Grzyboćpanie, czyli zombie krucjata w Krainie Dragów - DanielKurowski1
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Grzyboćpanie, czyli zombie krucjata w Krainie Dragów
A A A
Od autora: Opowiadanie napisane na konkurs ''Inwazja Bizarro'' na portalu NF. Jak sama nazwa wskazuje, utrzymane jest w konwencji Bizarro Fiction - dziwacznej i absurdalnej, wulgarnej oraz kontrowersyjnej.

Moim hasłem przewodnim było: Grzybobranie.
Limit: 20k znaków

Interpretacja dowolna.

Zapraszam do tej dziwnej lektury ;)
Klasyfikacja wiekowa: +18

Ali­cja otwo­rzy­ła po­wo­li oczy.

Wi­dzia­ła nie­wy­raź­nie las krzywych drzew, których neonowe konary wyginały się jak palce artretyka. Bez­list­ne ko­ro­ny po­zwa­la­ły do­strzec czar­ne niebo, roz­świe­tla­ne co jakiś czas przez cha­otycz­ne eks­plo­zje, przy­po­mi­na­ją­ce tani pokaz fa­jer­wer­ków.

Gdzie teraz była? Co się stało? Jej wspo­mnie­nia skryły się za gęstą mgłą. Wszę­dzie było sły­chać przy­tłu­mio­ne rozkazy, wo­ła­nia, krzyki – nie wie­dzia­ła, do kogo na­le­ża­ły. Czuła się, jak gdyby ktoś zdzie­lił ją tępym na­rzę­dziem w tył głowy.

– Znowu przedaw­ko­wa­łam to gówno? – po­my­śla­ła i spró­bo­wa­ła się pod­nieść, jed­nak coś jej w tym prze­szko­dzi­ło. Gdy pa­mięć i wzrok po­wo­li wróciły do normy, Ali­cja do­strze­gła me­ta­lo­wy pręt wbity w brzuch, który przy­gważ­dża­ł ją do ziemi.

Kurwa, zajebiście.

Po chwi­li zo­ba­czy­ła bie­gną­ce do niej po­sta­cie ubra­ne w woj­sko­we mun­du­ry z czer­wo­ny­mi opa­ska­mi na ra­mie­niu. Miały zna­jo­me, gni­ją­ce głowy. Przy­ja­ciółki.

– Ali­cja, my­śla­łam, że nie ży­jesz już na­praw­dę! – wy­dy­szała Mary i po­mogła jej się pod­nieść, wy­cią­ga­jąc przy tym pręt. – Ostat­ni raz tak od­le­cia­łaś na squ­acie w uro­dzi­ny Jane.

Z dziu­ry w brzu­chu wy­sy­pał się kurz i garst­ka ro­ba­ków oraz ma­łych pa­jącz­ków, które od razu za­le­pi­ły ranę gęstą pa­ję­czy­ną. Kilka chwil i było po wszyst­kim.

– Co się stało? – Otę­pia­ła Ali­cja roz­glą­da­ła się do­oko­ła. Do­strze­gła po­ła­ma­ne ko­na­ry drzew oraz pło­ną­cy wrak sa­mo­lo­tu woj­sko­we­go, przy­po­mi­na­ją­cy zwło­ki smoka. Sceneria jak po grubej im­pre­zie. – Czy za­czę­ła się kru­cja­ta?

– Tak, ze­strze­li­li nas, ale je­ste­śmy już w Kra­inie Dra­gów – od­par­ła Jane i po­da­ła Ali­cji le­żą­ce na ziemi ka­ra­bin oraz ka­ta­nę. – Mu­si­my się stresz­czać, ko­mu­ni­ści Czer­wo­nej Kró­lo­wej na pewno już po nas bie­gną!

– Masz, po­win­no ci pomóc – Mary podała jej proszek w saszetce, który dziew­czy­na bez wa­ha­nia wciągnęła. Po chwi­li po­czu­ła się zde­cy­do­wa­nie le­piej. Dobrze trzepało.

Tak, już wszyst­ko pa­mię­ta­ła. Świę­ta misja w Kra­inie Dra­gów. Wy­ba­wie­nie.

Ali­cja otrzą­snę­ła się i przy­ję­ła obie bro­nie, za­wie­sza­jąc ka­ra­bin na ra­mie­niu, a ka­ta­nę wsa­dza­jąc do swo­jej po­chwy. To naj­bez­piecz­niej­sze miej­sce.

Za­wro­ty głowy od­cho­dzi­ły w za­po­mnie­nie. Zwy­kle tak było, gdy bu­dzi­ła się po wielu epic­kich tri­pach, zwieńczonych je­dy­nie sracz­ką i wy­mio­ta­mi. Przy­wy­kła do tego.

Teraz pew­nie też się tak skoń­czy – po­my­śla­ła. – Choć, kurwa, oby nie tym pierw­szym.

Trój­ka przy­ja­ciółek po­de­szła ostroż­nie do żoł­nie­rzy znaj­du­ją­cych się przy drze­wach. Więk­szo­ści wojowników gniła głowa, tak jak Ali­cji. Mieli roz­sze­rzo­ne źre­ni­ce, a ich tę­czów­ki świe­ci­ły ko­lo­ro­wym bla­skiem. 

Na zie­lo­na­wych twa­rzach nie­po­kój mie­szał się z eks­cy­ta­cją.

Ge­ne­rał Pinkman stał na sko­ru­pie wiel­kie­go żół­wia i ob­ser­wo­wał ze­bra­nych. Był wy­so­kim męż­czy­zną, któ­re­go szary mózg wy­sta­wał z łysej czasz­ki, przy­po­mi­na­jąc Ali­cji roz­wod­nio­ną ga­la­re­tę.

Do­wód­ca po­cią­gnął kilka razy nosem i za­czął mówić, gdy tylko żoł­nie­rze usta­wi­li się w pro­wi­zo­rycz­nym sze­re­gu. Ali­cja sta­nę­ła na samym przo­dzie, gotowa do działania.

– Dobra, panie i pa­no­wie, czas ode­brać coś, co do nas należy! – Głos miał wy­so­ki i choć mówił bar­dzo szyb­ko, jego ko­men­dy za­wsze do­cie­ra­ły do ucha nawet naj­bar­dziej roz­ko­ja­rzo­ne­go ćpuna. – W tych la­sach rosną naj­rzad­sze ha­lu­cy­nki na świe­cie. Nasze grzyb­ki, które ukra­dły te prze­klę­te ko­mu­chy! – Ge­ne­rał splu­nął czar­ną fleg­mą, po­cią­gnął nosem i kon­ty­nu­ował. – Dzie­li­my się szyb­ko na dwie grupy. Nie­bie­scy mają za za­da­nie sztur­mo­wać las, by oczy­ścić drogę i zli­kwi­do­wać za­gro­że­nie. Czer­wo­ni – wska­zał na Ali­cję – za­bio­rą oca­la­łe świ­nio­pa­ją­ki i będą zbie­rać wszyst­kie ha­lu­cyn­ki, jakie tylko znaj­dą, by Biała Kró­lo­wa mogła ugo­to­wać grzy­bo­wą dla na­sze­go Świę­te­go Me­lan­żu. Po to tu je­ste­śmy!

Umysł Ali­cji wy­ostrzył się, gdy tylko usły­sza­ła ma­gicz­ne słowo „Me­lanż”. Ko­ja­rzy­ły się z nim nie­śmier­tel­ność i nie­skoń­czo­ne szczę­ście. Nie mogła sobie przy­po­mnieć, ile razy ma­rzy­ła o skosz­to­wa­niu tej le­gen­dar­nej zupy, o któ­rej po­wia­da­ły je­dy­nie na­ćpa­ne bab­cie i stare osie­dlo­we żule.

Jed­nak mity te oka­za­ły się praw­dą. Mogli wró­cić do ży­wych, po­zna­li ta­jem­ną re­cep­tu­rę. Teraz trze­ba tylko od­zy­skać ojczyste lasy i roz­po­cząć Świę­te Grzy­bo­bra­nie.

– Ko­szy­ki w łapy i do ro­bo­ty! Po ich wy­peł­nie­niu wi­dzi­my się tutaj z po­wro­tem. Szu­kaj­cie bia­łych kró­li­ków, mogą znać drogę… Macie go­dzi­nę, potem się wycofujemy – Ge­ne­rał uniósł swój ka­ra­bin do góry i wrza­snął. – CZY WSZYST­KO JASNE?!

– Tak jest, panie ge­ne­ra­le! – krzyk­nę­ła Ali­cja wraz z tłu­mem, który od razu za­czął dzie­lić się na grupy.

– Zupa musi pły­nąć, moi mili – dodał ciszej do­wód­ca. – Nie za­wiedź­cie nas.

Dziew­czy­na od­szu­ka­ła wzro­kiem Mary oraz Jane, po czym po­de­szła do nich, pod­no­sząc wi­kli­no­wy ko­szyk le­żą­cy przy żół­wiu ge­ne­ra­ła.

– Świ­nio­pa­ją­ki po­win­ny krę­cić się przy wraku – za­częła Mary i pod­niosła swój ko­szyk.

– Co zro­bi­cie, gdy znaj­dzie­my grzyb­ki i urzą­dzi­my Me­lanż? – spy­ta­ła Jane ba­wiąc się bro­nią.

– Ucie­kam z tego szaj­su i nie wra­cam – odparła uśmiech­nię­ta Mary. – A ty?

– Będę bawić się na ca­łe­go! Nic mi wię­cej do szczęścia nie po­trze­ba.

Ali­cja po­czu­ła, że pa­trzą teraz w jej stro­nę. Nie wie­dzia­ła jed­nak co od­po­wie­dzieć. Miała mnó­stwo pla­nów i ma­rzeń. Cięż­ko było coś wy­brać.

– Chcę wró­cić do ro­dzi­ny – po­wie­dzia­ła wresz­cie. – Po­ka­zać im, że je­stem coś warta. Udo­wod­nić, że do­jrzałam.

Mary i Jane po­ki­wa­ły w ciszy gło­wa­mi.

Zajebiście, atmosfera stała się gęstsza od coca-kwasu. Relacje międzyludzkie nie były jej konikiem.

Westchnęła.

Wy­stra­szo­ne świ­nio­pa­ją­ki fak­tycz­nie krę­ci­ły się przy wraku. Miały głowę i tułów świni, oraz wło­cha­te nogi pa­ją­ka, ró­żo­we, jak resz­ta ciała. Zwie­rzę­ta były spore, osio­dła­ne, na­da­ją­ce się do jazdy.

Ali­cja uspo­ko­iła naj­bliż­sze stwo­rze­nie, po czym wsko­czy­ła na nie i usia­dła wy­god­nie, po­pra­wia­jąc ka­ra­bin.

– Jadę na pół­noc­ny-za­chód – zwró­ci­ła się do przy­ja­ciółek. – Tam po­win­no coś być.

– My po­kie­ru­je­my się na wschód – od­par­ły Mary z Jane do­sia­da­jąc swoje świ­nio­pa­ją­ki. – Po­wo­dze­nia Ali­cjo. Nie daj się porwać postulatom komuchów.

Dziew­czy­na kiw­nę­ła głową. Na­stęp­nie udała się w głąb wy­krzy­wio­ne­go, błysz­czą­ce­go lasu, z któ­re­go do­cho­dzi­ły prze­raź­li­we krzy­ki, strza­ły i wy­bu­chy. Jej przeorane dragami nozdrza wyczuwały zapach napalmu.

Liczyła na owoc­ne grzy­bo­bra­nie.

 

*

 

Z nieba sypał biały pro­szek. 

Las gęst­niał z każdą chwi­lą, jed­nak Ali­cja nie do­strze­ga­ła żad­nych grzy­bów. Gdy strza­ły i eks­plo­zje w końcu uci­chły, poczuła, że jest tu sama jak palec.

Świ­nio­pa­jąk z pasją wą­chał czer­wo­ną trawę. Rył i szu­kał, cza­sem dziw­nie mla­skał, lecz to nie przy­no­si­ło efek­tów. Nie­do­brze.

Dresz­cze nie­pew­no­ści prze­szły po ple­cach Ali­cji. Co, jeśli ko­mu­ni­ści zabrali wszyst­kie grzy­by? Co, jeśli nic nie znaj­dą? Nie zro­bią grzy­bo­wej i nie urzą­dzą Świę­te­go Me­lan­żu?

Nie. Ali­cja odsunęła ne­ga­tyw­ne myśli na bok. Nie mogła stra­cić czuj­no­ści. Ma świę­tą misję. Musi dać radę. Musi wró­cić do ży­wych.

Coś mi­gnę­ło przed jej ocza­mi, stanęło kilka kro­ków od świ­nio­pa­ją­ka i pa­trzy­ło ocza­mi, przy­po­mi­na­ją­cy­mi czar­ne pa­cior­ki – biały kró­lik.

Tak, na­resz­cie! W końcu jakiś trop.

Świ­nio­pa­jąk oży­wił się i ru­szył po­śpiesz­nie za kró­li­kiem, nie­mal zrzu­ca­jąc ura­do­wa­ną Ali­cję z grzbie­tu. Po chwi­li do­tar­li do małej po­la­ny oto­czo­nej krę­giem ka­mie­ni, gdzie rosło kilka neo­no­wych grzyb­ków. Ha­lu­cyn­ki, i to legendarne Heisenbergi!

Alicja zsia­dła po­spiesz­nie ze swego wierz­chow­ca i z wy­pie­ka­mi na gni­ją­cej twa­rzy za­czę­ła zbieranie. Grzyb­ki były małe, z chu­dy­mi no­ga­mi oraz świe­cą­cy­mi ka­pe­lu­sza­mi. Wy­da­wa­ły z sie­bie dźwię­ki przy­po­mi­na­ją­ce chór anio­łów, ta­jem­ni­cze i hip­no­ty­zu­ją­ce. Nie sły­sza­ła wcze­śniej ni­cze­go po­dob­ne­go. Wy­glą­da­ły tak pięk­nie…

Usły­sza­ła za sobą jakiś hałas. Ko­mu­ni­ści? Od­wró­ci­ła się gwał­tow­nie i ścią­gnę­ła ka­ra­bin. Ni­ko­go jed­nak nie było, fał­szy­wy alarm… Nie, nie fał­szy­wy. Dziew­czy­na do­strze­gła w od­da­li jakąś dzi­wacz­ną po­stać, któ­rej wcze­śniej nie wi­dzia­ła. Ktoś tam fak­tycz­nie sie­dział.

Ali­cja ze­bra­ła resz­tę grzyb­ków do ko­szy­ka i ru­szy­ła po­wo­li w stro­nę lasu, trzy­ma­jąc ka­ra­bin w go­to­wo­ści.

Tłu­sty męż­czy­zna, któ­re­go nogi i ręce przy­po­mi­na­ły worki z ziem­nia­kami, sie­dział przy dro­dze i pich­cił coś na małej ku­chen­ce ga­zo­wej. Był naj­grub­szym czło­wie­kiem, ja­kie­go spo­tka­ła. Nie wie­dzia­ła, jak ktoś taki mógł się w ogóle po­ru­szać.

– Kur­wi­sma­ki, kur­wi­sma­ki! – za­czął krzy­czeć gło­sem, który przy­po­mi­nał kum­ka­nie żaby. – Smacz­ne i po­żyw­ne, naj­lep­sze w całej Kra­inie Dra­gów!

Czym były kur­wi­sma­ki? – spy­ta­ła w my­ślach Ali­cja.

– Kur­wi­sma­ka dla mło­dej wo­jow­nicz­ki? – spy­tał męż­czy­zna i wy­cią­gnął sma­żo­ne grzyb­ki na­bi­te na patyk.

Dziew­czy­na za­sta­no­wi­ła się. Obcy męż­czy­zna, sam w gę­stym lesie, wy­ła­nia­ją­cy się z ni­co­ści. Brzmiało jak dobry deal.

– Ile to kosz­tu­je?

– Dla cie­bie nic, ko­cha­necz­ko – uśmiech­nię­ty męż­czy­zna wy­cią­gnął nie­na­tu­ral­nie rozciągniętą rękę w jej stro­nę. Ali­cja przy­ję­ła ostroż­nie pa­ty­czek i po­wą­cha­ła grzyb­ki. Ma­tu­lu! Pach­nia­ły tak do­brze.

Zja­dła jed­ne­go, potem ko­lej­ne­go i ko­lej­ne­go, aż w końcu zo­stał jej sam pa­ty­czek. Ależ były pysz­ne! Nie­ziem­skie.

– Ma pan wię­cej? – spy­ta­ła.

Uśmiech tłu­ścio­cha znik­nął gwał­tow­nie. Wy­cią­gnął swoje dłu­gie, przy­po­mi­na­ją­ce gumę ręce i kla­snął gło­śno przed twa­rzą Ali­cji. Upa­dła, od­rzu­co­na dziw­ną siłą. Krę­ci­ło jej się w gło­wie, zbie­ra­ło na wy­mio­ty.

– Za kogo ty się uwa­żasz, chujcu! – krzyk­nę­ła, pod­no­sząc się i ce­lu­jąc z ka­ra­bi­nu, jed­nak ni­ko­go już nie było. Ro­zej­rza­ła się. Obok stał je­dy­nie świ­nio­pa­jąk, który chru­mknął gło­śno.

– Co jest? – spy­ta­ła zdzi­wio­na i w ciszy do­sia­dła swo­je­go wierz­chow­ca. W od­da­li bły­snę­ło świa­tło. Za­uwa­ży­ła kró­li­ka. Ko­lej­ne halucynki.

Świ­nio­pa­jąk ru­szył, jakby kop­nię­ty i po­rwał dziew­czy­nę w głąb lasu.

 

*

 

Ali­cja wzię­ła ko­szyk i ze­szła ze świ­nio­pa­ją­ka. Miała już mało czasu, mu­sia­ła się stresz­czać. Wy­ry­wa­ła w po­śpie­chu świe­cą­ce grzy­by, gdy jakiś głos prze­rwał wszech­obec­ną ciszę. Ro­zej­rza­ła się do­oko­ła, jed­nak ni­ko­go w po­bli­żu nie było. Znowu to samo.

– Ali­cjo, tutaj! – Głos był coraz wy­raź­niej­szy. – W ko­szycz­ku!

Dziew­czy­na zaj­rza­ła do ko­szy­ka i za­mar­ła. Jeden z grzy­bów wspi­nał się po wi­kli­no­wej ścia­nie, usil­nie pró­bu­jąc z niego wyjść. Miał małe nogi i ręce, dzi­wacz­ne, jed­nak na swój spo­sób pa­su­ją­ce do ciała.

– Co do… – po­wie­dzia­ła na głos Ali­cja.

Ko­lej­ne grzy­by rów­nież się ru­sza­ły, ko­tło­wa­ły, pró­bo­wa­ły uciec. Dziew­czy­na upu­ści­ła ko­szyk na zie­mię.

– Ali­cjo, wy­słu­chaj nas! – rzekł ko­lej­ny głos. Od­wró­ci­ła się. Był to sie­dzą­cy na ka­mie­niu bo­ro­wik, który po­ma­cha­ł w jej stro­nę. Inne grzy­by wy­ło­ni­ły się jakby z ni­co­ści, kanie, rydze, nawet praw­dzi­wek ubra­ny w smo­king. Wszyst­kie wiel­ko­ści ludzi. Obok nich stał kot z głową psa, nu­cą­cy jakąś pio­sen­kę. Oto­czy­ły Ali­cję i pa­trzy­ły bła­gal­nym wzro­kiem. – Chce­my ci pomóc.

– Dzię­ku­ję, ale nie po­trze­bu­ję wa­szej po­mo­cy – od­par­ła nie­zręcz­nie Ali­cja. – Po­trze­bu­ję tych grzy­bów do Świę­te­go Me­lan­żu. Chcę być znów żywa, czy to takie dziw­ne? Pro­szę, zo­staw­cie mnie!

– Je­steś nie­wol­ni­cą Bia­łej Kró­lo­wej! – rzu­cił ostro Praw­dzi­wek. – Burżuazja tylko czeka, by zabrać owoc waszej pracy, uciskać klasę robotniczą. Ich re­cep­tu­ra nie ist­nie­je.

– Nic o nas nie wie­cie!

– Prze­cież kró­lo­wa jest na od­wy­ku – po­wie­dział Rydz. – Nie po­mo­że ci… Tylko ko­mu­ni­ści mogą.

Ali­cja za­mar­ła.

– To wy je­ste­ście ko­mu­ni­sta­mi?

– My chce­my ci tylko pomóc… wysłuchaj naszych postulatów.

To nie ma sensu. Ali­cja zi­gno­ro­wa­ła grzy­by. Pier­do­li­ły jak po­tłu­czo­ne. Kto w ogóle pytał je o zda­nie? Kim były, by de­cy­do­wać o jej losie?

Za­bra­ła w ciszy swój ko­szyk i przygotowała do powrotu. Chwi­lę póź­niej po­czu­ła, że coś jest nie tak. Świ­nio­pa­jąk znik­nął, tak samo jak grzyby. Drze­wa miały inny układ, zda­wa­ły się wyż­sze, gęstsze.

Gdzie się teraz znaj­do­wa­ła?

Je­dy­ną po­sta­cią, która z nią zo­sta­ła, był pies z cia­łem kota, cią­gle śpie­wa­ją­cy iry­tu­ją­cą pio­sen­kę:

 

Ćpa­nie-ćpa­nie-ćpa­nie, Grzy­boć­pa­nie,

Świę-te ćpa-nie, grzy-bo-bra-nie,

Ćpa­nie-ćpa­nie-ćpa­nie, Grzy­boć­pa­nie,

Każ-de ćpa-nie, ry-je ba-nie!

 

Dziew­czy­na ro­zej­rza­ła się do­oko­ła, jed­nak nic to nie dało. Zgu­bi­ła się. Kurwa, tylko nie to. Gdyby jej serce nie było mar­twe, z pew­no­ścią wa­li­ło­by teraz jak sza­lo­ne.

Krą­ży­ła tak chwi­lę, sta­ra­jąc się zgu­bić de­ner­wu­ją­ce­go ko­top­sa – bez­sku­tecz­nie. Od­cho­dzi­ła od zmy­słów. Musiała wró­cić do wraku. Do Mary i Jane.

– Spójrz w moją stro­nę, Ali­cjo! – po­wie­dział jakiś znie­kształ­co­ny głos w od­da­li. Ali­cja prze­wró­ci­ła ocza­mi. Nie chcia­ła wda­wać się w ko­lej­ne dyskusje. Miała już dosyć.

– Zo­staw­cie mnie…

– SPÓJRZ NA MNIE, TY PIER­DO­LO­NA ĆPUN­KO! – ryk­nął głos, a prze­ra­żo­na Ali­cja od­wró­ci­ła się mi­mo­wol­nie, jakby po­cią­gnię­ta przez nie­wi­dzial­ną siłę. Ku wiel­kie­mu zdzi­wie­niu uj­rza­ła… sie­bie. Wła­ści­wie dawną wer­sją sie­bie, czy­stą i zdro­wą.

Dawna Ali­cja stała dum­nie na środ­ku drogi, a blask księ­ży­ca padał na nią ni­czym świa­tło te­atral­ne­go re­flek­to­ra. Miała fa­lo­wa­ne włosy, nie­bie­skie oczy, a ubra­na była w pro­stą su­kien­kę. Wy­da­wa­ła się taka pięk­na, nie­re­al­na.

Ali­cja nigdy tak nie wy­glą­da­ła, choć za­wsze pra­gnę­ła.

– To na­praw­dę ja? – spy­ta­ła cicho. – Czy to ja­kieś sztucz­ki Czer­wo­nej Kró­lo­wej? Nie­moż­li­we…

– Ha ha ha, cóż za bez­war­to­ścio­wa pizda! – za­wo­ła­ła Dawna Ali­cja ni­skim gło­sem. – Spójrz­cie tylko na nią!

Dziew­czy­nie zrze­dła mina. Co to miało zna­czy? Za kogo ona się uwa­ża­ła?

Alicja nie wy­trzy­ma­ła. Nikt nie bę­dzie jej tak ob­ra­żać.

Ścią­gnę­ła po­śpiesz­nie ka­ra­bin, wy­ce­lo­wa­ła i od­da­ła serię strza­łów w stro­nę daw­nej sie­bie. Kule jed­nak prze­le­cia­ły przez nią jak przez mgłę, nie zro­bi­ły nawet naj­mniej­sze­go wra­że­nia.

Ali­cja za­klę­ła. Strze­li­ła jesz­cze raz. Znowu nic.

Rzu­ci­ła ka­ra­bin na zie­mię i wy­cią­gnę­ła ka­ta­nę ze swo­jej po­chwy. Dawna Ali­cja tylko ją wy­śmia­ła. Dziew­czy­na spoj­rza­ła na miecz – nie miał ostrza, je­dy­nie długi balon, który po chwi­li ża­ło­śnie pękł… Była bez­bron­na.

Dawna Ali­cja od­wró­ci­ła się z po­gar­dą i znik­nę­ła.

– Ej, wra­caj tu, głupia cipo! – rzu­ci­ła  Ali­cja, jed­nak nie usły­sza­ła żad­nej od­po­wie­dzi.

Kot z głową psa nie od­stę­po­wał jej na krok, wciąż nucąc tę samą pio­sen­kę, wwier­ca­ją­cą się w umysł.

– Za­mknij się, nie sły­szę wła­snych myśli! – Ali­cja zga­ni­ła ko­top­sa, jed­nak ten nie ustę­po­wał. Dziew­czy­na wi­dzia­ła coraz wię­cej obcych po­sta­ci, które przechadzały się po lesie. Miały obrzy­dli­we, płyn­ne formy, nie przy­po­mi­na­ły ani ludzi, ani zwie­rząt.

Ali­cja czuła, że las do­pro­wa­dza ją do prawdziwego wkurwu.

Ktoś po­sta­wił krzyż, na któ­rym przy­bi­to po­stać klau­na. Praw­dzi­wek, któ­re­go wcze­śniej spo­tka­ła, trzy­mał po­chod­nię i bez skru­pu­łów go pod­pa­lił.

Wy­trzesz­czy­ła oczy i za­sło­ni­ła usta dło­nią. Dosyć tego. Chcia­ła wró­cić do świ­nio­pa­ją­ka, jed­nak ni­g­dzie go nie wi­dzia­ła. Była tu sama, z dala od żoł­nie­rzy i wraku. Nie wie­dzia­ła co robić ani gdzie iść.

Dziew­czy­na uj­rza­ła zna­jo­mą po­stać wy­ła­nia­ją­cą się z nie­bie­skiej mgły.

Ge­ne­rał Pinkman stał na sko­ru­pie swo­je­go żół­wia i ma­chał w jej stro­nę. Na łysej gło­wie sie­dzia­ła pa­pu­ga, która żar­łocz­nie wy­dzio­by­wa­ła wy­sta­ją­cy mózg do­wód­cy.

– Zupa musi pły­nąć, Ali­cjo! – za­wo­łał. – Pa­mię­taj o tym!

Zdez­o­rien­to­wa­na dziew­czy­na za­wa­ha­ła się i od­wró­ci­ła.

Uj­rza­ła star­szą ko­bie­tę trzy­ma­ją­cą ko­szyk z grzyb­ka­mi. Jej ko­szyk.

Sta­rusz­ka stała przy wiel­kim kotle i mie­sza­ła w nim drew­nia­ną cho­chlą, nucąc coś pod nosem. Miała duży nos po­kry­ty bą­bla­mi i guz­ka­mi. Krwi­ste żyłki w jej oczach przy­po­mi­na­ły czer­wo­ną pa­ję­czy­nę, a bez­zęb­na szczę­ka wy­krzy­wi­ła się w nie­przy­jem­nym uśmie­chu.

Niemożliwe. Biała Królowa.

Wokół niej la­ta­ły duże owady wy­glą­dem przy­po­mi­na­ją­ce po­ślad­ki, które gło­śno pier­dzia­ły i srały pro­sto do garn­ka.

– Mmm… jaka pysz­na grzy­bo­wa – po­wie­dzia­ła ura­do­wa­na kobiecina i pod­nio­sła cho­chlę. – Skosz­tuj Ali­cjo, nie po­ża­łu­jesz! Mmm… cóż za aro­mat!

Dziew­czy­na nie­mal zwy­mio­to­wa­ła. Po­śpiesz­nie ru­szy­ła przed sie­bie, choć nie miała pew­no­ści, czy to dobry kie­ru­nek. Neo­no­we drze­wa za­czę­ły ga­snąć, po­grą­ża­jąc las w ciem­no­ści. Je­dy­nie gwiaz­dy i księ­życ rzu­ca­ły nie­bie­ska­we świa­tła, oświe­tla­jąc jej drogę.

Ali­cja znów do­strze­gła dawną sie­bie, która trzy­ma­ła za rękę ja­kie­goś męż­czy­znę. Czy to był Łu­kasz? Jej były chło­pak? Tak, to chyba on. Nie wi­dzia­ła go już tak dawno. Bar­dzo za nim tę­sk­ni­ła… Czy dalej by ją ko­chał, gdyby nie to wszyst­ko? Nie miała po­ję­cia.

Dawna Ali­cja po­ca­ło­wa­ła Łu­ka­sza w usta, po czym oboje od­wró­ci­li się w jej stro­nę i par­sk­nę­li śmie­chem.

– O co wam cho­dzi? – spy­ta­ła na­iw­nie dziew­czy­na. – Z czego się tak śmie­je­cie?

Ali­cja spoj­rza­ła na sie­bie i do­strze­gła, że jest cał­kiem naga. Zie­lon­ka­wa, zgni­ła skóra zwi­sa­ła z niej jak stare, brud­ne ubra­nia. Pró­bo­wa­ła się za­sło­nić, jed­nak nic to nie dało.

Para nie prze­sta­wa­ła się śmiać, ich iro­nicz­ne uśmiesz­ki prze­szy­wa­ły dziew­czy­nę ni­czym szpi­le. Wy­ty­ka­li ją pal­ca­mi i trzy­ma­li się za brzu­chy, re­cho­cząc coraz gło­śniej i gło­śniej.

– Prze­stań­cie!

Dawna Ali­cja i Łu­kasz śmia­li się do roz­pu­ku, pła­ka­li i wrzesz­cze­li, jakby pa­trzy­li na naj­za­baw­niej­szą rzecz na świe­cie.

– Pro­szę, nie śmiej­cie się ze mnie – po­wie­dzia­ła ża­ło­śnie Ali­cja, wy­cie­ra­jąc łzy, które na­pły­nę­ły do za­czer­wie­nio­nych oczu. Pra­gnę­ła za­paść się pod zie­mię, scho­wać przed wszyst­ki­mi. – Byłam sa­mot­na i taka smut­na. Nikt mi nie chciał pomóc! – Wrza­snę­ła w akcie roz­pa­czy i bez­sil­no­ści. – To miała być tylko jedna kre­ska!

Roz­ba­wio­na para padła na zie­mię, trzę­sąc się spa­zma­tycz­nie i du­sząc. Ich ciała na­brzmie­wa­ły, pu­chły jak na­peł­nia­ne wodą ba­lo­ny, aż w końcu pękli, wy­rzu­ca­jąc z sie­bie ko­lo­ro­we kon­fet­ti wnętrz­no­ści.

Prze­ra­żo­na Ali­cja krzyk­nę­ła i ucie­kła w po­pło­chu, nie pa­trząc, w którą stro­nę bie­gnie. Świat pę­dził jak osza­la­ły, wi­ro­wał, za­ci­nał jak stara płyta.

Na drze­wach wi­sia­ły blade trupy na­gich ludzi, odzia­nych je­dy­nie w znisz­czo­ne ka­pe­lu­sze. Mieli roz­ba­wio­ne, zna­jo­me twa­rze. Twa­rze jej przy­ja­ciółek. Mary i Jane.

Za­mknę­ła od­ru­cho­wo oczy. Bie­gła jesz­cze przez chwi­lę, aż po­tknę­ła się i twar­do upa­dła. Dziw­ne, po­czu­ła to. Nie pa­mię­ta­ła, kiedy ostat­nio jej ciało re­ago­wa­ło na ja­ki­kol­wiek ból. Nie­mal za­po­mnia­ła, jak to jest.

Ali­cja pró­bo­wa­ła wstać, jed­nak coś ją trzy­ma­ło, nie po­zwa­la­ło odejść. Za­mar­ła. Z czar­nej ziemi wy­ra­sta­ły ob­śli­zgłe dło­nie oraz macki, które owi­ja­ły każdą jej koń­czy­nę w miaż­dżą­cym uści­sku.

Coś ostre­go roz­szar­py­wa­ło jej skórę, dźga­ło roz­ża­rzo­ny­mi kol­ca­mi, wy­ry­wa­ło i sma­ży­ło zgniłe mięso. Prze­szy­wa­ją­cy ból był nie­wy­obra­żal­ny, wy­peł­niał każdy mi­li­metr jej ciała. Nigdy cze­goś ta­kie­go nie do­świad­czy­ła.

Wrzeszczała. Tylko tyle mogła zro­bić.

Kątem oka uj­rza­ła matkę i ojca. Stali z tyłu, jakby od nie­chce­nia. Wy­glą­da­li na za­wie­dzio­nych.

– Ja tylko chcia­łam zjeść tę zupę!

Wszyst­kie po­sta­cie, które spo­tka­ła w lesie, śmia­ły się wnie­bo­gło­sy, wy­ty­ka­jąc ją pal­ca­mi. Tłu­ścioch ze swoją ku­chen­ką. Ge­ne­rał wraz z grzy­ba­mi. Biała Królowa. Mary i Jane. Dawna Ali­cja oraz Łu­kasz.

Na wiel­kim cią­gni­ku je­chał krzyż z klau­nem, który wykrzykiwał cytaty z Manifestu Komunistycznego.

Ali­cja po­czu­ła, jak dło­nie za­sło­ni­ły usta, ści­ska­ły, tłu­mi­ły roz­pacz­li­we wrza­ski. Wcią­ga­ły pod zie­mię. Głę­bo­ko, coraz głę­biej i głę­biej…

Wszyst­kie świa­tła zga­sły, a zgro­ma­dze­ni miesz­kań­cy Kra­iny Dra­gów po­że­gna­li ją dzi­wacz­nym tań­cem w akom­pa­nia­men­cie gło­śne­go ry­cze­nia, kla­ska­nia i gwiz­da­nia.

 

*

 

Ali­cja otwo­rzy­ła po­wo­li oczy.

Le­ża­ła na boku, w obcym, zim­nym miej­scu. Czuła zna­jo­my smród gówna i wil­go­ci. Była w szoku, nie wie­dzia­ła, gdzie teraz jest. Pa­miąt­ka tego, co wy­da­rzy­ło się przed chwi­lą nie da­wa­ła o sobie za­po­mnieć.

Chcia­ła się po­ru­szyć, lecz nie mogła – zwią­za­li ją.

Ali­cja sły­sza­ła przy­tłu­mio­ne dźwię­ki roz­mów i po­śpiesz­nych kro­ków. Uj­rza­ła w od­da­li za­mglo­ne świa­tła, oświe­tla­ją­ce ce­gla­ne ścia­ny oraz za­rdze­wia­łe kraty.

Ktoś zbli­żał się w jej stro­nę. Dwie po­sta­cie, chyba ko­bie­ta i męż­czy­zna. Wi­dzia­ła ich dzi­wacz­ne, czer­wo­na­we stro­je z od­bla­ska­mi.

Ko­mu­ni­ści Czer­wo­nej Kró­lo­wej?

Ko­bie­ta kuc­nę­ła przy niej gwał­tow­nie i po­wie­dzia­ła coś do swo­je­go to­wa­rzy­sza gło­sem, który przy­po­mniał Ali­cji szcze­ka­nie wście­kłe­go psa. Po­ło­ży­ła torbę obok jej nóg, po czym wy­cią­gnę­ła obco wy­glą­da­ją­cy przy­rząd. Będą ją tor­tu­ro­wać? Chcia­ła stąd uciec jak naj­szyb­ciej, jed­nak nie mogła się po­ru­szyć.

Dziw­ny męż­czy­zna po­chy­lił się nad nią. Jego włosy pło­nę­ły żywym ogniem, a oczy spły­wa­ły po nie­wy­raź­niej twa­rzy po­kry­tej licz­ny­mi dziu­ra­mi, z któ­rych wy­ła­nia­ły się małe świ­sta­ki, jak w au­to­ma­cie z gu­mo­wym młot­kiem.

Jej cia­łem wstrzą­snę­ły drgaw­ki. Miała ocho­tę krzyk­nąć.

– Gdzie są moje grzybki? – zdołała wyszeptać ostatkiem sił.

 – Nasze grzybki – poprawił ją i wy­szcze­rzył zgni­łe zęby w prze­ra­ża­ją­cym uśmie­chu. – Macie szczę­ście, że ktoś was zna­lazł, to­wa­rzysz­ko.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
DanielKurowski1 · dnia 07.02.2021 09:09 · Czytań: 246 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
Madawydar dnia 08.02.2021 11:51
Opowiadanie koszmarnego snu? Przedawkowanie halucynogennycg grzybków? Podziwiam wyobraźnię i fantazję. Tekst wzbudza ciekawość. Dużo w niej akcji. Lubię fikcję, ale bardziej umiarkowaną lub bardziej sensowną. Tu jest w niej nadmiar. Nie, to chyba nie moja bajka.

Pozdrawiam

Mad.
DanielKurowski1 dnia 08.02.2021 12:15
Witaj Madawydar!

Dziękuję za komentarz!

Tak, jest tutaj wszystkiego dużo, akcji, żartów, absurdów i dziwności - tym właśnie kieruję się podgatunek Bizarro, wypełnia tekst groteską i chaosem. Jest bardzo specyficzny i nawet ludzie zafascynowani podchodzą do niego sceptycznie ;)

Jeszcze raz dziękuję za komentarz i odwiedziny!

Pozdrawiam,

Daniel
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Yaro
28/06/2022 21:41
Świetny film i bardzo dobry wiersz. Pozdrawiam… »
Yaro
28/06/2022 21:39
GUZIKI /Pamięci kapitana Edwarda Herberta/ Tylko guziki… »
Brytka
28/06/2022 21:06
Z podobaniem, pozdrawiam »
Gramofon
28/06/2022 14:39
Dziękuję, cieszę się, że się podobało. Pozdrawiam. »
wolnyduch
27/06/2022 20:48
Msz sens życia, to coś więcej poza przetrwaniem, ale… »
Yaro
27/06/2022 19:09
Jezus chce byśmy się cieszyli, radowali miłość jest radością… »
Materazzone
27/06/2022 17:27
Jak dla mnie zbyt...proste? Może nie, raczej zbyt łatwe w… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:37
Nie lubię żartów z religii (nie twierdzę, że taki był… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:35
Dobrze napisane i fabuła fajna. W obydwu przypadkach sukces… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 09:14
Dzięki! Zawsze miło cię widzieć. Pozdrawiam »
Marian
27/06/2022 07:25
Ciekawie napisane. Zgadzam się z tulipanowką, przeżyła, bo… »
Yaro
26/06/2022 13:42
Dziękuję Kasiu:)Pozdrawiam:) Duszku akurat Jezus pokazał… »
Marek Adam Grabowski
26/06/2022 09:32
Spoko. Przy okazji polecam moje ostatnie opowiadanie.… »
Marian
26/06/2022 07:44
Marku, dzięki za odwiedziny i komentarz. Akapit zaraz usunę. »
wolnyduch
25/06/2022 21:29
z pewnością nawet Jezus nie był ideałem, ale to świadczy o… »
ShoutBox
  • Materazzone
  • 28/06/2022 17:24
  • Dawno mnie tu nie było. Strasznie mało tu życia jest :(
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
Ostatnio widziani
Gości online:36
Najnowszy:Trollformel 0
Wspierają nas