Taśmy Urbex Story - G.G
Proza » Historie z dreszczykiem » Taśmy Urbex Story
A A A

 Taśmy Urbex Story.

 

 Dokładnie w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym ósmym roku, na przełomie marca i kwietnia przez małą wioskę w Lubelskim przetoczyła się brutalna fala zbrodni. Następujące po sobie zdarzenia nazywano różnie, fala zła, wspomniana fala zbrodni, rzeź w lubelskim, aby wymienić tylko najpopularniejsze określenia. Wydarzenia przerażały brutalnością, bezwzględnością, przyprawiając o ciarki, a w niektórych sytuacjach o odruch wymiotny nawet najbardziej doświadczonych milicjantów.

 Sprawą zainteresowałem się w dwa tysiące piętnastym roku, za namową anonimowego informatora.

- Wiem, że interesuje się pan wszelkiego rodzaju niewyjaśnionymi-tajemniczymi sprawami. Usłyszałem pewnego dnia w słuchawce redakcyjnego telefonu.

 – Proponuję zgłębić temat i to jak najszybciej. Od razu mówię, nie będzie łatwo.

Powyższe słowa wypowiadane w tajemniczo brzmiącej manierze, przemówiły do mnie na tyle bym zanotował wszelkie podane przez rozmówcę wskazówki. Następnie podążając ich tropem, dotarłem do akt tajemniczej sprawy. Faktycznie nie było łatwo. Pięciotomowy zbiór znajdował się w policyjnym archiwum, pod stosem tomów wielu zapomnianych spraw.

Dla przybliżenia podam kilka odnotowanych incydentów z tamtego okresu. Czyniąc to w chronologicznej kolejności.

Dwudziesty dziewiąty marzec osiemdziesiątego ósmego roku, zaginięcie Mariana Laleka i Włodzimierza Kuźminiaka Wedle ustaleń mężczyźni zajmowali się kłusownictwem. Tego dnia wyszli na łowy, po czym wszelki ślad po nich zaginął.

Trzydziesty marzec, zniknięcie Anny Beresz. Trzydziestoczteroletnia kobieta, wyszła z domu do pobliskiego sklepu, nigdy nie wracając.

Trzydziestego pierwszego marca odnaleziono zamordowaną rodzinę państwa Kołodziejczaków.

O całym incydencie powiadomił organa ścigania przyjaciel rodziny niejaki Marcin Dukczyk. Tego samego dnia, trzy godziny po dokonaniu zgłoszenia, mężczyzna popełnił samobójstwo.

Ciało dwudziestosiedmioletniego Mirosława Kołodziejczaka leżało rozczłonkowane w poszczególnych częściach domu. Natomiast jego małżonka Ewa Kołodziejczak, wisiała obdarta ze skóry w przejściu między kuchnią, a pokojem. Śmierć nie ominęła także trójki ich potomstwa. Para ośmioletnich bliźniąt, wraz z o dwa lata młodszą siostrą, leżeli stłoczeni niczym sardynki w jednej z wersalek w miejscu przeznaczonym do przechowywania pościeli.

Pierwszego kwietnia dokonano kolejnego makabrycznego odkrycia. Zwłoki czterdziestojednoletniej Barbary Kury, jak i jej o pięć lat młodszego konkubenta Wiktora Gilmana, znajdywały się w pozycji siedzącej na ławce przed domem ich posesji. Zarówno Wiktor jak i Barbara, uchodzili za osoby nerwowe i porywcze, z którymi mieszkańcy nie wchodzili w bliższe relacje. Pasją Wiktora były psy rasy Owczarek Niemiecki. As, Trop, Hera, Tito i Luna były zwierzętami przyprawiającymi miejscowych o ciarki. Wraz ze śmiercią właścicieli, zwierzęta zniknęły. 

Kolejne dni, obfitowały w równie makabryczne zbrodnie przeplatane z zaginięciami. Ciał zaginionych osób nigdy nie odnaleziono i aż po dzień dzisiejszy figurują w policyjnych rejestrach jako zaginione.

Odnalezione zwłoki, nosiły ślady licznych okaleczeń, świadczących o bezwzględnej brutalności oprawców. W tamtym czasie milicjanci wysnuli teorię jakoby sprawców było kilku. Wstępnie oszacowano liczbę na minimum trzech. Zawieszenie na gałęzi drzewa ciała dorosłego człowieka, czy to mężczyzny czy kobiety, wymagało dużej siły i raczej wykluczono scenariusz jakoby mogła tego dokonać jedna osoba.

Mimo podjętych działań zbrodnie nie ustawały. Dnia piątego kwietnia jak najbardziej uzasadniona panika, kazała pozostałym przy życiu mieszkańcom pozostawić dobytki i uciec, co też niezwłocznie uczynili.

Ówcześni śledczy nic nie wyjaśnili, mordercy zdawali się być nieuchwytni. Działali niczym duchy, pojawiające się i znikające równie szybko, precyzyjnie, co i skutecznie.

Sprawę próbowano tuszować, wychodząc z bardzo prostego założenia, nie szerzenia niepotrzebnej paniki. Ponieważ uznano, że stoją za tym seryjni zabójcy, którym zapewne chodzi o rozgłos, starano się przynajmniej w tym aspekcie skutecznie przeciwdziałać. Na tym polu trzeba przyznać milicja obywatelska odniosła zamierzony skutek.

Ostatecznie wioska w przeciągu kilkudziesięciu godzin całkowicie opustoszała. Mieszkańcy w większości znaleźli schronienie wśród bliższych lub dalszych rodzin, tudzież znajomych w oddalonym kilkadziesiąt lub kilkaset kilometrów Dęblinie, Lublinie lub Puławach.

Nikt nie chciał rozmawiać, chcąc o całej sprawie jak najszybciej zapomnieć. Zeznania absolutnie nic nie wyjaśniały, wręcz przeciwnie w niektórych przypadkach wręcz gmatwały sprawę.

Próbowałem ustalić personalia i miejsce zamieszkania przesłuchiwanych – ocalałych osób. Niestety kilkudniowe zgłębianie tematu nic nie dało. Nie ustaliłem ani nie wyjaśniłem nic.

Zadałem sobie trud dotarcia na miejsce opisanych powyżej zdarzeń. Wioska znajdowała się mocno na uboczu, nieopodal lasu. Bez solidnego terenowego auta, takiego z prawdziwego zdarzenia, dojazd byłby niemożliwy, a to przede wszystkim z uwagi na grząskie – podmokłe podłoże. Obecnie jest to teren zalewowy.

Kilkadziesiąt opuszczonych budynków i gospodarstw wiejskich, stare – przerdzewiały maszyny rolnicze, ot, co tam zastałem. Na tamten czas, nie byłem w stanie ustalić nic więcej.

Wraz z upływem czasu, miejscem zaczęły się interesować kolejne ekipy eksploratorów – amatorów.

Bezkarne harcowanie trwało aż do sierpnia dwa tysiące siedemnastego roku, kiedy to grupka pięciu śmiałków eksploratorów zaginęła bez wieści. Wszczęto śledztwo. Finał wyglądał tak samo jak w przypadku dochodzenia z końca lat osiemdziesiątych. Jedynym efektem było zagrodzenie terenu w promieniu dwóch kilometrów i zakaz wstępu.

Powyższe działania wzmogły tylko chęć zdobycia materiału w postaci relacji z przeklętego miejsca. Dopiero po zaginięciu kolejnej ekipy eksploratorów, miejscem na poważnie się zainteresowano, uczyniło to wojsko.

Przełom nastąpił siedemnastego października dwa tysiące osiemnastego roku.

Wczesnym wieczorem skontaktował się ze mną wysoko postawiony wojskowy. Nie powiem to, co usłyszałem zaskoczyło mnie w dość dużym stopniu.

- Czytałem pana artykuł na temat przeklętej wioski. To nie do końca tak.

Usłyszałem, następnie padła propozycja spotkania, którą oczywiście przyjąłem.

Do pierwszego spotkania doszło w kawiarni mieszczącej się w Centrum Handlowym Promenada w Warszawie.

Mężczyzna sprawiał wrażenie jak najbardziej opanowanego i zdystansowanego względem sprawy.

Już po krótkiej wymianie zdań, człowiek wydał mi się znajomy. Rozpoznałem w nim nikogo innego jak emerytowanego obecnie Pułkownika Antoniego Trzecia.

Trzeć jak sam twierdzi nadzorował w latach dwa tysiące siedemnaście – dwa tysiące osiemnaście ściśle tajny projekt, określany kryptonimem „Waga”. Rozmówca zdecydował się na wywiad, czyniąc to w imię, cokolwiek by to miało nie oznaczać, dobra ludzkości. Padające z jego ust odpowiedzi były lakoniczne, jak to w przypadku wojskowego. Na koniec rozmowy miał mi zostać przekazany pendriajw.

Wspomniany pendrajw zawierał przeszło godzinny materiał nakręcony przez pierwszych zaginionych eksploratorów. Otrzymałem oczywiście kopię oryginalnego zapisu.

Na pytanie - Czy nie obawia się pan spotkania z dziennikarzem, a raczej jego konsekwencji w postaci chociażby odwiedzin ABW?

Rozmówca odpowiedział:

- Absolutnie. To akurat żaden problem.

- Co wiadomo o tym miejscu? – dopytywałem, korzystając z okazji.

- Prowadzone na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych śledztwo, w większym stopniu przysłużyło się zacieraniu śladów, niż ich zbieraniu. Popełnione wówczas błędy i uchybienia, mógłbym długo wyliczać. To były inne czasy, inne techniki, a w zasadzie brak technik. Oni mogli wyjaśnić sprawę zabójstwa żony przez pijanego męża na dajmy Żoliborzu, Mokotowie, czy Grochowie, ale nie sprawę takiego kalibru.

- Być może o to chodziło?

- Nie. Sprawa przerosła pracujących przy niej ludzi.

- Czytałem akta sprawy, przesłuchiwani…

- Nie ma żadnych przesłuchiwanych, wszyscy zginęli jednego dnia, to była rzeź. Akta są spreparowane, na potrzeby właśnie takich wścibskich osób jak pan. Jedyna prawda dotyczy zaginionych i okoliczności odnalezienia niektórych ciał. Miejsce, które pan zapewne widział też zostało spreparowane. Jest to mistyfikacja mająca prowadzić do nikąd, w ślepą uliczkę. Zadano sobie w tej materii sporo trudu. Bezsens? Być może, o cel takiego nie innego działania, trzeba by zapytać decyzyjne na tamten czas partyjne osoby. Byłem zbyt, że tak powiem cienki by mieć na cokolwiek wpływ. W tamtym czasie na całym projekcie położyli łapę nasi sąsiedzi zza wschodniej granicy. Jedyne autentyczne akta, jakie istnieją, zostały utajnione przez KGB i leżą w Moskiewskich archiwach.

- Dlaczego dopiero teraz zainteresowano się sprawą?

- Jak mówiłem kluczowe zdarzenia miały miejsce na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych poprzedniego wieku. Mordercy tak szybko jak się pojawili, tak zniknęli. Upadek ZSRR, transformacja, walka o stołki, państwo miało w tamtym czasie inne priorytety. Sprawą zainteresowano się dopiero w roku dwa tysiące siedemnastym, po tym jak zaginęło pierwszych pięciu eksploratorów. Do tamtego momentu w tamtym rejonie nic się nie działo. Na początku była to sprawa kryminalna, zaznaczam, na początku. Zapisy kamer odnaleziono dwa miesiące później, podczas prowadzonych czynności w związku z zaginięciem drugiej ekipy eksploratorów. Wtedy wkroczyło do akcji wojsko.

- A sprawa domniemanej wiedźmy z Brześć?

- Są to dwa zgoła odmienne zagadnienia. Wiedźma z Brześć jest bardziej legendą.

- Jakie są powody zaangażowania w sprawę wojska?

- Proszę obejrzeć zapisy kamer.

 Rozmowa trwała nieco ponad piętnaście minut. Wstępnie umówiliśmy się na jeszcze jedno spotkanie, które miało nastąpić po tym jak zapoznam się z zawartością nośnika.

Godzinę później zasiadłem przed telewizorem.

 

 Godzina szósta rano, świta. Tamtego dnia słońce nie miało najmniejszych szans ze stalowo szarą warstwą chmur. Obiektyw kamery uchwycił cztery osoby. Wszyscy to mężczyznami w przedziale wiekowym dwadzieścia trzy – dwadzieścia siedem lat. Ubrani w stroje moro z czołówkami na głowach idą, rozglądając się na wszystkie strony. Scenerią było kilka gospodarstw wiejskich, pola i majaczący w oddali zamglony poranną mgłą las. Pola niegdyś uprawne, obecnie porastały dziką, wybujałą roślinnością. Posesje były zaniedbane, tak jak to w przypadku stojących od kilkudziesięciu lat pustostanów. Natura nie zna litości, nie ma też skrupułów. Powoli, krok po kroku upominała się o swoje, niegdyś odebrane terytorium. Dzikie jabłonie, śliwki, grusze podobnie jak i reszta miejscowego drzewostanu rozrosły się, stając potężnymi, rozłożystymi drzewami w niektórych przypadkach kamuflującymi zabudowę. Okolicę przeszywał skrzek nawołującego się ptactwa. W tym miejscu zostałem zaskoczony po raz pierwszy. Generałek miał rację. Miejsce, w którym byłem, zasadniczo się różniło. Różnica dotyczyła już na pierwszy rzut oka stanu, w jakim znajdowały się poszczególne domy. Widziane przeze mnie były dużo bardziej zniszczone.

Mężczyźni mówili na zmianę, trzeba przyznać, fajnie się uzupełniając.

- Nagrywasz?

- Tak.

- Witamy na kolejnym Urbexie. Dzisiaj odwiedzimy… No właśnie powiedz Sebastianie, co dzisiaj odwiedzimy.

- Otóż jesteśmy w opuszczonej, wyludnionej wiosce. Nie, nie są to Brześce, a oddalona dobre sto kilometrów miejscowość nazwy, której nie możemy wam zdradzić.

- Szanujemy ludzi przysyłających nam namiary wszelkich ciekawych miejsc. Pozdrawiamy w tym miejscu naszego widza Juranda, który nam je podesłał.

Mężczyźni mijając kolejne zabudowania, przybliżali historię wioski.

- Dokładnie przez to miejsce, na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych poprzedniego stulecia, przetoczyła się niesamowicie krwawa fala zbrodni.

- Ludzie zarówno ginęli w sensie tracili życie, jak i znikali bez wieści, a wszelkie podjęte przez milicję kroki, spełzały na niczym. Jest to więc, można powiedzieć stara sprawa.

- Wierząc zdobytym informacjom, niesamowicie brutalna i krwawa sprawa.

- Dokładnie. O wszystkim opowiemy w trakcie zwiedzania kolejnych budynków.

- Próbowaliśmy dowiedzieć się czegoś więcej, ponad to, co powiedział nam Jurand. Niestety możemy polegać tylko na nim, w sieci nic więcej o tym miejscu nie ma. Dzięki Jurand. Aha i taka ciekawostka, jakieś, ja wiem, dwa, może dwa i pół kilometra stąd, mijaliśmy podobne opuszczone miejsce. Wszystkie krążące w sieci filmy, są z tamtego miejsca. Powiem wam, dojechać tutaj – tragedia. Land- rover Sebka ledwo dał radę. Jeep Łukasza nie dał rady, stoi dwa kilometry stąd.

- Aj tam nie dał rady, po prostu ma kłopoty z zawieszeniem.

- Dobra, dobra, nie tłumacz – Mężczyźni się śmieją -  Wracając do miejsca, w Google mapach figuruje, jako biała plama. Tak, więc z podglądu zarówno GPS jak i satelitarnego nici.

- To jak dzielimy się na dwie ekipy?

- Tak, jedna niech zacznie od budynku z zarwanym dachem, druga od trzypiętrowego domu.

- Okej.

Następne czterdzieści minut, było zapisem z kolejno eksplorowanych budynków. Co dziwne, budynków zachowanych wewnątrz niemalże w nienaruszonym stanie. Rzecz jasna ślady nadgryzienia zębem czasu były, chociażby w postaci zarwanego dachu, czy chociażby sporej warstwy kurzu osiadłej na każdym meblu, parapecie, sprzęcie, czy uschniętej roślinie doniczkowej. Niemniej widać było, że zarówno złomiarze, jak i amatorzy wszelkiego rodzaju grabieży nie wiedzieli o tym miejscu, a przynajmniej nie udało im się do niego dotrzeć. Regały ze stojącymi na nich krucyfiksami bądź zdjęciami rodzinnymi, nakryte obrusami lub ceratami stoły, szafy z ubraniami, wzbudzały zachwyt eksploratorów.

Zyskałem pewność, że w aktach sprawy mowa była o zupełnie innej lokalizacji.

- Pierwszy raz jestem w takim miejscu.

- Niesamowite, wszystko wygląda tak jakby miejscowi kilkadziesiąt lat temu po prostu wyparowali.

- Aż nie chce się wierzyć, że najprawdopodobniej jesteśmy jednymi z pierwszych odwiedzających to miejsce.

Zapis kamery relacjonował tym czasem poczynania ekipy numer jeden. Scenerią był duży pokój jednopiętrowego domu z zarwanym dachem.

- Jesteśmy w miejscu, gdzie wedle pozyskanych informacji, znaleziono zamordowaną rodzinę. Zmasakrowane zwłoki głowy rodziny, leżały na wersalce, sugerując, iż mężczyzna został zaskoczony w trakcie snu.

Oko kamery wędruje po pokoju, ukazując szafę, łóżko, niewielki stolik. Konsekwencją każdego wykonanego kroku jest skrzypienie wiekowej, drewnianej podłogi.

- Stary, chodź szybko, to chyba są ślady krwi.

Obiektyw kamery odnajduje stół z czerwoną plamą na mocno poszarzałej ceracie.

- Jezus Maria, autentycznie to chyba są ślady krwi, aż mi przeszły ciarki.

- Mi też.

- Tutaj wisiały zwłoki kobiety

Obiektyw ukazuje sufit, a konkretnie drewniany właz będący wejściem na strych.

- Budynek, ma dość specyficzny rozkład pomieszczeń. Wejście prowadzi do sieni, stamtąd przechodzi się do kuchni, potem do pierwszego pokoju i malutkiej łazienki.

- Już wcześniej widziałem coś takiego.

- Tak, zdaje się w miejscowości Prażmów widzieliśmy rozkład pomieszczeń bliźniaczo podobny.

- Dokładnie w budynku z wiszącym na ścianie plakatem „Pulp Fiction”.

I znów narratorem zdarzeń była ekipa numer dwa.

- Tutaj w tym domu, znaleziono zwłoki trójki dzieci.

- Aby nie skłamać w stojącej pod oknem wersalce w miejscu przeznaczany na pościel leżała para bliźniąt i ich starsza? Tak, zdaje się starsza siostra. Wszyscy stłoczeni jedno obok drugiego. Mordercy nie oszczędzili także ich rodziców.

Na ekranie oczom widza ukazało się miejsce, w którym niegdyś stała wersalka.

Sześćdziesiąt minut filmu zleciało niczym z bicza strzelił. Niesamowity klimat miejsca, okraszony profesjonalną narracją robił wrażenie. Mężczyźni zwiedzili łącznie siedem posesji, zapewniając, że zadadzą sobie trud odwiedzin każdego z gospodarstw. Całość materiału miała zostać podzielona na kilka odcinków.

- Trudno jednoznacznie stwierdzić ile części ostatecznie będzie. Kluczową rolę odegrają baterie.

- Możecie być spokojni, odwiedzimy każdy budynek, a jak trzeba będzie wrócimy. Bez dwóch zdań, jest to miejsce numer jeden na Urbexowej mapie, nie tylko polski, ale i Europy.

- To jeszcze nie finał. Specjalnie na koniec, dla najwytrwalszych mamy coś ekstra.

- Udamy się na oddaloną trzysta metrów od ostatniego budynku polanę, a tam… No właśnie, co tam zastaniemy, niech będzie dla was niespodzianką.

Następnie piątka eksploratorów opuściła wioskę, idąc w stronę oddalonego o kilkaset metrów lasu. Podczas drogi, nieprzerwanie wymieniali opinie na temat tajemniczej lokacji.

- Niesamowite miejsce.

- Widziałem wiele, jednak to…

- Nie macie uczucia…

- Napięcia?

- Tak, dokładnie napięcia, tak jakby za chwilę miało się coś wydarzyć.

- Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale miejsca, w których wydarzyło się w przeszłości coś złego, są jakby przepełnione dziwnym rodzajem energii. Złej energii, tak jakby uczestnicy zdarzeń pozostawili część siebie, konkretnie swych emocji.

Wspomniana polana pełna była kopców, wśród których znajdowało się kilka niedużych, kilkunastocentymetrowych porośniętych mchem piramid. Dwóch śmiałków, natychmiast przystąpiło do rozkopywania mini piramid. Odsłonięte kolejno tablice, ukazywały napisy wykonane nieznanym rodzajem pisma. Pierwszy raz widzę coś takiego.

- Nie wierzę! Widzieliście kiedyś coś takiego?

- Nie.

- Pierwszy raz widzę coś podobnego.

- Pytanie do widzów. Może ktoś z was potrafi rozszyfrować widniejące tu napisy. Co oznaczają? Kto może być ich autorem?

- Chodźcie tutaj szybko, musicie to zobaczyć.

Operator kamery szybkim krokiem poszedł w stronę kolegi.

Na jednym z drzew wyryty był, najprawdopodobniej ostrzem noża napis „Et In Srokowice Ego”.

- Już gdzieś ten napis widziałem.

- Ten?

- Nie ten dokładnie, „Et In Arcadia Ego”. Chyba na jakimś obrazie. Tak, na pewno obrazie, teraz sobie nie przypomnę… Już wiem Nicolas Poussin! To znaczy „Ja śmierć w Srokowicach też jestem”.

- Trzeba przyznać lokacja nie przestaje zaskakiwać. Macie plaster? Skaleczyłem się.

- Powinienem mieć.

- Spójrzcie na symbol!

Obiektyw kamery powędrował na odkopaną-niewielką kamienną płytę, odnajdując znajdującą się na niej naturalnych proporcji twarz. Dzięki opcji zoom, operator zrobił zbliżenie. Twarz nie była wyrzeźbiona, a jakby wtopiona w płytę. Pierwsze, co przyszło mi na myśl to Gwiezdne Wojny i zahibernowany-uwięziony w karbonitowej płycie Han Solo. Materiał z którego wykonana została twarz przypominała metal, być może stop metali. Na tym jednak nie koniec. Oblicze z całą pewnością nie należało do człowieka. Nieproporcjonalnie duże oczy, brak nosa i uzębienie charakterystyczne raczej dla dzikich zwierząt typu lew-tygrys przyprawiały o nie ma, co ukrywać, lęk.

Barwy głosów mężczyzn uległy zmianie.   

- O kurcze stary, autentycznie czuję ciarki na plecach.

- Ja też.

- Myślę, że na dzisiaj wystarczy, zawijajmy się stąd, nie chcę tu dłużej być.

- Jestem za.

- Zróbmy fotkę i spadajmy.

Amatorzy mocnych wrażeń ustawili się nad płytą i zrobili pamiątkowe zdjęcie, wykonując je nieco z góry, tak, aby kadr uchwycił tablicę i twarz.

- Dobra lecimy, masz plaster? Ufajdałem niechcący płytę.

- Już szukam.

Na kolejnym ujęciu, mężczyźni wracają, czyniąc to szybkim krokiem.

- To by było na dzisiaj wszystko. Musicie przyznać, że trafiliśmy prawdziwą perełkę, takich miejsc nie ma w Polsce.

- I to jeszcze z tak mroczną historią.

- Czuć atmosferę napięcia, przynajmniej ja czuję.

- Dokładnie, ja to czuję nawet coś więcej… ciężko opisać to słowami.

- Muszę wrócić – oznajmił odkrywca płyty – Zostawiłem saperkę.

- O masz, stary…

- Zapomniałem, poganiałeś i zapomniałem.

- Wróć, my powoli idziemy.

Zapominalski wrócił, reszta wolnym krokiem ruszyła w stronę wioski. Minęli dom z zarwanym dachem, posesję z przewróconym na zabudowania gospodarcze drzewem, kiedy rozległ się trzask jakby zwalającego się drzewa.

- Słyszeliście!?

- Co to było?!

Wszyscy stanęli w miejscu. Kamera wędrowała kolejno po twarzach mężczyzn. Każdy bez wyjątku był przestraszony, dwóch wręcz bladych.

Okolicę przeszyły dźwięki kolejno zwalających się drzew.

- Ja pierdolę, to nie jest zabawne.

- Kurwa Mać!

Operatorowi zaczęły się trząść ręce.

- Wracamy po Krystiana.

- Wszyscy?

- No raczej!

- Idźcie we trzech. Ja w tym czasie pójdę po samochód.

Docierający od strony polany krzyk mężczyzny był przerażający. Co gorsza z wolna przechodził w zawodzenie.

- Nie idę tam, pierdolę!

- Też tam nie idę!

- Pojebało was!? Chcecie go zostawić!?

- Sorry, ale ja spadam.

- Ja też.

- Pierdolę, wracam po niego, biegnijcie po auto – mówiący zdjął czapkę. Oczom widza ukazały się starannie zaczesane do tyłu włosy.

- Idę z tobą – facet w rozpiętej bluzie moro mimo przerażenia deklarował pomoc.

Rozpięta bluza moro i zaczesany do tyłu, nie tracąc czasu ruszyli w stronę polany.

Pozostała dwójka, pobiegła w stronę auta. Obraz się trząsł, nie byłem w stanie dojrzeć czegokolwiek poza oznakami panicznej ucieczki. Nie minęło kilkanaście sekund jak ekran zrobił się czarny, kamera rejestrowała tylko dźwięk.

Najpierw był trzask łamanych gałęzi, następnie jakby świst powietrza, zwieńczony rozpaczliwymi krzykami mężczyzn.

- Nie! Nie! Boże!

Nastała cisza.

 

 Przetarłam czoło spoconą dłonią - Co to w ogóle ma być?

Ledwo łapię dech z trudem powstrzymując drżenie rąk.

 

- Rozumiem, że autentyczność nagrania jest potwierdzona? – Zapytałem wojskowego przy okazji spotkania.

Pułkownik prychnął - W pierwszej kolejności sprawdziliśmy czy to nie mistyfikacja. Nie, to nie żaden fotomontaż. Nie my pierwsi się z tym stykamy. To, co tam odkryli… Identycznie wyglądające twarze, mówię o tej wtopionej w kamień, odkryto mniej więcej w tamtym okresie w Mezoameryce, konkretnie w Meksyku. Potem była Rosja, która wszystko utajnia i nie sposób nawiązać nimi jakiejkolwiek współpracy, Iran, RPA, Australia, Chiny, tu sprawy wyglądają podobnie jak w przypadku Rosji. Ale, że coś podobnego znajduje się w Polsce… - rozmówca nie ukrywał zaskoczenia.

- Ustaliliście, co się z nimi stało?

- Co się stało? Znaleziono odciętą, choć może nie tyle odciętą, co… to była rana szarpana, dłoń jednego z nich, obok leżały kamery, to tyle.

- No, ale jakąś teorię mniej lub bardziej sensowną musicie mieć.

- Tak mamy. Na miejsce udała się kilkudziesięciu osobowa grupa wojskowych. Chodziło o znalezienie płyty, wydobycie jej i przetransportowanie do jednostki wojskowej - Wojskowy zerka na mnie, wykonując głęboki wdech. Facet ewidentnie się waha - Wszyscy zginęli. Precyzyjnie mówiąc nie do końca wszyscy, znaleziono dziewięć rozwieszonych na drzewach ciał, reszta zniknęła, po prostu zniknęła. Łatwo się domyśleć, że z dużą dozą prawdopodobieństwa nie żyją. Na miejscu było mnóstwo łusek. Strzelali na oślep, wszystko wskazuje, że nawet nie wiedzieli do kogo lub czego. Po masakrze wojskowych teren przejęli Amerykanie. Otóż któryś z naszych służalczych wojskowych poszedł z tym do Ambasady USA. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. W przeciągu doby zostaliśmy odsunięci od projektu. Choć nie do końca osunięci, otóż po dziś dzień wystawiane nam są rachunki. Oczywiście nie, kto inny jak strona Polska za wszystko płaci. Tak to wygląda, że we własnym kraju, mamy gówno do powiedzenia. Nie ukrywam, że bardzo mnie to frustruje. Uważam, że ludzie mają prawo wiedzieć, co się dzieje i na, co się wydaje ich pieniądze. Niebawem, mam tu na myśli ludzkość, możemy odkryć coś, co jest w stanie podważyć całą dotychczasową wiedzę zarówno naukową jak i historyczną. Wiadomo, komu jest to bardzo mocno nie na rękę. Zdaję sobie sprawę jak to wszystko brzmi, niemniej robię to, co do mnie należy, przede wszystkim w zgodzie z samym sobą.

Drogi powrotnej do domu nie pamiętałem. Przez kolejne trzy dni, nie byłem w stanie myśleć o niczym innym. Powstała seria artykułów, które ukażą się niebawem zarówno w prasie drukowanej jak i w Internecie. Wyszedłem dokładnie z tego samego założenia, co wojskowy. Ludzie mają prawo wiedzieć. Nie odpuszczę sprawy. Na dzień dzisiejszy zrobiłem wszystko, co było w mojej mocy. Nie pozostaje mi nic innego, jak cierpliwie czekać na datę kolejnego spotkania z Pułkownikiem Trzeciem.

Koniec.

Wersja audio dostępna na kanale Youtube MysteryTV. 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
G.G · dnia 21.03.2021 20:54 · Czytań: 229 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 3
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 22.03.2021 12:18
Strasznie rozwlekły sposób pisania. Już wstęp jest ciężki. W dzisiejszych czasach lepiej zacząć od razu od akcji. fabuła taka sobie; ot straszna historyjka. Dam jednak szansę wersji audio. Kojarzę tan kanał.

Pozdrawiam
viktoria12 dnia 22.03.2021 14:08
Cytat:
Po­wsta­ła seria ar­ty­ku­łów, które uka­rzą się nie­ba­wem za­rów­no w pra­sie dru­ko­wa­nej jak i w In­ter­ne­cie.


Cytat:
uka­rzą się


Wraz z pięknymi obrazami ma iść piękne pisanie! Bez ortograficznych błędów.
G.G dnia 23.03.2021 11:39
viktoria12 Dziękuję za wychwycenie błędu. Już poprawione:) Nie ukrywam, że ortografia jest moją zmorą. Jak najbardziej byłbym za ujednoliceniem tych wszystkich "ż", "rz", "ch", "h", "u", "ó":))) Pozdrawiam.
Marek Adam Grabowski Jest to kwestia, co kto lubi. Styl pisania, sposób prowadzenia fabuły, taki nie inny, do jednych trafia bardziej do innych mniej. Na tym polu akurat nie zamierzam niczego zmieniać. Nawet zwykła - straszna historyjka, musi mieć jakąś fabułę, sens, bohaterów. Wbrew temu, co sugeruje słowo "Koniec", będzie to dłuższa opowieść. Dziękuję za komentarz. Pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Lilah
24/05/2022 15:58
Kurczę, i mnie się mrówki przywidziały, coś w tym jest.:)»
Lilah
24/05/2022 11:46
Uśmiechnęłam się szeroko, czytając Twój komentarz, tetu -… »
FrancodeBies
24/05/2022 08:46
Dziękuję za wizytę. Nie jest łatwo być sobą, a według… »
wolnyduch
24/05/2022 00:01
Świetny wiersz, poruszający i nawiązujący do aktualnych… »
wolnyduch
23/05/2022 23:53
Ciekawie o transformacji, lubię takie esencjonalne wiersze,… »
wolnyduch
23/05/2022 23:37
No nie wiem czy nie ma, jeśli wierzymy np. w Boga, to… »
wolnyduch
23/05/2022 23:25
Ja bardzo lubię takie "tasiemce" miniaturki mają… »
wolnyduch
23/05/2022 23:23
Re: Tetu No to się cieszę, że nie nalegasz na zmianę,… »
Florian Konrad
23/05/2022 22:55
Dziękuję i również jak najserdeczniej pozdrawiam! »
tetu
23/05/2022 22:31
Twój lekki, zwiewny utwór, przypomniał mi wiersz Teofila… »
tetu
23/05/2022 22:16
Wolnyduszku, ale ja niczego nie sugerowałam z tytułem, ani… »
Lilah
23/05/2022 21:49
Ano, taki tasiemiec mi wyszedł. Dziękuję, wolnyduchu.… »
JOLA S.
23/05/2022 21:08
Witaj Owsianko, czyta się z przyjemnością. Napisane oczami… »
wolnyduch
23/05/2022 21:02
Bardzo obrazowe pisanie, wręcz malarskie. Co do czerniny,… »
wolnyduch
23/05/2022 20:42
Ponoć są takie osoby, które potrafią dokładnie opisać… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:23
Najnowszy:Lukasz112
Wspierają nas