35/36 Ze starych dziejów Wałbrzycha i Szczawna-Zdroju Czyżby początek kariery sex-agenta? - Kazjuno
Proza » Przygodowe » 35/36 Ze starych dziejów Wałbrzycha i Szczawna-Zdroju Czyżby początek kariery sex-agenta?
A A A
Od autora: Nie wykluczam, że tak mógł wyglądać proces zachodzący w umyśle kobiety, która wyciągnęła pomocną dłoń do osadzonego w kryminale bandyty. Choć to moje domysły, rzecz jasna mogą być błędne. Oj, pokrzepiłby mnie na duchu komentarz Autorki, która uznałaby, że szkic psychologiczny więziennej psycholog stworzyłem w miarę prawidłowo.
Zresztą oceńcie i krytykujcie.
Klasyfikacja wiekowa: +18

Rozdział 35 Kryminalny romans

Oddział kobiecy, od zajmujących większość terenów więzienia bloków męskich, oddzielał podwójny żelbetonowy płot. Na górze zabezpieczony był drutami kolczastymi. Wewnątrz między jego ścianami biegały groźne wilczury. Jedyną możliwością oglądania kobiet ze wzbudzającego niemałe emocje więźniów pawilonu żeńskiego, było udanie się do świetlicy na widzenie. Tam, na krótkim przejściu do budynku administracji i w miejscu spotkań z rodzinami, mogli oglądać kobiety z sąsiedniego pawilonu. Przychodziły na widzenia lub z nich wracały. Jednym z zadań, kręcących się tam dyżurnych klawiszy, było pilnowanie, aby między uwięzionymi nie dochodziło do kontaktów damsko-męskich.

Tony nieomal zderzył się z piękną więźniarką. Z racji swoich obowiązków akuratnie sprawdził wysprzątanie świetlicy. Schodził z półpiętra bloku administracji, kiedy zobaczył wpatrzone w siebie błyszczące, ocienione gęstymi rzęsami oczy. Kobieta wchodziła energicznie stąpając na stopnie. Jej zwężone płóciennym paskiem przewężenie kibici, eksponowało obciśnięte fartuchem, półkule dużego biustu. Miała mocne, zgrabne nogi i masywne zaokrąglenia bioder. Prawie opierając się o nią ciałem, poczuł jej gorący, świeży oddech. Na moment dłoń kobiety oparła się o jego napęczniały biceps.

– Ładny z ciebie chłop – powiedziała, uśmiechając się zalotnie.

On niby niechcący, jakby chciał ją wyminąć, musnął dłonią wypięty piersiami fartuch.

– Masz czym oddychać – mruknął z uznaniem.

– Co sobota mam widzenia – powiedziała niskim altem. Patrzyła Toniemu w oczy.

– Jak ci na imię? – zapytał.

– Ala.

– Piękna Ala – powtórzył, odprowadzając wzrokiem jej kształtne owale łydek.

– Napisz do mnie gryps – powiedziała, odwracając na chwilę głowę, zanim znikła za drzwiami świetlicy.

W świetlicy czekał na nią łysiejący i przygarbiony mąż wraz z dwójką dzieci.

Niezwykłe samopoczucie Toniego od razu zauważył Palmus.

– Nie grasz dzisiaj? – zdziwił się, podchodząc z narysowaną ręcznie na tekturze szachownicą warcabów i ustawionymi na niej pionkami.

– Nie – odpowiedział szef kalifaktorów. Drapał się w głowę ręką trzymającą długopis. Na kolanach drugą dłonią trzymał zeszyt z zapisaną częściowo kartką.

– Małolat. Powiedz czy tak może być? – zwrócił się do Jarka. – Siadaj – pokazał zapisany fragment.

Jarek Menowski wziął do ręki brulion i zaczął rozczytywać gryzmoły Toniego.

Droga Alicjo – pisał współlokator – ciongle o tobie myślę. Jak cię spotkałem to serce pszebiła mi szczała miłości. Nie wiem za co garujesz? Bo ja za demolke komisariatu i połamane rence jednego blacharza co bił za niewinność mojego brata. Chcem całować twoje piersi. O tym maże. Ale musimy doczekać wolności. Mam jeszcze 2 lata odsiadki. Kocham ciebie.

Twój Stachu. Tu mówiom na mnie Tony.

Z zawodu jestem drwal i mam dom w Wólkach Małych pod lasem.

Już w trakcie czytania Jarek z trudem panował nad wybuchem śmiechu. Chwilę po przeczytaniu listu parsknął, z trudem hamowaną wesołością.

– Nic nie gadaj – mruknął Tony. Jego twarz zrobiła się czerwona. Wyrwał i zmiął kartkę. – Nie umiem pisać. Jak umiesz lepiej, to coś napisz – wyciągnął w stronę Jarka rękę z długopisem i zeszyt.

– Gdzie ją spotkałeś? – zaciekawił się Jarek.

Ponownie tłumił, narastającą w nim falę z trudem powstrzymywanego śmiechu. Opanowując się, by nie zdenerwować Toniego, zwrócił się do defraudanta.

– Mleczarz stań i zasłoń lipo – powiedział w obawie, aby klawisz przez wizjer nie zobaczył go siedzącego na łóżku. Na kolanach położył zeszyt. Jeszcze raz zapytał Toniego o okoliczności spotkania z kobietą, z którą kontakt sprawił, że ciało obok siedzącego kalifaktora drgało z emocji.

– Teraz chwilę mi nie przeszkadzaj – zaraz coś sklecę.

Kochana Alu – czytał, po kilkunastu minutach, przejęty kalifaktor, lekko drgał w jego rękach trzymany oburącz brulion. Spotkanie z Tobą to doświadczenie, jakiego dotąd nie doznałem. Nie potrafię zdefiniować fali uczucia, jakie owładnęło mnie po naszym spotkaniu. Opanowało mnie i zniewoliło mój umysł. Marzę o możliwości bycia z Tobą jak najbliżej. Pragnąłbym doznać rozkoszy zmysłowego z Tobą kontaktu. – Wiem – to absurdalne w warunkach naszej przymusowej separacji – ale kto wie? Niewykluczone, że w niedalekiej przyszłości los da nam możliwość nieskrępowanego zaspokajania naszej miłości. Nie wiem jak długi masz wyrok? Ja wychodzę na wolność za dwa lata.

Całuję Cię namiętnie, Staszek (Tu mówią na mnie Tony).

– Może być? – zapytał Jarek, po wyczekaniu, aż kalifaktor skończy czytać.

Tony potakująco pokiwał głową.

Rozdział 36 Więzienna psycholog

Jak co tydzień, do zakładu karnego przy ulicy Kleczkowskiej udała się z rutynową wizytą magister Krystyna Pachul. Tego dnia, wykonywanie obowiązków wydawało się jej wyjątkowo nieprzyjemne. Klęczki spełniały rolę aresztu śledczego i zarazem stacji spedycyjnej. Stąd rozsyłano więźniów do zakładów karnych w całej Polsce. W pomieszczeniu nielubianym przez nią, gdzie za okratowanym oknem wznosił się mur spacerniaka, czasem czuła się, jakby sama była więźniarką. Na jej biurku leżała sterta akt młodocianych przestępców skazanych na wieloletnie wyroki. Z kilkudziesięciu tekturowych teczek miała niektóre wybrać. Wytypować kandydatów do programu resocjalizacyjnego. Nie raz zastanawiała się nad swoistą klauzulą tajności, jaką opatrzony był ów program. Była pracownikiem naukowym resortu ministerstwa spraw wewnętrznych – nie do niej należało zastanawianie się nad dalszymi losami poddanych reedukacji wybrańców. Ich los był jej obojętny.

Pobieżnie przeczytała kilka uzasadnień wyroków. Jej uwagę zwróciła, wyjątkowo pękata teczka Jarka Menowskiego. Wyjęła ją spod innych.

Urodziwy jak Alan Delon – pomyślała, patrząc na czarno-białą fotografię więźnia en face i dwie z profilów. Bandyta, ale zdolny – stwierdziła po zapoznaniu się z wyczynami skazanego na siedemnastoletni wyrok przestępcy. Chciała zamknąć teczkę i odłożyć ją do akt więźniów przeznaczonych na wywiezienie do ciężkich zakładów karnych. Wtedy, pod maszynopisem uzasadnienia wyroku, zauważyła ołówkiem wykonany akt nagiej kobiety i przypięty do rysunku miłosny gryps, pisany na zamówienie Toniego do pięknej Ali. Ładunek zmysłowej tęsknoty, zawarty w paru zdaniach napisanych na karteczce nie wiele większej od tramwajowego biletu, przykuł jej uwagę. Zainteresowała się wnioskiem więziennego wychowawcy o zaobserwowanym u Jarka potencjale artystycznym i właściwej postawie wobec ideologii socjalistycznej.

Tego chłopca muszę poznać – postanowiła. Może, jako wartościową jednostkę udałoby się go przywrócić społeczeństwu? – pomyślała przez chwilę. Poczuła, że drżą jej nogi. Przez jej plecy przeniknął przyjemny dreszcz.

Przed pięcioma laty spędziła dwa miesiące na specjalistycznym kursie w Leningradzie. Tam, wraz z trójką skierowanych do pracy w więziennictwie absolwentów psychologii z Polski, zapoznawała się z pracami wybitnego radzieckiego pedagoga i psychologa Antona Siemionowicza Makarenki. Jego metody wychowawcze sprawdzały się w porewolucyjnej radzieckiej Rosji. Stosowano je wobec aresztowanych band osieroconych dzieci. Wygłodniałe i zdziczałe bandy dokonywały napadów i zabójstw, by zdobywać żywność. Bezdomne dzieci mordowały się nawzajem. Nie wahały się przed niczym. Mordy, których celem był czasem kanibalizm, ratowały je przed wszechobecną w tym czasie – straszliwą śmiercią głodową.

Z tak drastyczną demoralizacją zapoznawano polskich psychologów celowo: ukazywano z jak zaawansowanych stanów zezwierzęcenia i demoralizacji, potrafiono resocjalizować radziecką młodzież.

„Nie ma złych dzieci, są tylko źli pedagodzy” – postawił tezę Makarenko w swoich opracowaniach. W oparciu o programy wybitnego teoretyka organizowano, dla uwięzionych dzieci, pionierskie obozy. Poddawano je paramilitarnej dyscyplinie. Indoktrynowano je ideologicznie wykładami o dobrodziejstwie komunizmu. Kładziono nacisk na wojskową dyscyplinę. Aplikowano im musztrę i dużo ćwiczeń sportowych. „Wychowankowie stawali się wzorowymi obywatelami Kraju Rad”: brzmiały wnioski, potwierdzające geniusz słynnego teoretyka.

– Jak z kanibala i mordercy można zrobić wartościowego obywatela? – z niedowierzaniem zastanawiał się kolega Pachul w czasie wieczornej dyskusji w pokoju podrzędnego leningradzkiego hotelu. – Coś mi tu nie gra.

Polscy więzienni psychologowie spierali się, popijając cuchnącą karbidem radziecką wódkę, na temat: czy wychowawcze metody Makarenki mogłyby dać pozytywny efekt przy resocjalizacji młodych przestępców w Polsce?

W trakcie leningradzkiego kursu nie informowano psychologów z Polski, w jaki sposób, wychowankowie z pionierskich łagrów, okazali się wartościowi dla budowy komunistycznej ojczyzny. Tymczasem, młodzież o zwyrodniałej przeszłości, wychowana w żelaznej dyscyplinie, doskonale nadała się do tworzenia specjalnych formacji wojskowych NKWD. A te zasłynęły, jako bezwzględne narzędzie do wszelkich akcji niszczenia wrogów komunizmu i przeciwników Związku Radzieckiego.

Wątpliwe, by magister Pachul stała się zwolenniczką teorii Makarenki, gdyby wiedziała, jak jej wuja potraktowali żołnierze NKWD w Ostaszkowie. Ci odziani w szaroniebieskie mundury, pozbawieni ludzkich uczuć, żołdacy ze specjalnych komand, dokonali paru dziesiątków tysięcy mordów. Aby nie wzbudzić spontanicznego buntu wśród internowanych w obozach polskich oficerów, okłamywano ich. Wywożone na śmierć grupy informowano, że wracają z powrotem do kraju.

– Udacie się jeszcze na indywidualne przesłuchania – mówiono wywożonym z obozów internowania.

Wiadomo, że następnie, ręce prowadzonych na ostatnią w życiu przechadzkę Polaków, wiązano z tyłu drutem. By dostarczyć więźnia na miejsce kaźni, dwóch enkawudzistów brało go pod ręce. Trzeci szedł z tyłu na wypadek wyrwania się skazańca – co się zdarzało i konieczności wspomożenia kolegów. Dowleczonemu, do wykopanego dołu polskiemu oficerowi kazano klękać. Wtedy odsuwali się dwaj prowadzący, po to, by krew nie obryzgała ich mundurów. Trzeci, prawie dotykając lufą naganta potylicy klęczącego, oddawał strzał.

Esesmani, których narybek na przyszłych żołnierzy wychowywano w podobnych obozach Hitlerjugend do sowieckich obozów pionierskich, po pierwszych latach masowego mordowania ludność żydowskiej zaprzestali rozstrzeliwań. Żołnierze SS z Sonderkomand, nie wytrzymywali psychicznie masowych rozstrzeliwań bezbronnych żydowskich matek z dziećmi. Nie pomagał pity na umór alkohol. Załamywali się nerwowo. Wpadali w psychozy, nasilały się wśród nich samobójstwa. Niemieckie dowództwo wymyśliło fabryki śmierci i mordowanie metodą przemysłową. Gaz trujący – Cyklon B – stosowali ze względów praktycznych. Zamknięte komory gazowe, w których truto masowo gazem, rozwiązały problem. – Kaci nie oglądali procesu konania ofiar.

Nie ujrzały światła dziennego naukowe opracowania, analizujące: jaki wpływ na psychikę żołnierzy-enkawudzistów, miało wykonanie ogromnej ilości rozstrzeliwań. Można się jedynie domyślać, że „leczyli się” jak esesmani masakrujący Żydów z broni palnej – na umór pitym alkoholem.

Słynny psycholog Aleksiej Makarenko – dobrodziej setek tysięcy dzieci zagrożonych śmiercią głodową – zmarł w 1939 roku. Nie wiadomo, czy dowiedział się o zbrodniach dokonywanych przez swoich wychowanków. Wszak Stalin już kilka lat przed wojną dokonywał masowych mordów. Może protesty Makarenki spowodowały jego przedwczesną śmierć? Może sam zginął z ręki byłego pioniera? Do tego wychowanka, który przed laty otrzymał wikt i uniform, ozdobiony zawiązaną na szyi czerwoną chustą?

Siedząca przy biurku, magister Krystyna Pachul, nie zaprzątała sobie głowy problemami natury etycznej. Nie zastanawiała się nad perspektywami dalszych efektów swojej pracy. Miała za sobą prawie pięć lat pracy w resorcie. Najczęściej, jako psycholog pomagała przygotowywać do współpracy tak zwanych TWZ – czyli tajnych współpracowników spośród więźniów.

Mając dwadzieścia-dziewięć lat była kobietą atrakcyjną. Świadomość własnej urody i z tego płynąca pewność siebie pomagała jej w wykonywaniu obowiązków. Wygłodniałym kontaktu z kobietami kryminalistom na jej widok zapierało oddech. Traktowała ich instrumentalnie i bez skrupułów. Jako osiemnastoletnia dziewczyna zakochała się i współżyła intymnie z kilka lat od niej starszym młodzieńcem. Ów miał za sobą więzienny wyrok. Po jakimś czasie dowiedziała się, iż obiekt jej miłości jest biseksem, uprawiającym także praktyki homoseksualne. Zaszła z nim w ciążę. Koleżanka namówiła ją na dokonanie aborcji. To był dla niej wstrząs.

Małżeństwo z majorem milicji – obecnie pracującym w ministerstwie spraw wewnętrznych generałem Pachulem – rozpadło się po roku. Jej, wyjątkowo mile wspominanym uczuciowym doświadczeniem, był początkowy etap romansu z Skólskim. Po romansie ze studentem architektury odwiedzał ją kilkukrotnie żonaty i nadużywający alkoholu kapitan Służby Bezpieczeństwa. Lecz pomimo, że był świetnym i doświadczonym kochankiem, nie chciała się z nim wiązać. Kapitan SB obiecywał rozwód z kolejną żoną – chciał dla niej opuścić dwójkę spłodzonych dzieci. Lecz Pachul zaobserwowała, że ma do czynienia z charakteropatą o cechach sadysty.

– Gdybyś nie był oficerem bezpieki, skończyłbyś w kryminale – powiedziała psycholog, kiedy żona esbeka, po wyjściu ze szpitala, złożyła na niego skargę do przełożonego. Hospitalizowano ją po ciężkim pobiciu, była topiona w wannie, ledwo przeżyła bestialski napad męża.

– Więcej mnie nie odwiedzaj! Nie chciałabym przejąć pałeczki po twojej żonie – stwierdziła dobitnie w czasie ich ostatniego spotkania w swoim mieszkaniu. Bezpośrednim powodem jej oburzenia, było trzaśnięcie przez esbeka pięścią w stolik i rozlanie kawy. Kapitan służby bezpieczeństwa tak wyraził swoją pretensję. Czekając na powabną kochankę w gmachu sądu, zobaczył ją, zbyt długo rozmawiającą z młodym prokuratorem.

– Uśmiechałaś się do niego i prawie przytulałaś. Jakbyś miała ochotę na pełnym ludzi korytarzu złapać go za chuja! – krzyknął, wychodząc.

Zatrzasnął drzwi z ogromną siłą. Z futryny posypał się tynk. Ze ściany nad tapczanem spadł z trzaskiem łamiącego się szkła oprawiony w ramę obraz przedstawiający zamek Książ – jej ulubioną, kojarzoną z miłym wspomnieniem grafikę. Po doznanym szoku, po raz pierwszy od dawna, psycholog rozpłakała się jak mała dziewczynka.

Siedząc przy biurku w więziennym gabinecie, zapaliła papierosa. Puknęła parę razy długopisem w odłożoną teczkę akt Jarka Menowskiego.

Chyba jestem nienormalna – na chwilę przeraziła się własnego pomysłu. Kusiło ją, by spróbować otoczyć psychologiczną opieką młodego więźnia ze Szczawna-Zdroju. – Należałoby pomóc mu zdobyć wykształcenie – zmienić jego mentalność. Inaczej nie miałby szans zaadaptować się ponownie do społeczeństwa. – Przecież ten chłopak, gdyby otrzymał wyrok jako pełnoletni – za swoje bandyckie i fałszerskie wyczyny, mógłby zostać skazany na dożywocie, a może i na powieszenie. – Któż może się kryć za suchą oceną uzasadnienia wyroku? Kim jest ten zdolny chłopak, który z taką determinacją dopuścił się łamania prawa? Czy możliwe, że te akta są bezdusznym osądem wrażliwego i zagubionego młodego człowieka? Kogoś o wartościowych walorach osobowości, komu wystarczy dać szansę, aby je wydobyć? – szarpały Krystyną Pachul rozterki. – Może uda mi się wyprowadzić go na ludzi? – myślała, czując podniecające dreszcze erotycznej ekscytacji.

* * *

O urodzie i seksapilu Krystyny Pachul, wśród więźniów Klęczek mówiło się dużo. Niektórzy uważali ją za ideał kobiety, inni jej nienawidzili lub pozwalali sobie wygłaszać na jej temat niewybredne komentarze.

– Ciekawe, kto tą kurwę pierdoli? – zastanawiał się na głos Palmus po wizycie w jej gabinecie. – Suka wysyła mnie do Rawicza. To ciężki kryminał dla recydywy. Nawet nie zamieniła ze mną słowa.

Na spacerniaku Palmusowi przyszło do głowy, by ostrzec Jarka Menowskiego.

– Trafisz jak ja do Rawicza albo do Wronek. U tej kurwy widziałem na wierzchu twoją teczkę, będzie miała z tobą nawijkę.

– To nie mam wyboru – po chwili milczenia odezwał się kolega braci Koryckich. – Będę ją musiał przepierdolić.

– Ale cie pojebało...

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kazjuno · dnia 28.03.2021 20:05 · Czytań: 347 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 10
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 29.03.2021 16:35 Ocena: Bardzo dobre
Ciekawe! Czekam na dalszą część.

Pozdrawiam
Kazjuno dnia 29.03.2021 21:53
Dziękuję, Marku Adamie Grabowski.
Sympatyczny z Ciebie facet.

Pozdrawiam
mike17 dnia 03.04.2021 14:45 Ocena: Świetne!
Witaj, Kaziu, pod tym więziennym story :)
Wprowadzasz cały czas nowe wątki, co się chwali i co sprawia, że cała historia pęcznieje w wydarzenia i staje się coraz ciekawsza.
Tę część łyknąłem natychmiast po rozpoczęciu.
Postać Makarenki jest mi znana - to ten od pezprizornych, o ile się nie mylę.
Zajmował się resocjalizacją elementu.

Wprowadziłeś także postać psycholog, która nie pogardziłaby fiutem.
I pewnie w kolejnej części Jarek zerżnie jej dupsko :)

Czyta się świetnie, masz smykałkę do opisów charakterologicznych swoich bohaterów, czego ja na przykład prawie wcale nie robię, skupiając się na akcji i relacji.

Narobiłeś mi smaka tą końcówką o bolcowaniu.
Jestem ciekaw, co z tego wyniknie.
Lubię takie klimaty.

No i wątek Tony'ego też mi się podobał.
Zwłaszcza jego polszczyzna :)
Widać, że do szkół nie chadzał.
Ale może odbędzie kontakt płciowy z Alą, kto wie?

Łapię się na tym, że nie mogę się doczekać soboty, kiedy Cię będę komentował.
Twoja historia wciągnęła mnie na maxa i trzyma w kleszczach.
Świetnie się to czyta.

I tym razem, choć nie było zbyt wiele akcji, było w dechę.
"Poemat Pedagogiczny" - jak podpowiada mi Mama, która była psychologiem klinicznym.

Odchodzę kontent, życząc Ci WESOŁYCH ŚWIAT !

PS.
Kaziu, nie Alieksiej, a Anton, i zmarł nie w 1936 roku, a w 1939.

mike el artista por la gracia de Dios :)

Born in the PRL.
Kazjuno dnia 04.04.2021 09:35
Dzięki, Mike, za świetny komentarz i celną uwagę dotyczącą daty śmierci znanego pedagoga. Oczywiście, zmarł 1 kwietnia 1939 roku. Jako pierwsze podałem jak Ty imię Anton, ale zetknąłem się też z innym źródłem gdzie napisano Aleksjej. Tu też masz rację bo prawie wszystkie inne podają Anton, więc sięgnąłem do niewłaściwego imienia.
Natomiast różnie podaje się miejsce jego śmierci. Jedno, że zmarł w Moskwie, inne, że w Galicynie.

Rzecz jasna skorzystam z Twojej uwagi i poprawię tekst.

Psycholog Krystynę Pachul (zmienione nazwisko) poznała moja matka, która dyrektorowała sanatorium dziecięcemu w Szczawnie-Zdroju. Panie spotkały się w Polanicy-Zdroju, w trakcie zjazdu lekarzy z sanatoriów i innych przybytków, gdzie wychowywano (poza leczeniem) dzieci z całej Polski.
Nie mam pojęcia, czy mówiono tam o metodach Makarenki.
Mama zaskoczyła mnie i brata relacją zasłyszaną od ponoć pięknej psycholog pracującej w więziennictwie, z którą zbliżyła się, chodząc na wspólne spacery i odwiedzając uzdrowiskowe kawiarnie.
Otóż vel Pachul opowiadała matce o resocjalizacji naszego bliskiego kolesia z dzieciństwa i wczesnej młodości. Relacja naszej mamy była o tyle szokująca, że za naszych szczenięcych lat vel Jarek Menowski (też zmienione nazwisko) uchodził w oczach naszych rodziców za personę non grata. Rodzicom znane były Jarka bandyckie wyczyny, więc oficjalnie nie miał do mojego domu wstępu.
Tymczasem w Polanicy atrakcyjna psycholog przekonała matkę, by Jarka po opuszczeniu więzienia traktować łaskawie. Vel Pachul nasączyła koleżankę lekarkę opowieściami jakim to wybitnie inteligentnym człowiekiem stał się Menowski po odkiwaniu pięcioletniego wyroku w eksperymentalnym więzieniu w Szczypiornie.

Wolę za dużo nie opowiadać, by nie zdradzać dalszych dziejów Jarka, przez co dalszą zawartość mojej opowieści obedrę z niejednoznaczności, czyniąc ją bardziej przewidywalną.

Wbrew pozorom, Mike, Ty także malujesz wyraziste portrety psychologiczne. Może bardziej poprzez wyrazistą akcję, niż dosłowne opisy.
Czy można się dziwić? Geny Mike, geny. Miałeś (a może jeszcze żyje/?/) Mamę, zajmującą się psychologią profesjonalnie. Więc nie dziwota, że nasączyła Cię podobnymi zainteresowaniami, które efektownie ubierasz w szatę literacką.

Wybacz, że prawie spóźniony, acz ze szczerego serca Ci życzę: ZDROWYCH, UDUCHOWIONYCH I SMACZNYCH ŚWIĄT CUDU CHRYSTUSOWEGO ZMARTWYCHWSTANIA.

Happy Easter, Mike
Madawydar dnia 21.04.2021 09:59
Sztuka pisanie listów miłosnych mogłaby stać się w warunkach więziennych cenną zdolnością przynoszącą nawet niemałe profity. Jarek gryzmoliłby miłosne wyznania na zamówienie w zamian za paczkę fajek, i inne "wartościowe" towary. Ponadto zyskałby niemały szacunek napakowanych mięśniami i testosteronem osiłków z niską przestrzenią intelektualną kory mózgowej.
Istnieje co prawda ryzyko w przypadku zdemaskowania procederu przez Alę, ta zamiast do Toniego, skierowałaby swoje uczucia do Menowskiego. Przejęcie grypsu przez służbę więzienną byłoby przyczyną zazdrości pani psycholog, a to mogłoby się skończyć Rawiczem.
Ponosi mnie fantazja...
Jak zwykle niezmiernie ciekawe przedstawienie postaci żyjących w innej niż moja rzeczywistości .

Pozdrawiam

Mad.
Kazjuno dnia 21.04.2021 14:11
Dzięki, Mad, za przeczytanie i komentarz.
Nie powiem, twoje fantazje całkiem prawdopodobne.

Cieszę się, że przypomniałeś sobie o starym kumplu po gęsim piórze.
Czekam na nowe produkty Twojej wyobraźni.

Serdeczne pozdrówka, Kapitanie. Ahoj!

Kaz
mozets dnia 13.11.2021 18:39
Beletrystyka z niezłą znajomością porządków "pod celą". Odnośnie dzieci osieroconych w wyniku wojen, "riewaluciji" - czytaj kontrrewolucji i w wyniku rozstrzeliwań tysięcy ich ojców i matek, zamęczanych w Gułagach - setki tysięcy dzieci włóczyło się po bezdrożach i ulicach miast Sowietskoj Rassiji, kradnąc , staczając bójki. Stalin wyłapywał te dzieci i umieszczał tych "bezprizornych" w ośrodkach NKWD. Wyrastali tam właśnie na narybek NKWD. Najbardziej zwyrodniałej , pozbawionej ludzkich uczuć formacji, która wykonywała najbardziej wymyślne bestialstwa. Tak wobec własnego narodu jak i jeńców wojennych, a także własnych żołnierzy oskarżonych o zdradę.
Mordowali się zresztą nawzajem.
Jeszcze do końca lat 80 oficerowie LWP przebywający na szkoleniu w Moskwie (Frunze) czy w Leningradzie (rakietówka i uzbrojenie) przywozili stamtąd jako żony - piękne Rosjanki.
Wiedzieli,że oprócz obowiązków małżeńskich wypełniają one także zadania KGB, GRU, mają doskonałe wyszkolenie wywiadowcze.
Zresztą oni sami mieli po 3 latach Akademii - tak wspaniale wypreparowane mózgi- że nie sprawiało to im żadnych wyrzutów sumienia czy rozterek.
Opisywane to jest także w "Trepach" .
Ci ludzie i te żony, ich potomstwo - dalej żyją wśród nas. Widzimy ich na występach KOD-u , słyszymy w wystąpieniach prawie wszystkich generałów po tych "wczasach" w CCCP.
Kazjuno dnia 14.11.2021 05:55
Dzięki Mozets za komentarz z zastrzykiem wzbogacającej mnie i ciekawej wiedzy. Wprawdzie chłonąłem informacje z (obiektywnych) historycznych źródeł i na własne gały oglądam i słucham generałów, którzy chcieliby zawrócić, a przynajmniej przekierować bieg historii, ale nie słyszałem o ich żoneczkach.

Pozdrawiam
mozets dnia 14.11.2021 10:17
Kazjuno.
Ja nie znam osobiście żadnego generała. Nawet tego ,o którym pisałem w poczcie. Informacje o stanie wojennym ówczesny porucznik (którego znałem z widzenia) a major wówczas - przekazał mi poprzez mojego przyjaciela. Ten znał go osobiście. Na uczelnie sowieckie szli względnie młodzi oficerowie z etatów dowódców kompanii, w stopniu kapitana , czasem porucznika. W większości byli żonaci. Dlatego nie uogólniaj mojej wypowiedzi, jakoby wszyscy oficerowie z LWP bedący na studiach w CCCP przywozili stamtąd żony. I że wszyscy spośród tych kapitanów zostawali generałami. Generałami zostawali wyjątkowo dobrze rozpracowywani przez wywiad i kontrwywiad bardzo pewni ideologicznie ludzie.
Niesłychanie zdeterminowani.
Reszta tworzyła ich zaplecze. Lub pożytecznych idiotów.
Moje opisy polegaja tylko na tym co sam widziałem. Nie maja więc wartości źródeł historycznych. Stanowią jednak przykłady z 1 ręki. Nie zmącone legendami.
Nawiasem od rozpoczęcia dyskusji na tym portalu, na te niby "historyczne" i zamierzchłe tematy wczoraj otrzymałem powiadomienie, że na mój login w przegladarce próbowano się włamać kilka razy od niespełna tygodnia.
Co jakoś do tej pory zdarzało się raz na rok.
Czyli gwardia czuwa dalej. ( z francuskiego - gwardia umiera ale się nie poddaje).
Kazjuno dnia 15.11.2021 06:00
Do końca, Mozets, zgodzę się, że uczciwa relacja, nawet z pojedynczych wspomnień świadków historii, nie może stanowić dowodowego materiału historycznego.
Powiedziałbym odwrotnie. Właśnie mozaiki wspomnieniowych opowieści wraz z podaniem dramaturgii własnych przeżyć, tworzą rzetelne obrazy minionych epok. Inaczej nauka historii wydaje się "sucha," staje się odczłowieczoną opowieścią, której można nadawać przekłamany przekaz.
Klasycznym przykładem właściwego przekonywującego podręcznika historii jest choćby powieść Normana Davisa "Powstanie 44" (Główna zawartość to wieloaspektowa powieść o Powstaniu Warszawskim. Tam aż kipi od wstawek wspomnień pojedynczych osób. Tak podany przekaz jest najlepszym podręcznikiem.
Podobnie obraz potworności w KL Auschwitz stworzyła pisarka Nałkowska w książce "Medaliony", stanowiącej zbiór wspomnień byłych więźniów.
Bardzo wyraziste są twoje komentarze i ich prawdziwość jest materiałem historycznym, bo gdyby nie to, nikt by się do Ciebie nie dowalał. Najwyraźniej uwierają kogoś, kto czuwa...
Proza: Górna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Dobra Cobra
27/11/2022 20:35
Wspaniala odpowiedź! Rzeczowa, ale bez nacisku, szanującą… »
Kazjuno
27/11/2022 19:50
Dzięki, Dobra Cobro, za przemiłe słowa. Decyzja o wybuchu… »
Dobra Cobra
27/11/2022 16:47
Kaz, Bo to opowieść ku pokrzepieniu serc, co jest prawdą i… »
Dobra Cobra
27/11/2022 16:36
Aj, qrde, już człowiek się nigdy nie oderwie od tego… »
wolnyduch
27/11/2022 14:26
Wiem, że ten portal istnieje nadal, ale też już się na nim… »
wolnyduch
27/11/2022 14:21
No to jak dobrze, to dobrze :) Pozdrawiam również :) »
Yaro
27/11/2022 12:39
Witam! https;//www.poezja - polska.pl (jaropasztii) na… »
Yaro
27/11/2022 11:13
Wszystko jest dobrze Duszku:) Pozdrawiam:) »
Kazjuno
27/11/2022 09:28
Ech, Dobra Cobro! Jak celnie zauważyłeś w privie, nieomal do… »
wolnyduch
26/11/2022 23:13
Witaj Jarku Rozumiem, że to dawny wiersz, też czasem daję… »
wolnyduch
26/11/2022 22:36
Yaro/Jarku Ja nic takiego nie napisałam, pisałam o peelu,… »
Florian Konrad
26/11/2022 19:58
Dziękuję, nawzajem! »
Ronin
26/11/2022 19:56
Zaparz ziółka i już idź, bo nie zdążysz. Stoperan nie jest… »
Yaro
26/11/2022 18:18
To ty się spinasz nie ja. Kolejnym jesteś , który nie ocenia… »
Marek Adam Grabowski
26/11/2022 14:43
Abstrahują od całego wymiaru polityczno-historycznego, jest… »
ShoutBox
  • Wiktor Orzel
  • 27/11/2022 11:29
  • Napiszę do Ciebie na pw w tej sprawie ;)
  • Dark
  • 26/11/2022 11:27
  • Witam. Dostałem ofertę z wydawnictwa Novae res na mój zbiór opowiadań. Koszty pół na pół. Ktoś się orientuje czy warto w to inwestować?
  • Darcon
  • 24/11/2022 17:35
  • Uwaga, uwaga! Zostało ostatnie wolne miejsce w konkursie "Malowanie słowem"!
  • TakaJedna
  • 24/11/2022 12:53
  • Ja oczywiście żartuję, bo w gruncie rzeczy nie ma to chyba żywotnego znaczenia, ale skoro może działać dobrze, to dam mu trochę czasu ;)
  • Wiktor Orzel
  • 24/11/2022 12:49
  • Silnik portalu potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby wszystko przemielić, żeby dane były jeszcze bliższe prawdy. ;)
  • TakaJedna
  • 24/11/2022 12:45
  • Nie żebym narzekała, ale byłam online przed chwilą, a pokazuje, że po raz ostatni byłam o 9:34. ;)
  • TakaJedna
  • 24/11/2022 12:39
  • Grunt to porządek :)
  • Wiktor Orzel
  • 24/11/2022 12:11
  • Zabłąkane daty ostatnich wizyt w końcu wróciły do odpowiedniej czasoprzetrzeni, tak samo licznik nieprzeczytanych postów powinien wskazywać już prawdziwe dane ;)
  • Darcon
  • 22/11/2022 18:39
  • Uwaga! W konkursie wolne już tylko trzy miejsca. Dłużej nie zwlekajcie. :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas