Country and western, cz. 1 - Dobra Cobra
Proza » Inne » Country and western, cz. 1
A A A
Od autora: Dobra Cobra przedstawia opowieść z topornego i dzikiego pogranicza, gdzie rządzą: krzepa, wola przeżycia, pomysłowość i tradycja. Gdzie malutcy się nie liczą, a wszyscy żyją po coś, choć tak dokładnie to nie wiadomo po co.

   Do domu - po niedługiej tułaczce nie wiadomo gdzie - nagle znikąd powrócił pan Elliott… znikąd. Był, później go krótko nie było, a teraz znowu się pojawił. Robił już tak kilka razy w swoim życiu i nikt nie wiedział dlaczego?

Złachany trudami podróży, z trudem posuwając nogami wszedł do hotelu i spytał o wolny pokój. Po czym z dużym kluczem na wstążce udał się na górę, odrzucając po drodze propozycję jednej z dziewcząt, która na schodach zaproponowała mu swoje towarzystwo. Nie odwracając się na antresoli, by obrzucić konfetti zgromadzone na dole towarzystwo, cicho zamknął za sobą drzwi.

Z napięciem na twarzy obserwował go pewien pokerzysta, grający z kompanami w karty przy stoliku. Znał dobrze tego faceta. I doskonale wiedział, dlaczego musiał odejść. Szczytem rozbestwienia, braku ambicji i honoru był fakt, że jednak znów wrócił. Nie tak nakazywał honor i tradycja miasteczka. Oprócz niego Stamtąd nikt jeszcze nigdy nie wrócił.

Gracz zaczął nerwowo skubać siwą brodę, a jego myśli odleciały daleko. Z tego powodu nie mógł skupić się na grze, w wyniku czego w kilku rozdaniach przegrał całe dwadzieścia centów.

 

Dobra Cobra przedstawia opowieść z topornego i dzikiego pogranicza, gdzie rządzą: krzepa, wola przeżycia, pomysłowość i tradycja. Gdzie malutcy się nie liczą, a wszyscy żyją po coś, choć tak dokładnie to nie wiadomo po co, pt

Country and western,

czyli ze wsi gdzieś na zachodzie.

Część 1

Sklepu spożywczego się nigdy nie zamyka.

Czechosłowacki serial Kobieta za ladą.

 

   Panienka Melissa – urocze młode dziewczę o długich nogach – brała dziś ślub. Przygotowania do uroczystości weszły właśnie w fazę końcową. Jednak nawet przyzwyczajone oko raziły w tym wypadku skojarzenia pogańskich obrządków zmieszane z purytańską wręcz skromnością. Prowadzono tu cichą, podstępną grę, polegającą na stworzeniu obłudnej otoczki, która podkreślała znaczenie dramatycznej ofiary, którą niebawem miała ponieść dziewczyna. Nieświadome dziecko przygotowywano do odegrania roli konsekrowanej, ślepo wierząc, że to zaślubiny. Subtelność osób dorosłych była zabarwiona wyraźnie lekkim sadyzmem.

Miło było obserwować niewinną pannę młodą, która tak do końca nie wiedziała, co ma ją za chwilę spotkać. W naiwnej bezradności Melissy tkwił wszak jej nieprzeparty urok.

 

   Pan Mark – szanowany obywatel miasteczka – poprawił odświętną marynarkę, włożył do klapy świeżo zerwany kwiat, bo też został zaproszony na ślub i mające po nim nastąpić wesele. Poprawiając krawat rozmyślał, że może fajnie by było być biseksualistą. No, bo i to, i to – nie ma żadnych ograniczeń, A tym bardziej stresu. Tylko... no właśnie: przecież z całą pewnością nie chciałby pieścić żadnych obleśnie grubych i spoconych osobników. Bo chyba nie na tym polega ta cała wolność, żeby podczas zbliżenia zatykać nos i obłapiać mokre ciało, porośnięte na dodatek… gęstym męskim puchem owłosienia. W wolniejszej chwili będzie musiał dokładniej sprawdzić zasady bycia bi. A może… najzwyczajniej nie nadawał się na wielopłciowca?

Jedyną przeszkodą dla innego bi – osobnika, czy osobniczki – mogło być tylko kalectwo pana Marka. Od dawna miał zniekształconą od wypadku twarz i jak przychodzili goście, lub gdy musiał gdzieś wyjść, zawsze zakładał na głowę gazetę lub nieekologiczną, plastikową reklamówkę. Z tak ohydnym oszpeceniem raczej nie miał szans na zaznanie szczęścia w miłości – homo, hetero czy bi – co potwierdzała jego wieloletnia samotność. 

Gdy odwrócił głowę od lustra, znienacka ktoś złapał go za szyję i brutalnie pociągnął do góry. W przedśmiertnym wstrząsie pan Mark rozpoznał dobrze mu znanego z widzenia oprawcę, lecz tę informacje zabrał ze sobą w zaświaty. 

 

*

   Józef Cycuś – człowiek z czarnym wąsem, upodabniającym go do legendarnego Cygana Tvali, mieszkającego nad płynącym niedaleko Oradei potokiem Szybki Keresz – nabierał coraz większej pewności, że żona go podtruwa. Ale mogły to też być niepożądane skutki zażywania tabletek, przepisanych ostatnio przez lekarza. Przecież na ulotce wyraźnie przestrzegano przed ewentualnymi zwrotami głowy, zaburzeniami rytmu serca, bólem żołądka, nudnościami, biegunką, trudnością w oddychaniu, świądem, opryszczką, dzwonieniem w uszach, niestrawnością i jeszcze paroma innymi objawami złej tolerancji leku.

Ale należało też założyć, że małżonka go jednak podtruwa!

Od kilku dni w łazience panował taki dość specyficzny odór, który był wyczuwalny za każdym razem, kiedy tylko tam wchodził. Zastosowała z pewnością jakiś skuteczny nawóz o przyjemnie słodkawym zapachu śmierci. Może żona miała go już dość, o czym przecież nie raz dawała do zrozumienia w najdrastyczniejszych chwilach małżeńskich kłótni. Nie tolerowała bowiem jego przeklinania, a on mimochodem zawsze potrafił rzucić wiąchą, gdy tylko coś mu się nie udawało lub nie szło po jego myśli. A w farmerstwie co i rusz los rzucał człowiekowi kłody pod nogi i stwarzał nowe problemy. I stąd brały się niesnaski, które później przeradzały się w krzyki, rzucanie garnkami, tłuczenie stołowej zastawy i wysypywanie mąki na wykładzinę dywanową.

Cycuś wychylił szyję i wyjrzał przez okno. 

 

*

   Pan Elliott Znikąd wyszedł z hotelu na wieczorny spacer i mimochodem obserwował ślub, odbywający się z tyłu domu rodziców panienki Melissy. Panna młoda najwyraźniej miała mętne wyobrażenie o tym, co ją miało za chwilę spotkać. Jednak za żadne skarby świata nie chciała, by ją pouczano - młode osoby, mimo braku tak ważnego życiowego doświadczenia, zawsze pragną brać życie w swoje ręce.

Dziewczyna wiedziała coś nie coś o rytuale nocy poślubnej z opowieści, słów rzucanych niebacznie przez starsze kobiety, a także z przerażających wersetów Biblii, czytanych w kościele. Matka nigdy nie rozmawiała z nią na ten temat, dając jej tylko od czasu do czasu do myślenia pewnymi aluzjami.

– Nie żałuj sobie szampana wieczorem – szepnęła jej do ucha jedna ze starych ciotek.

Po co to powiedziała? By przestraszyć Melissę i zepsuć jej szczęśliwą chwilę wejścia w dorosłość? Z bezsilności, że wreszcie wyrwie się spod rodzicielskiej władzy i będzie mogła robić, co tylko zechce? A może… ze zwykłej babskiej zazdrości?

Panienka Melissa była w gruncie rzeczy wrażliwą istotą z pobudliwą wyobraźnią i czułymi nerwami. Nie dawała tego po sobie poznać, ale wewnątrz szarpał nią lęk i bolesna niepewność przed najbliższą przyszłością.

Na poły oszalała ze strachu przed tym, co nieuniknienie miało nadejść, stąpała powoli schodami, prowadzącymi do pokoju, w którym miała po raz pierwszy bliżej poznać swego męża. 

 

*

   Józef Cycuś juz trzecią godzinę ślęczał na klawiaturą komputera, próbując napisać do Głosu Tylżyckiego recenzję pewnej bardzo dawno wydanej książki, napisanej przez pewnego wielkiego prozaika XX wieku. Na początku artykułu Cycuś postanowił użyć fragmentu powieści:

„ – Boże święty! wykrzyknęła Rosa Cabarcas, usłyszawszy mój głos – myślałam, że utonąłeś. (…) I tak, mam upatrzoną inną dziewczynę, trochę starszą, śliczną i też dziewicę. Jej tata chce ją wymienić na dom, ale coś niecoś możemy jeszcze utargować.”

Dobre otwarcie – pomyślał Cycuś ucieszony.

W przerwach pomiędzy zajęciami zawodowymi mężczyzna próbował przybliżać czytelnikom tej zasłużonej na lokalnym rynku gazety wybrany dorobek ikonicznych postaci kultury i sztuki. Taką bowiem życiową misję sobie wymyślił – nieść kaganek oświaty pod strzechy.

– Ale co dalej? – zastanawiał się – Może jakoś tak…

„ Który z facetów choć raz w życiu nie marzył, aby mieć romans z młodszą? Czy li tylko z powodu chęci przeżycia raz jeszcze młodości – do której przecież nie ma już powrotu? Młodsze panie wierzą w niestworzone rzeczy, opowiadane przez mężczyznę, i przeżywają bardziej, angażując się w romans całą sobą. Są bardziej oddane, ufne, przypruszone pyłkiem niewiedzy i szczyptą naiwności, co z dodatkiem nieśmiałości wywołuje wielce energetyczną reakcję pomiędzy osobami płci przeciwnych.”

I może dalej w tę stronę?

„ Oczywiście jest to opis stanu sprzed wynalezienia platform społecznościowych, które zawróciły kobietom w głowach tak skutecznie, że panie zaczęły przemawiać swoim językiem i teraz same decydują o sobie. Co – jak wiadomo – jest powodem wielu nieporozumień, niestałości i dramatów, które prostą drogą prowadzą do wielkiego cierpienia rodu męskiego. I prostą drogą mogą prowadzić do wyginięciem gatunku ludzkiego.”

- Nie, chyba jednak nie – pomyślał. Przecież w recenzji chodzi o oddanie hołdu twórcy, a nie prowadzenie li tylko czczych dywagacji na temat przyszłości planety. To jednak nie fantastyka naukowa. Zawstydzony szybko wykasował to zdanie.

A i każda niewiasta także pragnie zbliżenia, o których narrator opowiadania mówi w pewnym miejscu: – Moje możliwości seksualne zależały w dużej mierze nie tyle ode mnie, ile od kobiet, a one, jeśli chcą, świetnie wiedzą co, jak i dlaczego. Może tam szukać odpowiedzi na istotne, zawarte w opowieści pytania: Dlaczego mężczyźni zdradzają i idą do młodszej?

Tak było lepiej. Cycuś czknął głucho i pomyślał, że żona chyba istotnie to podtruwała. Dziś ubrała mu nową pościel – od pewnego czasu spali bowiem osobno – a ta pachniała takim dziwnie zdradliwym, słodkawym zapaszkiem, podobnym do zapachu migdałów. 

 

*

   Zszokowana i obolała panienka Melissa cicho wykradła się z pokoju, zostawiając w nim chrapiącego, uśmiechniętego przez sen zadowolonego z siebie męża. Podarta ślubna sukienka sprawiła, że myśl o powrocie do zimnej sypialni – niby do klatki, by znów być poddaną cielesnej torturze – przyprawiła ją o dreszcze. W tej nocnej chwili wydało jej się, że wcale nie kocha swego wybranka – a właściwie swojego o nim wyobrażenia – bo tej nocy pożycie cielesne wydało jej się czymś wstrętnym i strasznym. A na dodatek ten dojmujący ból, gdy panicz Pendergast położył się na niej, by po chwili – niczym wilk – zadać śmiertelny cios nieruchomej ze strachu… kurze.

Na tyłach domu Melissa natknęła się na przykryty brezentem metalowy stół z żelaznymi obejmami na nogi. Gdy zrzuciła plandekę, jej przerażonym oczom ukazał się zestaw ostrych noży rzeźnickich, wiaderko na wnętrzności i maszyna do opalania skóry.

Dopiero teraz zrozumiała, jaką rolę miała odegrać w tym przedstawieniu. To dlatego w ich miasteczku tyle młodych dziewcząt znikało zaraz po ślubnych ceremoniach.

Pod osłoną nocy Melissa przemknęła w stronę jej tylko znanej zarośniętej pokrzywami dziury w płocie. Po chwili wpadła do niedaleko przepływającej rzeki i próbowała lodowatą wodą, płynącą z wyżyn, zmyć z siebie lepiące pozostałości poślubnej nocy. Rozdygotana z powodu rozdzierającego bólu ciała i duszy miała tylko jedno pragnienie - uciec stamtąd jak najdalej. Odwiązała starą łódź, pchnęła ją w środek nurtu rzeki i wskoczyła do środka. Po czym prawie nieprzytomna położyła się na dnie łodzi i skryła głowę za burtą. 

 

*

   W ciemnościach nocy znienacka rozbłysł pożar - zapaleniu uległ dom, gdzie bawili się goście. Zaraz wybuchła wielka panika i wszyscy zaczęli uciekać przed siebie. Pani Alene pobiegła w płomienie na górę, chcąc ratować córkę. Wpada do pokoju, który na tę noc dostała młoda para, ale leżał tam tylko panicz Pendergast, z wielką krwawą raną na głowie, próbujący wyskoczyć przez zamknięte okno.

Lichy strop uległ natychmiastowemu zawaleniu, pociągając w czeluść ognia na wpół oszalałą ze strachu matkę panienki Melissy.

 

*

   Wszyscy szukali Pani Alene, jej mąż – Pan Butch – także gdzieś zaginął, a ranny panicz Pendergast płakał w niebogłosy obok pogorzeliska. Bezskutecznie starano się znaleźć także ciało panienki Melissy.

– Teraz nas wszystkich wykończą – szepnął przerażony Pendergast. – Nie dostaną ofiary na czas i wtedy przyjdą po nas – dodał, z oszalałym niepokojem wpatrując się w co raz bardziej jaśniejący horyzont. Dziś przed wschodem słońca koniecznie musiała zostać złożona młoda ofiara… A teraz… było już na to za późno. 

 

C.d.n.

 

Dobra Cobra

listopad 2020

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dobra Cobra · dnia 20.11.2020 08:51 · Czytań: 652 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 11
Komentarze
JOLA S. dnia 20.11.2020 13:11
DoCo,
warto Cię czytać.

Pod warstwami obyczajowych detali dostajemy nieoczywistą baśń inicjacyjną pokazującą, jak trudne- jeżeli w ogóle możliwe- jest przełamanie schematów od urodzenia dla nas projektowanych.
Takich baśni potrzebujemy, a przynajmniej ja.
Wsiąkłam w Twój świat i oczekuję dalszego ciągu opowieści.

Pozdrawiam gorąco

JOLA S.
Madawydar dnia 20.11.2020 13:18
DobraCobra

Cudownie nierealny, bajkowy dramat i to w dodatku w powijakach, bo będzie trwał w dalszej, a może nawet w dalszych częściach. Teraz trzeba znaleźć kozła ofiarnego, bo ofiara uciekła. Całe szczęście, że w dzisiejszych czasach składamy ofiary wyłącznie pieniężne, a sami możemy się stać co najwyżej ofiarami losu.

Ciekawe pod względem treści i stylu.

Pozdrawiam

Mad
Dobra Cobra dnia 20.11.2020 13:22
Dalszy ciąg opowieści w gestii dobrotliwie rządzącej nam Redakcji, czyli zapewne za kilka dni.


JOLA S,

Zatem marzenia się spełniają, ulubiony autor żyje (co czasami może być przeszkodą, jak nietrudno sobie wyobrazić), a jego opowiesci dziwnej treści co pewien czas rozświetlają mroki teraźniejszości i ciemnych czasów (choć inteligentny człowiek po cywilizacji 21. wieku oczekiwałby jednak jaśniejszych wizji).


Trafiasz w sedno, nazywając docowe opowieści baśniami. W nich szak może się przejrzeć każdy z nas.


Ale czy będzie to kantrowa baśń inicjacyjna? O tym dowiemy się zapewne z drugiej części, na którą serdecznie Cię zapraszam. Oraz tradycyjnie wszystkich czytających też.


To wielki przywilej mieć tak wierną i wierzącą w siły sprawcze prozy fankę :) Gdy jesteś - świat jeszcze nie zginie.


Pozdrawiam pięknie i do zobaczenia,

Dobra Cobra

=======÷=÷÷

Madawydar,

I Ty też w gościnie u wodopoju DoCo:) Czyż środek dnia może być szczęśliwszy, spędzony na rozmowie z mądrym czytelnikiem ???

No, fajnie kombinujesz ws ciągu dalszego. Bo on nastąpi. Jednak czy w takiej formie, jakiej oczekujesz?

Bardzo ciekawie dywagujesz na temat ofiar wczoraj i dziś. Podoba mi się Twój tok rozumowania.


Super, że wpadłeś. Jest zaszczytem gościć. Zapraszam na cd.


Do następnego,

DoCo
Korektorka dnia 20.11.2020 13:32
Dzień dobry,

Bardzo ciekawe, tak różne historie... A co to znaczy "złachany"? Czy przypadkiem nie miało być "zmachany"?
Pozdrawiam i czekam na więcej :)
Dobra Cobra dnia 20.11.2020 14:50
Korektorko,

Słodko Cię gościć w dobrocobrowych progach. Tu znajdziesz przedziwne opowiesci oraz zaskakujące zwroty akcji.

Będzie więcej.


Pięknie jest odpowiedzieć na Twoje pytanie dotyczące złachanego. Tak można powiedzieć np o psie, który wrócił z rajzy, lub o facecie po całonocnym piciu wodki i po kurwach.

Zmachany to co najwyżej zmęczony. Złachany to poziom wyżej.

Słownik języka polskiego przychodzi nam z ostateczną pomocą. Według niego: ""Złachany znaczy też (potocznie): bardzo się czymś zmęczyć. Np. "przybiegł ku nam złachany, że aż strach"".


Zapewniam, że Twoje oczekiwanie nie pójdzie na marne, ciąg dalszy już czeka na publikację . W międzyczasie możesz spróbować innych wybitnych dań że stajni Dobrej Dobry. Jest ich doprawdy dużo.

https://www.portal-pisarski.pl/profil/dobra-cobra


Dziękuję za wizytę, zapraszam w przyszłości. Bliższej lub dalszej. Zawsze będziesz miłe widzianą.

DoCo
Kazjuno dnia 21.11.2020 09:33 Ocena: Świetne!
Dobra Cobro, gdyby nie moje gołębie serce, pewnie skręcałbym się z zazdrości. Piszesz fantastycznie, choć daleko tej powieści do miana fantastyczno-naukowej, czyli SF. Uwielbiam twoje poczucie humoru. Kłaniam się nisko, gotowy żeby flanelką wyczyścić do połysku twoje szpiczaste lakierki.

Jednak ze swoją gołębią dobrocią trochę przesadziłem. Przeszyła mnie zazdrość, że tak swobodnie i dobrze piszesz i aż podskoczyłem z uciechy, kiedy wskoczył mi do głowy chochlik zawiści:
"Nie tylko u siebie, też w nieskazitelnej prozie Dobrej Cobry znalazłem usterkę, więc ON - Dobra Cobra - nie jest ucieleśnieniem doskonałości"!
Aż zaklaskałem z radości. Nie! Wcale nie muszę Cobrze czyścić flanelką lakierków Byłbym się poniżył na oczach JEGO wielbicieli.

Wrednie zachichotałem

Cytat:
by ob­rzu­cić zgro­ma­dzo­ne na dole to­wa­rzy­stwo, cicho za­mknął za sobą drzwi.

Czym obrzucić? Pierzem z rozprutej poduszki? Konfetti? Może w stylu "wybitnej" liderki marszów macic pani Lempart inwektywą: Wyp***rdalać"! Choć wydaje mi się, że chodzi o spojrzenie

Cytat:
Panna młoda naj­wy­raź­niej miała męt­nie wy­obra­że­nie o tym, co ją miało za chwi­lę spo­tkać.
Raczej mętne wyobrażenie.

Jednak muszę obiektywnie stwierdzić, że ciągnąc tę opowieść, nie powinieneś poprzestać na dwóch, trzech kawałkach.
Stworzyłeś zaczyn pod niezwykle oryginalną i dającą radochę Czytelnikom powieść. Aż się prosi, żeby ganiąc twoje lenistwo, zagonić Cię do żmudnej pracy pisarskiej.

Pozdrawiam, twój fan, że tak powiem,

Kaz
Dobra Cobra dnia 21.11.2020 14:43
Mój piękny, wspaniały, niezwykle utalentowany przedmówco, kolego po amatorskim piórze.


Kazjuno,

Królu opowiesci gangsterskiej.


Twoje wizyta są jak rosa na górach Hermonu, która o poranku spada z liści na glebę, zaliczając... glebę. Bo gdzież indziej, niż na matkę Ziemię mogłyby w sumie spaść?

Dziękuję za pochwały za fantastyczne dzielo. To wszak dopiero początek, ale dobry początek to jest to, prawda? Raduje się też, iż popierasz moje zdanie w sprawie fantastyki zwanej obecnie sajens fikszyn. W tym gatunku strasznie można zryć sobie beret i dotyczy to zarówno czytelnika tego rodzaju pisania, jak i samych twórców.


Nie ma co tracić czasu na zazdrości, skoro proza wzywa. Gdyż jedynie w prozie widze odrodzenie Narodu oraz pojedynczych jednostek (to drugie ma większe szanse na zaistnienie). Czyli ergo: można trwać w zazdrości, która będzie ciągnęła do góry.

Kowalska tak miała. Była zapuszczoną babą, aż do czasu, gdy do klatki wprowadziła się lafirynda Dżaneta - można sobie wyobrazic: chuda, długie nogi, sterczace małe cycki. Więc Kowalska się samozaparła: przestała jeść, przeszła na wegetarianizm, zamieszkała w siłowni. I po roku była taka sama laska jak wyżej rzeczona wylaszczona Dżaneta.


Niestety ta historia zakończyła się tragicznie: mimo osiągnięcia celu organizm Kowalskiej nie wytrzymał drakońskich warunków i zmarła biedaczyna na atak serca z powodu wycienczenia.

Jak więc widać na tym przykładzie wszystko jest dobre, póki jest w rozsądnych granicach.

Takowej zazdrości Ci zatem życzę.



Co do strasznie haniebnej literówki, za którą wybacz i błagam o wybaczenie, masz rację.

Co do : obrzucił - bardzo, ale to straszliwie bardzo spodobała mi się Twoja sugestia o konfetti. Dokładnie tego mi brakowało! Tworząc dzielo wcale nie wiedziałem, co tam można wstawić, A nawet zostawiłem to tak, jak było aż do czasu, gdy dopiero Ty dojrzałeś te niezręczność.

Więc wstawiłem tak do tekstu, ufam, że czytając to zdanie poczujesz i zrozumiesz swój wielki wkład w dzieło DoCo


Pięknie było Cię gościć w domowych progach, dziękuję za wielce konstruktywny komentarz i piękne słowa w nim zawarte.

Do następnego, Kaz,


Dobra Cobra
Kazjuno dnia 21.11.2020 16:02 Ocena: Świetne!
Wielkie dzięki za tak sympatyczną i napęczniałą niepowtarzalnym TWOIM poczuciem humoru, ocenę komentarza. Aż parsknąłem wesołością, czytając o rzuconej garści konfetti, nawet pasuje (ad absurdum) do Twojego stylu.
Osobiście napisałbym: "dostrzegając zbira głaszczącego rękojeść colta 44, ledwo się powstrzymał przed opluciem głów konsumentów saloon'u".

Ale po twojemu jest jednak lepiej.

Masz rację, przestrzegając mnie przed zgubnymi skutkami zazdrości. Przecież gdybym zaczął na siłę małpować styl Dobrej Cobry, mój plagiatorski sposób pisania, szybko zawiódłby mnie na manowce. A potem? Kto to wie? Może wpędziłbym się w rozdwojenie jaźni, skrępowany kaftanem bezpieczeństwa wylądował w zakładzie zamkniętym i dokonał żywota niczym w przytoczonej opowieści o Kowalskiej.
Więc dziękuję za przestrogę, wezmę głęboko do serca.

Pozdrawiam, zachęcając do kontynuacji książki.

PS. Pamiętam, jak dawno temu rozśmieszała mnie z bratem książka córki W. Kossaka Magdaleny Samozwaniec Błękitna Krew. Krytykował tę powieść nasz ojciec, twierdząc, że to koniunkturalny (za czasów stalinowskich) paszkwil na przedwojenne sfery ziemiańskie. Ale nie bacząc na ideowe przesłanie książeczki - bo do opasłych nie należała - zarykiwaliśmy się ze śmiechu.
Przecież Ciebie, Dobra Cobro, stać na to, aby przebić córuchnę słynnego malarza.
Dobra Cobra dnia 21.11.2020 18:32
Cytat:
"dostrzegając zbira głaszczącego rękojeść colta 44, ledwo się powstrzymał przed opluciem głów konsumentów saloon'u".

To sprawa konwencji, w jakiej się poruszamy. To moje country nad western jednak zdążą w inna stronę.


Kaz,

Nie ma co żałować stylu Dobrej Dobry, bo i po co? Masz swój: wyrazisty i coraz bardziej rozpoznawalny. A w sumie o co chodzi innego w świecie twórców?


Przytoczę tu pewna historię z annałów muzycznego szoł byznesu:

Wielkoformatowe konsole muzyczne Solid State Logic od lat 80- tych są synonimem jakości i idealnej charakterystyki dźwiękowej. Większość hitów, które znamy od dziesięcioleci, były są nadal nagrywane i później miksowane na tych konsolach, które uchodzą za synonim najlepszych na świecie. Mówi się o brzmieniu tych konsol, jako: sigificant sound - znanym, jedynym, niepowtarzalnym, rozpoznawalnym dźwięku w branży. I każdy profesjonalny muzyk i producent rozpoznaje, podobnie jak świat klasyczny Stradivariusa, kto nagrywał na konsolach SSL. A kto jednak nie.

https://www.solidstatelogic.com/our-history

Zaproszenie do świata magii: https://youtu.be/4wO-Vtrc_ow


W 1996 magazyn Billboard przyrównał konsole SSL do Rolls Royce'a, na dodatek odnotowano, że
w tymże 1996 roku przy pomocy mikserów SSL zrealizowano 83 procent hitów numer jeden na świecie.


W podobie świat prozy chce mieć twórców, którzy swą innością i oryginalnością sprawią, że ich utwory będą czytane przez żądnych nowych wrażeń czytelników.

Ty to zaczynasz mieć.


Ukłony,

DoCo

PS - będę przebijał curuchnę znanego malarza.
RonaczeK dnia 25.11.2020 23:10 Ocena: Świetne!
A to ci gagatek z tego Elliotta ale ponoć o to chodzi w dobrym odpowiadaniu by przykuć uwagę czytelnika i punkt dla ciebie. Pomysłowo zmontowane opowiadanie pisane z dość spora dozą czarnego humoru jak np. w tym miejscu: "A na dodatek ten dojmujący ból, gdy panicz Pendergast położył się na niej, by po chwili – niczym wilk – zadać śmiertelny cios nieruchomej ze strachu… kurze." No bajka poprostu no :p . Krótko mówiąc podoba się i tylko jedno małe ale otóż w tym miejscu piszesz: "Po czym prawie nieprzytomna położyła się na dnie łodzi i szczelnie skryła głowę za burtą." - szczelnie jest tu zupełnie zbędne żeby nie powiedzieć że błędne bo niby że co odcięła sobie dopływ powietrza i się udusiła?

-pozdrawiam.
Dobra Cobra dnia 26.11.2020 12:20
Cóż piękniejszego, niż pochwała doświadczonego czytelnika.

Ronaczek,

Super, że wpadłeś (aś).

Lecę za Tobą do cz. 2


Pozdrawiam,

DoCo
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mozets
02/12/2021 21:54
Poetyckie świadectwo wiary. Yaro porusza tutaj kilka… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 20:17
Cześć, Kilka uwag zupełnie " sine ira et studio"… »
AntoniGrycuk
02/12/2021 20:16
Hej, a mnie się bardzo podoba. Tyle jest wśród nas… »
Yaro
02/12/2021 19:32
Mój Bóg jest moim Bogiem:) Dziękuję Michał dziękuję… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 18:09
Wiersz w moim przekonaniu doskonały. Zastanawia szczególnie… »
mike17
02/12/2021 17:32
Bo to tak jest, że im bardziej szukasz Boga, On łatwiej cię… »
Marek Adam Grabowski
02/12/2021 16:10
Piszesz:" Będę wdzięczny za szczere i otwarte… »
mozets
02/12/2021 16:07
Proszę o uwagi, po poprawieniu tekstu. Na pewno coś tam… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 15:20
Bardzo "malarski" tekst, w takim znaczeniu, że… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 13:49
Bardzo nostalgiczny, krótki, a mieszczący w sobie dużo… »
liathia
02/12/2021 13:35
Bardzo Wam dziękuję za poczytanie, i komentarze.… »
Jacek Londyn
02/12/2021 12:31
Dzień dobry. Zacznę od ważnej rzeczy - lewactwa w tekście… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 10:42
Może i tak. Przynajmniej rym robi się dzięki temu… »
Lilah
02/12/2021 10:19
Albo - tłum aniołów świętych ???? »
Afrodyta
01/12/2021 22:24
Wodniczko, dziękuję za odwiedziny i za to, że podzieliłaś… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/11/2021 14:27
  • Ze względu na małe zainteresowanie MUZO WENAMI 10 przedłużam czas nadsyłania prac do 15-go grudnia. [link] Życzę weny i lekkiego pióra :)
  • AntoniGrycuk
  • 13/11/2021 11:31
  • Czy ktoś ma pojęcie o wyobrażeniu, gdzie znajdę listę aktualnych czasopism (też internetowych), gdzie warto publikować? Nie mówię o portalach literackich. Dzięki.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2021 22:18
  • Na czyjąś prośbę zamieszczam link do konkursu: [link] Ja w tym roku nie biorę udziału. Należy napisać tekst z jedną z kilku dzielnic Wwy.
  • mike17
  • 09/11/2021 15:15
  • Przypominam, że pozostał jeszcze cały tydzień, by nadesłać pracę konkursową. Weźcie się w garść i piszcie ;) [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 17:15
  • Apisie - wiem i niestety zgadzam się z Twoją opinią - tak jest znów, kolejna "fala"
  • ApisTaur
  • 07/11/2021 16:12
  • Zbyszku. Oczywiście pisałem to do Ciebie, lecz nie o Tobie.:)
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 16:01
  • Apisie -na szczęście nas obu to, o czym pisałeś, zwracając się do mnie, nie dotyczy. ;-}
  • Kazjuno
  • 06/11/2021 18:51
  • Dzięki za miłe komentarze pod recenzją "Buntownika" M. Grabowskiego. Na końcu komentarzy odpowiadam, indywidualnie Joli S. i każdemu z komentujących. Pozdrawiam cały PP
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas