Winda, cz. 3 - Helena Dulska
Proza » Długie Opowiadania » Winda, cz. 3
A A A

    Pierwszą rzeczą, którą widzę, kiedy tego dnia wychodzę na balkon, żeby zapalić papierosa, jest ogromna kałuża i siedzący nad nią czarny kot, pers. Leniwie przeciąga się w pierwszych promieniach słońca. Paląc, przyglądam mu się do momentu, kiedy płoszy go idący ulicą mężczyzna. Po śniadaniu ponownie wychodzę na balkon. Słońce niedawno dopiero zaczęło wędrówkę, a chmury wyraźnie już mają ochotę przywłaszczyć je sobie. Obok kałuży dostrzegam małą, czarną postać. Tym razem to zwykły dachowiec. Kot chowa się pod naszym samochodem.


    Tego dnia jeszcze kilka razy widzę czarnego kota. Jeden z nich pojawia się, kiedy jadę do sklepu. Woda zabawnie rozpryskuje się pod kołami mojego roweru. Uwielbiam wjeżdżać w kałuże, to przypadłość, która pozostała mi jeszcze z dzieciństwa. Chmury połknęły słońce, tak jak przewidywałam. Mży. Kot pojawia się przed moimi oczami w momencie, kiedy wjeżdżam przednim kołem roweru w apetyczną, ogromną, jakby stworzoną dla moich potrzeb plamę wody. Siedzi u jej brzegu. A właściwie siedział, bo spłoszyłam go, zanim dobrze zdążyłam mu się przyjrzeć.


    Czwartego kota spotykam wieczorem. Wracam do domu z poczty, znów jadąc rowerem. Od wielu lat to mój ulubiony środek lokomocji. Deszcz rozpadał się na dobre. Rozkładam nad sobą parasol i jadę dalej, trzymając kierownicę jedną ręką. Nie jest to najwygodniejsza pozycja, ale, pomimo że lubię deszcz, wolałabym dzisiaj pozostać sucha. Obserwuję szyldy sklepów i reklamy, odbijające się w kałużach. Trochę denerwuje mnie, zakłócająca odbiór wrażeń, moja własna postać na rowerze. Marzę o tym, żeby przez chwilę stać się przezroczysta. Kota zauważam tylko dlatego, że przez mgnienie oka przesłania moje odbicie w tafli wody. Jedyne, na co zwracam uwagę, to jego kolor. Jest czarny. Chociaż pewności nie mam. Wieczorem wszystkie koty są czarne.


    Tego dnia wychodzę z domu jeszcze raz. Jestem umówiona z przyjacielem. Deszcz w końcu przestał padać. Już prawie noc. Niebo ma dziwny, kobaltowy kolor. Księżyc o kształcie idealnej kuli wygląda zupełnie jak bańka mydlana. Dokładnie wpasował się pomiędzy dwie, spośród kilku linii wysokiego napięcia. Z początku wydaje mi się, że ten układ tworzy pięciolinię, na której księżyc postanowił zabawić się w nutę. Potem jednak dokładnie liczę linie. Jest ich sześć.


    Z Pawłem spotykamy się na rynku i wspólnie postanawiamy wypić piwo w pobliskim klubie. Znamy się od dziecka. Razem dorastaliśmy, łączy nas wiele wspólnych wspomnień. Mam potrzebę wygadania się komuś, jest we mnie tyle nagromadzonych myśli. Poprosiłam go o to spotkanie. Potrzebuję tego. Boję się jednak, czy jest w stanie mnie zrozumieć. Czy ktokolwiek jest w stanie mnie zrozumieć?


   Twarz Pawła nabrała wyrazu. Może to dzięki długiej brodzie, może dzięki nowym okularom, w których odbija się teraz światło, stojących na stole, świeczek. Powietrze ma zapach dymu i wilgotnej piwnicy. W głośnikach cicho pobrzmiewa Black Coffee. Kelner przynosi nam piwo i orzeszki. Biorę ich małą garść i wsypuję sobie do ust. Czuję ich słono-słodki smak, ulubiony smak dzieciństwa. Przy sąsiednim stoliku jakaś para obściskuje się bez skrępowania. Na surowych, ceglastych ścianach wiszą w drewnianych ramkach czarno-białe zdjęcia, przedstawiające stare, ślubne portrety.
     – Marta, zobacz! Niesamowite! – Paweł zatrzymuje się przy jednym z nich.
Rzeczywiście, kobieta na zdjęciu ma moją twarz, niewiarygodnie podobną: takie same jasne włosy, okrągłe, duże oczy, lekko zadarty nos i wydatne usta. Swoją drogą mężczyzna na zdjęciu wcale nie przypomina mojego Bartka. Ciemnowłosy, krępy, o mocnych rysach twarzy nie ma żadnych cech wspólnych z moim, eterycznej urody, mężem. Wyciągam telefon i utrwalam na zdjęciu parę nowożeńców.

     Paweł przelewa mi piwo do szklanki. Uśmiecha się zachęcająco.
     – Co się dzieje, Marta? – przygląda mi się spod na wpół przymkniętych powiek.
     – Oj, dzieje się, dzieje…
     – Śmiało. Wywal to z siebie – zachęca, a jednak wciąż czuję się niepewnie. – Co znowu narozrabiałaś? Masz romans? Jakieś kłopoty finansowe? No, co jest grane? Mnie przecież możesz powiedzieć.
     –Nic z tych rzeczy.
     – No to o co chodzi? Zabiłaś kogoś i nie wiesz gdzie ukryć zwłoki?
     – Czuję, że w moim życiu dzieje się coś dziwnego.
     – Coś dziwnego? Co dokładnie masz na myśli?
     – Nie potrafię tego wyjaśnić. Nie wiem, od czego zacząć.
     – Najlepiej od początku. Kiedy po raz pierwszy to odczułaś?

     Odpowiedź na to pytanie wcale nie wydaje mi się oczywista. Muszę zajrzeć daleko w głąb siebie, przedrzeć się przez gmatwaninę własnych myśli, pozbierać ułamki wrażeń, zanurzyć się we wspomnieniach. Tak naprawdę już dawno mam wrażenie, że moje życie nie jest sumą przypadkowych zdarzeń, że ktoś lub coś kieruje jego przebiegiem. Jednak wydarzenia ostatnich tygodni są czymś innym, czymś zupełnie innym.
    – Myślę, że wszystko zaczęło się od książki, którą piszę.
    – Piszesz książkę? Nic mi nie mówiłaś? Skąd pomysł, żeby coś napisać?
    – Pewnego dnia poczułam po prostu, że muszę to zrobić. Na początku nie wiedziałam jak się do tego zabrać. Nie byłam pewna czy potrafię cokolwiek sobie wyobrazić. Nie robiłam tego nigdy wcześniej.


    Przypominam sobie tamten dzień. Chwilę, kiedy wieszałam nad biurkiem podkowę, zastanawiając się, co jeszcze przyda mi się do pisania. Przyniosłam odtwarzacz CD i kilka ulubionych płyt, wybierając jedną i pozwalając, by muzyka łagodnie wypełniła przestrzeń. Postawiłam na biurku wielki kubek gorącej herbaty. Założyłam na komputerze folder pod nazwą „Moja książka”.        Miałam w głowie tylko mglisty, bardzo ogólny zarys tego, co chciałabym napisać. Kawałki słów, myśli, wrażeń, przeczuć i wspomnień. Niedokończone zdania, w połowie przerwane rozmowy. Obrazy, których treści nie potrafiłam do końca odczytać. I rosnącą z minuty na minutę potrzebę pisania. Na początku nie potrafiłam oderwać się od opisywania swoich przeżyć. Bałam się, że moja książka stanie się sentymentalną opowiastką, chaosem moich własnych doznań. Nie chciałam tego, ale równocześnie coś zmuszało mnie, abym pisała dokładnie o tym, co czuję. Po zapisaniu kilku stron zaznaczyłam cały tekst i wcisnęłam „Backspace”. Biały, pusty ekran, początkowo wywołał we mnie niemiłe uczucie zagubienia. Nigdy jeszcze nie pisałam książki. Nie miałam doświadczenia. Bałam się, że sobie nie poradzę. Czy mam wystarczająco dużo wyobraźni? – zastanawiałam się. Po jakimś czasie poczułam, jak moja fantazja zaczyna działać, jak odrywam się od siebie. Czułam się, jakbym błądząc po ciemku w ogromnym pokoju, odnalazła dawno zapomniane drzwi. Otworzyłam je i weszłam do środka.


    – I jak ci idzie? Jaki jest tytuł twojej książki? – głos Pawła wyrwał mnie z zamyślenia.
Odpędzając od siebie wspomnienia, wracam do rzeczywistości.
    – Roboczo nazwałam ją „Winda”. To historia pewnego fotografa. Ciężko mi ocenić jej wartość, choć na pewnym portalu pisarskim jej fragment dostał raczej pozytywne opinie. Z pewnością muszę jeszcze co nieco podszlifować.
    – Nie przestajesz mnie zaskakiwać. Pisz, pisz. Może coś z tego będzie. Tylko wystrzegaj się wątków biograficznych. To do niczego dobrego nie prowadzi.
Na dowód Paweł opowiada mi słynną historię bliźniaczek, których dzieje zostały zekranizowane, pomimo braku zgody rodziny na autoryzację. Jedna z nich, adoptowana w dzieciństwie, po obejrzeniu filmu odnalazła w nim siebie. Popełniła samobójstwo.
Słucham nieuważnie, przecież nie zamierzam pisać o sobie i drogowskazy w postaci tragicznych historii nie są mi do niczego potrzebne.
    – To nie tak – przerywam mu. – Jest zupełnie odwrotnie. To nie moje życie ma wpływ na książkę, ale książka – na moje życie. Bardzo wyraźny wpływ. Czuję, że nie potrafię tego zastopować.
    – W jaki sposób wpływa na twoje życie? Czy możesz mi to wyjaśnić?
    – To dzieje się na każdym kroku.
    – Konkretny przykład?
    – Chociażby tytułowa winda. Zacięłam się w niej dzień po tym, kiedy o tym napisałam. Albo obraz z wielorybem, który opisałam w jednej ze scen. Taki sam obraz parę dni później zobaczyłam w galerii. Czy choćby kłótnia bohaterów, która znalazła oddźwięk w nasze kłótni z Bartkiem. To tylko mały procent tych dziwnych zdarzeń. Tych rzeczy jest całe mnóstwo. One wciąż mi się przydarzają. Mam wrażenie, że ktoś prowadzi jakaś dziwną grę, bawi się moim życiem.
     – To zwykły zbieg okoliczności. Przypadek. A może podświadomie sama sprowadzasz na siebie niektóre zdarzenia. Coś jak z samospełniającą się przepowiednią. Jeśli klienci banku usłyszą plotkę, że bank upada – zaczynają wypłacać z niego pieniądze. I bank rzeczywiście upada. Tak to mniej więcej działa.


    Paweł uśmiecha się. Zawsze podobał mi się ten jego zdystansowany, nieco cyniczny stosunek do świata. Dziś w nocy jednak ten uśmiech przerywa mnie na pół. Czuję się, jakbym była naga i w popłochu szukała ubrania, a tłum obcych oczu z rozbawieniem przyglądał się mojej szamotaninie.
    – Paweł, to nie jest przypadek! – Mój podniesiony głos zwraca uwagę innych. Para przy sąsiednim stoliku przygląda mi się z wścibską uwagą. Być może próbuję nie utonąć i chwytam się ostatniej deski ratunku. Ściszam nieco głos, z trudem opanowując kolejny wybuch. – Musisz mi w to uwierzyć. Przeczytaj ten fragment. Jeśli nic dziwnego nie stanie się w twoim życiu, uwierzę, że to obłęd. Proszę…- wyciągam z torebki kilka zapisanych kartek i kładę przed nim na stole.
    – Dobrze, przeczytam. Mam jednak pewność, że wszystko to zwyczajnie sobie uroiłaś. Czy mówiłaś o tym komuś oprócz mnie? Bartkowi?
   –Tak, rozmawiałam z Bartkiem. Wierzy mi. Sam nawet mówił, że i w jego życiu zaczynają mieć miejsce niespodziewane zdarzenia – kłamię. Nie jestem w tym najlepsza, pomimo że wychowywała mnie mistrzyni oszustwa: czuję, że mój głos drży, a moje ręce robią się wilgotne. Gdybym cokolwiek powiedziała Bartkowi, najpewniej uznałby, że zwariowałam. Jest tak logiczny, wierzący w naukowe wyjaśnienie wszystkich zjawisk, niedopuszczający do siebie myśli o żadnej irracjonalności. Może popatrzyłby na mnie bladym, wystraszonym spojrzeniem, a potem zapisałby mnie na wizytę do psychiatry. Nie mogę jednak powiedzieć tego Pawłowi. Uznałby, że ma rację, nawet nie próbując wgłębić się w mój tekst.
Przekrzywia głowę, przyglądając mi się uważnie. Czuję, że zaschło mi w ustach, podnoszę szklankę z piwem i piję łapczywie, skupiając wzrok na drewnianym blacie stolika. Cieszę się, że w knajpce jest ciemno i być może nie widać koloru mojej twarzy.
   – To obłęd udzielony. – Paweł jest bezlitosny. – Czytałem kiedyś o tym. Ponoć można w pewien sposób zarazić się urojeniami, jeżeli jest się blisko z osobą, u której wystąpią. Mam nadzieję, że i mnie to nie spotka. – Uśmiecha się, choć mam wrażenie, że pomimo tego, co powiedział, informacja o dziwnych wydarzeniach w życiu Bartka w końcu nim poruszyła.
   – Przeczytaj, może zmienisz zdanie – proszę.
   – Dobrze, ale obiecaj mi jedno – mówi, dopijając ostatni łyk złotego trunku. – Jeśli nic się nie zmieni, wybierzesz się do specjalisty.


    Gaszę świeczkę. Czuję, że wraz z jej blaskiem ginie ostatnie światełko nadziei i od razu przychodzi mi do głowy myśl, że to oklepane i banalne porównanie. Jestem przecież dojrzewająca pisarką, która musi zwracać uwagę na jakość swoich myśli. Wychodząc, jeszcze raz przyglądam się mężczyźnie ze ślubnego zdjęcia. Na pewno nie znam nikogo, kto wyglądałby tak, jak on.


    Paweł odprowadza mnie prawie pod sam dom. Od miejsca, w którym się rozstajemy, mam do przebycia tylko niewielki odcinek drogi. Księżyc przesłoniły chmury, drogę oświetla już tylko światło latarni. Mój cień podąża za mną jak wierny towarzysz podróży. Kiedy jestem już bardzo blisko domu, spostrzegam, że mój wierny kompan rozdzielił się na trzy części. Mam teraz trzy własne cienie. Zafascynowana tym zjawiskiem omal nie wchodzę w kałużę, tę samą, którą obserwowałam dziś z naszego balkonu. Dopiero wtedy dostrzegam jeszcze dwa cienie. Są tak samo czarne, jak ich właściciele. To cienie kotów.


Wchodząc do środka, zauważam, że zapomniałam wprowadzić z ganku mój rower. Muszę to zrobić, znów zaczyna padać.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Helena Dulska · dnia 25.12.2020 21:01 · Czytań: 474 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 15
Komentarze
Kazjuno dnia 26.12.2020 11:15
Dokonałaś, Helenko, niebanalnej wolty.

Początkowo jako czytelnik byłem zagubiony, nie mogłem się połapać o czym czytam?
Wreszcie po doczytaniu części dialogu przy piwie, zrozumiałem w czym rzecz. Więc Autorka poprzednich odcinków Windy zwierza się przyjacielowi z obsesji, która pchnęła ją do pisania znanych mi już opowieści.
Okazuje się, że Paweł - przyjaciel - postrzega Autorkę/Ciebie (tak na marginesie mówiąc) podobnie do męża - zatwardziałego racjonalisty - Bartka.

Więc dałaś mi znowu do myślenia. Wprawdzie - czemu dałem wyraz w poprzednich komentarzach - jestem przekonany o niewytłumaczalnej jeszcze wiedzy, nawiązującej do parapsychologii.
Tutaj pozwalasz sobie na szarżę. Poddajesz, mimochodem, w wątpliwość stan psychicznego zdrowia nie tylko opisanej w tej części bohaterki (początkującej pisarki), ale i jakby samej SIEBIE. Przecież to TY jesteś autorką poprzednich odcinków windy.

Odważne to - muszę przyznać.

Przed ponad dziesięciu laty zmarł jeden z moich kolegów. Był bardzo przystojnym facetem, który mnie wkurzał narcyzowskim samouwielbieniem. (Na przykład twierdził, że jest tak męski, że jak pocałuje dziewczynę, to ta musi doznać orgazmu). Był postrzegany jako dziwak z obsesją na szkło. Coś jak Dorian Grey wpatrujący się w swoje odbicie. Gdy był na bani rozwalał lustra, tudzież tłukł kieliszki i szklanki. Lecz w tamtych czasach nikt nie podejrzewał go o "szmery pod kopułą". Spotkałem go po kilkunastu latach od czasów naszej młodości. Mieszkał w Szwecji i okazało się, że cierpi na zaawansowaną schizofrenię. dzięki której pobiera szwedzką rentę.

Powyższe wtrącenie zawarłem, żeby choćby częściowo "wybielić Cię" z podejrzenia o chorobę psychiczną. Pamiętam jego opowieści, które mnie zaskoczyły, zanim wyznał prawdę o swoich pobytach w szwedzkich klinikach psychiatrycznych.
Wygadywał takie brednie, że zrobiło mi się mdło. Coś pieprzył o prądach, które rzekomo miałem mu wysyłać ze Szwajcarii, w której nigdy nie byłem oraz inne podobne głodne kawałki.

Twoja bohaterka opowiada Pawłowi:
Cytat:
– Cho­ciaż­by ty­tu­ło­wa winda. Za­cię­łam się w niej dzień po tym, kiedy o tym na­pi­sa­łam. Albo obraz z wie­lo­ry­bem, który opi­sa­łam w jed­nej ze scen. Taki sam obraz parę dni póź­niej zo­ba­czy­łam w ga­le­rii. Czy choć­by kłót­nia bo­ha­te­rów, która zna­la­zła od­dźwięk w nasze kłót­ni z Bart­kiem. To tylko mały pro­cent tych dziw­nych zda­rzeń. Tych rze­czy jest całe mnó­stwo. One wciąż mi się przy­da­rza­ją. Mam wra­że­nie, że ktoś pro­wa­dzi jakaś dziw­ną grę, bawi się moim ży­ciem.


W zacytowanym fragmencie, granica między opowieściami szurniętego ś.p. kolegi jakby się prawie zacierała. Nie dziwota, że racjonalny jak Bartek Paweł podejrzewa u Marty schorzenie umysłowe.
Jednak Ty próbujesz wyjaśnić zjawiska, które z punktu widzenia parapsychologii, czy sił telepatycznych, są spotykane, mogłaś takie przeżywać. Na pewno rzadziej przytrafiają się racjonalistom, a już jeśli? To zdrowo-rozsądkowcy tłumaczą sobie źle strawionym obiadem, chwilowym roztargnieniem i czort wie czym.

Jako ogólną wartość 3-ciej części Windy doceniam jej nowatorstwo i odwagę w zwróceniu
uwagi na zjawiska paranormalne. A te bez wątpienia dzieją się wokół nas i w nas samych.
Nie wszystko jest wytłumaczalne "okiem i szkiełkiem mędrca".

I to uznałbym za duży walor całego cyklu Windy.

Język bardzo dobry, choć dostrzegłem drobne uchybienie:

Pierwsze zdanie - drobiazg literówka
Cytat:
która
- miało być (którą).

Pozdrawiam Bożo Narodzeniowo, Kaz
Helena Dulska dnia 26.12.2020 13:14
Kazjuno,

bardzo dziękuję Ci za odwiedziny i komentarz.
Bardzo byłam ciekawa jak wygląda moja "Winda" z perspektywy czytelnika, bo ja pisząc kolejną część (podobnie jak poprzednie) dobrze się bawiłam.

Tak, masz rację. Stan psychicznego zdrowia bohaterki jest tu poddany w wątpliwość. Choroby psychiczne, różne "odchylenia od normy" od dłuższego czasu mnie fascynują. Widzę w tych "dziwnych stanach świadomości" coś więcej, niż tylko zwykłe zaburzenia. Myślę też, że wiele tzw. "objawień" miało podłoże psychiczne. Wielu ludziom udziela się tez obłęd zbiorowy (teraz na przykład związany ze szczepieniami, czy jakimiś wydarzeniami społecznymi), generalnie więcej jest szaleństwa na świecie, niż zdajemy sobie z tego sprawę. Ja przejawy takiego "irracjonalnego myślenia" widzę na każdym kroku i czasem mam wrażenie, że ci którym się wydaje, że są "najnormalniejsi na świecie" mają największe problemy psychiczne (zresztą to normalne, że ludzie w psychozie nie dostrzegają jej u siebie).

Tak, jak już pisałam - w rzeczywistości jestem osobą dość racjonalną i tematykę zjawisk paranormalnych omijam szerokim łukiem, choć moje "ja pisarskie" domaga się, abym na ten temat pisała (być może ta skłonność do odbierania świata głębiej jest u mnie jakąś pierwotną skłonnością).

Dziękuję Ci za docenienie języka oraz wskazanie drobnych niedoskonałości w tekście.

Pozdrawiam serdecznie :)

Hela
wiosna dnia 27.12.2020 13:29
Zaskoczyłaś, Helu:)
Ciekawe, co zrobi główna bohaterka-pisarka. Może przecież zacząć kreować swój świat, życie, wyczarowywać swoim pisaniem tylko to, co najlepsze. Bawić się w Boga?
Pozdrawiam:)
Helena Dulska dnia 27.12.2020 15:23
Wiosenko,
bardzo dziękuję za przeczytanie i komentarz.
Tak, masz rację - bohaterka dostała pewien dar od losu ale może się zdarzyć, że nie będzie umiała z niego właściwie skorzystać...
Nie mam jeszcze do końca pomysłu na to opowiadanie (choć powstało już kolejnych wiele stron) więc sama jestem ciekawa jak to wszystko się zakończy :)
Pozdrawiam Cię ciepło,
Hela
Jacek Londyn dnia 28.12.2020 18:45
Heleno, poszłaś w kierunku, którego się nie spodziewałem. Nie wiem, czy to właściwy ruch, więc z ciekawością przeczytam kolejny odcinek. Ten, takie mam wrażenie, był pisany pospiesznie. Wymaga paru poprawek, przemyśleń. Kilka wątpliwości poniżej:

Dokładnie wpasował się pomiędzy dwie, spośród kilku linii wysokiego napięcia. Z początku wydaje mi się, że ten układ tworzy pięciolinię, na której księżyc postanowił zabawić się w nutę. Potem jednak dokładnie liczę linie. - Zastanowiłbym się nad konstrukcją pierwszego zdania, trochę też zbyt dużo w tym fragmencie linii.

Boję się jednak czy jest w stanie mnie zrozumieć. - zabrakło przecinka

Na początku nie wiedziałam jak się do tego zabrać. - j.w.

Nie byłam pewna czy potrafię cokolwiek sobie wyobrazić. - j.w.

w których odbija się teraz światło, stojących na stole, świeczek. - a w tym zdaniu przecinki lepiej sobie darować

Przyniosłam odtwarzacz CD i kilka ulubionych płyt, wybierając jedną i pozwalając, by muzyka łagodnie wypełniła przestrzeń. - zastanowiłbym się, czy imiesłowy przysłówkowe są tu na miejscu

Założyłam na komputerze folder pod nazwą „Moja książka”. - wydaje mi się, że tak się nie mówi

Bałam się, że moja książka stanie się sentymentalną opowiastką, chaosem moich własnych doznań., a w kolejnym fragmencie:
To historia pewnego fotografa. - chyba coś do zmiany

których dzieje zostały zekranizowane, pomimo braku zgody rodziny na autoryzację. - nie znajduję w tym sensu

Klimat poprzednich odcinków bardziej przypadł mi do gustu... Może po tym historia znów dostanie kopa.
Czekam, pisz, nie zwlekaj. :)

pzdr
JL
Helena Dulska dnia 28.12.2020 19:43
Dziękuję Jacku,
tak myślałam, że mogę ta częścią opowiadania nie wszystkim dogodzić :) Tym bardziej, że akcja jest tu mniej dynamiczna, nastrój nieco senny a stan psychiczny bohaterki poddany w wątpliwość, a nie każdy chce podążać za bohaterem, któremu nie ufa. Przemyślę te fragmenty, które wskazałeś i oczywiście poprawię interpunkcję (dzięki za wskazanie).
Bardzo się cieszę, że odniosłeś się do tego fragmentu, wyrażając swoje hmm...niezadowolenie? z takiego obrotu sprawy. Ja sama jeszcze nie wiem do końca czy to dobry kierunek, dlatego każdy głos jest dla mnie bardzo ważny.

Tu zupełnie nie widzę błędów...
Cytat:
Przyniosłam odtwarzacz CD i kilka ulubionych płyt, wybierając jedną i pozwalając, by muzyka łagodnie wypełniła przestrzeń. - zastanowiłbym się, czy imiesłowy przysłówkowe są tu na miejscu
Założyłam na komputerze folder pod nazwą „Moja książka”. - wydaje mi się, że tak się nie mówi

Tu też nie ma błedu
Cytat:
Bałam się, że moja książka stanie się sentymentalną opowiastką, chaosem moich własnych doznań., a w kolejnym fragmencie:To historia pewnego fotografa. - chyba coś do zmiany

Przecież pomiędzy tymi zdaniami znajduje się to:
Cytat:
Po ja­kimś cza­sie po­czu­łam, jak moja fan­ta­zja za­czy­na dzia­łać, jak od­ry­wam się od sie­bie.


Cytat:
których dzieje zostały zekranizowane, pomimo braku zgody rodziny na autoryzację. - nie znajduję w tym sensu
- o widzisz, a ja myślałam, że dość jasno się wyraziłam

Pozdrawiam serdecznie,
Hela
Jacek Londyn dnia 28.12.2020 20:45
Wracam na chwilę, żeby się wytłumaczyć. :)

1/ imiesłów przysłówkowy dobrze stosować tam, gdzie mamy do czynienia z dwoma czynnościami w tym samym czasie, np. Szedł, śpiewając.
Twoja bohaterka najpierw przyniosła odtwarzacz, dopiero potem działa się cała reszta.
2/ Utworzyłam w komputerze (kompie) folder Moja książka - Raczej tak to widzę, ale Ty możesz patrzeć inaczej
3/ Autoryzuje się własną wypowiedź/wywiad przed opublikowaniem, tu nie ma takiej sytuacji.
4/ Czułam się, jakbym błądząc po ciemku w ogromnym pokoju, odnalazła dawno zapomniane drzwi. Otworzyłam je i weszłam do środka. - weszłaś w skórę fotografa? Bo to jest przecież jego historia, tak wynika z treści dwóch pierwszych odcinków.

Znikam, pzdr
JL
Helena Dulska dnia 28.12.2020 21:29
Jacku,
dziękuję za Twoje wyjaśnienia.
Trochę bałam się tego, że zostanę utożsamiona z bohaterką i jak widzę tak się dzieje: najpierw Kazjuno, a teraz Ty, mylicie bohaterkę opowiadania ze mną
Jacek Londyn napisał:
weszłaś w skórę fotografa?

Nie mam na imię Marta i nie jestem bohaterką opowiadania!
Marta myśli:
Cytat:
Czu­łam się, jak­bym błą­dząc po ciem­ku w ogrom­nym po­ko­ju, od­na­la­zła dawno za­po­mnia­ne drzwi. Otwo­rzy­łam je i we­szłam do środ­ka.

Weszła w świat swojej wyobraźni, wcześniej wykasowując wszystko to, co napisała z myślą o sobie samej. Może trudność ze zrozumieniem tekstu zależy w dużym stopniu od nastawienia czytelnika (a Ty, jak sam przyznałes, nie popadleś w zachwyt nad tą częścią).

Dzięki za wyjaśnienia odnośnie imiesłowu przysłówkowego. Z tym folderem myślę, ze błędu nie zrobiłam, ale Twoja propozycja podoba mi się - dziękuję.

Pozdrawiam,
Hela
Jacek Londyn dnia 29.12.2020 08:56
To tylko błąd pisarski, Heleno. W komentarzu powinno być:

Otworzyłam je i weszłam do środka. - weszła w skórę fotografa? Bo to jest przecież jego historia, tak wynika z treści dwóch pierwszych odcinków.

Nie utożsamiam Cię w żaden sposób z bohaterką opowiadania. Sam piszę często w pierwszej osobie l.p. i też się nie utożsamiam.:) Nie wykluczam, że kiedyś to zrobię. To będzie niezłe harakiri. :)
Helena Dulska dnia 29.12.2020 10:32
Jacku,
być może błąd pisarski (choć dziwne, że zmieniający akurat w ten sposób wypowiedź...) Myślę jednak, że przede wszystkim błąd czytelnika nieuważnego, skoncentrowanego wyłącznie na swoich racjach. No bo skąd tyle nieporozumień naraz?
Jacek Londyn dnia 29.12.2020 10:56
Heleno, jestem tu na PP jednym z uważniejszych czytelników. Zawsze staram się przedstawiać swoje uwagi i wątpliwości bezinteresownie, nie nazwałbym tego koncentrowaniem się na swoich racjach. Pisanie to osobiste pole doświadczalne dla piszącego, racje czytelników nie mają znaczenia. Ważne są uwagi - te mogą być zasadne lub nie. Wybór należy do Autora.

Pzdr i czekam na c.d. :)
JL
Madawydar dnia 30.12.2020 11:30
Przeczytałem wszystkie trzy części. Pierwsze dwie z zaciekawieniem. Trzecie wchodzi w stronę, za którą nie bardzo przepadam. Zaburzenia psychiczne, zjawiska paranormalne to nie moja bajka.
Doceniam jednak sam pomysł, tekst również czyta się gładko i na pewno przeczytam kolejną część. No cóż, ja już tak mam: jak coś zacznę, to muszę skończyć.
Doceniam również takie "pisanie w biegu" tj. publikowanie nie mając całkowicie ukończonej całości. Sam popełniłem ten błąd i prawdę mówiąc było ciężko, ale czytelnicy PP na ogół dobrze oceniali moją "Dorotę" , więc i w Twoim przypadku mam nadzieję, że będzie Ok.

Pozdrawiam

Mad.
Helena Dulska dnia 30.12.2020 13:05
Dziękuję, Madawydarze

za przeczytanie i Twoją opinię.
Pomyślałam, że dodatkowy watek wzbogaci tę opowieść, ale sama nie jestem do końca przekonana, czy to ten wątek :) Dzięki za docenienie pomysłu i odwagi publikowania niedokończonego tekstu. Nawet nie przyszło mi do głowy, że mogłabym się czegoś bać, szczerze mówiąc. Opinie czytelników są dla mnie wskazówką. Jeszcze raz dzięki za Twoją.

Pozdrawiam,
Hela
RonaczeK dnia 30.12.2020 22:21 Ocena: Świetne!
Mocno wciąga ta Twoja "Winda" dobrze i gładko napisane ciekaw jestem jak to opowiadanie będzie się rozwijać. Co do pisania i tego w jaki sposób się człowiek od niego uzależnia - ciesz się bo to żaden powód do zamartwienia się a sprawa dziwnych zdarzeń? Hmm a może po prostu zaczęłaś więcej zauważać niż do tej pory jeszcze raz napiszę ciesz się to naprawdę wielki dar martwić to się można jak mimo chęci napisania czegoś dopada człeka niemoc twórcza ( nie życzę tego).

Jeszcze tylko 2 małe ale:
Cytat:
Czy choćby kłótnia bohaterów, która znalazła oddźwięk w nasze kłótni z Bartkiem.
Tu miało być chyba naszej -prawda?

Cytat:
Wchodząc do środka, zauważam, że zapomniałam wprowadzić z ganku mój rower. Muszę to zrobić, znów zaczyna padać.
Tutaj powinno być jak mniemam wprowadzić do ganku rozumiem że autokorekta :)

-pozdrawiam serdecznie.
Helena Dulska dnia 31.12.2020 01:03
RonaczeK,

dziękuję za świetną ocenę, dobre słowo i wskazanie drobnych niedoskonałości.
Oczywiście poprawię.

Pozdrawiam,
Hela
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wodniczka
26/11/2021 21:32
Witaj voytek72 Nie lubię przecinków :) Cieszę się, że… »
Marek Adam Grabowski
26/11/2021 20:08
Cholera, teraz patrzę i do nie widzę. Chyba mi się… »
mozets
26/11/2021 19:37
Tak, tak, - wszyscy co uważają, że życie bez szaleństw jest… »
Marian
26/11/2021 19:26
Korektorko, dziękuję za wizytę i miły komentarz. Wszystkie… »
Marek Adam Grabowski
26/11/2021 17:53
Rok temu zarzuciłem ci pod tym tekstem (na konkurencyjnym… »
tetu
26/11/2021 16:52
Cześć Wiolin. Napisałeś bardzo fajny wiersz, z bardzo… »
tetu
26/11/2021 16:33
Zielony Kwiecie, dziękuję za przemyślenia i słowo na temat.… »
mozets
26/11/2021 15:16
Jo nie Pan - ino Muniek Mozets. Uwagi do tekstu -… »
voytek72
26/11/2021 15:09
Zgadzam się tetu takie motto pasowałoby tu znakomicie. :)»
Yaro
26/11/2021 15:01
Dziękuję za uwagi ale to mój styl nic więcej:)Piszę i tyle:)»
Korektorka
26/11/2021 13:22
Dzień dobry, Dziękuję za ciekawą lekturę. Uwag mam tylko… »
ZielonyKwiat
26/11/2021 12:39
Mozets, po przeczytaniu Pańskiego komentarza za bardzo nie… »
mozets
26/11/2021 10:18
Zielony Kwiecie. Nie znikaj. Pisz dalej. Jest coś w Twoich… »
Andrzej Baka
26/11/2021 09:35
Bez urazy, dużo jednoznacznych porównań i powtórzeń. Wszyscy… »
Andrzej Baka
26/11/2021 09:33
:) »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/11/2021 14:27
  • Ze względu na małe zainteresowanie MUZO WENAMI 10 przedłużam czas nadsyłania prac do 15-go grudnia. [link] Życzę weny i lekkiego pióra :)
  • AntoniGrycuk
  • 13/11/2021 11:31
  • Czy ktoś ma pojęcie o wyobrażeniu, gdzie znajdę listę aktualnych czasopism (też internetowych), gdzie warto publikować? Nie mówię o portalach literackich. Dzięki.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2021 22:18
  • Na czyjąś prośbę zamieszczam link do konkursu: [link] Ja w tym roku nie biorę udziału. Należy napisać tekst z jedną z kilku dzielnic Wwy.
  • mike17
  • 09/11/2021 15:15
  • Przypominam, że pozostał jeszcze cały tydzień, by nadesłać pracę konkursową. Weźcie się w garść i piszcie ;) [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 17:15
  • Apisie - wiem i niestety zgadzam się z Twoją opinią - tak jest znów, kolejna "fala"
  • ApisTaur
  • 07/11/2021 16:12
  • Zbyszku. Oczywiście pisałem to do Ciebie, lecz nie o Tobie.:)
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 16:01
  • Apisie -na szczęście nas obu to, o czym pisałeś, zwracając się do mnie, nie dotyczy. ;-}
  • Kazjuno
  • 06/11/2021 18:51
  • Dzięki za miłe komentarze pod recenzją "Buntownika" M. Grabowskiego. Na końcu komentarzy odpowiadam, indywidualnie Joli S. i każdemu z komentujących. Pozdrawiam cały PP
Ostatnio widziani
Gości online:25
Najnowszy:Iorioujhg4
Wspierają nas