Rozdział 8: Spotkanie z koleżanką - Werka96
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Rozdział 8: Spotkanie z koleżanką
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Nana oraz Gelb szli do późnego wieczora przez niziny. Jedyne, co im doskwierało, to upał. Musieli oszczędzać wodę, więc zażywali specjalne pigułki Gelba. 

– Mam ich bardzo dużo, bo zamierzałem iść przez pustynię, więc nie musimy się o nie martwić – mówił Gelb, gdy rozstawiali namioty. 

– To dokąd chciałeś dotrzeć? – zapytała Nana, gdy skończyła rozstawiać swój namiot w kształcie stożka. 

– Zamierzałem odwiedzić mojego znajomego, który jest łucznikiem w pałacu na Kryształowej Pustyni. On też miał sobie wziąć wolne – odpowiadał Gelb – Ale w połowie drogi dowiedziałem się, że nie może skorzystać z urlopu, bo ktoś włamał się do jednego z pokoi jego szefa i musi strzec rezydencji wraz z innymi żołnierzami. Właściciel tego pałacu ma bzika na punkcie bezpieczeństwa. 

– I co zrobiłeś? – spytała Nana.

– Postanowiłem się trochę powłóczyć po naszym Kraju Białego Orła i zmieniłem trasę – odparł Gelb i dodał – Postanowiłem pójść na wschód i przejść przez ten las, w którym cię znalazłem.

Po zjedzeniu kolacji księżniczka i łucznik poszli spać. Oboje byli bardzo zmęczeni. Mimo, że w czasie dnia był duży upał, w nocy teren spowiła gęsta mgła. Nagle Nanę obudził okropny smród. Dziewczyna podniosła się i wyszła na zewnątrz, żeby sprawdzić, co się działo. Ujrzała wokół namiotu Gelba dziwne istoty. Były to ciała nagich kobiet bez głów. To właśnie z ich szyj wydobywał się ten odór. Nana od razu szybko schowała się do namiotu i go zamknęła całkowicie.

– To są śmierdzące szyje! – szepnęła do siebie Nana i zastygła w bezruchu ze strachu. Po chwili potwory zaczęły szarpać jej namiot. Księżniczka wiedziała, że śmierdzące szyje były bardzo silne, więc szybko sięgnęła po różdżkę i miecz, ponieważ obawiała się, że w tym fetorze nie będzie mogła się skupić na zaklęciach. I tak się stało. Strzeliła z różdżki kilka piorunów w stronę śmierdzących szyj, ale nie trafiła w żadnego potwora. W końcu chwyciła miecz i zaczęła przecinać istoty wydzielające bardzo nieprzyjemną woń. Poprzecinała wszystkie śmierdzące szyje na pół. Jednak odór był tak straszny, że aż dziewczyna zemdlała.

– Księżniczko! Księżniczko! – Nana usłyszała głos Gelba. Dziewczyna otworzyła oczy i ujrzała zatroskaną twarz chłopaka. Był już ranek.

– Co się stało w nocy? Co to za ciała? – pytał zatroskany Gelb. 

– W nocy próbowały zaatakować nas śmierdzące szyje – odparła Nana, podnosząc się i siadając – Dlatego wyszłam z namiotu i chciałam się ich jakoś pozbyć. Myślałam, że samymi piorunami z różdżki je odstraszę, ale smród był tak okropny, że aż straciłam przytomność, ale udało mi się je zabić.

– Te wszystkie martwe stwory wokół nas to są śmierdzące szyje? – zapytał Gelb, który sięgnął po kubek z wodą i podał go Nanie.

– To jest tylko potoczna nazwa. Nazywają się sztinksfrały – odrzekła Nana i dodała – Nie mam pojęcia, skąd się one wzięły, ale to oznacza jedno: musimy się stąd wynosić jak najszybciej!

Po tych słowach oboje zaczęli się szybko zbierać. Nawet nie zjedli śniadania. Szli szybko przed siebie, aż w końcu zobaczyli wielkiego martwego niedźwiedzia na środku polany. Wokół niego leżały trzy sztinksfrały.

– Widać, że one są też martwe – odezwał się Gelb, patrząc na zwierzę i potwory.

– Nie są – rzekła Nana i dodała – Śmierdzące szyje są martwe tylko wtedy, gdy się je zabije. One żyją wiecznie. Niewiadomo, skąd się one biorą. Prowadzą nocny tryb życia.

– Wybacz, że ci nie pomogłem... – wydukał ze wstydem Gelb.

– Coś ci się stało w nocy? Sztinksfrały nie obudziły cię, gdy poruszały twoim namiotem? – zapytała z troską Nana.

– Nic mi się nie stało – powiedział Gelb i dodał – Spałem jak kamień.

– Co?! – krzyknęła zdumiona księżniczka – Ja ratowałam nas przed tymi stworami, a ty spałeś słodko jak niemowlak?

– Na to wygląda... – westchnął Gelb z przepraszającym uśmiechem.

W południe zatrzymali się, aby coś zjeść. Znajdowali się na granicy dwóch królestw: Królestwa Wysokiej Góry i Wiśniowego Królestwa. Musieli przejść przez kawałek Wiśniowego Królestwa, aby dojść do Czerwonego Lasu. Nana i Felek wybrali taką krętą drogę, aby Nana nie musiała się obawiać, że ktoś ją szybko znajdzie. Dzięki temu miała też dużo czasu, aby obmyślić stosowne argumenty dla ojca, o czym często rozmawiała z Gelbem.

– Według mnie sprawa jest prosta: powinnaś powiedzieć mu jasno i wyraźnie o powodzie swojej ucieczki – zaczął jej doradzać Gelb – Również dodaj, że wiesz, że źle zrobiłaś, ale nie mogłaś już tam wytrzymać. Mogę też pójść z tobą do niego. Poświadczę to, że nie podróżowałaś cały czas sama i nie było z tobą problemów.

– Naprawdę poszedłbyś ze mną? – zdumiała się Nana.

– Jeżeli to miałoby ci pomóc, to czemu nie? W końcu jesteś córką władcy mojej ojczyzny i mam obowiązek cię chronić – odparł Gelb.

– To naprawdę miłe z twojej strony – rzekła z uśmiechem Nana, dotykając ramienia łucznika i dodała – Jednak nie masz prawnego obowiązku mnie chronić.

– Siema! – ktoś krzyknął z tyłu. Była to młoda kobieta mnie więcej w wieku Nany. Miała na sobie czerwoną tunikę i szare, obcisłe spodnie z bawełny. Buty miała podobne do takich, jakie miał Gelb na sobie. Miała duże, zielone oczy i długie, sięgające jej do połowy pleców, jasnoróżowe włosy.

– Rossanna! – zawołała Nana i dodała – Jednak ty też uciekłaś ze swojej wieży!

– Ja również miałam dosyć siedzenia na dupie w tym więzieniu! – odparła Rossanna i dziewczyny się przytuliły. Nana przedstawiła Gelba Rossannie

– To gdzie się wybierasz? – zwróciła się Nana do Rossanny.

– Właśnie myślałam o tobie! – odpowiedziała Rossanna i dodała –Do siebie nie mogę wrócić, bo gdyby mnie rodzice zobaczyli, to by na zawał zeszli!

– Co myślisz o tym, żeby Rossanna z nami poszła? – zapytała Nana Gelba. Chłopak odrzekł lakonicznie:

– Jeżeli to jest twoja koleżanka i jej ufasz... Nie mam nic przeciwko.

Wypowiadał te słowa, mierząc wzrokiem Rossanę od stóp do głów. Po tych słowach cała trójka ruszyła dalej.

Przez kilka godzin szli przez pustkowie, aż w końcu dotarli do Lasu Wiecznie Kwitnącej Wiśni. Mogli w nim podziwiać pięknie kwitnące drzewa. Jednak w miejscu tym czyhało na nich wiele niebezpieczeństw. Najgroźniejsze były pudrowe tygrysy. Od zwykłych tygrysów różniły się jedynie kolorem sierści – były jasnoróżowe, przez co trudno je było zauważyć. Do swoich ofiar podchodziły bezszelestnie i atakowały z zaskoczenia. Często ludzie nie mieli żadnych szans na ucieczkę, ponieważ pudrowe tygrysy biegły bardzo szybko. Innym zagrożeniem, ale o wiele mniejszym pod względem rozmiaru, była wiśniowa mucha – mała muszka z ostro różowymi skrzydełkami. Ugryzienie tego małego stworzonka prowadziło do zaników pamięci i myśli samobójczych, aż w końcu chory popełniał samobójstwo. Istniało na jad tej muszki antidotum – bardzo niezwykłe zioło znajdujące się nawet w tym lesie, ale było tak bardzo podobne do trawy, że znalezienie go stanowiło ogromne wyzwanie. Poza tym na trójkę podróżujących czekały jeszcze jadowite węże i pająki.

Gdy zapadł wieczór, Nana, Rossanna oraz Gelb rozłożyli swoje namioty wśród długich traw. Dodatkowo Nana wraz ze swoją koleżanką naniosły wiele suchych gałęzi, aby w razie ataku pudrowego tygrysa księżniczka Królestwa Wysokiej Góry mogła rozpalić ogień wokół obozowiska za pomocą małej iskiereczki z różdżki.

– Znalazłam również zioło na wszelki wypadek – powiedziała Rossanna, trzymając w dłoni pęk rośliny różniącej się jedynie od trawy tym, że była cała poskręcana – Nigdy niewiadomo, kiedy te muszki zaczną latać. O tej porze roku są aktywne nocą.

Po tych słowach usiadła między Gelbem a Naną i zaczęła jeść gulasz rybny przygotowany również przez nią.

– Pycha! – zawołał Gelb z pełnymi ustami.

– Świetny jest! – powiedziała Nana, uśmiechając się do księżniczki Wiśniowego Królestwa.

Nagle Nanę zaatakował pudrowy tygrys, gryząc ją w prawe ramię. Gelb szybko wziął strzały i strzelił do bestii, ale nie trafił, bo zwierzę całkiem szybko się poruszało, ciągnąc Nanę za rękę. Księżniczka krzyczała z bólu. Nie miała przy sobie różdżki. Rossanna i Gelb pobiegli za nią. Rossanna miała w kieszeni nóż. Po chwili Nana straciła przytomność, a Rossanna i Gelb zgubili tygrysa.

– Niech to szlag! – zdenerwował się Gelb, dysząc.

– Musimy ją jak najszybciej odnaleźć! – powiedziała zdecydowanie Rossanna i na moment zamknęła oczy. Gelb patrzył na nią i zastanawiał się w duchu, co ona robi. Gdy otworzyła oczy, oznajmiła:

– Jest niedaleko stąd. Nadal żyje.

Po tych słowach oboje pobiegli przed siebie. Po chwili zobaczyli tygrysa, siedzącego przed Naną. Księżniczka mocno krwawiła.

– Ja spróbuję zaatakować tygrysa, a ty się gdzieś ukryj! Jak sobie z nim nie dam rady albo krzyknę do ciebie, to strzelaj – szepnęła Rossanna do Gelba.

– Zwariowałaś?! – zaprotestował Gelb.

– Uspokój się, wiem, co robię – powiedziała stanowczo Rossanna i zaczęła podchodzić do kota na czworakach. Gelb schował się za drzewem. Rossanna podchodziła do zwierzęcia tak cicho, jakby sama była dzikim kotem. Niespodziewanie podniosła się i zaatakowała bestię. Zrobiła to tak, jakby była tygrysem. Zwierzę zostało zranione w plecy, ale i tak nie padło. Księżniczka szarpała się z nim przez dłuższą chwilę, wisząc na jego grzbiecie i trzymając się noża.

– Nie mamy czasu się bawić! – powiedział Gelb i wystrzelił kilka strzał w stronę tygrysa, które trafiły go w kilka miejsc. Po chwili bestia padła. Księżniczka Wiśniowego Królestwa wstała i wyciągnęła swój nóż z ciała tygrysa. Łucznik szybko podbiegł do nieprzytomnej Nany, uniósł ją i wszyscy wrócili do obozu najszybciej, jak tylko mogli.

Następnego dnia Nana obudziła się z wielkim bólem ręki. Gdy chciała się podnieść, nie mogła jej zgiąć. Ujrzała na całym ramieniu czarne nici.

– Jak się czujesz? – zapytała Rossanna.

– Trochę jestem słaba, ale nie jest źle – odpowiedziała Nana.

– To przez utratę dużej ilości krwi – rzekła Rossanna i dodała –Zszyłam ci ranę moimi magicznymi nićmi, które potrafią trzymać najbardziej poważne rany tego typu, ale są one jedynie tylko taką formą pierwszej pomocy. Musimy iść do czarodziejki, która mieszka w tym lesie. Ona jest medykiem i ci na pewno pomoże.

Nana zjadła śniadanie, bardzo obfite, ponieważ przez utratę dużej ilości krwi odczuwała silny głód i pragnienie. Po posiłku poczuła się znacznie lepiej, ale Rossanna i Gelb postanowili, że łucznik będzie niósł Nanę do czarodziejki.

– Nie możesz się przemęczać – powiedziała poważnie Rossanna i dodała – Jeżeli będzie konieczna operacja, a najprawdopodobniej będzie, musisz mieć dużo siły.

– Daleko jest do niej? – spytał Gelb.

– Musimy przejść kilka kilometrów, jeżeli się nie mylę – odparła Rossanna i wzięła rzeczy Nany, a Nana, pomimo swoich protestów, znalazła się na plecach Gelba. Grupa ruszyła w drogę. 

Czarodziejka mieszkała w głębi lasu. Jej chatka miała kształt grzyba. Ściany były koloru białego, a okrągły dach był brązowy. Wszystko zostało zbudowane z drewna. Wokół domu czarodziejki znajdował się mały ogródek. Było w nim wiele warzyw, a także kwiatów. Niedaleko chatki znajdował się również mały sad. Gelb wraz z Naną na baranach i Rossanna szli ścieżką wyłożoną kamieniami do okrągłych drzwi. Rossanna zapukała do drzwi. Po chwili otworzyła je kobieta w średnim wieku. Była wysoka i bardzo chuda. Miała długie, czarne włosy i duże brązowe oczy. Była ubrana w długą, czarną sukienkę z krótkim rękawem. Wokół szyi miała pełno różnych wisiorków, a na nogach sandały. Na widok księżniczki Rossanny kobieta wybałuszyła oczy i ze zdziwieniem zapytała:

– Co księżniczka tutaj robi?

– Pomagam koleżance dojść do jej królestwa – odpowiedziała Rossanna i dodała – Sara, mogłabyś nam pomóc? Moją koleżankę Nanę zaatakował pudrowy tygrys. 

– Wchodźcie szybko! – oznajmiła Sara i cała trójka weszła do jej chatki. Gelb położył Nanę w małym saloniku na kanapie. Znajdowały się w nim również mała komoda, ława i drzwi do innego pokoju. Salon był połączony z malutką kuchnią. 

– Dobrze zrobiłaś, księżniczko Rossanno, że ją do mnie przyniosłaś, bo ta rana naprawdę wygląda okropnie! – powiedziała szybko Sara i po obejrzeniu ran Nany wskazała drzwi Gelbowi, który wziął księżniczkę. Gdy weszli do tego pomieszczenia, zobaczyli w nim stół w kształcie długiego prostokąta. Wokół tego stołu znajdowało się wiele przeróżnych półek pełnych różnych butelek i flakoników oraz ziół. Można było zobaczyć również wiele przeróżnych noży. Gelb położył Nanę na tym stole. Sara położyła jej pod głowę poduszkę. 

– Chciałabym, żebyście wyszli – rzekła Sara do Gelba i Rossanny. Księżniczka i łucznik spełnili jej prośbę. Czarodziejka wyciągnęła wszystkie nici, które użyła Rossanna, aby zatamować krwawienie. Gdy wszystkie nici zostały wyjęte, rana zaczęła krwawić od razu. Czarodziejka pobiegła po zioła i zaczęła wymawiać jakieś zaklęcia i przykładała rośliny do krwawiącej rany. Po chwili rana przestała krwawić. Sara zajęła się teraz pozrywaną skórą. Wzięła swoje nici i pozszywała ranę. Widać było kawałki mięśni i innych warstw skóry. Szamanka wzięła jeszcze jakąś butelkę i rozlała trochę mikstury na rękę. Chwilę poczekała i zabandażowała ramię Nany. Przez ten cały czas Nana była uśpiona, bo gdy Gelb położył ją na kanapie, Sara dała jej do ust specjalne zioło, przez które Nana zapadła w głęboki sen, z którego nie mogła się obudzić bez pomocy czarodziejki.

Nana jeszcze chwilę poleżała na kanapie w głębokim śnie. Rossanna wraz z Gelbem siedziała w kuchni i rozmawiała z Sarą.

– Czy Nana będzie mogła z nami podróżować swobodnie? – zapytał Gelb.

– Oczywiście – odpowiedziała Sara i dodała – Tylko musicie iść inną drogą, na wschód. Tam nie ma pudrowych tygrysów. W tej części jest ich dość mało, ale mogą podążać waszym śladem.

– A na wschód nie pójdą, bo jest tam dużo ludzi – dodała Rossanna.

– Dokładnie – rzekła Sara – Jednak będziecie musieli ze mną jeden dzień zostać, bo księżniczka Nana musi się wybudzić z uśpienia. Te zioła, które jej podałam, są bardzo mocne.

– Rozumiem – powiedział Gelb i dodał – Przyda nam się też trochę odpoczynku.

– W ogóle kim jest ta twoja koleżanka? – zapytała Sara Rossannę.

– Ona jest księżniczką Królestwa Wysokiej Góry – odpowiedziała Rossanna.

– Księżniczka Nana nie powinna być w swojej wieży? – spytała znów Sara i dodała – Ty chyba z resztą też...

Rossanna przewróciła oczami i oznajmiła:

– Ja i Nana uciekłyśmy ze swoich wież.

Sara spokojnie zapytała ją:

– Dlaczego to zrobiłyście? Rodzice wasi o tym wiedzą?

– Obie zdecydowałyśmy się na to, bo już miałyśmy dosyć siedzenia w tych wieżach. Nikt po nas nie przychodził. Ja na przykład wariowałam od tego czekania na jakiegoś rycerza! – odparła Rossanna.

– Jesteście już dorosłe i właściwie popieram waszą decyzję. – oznajmiła Sara i dodała – Ja uważam, że jak księżniczka jest pełnoletnia, to już powinna decydować o tym, czy chce zostać w wieży, czy nie. Przecież nie jesteście już małymi, bezbronnymi dziewczynkami, tylko dorosłymi kobietami!

– Cieszę się, że nas popierasz, Saro – uśmiechnęła się Rossanna. Czarodziejka odparła:

– Po prostu mówię to, co myślę - powiedziała czarodziejka Saira i dodała - A jestem właśnie tego samego zdania, co wy. Jeżeli rodzice ukarzą cię za to, jak się o tym dowiedzą, wyślij do mnie list, a ja udam się do zamku, by cię wspierać.

Słowa te bardzo wzruszyły Rossannę. W oczach dziewczyny zaświeciły się łzy i przytuliła mocno czarodziejkę.

Nana otworzyła oczy. Wciąż leżała na kanapie, przykryta kocem. Ramię już ją nie bolało. Nagle usłyszała kroki. Była to Rossanna. Księżniczka Wiśniowego Królestwa nosiła w rękach talerz.

– Fajnie, że się obudziłaś, bo rosół jest jeszcze ciepły! –uśmiechnęła się dziewczyna.

– To świetnie, bo akurat zaczęło mi burczeć w brzuchu – powiedziała Nana ze słabym uśmiechem. Rossanna postawiła talerz na ławie i pomogła podnieść się Nanie. Potem Rossanna podała swej koleżance rosół. Nana zjadła naprawdę szybko i ze smakiem.

– Jaki jest dzień? – zapytała Nana.

– Jest czwartek i to południe – uśmiechnęła się Rossanna i dodała – Sara dała ci do ust specjalny płyn, który zatrzymał działanie ziół usypiających.

Nana spojrzała na swoje ramię i spytała znów:

–Ta czarodziejka zajęła się moim ramieniem?

–Tak – odparła Rossanna i dodała – Jest naprawdę w tym dobra. Mój ojciec również raz został zaatakowany przez pudrowego tygrysa. Był ranny aż w trzech miejscach. Gdyby nie Sara, nie żyłby dzisiaj.

– To skąd ją znasz? – zapytała znów Nana.

– Ona była kiedyś nadwornym medykiem na zamku królewskim, ale została zwolniona. Oczywiście niesłusznie. Wszystko przez to, że jest czarodziejką – odpowiedziała Rossanna.

– Sama nie rozumiem tego... Dlaczego czarodzieje traktowani są w ten sposób? - dziwiła się Nana – Dlaczego ludzie są tak uprzedzeni wobec nich? Czy kiedyś czarodzieje zrobili coś złego?

– Nie mam bladego pojęcia, ale na pewno musi być jakiś powód – rzekła Rossanna i na chwilę zapadła cisza. Po chwili Rossanna dla żartu rozczochrała włosy Nanie. Dziewczyna próbowała zrobić to samo Rossannie, ale księżniczka Wiśniowego Królestwa uciekła. Później usiadła sobie na oparciu kanapy i oparła stopy o stopy Nany. Nana pociągnęła przyjaciółkę za sukienkę, przez co Rossanna spadła prosto na nią. Jednak Rossanna chciała uniknąć wylądowania na chorym ramieniu Nany, przesunęła się szybko i wylądowała głową na biuście koleżanki. Księżniczka Nana wybuchła śmiechem i zawołała:

– Przynajmniej miałaś miękkie lądowanie!

Reakcja Rossanny była raczej nieco inna. Dziewczyna była cała czerwona jak burak. Nana jednak zaraz poczuła się dziwnie, ponieważ Rossanna trzymała dłonie na jej piersiach. Nagle Rossanna pocałowała Nanę. Księżniczka Nana była w szoku. Szybko odtrąciła Rossannę i krzyknęła:

– Co ty wyprawiasz?!

– Wybacz, nie mogłam się powstrzymać... Jesteś taka piękna... – powiedziała półgłosem Rossanna i wstała z Nany.

– Ty jesteś lesbijką, czy co? – spytała Nana.

– Tak - odpowiedziała Rossanna i dodała – Dlatego też chciałam uciec z mojej wieży. Moi rodzice chcieli mnie wydać za mojego wybawiciela. Nie chcę żyć na siłę z mężczyzną.

– W sumie masz rację... – powiedziała Nana, która nadal była zniesmaczona całą sytuacją. Fakt o orientacji seksualnej Rossanny był dla niej szokiem, ponieważ wcześniej o tym nie wiedziała. Rossanna wzięła pusty talerz z rosołu i zaniosła do kuchni.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Werka96 · dnia 24.11.2020 15:29 · Czytań: 257 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 1
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 15.10.2021 16:45 Ocena: Dobre
Ten wątek LGBT zaskoczył mnie. Przestaje to być baśnią dla dzieci (chociaż dopisek od 18 to przesada w drugą stronę ????). Ogóle fajny odcinek, chociaż nieco za długi, a opisy walki zbyt minimalistyczne. Radziłbym rozbudować je, a całość podzielić na dwie części.

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wodniczka
26/11/2021 21:32
Witaj voytek72 Nie lubię przecinków :) Cieszę się, że… »
Marek Adam Grabowski
26/11/2021 20:08
Cholera, teraz patrzę i do nie widzę. Chyba mi się… »
mozets
26/11/2021 19:37
Tak, tak, - wszyscy co uważają, że życie bez szaleństw jest… »
Marian
26/11/2021 19:26
Korektorko, dziękuję za wizytę i miły komentarz. Wszystkie… »
Marek Adam Grabowski
26/11/2021 17:53
Rok temu zarzuciłem ci pod tym tekstem (na konkurencyjnym… »
tetu
26/11/2021 16:52
Cześć Wiolin. Napisałeś bardzo fajny wiersz, z bardzo… »
tetu
26/11/2021 16:33
Zielony Kwiecie, dziękuję za przemyślenia i słowo na temat.… »
mozets
26/11/2021 15:16
Jo nie Pan - ino Muniek Mozets. Uwagi do tekstu -… »
voytek72
26/11/2021 15:09
Zgadzam się tetu takie motto pasowałoby tu znakomicie. :)»
Yaro
26/11/2021 15:01
Dziękuję za uwagi ale to mój styl nic więcej:)Piszę i tyle:)»
Korektorka
26/11/2021 13:22
Dzień dobry, Dziękuję za ciekawą lekturę. Uwag mam tylko… »
ZielonyKwiat
26/11/2021 12:39
Mozets, po przeczytaniu Pańskiego komentarza za bardzo nie… »
mozets
26/11/2021 10:18
Zielony Kwiecie. Nie znikaj. Pisz dalej. Jest coś w Twoich… »
Andrzej Baka
26/11/2021 09:35
Bez urazy, dużo jednoznacznych porównań i powtórzeń. Wszyscy… »
Andrzej Baka
26/11/2021 09:33
:) »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/11/2021 14:27
  • Ze względu na małe zainteresowanie MUZO WENAMI 10 przedłużam czas nadsyłania prac do 15-go grudnia. [link] Życzę weny i lekkiego pióra :)
  • AntoniGrycuk
  • 13/11/2021 11:31
  • Czy ktoś ma pojęcie o wyobrażeniu, gdzie znajdę listę aktualnych czasopism (też internetowych), gdzie warto publikować? Nie mówię o portalach literackich. Dzięki.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2021 22:18
  • Na czyjąś prośbę zamieszczam link do konkursu: [link] Ja w tym roku nie biorę udziału. Należy napisać tekst z jedną z kilku dzielnic Wwy.
  • mike17
  • 09/11/2021 15:15
  • Przypominam, że pozostał jeszcze cały tydzień, by nadesłać pracę konkursową. Weźcie się w garść i piszcie ;) [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 17:15
  • Apisie - wiem i niestety zgadzam się z Twoją opinią - tak jest znów, kolejna "fala"
  • ApisTaur
  • 07/11/2021 16:12
  • Zbyszku. Oczywiście pisałem to do Ciebie, lecz nie o Tobie.:)
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 16:01
  • Apisie -na szczęście nas obu to, o czym pisałeś, zwracając się do mnie, nie dotyczy. ;-}
  • Kazjuno
  • 06/11/2021 18:51
  • Dzięki za miłe komentarze pod recenzją "Buntownika" M. Grabowskiego. Na końcu komentarzy odpowiadam, indywidualnie Joli S. i każdemu z komentujących. Pozdrawiam cały PP
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas