Ze starych dziejów Wałbrzycha i Szczawna-Zdroju Rozchwiany psychicznie Alek Korycki wkracza na grząski grunt seksualnych pożądań. 23,24 - Kazjuno
Proza » Przygodowe » Ze starych dziejów Wałbrzycha i Szczawna-Zdroju Rozchwiany psychicznie Alek Korycki wkracza na grząski grunt seksualnych pożądań. 23,24
A A A

Rozdział 23 Groza przedwczesnej inicjacji seksualnej

O romansie szesnastoletniego syna ze starszą od niego o pięć lat, już właściwie kobietą, Korycka dowiedziała się od Radka. Był późny wieczór i obydwoje siedzieli w kuchni.

– Zbyt wczesne rozpoczęcie życia seksualnego może zniechęcić go do nauki. To jakaś erotycznie zboczona dewiantka. Żeby wybrać do zaspokajania swoich cielesnych zachcianek smarkacza? – denerwowała się blada na twarzy matka Alka.

– Mamo, już nie chce mi się na niego czekać, idę spać. Zrobiłem sobie dzisiaj ciężki trening – powiedział, siedzący na wiklinowym fotelu, Radek.

– To jest twój młodszy brat. Nie powinien ci być obojętny. – A jeśli ona właśnie, gdzieś w krzakach, zaszła w ciążę? Popatrz, która godzina – pokazała lekarka na tykający na ścianie emaliowany, blaszany zegar z granatowym malunkiem holenderskiego wiatraka. – Już wpół do jedenastej.

– Co ja tu teraz poradzę? Mam teraz po ciemku łazić po parku i przeszukiwać krzaki? – odpowiedział wyraźnie znużony, starszy syn.

– Dobrze, najlepiej w ogóle nie reagować. Tylko ciekawe czy w przypadku, jeśli ta, skrzywiona moralnie kobieta urodzi mu dziecko, pomożesz bratu wychowywać dzidziusia?

W tym momencie kliknęła klamka i zaskrzypiały drzwi do połączonej z kuchnią jadalni. W drzwiach pojawił się nieco speszony Alek.

– Słyszałem, że się żenisz z Tiną Wijas – przywitał go Radek.

– Co wy tu robicie o tej godzinie? – zapytał przybyły chłopiec. Speszył się na widok świdrującej go oczami i wyraźnie zirytowanej matki.

– Masz czelność zadawać takie pytania? – Natarła na niego Korycka. – Lepiej powiedz, co ma znaczyć twój zwyrodniały związek uczuciowy z dojrzałą kobietą, która zapewne szuka męża.

– Coś ty mamie naopowiadał? – zwrócił się Alek do Radka.

– Nie za wcześnie pętaku włazisz na tą seksualną maszynę?

– Na jaką maszynę? Co ty bredzisz?

– Umiński i Jarek Menowski mówili, że łazisz po parku, trzymając się z nią za rączkę i szukasz gęstych krzaków.

– Słuchasz tych kretynów? Sami mają na nią ochotę i ględzą, co im przyniesie na język ślina.

– Podobno ta Tina ma wściekliznę macicy i po tygodniu płciowego spółkowania zrobi z ciebie ludzkiego wraka. Potem ci urodzi dzidzię i będziesz musiał – aaa a, niańczyć bobaska w pieluszkach. – Cha, cha, cha, cha – zaśmiał się Radek, po czym przybrał poważną minę. – Nie widzisz idioto, że ta Tina leci na kasę i willę naszych rodziców? Chciałaby zostać panią Korab Korycką.

– Ale ty jesteś wredny, przy mamie opowiadasz takie banialuki.

– Ja nie robiłabym sobie z tego żartów – wtrąciła się napiętym głosem Korycka. – Pamiętacie takiego ślicznego młodzieńca Brajewskiego? Syna mistrza fryzjerskiego?

– Nie za bardzo. Pamiętasz takiego? – zwrócił się polubownym tonem młodszy brat do Radka.

Ziewający akuratnie, Radek wzruszył obojętnie ramionami.

– No tak, nie możecie go znać, byliście wtedy dziećmi. – Cóż to był za rasowy młodzieniec. Co za szyk w doborze ubiorów, jaka elegancja gestów. Miał do tego bardzo ujmujący sposób bycia.

– No i co się stało z tym fircykiem – niecierpliwie odezwał się Radek.

– Wytańczył sobie żonę – z sarkazmem wyrzuciła z siebie matka. – Córkę kobiety lekkich obyczajów, matki pięciu córek, z których każda miała ojca niewiadomego pochodzenia... Teraz pracuje jako pospolity robotnik, wygląda okropnie. Unika spojrzeń i topi swoje nieszczęście w alkoholu. Widziałam go zataczającego się z podrapaną twarzą, gdy pchał dziecinny wózek. Coś okropnego – a wszystko sprawił ten nieodpowiedni związek.

Rozdział 24 Wizyta u Tiny

To nie przestrogi matki ani kpiny Radka zniechęciły Alka do spotykania się z Tiną. Wręcz przeciwnie, na pewien czas uczucie do niej rozgorzało w nim intensywniej.

Parę dni po kuchennej debacie z matką i Radkiem, zaskoczyła go rozmowa, rozpoczęta w zatłoczonym tramwaju wiozącym go ze szkoły. Tramwaj dojeżdżał do końcowego przystanku w Szczawnie, kiedy przepchnął się do niego Wruk – masywnie zbudowany kolega Umińskiego. Ten sam, który na polecenie „seksualnego eksperta” w trakcie szkolnej zabawy, podbiegł do Tiny wychodzącej z toalety. Alek nieco zdziwił się, że ten starszy od niego, zarozumiały i jeszcze przed miesiącem, traktujący go z lekceważeniem osiłek, zainteresował się jego osobą.

– Cześć – zagadnął i wyciągnął mięsistą dłoń. – To ty kręcisz teraz z tą Wijas? – zapytał, przypatrując się Koryckiemu przenikliwie.

– O co ci chodzi? – speszył się Alek.

Rozglądnął się zakłopotany po uciskających go z wszystkich stron pasażerach. Szczęśliwie nie dostrzegł nikogo ze znajomych. Akuratnie zazgrzytały hamulce kończącego bieg tramwaju.

– Masz chwilę? – zatrzymał Alka kumpel Umińskiego. Stali na chodniku. Mijali ich wychodzący z wagonów ludzie. Intruz patrzył na młodszego z braci Koryckich z zaciekawieniem.

– Mów, o co chodzi? – zdenerwował się Alek.

– Umięśniona twarz Wruka, ubranego w nieco wymięty, kremowy garnitur, wydała mu się zagadkowa. Nie było w niej jednak wrogości.

– Chciałem ci coś powiedzieć o tej Tinie – wycedził.

– Co takiego? – odszczeknął Korycki.

– Jakby ci to powiedzieć… Najlepiej to daj sobie z nią spokój.

– Nie bądź taki troskliwy. Martwi ciebie, że ja z nią chodzę? – ponownie ostro odezwał się Alek. Na moment popatrzył podejrzliwie na stojącego przed nim chłopaka. – Ty z nią spałeś? – zapytał, dalej nie wiedząc, o co chodzi kumplowi Umińskiego.

– Ja nie spałem, ale widzisz. Ty w spodniach nosisz pistolet – ja może też nie mam większego. A taka jak ona potrzebuje armaty. Rozumiesz?

Jeszcze tego samego popołudnia Alek postanowił odwiedzić Tinę w jej domu. Jego erotyczne doznania w trakcie parkowych przechadzek, jak dotąd ograniczały się do namiętnych pocałunków. Po rozmowie na tramwajowym przystanku zapragnął odbyć z nią pierwszy w życiu seksualny stosunek. Już od kilku dni jej nie widywał. Kiedy ostatni raz się spotkali, mówiła o zamiarze rozpoczęcia pracy. Obiecała, że zatelefonuje do niego za parę dni.

Okazały budynek, pod który parę razy odprowadzał Tinę, zbudowany był z klinkierowej cegły. Późnym popołudniem Alek stanął na pierwszym piętrze tej kamienicy, stojącej w przemysłowej dzielnicy Wałbrzycha Sobięcinie. Znalazł się na klatce schodowej, zamieszkiwanej zapewne za czasów niemieckich przez zasobnych mieszkańców. Wskazywały na to solidne kamienne schody, podesty półpięter z oryginalnymi alabastrowymi mozaikami oraz zdewastowane poręcze podtrzymywane wykutą artystycznie stalową balustradą. Teraz patrzył zaniepokojony na częściowo oszklone drzwi – nosiły ślady poważnych uszkodzeń. Wejście do mieszkania wyglądało, jakby ktoś kilkakrotnie próbował wyłamywać je siłą. Z emocji biło Alkowi mocno serce. Stał przed drzwiami, których kolorowe szybki z roślinnymi motywami częściowo zastępowały dykty powleczone brunatnym lakierem. Wejście opatrzone było wizytówką z pękniętego szkła, na której niezgrabnymi kulfonami pisało – Wijasowie. Z wnętrza mieszkania dobiegały podniesione głosy.

Po kilkukrotnym przekręceniu wydającego chrobotliwe chrzęszczenie przedwojennego dzwonka, w środku mieszkania zaległa cisza. Korycki usłyszał otwierające się gdzieś w środku drzwi, potem bliżej zaskrzypiała podłoga. Ktoś skradał się do wejścia. Kliknęła klapka lejkowatego, wpuszczonego do drzwiowej stolarki zaśniedziałego wizjera.

– To ty? – usłyszał stłumiony głos Tiny. – Poczekaj chwilę, zaraz wyjdę. – To do mnie – powiedziała, oddalając się w głąb mieszkania.

Zdziwiony jej zachowaniem szesnastolatek usłyszał zbliżające się za drzwiami energiczne kroki. Trzasnęła żelazna zasuwa. Zaklekotały resztki szyb i w rozwartym wejściu ujrzał mocno zbudowaną, agresywnie patrzącą na niego kobietę o zaczerwienionej twarzy.

– Co tu robi ten goguś? – odezwała się basowo.

Od niechlujnie ubranej kobiety wionął zapach taniego wina. Patrzyła na przybysza podejrzliwie, spod rzęs podmalowanych czarnym tuszem.

– Odczep się od niego! – krzyknęła Tina z głębi ciemnego korytarza. – On przyszedł do mnie. Ty idź do swojego towarzystwa.

– No niech wejdzie – warknęła barytonem kobieta o dużych piersiach, wylewających się z obcisłego stanika, widocznego w szparze rozpiętego swetra.

Zakłopotany Korycki wszedł do środka. Jego nozdrza czuły swąd usmażonych na zjełczałym oleju ryb i odór trudnego do zdefiniowania smrodu zgnilizny oraz woń taniego alkoholu. Zaklekotały zamknięte za nim, zagrożone rozsypaniem się drzwi. W świetle, zapalonej przez kobietę, upstrzonej przez muchy żarówki, Alek dostrzegł, że miała na sobie krótką, brudną i postrzępioną halkę odsłaniającą fragmenty jej pełnych ud powyżej kolan.

– Jak ci nie wstyd się tak pokazywać – pisnęła trwożliwie Tina.

– Coś ci się nie podoba? Jestem u siebie.

– Moment Alek. Poczekaj tu, w przedsionku – zwróciła się do przybysza Tina owinięta w stary szlafrok. – Zaraz wejdziesz do mojego pokoju. Tylko coś na siebie zarzucę – dodała szybko i znikła za drzwiami w głębi korytarza.

Niechlujnie prezentująca się kobieta świdrowała Koryckiego oczami.

– Napijesz się młodziak wina?

– Czemu nie – odpowiedział zakłopotany Alek. Starał się przybrać pewną siebie minę.

– Nie wiem coś ty za jeden, ale my jesteśmy proste ludzie – oznajmiła, wpatrując się w Alka natarczywie. Otworzyła drzwi do pomieszczenia, które wyglądało na obszerną kuchnię. Unosiła się tam mgła papierosowego dymu. Przy stole pod oknem, zastawionym częściowo opróżnionymi flaszkami wina siedziało dwóch mężczyzn. Także na blacie przykrytego podziurawioną ceratą stołu stała pełna petów bakelitowa popielniczka i niedomyte szklanki. Obaj mężczyźni mieli na sobie nie pierwszej świeżości garderobę. Wydawali się zmęczeni a ich, noszące piętno ciężkiej pracy zapijaczone twarze były nieogolone. Po czarnych obwódkach wokół oczu Alek rozpoznał, że byli górnikami.

– No wejdź, nie opierdalaj się – powiedział jeden z siedzących. – Myśleli my, że to dzielnicowy. Mam mu nalać wina? – zwrócił się do wygładzającej sweter na dużym biuście, gospodyni.

– Ja mu naleję – powiedziała kobieta i sięgnęła do żeliwnego, poobijanego z emalii zlewu, skąd wyjęła brudną szklankę i spłukała ją w wodzie z kranu.

Alek przestąpił niezdecydowanie parę kroków w głąb kuchni. Na dużej patelni zauważył zapieczoną masę szprotek w panierce. To z niej wydzielał się nieprzyjemny zapach starego oleju, który poczuł w drzwiach wejściowych. Poczuł mdłości.

Zakłopotany szklankę wina wypił duszkiem, było zbyt słodkie, cuchnęło nadgniłymi jabłkami oraz dwutlenkiem siarki. Z trudem, przez krótką chwilę zmagał się z odruchem wymiotnym. Chwilę patrzył na kobietę zalotnie kolebiącą, do połowy obnażonym udem. Siedziała na starym wielkim fotelu. Wysokie oparcie mebla, przystawionego do ściany, było podziurawione. Gdzieniegdzie z postrzępionych rozdarć starej skóry wychodziła słoma i wojłoki.

– Wypijesz na drugą nogę? – usłyszał Alek jakby zza ściany niski głos wpatrującej się w niego kobiety. Poczuł się lekko wstawiony. Z ulgą doznał uczucia opuszczającego go nerwowego napięcia, minęły mu także mdłości.

– Sam nie wiem – odbąknął.

Lustrująca jego wygląd kobieta, zaciekawiona jakby był niezwykłym okazem, wydała się Alkowi nawet sympatyczna. Jej widoczne fragmenty, odsłoniętych, białawych owali piersi, kobiece zarysy bioder, a także wyraziste i zmysłowe rysy twarzy, wydały mu się pociągające. Odniósł przy tym zaskakujące wrażenie: ta działająca na jego zmysły pijana kobieta, wyraźnie go kokietowała.

Do kuchni weszła Tina. Pozbawiona makijażu wyglądała gorzej niż zwykle. W niczym nie przypominała dziewczyny fascynującej seksapilem. Ku swemu zaskoczeniu odkrył, że to nie Tina, a ta częściowo roznegliżowana i nieprzestająca kołysać udem kobieta, wzbudza w nim pożądanie.

– To ja zaczęłam pracę, a ty znowu zaczynasz swoje alkoholowe libacje? – odezwała się z pretensją sympatia Koryckiego. – Chodź stąd – zwróciła się do Alka. – Wstyd mi, że mam taką matkę.

– Poczekaj. Taka jesteś mądra? – kobieta podniosła się energicznie z fotela. Zbliżyła się, trzymając w jednej ręce szklankę pełną wina. – Takiego… to mogłabym sej wziąć do łóżka na kiwnięcie palcem – przemówiła i pokazała ruchem głowy i oczu w stronę Alka. – Ale co on może mi dać? Ja muszę mieć chłopa, co mi przyniesie wypłatę. Jak ty nie umiesz znaleźć sobie żadnego z konkretnym fachem, to zapierdalaj na siebie sama.

– To syn dyrektora koksowni i doktorki – Korab Korycki – wyrzuciła z siebie ze złością Tina.

Matka znieruchomiała. Podniosła oczy jeszcze raz na przybysza, jakby go z kimś pomyliła.

– Czemu nic nie mówwiłaś? – odezwała się zmienionym głosem.

Raptowna metamorfoza Wijasowej zażenowała Alka. Chwilę przedtem, jej fizjonomia i zachowywanie się kojarzyły mu się z manierami typowymi dla prostytutek. Takich zaczepiających pijanych górników pod restauracją Centralna w dniach, kiedy otrzymywali wypłaty. Teraz nieudolnie próbowała się wcielić w rolę kulturalnej damy.

– To zaproś kawalera do swojego pokoju – powiedziała rażącym sztucznością modulowanym głosem.

Po kilku minutach, spędzonych w tandetnie urządzonym pokoju zawstydzonej Tiny, do drzwi rozległo się delikatne pukanie. Jej matka, przebrana w sukienkę z czarnej tafty i iskrzący się od szkiełek udających brylanty naszyjnik, weszła z tacą, na której stały dwie niedomyte szklanki wypełnione winem i talerz z zasmażoną substancją. Wystawały z niej ogony szprotek.

Tym razem gospodyni domu, obciśnięta na swych kobiecych zaokrągleniach błyszczącą czernią sukni, z ustami pomalowanymi jaskrawym karminem, skojarzyła się Alkowi z burdel mamą, widzianą na filmie Przeminęło z Wiatrem. Moment później przypomniał sobie, że podobnie prezentującą się kobietę widział na pogrzebie tragicznie zmarłego górnika. Ta histeryzując nad grobem nieboszczyka, chciała wskoczyć na opuszczoną do dołu trumnę.

– Daj gościowi coś do przekąszenia – powiedziała, kładąc, wydzielający smrodliwą woń poczęstunek, na chwiejący się stolik przy tapczanie. – Gruchajcie sobie gołąbki. Ja muszę dbać o zdobywanie środków na życie – dodała i chcąc zgrabnym pląsem obrócić się w stronę drzwi, zatoczyła się, tracąc równowagę.

– O środki na picie – bąknęła pod nosem Tina, po zamknięciu drzwi za matką. Duszkiem wypiła połowę swojej szklanki. – Co już nie chcesz pić? – zwróciła się do Alka patrzącego z niechęcią na trzymaną w ręce porcję alkoholu.

Korycki, zdegustowany rolą oficjalnego chłopaka Tiny, poczuł się nieswojo. Kurtuazyjnie, zmagając się ze wstrętem, skosztował – jak mu zaleciła Tina, by wziął w palce zapiekane szprotki. Nawet w smaku okazały się nie złe. Popijane słodkim, zalatującym goryczą dwutlenku siarki, winem wywołały w nim nudności. Jego samopoczucie pogorszyły odgłosy, dobiegającej z kuchni pijackiej kłótni. Doszedł do niego ochrypły krzyk jednego z górników:

– Inteligencja kurwa mać! W dupę jebany książę z bajki! – wydarł się gość matki Tiny. – Hrabiów trzeba było wyrżnąć! Byli pasożytami na ciele pracującego ludu!

– Ja już pójdę – odezwał się Alek, bezmyślnie zagryzając słodycz alkoholu kolejną, o mydlanym smaku szprotką. – Najchętniej dałbym w mordę temu pijakowi – powiedział jakby do siebie. Unikając wzroku Tiny, spojrzenie skierował na czarną poduszeczkę, z której patrzył na niego wyszywany kotek, wyraźnie zezujący jednym okiem. Poczuł nasilające się nudności.

Chwilę potem, wymiotując w przydrożnych krzakach, poczuł ulgę. Miał dość Tiny. To była ostatnia wizyta w jej domu.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kazjuno · dnia 06.02.2021 09:31 · Czytań: 5282 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 12
Komentarze
Kazjuno dnia 06.02.2021 18:35
Dziękuję serdecznie Redakcji i Szanownym Adminom za wzorowe sformatowanie tekstu.

Z poważaniem i głębokim ukłonem wyrażającym pełnię szacunku.

Kazjuno
Madawydar dnia 08.02.2021 14:03
Cytat:
oka­za­ły się nie złe


(jakie?) niezłe.

No to kawaler przejrzał na oczy. Tak to jest, jak do głosu dochodzi kutas, a nie rozum.

Jak zwykle. Kawał dobrej roboty. Ciekawa ta Twoja szarzyzna. A już myślałem, że będą tzw. "momenty" .

Pozdrawiam

Mad
Kazjuno dnia 08.02.2021 18:32
Serdeczne dzięki, Mad, że się pojawiłeś i pochwaliłeś robotę.
To krzepi jak cukier u Melchiora Wańkowicza. Choć mówią, że jest niezdrowy, a ja właśnie wcinam drożdżowe ciasto z konfiturą, z żurawiną i szkodliwym lukrem. Mniam. mniam.

Momenty, owszem, będą ale jeszcze nie w następnej edycji.

Pozdrawiam, Ahoj, Kaz
Prostaczek dnia 09.02.2021 08:48
– Co ja tu teraz poradzę? Mam teraz po ciemku łazić po parku i przeszukiwać krzaki?

Zgrzyta mi to powtórzone "teraz"
Zgrzyta mi też zwrot "umięśniona twarz"
Poza tym, zaciekawiłeś mnie. Będę wracał. Pozdrawiam.
Kazjuno dnia 09.02.2021 13:56
Prostaczku
Bardzo dziękuję za wpis i miłe słowa oraz sympatyczną obietnicę.
Też naniosę do tekstu, twoje słuszne spostrzeżenie. Jasne! Mogło Ci zazgrzytać.
"Umięśniona twarz" też niefortunna. Coś z tym zrobię.
Ale nie dzisiaj - brak czasu.

Pozdrawiam, też wdzięczny za celne uwagi, Kaz
RonaczeK dnia 10.02.2021 00:23 Ocena: Świetne!
:p Aż uśmiech blogi zagościł na mej twarzy bardzo delikatnie Alek został potraktowany po swym powrocie o tak puzniej godzinie jak ja mając a to ciekawe 16e lat wróciłem o podobnej porze to nie za panienkę a za to że mama wino a ojciec wódkę ode mnie poczuli w twarz zarobiłem :lol: :lol: Podoba mi się to i to bardzo może dlatego że tu zdecydowanie więcej opisów. Tak czy inaczej bardzo ciekawy klimat zahaczył Alek kto wie co by było gdyby mamusia go wcześniej nie uczuliła. Czytając to opowiadanie spokojnie scenki z własnego żywota mogę powspominać i za to dzięki.

-pozdrawiam serdecznie.
Kazjuno dnia 10.02.2021 10:19
Jak to miło Cię widzieć, RonaczeK. No i cieszę się, że obudziłem Twoje wspomnienia z młodości. Ja nie miałem tak rygorystycznych rodziców, żeby mnie lali po pysku. Ojciec, owszem grzmocił piąchą po ramionach i plecach, potem jak wzmocniliśmy z bratem bicepsy, odpuścił. Zapracowani staruszkowie nie mieli dla mnie i brata czasu, co my nieuki, skrzętnie wykorzystywaliśmy, odchudzając portfel matki. Do tego kreowaliśmy się na playboyów, dodających sobie prestiżu uprawianiem boksu.
Ech, "młodym być, więcej nic[...]" - jak śpiewał Kiepura (albo zapomniałem, który ze znanych wokalistów).

Dzięki za wpis i najlepszą z ocen.

Pozdrawiam serdecznie, Kaz
RonaczeK dnia 11.02.2021 00:11 Ocena: Świetne!
No cóż ja z perspektywy czasu odbieram ten rygor nieco inaczej inna bajka że to był mój pierwszy tak późny powrót ale mniejsza o to. Co się tyczy piosenki jakże mi bliskiej to zapewne chodzi Tobie o Jerzego Połomskiego no i w tym miejscu łap nutę myślę że i ten klip przypadnie ci do gustu: https://youtube.com/watch?v=SPV6leO0zdo&feature=share

Oczywiście można by jeszcze nadmienić wykonanie Mieczysława Fogga.

- jeszcze raz pozdrawiam.
Kazjuno dnia 11.02.2021 18:34
Dzięki RonaczeK za piosenkę Połomskiego. Na klipie widać jego niezbyt fachowe bokserskie poczynania.
Dlatego w telegraficznym skrócie streszczę Ci pewien bokserski epizod. Jako muzyczne tło wybrzmiała mi w duszy melodia Foga.
Mietek Fog stworzył przed wybuchem 2 Wojny Światowej piękny szlagier: Ta ostatnia niedziela Ten utwór natchnął mnie do opisania w tworzonej teraz powieści sceny na dancingu w powojennych Międzyzdrojach.
Dwaj ubecy, z których jeden jest moim głównym bohaterem, planującym porwanie z ubeckiego aresztu ślicznej żołnierki AK i ucieczkę z nią na zachód, poszli na dancing do knajpy noszącej jeszcze niemiecką nazwę Silberne Welle (Srebrna Fala). Cieć bileter sadza ich przy stoliku zajętym przez dwie dorabiające najstarszym zawodem świata młode Niemki. Leje się wódeczność i przy taktach dżezującego zespołu grającego utwór Ta ostatnia niedziela. tańczą na parkiece. Zabawę psują im oficerowie radzieccy. Ci są złaknieni wdzięków niemieckich blondynek. Mój bohater wychodzi z potężnie zbudowanym ruskim matrosem na solo i nokautuje go na oczach zaciekawionego tłumku uczestników dancingu. Za taką "zbrodnię" ruscy mogą go rozstrzelać [...]

Wybacz poniosło mnie nie na temat.

Dzięki za wpis, pozdrawiam, Kaz
Marek Adam Grabowski dnia 13.02.2021 14:42
Na początek przepraszam, że dopiero teraz komentuje, ale ostatnio opuściłem się w internetowej literaturze. Co do samej fabuły- jestem w tym sensie zawiedziony, że nieco strywializowałeś poważny problem, aczkolwiek sam finał jest ciekawy.

Pozdrawiam
Kazjuno dnia 13.02.2021 21:23
Dzięki, Marku Adamie Grabowski, za czytanie i wpis.

Szczerze mówiąc, nie za bardzo rozumiem, o którym piszesz problemie?

Pozdrawiam, Kaz
Marek Adam Grabowski dnia 13.02.2021 21:38
O problemie przedwczesnej inicjacji seksualnej.

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ajw
04/02/2023 10:45
I ja dobrze się czuję przebywając wśród Twoich wersów :) »
Woland
03/02/2023 22:08
Nie. Jak odwróciło się tabelę, to byłem na jej czele ;) »
TakaJedna
03/02/2023 20:18
Wygrałeś? »
ajw
03/02/2023 13:06
Bardzo ciekawy wiersz, choć w pewnych miejscach ujęłabym… »
Semlus Sertus
03/02/2023 12:53
Ciekawy obraz liryczno-oniryczny. Trochę mnie zaskakuje… »
Semlus Sertus
03/02/2023 12:38
Bez wersu 3 i 4 od końca byłby moim zdaniem zgrabniejszy »
Bishop LML
01/02/2023 20:44
No jestem Twoim fanem :) »
Leszek Sobeczko
31/01/2023 21:09
Opheliac - dziękuję, mało tutaj bywam i bardzo mnie ucieszył… »
akacjowa agnes
31/01/2023 20:18
Dobrze czytasz, Ekslibrisie :p To jest wiersz o drodze do… »
ekslibris
31/01/2023 20:09
Wiele przekonań przemija, uczucia, jedność itd. Odbieram ten… »
Yaro
31/01/2023 20:02
Jesień jest bisko ale ja czuję lato i późną wiosnę zawsze… »
Yaro
31/01/2023 20:00
Dziękuję Dachu64. Bestie są dookoła należy uważać.… »
Yaro
31/01/2023 19:58
Dziękuję bardzo za odwiedziny Burak to burak i nikt go nie… »
retro
31/01/2023 19:15
Wolnyduchu, dziękuję:) »
Piotrusss
31/01/2023 10:56
Dziękuje »
ShoutBox
  • TakaJedna
  • 03/02/2023 12:41
  • Chyba muszę wymienić okulary ;) (to żart oczywiście). Pozdrawiam
  • Wiktor Orzel
  • 03/02/2023 11:45
  • Jak miło widzieć dobrze znane twarze!
  • zawsze
  • 02/02/2023 18:34
  • Tak, też się do tego uśmiecham, choć ostatnio mnie tu mało i bardzo mało :)
  • Tjereszkowa
  • 30/01/2023 18:28
  • Super znajome nicki znaleźć!
  • Szymon K
  • 30/01/2023 13:19
  • Polecam ksiązkę,
  • zawsze
  • 29/01/2023 22:51
  • Tjereszkowa! jak miło Cię tak po latach :)))
  • TakaJedna
  • 27/01/2023 15:43
  • To tylko wrażenie takie.
  • Tjereszkowa
  • 27/01/2023 14:24
  • A może to tylko wrażenie takie! A userzy za fotelami i regałami kryjąc się, czekają by przestraszyć gości znienacka!
Ostatnio widziani
Gości online:26
Najnowszy:marsan
Wspierają nas