Sztuka latania - Helena Dulska
Proza » Miniatura » Sztuka latania
A A A

Znów byłem mały i znów było mi to zupełnie obojętne, jak wtedy kiedy odnaleziono moje ciało.
Wstałem od biurka i przejrzałem się w szybie okna, byłem ciekaw, jak teraz wyglądam. Mogłem mieć około dziesięciu lat. Wyglądałem zwyczajnie: nie byłem ani chudy, ani gruby, wzrost też był chyba właściwy jak na mój wiek. Te same odstające uszy i kręcące się włosy, których nigdy nie lubiłem. No i ten granatowy fartuszek z odznaką wzorowego ucznia – koszmar. Ściągnąłem go i rzuciłem na fotel.
Rozejrzałem się po pokoju i od razu go poznałem — to był mój pokój. Ta sama meblościanka, a na niej Grundig i parę kaset. Trochę książek, piłka, kolekcja resoraków z Pewexu, matrioszka, którą tata przywiózł dla mnie ze Związku Radzieckiego. Na biurku zeszyt od polskiego, pióro i paczka gronovitu. Na ścianie nad biurkiem obrazek z Jezusem i barankiem – pamiątka Pierwszej Komunii. Pamiętam jeszcze, jak ją przyjmowałem; dziś dzieci przy tej okazji najchętniej przyjmują laptopy. Nie dziwię się, sam przyjąłbym wtedy, gdyby mi dawano, ale w tym czasie nikt nie słyszał jeszcze o laptopach. Oprócz opłatka przyjąłem więc zegarek – wodoszczelny, z dziesięcioma melodyjkami. Dobre i to. Włączyłem magnetofon i pokój wypełniły dźwięki muzyki. Lady Pank – rozpoznałem zespół już po pierwszych kilku dźwiękach. Nasypałem na rękę trochę gronovitu i zlizałem go językiem: różowe kuleczki rozpuściły się pod wpływem śliny, pozostawiając w ustach mdły, słodkawy smak. Podszedłem do okna i wyjrzałem na zewnątrz. Widok, prawie w całości wypełniał stojący przed nim dziesięciopiętrowy blok. W nielicznych oknach paliło się światło, na jednym z balkonów zobaczyłem człowieka z papierosem — miałem wrażenie, że przypomina mi jakąś znajomą postać, było jednak zbyt ciemno, żebym mógł przyjrzeć się jego twarzy. Ulica była zupełnie pusta, jedynie na parkingu stało parę aut: jakieś dwa małe i dwa duże fiaty, trabant i różowa syrenka. Wewnątrz trabanta światło było włączone i ktoś siedział w środku. Przynajmniej tak mi się wydawało. Chociaż z piątego piętra nie widać wszystkiego dokładnie.
Nie wiem dlaczego, ale zechciałem dowiedzieć się czegoś więcej. Otworzyłem szufladę w biurku i wyciągnąłem z niej lornetkę. Sam się zdziwiłem, że pamiętałem, gdzie zwykle leżała — przecież było to ponad trzydzieści lat temu. Spojrzałem przez nią, otwierając okno i wychylając się nieznacznie. Trabanta wcale tam nie było, a zamiast niego zobaczyłem leżącą na ziemi kartkę papieru. Zdziwiłem się. Przecież usłyszałbym, kiedy odjeżdża, okno było uchylone i słyszałem dokładnie wszystkie dźwięki z podwórka. Ta kartka nie dawała mi spokoju. Postanowiłem pójść po nią. Wyszedłem z mieszkania, zjechałem windą na parter i pobiegłem na parking. Kartka nadal leżała na ziemi, podniosłem ją więc i przyjrzałem się jej uważnie. Wydarta ze środka zeszytu w kratkę, pokryta nierównym, dziecięcym pismem, wyglądała jak zgubiony list. Poznałem ten charakter pisma – to było moje pismo. Poczułem, że robi mi się gorąco. Moje oczy przyzwyczaiły się już do ciemności i teraz, prawie bez trudu, wyławiały z treści poszczególne wyrazy.
„Zawsze mówiłaś mi, że mam skrzydła, mamo” – przeczytałem. - „Dla innych były niewidoczne, ale ty widziałaś je dobrze. Mówiłaś, że to dzięki skrzydłom przynoszę do domu świadectwa z paskiem, wygrywam olimpiady i świetnie radzę sobie podczas egzaminów w szkole muzycznej. Opowiadałaś to sąsiadom i rodzicom moich kolegów. Skrzydła? Jakie skrzydła? Nie rozumiałem, o czym mówisz. Nie przeszkadzało mi to jednak w niczym. Wszystko skończyło się, kiedy pojawili się bliźniacy. Śmieją się ze mnie codziennie i mówią wszystkim, że jesteś wariatką. Mnie też uważają za świra. Muszę pokazać im, że masz rację. Może dzięki temu odczepią się ode mnie. Kocham Cię, mamo. Tomek”.

I wtedy wszystko sobie przypomniałem.

Godziny przygotowań: obserwacje ptaków i owadów, gromadzenie piór i konstruowanie skrzydeł, przy którym czułem się trochę, jak na technice w szkole a trochę jak na niedzielnym teleranku, podczas którego Adam Słodowy uczył nas majsterkowania. Młotek, gwoździe, butapren, karton, trochę cienkich deseczek. Przymiarki przed lustrem w przedpokoju. Wjazd windą na dziesiąte piętro. A potem tamten lot: powolne unoszenie się, trzepot piór, łomot własnego serca i powietrze o zapachu gumy balonowej. Dlaczego powietrze pachnie gumą balonową? – myślałem. Nie, żebym nie lubił gumy balonowej, był to mój ulubiony zapach, ale jednak jakiś nieoczekiwany w tej chwili. Dookoła siebie zobaczyłem coś przypominającego kolorową mozaikę, złożoną z prospektów, historyjek z Donaldów i puszek po napojach. Był to naprawdę imponujący widok. W uszach brzmiała muzyka Lady Pank, dokładnie ta sama piosenka, którą niedawno słyszałem w magnetofonie. Nagle coś gwałtownie ją przerwało.
- Zobacz szybko! – Usłyszałem znajomy głos.
- O rany, świrus naprawdę uwierzył, że umie latać.
Poczułem raptowne szarpnięcie, a potem pęd powietrza. Nie czułem już skrzydeł, tak jakby w jednej chwili ktoś zabrał mi je, zostawiając mnie nagim i bezbronnym. Kiedy usłyszałem huk, wiedziałem już, że to moje ciało uderzyło o asfalt, wiedziałem to, zanim wszystko zdążyłem zobaczyć: leżącą na chodniku drobną postać, rozlewającą się wokół niej ciemną plamę krwi, otwarte okna, z których wychylali się mieszkańcy bloku, zaniepokojeni nagłym hałasem. Wokół mojego ciała gromadziło się coraz więcej gapiów, ktoś krzyknął, żeby dzwonić na pogotowie. Dźwięki mieszały się ze sobą, chwila rozciągała się w czasie. Ktoś zadzwonił po karetkę, bo po chwili zjawiła się pod blokiem w towarzystwie milicyjnego radiowozu. Milicjanci podeszli do stojących przy chodniku ludzi, o coś pytali, robili jakieś notatki. Jeden z sanitariuszy podszedł do mojego ciała, dotknął mojej chłodnącej ręki, a potem przekręcił mnie na plecy. Wyglądałem okropnie, nie mogłem patrzeć na swoją zakrwawioną twarz. Po jakiejś chwili zjawiła się moja mama. Stała teraz podtrzymywana przez sąsiadkę z parteru i bezgłośnie krzyczała. Sanitariusz przykrył moje ciało czarną płachtą.
- Taki mały chłopiec. Straszna tragedia, straszna tragedia — usłyszałem glos Zielińskiej z parteru.
To co, że mały – pomyślałem. Czy gdybym był duży, tragedia byłaby mniejsza? Było mi zupełnie obojętne czy jestem mały, czy duży. Jedyne, czego żałowałem, to tego, że nie mogę podejść do mamy i pocieszająco ją przytulić.
Przypomniałem sobie to wszystko, trzymając w dłoni list, który napisałem dawno temu. Wiedziałem już, co muszę zrobić. Wróciłem do domu i położyłem list na swoim biurku. Wyszedłem z mieszkania i wjechałem windą na dziesiąte piętro. Stanąłem w otwartym oknie i upewniłem się, że parking przed blokiem jest pusty. Byłem pewien, że  prawdziwe skrzydła są w głowie, wystarczy tylko w nie uwierzyć.
***
Znów byłem mały i znów było mi to zupełnie obojętne, jak wtedy kiedy odnaleziono moje ciało.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Helena Dulska · dnia 27.11.2020 12:26 · Czytań: 361 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 8
Komentarze
wiosna dnia 29.11.2020 22:48
Po trzydziestu latach chłopak, a raczej jego duch wraca do rodzinnego domu i powoli przypomina sobie, co się wydarzyło.
W jego pokoju nic się nie zmieniło. Czy mama teraz znajdzie list syna? Czy dlatego właśnie wrócił w ten czas, w to miejsce?
Ciekawa, spokojna narracja, ale jak zwykle u ciebie pod spodem kipią emocje.
Pozdrawiam:)
Helena Dulska dnia 30.11.2020 17:22
Droga Wiosno,
dziękuję Ci bardzo za przeczytanie i komentarz. Zastanawiałam się czy nie zatytułować tekstu "Błędne wnioski", ale tytuł wydał mi się zbyt dosłowny. "Sztuka latania" pozwala na dowolność interpretacji, każdy może dopowiedzieć sobie swój koniec historii. Dziękuję za Twoją chwilę refleksji, dotyczącą mojego tekstu. Pozdrawiam serdecznie, Hela :)
Marek Adam Grabowski dnia 04.12.2020 12:43 Ocena: Dobre
Ciekawie napisane, i dobrze oddające zmiany społeczne.

Pozdrawiam!
Jacek Londyn dnia 04.12.2020 14:30
Przeczytałem z zainteresowaniem i przyjemnością.
Sztuka latania to dobry tytuł, Heleno. Komuś przydałoby się przeczytać Sztukę czytania, wtedy tekst znalazłby właściwe dla niego miejsce - na górnej półce. :)
Dodam jeszcze, że nie wydaje mi się, by opowiadanie oddawało zmiany społeczne, jak stwierdził mój przedmówca, nie o tym mowa.

Mała rzecz do poprawy we fragmencie:

Wiedziałem już, co muszę zrobić. Wróciłem do domu i położyłem list na swoim biurku. Wyszedłem z domu i wjechałem windą na dziesiąte piętro. - wyszedłem z mieszkania wybrzmiałoby lepiej

pzdr
JL
EDyta To dnia 04.12.2020 19:48
A ja się tu, Heleno, kilku dramatów doszukałam.

Bardzo lubię Twój styl. Jest taki... otulający? Czytanie staje się prawdziwą przyjemnością. Dziękuję za te chwile.
Pozdrawiam.
Helena Dulska dnia 05.12.2020 21:03
Marku, dziękuję za odwiedziny. Cieszę się, że tekst się podobał.
Jacku, dziękuję za miłe słowa. Bardzo mi miło. Na pewno skorzystam z Twojej sugestii wprowadzenia poprawki. Pozdrawiam serdecznie!
Edyto , cieszę się, że lubisz mój styl. To dla mnie duże wyróżnienie. Pozdrawiam :)

Hela
Kazjuno dnia 14.12.2020 17:17 Ocena: Świetne!
No, no, no, Helenko, bardzo mile mnie zaskoczyłaś.
Biorąc się za czytanie pierwszego z brzegu kawałka, trochę się obawiałem. Może to z windą się jej udało, a reszta? Kto wie, nie można wykluczyć, że knoty? Przez które będę się przepychał na siłę.
I co wtedy napisać Helence? Przecież obiecałem.

Wiesz? Jak czytam badziewia, to nie chce mi się komentować. Choć czasem jak się wkurzę, to i dokopię.
Lubię sprawiać autorom przyjemność. No i dałaś mi okazję. Przepiękny tekst przez który przefrunąłem jak na skrzydłach. Wprawdzie nie aspiruję by zostać Ikarem (na to jestem za stary). Piękny język i barwne świetne pomysły.
Ufff - poczułem ulgę. Więc się nie pomyliłem, określając Cię nietuzinkową Autorką.

Może dowaliłbym się do fizjologii procesu odpływania w zaświaty. Te znane są z relacji osób, które wygrzebano ze śmierci klinicznej, bo nie wiemy za dobrze o tych którzy odeszli za jednym zamachem. Zastanawiam się, czy oni rzeczywiście mieli ogląd jak z lotu ptaka albo drona? Ci od razu przeniesieni w stan śmierci biologicznej. Bo taki upadek z dziesiątego piętra to śmierć natychmiastowa.
Ale pewnie w takim momencie odbywają się jeszcze życiowe procesy. Może to one dają okazję do ogólnego oglądu?
Mimo, że jestem wierzący mam poważne wątpliwości co do życia pozagrobowego. Twój chłopiec, a właściwie duch chłopca, wraca po trzydziestu latach. Więc jakby a priori zakładasz, że dusze są nieśmiertelne.
Cóż, jako wierzący skłaniałbym się ku twojej tezie. Zresztą w snach niejednokrotnie spotykam się z osobami, które już dawno odeszły. Więc jakoś ożywają, wysyłają sygnały, chcą coś powiedzieć.
Tu, mimochodem wróciłem do tematu senników, o którym pisałem w poprzednim komentarzu, że są dla mnie bezwartościowe.

Reasumując pobudziłaś mnie do myślenia, a to wielki plus, poza niewątpliwie rozrywkowym aspektem powyższej opowieści.

Pozdrawiam, Kaz
Helena Dulska dnia 15.12.2020 18:55
Kazjuno,

miło Cię znów zobaczyć pod moim tekstem. Dziękuję za miłe słowa. Bardzo się cieszę, że tekst przypadł Ci do gustu i co więcej - skłonił do przemyśleń. Ja mam odwrotnie: jestem agnostyczką, ale mam jakaś potrzebę wiary w życie pozagrobowe, może z bardzo osobistych pobudek...

Pozdrawiam Cię, na pewno zjawię się z rewizytą :)

Hela
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mozets
02/12/2021 21:54
Poetyckie świadectwo wiary. Yaro porusza tutaj kilka… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 20:17
Cześć, Kilka uwag zupełnie " sine ira et studio"… »
AntoniGrycuk
02/12/2021 20:16
Hej, a mnie się bardzo podoba. Tyle jest wśród nas… »
Yaro
02/12/2021 19:32
Mój Bóg jest moim Bogiem:) Dziękuję Michał dziękuję… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 18:09
Wiersz w moim przekonaniu doskonały. Zastanawia szczególnie… »
mike17
02/12/2021 17:32
Bo to tak jest, że im bardziej szukasz Boga, On łatwiej cię… »
Marek Adam Grabowski
02/12/2021 16:10
Piszesz:" Będę wdzięczny za szczere i otwarte… »
mozets
02/12/2021 16:07
Proszę o uwagi, po poprawieniu tekstu. Na pewno coś tam… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 15:20
Bardzo "malarski" tekst, w takim znaczeniu, że… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 13:49
Bardzo nostalgiczny, krótki, a mieszczący w sobie dużo… »
liathia
02/12/2021 13:35
Bardzo Wam dziękuję za poczytanie, i komentarze.… »
Jacek Londyn
02/12/2021 12:31
Dzień dobry. Zacznę od ważnej rzeczy - lewactwa w tekście… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 10:42
Może i tak. Przynajmniej rym robi się dzięki temu… »
Lilah
02/12/2021 10:19
Albo - tłum aniołów świętych ???? »
Afrodyta
01/12/2021 22:24
Wodniczko, dziękuję za odwiedziny i za to, że podzieliłaś… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/11/2021 14:27
  • Ze względu na małe zainteresowanie MUZO WENAMI 10 przedłużam czas nadsyłania prac do 15-go grudnia. [link] Życzę weny i lekkiego pióra :)
  • AntoniGrycuk
  • 13/11/2021 11:31
  • Czy ktoś ma pojęcie o wyobrażeniu, gdzie znajdę listę aktualnych czasopism (też internetowych), gdzie warto publikować? Nie mówię o portalach literackich. Dzięki.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2021 22:18
  • Na czyjąś prośbę zamieszczam link do konkursu: [link] Ja w tym roku nie biorę udziału. Należy napisać tekst z jedną z kilku dzielnic Wwy.
  • mike17
  • 09/11/2021 15:15
  • Przypominam, że pozostał jeszcze cały tydzień, by nadesłać pracę konkursową. Weźcie się w garść i piszcie ;) [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 17:15
  • Apisie - wiem i niestety zgadzam się z Twoją opinią - tak jest znów, kolejna "fala"
  • ApisTaur
  • 07/11/2021 16:12
  • Zbyszku. Oczywiście pisałem to do Ciebie, lecz nie o Tobie.:)
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 16:01
  • Apisie -na szczęście nas obu to, o czym pisałeś, zwracając się do mnie, nie dotyczy. ;-}
  • Kazjuno
  • 06/11/2021 18:51
  • Dzięki za miłe komentarze pod recenzją "Buntownika" M. Grabowskiego. Na końcu komentarzy odpowiadam, indywidualnie Joli S. i każdemu z komentujących. Pozdrawiam cały PP
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas