ubraną w czerwoną sukienkę kobietę, która popijała czerwony koktajl.

Kilkanaście minut póżniej powiedziała do niego:

- Choć, pokażę ci coś tak fajnego, że aż oczy ci wyjdą na wierzch. 

Całą jazdę samochodem Jerzy spędził na obmacywaniu nieznajomej, która mu tego wcale nie broniła. Czyżby jakimś zmysłem zdołała wyczuć wielkie pieniądze? Gdy wreszcie zatrzymali się w szczerym polu i poczęstowała go wyśmienitym porto, partner omal nie zaczął krzyczeć na głos ze szczęścia. Pozwoliła sobie zdjąć sukienkę, ukazując twarde, sterczące sutki, po czym wyjęła z bagażnika koc i ruszyła przed siebie na duże pole zasiane łubinem. Jerzy Dyszy podążył za nią posłusznie, drapiąc się co chwilę po plecach. 

 

Pub Chihiricha, Chełm, 12 lipca, godzina 23, 57.

  Nie wierzę w żadne #metoo. Uważam, że ten ruch wypromowały feministki, próbując nadać swoim przekonaniom większy rozgłos. Dla nich mężczyzna to wróg, a ogólnie wiadomo, ze przecież prawie wszystkie panie lubią być komplementowane, rwane, niby niechcąco dotykane i pociągane w ciemne miejsca, co dodaje spotkaniu tak pożądanej ekscytacji. To je nagrzewa, wyzwala dreszcz emocji i jednocześnie potwierdza ich atrakcyjność. Oczywiście nie może się to odbywać po chamsku, a sam partner musi być odpowiednio zadbany, z czym teraz nie ma raczej żadnego problemu. Na lepszą koszulę i marynarkę stać dziś każdego faceta.

Kobiety bardziej wymagające i rokujące nadzieję na udany związek nigdy nie zjawiają się wieczorami samotnie w barach. 

   O północy w pobliskim centrum konferencyjnym zakończono Ósmy Pan – Wojewódzki Zlot Stomatologów, skupionych wokół egalitarnej, a zarazem lewicującej organizacji Extrakcja, pisanej z angielska przez „x”. Jej członkowie z całych sił dążyli do wprowadzenia w życie zasady całkowitej równości między ludźmi pod względem ekonomicznym. Marzyli, by każda sklepowa, krawcowa, czy kierowca autobusu zarabiali dokładnie tyle samo, co oni. Uważali, że tylko w ten sposób w kraju zaistnieje sprawiedliwy ustrój społeczny, co skutecznie położy kres odwiecznej ludzkiej zawiści.

Podochoceni alkoholem jowialni marzyciele – z zawieszonymi na okazję zlotu pseudo afrykańskimi naszyjnikami, zrobionymi z nanizanych na nić wyrwanych uprzednio pacjentom zębów – ganiali za piszczącymi, a jednak nie uciekającymi zbyt daleko hostessami. Gdyż małżeństwo z dentystą lub ortodontą to społecznie i wizerunkowo wielce pożądana sprawa. Duże pieniądze, wygodne życie, sportowy samochód, coroczne wakacje pod palmami i ferie w wysokich górach, piękne dzieci z IQ powyżej średniej – to wszystko razem wzięte pierwszorzędnie nobilituje wizerunek wybranki. Kobiety, która w przyszłości z pewnością nie będzie podzielała miraży męża o ekonomicznym zrównaniu wszystkich zawodów i położy łapę na finansach. 

 

  Jola Lojalna sprytnym ruchem wyjęła z bielizny miękki baton energetyczny i podała mi go bezpośrednio do ust. Na języku poczułem ciepło jej ciała, a w myśli natychmiast wkradł się chaos.

Mężczyzna różni się od kobiety. Kobieta różni się od mężczyzny. Ale kobieta różni się bardziej, bo facet heteryk nigdy nie podałby drugiemu na wpół rozpuszczonej czekoladki.

- Pójdę umyć zęby, bo twój ogier pewnie lubi czystą stajnię – szepnęła mi do ucha, gdy tylko oblizałem ze spierzchniętych warg masę kakaową. 

W obliczu nagłej eksplozji pożądania wszystkie inne myśli uległy natychmiastowemu zapomnieniu. 

 

Okolice Chełma, 13 lipca, godzina 00, 41. 

- Jakich wspaniałych perfum używasz – powiedziała niskim głosem Jola, nie przestając mnie całować. 

Podczas podróży autem dotykałem jej gorącego ciała, a gdy zatrzymała samochód rozłożyłem siedzenie i zdecydowanie pochyliłem się nad jej wilgotną muszelką. Nie liczyłem aż na taką reakcję! Wiła się pod wpływem ruchów mojego języka, ściskała piersi, w ekstazie przewracała głową w lewo i wprawo, brała łapczywe oddechy i mruczała tak zachęcająco, że bez zbędnych ceregieli i opierania otworzyłem drzwi i wyciągnąłem ją na świeże powietrze.

- Musimy się jeszcze napić – szepnęła zdezorientowana dopiero co zaznaną pieszczotą, po czym wyjęła ze schowka butelkę porto.

- Ty pierwsza. 

Wychyliła kilka dużych łyków, sugestywnie obejmując nabrzmiałymi od pocałunków ustami szyjkę butelki, co dla obserwującego było wielką ucztą erotyczną. Gdy wróciła do całowania zajęty byłem pieszczeniem jej jędrnych, małych cycuszków ze sterczącymi twardo sutkami.

W pewnym momencie wyjęła z bagażnika koc i pociągnęła mnie w pole łubinu, który tej ciepłej nocy emanował ponad miarę duszącymi olejkami eterycznymi.

- Jakie ty masz piękne perfumy – jęczała w kółko, odurzona ich zapachem. A może zauroczona moim osobistym feromonem? Jak rozpoznać i bezbłędnie oddzielić takie rzeczy w tak krótkiej chwili pomiędzy pożądaniem, a spełnieniem?

 

   Była już gotowa. Nie czekając na nic położyłem się na plecach i nasadziłem ją na siebie. Jęknęła głęboko z trzewi, co było wyraźnym znakiem, że nie potrzebuje już więcej pieszczot. Przystąpiłem do roboty, sprawiając, że stała się uległa jak szmaciana lalka bez świadomości. Odleciała daleko, nie było jej przy mnie, gdy doszła do szczytu, który w krótkim czasie szarpnął jej całym ciałem. Piersi Joli drgały tak podniecająco, że nie mogłem przestać i skończyłem w niej, choć dotąd nie miałem tego w zwyczaju podczas pierwszego stosunku z nowo poznaną kobietą.

Później Jola szybko zasnęła.

Przykryłem ją kocem, by trochę odpoczęła, po czym wróciłem do samochodu i wypiłem kilka łyków zagranicznego alkoholu, który nadal czekał na mnie w butelce. Nie pamiętam, kiedy zasnąłem. 

 

Okolice Chełma, 13 lipca, godzina 08, 14. 

   Wreszcie wybudzono mnie z głębokiego snu, spowodowanego środkami nasennymi, zmieszanymi w butelce z porto. Niespodziewanie poczułem swędzenie na ręce, a gdy podciągnąłem koszulę, mym oczom ukazały się świeże pogryzienia przez pchły. I dopiero wtedy przypomniałem sobie trochę wyraźniej poprzedni wieczór.

Podano kofeinę, po czym zajął się mną sierżant z policji kryminalnej.

- Mówią, że kto w łubinie zaśnie, już się nie obudzi – powiedział stróż prawa, drapiąc się po piersi. – W ostatnich latach mieliśmy w okolicy kilku denatów, którzy z niewiadomego powodu poszli spać na polach, posianych tą rośliną. Dziwna sprawa, bo – jak wykazała autopsja – wszyscy byli po niedawno odbytym stosunku płciowym, a w treści ich żołądków odnaleziono ślady egzotycznego napoju alkoholowego z dodatkiem silnych środków nasennych. U nas na prowincji mało kto coś takiego spożywa. I mam tu na myśli zarówno sam rodzaj napoju jak i silnie działające środki nasenne. 

Policjant po raz kolejny podrapał się po świeżo ogolonej twarzy, szukając u mnie jakichś objawów docenienia jego wielkiej elokwencji.

- Nie sadziliśmy, że śledztwo pójdzie w taką stronę – wskazał na dwóch sanitariuszy, niosących zakryte prześcieradłem nosze. – Wyglada na to, że to ta dziewczyna zwabiała denatów, dawała im do picia środki usypiające i prowadziła na miejsce zgonu pośród łubinu, przedtem zażywając z ofiarami czegoś na kształt Seksu Ostatecznego. To zapewne stymulująca zabawa, pełna rozchwiania i podniecenia – w Hollywood nakręcili kilka niezłych obrazów w tym temacie. Oglądał pan?

- Jakoś nie…

- To jak panu udało się przeżyć tego typu spotkanie?

- A bo ja wiem. Jak zasnęła, wróciłem do auta i… dopiero wtedy napiłem się z tej butelki.

- Czyli wcześniej piła z niej tylko ta dziewczyna?

- Tak.

- Ale dlaczego napiła się pierwsza, skoro prawdopodobnie zawsze pilnowała, by najpierw poczęstować podochoconego erotycznie kochanka?

- Dlaczego? Hm, myślę, że… to jest – jestem pewien, że odurzył ją zapach moich perfum. Cały czas powtarzała w kółko, jak pięknie pachnę.

- No, to wygląda, że miał pan więcej szczęścia, niż pozostałe ofiary. Należy zatem założyć, że w warstwie behawioralnej denatka mogła mieć jakieś niedokończone porachunki z facetami i w ten sposób dokonywała zemsty na męskim rodzie. A na dodatek była chyba zapachową fetyszystką, co w szczęśliwy sposób uratowało pana… – co by nie mówić – od pięknej śmierci w eterycznej rozkoszy, która być może jest nawet przyjemniejszą od samej, tak obecnie przereklamowanej, rozkoszy cielesnej. 

 

Kto mógł to wiedzieć? Możliwe, że sierżant miał rację, bo tego bezwietrznego ranka łubin pachniał wielce narkotyzująco.

Drapiąc ugryzienia, pozostawione przez pchły, spojrzeliśmy obaj na wielkie pola żółtych kwiatów, ciągnące się hen, aż po horyzont.

- I jak ja teraz dojdę do siebie po tych dramatycznych wydarzeniach ostatniej nocy? – zapytałem sierżanta.

- Oczywiście może pan skorzystać z opieki psychologicznej, ale dość skuteczne jest też bieganie godzinę wokół stołu, krzycząc na cały głos: – Aaaaa! W moim wypadku taka kuracja zawsze przynosi wymierne wyniki. 

 

KoNiEc

Dobra Cobra

Maj 2020

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dobra Cobra · dnia 28.09.2020 12:44 · Czytań: 586 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 7
Komentarze
Madawydar dnia 29.09.2020 22:57
Fantazja, humor i subtelna erotyka są niewątpliwymi atutami tekstu. Dobra lektura przed zaśnięciem. Pachnie "Pachnidłem" z tą różnicą, że tu kobieta morduje facetów, a nie odwrotnie, ale odurzające skutki woni są równie śmiertelne zwłaszcza w połączeniu z alkoholem i seksem.
Cytat:
- Pójdę umyć zęby, bo twój ogier pew­nie lubi czy­stą staj­nię

Cytat:
su­ge­styw­nie obej­mu­jąc na­brzmia­ły­mi od po­ca­łun­ków usta­mi szyj­kę bu­tel­ki,

Cytat:
Jola Lo­jal­na spryt­nym ru­chem wy­ję­ła z bie­li­zny mięk­ki baton ener­ge­tycz­ny i po­da­ła mi go bez­po­śred­nio do ust

Wyraźna propozycja zrobienia Jerzemu loda i być może to uchroniłoby go od nabycia choroby pasożytniczej - wszak powszechnie wiadomo, że w jamie gębowej pchły nie występują.

Pozdrawiam

Mad.
Dobra Cobra dnia 30.09.2020 08:43
Ach, gdyby jeszcze Jerzy w momencie propozycji otrzymania batona myślał głowę A nie hujem...


Madawydar,

Tak to już jest, gdy się idzie bzykać. Niby człowiek ze obiecuje, że będzie wybierał i przebieral, a gdy na swej drodze spotka zdecydowaną dzierlatkę, która doskonale wie, jak, gdzie i kiedy, wszystkie obietnice biorą w łeb. Kiedyś na to mówiono: pani bezpruderyjna. Teraz chyba każdy się bzyka na lewo i prawo, w związku z tym to określenie, okrywajace niesławą kobietę, jest już nieaktualne.

Oczywiście święte osobniki nad tym boleją, że jest taka rozpusta i upadek. Płaczą też osobniki nastawione do życia romantycznie.

Racja, w jamie herbowej nie występują pchły. Czyżby więc ten organ mógł być ratunkiem dla naszego bohatera? Oj, chyba nie, bo Jola przygotowała w butelce coś straszniejszego, niż pchłę...

Swoją drogą wielce erotyczne jest obejmowanie przez kobietę szyjki butelki szampana, gdy leje się z niej piana...


Cieszę się, że miałeś dobra lekturę przed snem. Ufam, że jeśli już, to przysnił Ci się raczej Jerzy, niż ta upadła kobieta..


Dziękuję za odwiedziny. Do następnego.


Spokojnego dnia, spokojnych nocy.

DoCo
JOLA S. dnia 30.09.2020 12:37 Ocena: Świetne!
Cytat:
Choć, po­ka­żę ci coś tak faj­ne­go, że aż oczy ci wyjdą na wierzch.


Dobra Cobro, :upset:

i wyszły.


Och! Och! Opadają kolejne zasłony - cisnęło się samo na usta.


Jestem w pełni usatysfakcjonowana daniem głównym.
Przyjemne dla ciała i złaknionego ducha, no i wznosi medytację na kolejny poziom. :|


Pozdrawiam cieplutko i do następnego

JOLA S.

PS: Nie wiem, czy moje noce będą spokojne po przeczytaniu II części. Może też coś wymyślę ....
Dobra Cobra dnia 30.09.2020 13:47
I wyszły oczy na wierzch ;)


JOLA S,

Coś ta Twoja imienniczka nieco narozrabiała. Ale jeśli i Ty zakładasz, że może by wejść na drogę zbrodni cielesnej, to może oznaczać tylko jedno: wszystkie Jole są w duchu morderczyniami!

Może więc od razu powinniście się zgłaszać na komisariaty z samooskarżeniami o zbrodnie, których wszak jeszcze nie popełniłyście;) Tak byłoby łatwiej dla społeczeństwa, a może i nawet dla potencjalnych ofiar.

Satysfakcja gwarantowana. Dziękuję za czytanie i zostawienie ślady pod utworem.

Pozdrawiam i do następnego,

DoCo

PS - masz rację, libretto wznosi medytacje na kolejny poziom.
Jaga dnia 03.01.2021 21:35
Albo ja się zestarzałam i mój umysł już nie taki, albo Ty zmieniałeś nastawienie do świata. Ponura, przerażająca opowieść. Smutne i zarazem odrażające moralnie postacie. Uprzedmiotowienie kobiety, a do tego rasizm. Brrr. Ci faceci są straszni, a bohaterka w pewnym sensie przypomina mi wymierzającego sprawiedliwość Johna Doe z filmu „Seven”. Fakt, nie jest to thriller i uśmiech chwilami ( No dobra, nierzadko :D) pojawia się na twarzy czytacza, ale jeśli tak teraz wygląda świat, to ja chyba żyję w innym, albo bardzo chcę wierzyć, że żyję w innym. ;)

DoCo, doskonale napisane! Jak zawsze zresztą. I jak zawsze zakończenie z przytupem! :yes:
Pozdrawiam ciepło,
Jaga
Helena Dulska dnia 03.01.2021 23:21
DoCo,
przyznam się, że to pierwszy Twój tekst, który przeczytałam. Jest w nim wszystko, co potrzebne jest w scenariuszu do filmu, którego widzowie dadzą radę obejść się bez popcornu zaprawianego kofeiną. "Malarz ma w swojej palecie trzy główne kolory: czerwony, niebieski, żółty. Cała reszta to ich pochodne. Scenarzysta (pisarz) dysponuje dwoma głównymi kolorami emocji: seksem i przemocą (lub: akcją dramatyczną)" pisał L. Hunter. Widać, że dobrze zdajesz sobie z tego sprawę. To co mnie osobiście się w Twoim tekście podobało to gładki styl i absurdalne poczucie humoru. Nie jest to jednak opowieść dla mnie (nie potrafię się w niej w żaden sposób odnaleźć).
Parę drobnych nieścisłości, które rzuciły mi się w oczy:
Cytat:
po­nad­to nie czę­sto­wa­ła obia­dem i usłu­że­niem przy tym cia­łem

częstowanie usłużeniem nie brzmi dobrze
Cytat:
W chwi­li wie­czor­ne­go oświe­ce­nia, które za­sta­ło go nad bu­tel­ką ta­nie­go, wzmac­nia­ne­go bro­wa­ra(.) Jerzy Dyszy po­sta­no­wił rzu­cić pracę i też zo­stać gór­ni­kiem.

tu wkradła się niepotrzebna kropka
Cytat:
Gdy na trze­ci dzień sta­nął nad jamą za­uwa­żył, że chyba trze­ba bę­dzie w jakiś spo­sób za­sy­py­wać coraz więk­szą dziu­rę, która zo­sta­wa­ła za nim, bo na po­dwór­ku le­ża­ły już całe hałdy urob­ku, za­sła­nia­ją­ce dachy są­sied­nich domów.

Podzieliłabym to zdanie na 2 zdania
Cytat:
Całą jazdę sa­mo­cho­dem Jerzy spę­dził na ob­ma­cy­wa­niu nie­zna­jo­mej, która mu tego wcale nie bro­ni­ła.

Tu tylko moja wyobraźnia nie mogła przerobić tej sceny, zastanawiałam się kto kierował, i czy to wykonalne niezależnie od tego...

Proponuję kontynuację (może morderczyni- denatka miała np. siostrę bliżniaczkę, która chciałaby się zemścić w polu rzepaku? Dodam, że przebywanie przez dłuższy czas w towarzystwie nawożonego chemią rzepaku samo w sobie jest rakotwórcze a więc potencjalnie może przyczynić się do udramatyzowania akcji.

Pozdrawiam,
Hela
Dobra Cobra dnia 04.01.2021 20:10
Wszystko należy założyć, ktoś się zmienił ;)

Jago,

No tak, nie jest tu wesoło, ale też autor ostrzega na (prawie) samym początku, że: ""przedstawia opowieść dziejącą się w miejscach, z którymi poważni ludzie zazwyczaj nigdy nie wiążą wielkich nadziei"".

Masz rację: ile to człowiek się w życiu napatrzył i naczytał o odwecie i vendettcie. I zapewne ta skrzywdzona niegdyś dzierlatka (do czego w chwili łączenia faktów dochodzi łebski policjant) też poczuła smak odrzucenia, zdrady czy nawet czegoś gorszego, co przemienia ją w morderczynię (sfiksowaną na punkcie seksu ostatecznego, który przeżył też aktor David Carradine).

Tak, obecnie żyjemy w innym świecie - wystarczy się trochę przejechać samochodem, by poczuć, że kilku współużytkowników drogi właśnie chiało cię zabić :(


Fajnie, że wpadłaś. Zapaszam do bardziej słonecznych opowieści DoCo, przez które przeziera słońce.


Do następnego,

DoCo

-----------

Helena Dulska,

Twój pierwszy tekst Dobrej Dobry i od razu natrafiłaś na taki dramat!

Cytat:
Nie jest to jednak opowieść dla mnie (nie potrafię się w niej w żaden sposób odnaleźć).
Jak to się stało, że spośród setki pięknych, kolorowych i słonecznych opowieści DoCo natrafiłaś akurat na to? Czyżby to tytuł Cię zwabił...;)


Wiesz, denatka zmarła, więc c.d. nie będzie. O czym z przykrością informuję.

Dziękuję za pochylenie się nad tekstem i podzielenie się uwagami, co zawsze jest bezcenne, szczególnie na PP, gdzie każdy sobie redaktorem, korektorem, stylistą, wymyślaczem i tym robolem, który później to wszystko musi zebrać do kupy.

Cytat:
Tu tylko moja wyobraźnia nie mogła przerobić tej sceny, zastanawiałam się kto kierował, i czy to wykonalne niezależnie od tego...
Wydaje mi się, że kierował mężczyzna, ale mogę się mylić.

Ten przywołany przez Ciebie L. Hunter może i mieć rację.

Myślę,że najbardziej szkodliwe dla człowieka jest samo życie, więc w takim porównaniu rzepak może przepaść z kretesem ;(



Super, że znalazłaś czas i zaszczyciłaś mnie wizytą.


Do następnego,

DoCo
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wodniczka
26/11/2021 21:32
Witaj voytek72 Nie lubię przecinków :) Cieszę się, że… »
Marek Adam Grabowski
26/11/2021 20:08
Cholera, teraz patrzę i do nie widzę. Chyba mi się… »
mozets
26/11/2021 19:37
Tak, tak, - wszyscy co uważają, że życie bez szaleństw jest… »
Marian
26/11/2021 19:26
Korektorko, dziękuję za wizytę i miły komentarz. Wszystkie… »
Marek Adam Grabowski
26/11/2021 17:53
Rok temu zarzuciłem ci pod tym tekstem (na konkurencyjnym… »
tetu
26/11/2021 16:52
Cześć Wiolin. Napisałeś bardzo fajny wiersz, z bardzo… »
tetu
26/11/2021 16:33
Zielony Kwiecie, dziękuję za przemyślenia i słowo na temat.… »
mozets
26/11/2021 15:16
Jo nie Pan - ino Muniek Mozets. Uwagi do tekstu -… »
voytek72
26/11/2021 15:09
Zgadzam się tetu takie motto pasowałoby tu znakomicie. :)»
Yaro
26/11/2021 15:01
Dziękuję za uwagi ale to mój styl nic więcej:)Piszę i tyle:)»
Korektorka
26/11/2021 13:22
Dzień dobry, Dziękuję za ciekawą lekturę. Uwag mam tylko… »
ZielonyKwiat
26/11/2021 12:39
Mozets, po przeczytaniu Pańskiego komentarza za bardzo nie… »
mozets
26/11/2021 10:18
Zielony Kwiecie. Nie znikaj. Pisz dalej. Jest coś w Twoich… »
Andrzej Baka
26/11/2021 09:35
Bez urazy, dużo jednoznacznych porównań i powtórzeń. Wszyscy… »
Andrzej Baka
26/11/2021 09:33
:) »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/11/2021 14:27
  • Ze względu na małe zainteresowanie MUZO WENAMI 10 przedłużam czas nadsyłania prac do 15-go grudnia. [link] Życzę weny i lekkiego pióra :)
  • AntoniGrycuk
  • 13/11/2021 11:31
  • Czy ktoś ma pojęcie o wyobrażeniu, gdzie znajdę listę aktualnych czasopism (też internetowych), gdzie warto publikować? Nie mówię o portalach literackich. Dzięki.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2021 22:18
  • Na czyjąś prośbę zamieszczam link do konkursu: [link] Ja w tym roku nie biorę udziału. Należy napisać tekst z jedną z kilku dzielnic Wwy.
  • mike17
  • 09/11/2021 15:15
  • Przypominam, że pozostał jeszcze cały tydzień, by nadesłać pracę konkursową. Weźcie się w garść i piszcie ;) [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 17:15
  • Apisie - wiem i niestety zgadzam się z Twoją opinią - tak jest znów, kolejna "fala"
  • ApisTaur
  • 07/11/2021 16:12
  • Zbyszku. Oczywiście pisałem to do Ciebie, lecz nie o Tobie.:)
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 16:01
  • Apisie -na szczęście nas obu to, o czym pisałeś, zwracając się do mnie, nie dotyczy. ;-}
  • Kazjuno
  • 06/11/2021 18:51
  • Dzięki za miłe komentarze pod recenzją "Buntownika" M. Grabowskiego. Na końcu komentarzy odpowiadam, indywidualnie Joli S. i każdemu z komentujących. Pozdrawiam cały PP
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas