Magnethion 10/16 - Carvedilol
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Magnethion 10/16
A A A
Od autora: Baśń dla młodzieży

 

                                                                 BEZKRESNA PUSTYNIA
 
 
  Końskie kopyta zapadały się w piaszczystym podłożu i podróżowało się coraz trudniej. Przez większość drogi jechali w milczeniu. Nawet gawędziarski Tamtim nie zdołał wciągnąć w dłuższą pogawędkę starszego towarzysza. Po tym, co zrelacjonował Mans, nie dziwił się jednak. Odebrano mu przeszłość, ale gdy ją powoli odzyskiwał, wcale nie okazywała się przyjemna.
  Pan Dwóch Wagaronów jechał bezmyślnie wgapiony w przestrzeń. W jego duszy panowała jednak burza uczuć. Najpierw dowiedział się, że był oczekiwanym wybrańcem, potomkiem królewskiego rodu, by potem jedna wizja zmiotła go z piedestału. To jego buta stała się przyczyną nieszczęść, śmierci brata, a być może i siostry. A w konsekwencji zagrożeniem dla bezpieczeństwa całego Magnethionu.
  Powoli przeszłość zaczęła układać się w spójną całość. To on, Trymon, złamał zasady i uwolnił zło. Zamiast bohatera został diabłem. Jak udało mu się uwolnić, tego nie wiedział. W jaskini musiała się jednak rozegrać straszliwa walka, w której zginął Danton, a po nim zostało tylko strzaskane zwierciadełko. W tym miejscu pozostawały pewne niejasności. Mans wysnuwał logiczny wniosek, że zanim doszło do katastrofy, brat bliźniak zdołał usiąść na właściwym tronie i przywrócić czar ochraniający królestwo. Potem poległ, a Trymon albo zdołał zbiec, albo został pojmany. Jednak musiał wrócić po lusterko, a przynajmniej jego obudowę, z którą „obudził” się po latach w innej jaskini. Czy to on sam w poczuciu wstydu odebrał sobie pamięć? Czy to on spowodował „sen” i dał sobie możliwość naprawienia błędów po stu latach? Lecz czy postępek, którego się dopuścił, można naprawić? Co stało się z Lilien? Czy potwór dopadł i ją?
  Czy zdążyłem się z nią zobaczyć, w czasie gdy wróciłem po lusterko? Jak zginął Danton?
  Złapał się za głowę. To przerastało jego wrażliwość. Nie chciał uwierzyć, że okazał się takim wiarołomnym synem, że mógł sięgnąć po władzę, która się jemu nie należała. Że złamał przyrzeczenia dane ojcu, naukę wpajaną od dzieciństwa. Że stał się złym człowiekiem. A już najbardziej rozsadzała mu serce myśl, iż doprowadził do śmierci rodzeństwa.
  A te dwa pasy? Kiedy i w jaki sposób otrzymał kolejny? Może to znak na drugą szansę? Na odkupienie win? Szczerze chciał w to wierzyć.
– Mansie. – Tamtim położył mu rękę na ramieniu, jakby czytając w myślach. – Cokolwiek uczyniłeś, to byłeś dawny ty, Trymon. Teraz jesteś Mansem, człowiekiem prawym, odważnym i jedynym, który może uratować życie wielu ludzi.
– Dziękuję ci za te słowa. – W kącikach oczu młodzieńca pojawiły się łzy. – Nawet nie wiesz, jak wiele dla mnie znaczą. Niestety, przeszłości nie da się zmienić. Muszę się z nią zmierzyć. Ale drugi raz nie popełnię błędu. Tym razem siądę na właściwym miejscu.
– Ale… – zająknął się Tamtim. – Podobno tylko raz można wejść do Groty Mędrców i usiąść na tronie.
– Myślę, że ten pas – wskazał na czoło – jest właśnie po to, aby pokonać tę przeszkodę.
  Końskie kopyta ugrzęzły w piachu, przerywając rozmowę. Po chwili namysłu, zerkając na mapę, Mans zadecydował, że w dalszą podróż uda się pieszo, a Tamtim zawróci i znajdzie odrobinę cienia dla siebie i zwierząt.
– Do wieczora powinienem dotrzeć na miejsce i wrócić, jeśli pójdzie gładko. – Te słowa pożegnania tłukły mu się po głowie, kiedy po pewnym czasie słońce schodziło coraz niżej, a on miał wrażenie, że wędruje już kilka dni. Chyba wolałby wrócić do poprzednich wspinaczek, niż wlec się po parzących wydmach. Promienie słoneczne oślepiały i otumaniały. Skóra pomimo lekkiego okrycia w wielu miejscach paliła i powoli schodziła płatami, zaczynając od nosa. Zapasy wody szybko malały, jedynie suchy pokarm miał się dobrze w przeciwieństwie do apetytu mężczyzny. Od dawna nie widział żadnej rośliny, mizerne kępy brązowej trawy już jakiś czas temu zostały w tyle, a żadnych żyjątek po drodze nie napotkał.
  Co będzie, jeżeli lusterko znajduje się w środku tego bezkresu żółtego piasku? – Natrętna myśl coraz częściej zatruwała ochotę do dalszej wędrówki. – Jeśli przyjdzie mi przekopywać miliony milionów takich gorących ziarenek? Czy starczy mi wody, aby wrócić? Co prawda mapa pokazywała ognik na zielonej plamie na wszechotaczającym żółtym polu, ale czy to wykluczało, że szkiełko będzie łatwo dostępne? Poprzednie trudno było zdobyć.
  W pewnym momencie dostrzegł w oddali jakby skupisko drzew. To dodało mu sił i odegnało złe myśli. Brnął, z otuchą stawiając zmęczone nogi w parzącym piasku. Już powoli rysowały się kształty, dostrzegał dziwne drzewa, ale najważniejsze, że musiały dawać ochłodę dla strudzonego wędrowca, skrywając go w cieniu.
  Im bliżej tego raju był Mans, tym bardziej wzrok mu się mącił. Chyba zaraz zemdleję – zakołatało mu w głowie. – Wszystko mi się rozmywa.
  Po paru krokach zdębiał. Drzewa rozpływały się niczym mgła odganiana wiatrem.
– Nie! – krzyknął. – Nie! To niemożliwe!
  W desperacji zaczął biec, jakby chcąc złapać się jednego z pni i zatrzymać go, zanim zniknie zupełnie. Nie zdążył, bo wizja odeszła, a przed nim znajdowało się tylko kolejne piaszczyste pole.
  Upadł na kolana i zaczął tłuc pięściami w podłoże, wzbudzając tumany piachu. Jakaś część dostała mu się do nosa i gardła, bo zakrztusił się i chwilę mocno kaszlał. To go trochę ostudziło.
  Wyciągnął mapę i jeszcze raz przybliżył okolicę migotającego punkcika. Wyraźnie znajdował się w jedynym małym zielonym obszarze na wielkiej piaszczystej przestrzeni. Trudno było zorientować się w otoczeniu, ze względu na brak punktów orientacyjnych. Mans ustalił na podstawie położenia słońca kierunek północny i obrócił mapę w analogiczne położenie. Wypił łapczywie kilka łyków wody, naciągnął mocniej na czoło chustę i na nowo podjął monotonną i męczącą podróż. Od czasu do czasu robił postój, aby dać odpocząć nogom i oszczędnie skorzystać z bukłaka. Postanowił tak iść, aż nie padnie albo nie osiągnie celu. Ogłupiały kierował się mapą, ale kiedy tylko rozglądnął się dookoła, wydawało mu się, że jest tylko piach, piach i piach. Gdyby nie słońce i mapa, dawno by zboczył z wytyczonej trasy. Nieliczne, ale dość wysokie wydmy ograniczały nieco pole widzenia, a gdy stanął na jednej z nich, zobaczył nie tak daleko przed sobą zieloną oazę.
  Pamiętając poprzednie mary, starał się nie ulegać emocjom. Jednak im bliżej był i rozróżniał poszczególne elementy tej wysepki życia na pustynnym oceanie, obraz stawał się coraz wyraźniejszy. Uwierzył jednak dopiero, kiedy dotknął suchej kory dziwnego drzewa z parasolem liści, otaczającym pień. Temperatura może nie była dużo niższa pod tym schronieniem, ale Mansowi wydawało się, że marznie.
  Już chciał usiąść, gdy za krzakami zamajaczył mu przepiękny widok. Rzucił się w tym kierunku, by po chwili niczym pies łapczywie chłeptać wodę z ukrytego w cieniu jeziorka. Żaden trunek nigdy nie smakował tak wybornie. Zanim ugasił pragnienie, usłyszał ostry głosik:
– Jak już skończysz, to podejdź do mnie. – Zabrzmiało władczo. – Możesz mi się przydać.
  Uniósł głowę i dojrzał po drugiej stronie w cieniu nieznanego drzewa smukłą kobiecą postać. Ochlapał twarz, poprawił włosy i wstał, kierując się ku nieznajomej. Jej ciało spowijała cienka długa szata, a wokół głowy miała owiniętą chustę z podobnego materiału. Jedynie brązowe oczy z długimi rzęsami wystawały spoza tej zasłony. Przywitał się starodawnym gestem, który został skwitowany pogardliwym parsknięciem.
– Pomożesz mi wrócić do zamku. – Delikatny ruch tkaniny uwidocznił poruszające się wargi. – Jestem księżniczka Vanita. – Dodała, unosząc dumnie czoło.
  Mans już miał przedstawić własne królewskie pochodzenie, lecz coś w zachowaniu młodej kobiety powstrzymało go przed tym.
– Zwą mnie Mans, o pani. – Pochylił głowę. – Chętnie bym pomógł, niestety czas mnie pogania, a mam do wypełnienia ważną misję.
– Odmawiasz królewskiej córce? Jak śmiesz? – Nawet chusta nie ukryła rumieńca gniewu. – Mój ojciec ukarze cię za to, bądź pewny, łachudro!
– Jak długa droga prowadzi do twojego domu? – zapytał niewzruszony, kiedy księżniczka skończyła potok obelg.
  Vanita wyniośle odwróciła głowę, ale w jej oczach pojawił się błysk nadziei.
– Piechotą będzie pięć do siedmiu dni drogi. – Odparła po chwili. – Ale dzisiaj już za późno, aby wyruszyć…
– Pomogę ci, pani, przejść przez pustynię, ale później niestety będę musiał udać się w innym kierunku.
– Ty stawiasz mi warunki? Ty…
– Zanim jednak wyruszymy, muszę odnaleźć jedną rzecz. – Przerwał bezceremonialnie. – Kawałek szkiełka. Jeśli wiesz o fragmencie lusterka, który znajduje się w tej oazie, proszę, powiedz mi, a to przyspieszy moment, kiedy wyruszymy.
  Vanita zmrużyła oczy, ale nie odezwała się. Dokładnie lustrowała postać młodziana, jakby podejmując jakąś ważną decyzję w myślach.
– Mój ojciec sowicie cię wynagrodzi. – Słychać było, jak zgrzytnęły jej zęby, a oczy ciskały pioruny, jednak starała się złagodzić ton głosu. – Tylko głupiec nie skorzystałby z takiej okazji.
– Mans z rodu głupców. – Pochylił się, przyciskając dłoń do piersi i bezczelnie szczerząc zęby. Szybko wyrobił sobie zdanie o Vanicie. – Niestety, do usług jedynie jako przewodnik po pustyni. Chętnie wysłucham twojej historii, pani, ale skoro nie potrafisz mi pomóc, sam muszę odnaleźć to, po co tutaj przybyłem. Potulnie błagam o wybaczenie. – I odwrócił się, nie zważając na okrzyki i gestykulację księżniczki.
  Wrócił do miejsca nad jeziorkiem, gdzie poprzednio koił pragnienie, usiadł w cieniu i wyciągnął mapę. Nie zdążył jej rozwinąć, gdy usłyszał szelest materiału.
– Tego szukasz?
  W wyciągniętej dłoni ujrzał poszukiwany przedmiot. Odruchowo sięgnął po niego, a Vanita błyskawicznie zabrała rękę, wyciągając drugą z zakrzywionym sztyletem.
– Nawet się nie waż. – Świst przeciął powietrze. – To podarunek na piętnaste urodziny od ojca. Jest wykonany ze stali mormundzkiej i w serce wchodzi jak w masło. A miałam dobrego nauczyciela.
– Czego żądasz w zamian? – zapytał, znając odpowiedź.
– Kiedy dostarczysz mnie bezpiecznie do zamku, będzie twój. – Cofnęła broń, nie czekając na odpowiedź. – Wyruszamy rano.
  Mans wstał, szukając szybko jakiegoś pomysłu w myślach.
– To jest fragment lusterka mojej siostry, księżniczki Lilien z rodu Luthionów. Jedyna pamiątka, jaka mi po niej została. – Zaryzykował, grając na kobiecych uczuciach.
  Vanita przystanęła, jednak ciągle zwrócona była plecami do Mansa. Po chwili rzuciła, unosząc głowę, lecz nie odwracając się:
– Tym szybciej mnie doprowadzisz do zamku. Gdy zobaczysz moją twarz, oddam ci lusterko. Książę.
  Kiedy odeszła, Pan Dwóch Wagaronów osunął się na ziemię, opierając o pień. Szaleńcze tempo i nadmiar emocji ostatnich dni dały mu się we znaki. Chciał jeszcze rozważyć, co mu czynić należy, wymyślić jakąś alternatywę, ale ledwo przymknął powieki, usnął.
  Gdy noc chłodnym płaszczem omiotła oazę, do śpiącego powolnym krokiem zbliżyła się kobieca postać. Wahała się przez moment, ale potem szybkim gestem zarzuciła pled na leżącego młodzieńca. Żar pustyni rządził za dnia, kiedy jednak słońce chowało się za horyzontem, temperatura gwałtownie spadała. Ten obcy przybysz najwyraźniej nie poznał jeszcze tutejszego klimatu. Vanita usiadła opodal, wpatrując się w przystojną twarz Mansa. Tym razem księżniczka opatulona była ciepłym kocem. Nie mogła usnąć w swoim namiocie i w odruchu współczucia dla kogoś równego jej stanem, zdobyła się na bohaterski jak na nią uczynek. Pomogła.
  Wróciła myślami do chwili, od której zaczęła się historia jej przymusowego pobytu w środku tego piaszczystego piekła. Dumała przez chwilę, potem oddaliła się nieco, wyciągnęła fragment lusterka, poświeciła świecą i spojrzała we własne odbicie. Ze złością rzuciła szkiełkiem w piasek. Nic się nie zmieniło. Ukryła twarz w dłoniach, pochlipując. Gdy uspokoiła się nieco, oświetliła okolicę i odnalazła tak pożądany przez przybysza przedmiot. Dla nie był tutaj również bardzo cenny i nie zamierzała go oddawać, w tym miejscu nie było go czym zastąpić. Jeziorko nie było wystarczająco przejrzyste i tafla wody za mało wyraźna. W zamku znajdowało się mnóstwo zwierciadeł, tam stanie się bezużyteczny. Najpierw jednak musi wrócić do domu.
  Kiedy słońce zaczęło pojawiać się za horyzontem, Mans poczuł szarpnięcie za ramię.
– Wstawaj! Pora ruszać.
  Potrzebował chwili, aby zrozumieć, gdzie się znajduje. Usiadł, przecierając oczy. Przed nim stała Vanita, podobnie jak poprzedniego dnia szczelnie owinięta lnianą tkaniną.
  Mans miał właśnie przebąknąć o śniadaniu, jednak księżniczka go uprzedziła.
– Zjedz coś szybko, a potem zabierz moje rzeczy z namiotu. – Wskazała ręką. – Będą tam czekać. – I oddaliła się, nie czekając na odpowiedź.
  Młodzieniec wydobył skąpe zapasy, posilił się, po czym uzupełnił braki owocami i wodą z jeziorka. Po szybkiej ablucji podszedł do prowizorycznego schronienia, gdzie pod dwoma płachtami wspierającymi się na wbitych palach siedziała Vanita.
– Obiecujesz, że oddasz mi lusterko?
– Słowo księżniczki wypowiedziane raz wystarczy za potwierdzenie. Jak tylko zobaczę bramę zamku, będziesz mógł odebrać nagrodę.
  Spakowali się i opuścili bezpieczny skrawek przestrzeni. Początkowo szli w milczeniu. Jednak ciekawość niewiasty pokonała wyniosłość.
– Co stało się z twoją siostrą? – Brązowe oczy skierowały się na twarz towarzysza.
– To długa i zawiła historia.
– Ta wędrówka też nie będzie krótka.
– Zgodzę się opowiedzieć, jeśli i ty później zdradzisz własną.
  Vanita zacisnęła powieki. Nie przywykła do stawiania warunków. Po chwili jednak odezwała się pojednawczo.
– Niech będzie, opowiadaj książę.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Carvedilol · dnia 06.10.2020 14:03 · Czytań: 377 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mozets
02/12/2021 21:54
Poetyckie świadectwo wiary. Yaro porusza tutaj kilka… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 20:17
Cześć, Kilka uwag zupełnie " sine ira et studio"… »
AntoniGrycuk
02/12/2021 20:16
Hej, a mnie się bardzo podoba. Tyle jest wśród nas… »
Yaro
02/12/2021 19:32
Mój Bóg jest moim Bogiem:) Dziękuję Michał dziękuję… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 18:09
Wiersz w moim przekonaniu doskonały. Zastanawia szczególnie… »
mike17
02/12/2021 17:32
Bo to tak jest, że im bardziej szukasz Boga, On łatwiej cię… »
Marek Adam Grabowski
02/12/2021 16:10
Piszesz:" Będę wdzięczny za szczere i otwarte… »
mozets
02/12/2021 16:07
Proszę o uwagi, po poprawieniu tekstu. Na pewno coś tam… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 15:20
Bardzo "malarski" tekst, w takim znaczeniu, że… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 13:49
Bardzo nostalgiczny, krótki, a mieszczący w sobie dużo… »
liathia
02/12/2021 13:35
Bardzo Wam dziękuję za poczytanie, i komentarze.… »
Jacek Londyn
02/12/2021 12:31
Dzień dobry. Zacznę od ważnej rzeczy - lewactwa w tekście… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 10:42
Może i tak. Przynajmniej rym robi się dzięki temu… »
Lilah
02/12/2021 10:19
Albo - tłum aniołów świętych ???? »
Afrodyta
01/12/2021 22:24
Wodniczko, dziękuję za odwiedziny i za to, że podzieliłaś… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/11/2021 14:27
  • Ze względu na małe zainteresowanie MUZO WENAMI 10 przedłużam czas nadsyłania prac do 15-go grudnia. [link] Życzę weny i lekkiego pióra :)
  • AntoniGrycuk
  • 13/11/2021 11:31
  • Czy ktoś ma pojęcie o wyobrażeniu, gdzie znajdę listę aktualnych czasopism (też internetowych), gdzie warto publikować? Nie mówię o portalach literackich. Dzięki.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2021 22:18
  • Na czyjąś prośbę zamieszczam link do konkursu: [link] Ja w tym roku nie biorę udziału. Należy napisać tekst z jedną z kilku dzielnic Wwy.
  • mike17
  • 09/11/2021 15:15
  • Przypominam, że pozostał jeszcze cały tydzień, by nadesłać pracę konkursową. Weźcie się w garść i piszcie ;) [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 17:15
  • Apisie - wiem i niestety zgadzam się z Twoją opinią - tak jest znów, kolejna "fala"
  • ApisTaur
  • 07/11/2021 16:12
  • Zbyszku. Oczywiście pisałem to do Ciebie, lecz nie o Tobie.:)
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 16:01
  • Apisie -na szczęście nas obu to, o czym pisałeś, zwracając się do mnie, nie dotyczy. ;-}
  • Kazjuno
  • 06/11/2021 18:51
  • Dzięki za miłe komentarze pod recenzją "Buntownika" M. Grabowskiego. Na końcu komentarzy odpowiadam, indywidualnie Joli S. i każdemu z komentujących. Pozdrawiam cały PP
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas