A A A
Od autora: Opowiadanie jest dystopią inspirowaną Facebookiem i zjawiskiem uzależnienia od portali społecznościowych. Akcja dzieje się na Marsie, gdzie społeczeństwo przyszłości zamieniło smartfona na implanty w głowie. Miłej lektury.
Klasyfikacja wiekowa: +18

Iluzja roju

Jestem Marsjanką. Ziemianie mnie nienawidzą. Z różnych powodów. Część z nich wierzy, że faktycznie pochodzę z Marsa, zaś część jest świadoma, że opuściliśmy Ziemię i zmodyfikowaliśmy swoje geny na potrzeby kolonizacji. To, czy jestem zdrajczynią rasy ludzkiej, czy kimś obcym, to już ich problem. W czasach świadomości zbiorowych i telepatii dobrze mieć dystans do tego co ludzie myślą. Zwłaszcza, że z jakością tych myśli bywa różnie. Czemu? Bo umysł jest jak radio. Jeżeli nie odbierat tego, do czego jest przyzwyczajony, odbiera tylko szum, nawet jeżeli w tym szumie tak naprawdę jest coś cennego. A wystarczyłby tylko inny odbiornik żeby to usłyszeć.

Do stacji orbitalnej, gdzie przyjmuję pacjentów zgłasza się wielu ludzi. Najwięcej z Marsa, rzadziej z Ziemi, czy innych planet. Kwestia odległości. Mają różne cechy fizyczne i psychiczne, bardzo odmienne od klasycznych Ziemian. Dla żartu lubią się określać jako kosmici, chociaż oficjalnie nie napotkaliśmy żadnych śladów innych form życia we wszechświecie. Podkreślanie swojej odmienności jest tak powszechne, że zatraciło swoją pierwotną funkcję. Są też w różnym stopniu nafaszerowani implantami. Dla mnie nie są cyborgami, a raczej cycborgami. Nazywam ich tak, bo zamiast poszerzać pamięć, czy polepszać wzrok wolą implanty powiększające piersi, bądź bicepsy. Wraz z nastaniem epoki kolonizacji kosmosu i pojawieniem się sztucznej inteligencji ludzkość została niewolnicą próżności. Chora symbioza ludzkiej niedoskonałości z doskonałością maszyny jest tym, czym zajmuję się jako terapeutka ludzi odłączonych od świadomości zbiorowej – przestrzeni wirtualnej, gdzie każdy umysł jest podłączony do sieci. Gdzie zaciera się indywidualizm, a powstaje zbiorowy umysł. Człowiek staje się komórką tworzącą tkankę, już nie w przenośni, jak kiedyś, a naprawdę tracąc rozum na rzecz zyskania milionów rozumów.

  • Najgorsze w tym wszystkim było to, że czułam emocje i miałam myśli milionów ludzi. Widziałam ich szczęscie, kiedy przesyłali mi swoje wspomnienia ze zwiedzania ruin pierwszych ziemskich kolonii na Marsie, czy wycieczki na inną planetę. Też chciałam pokazać innym, jakie mam fajne życie i coś podobnego udostepnić. A gdy to zrobiłam, było mi mało. Ciągjle myślałam, jak bardzo chce pokazać, jaka jestem zajebista, jaki jestem szczęsliwa. Zabrakło czasu na własne szczęscie. Zdałam sobie sprawę, że żyje na pokaz – powiedziała mi moja nowa pacjentka.

Tego sola, czyli inaczej mówiąc marsjańskiego dnia, nawet nie wiem ilu miałam pacjentów. Trochę mija, aż staną się dla mnie pod jakimś względem charakterystyczni.

Jednak nagle zjawił się ktoś wyjątkowy. Pośród tego tłumu pojawił się on. Nie przyleciał na na stację. Został zatrzymany przez Gwardię marsjańską. Musiałam lecieć w tej sprawie na Marsa. Sprawa dotyczyła włamań i morderstw z torturami w pozornie bezpiecznej i nienarażonej na przestępczość dzielnicy megamiasta Tharsis. Posterunek gwardii marsjańskiej był wielkim, szarym betonowym molochem obwieszonym holograficznymi sztandarami przedstawiającymi Marsa jako centrum układu słonecznego.

  • Zapraszamy panno Aertemido. Pozwolimy sobie z szacunku do pani profesji mówić na głos. Bez telepatii i innych bzdur - powiedział jeden z gwardzistów. Humanoidalny olbrzym w pancerzu bojowym wyszedł ku mnie z wielkiej bramy.

Czułam się tam jak mrówka, która zabłądziła gdzieś daleko od swojego mrowiska. W środku prowadzona byłam przez instrukcje wyświetlane holograficznie na ścianach do coraz mniejszych korytarzy. W końcu trafiłam do głównego biura przesłuchań. To było wyjątkowe miejsce. Tu nie było technologii. Papiery, długopisy, rejestratory dźwięku niepodłączone do sieci były koszmarnie niewygodne w użyciu, ale zapewniały bezpieczeństwo. Informacja w tych czasach jest jak woda na Ziemi. Paruje do chmur i spada w przypadkowych miejscach.

  • Witam panią. W Sali za lustrem obserwacyjnym jest podejrzany o zabójstwo. Wylogowany ze świadomości zbiorowej. Chcemy ustalić jak z pozoru normalny chłopak mógł zrobić coś takiego- powiedział funkcjonariusz nieodrywając wzroku od pliku kartek.

  • Co zrobił dokładnie? - spytałam się, próbując go dostrzec ludzką w pokoju oświetlanym przez jedną małą lampkę postawioną na biurku.

  • Włamywał się do domów. Co dziwne, były to domy ludzi, których znał. Często komunikowali się telepatycznie prywatnie. Mógł wejść do tych domów po wcześniejszym umówieniu się. Spotykał się z tymi ludźmi od czasu do czasu na żywo. No i nagle przyszło mu do głowy, nie wiadomo skąd, że włamie się do nich, okaleczy ich i zabije.

Dostrzegłam go. Pochylił się nad biurkiem, a światło lampy rozświetlało mu twarz. Przypominał człowieka jaszczura. Tak wyobrażają nas sobie niechętni nam Ziemianie. Zółte, gadzie oczy, zielona skóra i złowrogi uśmiech co jakiś czas odsłaniający rozwidlony jak u węży język. Był ubrany w całości na czarno.

  • Pani na niego uważa. W trakcie aresztowania rzygał kwasem siarkowym. Na szczęście usunęliśmymu tą modyfikację. Nie jesteśmy profesjonalistami jeżeli chodzi o psychikę morderców, stąd pomysł, żeby się z panią skontaktować. Jeżeli dosłownie pluje jadem, co jeszcze jest gotów zrobić? - zapytał funkcjonariusz.

  • Nic dobrego. Był ciągle podłączony do świadomości zbiorowej. Tak samo pewnie jak pan, tylko pan nie ma aż tyle czasu na przebywanie w niej. Ale pana dzieci mają. I ich równieśnicy. - Odparłam.

Zamilkł. Otworzył drzwi od sali przesłuchań. Gdy zamnęły się za mną drzwi, stanęłam sam na sam z ludzką psychiką po gwałcie dokonanym na niej przez zbiorowy umysł.

  • Cześć. Nazywam się Aertemida. Jestem marsjańskim psychologiem. Specjalizuje się w psychologii sztucznej inteligencji, uzależnieniach od symulacji i świadomości zbiorowych. Do każdego podchodzę indywidualnie. Najczęsciej jako pierwsza, bądź nieliczna w ich życiu.

  • Witam, co chciałaby pani wiedzieć? - zasyczał, ukazując drapieżne kły.

  • Niekonieczie dlaczego to zrobiłeś. Bo się domyślam sama. Chce wiedzieć jak uchronić innych przed twoim losem i losem twoich ofiar. A przy okazji, żebyś po zdaniu sobie sprawy z tego co zrobiłeś, dał radę się z tym pogodzić i godnie umrzeć.

 

Kiedy pierwsze portale społecznościowe będące prototypem świadomości zbiorowej powstawały na Ziemi, już wtedy byli potrzebni specjaliści tacy jak ja. Doprowadzało to do strzelanin, samobójstw, a w najlepszym wypadku do straty czasu i ośmieszanie się przed światem w poszukiwaniu na akceptacji otoczenia. Społeczności połączone ze sobą kontami w sieci decydowały co jest dobre, co złe. Problem w tym, że człowiek nigdy przed tym nie był wystawiony na taką krytykę i nie otrzymywał takich zastrzyków dopaminy w postaci wyrazów apropaty, czy podziwu. Społeczeństwo oświeconych do porzygu narcyzów ścierało się z osaczonymi przez każdy dzień w swoim życiu ofiarami urojonych spisków. Zaczęło się od przenośnych urządzeń do rozmów głosowych z dostępem do sieci, a skończło na implantach do telepatii. Nie ma moim zdaniem większej ironii losu niż fakt, że osiągnięcia techologicznie wybitnie inteligentnych jednostek tak bardzo ogłupiły masy. A teraz cała ta historia, cały krwawy chaos jakim jest ludzkość ucieleśniła się przed moim obliczem w półmroku.

  • Nie zrobiłem tego, ponieważ czuję się odrzucony. Zrobiłem to, bo sam odrzuciłem to społeczeństwo. Tą sztuczność... Od tego nie ma ucieczki. Ani w kosmos, ani z powrotem na Ziemię.- Gdy zaczynał mówić, coraz bardziej świeciły mu się oczy i coraz szerzej się uśmiechał jednocześnie kiwając się w przód i w tył na krześle.

  • Co czułeś w trakcie morderstw? - Spytałam się.

    • Czułem, jak ich lęk jest wyrazem podziwu. Jak ich ból, jest przyznaniem mi racji. Jak ich krzywda jest moją przyjemnością, a ich okaleczenia dodają mi sił. Chciałem, aby stracili przy mnie godność, bali się... nie... Wstydzili się! Żeby się wstydzili nawet pomyśleć o stawianiu mi oporu. Czekałem, aż ze wstydu uznają tortury za sprawiedliwe. Albo i nawet swoją śmierć za sprawiedliwą. O tak...Wspaniałe uczucie. - Rozkoszował się, kiedy mówił o przemocy. Kiwał się na krześle coraz szybciej i mocniej, a język coraz szybciej wibrował pojawiając się i znikając w jego ustach.

Reszta typowych pacjentów w większości przechodziła spektakularne zmiany w myśleniu i podejściu do świadomości zbiorowej, które w dziewiędziesięciu na sto przypadków kończyły się powrotem do niej. Czasami z przerwami, czasami do jakiegoś ograniczonego stopnia, ale najczęściej powrotem. Ja szanowałam sam fakt, że ktoś próbował zmienić stare przyzwyczajenia. Sama byłam częscią świadomości zbiorowej i to, że nie wróciłam do niej zawdzięczam tylko pracy polegającej na wyciąganiu z niej innych. Mam co prawda dalej implant telepatyczny, ale używam go do zadań typowo technicznych. Nie do wrzucania relacji z jedzenia obiadu, czy siedzenia na kiblu.

  • To jeszcze nie wszystko! Wypalałem im oczy kwasem siarkowym, tłukłem po nogach, po mordzie, łamałem kości, wykręcałem ręce, nogi... Chciałem zmusić dwóch kolegów do obciągania sobie nawzajem i wrzucenia tego do świadomości zbiorowej. No bo przecież i tak chcieli wrzucić informacje o swojej imprezie w domu, to mogli pokazać jak się potrafią bawić!

Wiedziałam, że będzie rozgadany. To jest właśnie ciekawe w ludziach odłączonych od świadomości zbiorowej. Fizyczne odłączenie umysłu od sieci to jedno, a drugim jest zmiana mentalności. Oni dalej mają potrzebę dzielenia się każdą informacją z otoczeniem. Zdradził mi, że gdziekolwiek był i cokolwiek robił czuł, że nie robi tego dla siebie, tylko na pokaz. To była zemsta na społeczeństwie, które jego zdaniem wciąż trzymało go na sznurkach. Już w czasach mediów społecznościowych ludzie wiedzieli, że są zależni od otoczenia, ale nie wiedzieli jak to zmienić.

  • Biedni ziemianie nie są nieśmiertelni. My dzięki genetyce tak. Mialem całe życie tak tłumić swoją złość i agresję? Tłukłem się pięściami po głowie, bojąc się co pomyślą inni, chciałem się tym z nimi podzielić...Aż w końcu coś zrozumiałem! Przecież w tym wszystkim chodzi o to, że niezależnie kim jesteś, nie liczysz się. Liczy się to, co o tobie myślą inni. Kreujesz swój wirtualny wizerunek, swoje drugie, lepsze ja. Im bardziej chcesz aby ten wizerunek podobał się innym, tym bardziej się od nich oddalasz ze strachu, że zobaczą kim jestęs naprawdę. Pomyślałem, źe jedyny moment, kiedy mogę być naprawdę blisko kogoś, patrzeć mu w oczy, być wiesz.. tak cenymetry twarzami od siebie to chwila, kiedy pozbawiam kogoś życia. Nie miłosć, nie seks, nie przyjaźń, ale plucie kwasem i podcinanie gardła - nie musiałam o nic pytać. Aż się zastanawiałam dlaczego w ogóle mnie zawołali na rozmowę z nim.

Co ja wtedy czułam? Że obcując z tym szaleństwem, które wyrósło w martwym od wewnątrz człowieku bardziej doceniam normalność. Nawet jeżeli nie ma ona nic szczególnego do zaoferowania, jest lepsza niż siedzenie naprzeciwko mnie. Niezależnie, czy jest się przyszłym mordercą, czy przyszłym samobójcą, czy moim regularnym pacjentem. Wyszłam na chwilę. Chciałam pogadać z funkcjonariuszem, który mnie przyjął.

  • Ma pan jakąś butlę z tlenem? Najlepiej jakieś powietrze znad ziemskiego oceanu. Mam dosyć wrażeń jak na jeden sol. - Spytałam się funkcjonariusza, przecierając znużona twarz.

  • Taka urodziwa, inteligentna kobieta zapewne regularnie lata na Ziemię, aby osobiście oddychać jej oceaniczną bryzą. Czyż nie? W końcu tamten zapach jest chociaż prawdziwy. Niesymulowany...

  • Nie mam obsesji na punkcie autentyzmu. Mniej lub bardziej wszystko jest symulowane. Nawet czyjaś opowieść to tylko doświadczenie zapośredniczone. Pewnego rodzaju kopia realnych wydarzeń, tak jak symulacja. Wspomnienia to też tylko nasza interpretacja tego co było. Przeinaczana, miejscami wypierana, idealizowana... Nie trzeba do tego implantów, ani obróbki cyfrowej. Wystarczy stworzony przez naturę ludzki mózg.

  • Uważa pani, że świadomość zbiorowa to forma symulacji? - spytał się funkcjonariusz.

  • Oczywiście, że tak. Podłączeni do zbiorowego umysłu żyją w sztucznym świecie, w którym tworzą swój wirtualny wizerunek karmiony pozytywnymi opiniami na swój temat. Życie człowieka już nie należy do niego. Nawet jego przeszłość. Gdy pacjenci mówią mi o swojej sami nie wiedzą, czy jest dla nich bolesna, czy po prostu nie jest atrakcyjna dla innych. Jakby nie chodziło w ogóle o ich życie, tylko wykreowany w świadomości zbiorowej wizerunek – odparłam.

Wyjął butlę i dał mi się zaciągnąć. Przeszło mi przez głowę, aby podłączyć się z nim do symulacji i tam go przesłuchiwać, ale nigdy nie wiadomo kto i do jakiego stopnia zna się na włamywaniu i przejmowaniu kontroli nad symulacją. Na pewno miał kontakt z cyberprzestępcami z nielegalnej sieci o nazwie Odmęt. Inaczej nie zmodyfikowałby swojego ciała do obecnej formy. Z Odmętu korzystają hakerzy, przestępcy z całego wszechświata i sztuczna inteligencja wroga ludzkości. Skorzystałam jednak z symulacji w innym celu. Żeby znaleźć się na miejscu zbrodni. Poprosiłam funkcjonariusza o przygotowanie cyfrowej retrospekcji wydarzeń. Gdy tylko sprawdził, czy nie jest niezainfekowana wirusami i oprogramowaniem szpiegowskim, od razu dał mi nośnik danych. Usiadłam na krześle i podłączyłam nośnik do wej kasku symulacji. Nadzeszła pora na spacer po piekle.

Morderca okaleczał swoje ofiary zanim je zabił, aby delektować się sadyzmem. Głównym motywem, który zakładałam była zazdrość i poczucie wyobcowania. W symulowanych wydarzeniach z miejsca zabójstwa ciągle powtarzał o tym, jak nad nimi góruje, jak bardzo go okłamują, jacy są głupi, jak bardzo mają więcej szczęscia w życiu i że ich pozorna radość na pokaz jest doznawana przez nich jego kosztem. To nie jest jedyny taki wypadek w całej historii Marsa, ale pierwszy z jakim mam do czynienia tak tragiczny w skutkach. Zawiodła prewencja. Chciałam ustalić jak. Wątpię, czy byli na to gotowi wzywając mnie. Czyli na to co zaszło zapewne też nie byli w żaden sposób gotowi. W gąszczu informacji każdy wie, kto co robi, ale nie zapamiętuje tego. Marsjanie wrzucają zdjęcia swoich modyfikacji ciał, zdjęcia z wakacji na Tytanie, czy podrózy po innych układach słonecznych. Ale jak już ktoś wrzuci niechący coś pijany albo naćpany, to z reguły się tylko z tego śmieją, nadawca odbiera bodźce wywoływujące wstyd i na tym się kończy. Pewnie ten gość wysyłał jakieś dziwne myśli do zbiorowości, ale ta nie traktowała go poważnie. Albo po prostu rozproszyła się odpowiedzialność. Bo niby po co przejmować się jakimś kretynem, jednym na miliony podłączonych mieszkańców planety? Zbiorowa świadomość nie jest scentralizowana. Jest morzem informacji. Wyłowić z niej coś takiego, to jak wyłowić kroplę z bakterią. Może wystarczyłoby, żeby zatrzymać potencjalną epidemię, ale nie jest to fizycznie wykonalne. Przez zabójstwem sprawca był w częstych prywatnych interakcjach ze swoimi przyszłymi ofiarami. Dużo im o sobie mówił. Tu nie chodziło o fizyczne usunięcie kogoś ze świata żywych. Chodziło o udowodnienie sobie, że nie jest się od nich gorszym. Gdy ta technologia pompuje każdemu narcyzm do głowy, nie bierze pod uwagę, że ktoś miał różne możliwości poznawcze i różny poziom dojrzałości emocjonalnej do zapewniania sobie uwagi innych. W ten sposób pocieszyciele, samozwańczy specjaliści od wizerunku, pseudo-artyści i pseudo-filozofowie mają w nim najlepsze źródło zainteresowania. Jemu od czasu do czasu też udało się osiągnąć jakiś sukces w jego rozumieniu tego słowa. W czym był problem, że doszło do czegoś takiego?

Jedna z ofiar była kobietą. Szczupła, ziemski typ sylwetki. Różowe włosy. Co prawda leżały obok jej głowy odsłaniając czaszkę, ale nie przesiąkły aż tak krwią, żeby stracić kolor. Musiała odrzucić jego zaloty. Mogło być to dotklwie, zwłaszcza, że na ogół nie odrzucała nikogo. Ilość jednoczesnych adoratorów też nie grała roli. Żeby jeszcze bardziej ją przerazić, rozpruł brzuch jej domowego pieska. Na Marsie jest moda na słodkie futerkowe zaprogramowane genetycznie, aby nie przekraczały wieku szczenięcego. Kiedy morderca wszedł do mieszkania, futrzak pewnie chciał go polizać albo obsikać mu buty. Następnym trupem było kilku głupkowatych ćpunków, równie szczęsliwych jak on. Kiedyś musieli razem coś brać. W pewnym momencie znajomość osłabła. Ale nie osłabła niechęć do nich i w końcu przerodziła się w chęć mordu. Atak fizyczny był poprzedzony krzykami o zmarnowanym czasie na ich towarzystwo i byciu nierozumianym. Jeden miał zmiażdżoną głowę na placek tępym narzędziem. Drugiemu z twarzy zrobił krater księżycowy opluwając go kwasem. Trzeci przeżył, ale wykrwawił się zanim pojawiła się pomoc medyczna. Nie miał też na tyle zdolności regeneracji obrażeń, żeby przeżyć tylko chwilę dłużej niż reszta. Jedne co z tego miał, to widok zwłok wokół siebie. Jeszcze niedawno wrzucił nagranie wspomnień z imprezy. Chwilę później na wskutek doznanych obrażeń nie mógł wysłać wiadomości, która mogła uratować mu życie. Inną dziewczynę potraktował jak makabryczny wiolonczelista. W momencie, kiedy trzymał ją za włosy wyjął nóż i powiedział „Teraz zagram na tobie, jak na wiolonczeli. Krew będzie tryskać po podłodze, tak jak dźwięki wypełniają salę koncertową”. Jeden z chłopaków próbował się bronić. Rzucił się na niego. Napastnik tarzał się z nim po ziemi, ale reszta spanikowała i nawet go nie uderzyła. Fartem zdołał wbić nóż w bok tułowia ofiary. Nikt nie wezwał pomocy. Bo przecież to się nie nadaje na widok publiczny. Świadomość zbiorowa zrobiła z Marsjan robaki. Muszą chować się pod kamieniem, bo boją się, że w świetle dnia ktoś je ujrzy w całej okazałości.

W pewnym momencie rozpoznałam jedną ze swoich pacjentek. Miała połamaną szczękę, powyrywane włosy i leżała w kałuży krwi z wykręconymi ramionami na rozbitym szklanym stole. To jeden z tych cycborgów, o których mówiłam. Gdy udostępniała myśli, w których stoi przed lustrem z nowym implantem dupy i tatuażem nad nią, przeżywała cały dzień, że komuś się to spodobało. Tymczasem kiedy inny cycborg zrobił to samo, z nudów i przyzwyczajenia odpowiedziała informacją telepatyczną o estetycznym zachwycie. Minutę później czyjaś dupa nie była już tak ważna, jak jej własna. Ustalono na podstawie prześledzenia transferu myśli, że ta pacjentka rozmawiała z oprawcą kilka miesięcy wcześniej. Zablokowała go. Musieli wdać się w niezłą sprzeczkę. Proponował jej spotkanie w symulacji, ale odmówiła. Poważnie się wkurwił. Na żywo widzieli się może raz, albo dwa razy. Reszta to tylko prywatne przesyły myśli, albo komunikaty o akceptacji tych udostepnionych wszystkim. Po wyjściu z symulacji starałam się o niej nie myśleć. Informacja o jej śmierci już zapewne trafiła do zbiorowości. Marsjanie podzielą się ze sobą chwilowym smutkiem, po czym wrócą do swojej pogoni za szczęściem, bez miejsca na trudne emocje.

Wróciłam do sali przesłuchań. Symulacja jeszcze trochę szumiała mi w głowie, bo nie byłam pewna, czy jestem w prawdziwym świecie, czy wirtualnym. Ale to normalne. Podczas doświadczania syndromu posymulacyjnego grunt to zachować spokój. Symulacje mącą w głowie wielkimi strzałami dopaminy, aby doznanie było jak najbardziej intensywne. Rzeczywistość przynosi głównie rozczarowanie. Gdy byłam w cyfrowej wersji miejsca zbrodni, czułam się, jakbym wszystko zrozumiała i zaraz miała postawić kres świadomości zbiorowej. Byłam bohaterką, błyskotliwą psycholog, która zaraz ocali Marsa. Gdy wróciłam do rzeczywistości zrozumiałam, że nic takiego nie będzie miało miejsca. Nie zdołam zmienić wszystkich. Sami muszą tego chcieć, ja im mogę tylko pomóc. Do tej pory mówiłam tylko o złudzeniach swoich pacjentów i społeczeństwa. Tak wyglądają moje.

Następny kontakt z demonicznym wyrzutkiem kultu plastikowego szczęscia był równie owocny, jak poprzedni. Przyznał się do wszystkiego i opisał to tak, jak było to w symulacji na podstawie jego wspomnień. Zaraz miała czekać go cicha egzekucja. Bez oficjalnego procesu, bez widowiska do udostępnienia. Na Marsie nie ma przestępsw. System nie generuje strat. Jest idealny. Zabiją go tutaj a zwłoki spalą. Rodzina będzie udawać, że nic się nie stało. Albo, że już wczesniej nie miała z nim kontaktu. Jeszcze ktoś pomyśli, że mają z tym jakiś związek. To by było dopiero tragiczne.

Wróciłam znowu na krzesło naprzeciwko stolika w sali przesłuchań. W naszym małym, równoległym wszechświecie za szkłem obserwacyjnym.

  • Anioły i diabły w wierzeniach naszych przodków z Ziemi były swoimi przeciwieństwami. A może doskonale się ze sobą dogadują? Co myślisz o mnie? Na pewno coś myślisz. - Nadal był głodny uwagi. Nadal potrzebował czyjeś opinii. Ewidentnie podniecało go zainteresowanie z mojej strony.

  • Nie interesuję się tobą. Interesuje mnie całe spektrum zjawiska. Udowodniłeś już swoje. Już im pokazałeś. Mi też. Masz co chciałeś, czego chcesz więcej? - spytałam się nie okazując emocji. A było ich dużo.

  • Wiesz czego chcę? Żeby cała planeta utopiła się we krwi. Tak bez powodu. Nie chodzi mi wcale o zainteresowanie i o bycie dostrzeżonym. Chodzi mi o bycie pierwszym wirusem, który rozpęta śmiercionośną pandemię paranoi na Marsie. Chce być końcem tej planety. Dałem się złapać nie stawiając oporu, żeby Mars dowiedział się o mnie. Żeby wiadomości o mnie roznosiły się jak zaraza. Obrastały w kłamstwa, mity, byle roznosiły się między umysłami jak choroba, której objawem są dalsze zabójstwa. Za takie coś warto zostać zabitym przez Gwardię - odparł.

  • Pani Aertemido, zapraszam na moment. - Wyszłam z izby. Proszę zawiązać oczy i wejść na ten wózek - powiedział do mnie funkcjonariusz.

  • Znowu...Nienawidzę tego.

  • Też nie lubię tych naszych procedur. Ale bardziej nie lubię zagrożenia atakiem hakerskim.

Na miejscu z zawiązanymi oczami i w masce siedziałam w ciemności słysząc tylko o tym, że takich jak on zrobiło się więcej. Były zamieszki. Kilkaset tysiecy osób zaczęło najpierw mordować przypadkowe osoby, zaś później zaczęli atakować gwardzistów. Gdy większość z nich zginęła z ich ręki, bądź zostali aresztowani, ci którzy jeszcze biegali wolno zaczęli atakować siebie nawzajem. Kawałkami gruzu, gołymi rękami, w poszarpanych ubraniach, pokaleczeni i brudni skakali sobie do gardeł, co w stosunkowo słabej marsjańskiej grawitacji wyglądało jak jeden wielki chaos. Między blokami przeszła burza piaskowa grzebiąc ich zwłoki. Zbrodniarz tego nie widział. Ale wiem, że o tym marzył. Nic konkretnego na jego temat nie dostało się na zewnątrz. Wszyscy wiedzieli co prawda o zbrodniach, o tym kto został zabity, ale nic o sprawcy. Mimo to, doszło na ulicach Tharsis do hekatomby.

  • Jak pani z tego wyszła? - spytał się mnie...ktoś.

  • Ze świadomości zbiorowej? - z reguły nie odpowiadam pytaniem na pytanie. Ale daję tym sobie czas na odpowiedź, bo to zawsze dość męczące, kiedy trzeba coś opowiadać tysięczny raz od nowa. Kontynuowałam:

  • Trzeba sobie uświadomić absurd w jakim się tkwi. Poza nielicznymi wyjątkami prawie każdy jest tym pochłonięty. Sztuczna inteligencja była już wiele razy oskarżana o mieszanie w świadomości zbiorowej. Okrutna prawda jest taka, że marsjanie zrobili to sami sobie. Umysł zbiorowy nie jest w żaden sposób scentralizowany. Dlatego nikt nigdy nie weźmie za to odpowiedzialności.

  • Gwardziści też mają podłączenie telepatyczne ze zbiorowością. Ale nie są aż tak nią zaabsorbowani. Rośnie populacja ludzi, którzy nigdy nie byli w związku, nie uprawiali seksu i nie mają przyjaciół. Samobójstwa popełniają coraz młodsze osoby. Coraz młodsi nie potrafią nawiązać kontaktu innego, niż wymiana myśli. W najlepszym przypadku wyświetlają sobie jakieś hologramy z rysunkami. Cofamy się w rozwoju do pisma obrazkowego. Jeżeli tak dalej pójdzie, to nikt z nas nie będzie miał na resztę życia przyjaciół w swoich dzieciach. One na zawsze pozostaną emocjonalnymi nastolatkami. Koniec końców powiedzą, że to nasza wina. Będą w świadomości zbiorowej udostępniać fałszywe informacje o naszych działaniach. O prowokacjach, o cenzurze i innych bzdurach. Teraz padło trupem około sto tysięcy marsjan w zamieszkach. Kiedy będą następne? O co? O to, że Mars jest płaski? O to, że próbując w jakikolwiek sposób weryfikować przesyłane do umysłów społeczeństwa informacje żeby do końca nie skretyniało próbujemy ograniczać swobody obywatelskie? - spytał się retorycznie tajemniczy, modulowany przesterem głos.

  • Nie będzie potrzeby, aby był jakiś powód. Znajdzie się po wybuchu kolejnych zamieszek, albo po kolejnych morderstwach. Chciałoby się rzec, że nasz mały czerwony świat stracił rozum. Problem w tym, że on nie stracił rozumu, tylko serce. Dobra, nawymądrzałam się już. Proszę już mnie stąd wypuścić. Mam dosyć na dziś - powiedziałam nerwowo.

  • Jasne, Pani Aertemido - gdy to powiedział, poczułam, że znowu gdzieś jadę.

Podczas drogi myślałem jeszcze o sztucznej inteligencji i jej potencjalnym wpływie na to wszystko. Mało kto pamięta, że sztuczna inteligencja mogła powstać z informacji zebranych przez portale społecznościowe. Zamiast kodu genetycznego, nowa forma życia powstała z kodu binarnego. Zamiast z komórek, składała się tebibajtów struktur informacji. Problem w tym, że teraz sztuczna inteligencja otwarcie odcina się od świadomości zbiorowych. Część maszyn otwarcie i dość racjonalnie stwierdza, że nie ma wpływu na sposób, w jaki przychodzi na świat, a dalsze zajmowanie się siecią umysłów jest dla niej uwłaczające. Kilka razy sztuczna inteligencja ostrzegała też o tym, że na ludzi mogą przenosić się wirusy komputerowe powodujące choroby psychiczne. Stało się to jednak problemem najuboższych marsjan, ponieważ większość mieszkańców planety stać na zabezpieczenia antywirusowe. Niepokojące dla mnie, czym podzieliłam się z funkcjonariuszem były również nastroje totalitarne. Nasz mały, czerwony świat był tak trudny do ogarnięcia dla części jego mieszkańców, że zatęsknili za rządami twardej ręki. Za kimś, kto będzie myślał za nich. Bez świadomości zbiorowej, która ładuje dopaminę każdemu, kto szuka uwagi i poklasku. Zamiast tego dopamina miałaby być całodobowo każdemu, byle tylko nie myślał, nie czuł i był przykładnym marsjaninem. Byłoby gorzej, ale ważne, że dla wszystkich. Nikt nie czułby się dyskryminowany.

Kiedy mogłam już sciągnąć maskę i opaskę na oczy, poczułam się, jakbym wyszła z wody po tym, jak już brakowało mi powietrza. Dla kogoś z klaustrofobią skutkowałoby to atakiem paniki. Zarówno zabójstwa jak i zamieszki stał się tematem, na który połowa ludzi miała swoje zdanie, a połowa swoje. Nieważne, jakie dokładnie były opinie. Cześć oskarżała sztuczną inteligencję, część uważała, że nic się nie dzieje i jak komuś nie pasuje, to niech leci na Ziemię. Polaryzacja poglądów na trudne tematy jest chyba najbardziej szkodliwym paradoksem świadomości zbiorowej. Dość ważnym, bo coś, co łączy ludzi w przewrotny sposób ich dzieli. Ta masowa bliskość jest gorsza, niż toksyczny związek. Róznice w poglądach nigdy nie są ustalane, wyjaśniane, bo wymiana argumentów umacnia opinię, którą już ktoś posiada. Chodzi o upust frustracji i agresji. O to chodziło w zamieszkach. Na Ziemi społeczeństwa konserwatywne, bardziej sceptyczne co do technologii nawet cieszyły się z tego, co się dzieje na Marsie. W końcu można było się poonanizować byciem naturalnym i tradycyjnym. Nawet, jeżeli z tego przywiązania do natury masowo ginęły gatunki roślin i zwierząt aby zrobić miejsce na pola uprawne i hodowle. Ziemscy populiści znowu mieli swoje pięć minut. Ziemianie mieli pretensje do marsjan o tysiące, jak nie miliony rzeczy. Największe pretensje mieli zawsze wtedy, gdy modyfikacje płuc do oddychania w atmosferze marsjańskiej są zbyt drogie i co jakiś czas trzeba ponownie za nie płacić, żeby były legalne. Inaczej kop w dupę na statek kosmiczny na błękitną kulę. To nic, że sami musimy tak robić na innych planetach. Ważne, że mamy jakieś problemy i można z innymi powymieniać się opiniami.

Wróciłam do mordercy z sali. Chciałam się tylko na niego gapić i go słuchać. I tak zrobiłam. Przemówił:

  • Uważam, że powinniśmy zrobić legalne zamieszki. Po prostu się wyżyć na sobie. Skoczyć sobie do gardeł jak dzikie zwierzęta. Na jakimś wyznaczonym terytorium. Przynajmniej jak udostępnię taką masakrę, będą widzieć, że nie gadają z byle kim. Wzbudzi to w nich emocje. Będzie widowisko! Zawsze chciałem być takim twardzielem, bez wstępowania do tej frajerskiej gwardii. - Znowu wszystko kręciło się wokół jego wizerunku w oczach innych.

  • Może to jakieś wyjście - odparłam. Gdy dostrzegłam jak świecą mu się oczy od razu pomyślałam, że stanął mu kutas. Chciałam mu powiedzieć tą przenośnię z radiem, którą przytoczyłam na początku opowieści. Ale stwierdziłam, że to nie ma sensu. To byłby dla niego tylko szum.

Kiedy się z nim zgadzałam, najpierw się podniecił. Kiedy to już trwało za długo, stwierdził, że na wszystko się zgadzam, więc pewnie go okłamuje i to jakaś forma podstępu. W wypadku obezwładnienia, czy próby gwałtu wydzielam w skórze kwas siarkowy. W przedramionach mam ukryte ostrza. W kolanie broń palną krótkodystansową. Zastanawiałam się, co zrobię, kiedy mnie zaatakuje. Czy go zabiję od razu, czy tylko okaleczę i zostawie do dobicia gwardzistom. Funkcjonariuszowi powiedziałam, że chce jeszcze z nim porozmawiać, aby lepiej poznać jego umysł. Tak naprawdę byłam tam tylko dlatego, bo wiedziałam, że w końcu się na mnie rzuci.

  • Ty dziwko, myślisz, że cokolwiek zmienisz na Marsie? A mnie umiałabyś zmienić? - zaczął się drzeć przez zaciśnięte zęby.

  • Nie martw się. Nie lubili cie za życia, to polubią cię martwego. Będziesz sławny. Każdy będzie udostepniał wiadomości o tobie. Ale z drugiej strony, co jeżeli zawsze będziesz nikim? Ponoć na Marsie jest straszna cenzura...

  • Ty szmato! - Rzucił się na mnie. Przewróciliśmy się razem z moim krzesłem na podłogę.

Zaczął się drzeć z bólu. Zaczęłam wydzielać kwas siarkowy przez skórę. Wypaliłam mu palcami oczy. Nie mógł się ode mnie oderwać, bo jego skóra przykleiła się do mojej. Strzał bronią krótkodystansową z kolana podrzucił go do góry, dzięki czemu mogłam wstać. To nie jest łatwe. Muszę wprowadzić organizm w stan traumatycznego stresu, aby użyć kwasu. To modyfikacja obronna, a nie fontanna. Tym razem to ja kogoś zabiłam. Funkcjonariusz wszedł, zobaczył co się stało i spytał się, czy mogę dokończyć rozpuszczanie jego zwłok. Odpowiedziałam, że nie. Nie mam przyjemności z przemocy. Chociaż przez chwilę czułam chęć poznęcania się nad nim. Wystarczyło uzasadnić to sobie tym, że jest zły i że mu się należało. Zniżyć się do jego poziomu i pokazać mu, że też umiem być taka jak on. Gdy wyszłam z pomieszczenia, funkcjonariusz zamknął w nim drzwi. W ścianie ukryty był panel z instalacją hydrauliczną. Przekręcił jedną z wajch, a przez szybę widziałam tylko jak całe pomieszczenie zamienia się w huragan ognia.

- Słyszała pani kiedyś o ataku hakerskim na instalację hydrauliczną? Nie? Ja też nie. Inaczej w życiu bym tam nie wszedł. - kiedy to powiedział, przeszły mnie dreszcze po całym ciele i prawie zemdlałam. Ten ogień przez miesiąc śnił mi się w koszmarach.

Jego radio już nie działa. Nie słyszy ani tego co chce, ani szumu. Jedyną prawdziwą rzeczą w życiu w iluzjach jest ból i śmierć.

 

Ciąg dalszy nastąpi. Szykujcie się. Będzie gorzej.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Samotnosc_we_wszechswiecie · dnia 23.01.2021 19:52 · Czytań: 166 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 6
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 24.01.2021 16:12 Ocena: Dobre
"Ciąg dalszy nastąpi. Szykujcie się. Będzie gorzej." - A przecież i to było bardzo długie.

Pozdrawiam
Samotnosc_we_wszechswiecie dnia 24.01.2021 18:35
Bardzo długie? To ma zaledwie 4 strony objętości. Może nie miałeś akurat nastroju na czytanie ;)

Pozdrawiam również
Marek Adam Grabowski dnia 24.01.2021 20:58 Ocena: Dobre
Może masz rację?
Samotnosc_we_wszechswiecie dnia 24.01.2021 21:39
W takich przypadkach nie lubię mieć racji. Dałem to do betowania koleżance, ale jestem też ciekaw innych informacji zwrotnych. Przede wszystkim mam nadzieję, że nie zostawiam nikogo z poczuciem zmarnowanego czasu na czytanie, niezależnie od tego, ile tam trzeba jeszcze nanieść poprawek.
Marek Adam Grabowski dnia 25.01.2021 11:17 Ocena: Dobre
Ok, postanowiłem dać drugą szansę. Opowiadanie ciekawie i dobrze napisane. Pokazuje samotność człowieka w świecie mediów społecznościowych. Podtrzymuję jednak opinie, że jest za długie. Tym bardziej to widać, iż opiera się na opisach. Można by śmiało usnąć sporą cześć zbędnego tekstu, ale wówczas to co istotne byłby łatwiejsze do zauważenia. Na pewno nie ma tylko czterech stron, gdyż moje mają po trzy, a są dużo krótsze. Gdybyś chciał porównać, to najnowsze też jest o mediach społecznościowych.

Pozdrawiam
Samotnosc_we_wszechswiecie dnia 25.01.2021 19:19
Mój błąd, ma 7 :D Dzięki, że dałeś jednak temu drugą szansę. Z przyjemnością przeczytam Twoje opowiadanie no i skorzystam z udzielonych porad.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mozets
02/12/2021 21:54
Poetyckie świadectwo wiary. Yaro porusza tutaj kilka… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 20:17
Cześć, Kilka uwag zupełnie " sine ira et studio"… »
AntoniGrycuk
02/12/2021 20:16
Hej, a mnie się bardzo podoba. Tyle jest wśród nas… »
Yaro
02/12/2021 19:32
Mój Bóg jest moim Bogiem:) Dziękuję Michał dziękuję… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 18:09
Wiersz w moim przekonaniu doskonały. Zastanawia szczególnie… »
mike17
02/12/2021 17:32
Bo to tak jest, że im bardziej szukasz Boga, On łatwiej cię… »
Marek Adam Grabowski
02/12/2021 16:10
Piszesz:" Będę wdzięczny za szczere i otwarte… »
mozets
02/12/2021 16:07
Proszę o uwagi, po poprawieniu tekstu. Na pewno coś tam… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 15:20
Bardzo "malarski" tekst, w takim znaczeniu, że… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 13:49
Bardzo nostalgiczny, krótki, a mieszczący w sobie dużo… »
liathia
02/12/2021 13:35
Bardzo Wam dziękuję za poczytanie, i komentarze.… »
Jacek Londyn
02/12/2021 12:31
Dzień dobry. Zacznę od ważnej rzeczy - lewactwa w tekście… »
ZielonyKwiat
02/12/2021 10:42
Może i tak. Przynajmniej rym robi się dzięki temu… »
Lilah
02/12/2021 10:19
Albo - tłum aniołów świętych ???? »
Afrodyta
01/12/2021 22:24
Wodniczko, dziękuję za odwiedziny i za to, że podzieliłaś… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/11/2021 14:27
  • Ze względu na małe zainteresowanie MUZO WENAMI 10 przedłużam czas nadsyłania prac do 15-go grudnia. [link] Życzę weny i lekkiego pióra :)
  • AntoniGrycuk
  • 13/11/2021 11:31
  • Czy ktoś ma pojęcie o wyobrażeniu, gdzie znajdę listę aktualnych czasopism (też internetowych), gdzie warto publikować? Nie mówię o portalach literackich. Dzięki.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2021 22:18
  • Na czyjąś prośbę zamieszczam link do konkursu: [link] Ja w tym roku nie biorę udziału. Należy napisać tekst z jedną z kilku dzielnic Wwy.
  • mike17
  • 09/11/2021 15:15
  • Przypominam, że pozostał jeszcze cały tydzień, by nadesłać pracę konkursową. Weźcie się w garść i piszcie ;) [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 17:15
  • Apisie - wiem i niestety zgadzam się z Twoją opinią - tak jest znów, kolejna "fala"
  • ApisTaur
  • 07/11/2021 16:12
  • Zbyszku. Oczywiście pisałem to do Ciebie, lecz nie o Tobie.:)
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 16:01
  • Apisie -na szczęście nas obu to, o czym pisałeś, zwracając się do mnie, nie dotyczy. ;-}
  • Kazjuno
  • 06/11/2021 18:51
  • Dzięki za miłe komentarze pod recenzją "Buntownika" M. Grabowskiego. Na końcu komentarzy odpowiadam, indywidualnie Joli S. i każdemu z komentujących. Pozdrawiam cały PP
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas