Country and western, cz. 2 - Dobra Cobra
Proza » Inne » Country and western, cz. 2
A A A
Od autora: Dobra Cobra przedstawia opowieść z topornego i dzikiego pogranicza, gdzie rządzą: krzepa, wola przeżycia, pomysłowość i tradycja. Gdzie malutcy się nie liczą, a wszyscy żyją po coś, choć tak dokładnie to nie wiadomo po co.

   Rodzina Cycusia pochodziła z Tylżyc – miejscowości znanej z narodowej (całkiem zresztą zasłużonej) sławy sera żółtego o nazwie Tylżycki, wyrobu ogólnie znanego na rynku serów niedojrzewających – i nie takie rzeczy już widział i słyszał. Tym razem jednak harmider na podwórku był wyjątkowo nie do zniesienia. A przed chwilą Cycuś właśnie napisał najlepsze zdanie w całym swoim życiu:

Przepadasz gdzieś na dwadzieścia lat, a jak już się pojawiasz, to tylko po to, by żądać rzeczy niemożliwych – mówi wybrana do spełnienia nietypowej zachcianki, szanowana właścicielka domu schadzek, tuż przed emeryturą. – Tu jednak nie o ciebie tylko chodzi – dodaje – rzecz w tym, kto mi zapłaci za trzy lata więzienia.

Każde z bohaterów dokładnie wie, czego żąda i na co się godzi. Są starymi wyjadaczami w relacjach damsko – męskich i nie dziwi ich już chyba nic.

Czy jednak na pewno?

 

   Świtało. A głośne, sztuczne, wnerwiające dialogi dwudziestego siódmego sezonu tureckiego serialu Piękny kierowca dobiegały z salonu bez chwili przerwy. Józef walnął pięściami mocno w biurko i wybiegł do przedpokoju. Tam czekała już na niego gotowa do kolejnej konfrontacji żona, ubrana w swój ulubiony szlafrok:

– Wypadłeś mnie zabić! – krzyknęła histerycznie, podejrzewała bowiem, że jej mąż – w swojej ograniczonej łepetynie – może myśleć, że od dłuższego czasu chce go otruć.

– Co? – ryknął Cycuś, biorąc jej słowa za nieomylne potwierdzenie swoich podejrzeń. – Ty suko!

Aldona Cycuś, primo voto Jabłońska, krzyknęła po raz drugi, gdyż zobaczyła w dłoni ślubnego błyszczący nóż i zaraz pomyślała, że oto może nadciąga kres jej dni.

– Chciałem posmarować marmoladą chleb, gdy na podwórku zaczął się jakiś taki wielki harmider... – zaczął się usprawiedliwiać Jozef, wykonując przy tym nieokreślony ruch ręką i wtedy ujrzał nabrzmiałego kleszcza, wpitego w przedramię.

Miał znajomego, który od lat walczył z boleriozą. Powikłania w tej chorobie to straszna sprawa. I na dodatek bolesna. Człowiek szybko zaczyna się czuć, jakby był cieniem siebie samego.

 

Józef Cycuś potrząsnął ręką, by strząsnąć krwiopijczą bestię, ale ruchem tym strącił z komody jedynie lampę naftową, która od lat służyła za stylowe światło nocne. Rozlane paliwo szybko zajęło dywan i wysuszoną na wiór boazerię.

– Moje życie! – krzyknęła kobieta po raz trzeci i pobiegła kłusem w stronę drzwi wyjściowych.

W minutę ogień zajął matę bambusową, rozłożoną na schodach, przedpokój w drewnie, linoleum w kuchni oraz puszysty dywan w sypialni. Pożoga szybko ogarnęła cały dom, przekształcając go w jasno płonącą pochodnię. 

 

Dobra Cobra przedstawia opowieść z topornego i dzikiego pogranicza, gdzie rządzą: krzepa, wola przeżycia, pomysłowość i tradycja. Gdzie malutcy się nie liczą, a wszyscy żyją po coś, choć tak dokładnie to nie wiadomo po co, pt

Country and western,

czyli ze wsi gdzieś na zachodzie.

Część 2

Sklepu spożywczego się nigdy nie zamyka.

Czechosłowacki serial Kobieta za ladą.

 

– Józuś, to kołdra zatęchła, bom powiesiła w łazience kilka warstw pościeli jedna na drugą, a później żem przez ten wciągający serial o tym w ogóle zapomniała – pisnęła Aldona, gdy stali nad pogorzeliskiem. – Potem przyszli ci twoi goście i z tej okazji zmieniłem poszewki nam wszystkim. To i mogło ci się wydać, że coś jest nie tak i że chcę cię podtruwać.

Powiedziawszy to wtuliła się w pierś męża obfitym biustem, tak nagle nabrzmiałym z powodu nagłego przypływu pożądania, które często przychodzi niespodziewanie w chwilach najdramatyczniejszych uniesień.

– Nie sprawdziłam, kochany, czy śmierdzi i stąd nasze całe nieporozumienie. Ale wiedz, że cenię to, co robisz dla lokalnej społeczności. To przybliżanie im kultury przez wielkie K. No i jestem z ciebie dumna, bo jesteś gospodarz na schwał i z kurników potrafisz utrzymać rodzinę. Z kurników… – zawiesiła głos, patrząc na dymiące po pożodze podwórko.

Aldona z Józefem weszli do cudem ocalałej kuchni letniej i usiedli blisko siebie na stojącej tam od lat babcinej wersalce. Cycuś czuł na sobie gorące piersi żony i pomyślał, że będzie znów będzie musiał się zaspokoić w piwnicy. Bowiem już od wielu lat nie prowadzili z żoną żadnych cielesnych zbliżeń.

Józef delikatnie odsunął partnerkę dużą jak pół bochna chleba ręką i zszedł czarnymi od ognia schodami na dół. 

 

 *

   Nagle przy Aldonie Cycuś pojawił się jakiś przerażający stwór. Śmierdział siarką, miał wielki łeb, ostre zęby i zadziwiająco żywy niebieski kolor skóry.

– Ojej – krzyknęła głucho kobieta, przekonana, że po jej duszę przybył właśnie, spodziewany wcześniej czy później, wysłannik piekieł. – Kim jesteś? - spytała naiwnie.

– Jestem kosmitą – oświadczył przybyły z prostotą. – Mam na imię Kai.

Cycusiowa go nie zrozumiała. Kobiety bowiem nie zawsze łapią w lot to, co się do nich mówi.

– To nie przybywasz po mnie z piekieł?

– A co to jest: Zpiekieł?

– Ale... ty masz... duże... uszy, Kai – powiedziała po chwili głupio, gdyż wewnętrznie czuła nieprzepartą potrzebę mówienia.

– Żebym nie mógł cię lepiej słyszeć – odpowiedział warknięciem stwór nie z tego świata.

– A jakie ty masz duże... oczy.

– To po to, żebym nie mógł cię lepiej widzieć.

– Więc... tak naprawdę to po co je właściwie masz?

– Dla ozdoby, podobnie jak uszy. Jestem tak zbudowany, że patrzę i słyszę obwodowo przez piękną niebieską skórę, która pokrywa całe moje ciało.

– A jakie ty masz duże... i ostre zęby.

– Żeby cię szybko zjeść. Bo lubię zjadać ludzi – oświadczył przybyły z prostotą.

 

   Aldona podświadomie poczuła, że oto chyba właśnie dotarła do kresu swych dni. Chyba, że… szybko coś wymyśli. Wszak nie na darmo mówią, że gdzie diabeł nie może, tam babę pośle. Za wszelką cenę musiała nawiązać z Obcym jakiś bardziej bezpośredni kontakt! A potem już jakoś pójdzie.

– Ojej – zagrała va banque, przyjrzawszy się dokładnej niebieskiej istocie. – A jakiego ty masz dużego...

– No właśnie, akurat tego nie wiem, po co mam go tak wielkiego! – przerwał jej Kai z wyrzutem, który – im dłużej żył – narastał w nim coraz bardziej. 

– To chodź tu do mnie – powiedziała kojącym tonem, na który w młodości zawsze nabierała wszystkich facetów – a pomogę ci zrozumieć, po co to jest aż taaakie duże… 

Wiedziała, że czeka ją trudne zadanie, czynione w oparach niewyobrażalnie wielkiego kosmicznego smrodu, od którego aż z oczu ciekły łzy. Ale była gotowa na takie wyrzeczenie, bo czego człowiek nie zrobi, by ratować swoje życie?

 

 *

   Gdy Józef Cycuś wrócił z piwnicy i dokładnie umył ręce pod kranem, zaciekawiło go miarowe skrzypienie, dochodzące z letniej kuchni. Gdy tam wszedł jego oczom ukazała się wielce niepokojąca i zarazem dość niewygodna scena: oto na wersalce jego własna żona baraszkowała z jakimś upośledzonym, karłowatym przybłędą, pomalowany na dodatek na niebiesko. Może gdzieś w pobliżu organizowali bal przebierańców?

Na początku Cycuś pomyślał, że może zdrada mu się należy, bo ostatnimi laty unikał współżycia cielesnego, wystawiając ślubną na pokusę szukania miłości na zewnątrz. Ale zaraz potem zawrzała w nim krew, gdyż pojął, że jego żona najzwyczajniej się kurwi. I to w biały dzień! A to jest przecież zdrada, rzecz dla każdego faceta niewybaczalna!

Pod wpływem wielkiego uniesienia nerwowego mężczyzna chwycił za dubeltówkę, wiszącą nad komodą, załadował dwa śrutowe naboje, pociągnął za kurki i wycelowawszy w plecy fagasa, pociągnął za spust.

Histeryczny krzyk kobiety – a także widzenie obwodowe – ostrzegły Kaia przed niebezpieczeństwem. Potwór w mgnieniu oka odwrócił się i wbił duże przyrodzenie prosto w serce atakującego go mężczyzny.

– A, to po to je mam! – powiedział ucieszony, gdyż wreszcie zrozumiał nieznaną mu wcześniej funkcję ostatniej części swojego idealnego organizmu. Uspokojony wrócił do oczekującej go w napięciu roznegliżowanej Aldony i jednym szybkim kłapnięciem ostrych zębów odgryzł jej głowę. 

Po czym wyszedł na podwórko i wypuścił z kurników resztę ocalałych w pożodze kur. Gdyż przybył na Ziemię właśnie po to, by je wszystkie wyzwolić z ludzkiej niewoli.

A przynajmniej tak mu się wydawało. 

 

   Pan Elliott Znikąd wesoło zagdakał po koguciemu. Wreszcie nastał czas szczęścia. Warto było tyle razy umykać z półmiska gospodarzy, za każdym razem ratując swoje kolorowe pióra, by teraz wreszcie cieszyć się niczym nie skrępowaną wolnością. 

 

 *

   Zakonnice z pobliskiego klasztoru pod wezwaniem Świętej Gertrudy Bez Wody zaprosiły przybysza z kosmosu na wystawną kolację, której niechcianymi sponsorami byli pobożni parafianie, wiernie składający co tydzień na tacę zapracowane w pocie czoła złotówki. Za szczelnie zamkniętymi drzwiami siostry przełożone dogadzały kosmicie napojami i jedzeniem. Obcy ze smakiem konsumował kawior i grillowane krewetki, popijając to krystalicznie czystą wódeczką, pędzoną wedle starej receptury z ziemniaków. Kobiety pozwalały mu nawet gładzić się po wykrochmalonych piczkach, Kai był bowiem przekonany, że jest to wyraz wielkiego ziemskiego konwenansu, którego tak bardzo chciała go nauczyć przed śmiercią Aldona Cycusiowa.

Oczywiście, aby cała impreza się udała, należało gdzieś „zgubić” przewodnika sióstr – ich oddanego spowiednika i jednocześnie donosiciela – księdza Jana. Kobietom bowiem zawsze dany jest jakiś mężczyzna, by móc je prowadzić we właściwym kierunku i żeby nie narobiły głupstw. Inaczej przez gniemądre postępowanie mogły by się rozleźć, narobić szkód, podnieść jakiś bunt lub schizmę, lub – w najgorszym wypadku – niewłaściwie rozporządzić kasą, będącą przecież nieodwołalnie własnością watykańskiej firmy.

 

   Sprytne przełożone podesłały księdzu Janowi oddaną dziełu, niedawno nawróconą siostrę Natanaelę – małą wzrostem, lecz dobrze obeznaną cieleśnie kobietę, potrafiącą bez szemrania wykonywać powierzone rozkazy. Dziewczyna zrobiła mężczyźnie taką laskę, jakiej jeszcze nikt w tym zakonie nie zaznał. Zakonnice – uświęcone dziesiątkami lat samotności w klasztornych celach – nie wiedziały bowiem nic o tajnikach dobrze zrobionego loda i nie raz niechcący gryzły do krwi wrażliwe, różowe prącie duchownego, gdy ten zdołał każdą z nich już przekonać, że tego właśnie chce ich Pan.

Po wejściu w łaski księdza Jana, Natanaela dała mu się kilkakrotnie obmacać, raz jeszcze zrobiła mu nadzwyczaj dobrze, po czym spiła go do nieprzytomności wybornym koniakiem, pochodzącym z francuskiej gorzelni, i zamknęła na klucz w gościnnej celi. Reszcie sióstr zarządzono nadzwyczajne modlitwy, aby żadna z nich przypadkiem nie wychyliła nosa ze swoich malutkich eremów. 

 

 *

   Kai z ukontentowaniem przypatrywał się twarzom usłużnych kobiet, uśmiechając się pod nosem. Zaraz po wieczerzy miały go pasować na Króla Wszystkich Kur. A gdy już założy na głowę złotą koronę i wypuści na wolność wszystkie zwierzęta ściółkowe, wtedy pożre w trymiga wszystkich ludzi i na Ziemi nastanie czas wielkiego zwierzęcego szczęścia. Ów wymarzony raj wegetarian, których… jednak już nie będzie.

Jednak cel – z którego istnienia stwór nawet nie zdawał sobie sprawy – zawsze uświęca środki. Tak było i tym razem: długo wyczekiwana chwila musiała nadejść. I nadeszła. Należało tylko cierpliwie poczekać.

Potwór ze zdziwieniem dopiero teraz dostrzegł wiszącą za nim figurę mężczyzny z cierniową koroną na głowie i nie mógł zrozumieć jego obecności w tym miejscu. Przecież to on miał zostać królem Ziemi! Tak przynajmniej obiecywały mu zgromadzone wokoło kobiety. A tu taki afront.

W chwilę poźniej nie mógł już złapać powietrza. Zaskoczony tym zaskomlał przeraźliwie, zaszorował pazurami po dębowych deskach stołu, dostał drgawek, jego skóra szybko zmieniła kolor na brunatny, by na koniec paść martwy u stóp świętych niewiast, odzianych w wyprasowane habity. Białe robactwo szybko zaczęło toczyć ohydne, szybko rozkładające się ciało kosmity. 

 

   Siostry przełożone czytywały w młodości Herberta Wellsa i do lektury Wojny światów wróciły całkiem niedawno. Powieściowi najeźdźcy z Marsa byli technologicznie nie do pokonania, skończyli jednak w identyczny sposób, jak ten tutaj niebieski naiwniak. Zdychał z powodu zjadliwości ziemskich mikrobów i zarazków, z którymi ludzie od tysiącleci zmagali się w codziennym życiu i wyrobili sobie na nie zbiorową niepodatność.

Może na planecie Kaia zawiniły silnie rozwinięte ruchy antyszczepionkowe, które histerycznie nie dopuszczały możliwości nabycia odporności drogą iniekcji? Albo może mieli nierozumny rząd, który kazał zachowywać społeczny dystans i nosić maseczki na twarzy, aby nie nabrać tak bardzo pożądanej na innych planetach niewrażliwości? Tego nie wiadomo.

Zakonnice – korzystając z pozakościelnych i zarazem niechrześcijańskich form kontaktu z zaświatami – połączyły się z obcą cywilizacją i zaprosiły ich wysłannika do odwiedzenia Ziemi, pod pretekstem ukoronowania go i obsypania zaszczytami. A tak naprawdę chodziło tylko o to, by Kościół mógł położyć łapę na idealnie umiejscowionej ziemi Cycusiów, której tamci za żadne pieniądze nie chcieli sprzedać zakonowi, mimo składanych przezeń usilnych próśb i ciągłego podwajania wysokości oferty. Co uwłaczało godności pracowników tej wielkiej duchowej korporacji i na dodatek było wielce poniżające.

I tylko ten cel się liczył.

Zbrodnia bez sprawcy, żadnych świadków. Kai miał załatwić wszystko bez rozgłosu, skutecznie omamiony kretyńskim zaszczytem ukoronowania go na Króla Wszystkich Kur. A po wszystkim usłużny sąd w jak najszybszym możliwym terminie wyda decyzję o przepisaniu aktu własności Cycusiowej ziemi. I wtedy siostry wreszcie mogły spełnić swoje największe marzenie: otworzyć w centrum miasta... restaurację Mac Donalds – miejsce, które zawsze będzie tłumnie odwiedzana przez dorosłych i dzieci, samotnych ojców, handlowców w delegacji, randkującą młodzież i kierowców ciężarówek – przynosząc jej franczyzobiorcy krocie w dość krótkim czasie.

Bo wiernych ubywało i dawali na tacę coraz mniej pieniędzy, co wymagało od zakonnic coraz większej inwencji w ich zdobywaniu. A forsa to przecież władza. I niejako przy okazji: wygoda, luksus, dobre jedzenie, najlepsze napoje, eleganckie limuzyny, ekskluzywne wyjazdy wypoczynkowe, ukryte pod pozorem zagranicznych pielgrzymek…

Cel więc zawsze uświęca środki. 

 

   Nowicjuszka Aniela – zmęczona początkami trudnego życia w zakonie i nie orientująca się jeszcze dobrze w zwyczajach – przysnęła na chwilę w komórce, gdzie gromadzono środki czystości. Przyśnił jej się dom rodzinny i uśmiechnięta babunia, którą bardzo kochała. Starowinka chciała jej powiedzieć coś bardzo ważnego, gdy naraz Aniela wybudziła się i przez szparę w drzwiach ze zgrozą ujrzała, jak uśmiechnięte siostry przełożone siedzą przy stole z... diabłem.

Nie tego się spodziewała po osobach, którym zawierzyła swoje życie! Zszokowana natychmiast straciła głos, a jej mięśnie stężały tak bardzo, że nie była zdolna do wykonania jakiegokolwiek ruchu. W niemym przerażeniu obserwowała, jak piekielna istota pochłania w wielkiej ilości postawione przed nią Boże pokarmy i napoje. Dokładnie widziała też, jak później niebieski potwór puchnie i upada na kamienną posadzkę, którą przez setki lat polerowało tyle świętych, małych żeńskich stóp.

Zamroczona Aniela straciła równowagę i wypadła przez drzwi schowka, wprost pod nogi skonfundowanych zakonnic.

 

KoNiEc? Nieee…. jest jeszcze coś do dodania.

 

   Gdy Samotny Wilk zagryzał Melissę niedaleko brzegu rzeki, ta w ostatnim prześwicie myśli nader jasno zrozumiała swoje przeznaczenie: kury mają znosić jaja, a jak przestaną się nieść – są przez właściciela farmy brutalnie wyciąganie za szyję, gotowane lub pieczone, by później zostać podane domownikom na obiad z kartoflami i sałatką. A szczelnie okalająca kurniki siatka była rozciągnięta nie dla dobra zwierząt, ale dla pewności, że żaden drapieżnik nie podbierze kur ich prawowitemu właścicielowi – człowiekowi, który i tak je wszystkie prędzej czy później pozjada.

Od czasu do czasu gospodarze lubili zjeść dla odmiany także trochę młodego mięska. Starsze kury o tym wiedziały i dla dobra ogółu od czasu do czasu przygotowywały swoim właścicielom miłe niespodzianki: oprawione młode kokoszki, gotowe do natychmiastowego przyrządzenia. Dzięki tego rodzaju przedziwnej symbiozie przedłużały swoje życie co najmniej o kolejny tydzień. A czasami – jak pan Elliott – nawet o kolejne miesiące.

 

Tym razem to już definitywny KoNiEc

 

Dobra Cobra,

listopad 2020

 

Nieudolna recenzja, pisana przez Józefa Cycusia, dotyczy powieści Gabriela Garcii Marqueza Rzecz o mych smutnych dziwkach, tu w tłumaczeniu na język polski Carlos Marrodan Casas, a wydanej całkiem niedawno przez Wydawnictwo Muza.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dobra Cobra · dnia 23.11.2020 08:48 · Czytań: 728 · Średnia ocena: 4,33 · Komentarzy: 13
Komentarze
JOLA S. dnia 25.11.2020 13:21 Ocena: Świetne!
Witaj DoCo,

cała opowieść, nowy objaw w Twojej twórczości, jest niespieszną medytacją nad codziennością bohaterów.
Narzędziem jest oszczędny, niepopisujący się język, pasujący do formatu opowieści.
Dzięki rzeczowości opisu udaje się uniknąć mdłej przesady i kiczu.
Z przecinających się historii udało Ci się wydobyć rozłożysty i dobrze skonstruowany powieściowy kosmos.
Miałam tylko jeden kłopot, z postacią Józefa Cycusia, trochę narzuconą na siłę, nad którą wisi cień, którego nie bardzo rozumiem. To zapewne zamierzony efekt, ale ...
Całość jest bardziej niż udana. Warto było czekać na II część.

Serdeczności i do następnego.

JOLA S.
Dobra Cobra dnia 25.11.2020 17:57
Kto wie, może naprawdę nie warto przejmować się takimi Józefami Cycusiami.

JOLA S,

Z historii wydobywasz sedno, nie dajesz się zwieść postaciom i wydarzeniom. Co jest przejawem czytelniczego doświadczenia. Choć cholernie wie, jak byśmy reagowali na żywo na takie akcje, jak te opisane.

Oczywiście jest to telenowela, tyle, że w TVP chyba by jej raczej nie puścili.

Super, że poczekalas na C.d., który (jednak) nastąpił.


Dziękuję za podzielenie się refleksją i przesłanie jej na papier (dygitalizowany).


Pozdrawiam i do następnego,

DoCo
RonaczeK dnia 26.11.2020 00:12 Ocena: Bardzo dobre
Przyznam szczerze że po pierwszej części oczekiwałem coś więcej a tu 2a cześć i koniec ale po kolei.
Piszesz: "
Rodzina Cycusia pochodziła z Tylżyc – miejscowości znanej z narodowej (całkiem zresztą zasłużonej) sławy sera żółtego o nazwie Tylżycki, wyrobu ogólnie znanego na rynku serów niedojrzewających – i nie takie rzeczy już widział i słyszał." - kto słyszał Cycuś czy rodzina Cycusia a może sam Tylżycki o którym tak się rozpisujesz - nie jasne. Dalsza część jest efektem wcześniejszego błędu:
"Tym razem jednak harmider na podwórku był wyjątkowo nie do zniesienia. A przed chwilą właśnie napisał najlepsze zdanie w całym swoim życiu:" - oczywiście domyślam się że może chodzić o Cycusia ale napisałeś to tak jak by harmider napisał najlepsze zdanie w swoim życiu a może tylko ja to tak czytam :sourgrapes: . Dalej jest już wporządku poza drobną literówką
piszesz: "różowe prące duchownego," - chyba prącie miało być. Co by dużo nie mówić takie małe pandemonium no i co najważniejsze też lubię czerwonego kapturka :) ;) ciężko było się nie uśmiechnąć.

-pozdrawiam.
Kazjuno dnia 26.11.2020 10:56 Ocena: Bardzo dobre
Czytałem, Dobra Cobro, na dwie raty. Za pierwszym razem doczytałem do akapitu:
Cytat:
 *   Za­kon­ni­ce z po­bli­skie­go klasz­to­ru pod we­zwa­niem Świę­tej Ger­tru­dy Bez Wody za­pro­si­ły przy­by­sza z ko­smo­su na wy­staw­ną ko­la­cję, któ­rej nie­chcia­ny­mi spon­so­ra­mi byli po­boż­ni pa­ra­fia­nie, wier­nie skła­da­ją­cy

Bawiłem się przednio. Co za wspaniały rój pomysłów!
Kosmita! Jego wspaniały członek (choć zdziwiłem się, że jakby nie sprawiało mu przyjemności chędożenie Cycowej).
Nie, no - pomyślałem - konsumpcję reszty pysznego deseru - postanowiłem (z braku czasu) odłożyć na później.
Przeczytałem wczoraj wieczorem.
Też świetnie napisana, aczkolwiek... DC zaatakował rykoszetem kościół. Temat kościelnych grzechów, czemu nie? Zdarzały się przez dwa tysiąclecia.
Ty piszesz na pewno zabawniej od Giovanniego Boccaccia w Dekameronie, który już przed Tobą ośmieszał rozwiązłość mniszek. On na owe czasy stał się męczennikiem, spotkał się z budzącym zgrozę atakiem świętej inkwizycji, cierpiał...

W mojej ciemnogrodzkiej makówce trochę się zagotowało.

Boccaccio był na pewno bohaterem, ale czy takim herosem jest Dobra Cobra? Już na pewno luminarz PP, może w przyszłości stanie się także oświecającym na lądach i oceanach (wszak nie raz marynarze w trakcie długich rejsów zaspakajają się samogwałtem)(?).

Pomyślałem, wybacz, cienki bohater z naszej Cobry skoro napierdala pałką leżącego.

Chyba widzisz, co się dzieje. Powoli i u nas (bo na "światłym" Zachodzie kościoły wyludniły się już dawno) także nasze katolskie (jak wolisz) przybytki wiary zaczynają pustoszeć. Coraz rzadziej na mszy ucieszysz oko atrakcyjną panienką o ponętnych wcięciach i zaokrągleniach.
Za to roje ich na marszach wolnych macic.
Demokratyczne (do przesady - zwłaszcza lewackie) media wrzeszczą: ONE MAJĄ RACJĘ! To samo opozycja, przy wsparciu Europy, gdzie pali i burzy się kościoły.
Wolne macice krzyczą: PALIĆ KOŚCIOŁY!
Więc przy tak potężnym wsparciu trendy kręgów twoje bohaterstwo(?) - przynajmniej w moich oczach - tanieje.

O! Na ten przykład: Gdybyś zarechotał z niektórych ginekologów? Tych cieszących oczy oglądem intymnych części ciał nadto frywolnych dziewczątek (czasem z lubością przy nich manipulując), uznałbym Cię za kozaka. Byłby to bohaterski szturm, niczym ułana z szablą na czołgi. Opancerzone korporacyjnymi bunkrami środowisko wyciągnęłoby przeciwko Dobrej Cobrze wielkokalibrowe działa. To samo gdybyś zdemaskował sędziego pedofila lub "autorytet" naukowy.
Boże! Jakim cierpiętnikiem byłby osadzony w więzieniu Dobry Cobra.
A tak? Dołączyłeś do bezkarnej nagonki na ledwo dychających pod naporem ciosów kościółkowców.
Nie musisz się martwić. Jeszcze trochę i na tych w sutannach ruszy antifa. Będzie masakrowała i kopała po twarzach.
Pewnie w czasie przerw w bojowych ćwiczeniach, antifowcy zarechoczą z, obowiązkowo, dla relaksu odczytywanych dobrocobrowych fragmentach.

Osobiście zniósłbym w kościele katolickim celibat... Ale to już inny temat.

Więc, droga Dobra Cobro, pozdrawiając serdecznie, obniżam ocenę z celującej na bardzo dobrą.
Dobra Cobra dnia 26.11.2020 19:26
Ronaczek,

Miło, że Ci się podobało.

Twe uwagi interpunkcyjno - sensowne są bardzo przydatne.

Jakże, ach, jakże mogłam dopuścić by prącie było napisane jako prące. Ale widać tak chciał Word, A z nim nie ma żartów, bo za niego się płaci. To coś jak Bóg, ale dla komputerów.


Dziękuję Ci bardzo za pochylenie się nad dziełem. To nieocenione.


Pozdrawiam i do następnego,

DoCo

=========

Kaz,

Bocaccio to był Bocaccio, a nie żaden cienki bolek. Trudno przyrownywać, bo za jego czasów nie było komputerów.

Ok, odbierasz te.skromna opowieść zbyt uniwersalistycznie. Oto nie mamy kościoła, A tylko zahukane siostry pod wezwaniem.Gertrudy bez Wody. Masz rację, mogli być też ginekolodzy.
Ale to innym razem.

Tutaj mamy niezrozumienie. Cycuś nie rozumie żony oraz aktów małżeńskich, Kai nie rozumie, po co ma huja, Cycusiowa... ona też może nic nie rozumie. I te z swoje za uszami.ma, bo od długiego czasu oczekiwała wyslannika z piekiel, który przybędzie po jej duszę.

Zatem kto jest moralnym wzorcem opowieści? Owe biedne siostry, które w pojedynkę pokonały najeźdźców, jak w najlepszych amerykańskich filmach, gdzie zawsze to Ameryka i jej wybrańcy pokonuje wszelakie zło, pisane przez duże Z.

Więc nie mieszając zbytnio, ani nie wybiegajac zbyt daleko w boki, to im należy się nagroda. A, że przy okazji myślały o swoim interesie- któż by nie myślał? Toż to pochwała zapobiegliwosci i small businessu. A to już ideał kapitalizmu.


Pięknie było gościć, dziękuję za jak zwykle wypasiony komentarz. I do następnego.

Pozdrawiam,

DoCo
Kazjuno dnia 26.11.2020 22:13 Ocena: Bardzo dobre
Rzeczywiście, Dobra Cobro, trochę się zagalopowałem. Ale jak wiesz zapewne, ciemnogród rzadko chwyta wszystko w lot.
Więc zrozumiałem trochę na opak. Choć męczy mnie postać księżulka, któremu nowicjuszka brała po mistrzowsku do buzi.

Ale jednak przedstawiłeś Boże służebnice jako bohaterki, Zbawczynie świata.

Więc zrehabilitowałeś się w moich oczach w pełni. Do tego, w obecnych czasach, rzeczywiście potrzebna kawaleryjska odwaga!

Nie zawiodłem się na Tobie i przepraszam, za nieokrzesane wtręty.

Pozdrawiam, Kaz
Dobra Cobra dnia 27.11.2020 10:06
Nie bierz tego do siebie. Może lepiej dla zdrowia wyrzucić z siebie coś w komentarzu, niż uszkadzac wątrobę zbytnią ilością wodki. Która szkodzi.

Temat zbawienia świata stary jak stare jest kino. Kto by inaczej w ogóle szedł do kina?


Pięknego dnia,

DoCo
AntoniGrycuk dnia 04.12.2020 14:52
Gdyby nie brać pod uwagę błędu ortograficznego, kłujących w oczy powtórzeń na samym początku, itp błędów, to tekst bardzo fajny. Tylko czemu taki modny? Na czasie?

Pozdrawiam.
Dobra Cobra dnia 05.12.2020 14:06
Z powodów, o których piszesz, nie mogę zostać autorem narodowym. Takim, co to wskazuje populacji kierunek, mówi jak leczyć ludzi i jak żyć. Ktory jest nieomylny w sądach i wypisuje niezawodne recepty.


Antoni Grycuk, mój wielki przyjacielu po piórze,


Ale też nie o to tu chodzi. Bycie pisarzem ( co by nie mówić o przeważającej większości userów na PP: amatorem) oznacza posiadanie nieustannych wątpliwości. Trzy składniki w jednym: przeznaczenie, udręka i wyzwanie. Od tego się nie opędzisz.

Osoba pisząca nie może odczuwać satysfakcji że swojej pracy. Bo samozadowolenie - prędzej czy później - może ją zablokować w rozwoju. W tym niezawodnie pomagają komentarze, czasem zazdrosne, wielokrotnie pomocne, niektóre niezrozumiałe. Więc Portalowe chłostanie jest dobre. Szkoda, że ostatnio wielu autorów, publikujacych na PP, z powodu samouwielbienia i dumy osobistej,  nie potrafi przyjmować krytyki, zdążając do samospalenia. 


Jednak z powodu ogólnie panującego entuzjazmu, związanego z moja w/w opowieścią, napisaną szybko i sprawnie, tekst nie został poddany powtórnej korekcie. Takze z powodu zrezygnowania z nagrania audiobooka.

Najważniejszy dla mnie zawsze jest żywy przekaz, moc treści, dobrocobrowe zwroty i dialogi bez fałszu.


Współpraca z zywym redaktorem czy  korektorem rodzi konflikt twórczy. Bo taka osoba filtruje tekst w stronę mainstreamu,  dodaje mądre zdania, opisy, wyjaśnienia. I nagle zauważasz, że tekst nie jest już twój, a kogoś innego. Ale wtedy opowieść zaczyna mieć potencjał. Coś za coś.


W języku muzycznym spróbowali tego chłopaki z AC/DC. Kariera się rozwijała i na pewnym etapie wytwórnia zażądała producenta. Dzięki jego osobom (bo co płyta to inny) zespół wspiął się na wyżyny.  Kawałki takie jak: Touch Too Much, You Shock Me All Night Long czy For Those About To Rock - z trzech kolejnych płyt, wydanych w 1979, 1980 i 1982 są kawałkami milowym rocka.

Jednak... i tu zaczyna się nieprosta historia, Malcolm Young, mózg zespołu i gitarzysta rytmiczny, miał juz powyżej uszu  przeprodukowania ich kawałków. W zalewie radiowego wypłaszczenia wygładzone piosenki zaczęły dusić się w pogłosach, tracąc ducha brudu, tak potrzebnego rock and rollowi do życia.  Następne płyty zespół wyprodukował sam bez zewnętrznych producentów. Mogli sobie na to pozwolić, bo byli na tyle kurą przynoszącą złote jaja, że wytwórnia musiała się ugiąć. Jednak ich kawałki nie były już tak chwytliwe, jak z okresu największej sławy na początku lat 80-tych.

W podobny sposób pracowała Amy Winehoise, z tym tylko, że szybko odeszła z tego łez padołu. Ale wystarczy posłuchać jej brudnego Rehab, You Know I'm No Good czy Back To Black ( zbiegiem okoliczności jest to też tytuł wydanego w 1980 roku albumu AC/DC), by wiedzieć, o czym mówię.


Dobra Cobra podąża zatem nieprostą drogą, rozkraczona pomiędzy głównym nurtem (ktory przynosi zaszczyty), a oryginalnym natchnieniem, wpływającym z serca, głowy czy czego tam jeszcze (ręki?). Popularność w prozie zjawia się wraz z przekroczeniem masy krytycznej czytelników, którym się czyjeś pisanie podoba.

Nie jestem pewna, czy tak było z panią Tokarczuk,  bo tutaj strasznie namieszał Nobel i nie wypadało inaczej - musieliśmy pokochać jej teksty.

Z DoCo tak się sprawy nie mają.  Staram się nikogo nie kopiować, nie stwarzamy świata własnych opowieści na wzór tego, co innym się udało.


Na zadane na końcu przez Ciebie pytanie nie potrafię odpowiedzieć. Ja robię swoje. Wam się podoba, lub nie.


Pozdrawiam serdecznie, dziękując za wyciągnięcie do tablicy.


Do następnego,

Dobra Cobra
AntoniGrycuk dnia 05.12.2020 14:31
DoCo, właśnie sobie siedzę, nic nie robiąc. Wieczorem dokończę swój nowy tekst.
I nie za bardzo wiem, co mam powiedzieć... Bo długość Twojego komentarza mnie powaliła. Już nieistotne, czy zgadzam się z tym, czy nie.
Faktem natomiast jest, że niewiele jest przywar, których tak się boję jak wody sodowej, która może mnie dopaść w nieoczekiwanym momencie.
A czemu nie komentuję? Bo uznałem, że jeśli chodzi o mój warsztat - wystarczy. Resztę poprawi korektor czy redaktor. Teraz skupiam się na książkach klasycznych, aby z nich uczyć się - nie po prostu czytać, ale właśnie się uczyć - dobrego pisania.
To tyle na własną obronę.
A teraz atak: osobiście unikam angażowania się w bieżące sprawy, bo nigdy nie wiem, na ile mogę pomóc, a na ile zaszkodzić. Notabene książki tez potrafią szkodzić, i to bardzo poważnie. Jest jedna książka, która miała w założeniu pomagać, a każda znana mi osoba, która ją przeczytała, na swój sposób ucierpiała. Poza tym angażując się w bieżące tematy, narażasz się albo na frustrację (w przypadku porażki Twojej opcji), albo na wodę sodową (w przypadku wygranej.) Tłum pięknie wypacza nasze założenia.
A co do Twojego tekstu. Na tyle właśnie jestem przeciwnikiem pisania "trendy", że Twój tekst mnie po prostu zmęczył, mimo iż wiem, że nie jest zły. Na marginesie: chyba tylko raz napisałem tekst odnoszący się do aktualnych wydarzeń. O jeden raz za dużo.

Pozdrawiam.
Dobra Cobra dnia 05.12.2020 17:05
Jesteś jednym z najbardziej utalentowanych twórców na PP, choć zdarza mi się nie czytywać Twoich wszystkich tekstów. Gdyż, cóż tu mówić, nie wszystko mi się podoba,  A komentuje tylko to, co mnie zaciekawiło, interesuje i zwyczajnie po ludzku rajcuje. Taka wolność czytelnicza.


AntoniGrycuk,

Zaslużyłeś na tak długi (ufam, że i dla Ciebie  interesujacy) komentarz.


Oczywiście, gdy pojawia się pewien status popularności, na horyzoncie już czekają redaktorzy i korektorzy. Bo nikt z nas nie jest nieomylny i najwięksi sadzali (sadzają) niemożebne babole i błędy. Taki jest stan rzeczy.

Jednak obaj na szczytach nie jesteśmy, więc w samotności sami umieramy wyczerpani  wiecznymi wątpliwościami, gonieni pomysłami dokonujemy nadludzkich wysiłków pisarskich oraz kotektorskich, zapisujemy, kasujemy, dodajemy i następnego dnia od nowa. Sami nosimy za sobą walizki ...


Dla mnie najważniejszy jest pomysł. Miałem doświadczenia z redakcją i wiem, jak to jest. Uznałem, że o wiele bliższe prawdy jest pisanie bez tej pomocy. Są zalety jak i wady (patrz mój poprzedni komentarz).


Każdy inaczej odbiera teksty. Ty uznałeś mój jako pisanie pod trend. Ja jednak tak nie tworzę i jestem od tego równie daleko, jak Ty. Ale taka jest wolność czytelnika i trudno z nią walczyć. Każdy może z tekstu wynieść coś innego.



   Myślę, że obaj piszemy dla radości tworzenia. Dla unikalnego obcowania z samym sobą, z wyzwaniem, które pokonujemy.

Nie mówię tu, że jestem bezbłędna.

Najważniejsze dla mnie jest mieć pomysł i go zrealizować. Korekta, mimo wysiłków i prób - jak widzisz - nie zawsze wychodzi.


NIe przychodzę tu na PP boksować się z koniem, a dla twórczej radości. Co może wydawać się dziwne w tej stajni Augiasza, gdzie każdy podkuwa (i podsuwa) swoje konie, ile wlezie.


Wiem, że i Ty przebywasz tu z radości podzielenie się swoimi pomysłami z czytelnikami.



Pięknie pozdrawiam, życząc Weny każdego kolejnego dnia.


DoCo

Zerknij, jak podobne do literackich problemy mają producenci muzyczni: https://youtu.be/YVMoCtrVyJU
GregoryJ dnia 03.04.2021 23:36
Przeczytałem sobie całość i błoga DoCowa frywolność rozgościła się w mej głowie. Jak tu nie docenić takiego zmasowanego ataku pomysłów i dygresji?

Cytat:
A przed chwi­lą Cycuś wła­śnie na­pi­sał naj­lep­sze zda­nie w całym swoim życiu:„ Prze­pa­dasz gdzieś na dwa­dzie­ścia lat, a jak już się po­ja­wiasz, to tylko po to, by żądać rze­czy nie­moż­li­wych – mówi wy­bra­na do speł­nie­nia nie­ty­po­wej za­chcian­ki, sza­no­wa­na wła­ści­ciel­ka domu scha­dzek, tuż przed eme­ry­tu­rą. – Tu jed­nak nie o cie­bie tylko cho­dzi – do­da­je – rzecz w tym, kto mi za­pła­ci za trzy lata wię­zie­nia.

Istotnie, jestem w stanie uwierzyć, że tak może wyglądać najlepsze zdanie w czyimś życiu :)

Pisz Cobro, zaskakuj nas.
Dobra Cobra dnia 04.04.2021 22:47
Piszę, żyję, z nadzieją patrzę w świetlaną przyszłość.


GregoryJ,

Dziękuję.

Do usług, pięknie, że widzą Ci się światy i rzeczywistość doco :)


Pozdrawiam,

DoCo
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
annakoch
17/01/2022 00:26
Fajne ! Pozdrawiam :) »
valeria
17/01/2022 00:26
niezłe, Florian obciął włosy:) »
Florian Konrad
17/01/2022 00:12
Podoba mi się »
Florian Konrad
17/01/2022 00:07
Jak to mawiają w talent shows - jestem na nie. Egzaltacja,… »
Florian Konrad
17/01/2022 00:06
Tytuł wygląda jakby był po łacinie! :) »
Florian Konrad
17/01/2022 00:05
Mega jest to pierwsze wersisko, meega! »
Yaro
16/01/2022 21:34
Dzięki Michał . Fajnie , że mnie odwiedziłeś cieszę się… »
mike17
16/01/2022 21:26
Jarku. masz prawo czuć się wolny i opróżniony z wszelkich… »
annakoch
16/01/2022 18:06
Witaj EDyto ! Bardzo lubię czytać Twoje teksty, pięknie… »
Dobra Cobra
16/01/2022 13:27
Calveidol, Jest nadzieja dla milionów… »
ZielonyKwiat
16/01/2022 11:51
Nie, Bóg nie kładzie się spać, tak myślę. »
annakoch
16/01/2022 11:47
Piękny erotyk Wiolinie ! Pozdrawiam serdecznie :) »
Carvedilol
16/01/2022 10:56
Dobra Cobra masz rację, z rozpędu nie załapałem, że już… »
Dobra Cobra
15/01/2022 19:16
""mam nadzieję, że teraz już nie sądzisz, że 18000… »
Marek Adam Grabowski
15/01/2022 19:08
Zajebiste! Uwielbiam czarny humor! Świetnie ośmieszyłeś… »
ShoutBox
  • ZielonyKwiat
  • 16/01/2022 15:29
  • AntoniGrycuk, dziękuję za odzew. Pytałam jednak o możliwość opublikowania (np. w czasopismach). W konkursach nie biorę udziału.
  • AntoniGrycuk
  • 16/01/2022 15:18
  • Nie ma sprawy, nic nie chcę za tę poradę, jest za free ;)
  • AntoniGrycuk
  • 15/01/2022 22:51
  • ZielonyKwiat, poszukaj na aktualnekonkursy.pl, tam bywają konkursy na dramaty, na ksiązki, na opowiadania. Masz szanse.
  • ZielonyKwiat
  • 15/01/2022 19:01
  • Ktoś wie, gdzie można opublikować dramat/ sztukę teatralną?
  • Dobra Cobra
  • 15/01/2022 18:53
  • Oka, po prostu wyczytałem w Twoim wpisie cierpienie i poszedłem Ci na pomoc. A spacery i odetchniecie świeżym powietrzem zawsze aktualne dla kazdego. Pozdrawiam
  • AntoniGrycuk
  • 15/01/2022 15:29
  • DoCo, naprawdę, nie bierz tego do siebie, że ja w ten sposób pojmuję literaturę kobiecą. Niepotrzebnie tak sie przejmujesz. Wyjdź sobie na spacer, odetchnij świeżym powietrzem.
  • Dobra Cobra
  • 15/01/2022 12:04
  • Antoni - nie wyrzucaj sobie, to proza kobieca, dlatego nie rozumiesz jej przesłodzenia ;) Babki lubią bajki o księciu z zamorskiego kraju, który - w zależności od typu opowieści - ma różne położenie.
  • AntoniGrycuk
  • 14/01/2022 20:51
  • Dla mnie jednak dwójka bohaterów jest zbyt doskonała. A opisy przesłodzone do bólu. Sam wątek romansowy jest dobry, ale sporo jest rzeczy strasznie naiwnych. Technicznie napisana raczej nieźle.
  • AntoniGrycuk
  • 14/01/2022 20:48
  • Właśnie przeczytałem "Narzeczoną nazisty", bestseller kobiety, która nie miała dużego powodzenia na konkurencyjnym portalu. Książka nie jest zła, kobietom może się chyba podobać.
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas