Magnethion 13/16 - Carvedilol
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Magnethion 13/16
A A A
Od autora: Baśń dla młodzieży

                                          NIEPRZEPASTNE MORZE

 
  Mans rytmicznie wprowadzał wiosła w ruch. Czuł się niczym galernik, dla którego od tej czynności zależy jego życie. Drewniane płaty energicznie cięły morską powierzchnię, by z bryzgiem fal wynurzyć się po chwili i ponowić atak. Mięśnie młodzieńca piekły, paliły wręcz, ale tak długo, jak palce nie zdrętwiały mu całkowicie, nie robił przerw.
  Kiedy dotarł nad turkusowe morze, w pierwszej chwili oniemiał z zachwytu, by za moment z osłupieniem wpatrywać się w bezgraniczną przestrzeń przed sobą. Gdzieś tam ma odnaleźć ostatni fragment lustra, ale przecież nie jest ptakiem, ani rybą. Jak ma mu się udać wpław przemierzać tak wielki obszar? Na szczęście przygnębienie nie trwało długo. Usłyszał w oddali nawoływanie i gdy odwrócił głowę i zrobił z dłoni daszek, ujrzał machającą do niego postać. Okazało się, że to zamieszkujący nieopodal rybak. Transakcja poszła sprawnie dzięki jednej złotej monecie. Starszy, rudobrody mężczyzna świecący pustkami uzębienia, z brudno brązową opalenizną był mało gadatliwy, ale kolejna drobna brzęcząca zachęta nieco rozwiązała mu język.
– Panie, szczodryś pan jest – rzekł, siadając na spróchniałej beczułce i wyciągając fajkę. – To ja szczerze powiem, jak sprawy się mają. Nikt jeszcze nigdzie nie dotarł, wypływając w to Nieprzepastne Morze, a wielu nie wróciło. I ja odradzam.
– I nie ma tam nic? Jakiejś wyspy, skały? – Dociekał zdruzgotany Pan Dwóch Wagaronów.
– Wyspy są, a owszem! – Zarechotał, nabijając cybuch. – Całe pięć. Ale nic na nich nie znajdziecie.
– Byłeś tam?
– Byłem w pobliżu, ale więcej tam zdradzieckich skał wokół, niż włosów na mojej głowie. – Wskazał na przerzedzoną już kępę długawych strąków. – Prędzej baba z babą słowa nie zamienią, jak się spotkają, niż za pierwszym razem trafić idzie na bezpieczną drogę.
– A skąd wiesz, że taka istnieje?
– Był taki jeden, który ponoć postawił nogę na jednej z wysp i wrócił.
– I co opowiadał? – Mans wyciągnął kolejną monetę. – Mów prawdę, a dostaniesz drugie tyle.
– Ano, skarbów żadnych nie znalazł. Ino palmy, chaszcze i piasek. Nawet zwierza żadnego nie spotkał, jeśli wierzyć jego słowom.
– Dawno to było?
– A z pięć wiosen temu, szlachetny panie.
– A czy opowiedział, jak się tam bezpiecznie dostać? – Zapytał z nadzieją, potrząsając sakiewką.
– Ano, opowiedział. – Pyknął i wydmuchał parę obłoczków. – Ale już taki był po nim, który popłynął według wskazówek i tyle go widzieli.
– A ty, nie próbowałeś?
– Ja jestem rybakiem, nie poszukiwaczem skarbów. – Wykrzywił usta w grymasie irytacji. – Złota nie szukam, życie mi milsze – rzekł z błyskiem w oczach skierowanych na woreczek, niosącym kłam słowom.
  I do tego kłamcą i tchórzem – dopowiedział w myślach Mans. Na głos zaś rzekł:
– Kolejna złota moneta, jeśli wskażesz mi ową wyspę na mapie i powiesz, jak się tam dostać.
  Wyciągnął rulon i po chwili z westchnieniem ulgi spoglądał, jak brudny palec z długim, czarnawym i łukowato wygiętym paznokciem wędruje na punkt z migocącym ognikiem.
– Jesteś pewien?
– Żebym tak żadnej ryby w życiu już nie złapał, jak kłamię! – Uderzył się w wypiętą pierś. – To ta.
  Po tej konwersacji Mans wskoczył do świeżo wynajętej łódki i dzięki pomocy rybaka odbił od brzegu. Nie wiedział, czy potrafi pływać, nie pamiętał tego, ale wiosłowanie nie wydawało mu się skomplikowane. Kiedy jednak monotonna praca zmusiła go do pierwszego odpoczynku i odwrócił głowę, ze zdziwieniem zobaczył, że oddalił się jedynie na jakieś stu chłopa i jest w stanie dostrzec, co robi rybak na brzegu.
  Od tego momentu wydawało mu się, że minęły wieki, ale odgadując po wędrówce słońca, nie minęło pół dnia jeszcze. Od czasu do czasu sprawdzał położenie i kierunek wojażu, korzystając z kompasu, który dostał na drogę za kolejną opłatą.
  Nie było na czym skupić wzroku, więc bezwiednie myśli Mansa wracały do ostatniej wizji, zestawiając ją z poprzednimi.
  Jakże się uprzednio mylił, sądząc, że to Danton uratował Magnethion. Zginął biedak, zanim siadł na tronie (z mojej winy! z mojej winy! – tłukło mu się za każdym razem w duszy), to najmłodsza Lilien wzięła ciężar na swoje barki. W przeciwieństwie do niego, Trymona, zrobiła, co należało. Ale on, Mans, zrobi wszystko, aby odkupić własne grzechy i zostawić poprzednie imię i uczynki, jako zakończony etap z dalekiej przeszłości. Stać się Mansem, najlichszym z lichych w królestwie Magnethionu, byle móc w nim żyć i być jego częścią. A jeśli inni zobaczą jego przemianę, to kto wie, może znajdzie się ktoś, kto go pokocha (tu bezwiednie przed oczami stanęła mu machająca na pożegnanie Agneth) pomimo strasznych czynów, których dokonał sto lat temu.
  Przypomniał sobie moment, kiedy Lilien rozprowadzała pięć fragmentów lusterka na mapie. Jak potem czarowała i szkiełka zniknęły, a w ich miejscu pojawiły się ogniki. Kochana siostrzyczka, zdawałoby się jeszcze dziecko, a jakąż mądrością się wykazała. Umieściła wskazówki, aby sklecić tragiczną przeszłość brata w jedno. Czy celowo rozbiła ją na części? Czy obawiała się, jak zareaguję na całą prawdę od razu? Może słusznie przewidywała, że załamałbym się, a rozdzielając i dawkując informacje, dała mi czas na przetrawienie i pogodzenie się z prawdą. Czy to ona mnie uśpiła? Czy to Lilien odebrała mi pamięć? I co się z nią stało potem?
  Mans ze złością uderzał wiosłami w spokojną powierzchnię wody. Gdyby nie świadomość, że w jego rękach spoczywa przyszłość Magnethionu, sam najchętniej wskoczyłby do morza i już nigdy nie wypłynął.
  I jeszcze ta prawie niewidoczna postać. Mans nie miał wątpliwości, co zobaczył. Zarys wysokiej, smukłej sylwetki. Kojarzyła mu się jednoznacznie, bo gdy otworzył oczy po „śnie”, pierwszym wspomnieniem były dwie identyczne, rozmyte sylwetki. Domyślał się nawet, co uczyniła Lilien, kiedy wymawiała zaklęcia nad czołem Dantona, gdy wizja się rozmywała. Musiała przechwycić jego Wagarona i przekazać go w jakiś sposób Trymonowi. Pewnie dzięki temu będę miał szansę usiąść na tronie, ponieważ Danton tego nie uczynił. Wykorzystam jego Wagarona.
  Prawda została prawie całkowicie odkryta, cóż zatem skrywa ostatni, piąty fragment? Mans miał jeszcze parę pytań bez odpowiedzi. Co się z nim stało po tym, jak wywołał bestię? Dlaczego zginął Danton, a nie on? I z kim przyjdzie mu się zmierzyć? Czy owo „zło” chodzi jeszcze po świecie, czy nie czyha na niego? Może nie, ale i tak przed Mansem-Trymonem ważna misja. Udać się ponownie do Groty Mędrców i pójść w ślady Lilien. Tym razem się nie zawaha i skieruje prosto na miejsce Zaklinacza Przyrody.
Ciężar przewin przygniatał go, brakowało mu Wagaronów, aby omówić haniebne uczynki z przeszłości i teraźniejszości. Nie mógł drugi raz pobłądzić. Czy otrzymałby trzecią szansę?
  Przerwał tok natrętnych myśli, gdyż w oddali zamajaczył niewyraźny kształt. Powoli rósł i wtedy Mans nie miał już wątpliwości. Wyspa. Rzucił okiem na mapę, ale to nie ta, na którą zmierzał. Niemniej miał konkretny punkt odniesienia. Teraz musi zastosować się do porad rybaka. Wierzył, że pomimo odpychającego sposobu bycia, człowiek ten nie okłamał go. Może liczył, że po powrocie młodzieńca oprócz łódki dostanie jeszcze dodatkową nagrodę. Ta myśl szczególnie dodawała Mansowi otuchy. W ciągu tych księżycy od momentu przebudzenia, coraz więcej uczył się o ludzkiej naturze. Ale był w tym sprawiedliwy – nikt, tak jak on, nie wymagał potępienia, więc i on nikogo nie przekreślał. W każdym doszukiwał się dobrych cech. Nawet jeśli oczy i uszy podpowiadały co innego.
  Ominął szerokim łukiem pierwszą z wysepek, na szczęście niewielką, potem to samo uczynił przy drugiej. To na trzeciej świecił się ognik na mapie. Gdy znalazł się w pobliżu, zerknął jeszcze raz na wskazówki rybaka. Dno było tutaj usiane licznymi ostrymi skałami, które gdzieniegdzie wystawały ponad powierzchnię, w innych miejscach kryły się niebezpiecznie blisko granicy wody i powietrza.
  Było jednak zbyt głęboko, aby próbować przedostać się po dnie, które ponoć stanowiło równie nieprzyjazne dla człowieka środowisko. Odpadała także wędrówka wpław, bo bardzo silne prądy z łatwością mogłyby rzucić na skały. Istniała jednak bezpieczna droga pomiędzy tymi naturalnymi barierami. Nie należała do łatwych, gdyż trzeba było sprawnie manewrować łodzią spychaną ku wsypie, omijając skały i kierując nad dnem pozbawionym wypukłości.
  Najpierw Mans zwrócił dziób w lewo, prawie równolegle do brzegu i opłynął pół wyspy, prawie się do niej nie zbliżając. Potem ustawił łódź prostopadle, ale po paru ruchach wioseł, odbił w prawo i znowu dłuższą chwilę płynął niemalże równolegle. Usilnie wypatrywał dna, i chociaż go nie dostrzegał, to nie widział jednocześnie ostrych skalnych wypustek. Tak manewrując, przebył pas liczący około trzydziestu mężczyzn i mógł odetchnąć, gdy przed sobą miał już tylko delikatne fale, a pod łodzią dojrzał żółtobrązowe przyjazne dno.
  Kiedy drewniana łódka zaryła w przybrzeżny piach, Mans wyskoczył z okrzykiem radości i ulgi, szeroko wyciągając w górę umęczone ramiona. Ostatni wysiłek i krypa w całości znalazła się poza zasięgiem fal. Padł na plecy na ciepły i wilgotny piasek. Plaża nie była zbytnio szeroka, zresztą cała wyspa na szczęście również należała do karłowatych. Łatwiej będzie odnaleźć szkiełko.
  Podniósł się, aby wyciągnąć z wnętrza resztki pożywienia i wodę, gdy zauważył niedaleko nieco większą łódź. Posilił się szybko, a potem ruszył ku znalezisku. Wewnątrz znajdowały się męskie szaty, kompas, kilka rodzajów broni i jakieś worki.
  Nagle kątem oka dostrzegł coś na piasku w cieniu rozłożystego drzewa przy jeziorku. W pierwszej chwili pomyślał, że morze wyrzuciło na ląd małego wieloryba, w miarę jednak, jak zbliżał się do owej istoty, ogarniało go coraz większe zdumienie.
  Tajemniczym zwierzęciem okazał się wielki, nagi mężczyzna. Potężny brzuch rozlewał się na boki, tworząc liczne fałdy, niczym stopnie schodów oraz w dół, całkowicie zakrywając przyrodzenie. Okrągłe, grubaśne kończyny musiały leżeć rozchylone, bo górne wypychane były przez zatłuszczone piersi, a dolne z powodu klocowatych, słoniowatych ud rozchodziły się promieniście od tułowia. Okrągła głowa, niczym księżyc w pełni, spoczywała na kępce trawy, a szyja przykryta była czterema podbródkami. Skóra opalona na brąz usiana była licznymi czerwono sinawymi rozstępami na brzuchu udach i piersiach, co sprawiało wrażenie, jakby mężczyzna został zaatakowany przez parzące macki sporego jamochłona. Lewa dłoń sięgała do jeziorka, dzięki czemu grubas mógł koić pragnienie.
  Mans podszedł bliżej, aby sprawdzić, czy nieznajomy oddycha, gdy ten nagle otworzył oczy. Szeroki uśmiech rozjaśnił jego oblicze.
– Witaj, obcy przybyszu! – wystękał z trudem. – Po tylu miesiącach samotności ujrzeć ludzką twarz, to prawdziwy rarytas!
 
 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Carvedilol · dnia 10.10.2020 14:15 · Czytań: 377 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
valeria
01/12/2022 00:05
Jestem po prostu taką romantyczką, ułatwiam sobie ten… »
TakaJedna
30/11/2022 21:48
Bagno ma, jeśli pamiętam dobrze, inną temperaturę zamarzania… »
Dobra Cobra
30/11/2022 21:35
Pytanie jest tylko jedno: skoro mróz i wszystko skute na… »
Zdzislaw
30/11/2022 09:28
Dobra Cobro, kiedy nadchodzi jakiś kryzys, to ludzie próbują… »
Yaro
30/11/2022 09:19
Dziękuję serdecznie,:) »
wolnyduch
29/11/2022 23:05
Witaj Valerko Te listki przypomniały mi nie tylko o lecie,… »
wolnyduch
29/11/2022 22:59
Znieczulica z pewnością nie jest dobrą towarzyszką dla… »
wolnyduch
29/11/2022 22:53
Msz, jeśli mamy szukać łez, to tylko tam, gdzie płyną łzy… »
wolnyduch
29/11/2022 22:47
Wymowny, mocny wiersz, niestety wynalazcy zbrodni są nadal… »
Kazjuno
29/11/2022 22:46
D.Urbańska, też Cię serdecznie pozdrawiam! Uieszyłem się z… »
wolnyduch
29/11/2022 22:44
Witaj Jarku Wiersz pełen optymizmu, z nadzieją w tle iż… »
wolnyduch
29/11/2022 22:35
Witaj Yaro/Jarku Tak, to teksty o reinkarnacji i o… »
wolnyduch
29/11/2022 22:31
Witaj al - szamanko Miło mi, że zadałaś sobie trud… »
Kazjuno
29/11/2022 22:31
Już w trakcie czytania, podobnie jak u komentujących… »
Dobra Cobra
29/11/2022 19:50
W swoich dziełach często hołdujesz powiedzeniu: ocalić od… »
ShoutBox
  • Darcon
  • 29/11/2022 10:35
  • Hej! Jak Wam idzie przekazywanie listy artystów konkursu Malowanie Słowem? Dotarła już do ostatniego uczestnika?
  • Wiktor Orzel
  • 27/11/2022 11:29
  • Napiszę do Ciebie na pw w tej sprawie ;)
  • Dark
  • 26/11/2022 11:27
  • Witam. Dostałem ofertę z wydawnictwa Novae res na mój zbiór opowiadań. Koszty pół na pół. Ktoś się orientuje czy warto w to inwestować?
  • Darcon
  • 24/11/2022 17:35
  • Uwaga, uwaga! Zostało ostatnie wolne miejsce w konkursie "Malowanie słowem"!
  • TakaJedna
  • 24/11/2022 12:53
  • Ja oczywiście żartuję, bo w gruncie rzeczy nie ma to chyba żywotnego znaczenia, ale skoro może działać dobrze, to dam mu trochę czasu ;)
  • Wiktor Orzel
  • 24/11/2022 12:49
  • Silnik portalu potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby wszystko przemielić, żeby dane były jeszcze bliższe prawdy. ;)
  • TakaJedna
  • 24/11/2022 12:45
  • Nie żebym narzekała, ale byłam online przed chwilą, a pokazuje, że po raz ostatni byłam o 9:34. ;)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas