Tryptyk. U nas w DS 6 - d.urbanska
Proza » Obyczajowe » Tryptyk. U nas w DS 6
A A A

Hania

Była śliczna. Krucha blondyneczka, niebieskooka. Mówiła ze śpiewnym akcentem z Białowieży. W mężczyznach budziła instynkt opiekuńczy. Niestety, bardzo szybko poznała smak alkoholu i jego złudną moc. Kochała śpiew i towarzystwo. Włóczyła się z chłopakami z akademika, głównie polonistami, których nazywała muszkieterami. Od imprezy do imprezy, zawsze suto zakrapianej. Często w DS-ie, czasem gdzieś w mieście lub na plaży. Chłopcy traktowali ją jak kumpla, siostrę i wiernie strzegli.
Pewnego wieczoru jednak w męskiej toalecie, w knajpie na wzgórzu, trzech przygodnych wzięło ją siłą po kolei. Zakrwawione nosy muszkieterów i wybite kłykcie niewiele już obeszły Hanię. Ważniejsze było, że z brutalną przemocą zasiane zostało w niej nowe życie. Niechciane i nienawistne. Z pomocą przyjaciół „zrobiła z tym porządek”. Gdy spotkałam ją potem na korytarzu, czarne smugi rozmytego makijażu znaczyły jej twarz, na której gościł głupkowaty uśmiech. „Popłynęło do zlewu!”. Czknęła.

Jeśli wcześniej Hania imprezowała, to potem wręcz zatraciła się w zabawie. Na cud zakrawa, że jakoś skończyła studia i wróciła do domu.
Pewnej sylwestrowej nocy, gdy szampan płynął strugą, a za oknem rozkwitały pióropusze fajerwerków, Hania ozdobiła swą szyję sznurem od żelazka. Przez chwilę widziała jeszcze wybuchające ogniem niebo, a potem zapadła ciemność.


Grażyna
Bardzo chciała wyjść za mąż. Panienka z dobrego domu, schludna i ułożona. Do serca wzięła sobie obiegowe twierdzenie, że „jeśli na studiach nie poznasz nikogo, to zostaniesz starą panną”. Perspektywa staropanieństwa wręcz ją przerażała, dlatego nie ustawała w poszukiwaniach. Cóż, kiedy amatorów na jej spokojną urodę było jak na lekarstwo. Do tego zrażała ewentualnych kandydatów sztywnością i sztucznością.

Jednak zdarzył się cud i poznała Stefana. Był bliski ideału – dobrze wychowany, bez nałogów, o przyjemnej powierzchowności. Grażyna planowała dość długie narzeczeństwo. On jednak chciał koniecznie skrócić dystans i do minimum ograniczyć okres trzymania się za rączkę i patrzenia w gwiazdy.
Seks rozczarował ją mocno, ale uznała to za konieczne ustępstwo na rzecz przyszłego szczęścia. W wyobraźni szyła suknię ślubną z najcieńszej koronki, gdy uświadomiła sobie z przejęciem, że będzie musiała poszerzyć wymarzoną kreację, bo okres się jej niebezpiecznie spóźniał.
Niestety, Stefan zareagował stanowczo. Musi skończyć studia i dziecko nie wchodzi w rachubę. „Wyobrażasz sobie, że stanę za maszyną?”
Nie towarzyszył jej pod drzwiami kliniki, gdy jeszcze biła się z myślami. Nie było go też, gdy zwijała się potem z bólu i rozpaczy. Przyszły wzajemne oskarżenia, oddalenie, wreszcie zerwanie.

Po pewnym czasie przyjechała do akademika, prezentując olśniewający pierścionek zaręczynowy. Wybranek był starszym wdowcem z dwójką dzieci. Ślub wystawnością zachwycił wszystkich.
Grażyna nie doczekała się własnego dziecka. Ale z poświęceniem wychowywała pasierbów. I z determinacją hołubiła mężczyznę, który spełnił jej marzenia.


Teresa
Nazywaliśmy ją „świętą Tereską”. Nie było w tym jednak złośliwości. Teresa nie kryła się ze swą religijnością. Była jednak ponad miarę sympatyczna i uczynna, przepadaliśmy za nią. Nie opuszczała wykładów, nie uczestniczyła w imprezach. Jednak czasem dała się wyciągnąć do klubu na dyskotekę.
Podczas jednej z nich wpadła przypadkiem na kolegę ze swojej szkoły średniej, do którego skrycie wzdychała. Roman był nader atrakcyjny - przystojny i elokwentny. Być może tęsknota za domem ich zbliżyła. Dość, że spędzili ten wieczór razem i umówili się na kolejny.

Teresa ze swą niezłomnością i surowymi zasadami stanowiła dla niego nie lada wyzwanie. Każdą jednak twierdzę można zdobyć, dysponując czasem i odpowiednimi środkami. Roman starał się bardzo, pomagała też rozpasana atmosfera akademika i koleżanki, wyśmiewające jej ”zatwardziałą cnotę”. Po fakcie Teresa rozkwitła, dosłownie unosiła się nad ziemią.

A potem przyszedł upadek. Roman oznajmił, że przyjeżdża jego dziewczyna, która studiowała w innym mieście. Teresa zaś była „chwilą zapomnienia”. Żal było patrzeć na cichą jej rozpacz. Nie to było jednak najgorsze. Szalony romans Teresy zaowocował bowiem „stanem błogosławionym”.
W pierwszym momencie nie chciała nawet słyszeć o aborcji. W następnym jednak zobaczyła ufne, sterane twarze swoich rodziców, którzy byli z niej nieskończenie dumni. Ujrzała miasteczko pełne złośliwych plotkarzy, a na koniec twarz wiarołomcy, z którym odeszła cała radość życia.
Przez pewien czas przestała nawet chodzić do kościoła. Ale nie umiała żyć bez wiary. Gdy wyznawała w konfesjonale swoją winę, w głosie jej brzmiała taka rozpacz, że nawet starszy kapłan nie umiał jej potępić. I „nie rzucił kamieniem”.
Dyplom obroniła z wyróżnieniem. Słyszałam, że spełnia się w swojej pracy. Rodziny nie założyła nigdy.

Trzy dziewczyny, trzy historie, trzy życia (a nawet sześć). Nie oceniam, nie moralizuję. Wspominam.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
d.urbanska · dnia 05.03.2021 14:40 · Czytań: 332 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 1
Komentarze
Kazjuno dnia 06.03.2021 13:52 Ocena: Świetne!
Cytat:
Nie oce­niam, nie mo­ra­li­zu­ję. Wspo­mi­nam.


Tak, to prawda, Danusiu, nie oceniasz i nie moralizujesz. Twój "Tryptyk" ja oceniam jako piękną i wspaniale opowiedzianą opowieść i to "niestety" z podtekstem. I właśnie podtekst - jak przypuszczam (choć mogę być w błędzie) - sprawił, że razem ze mną wylądowałaś na niższej półce.

Teraz się zaasekuruję, żeby nie zostać zbanowany!

Czy mogę mieć pretensje do oceniających Ciebie i mnie redaktorów od prozy? Otóż nie mam żadnych.
Jest demokracja, więc każdy ma prawo do własnych ocen. Jedni cenią wartości konserwatywne inni te bardziej nowoczesne - pro europejskie.

Sam się zastanawiam, czy jako osobnik przychylający się raczej konserwatywnemu spoglądaniu na świat, będąc redaktorem od prozy, nie spychałbym na dolną półkę utworów nawet świetnie napisanych, które promują aborcję. No, nie wiem i tyle.
Dlatego wobec istniejącego w Polsce podziału na tych broniących (może niesłusznie) zapisanego w konstytucji prawa do życia od chwili poczęcia i tych broniących aborcji na życzenie, ustawiam się raczej jako konserwatysta. (Choć przyznaję się, że nie byłem świętoszkiem - stąd wytłuszczone "raczej";).

Ty, Danusiu, też "raczej"/?/ uważasz aborcję za zło.

Najwyraźniej u Hani aborcja plus używki doprowadziły do dewastacji jej psychiki i samobójstwa.

Tereska po zabiegu nie zaznała osobistego szczęścia, zostając starą panną.

Jedynie Grażyna okazała się na tyle odporna psychicznie, że przełknęła uczuciową i aborcyjną porażkę i ustawiła się w życiu, jak należy.

Rezultat prosty: dwie kobiety nieszczęśliwe jedna szczęśliwa. Czyli przekładając na wynik matematyczno/statystyczny przegrana meczu zwolenniczek aborcji na życzenie w stosunku do
teamu konserwatystek jeden do dwóch.

* * *

Dlaczego sam spadłem na dolną półkę?

Też mam domorosłą teorię. Wprawdzie po otrzymanym ostrzeżeniu nie ośmieliłbym się zabierać głosu na temat roszczeń nowoczesnych kobiet. Dla mnie temat mocno trefny!

We fragmencie opowieści (umieszczonym poniżej twego utworu też na dolnej półce) też popełniłem faut pas. Wspomniałem, że wiara w Boga uratowała życie kobiecinie, która cierpiała w sowieckim gułagu.

Nie kłamałem. We wspomnieniowej powieści cytuję wypowiedź gosposi/ służącej, którą od niej usłyszałem. Napisałem prawdę.

Co to ma do rzeczy? Jakbym mimochodem lansował wiarę w Boga, a taki lans nie jest dla nowocześnie myślących niczym pozytywnym. Wręcz odwrotnie! Nowoczesna Europa i Ameryka się laicyzuje.
We Francji burzy się masowo kościoły, czasem zamienia na magazyny lub dyskoteki. Wedle części wpływowych mediów kościół szerzy pedofilię.
Tymczasem jakiś Kazjuno będzie uzasadniał walor wiary w Boga?
Aaaa, won z nim.

Zaznaczam dobitnie, że moja teoryjka jest subiektywna, mogę się mylić.

Przepraszam Cię Danusiu, że zawracam głowę, ale jestem bardzo ciekaw czy przychylasz się do moich spiskowych teorii. Dlatego proszę o komentarz w poniższym moim tekście.

Pozdrawiam serdecznie.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
skroplami
14/07/2024 11:07
Jak dzień i noc, różnice :). Chociaż jak one tak Twoja… »
skroplami
14/07/2024 10:00
Stara prawda, wieczna prawda, boska prawda. Zawarłeś kilka… »
al-szamanka
13/07/2024 17:07
Sumiennie przeczytałam tekst od początku do końca i mam… »
al-szamanka
13/07/2024 14:50
Mam pytanie. Czy wyzwolone kobiety, to te z tymi wszystkimi… »
Florian Konrad
13/07/2024 13:58
Dziękuję. Wiersz jest nieromantyczny, bydlak jeden :) »
Janusz Rosek
13/07/2024 12:19
Kazjuno To bardzo ciekawa historia. Czytając takie… »
Kazjuno
13/07/2024 07:42
Bardzo ciekawe, Januszu, 3 opowieści. Przeczytałem jednym… »
Janusz Rosek
12/07/2024 08:57
Kazjuno Bardzo dziękuję za Twój komentarz i słuszne… »
Kazjuno
12/07/2024 08:07
Przeczytałem Januszu z zainteresowaniem. Wewnętrzne rozterki… »
valeria
10/07/2024 13:53
Podoba mi się. Łagodne lato :) »
valeria
10/07/2024 13:51
Dziękuję, opis poprawiony już:) zachęcam :) od soboty jestem… »
Berele
10/07/2024 13:37
Pointa mogłaby okazać się jakaś lżejsza, ale udała się ta… »
Jacek Londyn
10/07/2024 13:08
Valerio, cieszę się, że się wydało, że ktoś z nas (a… »
Berele
10/07/2024 10:59
Nawet fajne neolęgi. Spodobał mi się wiersz ubogi w… »
Berele
10/07/2024 10:37
Dużo ładnych figur w wierszu. Na minus poetyckość eteru i… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty