Rozdział 9: Podróż przez osadę myśliwych - Werka96
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Rozdział 9: Podróż przez osadę myśliwych
A A A

Następnego dnia Nana i Gelb wraz z Rossanną opuścili chatkę Sary. Wyruszyli na wschód, gdzie mieszkali ludzie. Z powodu sytuacji z  poprzedniego dnia Nana unikała Rossanny, więc księżniczka Wiśniowego Królestwa rozmawiała głównie z Gelbem.

–  Każdego lata mój tata polował tu na pudrowe tygrysy, dopóki nie zostały objęte ochroną – opowiadała  mu Rossanna. – Ja nie lubiłam polowań, więc spędzałam czas z Sarą. Ona nauczyła mnie właśnie wielu rzeczy, jeżeli chodzi o udzielanie pierwszej pomocy.

– Widać, że bardzo dobrze znasz ten las – powiedział Gelb z uśmiechem

– Rodzice zabierali mnie na spacery po Wiśniowym Lesie, dzięki czemu znam niemalże każdy jego zakamrek – uśmiechnęła się Rossanna i dodała  – Szkoda, że musimy iść na  wschód. Na zachodnim krańcu jest bardzo ładna droga, zrobiona ze złota! 

– Kim są ludzie mieszkający we wschodniej części lasu? – spytał Gelb.

– To są myśliwi. We wschodniej części Wiśniowego Lasu znajduje się dużo zająców i bażantów, więc myśliwi zakładają tam małe osady wraz ze swoimi rodzinami – odpowiedziała Rossanna. 

 Nana zauważyła, że jej koleżanka nagle posmutniała, gdy wspomniała o  myśliwych, więc spytała:

– Co się stało?

– Ci myśliwi mnie nienawidzą, więc nie wiem, czy bezpiecznie przejdziemy przez ich teren – westchnęła Rossanna.

– Dlaczego? – zapytał Gelb.

– Z mojej inicjatywy mój ojciec ograniczył czas polowania na zające i bażanty – odrzekła smutno Rossanna i dodała – Gdy tata wydał dekret o skróceniu czasu polowań, został bardzo skrytykowany. Było również wiele protestów. Jak tylko myśliwi dowiedzieli się, że ja też była zaangażowana w wydanie tego dekretu, to fala krytyki przelała się również na mnie. 

– Ale chyba nie będą chcieli zrobić ci krzywdy? – zapytała Nana, która zapomniała już o sytuacji sprzed wczoraj.

– Nie byłabym taka pewna. Gdy raz przechodziłam przez ich osady, myśliwi ubliżali mi, a raz nawet chcieli mnie pobić – odrzekła Rossanna.

– Oni oszaleli?! – zbulwersował się Gelb. – Przecież za pobicie kogoś z rodziny królewskiej grozi im nawet kara śmierci! Przynajmniej tak jest w naszym królestwie.

– Widocznie polowanie jest dla nich ważniejsze niż życie – rzekła Nana. 

– Prosiliśmy o pomoc nawet Generalne Gubernatorstwo Kraju Białego Orła, ale nic to nie dało – westchnęła ze smutkiem Rossanna  –bo jeden z najważniejszych urzędników w stolicy jest również myśliwym. 

– Więc co się stało z tym dekretem?  – zapytał Gelb.

- Nic, dalej obowiązuje. Mój tata nie dał sobie w kaszę dmuchać i  ostro bronił swojej decyzji. Zawsze broni – powiedziała zdecydowanie Rossanna.

Nagle cała trójka zobaczyła przed sobą wiele mały domków, kształtem przypominające chatkę czarodziejki Sary. Wokół domów znajdowało się mnóstwo ludzi – kobiet z dziećmi oraz mężczyzn ze  strzałami i strzelbami. Niemalże obok każdego domostwa znajdowały się stosy upolowanych bażantów i zająców. Niektóre były pieczone na  wielkich rusztach. Gdy Nana, Rossanna i Gelb przechodzili wśród tej osady, prawie każdy mieszkaniec spoglądał na Rossannę z nienawiścią. Niejeden myśliwy napinał łuk lub kładł strzelbę na ramieniu na widok księżniczki Wiśniowego Królestwa. Gelb szybko to zauważył i wyciągnął jedną strzałę ze swego kołczanu. Nana również postanowiła być czujna i chwyciła za swą różdżkę, która znajdowała się w kieszeni jej torby. Nie czuła się zbyt pewnie z  mieczem, obawiała się, że z nim sobie nie poradzi w razie niebezpieczeństwa.

– Co księżniczka tutaj robi? – warknął jeden z myśliwych, idący prosto w stronę podróżników. Był on łysy, wysoki, umięśniony i miał na sobie lniany kostium koloru granatowego.

– Chyba księżniczka nie chce z nami rozmawiać, co? – spytał ironicznie jego kolega. Miał on za to kędzierzawe, rude włosy i brodę. Był również dobrze zbudowany i można było podziwiać jego umięśniony tors, ponieważ nie miał koszuli. Spodnie miał również lniane, lecz czarne.

– Przechodzę tylko przez waszą osadę jako podróżniczka –odpowiedziała Rossanna z pokerową twarzą.

– Nie wierzę ci! – krzyknął łysy myśliwy i dodał – Na pewno chcesz mieć na nas haka, żeby zakazać nam polowań w tym lesie!

– Nie rozumiesz księżniczko, że jak król wprowadzi zakaz polowania na bażanty i zające, to nie będziemy mieli z czego żyć?! –zdenerwowała się jedna kobieta, stojąca obok domu, znajdującego się przed Gelbem. Rossanna wzięła głęboki oddech i oznajmiła:

– Nie przybyłam tutaj w żadnej sprawie! Jestem tutaj prywatnie! Podróżuję ze znajomymi! Gdybym chciała z wami porozmawiać na  temat polowań, to przyszłabym tu z rycerzami, a nie z łucznikiem i  moją koleżanką.

– Nie wierzymy ci! – krzyknął jeden z myśliwych stojących dalej. – Wiemy, że chcesz zająć się zakazem polowań! W końcu tego nienawidzisz!

Po tych słowach kilku łuczników skierowało swoje strzelby i  strzały w Gelba, Rossannę i Nanę.

– Bardzo was przepraszam za tą sytuację... – wyjąkała ze strachu Rossanna do Gelba i Nany.

Gelb bez zastanowienia zaczął strzelać w mężczyzn, ale ranił ich w nogi lub ręce. Nie chciał nikogo zabijać. Rossanna również stanęła do walki, używając noża i postępowała tak samo.

– Jeżeli się nie uspokoicie, będę musiała zgłosić to królowi! Chyba zdajecie sobie sprawę z tego, że poniesiecie tego konsekwencje, gdy to zrobię? – zapytała Rossanna w pewnej chwili.

– Twój ojciec to frajer! – krzyknął łysy myśliwy, atakując Rossannę nożem. – W ogóle nie umie rządzić królestwem!

Nana za to stała i przyglądała się walkom Gelba i Rossanny. Nogi miała jak z ołowiu. Strach ją sparaliżował. W jednej chwili zapomniała wszystkich zaklęć ochronnych, których nauczyła się pod okiem babci. Gelb i Rossanna mówili coś do niej, ale ona nie słyszała. Niespodziewanie zemdlała. Rossanna od razu do niej pobiegła. Ktoś chciał ją zaatakować w  tym czasie, ale tego nie zrobił, ponieważ wszyscy niespodziewanie usłyszeli głos:

– Dosyć!

Był to Mendog Groźny, przywódca społeczności myśliwych zamieszkujących teren Wiśniowego Lasu. Był mężczyzną w średnim wieku. Miał łysą głowę, lecz gęstą, czarną brodę. Nosił czerwony kontusz owinięty złotym pasem. Gdy myśliwi go usłyszeli, od razu wszyscy znieruchomieli.

– Drodzy przyjaciele, czy wyście powariowali?! – krzyczał Mendog. – Za podniesienie ręki na księżniczkę grozi nawet dziesięć lat w  więzieniu! Chcecie tak skończyć?

Po tych słowach przywódca podbiegł do Rossanny i rzekł:

– Zaniosę twoją towarzyszkę do mojego domu, księżniczko. Ciebie i twego drugiego towarzysza również zapraszam.

Nana obudziła się na kanapie w malutkim saloniku Mendoga.

– Cieszę się, że już się panienka obudziła – uśmiechnęła się do niej Ferra, żona Mendoga. Kobieta miała długie, czarne włosy, niebieskie oczy i jasną cerę. Miała na sobie kobaltową suknię, długą aż do ziemi z  krótkim, okrągłym dekoltem. Na szyi miała piękne, czerwone korale.

– C-co się stało? – zapytała Nana

– Panienka zemdlała na zewnątrz podczas walki myśliwych z  towarzyszami panienki – odpowiedziała Ferra i spytała – Chce się panienka czegoś napić?

– Poproszę szklankę wody – rzekła Nana, podnosząc się. Wiedziała dobrze, że to był atak choroby. Akurat w tym momencie, pomyślała sobie.

Nana przez cały wieczór dochodziła do siebie. Mendog Groźny był naprawdę bardzo miłym człowiekiem. Księżniczka Królestwa Wysokiej Góry w ogóle nie rozumiała, dlaczego miał przydomek "groźny". Na początku rozmowy przeprosił całą trójkę za zaistniałą sytuację i obiecał, że odprowadzi ich do końca lasu z samego rana.

– Robię, co mogę, aby ich przekonać do decyzji króla, ale nie przynosi to żadnych skutków – oznajmił Mendog i dodał – Cały czas tłumaczę im, że zwierzyna musi być chroniona, żeby się rozmnażała. Jeżeli zające i bażanty wyginą, ich sytuacja będzie jeszcze gorsza niż jest. Nasza osada znajduje się w tej części lasu, gdzie rosną najdorodniejsze wiśnie. Handel wiśniami upatruję jako dodatkowe źródło dochodów, ale nie wszyscy chcą o tym słyszeć.

– Jak wrócę do domu, opowiem o wszystkim ojcu – oświadczyła Rossanna i dodała – Na pewno pomoże panu.

– Bardzo dziękuję za wsparcie, księżniczko – powiedział Mendog Groźny i ukłonił się nisko księżniczce.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Werka96 · dnia 17.12.2020 14:13 · Czytań: 796 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 2
Komentarze
Darcon dnia 17.12.2020 19:33
Werko, będę szczery, jeszcze dużo pracy przed Tobą. Mam na myśli warsztat. Nieskładne są zdania i dialogi. Często używasz dziwnych szyków zdań lub po prostu przestawionych. Nieświadomie więc zdarza Ci się zmieniać ich znaczenie. Dialogi brzmią sztucznie, albo inaczej, trochę naiwnie. Miejscami ocierasz się o relację, zamiast fabuły, która powinna wciągać czytelnika. Najlepiej będzie pokazać wszystko na przykładach.
Cytat:
Przez sy­tu­ację z po­przed­nie­go dnia Nana uni­ka­ła Ros­san­ny. Bar­dzo dzi­wi­ło to Gelba, ale nie chciał o nic pytać.

Skoro wiedział, że chodzi o sytuacje z poprzedniego dnia, to dlaczego bardzo go to dziwiło? Czy nie powinno go dziwić wtedy, gdyby nie wiedział dlaczego?
Cytat:
Z do­świad­cze­nia wie­dział, że coś ta­kie­go może za­koń­czyć się kłót­nią...

Co znaczy określenie "coś takiego"? Kojarzy mi się to z rozmową dwóch nastolatek, gdzie jedna do drugiej mówi: "no wiesz, o co chodzi", bo nie umie prawidłowo sformułować myśli, a druga odpowiada jej "no", bo nie wie, o co chodzi. Unikałbym takich zwrotów.
Weźmy drugi akapit.
Cytat:
– Mój tata bar­dzo czę­sto po­lo­wał tu na pu­dro­we ty­gry­sy, do­pó­ki nie zo­sta­ły ob­ję­te ochro­ną – opo­wia­da­ła Ros­san­na – Ja nigdy nie lu­bi­łam po­lo­wań, więc za­wsze spę­dza­łam czas z Sarą. Ona na­uczy­ła mnie wła­śnie wielu rze­czy, je­że­li cho­dzi o udzie­la­nie pierw­szej po­mo­cy. Przy­jeż­dża­łam do chat­ki Sary co roku w lecie.

Masz tendencję do nadmiernego wyolbrzymiania sytuacji, budowania dramatu, gdzie jeszcze go nie ma. Nie widzę uzasadnienia, by umieszczać w jednym dialogu tylu skrajnych określeń: "bardzo, nigdy, zawsze".
Dlaczego "Ja" jest z dużej litery, jeśli wcześniej nie ma kropki? Masz tak w kilku miejscach.
Po co słowo "właśnie", nawiązywałaś już wcześniej do pierwszej pomocy?
Z "jeżeli chodzi o" jest podobnie, jak z "coś takiego".

Można tą wypowiedź napisać tak:
– Mój tata po­lo­wał tu na pu­dro­we ty­gry­sy, do­pó­ki nie zo­sta­ły ob­ję­te ochro­ną – Ros­san­na posmutniała. – Nie lu­bi­łam po­lo­wań, więc często spę­dza­łam czas z Sarą. Na­uczy­ła mnie wielu rze­czy. Udzie­la­nia pierw­szej po­mo­cy i innych. Przy­jeż­dża­łam do chat­ki Sary co roku.
Zobacz, pozbyłem się "dramatycznych słów" i kilku zaimków osobowych. Wypowiedź jest krótsza, więc wszystko skracając w podobny sposób, stworzysz fabułę bardziej dynamiczną, a sensu wypowiedzi nie zgubisz.
Doradzałbym "porzucić" na razie powieść i skupić się na krótkich formach, gdzie szybciej dostaniesz informację zwrotną i poprawisz warsztat.
Żeby nie było, nie jestem we wszystkim na nie. Fajnie, że w ogóle piszesz, masz pomysły i chcesz je realizować. Tylko w powyższej formie nikt tego nie wyda. Jeśli myślisz o pisaniu na poważnie, praca nad warsztatem to podstawa. Bo to, że trzeba mieć pomysły i o czym pisać, to rzecz oczywista. Tego pewnie Ci nie brakuje.
Pozdrawiam.
Marek Adam Grabowski dnia 19.12.2020 12:43 Ocena: Dobre
Niby ciekawe, ale fabuła w sumie jest prosta i banalna. Czyta się sprawnie, ale dałoby się to lepiej opisać, chyba dopiero wyrabiasz sobie warsztat. Reasumując widzę tutaj pewien potencjał, ale zachwytu nie ma.

Pozdrawiam!
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
27/09/2022 00:31
Witaj Wigo Widocznie tak... Dzięki za czytanie, tym… »
Majster89
26/09/2022 21:00
dzięki Brytka ;) pozdrawiam Majster89 »
przyszycguzik
26/09/2022 12:26
Dzięki Agnes :) »
gaga26111
26/09/2022 10:49
Wow no ciekawy komentarz :) całkiem daleki od tego co miałam… »
Brytka
26/09/2022 07:41
Głęboka prawda, polubiłam. »
wolnyduch
25/09/2022 22:01
Bardzo intrygujący wiersz, msz bardzo osobisty, w moim… »
Wiga
25/09/2022 21:59
Widocznie miał pozostać Pozdrawiam jesiennie po… »
wolnyduch
25/09/2022 21:55
próbowałam wiersz skasować, niestety bezskutecznie... »
wolnyduch
25/09/2022 21:49
Nie znam inspiracji, pewnie wówczas mogłabym dobrze wiersz z… »
Wiga
25/09/2022 17:23
Abi-syn Dziękuję za odwiedziny. Co prawda Wiga, nie Wilga,… »
Brytka
25/09/2022 07:46
AnDob - cała dzisiejsza rzeczywistość to jedna wielka… »
Brytka
25/09/2022 07:40
przyszycguzik - Dziękuję, przemyślę te zaznaczone fragmenty,… »
tetu
25/09/2022 00:29
Abi, mnie też hamował niemy krzyk, do tego stopnia, że… »
Majster89
24/09/2022 22:13
dziękuję za miły komentarz;) pozdrawiam serdecznie… »
pociengiel
24/09/2022 21:57
Dzięki wielkie. »
ShoutBox
  • Ronin
  • 26/09/2022 10:16
  • Przyciśnięcie prawego przycisku myszy nie daje opcji "wklej".
  • wolnyduch
  • 24/09/2022 12:39
  • Dzień dobry - uprzejmie proszę Szanowną Redakcję, o skasowanie mojego ostatniego wiersza, bowiem jest to twór soneto podobny, a miałam dać inny wiersz jesienny, ten dałam pomyłkowo.
  • Zola111
  • 24/09/2022 01:00
  • Głosujcie, bo nie głosujecie: [link]
  • ajw
  • 19/09/2022 17:30
  • Nastrojowe :)
  • Dzon
  • 17/09/2022 00:04
  • Eee.. tak napisałem trochę głupot i chciałem skasować. Sorry.
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas