Endeavour Hostel 1978 - Przemir
Proza » Inne » Endeavour Hostel 1978
A A A
Od autora: Poniższe opowiadanie jest częścią dużego pliku, który wymaga uporządkowanie. Zawarta jest tam część moich wspomnień. To co usiłowałem stworzyć miało być zbeletryzowaną literaturą faktu. Główny bohater to ta sama osoba, którą ulokowałem we wcześniejszych, zamieszczonych tu postach. Tam mógł występować pod innym imieniem. Ten fragment nie ma godziwego początku ani zakończenia, bo wątek całości nie zaczynał i nie kończył się w Sydney.

 

Odprawa graniczna przebiegała sprawnie. Urzędnik imigracyjny otworzył paszport Krzysztofa na stronie z wizą, przybił stempel, uśmiechnął się i rzekł

- Welcome to Australia, Sir!

Przy przechodzeniu przez odprawę celną pani w mundurze przekartkowała dokument, popatrzyła na deklarację celną i bez sprawdzania bagaży czy zadawania zbędnych pytań, wskazała kierunek, gdzie czeka pracownik departamentu, który udzieli mu dalszej pomocy. Tam kompletowano grupę świeżo przybyłych imigrantów, która miała być odwieziona do ich pierwszego w Australii miejsca zakwaterowania. Powiedziano, że będzie to Endeavour Hostel w South Coogee. Był to nowo wybudowany obiekt należący do Departamentu Imigracji, położony nad oceanem. 

Jadąc mikrobusem do swojego miejsca zakwaterowania patrzył na typową dla miast australijskich niską zabudowę domów rodzinnych. Każdy budynek stał tam na własnym, odgrodzonym od sąsiadów placu. Architektura zmieniała się jednak przed oczami Krzysztofa. Zależało to od okresu historycznego, w którym zabudowywano dane osiedle czy dzielnicę. Domy rodzinne u stóp wzgórza, na którym stał Endeavour Hostel, postawiono jakby w jednym czasie.  Mogło to być nawet kilkadziesiąt lat wcześniej. Tamtejsze budynki były małe, ale solidne i ładne, z ciemno czerwonej cegły. Ich lekko spadziste dachy pokryto czerwoną, stylizowaną, wypalaną dachówką.

Kompleks budynków hostelowych na wzgórzu zbudowano z precyzyjnie wykonanych i ułożonych cementowych pustaków, które pomalowano na zewnątrz i wewnątrz. Kolor ścian zewnętrznych był jasno-brązowy, wnętrza pomieszczeń pokryto rodzajem beżu. Dachy były spadziste, z głęboko tłoczonej blachy trapezowej koloru brązowego. Poza zespołem budynków mieszkalnych była tam kuchnia ze stołówką i przyległymi biurami. Także świetlica z pokojem telewizyjnym i szkoła. Do pokoi mieszkalnych wchodziło się z wewnętrznego korytarza. Pomiędzy zabudowaniami gospodarczymi, szkołą, świetlicą i blokami kwaterunkowymi położono betonowe chodniki i wybudowano nad nimi zadaszenia. Najmniejsze pomieszczenia mieszkalne były dwupokojowe i dwuosobowe. Wnętrza wyposażono w ubikacje i umywalki. Prysznice wspólne przylegały do korytarza.

Tuż opodal, za przybrzeżnym wzniesieniem terenu, rozpościerał się ocean i słychać było stamtąd uderzenia fal. Do plaż oraz przybrzeżnych basenów skalnych czy terenów piknikowych, także dzielnicowych dystryktów handlowych, można było dojść z hostelu spacerkiem lub marszem. Odległość jezdnią, pomiędzy South Coogee i Bondi Beach, to 7 kilometrów. Bondi Beach Plaża, poza malowniczym położeniem, znana jest w świecie ze sportów wodnych. Sama dzielnica Bondi to wysokie ceny nieruchomości. Jedne z wyższych w Sydney.

Australia posiada swój własny aromat. W pierwszych tygodniach pobytu, mimo że był to okres chłodny, Krzysztof czuł go wszędzie, bo cały teren Wielkiego Sydney jest mocno zadrzewiony. W lasach ta woń Australii trwa zawsze i jest szczególnie intensywna latem, gdy podgrzane oleje eteryczne wypełniają przestrzeń. Zauważył, że młode eukaliptusy mogą mieć liście o dwóch rożnych kształtach i odcieniach zieleni, nawet na tej samej gałęzi, a ptaki nie są zbyt płochliwe. Jeśli nie wykonywało się gwałtownych ruchów, koncentrowały się na zdobywaniu pożywienia lub medytowały w bezruchu. Zachowywały jednak zawsze jakiś bezpieczny dla siebie dystans, choćby na odległość wyciągniętego ramienia. Leśne kukabury, takie nieobeznane z naturą człowieka, przodowały w ignorowaniu zagrożenia. Kto widział ich wielkie dzioby ten wie, dlaczego. Papugi nie jadły pokarmu jak inne ptaki, ale skubały i obgryzały, często trzymając to coś w pazurach i stojąc na drugiej nodze. Na trawie pasły się wykonując ruchy głowami podobne do tych, jakie robią krowy na pastwisku. Małe papugi skrzeczały, duże krakały, kukabury chichotały po swojemu, a najgłośniejsze ze wszystkich stworzeń w Sydney były cykady latem.     

Swoją kwaterę Krzysztof dzielił z młodym Francuzem o imieniu Adrien. Tak byli obaj zakwaterowani. Tamten miał 23 lata, czarne włosy, jasną cerę, był dość wysoki i proporcjonalnie zbudowany. Po angielsku mówił z ograniczonym słownictwem i silną wymową francuską. Przywiózł ze swojego kraju zestaw wyprodukowanych przez siebie miedzianych naczyń, wyglądających jak amfory, takich wykonanych z cienkiej blachy na maszynie, która to wytłaczała w ruchu obrotowym. Tym się zajmował we Francji. Z zawodu był wyoblarzem. Teraz chciał pracować dla kogoś, kto takie naczynia wytwarza. Z tego co mówił wynikało, że nie będzie to łatwe. Jego rzemiosło nie miało w Australii statusu wysokiego zapotrzebowania.

Hostel prowadził kursy angielskiego. Krzysztof zapisał się na zajęcia dzienne, bo chciał poświęcić temu dużo czasu. Nauka języka po przybyciu do Australii była dla niego priorytetem. Przy hostelu funkcjonowało też biuro zatrudnienia połączone z urzędem zabezpieczenia socjalnego. Zarejestrował się na samym wstępie, bo stamtąd szły opłaty za pobyt oraz wyżywienie w hostelu. Polityka biura zatrudnienia była jakby w konflikcie z jego zamiarem uczestniczenia w kursie dziennym. Tamci słali ludzi do roboty tak szybko, jak mogli. On nie posiadał jeszcze uznanego tu zawodu i mógł liczyć głównie na pracę fabryczną. Do obsługi linii montażowej samochodów w zakładach Holdena brano chętnie każdego młodego człowieka. Większość zatrudnionych tam to imigranci pierwszej generacji. Ten duży zakład, jeden z kilku należących do koncernu, duma przemysłu australijskiego, był w odległości kilku kilometrów od hostelu. Kompleks mieszkalny dla nowych imigrantów pobudowano właśnie tu, zupełnie nieprzypadkowo.

W hostelu wydawano trzy posiłki dziennie. Całkiem niezłe zresztą. Stołówka to lekki budynek, a zarazem obszerna, wysoka, przestrzeń z długimi stołami na osiem osób każdy. Ludzie siadali przeważnie w swoich grupach narodowych. Polacy stanowili tam wtedy jedną z liczniejszych narodowości i zajmowali dwa takie stoły. Niektórzy z rezydentów już wtedy pracowali i na wszystkie posiłki przychodzili głównie w soboty, niedziele i święta. Niezatrudnieni otrzymywali regularnie zasiłek dla bezrobotnych po potrąceniu subsydiowanych kosztów pobytu i utrzymania w hostelu. Dla niektórych z polskiej społeczności cała ta płatność szła na piwo. Do tych pijących dołączył Szwajcar o imieniu Walter, który pracował od początku jako mechanik samochodowy.

Były tam też dwie panie w zaawansowanej ciąży. Jedna to Ela, żona Zbyszka. On był nauczycielem z zawodu, dobrze ułożonym zresztą, szczupłym mężczyzną. Ona o swoim zawodzie nie mówiła i była, wiadomo, gruba w trakcie ciąży i po urodzeniu. Marta, nieładna blondynka, bezpruderyjna w swoich wypowiedziach, to ta druga w ciąży, która też tam urodziła. Alicja, żona Stefana, chciała kiedyś przy obiedzie zaspokoić ciekawość i zwróciła się do Marty z pytaniem

- Kiedy Twój mąż przyjedzie?

- Nie mam męża – mruknęła Marta.

- No a ojciec twojego dziecka, kiedy przyjedzie? –  Alicja nie ustępowała.

- On nie przyjedzie, bo to jest Włoch, a Włoch jest przeważnie żonaty. – Teraz wypowiedziała to wyraźnie z naciskiem na niektóre słowa. 

Alicja zaspokoiła już swoją ciekawość, a przy niej cała reszta przy stole. Z nią Stefan miał duży problem i wszyscy o tym wiedzieli. Szukała trunkowego towarzystwa i piła do dna wszystko, co jej nalali. Wychodziła z mieszkania wieczorem, podobno, żeby oglądać telewizję w świetlicy, ale jej tam nie było. Stefan szukał jej po nocy. Niektórzy zauważyli, że wodzi oczami za Walterem i że znika z nim gdzieś w mroku. Alicja była szatynką, przeciętnej urody, w wieku około 25 lat. Do swojego męża miała pretensję, że jest taki nijaki, nie pije i nie pali. On był rzeczywiście bez nałogów, poza tym wyglądał dobrze i zachowywał się poprawnie. Tego Szwajcara Krzysztof zapamiętał, jak siedział na krawężniku w japonkach na zakurzonych stopach, dłubał pomiędzy przepoconymi palcami nóg i wąchał czarny brud.

Przy stole siedział Józek, młody, małomówny, mężczyzna, który lubił słuchać, a gdy już coś powiedział, miało to formę tezy. Był podobno rozwiedziony i po przejściach. Któregoś dnia, przy obiedzie, przerwał swoje milczenie i odezwał się do Stefana:

- Twoja żona to czarny charakter. Uważaj na siebie.

- Co masz na myśli? – syknęła Alicja z furią w oczach, a zła krew się w niej zagotowała.

Józek nie zważał na nią, tylko kontynuował swoją poradę

- Nie zlekceważ tego, co ci powiedziałem, Stefan.

On nie powiedział nic, swoje wiedział, a przy stole nastało milczenie, przynajmniej przez chwilę.

Konrad i Danka kupili nowy samochód za pożyczone w banku pieniądze i w najbliższą niedzielę wybierali się na wycieczkę do Palm Beach, dzielnicy Sydney po północnej stronie. Po drodze to 35 km. Konrad chciał zaoszczędzić na kosztach podroży i szukał chętnych na wspólną przejażdżkę. Zgłosili się Krzysztof i Dorota. Konrad był po studiach chemicznych, ale pracował jako informatyk, bo w Australii zapotrzebowanie na inżynierów chemików nie było duże. Znał dobrze angielski i sprawiał wrażenie błyskotliwego, zdolnego człowieka. Danka to nauczycielka z Polski po WSP. Dla niej droga do kariery w Australii wiodła przez uzupełniające studia uniwersyteckie. Oboje byli szczupli i wyglądali na około 30 lat.

Dorota to wyjątkowy przypadek. We wszystkim górowała nad całą resztą społeczności hostelu. Była młoda, wysoka, niebieskooka, jasnowłosa o posągowych kształtach, coś jak Cybill Shepherd, popularna wtedy aktorka. Ukończyła studia na Wydziale Informatyki Uniwersytetu Warszawskiego. Lokalnym językiem posługiwała się swobodnie. Do Australii przyleciała z wizą na pobyt stały, wstawioną w Niemczech do polskiego paszportu. W Sydney zgłosiła się do ambasady PRL, gdzie jej dokument przedłużono za opłatą o kolejne 12 miesięcy. W swojej pracy odniosła już większy sukces, bo znalazła błąd w używanym przez firmę programie. Pensję miała o 2000 dolarów wyższą na rok niż Konrad, z czym jemu trudno było pogodzić się.

Sydney, jak każde większe miasto Australii, ma swoje „amerykańskie” centrum. Właśnie przez tę dzielnicę wiodła teraz ich droga na Sydney Harbour Bridge, czyli most, który jest jedną z ważniejszych wizytówek miasta. Stamtąd rozpościerał się widok na większość rozlewiska wodnego, wyglądającego jak fiord i znanego jako Port Jackson z wyjściem na Morze Tasmana. Widok z mostu był także na śródmieście, statki w porcie, okoliczne dzielnice mieszkalne, nowo postawiony budynek opery i na ogród botaniczny. Potem swoją podroż kontynuowali jadąc poprzez osiedla mieszkalne domków jednorodzinnych. Mijali też centra dzielnicowe z nieco wyższą zabudową i regionalnymi biznesami, głównie handlowymi.   

Sama plaża przyległa do dzielnicy Palm Beach to szeroki pas czerwonawego piasku. Było tam też mniej skał niż w rejonie Coogee. Pomimo zimy i chłodnej wody, młodzi ludzie ślizgali się po falach na deskach surfingowych. Wbrew nazwie dzielnicy, drzew palmowych w rejonie nadmorskim nie było wiele. Nasza polska grupa, po zaparkowaniu już na miejscu, przeszła się po utwardzonym wodą piasku. Sprawdzili rękami temperaturę wody i wypowiedzieli słowa podziwu o tych na deskach surfingowych. Tamci przechodzili na przemian, moczenie w wodzie i obciekanie w pozycji stojącej, wystawieni na wiatr. Teraz mieli na sobie przylegające do ciała stroje, ocieplane cienką pianką gumową. Nie pokrywało im to stóp, dłoni ani głów. W okresie letnim używali kombinezonów z cienkiej, elastycznej tkaniny, które chroniły przed poparzeniem przez meduzy. Przed odejściem z plaży Konrad porobił zdjęcia. Fotografował raczej osoby niż widoki. Gdy wszyscy mieli już dość spaceru, wrócili do samochodu.

Krzysztof usiadł na tylnym siedzeniu przy Dorocie, bo tam było jego miejsce.

- Coś ci się przy tej plaży szczególnie spodobało, Dorota? – zapytał.

- Tak, zwłaszcza tamte drogie domy na wzgórzach.

- Myślisz, że będziesz mogła nabyć kiedyś posiadłość w takim miejscu?

- Tego nie wiem, Krzysiek. Nie mogę też dojeżdżać do pracy dziesiątki kilometrów przez miasto. – Czego Dorota nie dopowiedziała, to jej skryte plany, że zamierza wyjść za milionera.  

Krzysztof przeszedł na rozmowę z Konradem

-Ty też już pracujesz i zarabiasz nie najgorzej. Czy sądzisz, że będziesz kiedyś zamożny? – W rzeczywistości dochody Konrada i Doroty nie były wcale wysokie.

- W tej chwili koncentruję się na spłacaniu mojej pożyczki za ten tani samochód a zamożny to może będę, jak uda mi się wysłać żonę do pracy. – Danki bezrobocie było wyraźnym problemem dla Konrada, a ona odbierała to jako nękanie.

- Nie wiesz przypadkiem, Krzysiek, dlaczego niektóre polskie dyplomy są tu uznawane, a nauczycielskich nie akceptują? – zapytała Danka.

- Z tych uniwersyteckich uznają inżynieryjne i informatyczne. Ci od programowania nie potrzebują nawet żadnego dyplomu, jeśli znają się na robocie. Humanistycznych nie uznają. Podobno dlatego, że w swoim programie nauczania nie mieliście wiedzy o Aborygenach – tego już Krzysztof zdążył się dowiedzieć.

- I ty w to wierzysz? – zapytała Danka.

- Każdy powód jest lepszy niż żaden. Sądzę, że profesjonalne organizacje nie dopuszczają was, żebyście nie zagęszczali rynku pracy.

- Czy ty, Krzysiek, masz jakiś plan na przyszłość? – Dorota powróciła do rozmowy.

- Mam, jak najbardziej, Dorota. W tej chwili mój angielski jest niezadawalający i nad tym pracuję. Potem przenoszę się do Brisbane, robię tam uprawnienia mechanika okrętowego i zamierzam pracować na statkach przybrzeżnych.

- Czy to chcesz w życiu robić? – Konrad zastanawiał się nad motywacjami Krzysztofa.

- Nie w życiu, ale na początku. Od tego zacznę, bo to wykonywałem w Polsce. Na studia uniwersyteckie, tu w Australii, jeszcze się nie nadaję. My wszyscy próbujemy kontynuować to, co robiliśmy wcześniej. Nie sądzisz? – Wjechali ponownie na Sydney Harbour Bridge, tym razem od przeciwnej strony. Krzysztof wodził wzrokiem po okolicy. 

- Tak to jakoś jest – zgodził się Konrad.

- Na jakie dokumenty przyjechaliście do Australii, ty Konrad i Danka, czy można wiedzieć? – zapytał Krzysztof.

- To żadna tajemnica, mieliśmy takie kartki z fotografiami i wizami na sztywnym papierze z konsulatu Australii.

Samochód sunął w gęstym, lewostronnym, ruchu. Wszystkie pasy były zajęte. Krzysztof zauważył, że Konrad radzi sobie świetnie. Zadał więc kolejne pytanie  

- Z tego co wiem, przyjechaliście z Wielkiej Brytanii. Czy wasze paszporty PRL utraciły ważność?

- Były trzymiesięczne, więc, niestety, tak. Miały też wpisy: „Ważny na kraje europejskie”. A jak ty to załatwiłeś?

„Krzysztof przecież nie miał żadnego paszportu”, uświadomił sobie Konrad.

- Mam niemiecki dokument w formie paszportu o nazwie Fremdenpass. Jest w nim nadruk, że „właściciel tego dokumentu nie posiada obywatelstwa niemieckiego”.

- Na wszystko jest sposób, gdy się już wydostanie z PRL – zauważyła Danka.

- Twój wyjazd z Polski, Krzysiek, był podobno w pełni nielegalny. Czy to było trudne? – zapytała Dorota.

- Wymagało pewnej wiedzy, chwilami miałem też szczęście. Trzeba było znać port, statki i obyczaje pilnujących. Musiałem też poświęcić trochę czasu na wcześniejszą obserwację terenu. Według moich przemyśleń, o których wtedy nie mówiłem nikomu, dawałem sobie 50% szansy, że mi się uda. Tak, to było trudne.

- Mój wyjazd był zwyczajny i nie mogę wyobrazić siebie zmuszonej do takiego wyczynu, jak twój. – Ona nie musiała. Jej w życiu wszystko przychodziło łatwo.  

Wracali teraz do hostelu. Mijali same stare osiedla, bo tam, wzdłuż trasy ich przejazdu, były tereny od dawna zamieszkałe. Aby zobaczyć nowe dzielnice, takie jakie widzieli na folderach reklamowych wysyłanych do nich z konsulatu Australii, trzeba było wyjechać na obrzeże miasta. Tam deweloperzy kupowali jakieś tereny i przygotowywali pod przyszłą zabudowę. Gotowe działki wystawiane do sprzedania miały doprowadzoną wodę miejską, kanalizację, prąd i linię telefoniczną. Na każdą posesję wjeżdżało się z eleganckiej drogi asfaltowej, takiej gładkiej, wykonanej z użyciem nigdy nie topiącego się asfaltu, z odlanymi z betonu krawężnikami. Prawie równocześnie z budową domków stawiano budynki szkolne, przychodnie medyczne oraz hale przyszłych supermarketów. Z nowych dzielnic do samego City, czyli wielkomiejskiego centrum biznesu, było przeważnie daleko.

W społeczeństwie Australii istniał zawsze jakiś podział na warstwy społeczne.  Zaszufladkowanie do takiej czy innej grupy było uzależnione od posiadanego zawodu, wykształcenia, majątku, możliwości i prestiżu. Samo wyższe wykształcenie, bez przyzwoitych dochodów, nie znaczyło wiele. W roku 1978 stara Polonia będąca w Australii w większości od początku lat 1950, miała przeważnie, ale nie zawsze, swoje własne domy. Nowoprzybyli imigranci nie posiadali nic. Oni przyjechali tam z walizkami i tak ich widziano. Nowych imigrantów do swoich domów nie zapraszano. Z nimi można było porozmawiać w klubie polskim i posłuchać, co mają do powiedzenia. Dawano im też rady, które dla tej nowej fali były bezwartościowe. 

Szkoła języka angielskiego, ta przy Endeavour Hostel, zorganizowała dla uczniów spotkanie z doradcami zawodowymi. Dla Krzysztofa to doradztwo ograniczyło się do zapytania, co zamierza robić w Australii. Gdy powiedział, że chce być mechanikiem okrętowym, wyszukano mu adres do Sydney TAFE College, gdzie mogą być prowadzone kursy przygotowawcze do tego rodzaju egzaminów państwowych. Tam na miejscu jakaś sympatyczna pani podała mu formularze pisemnego testu na znajomość angielskiego i po sprawdzeniu oświadczyła, że jego angielski jest słaby. Tyle Krzysztof wiedział już wcześniej, przed testem. Pytał jeszcze o stypendium i ta sama osoba powiedziała, że oni tego nie wypłacają. Krzysztof zrozumiał błędnie, że taka płatność nie należy mu się. Brakowało mu solidnego doradztwa zawodowego od samego początku. Miało to potem wpływ na jakość jego sukcesów życiowych lub ich brak.   

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Przemir · dnia 14.04.2021 09:39 · Czytań: 474 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 13
Komentarze
Przemir dnia 14.04.2021 10:20
Mój tekst jest długi, został ulokowany na dolnej półce, chciałbym jednak bardzo, żeby został przeczytany i skrytykowany.
Marek Adam Grabowski dnia 14.04.2021 16:31 Ocena: Dobre
Samo pióro masz dobre, chociaż robisz za dużo opisów (wygląda to nieco XIX-wiecznie). Co do samej fabuły; przykro mi, ale jest to niewiele ciekawsze niż odcinki "Klanu" (mam nadzieję, że zrozumiałeś aluzję?). Sam utwór wydaje mi się niedokończony. Po za tym opowiadanie jest za długie. Pomijając już fakt, że Internet sprzyja krótkiej formie, to tutaj większość można śmiało usunąć, gdyż nic nie wnosi.

Pozdrawiam

Ps. Ocena trochę zawyżona, ale uczciwa.
Przemir dnia 15.04.2021 04:19
Cytat:
Samo pióro masz dobre, chociaż robisz za dużo opisów (wygląda to nieco XIX-wiecznie).


Ogromne dzięki za te pierwsze 4 słowa. Zastanawiam się jednak czy to nie jest kawałek rzuconej marchewki z kijem w drugiej dłoni. Przecież tu, na tym forum, jesteśmy dla siebie przyjemni.

Cytat:
Co do samej fabuły; przykro mi, ale jest to niewiele ciekawsze niż odcinki "Klanu" (mam nadzieję, że zrozumiałeś aluzję?). Sam utwór wydaje mi się niedokończony.


W górnym akapicie „od autora” podałem wyraźnie, że jest to tekst wyjęty z kontekstu i nie posiada wyraźnego początku ani zakończenia. Pisząc to miałem nadzieję, że te braki nie posłużą do wyceny fragmentu ani nie będą mi wskazywane palcem. Odcinków "Klanu" nie oglądałem, zakładam, że były nieciekawe.

Cytat:
Po za tym opowiadanie jest za długie. Pomijając już fakt, że Internet sprzyja krótkiej formie, to tutaj większość można śmiało usunąć, gdyż nic nie wnosi.


To w swoich założeniach nie miało być krótką formą. Odsyłam ponownie do górnego akapitu.
Jeśli usuwać to chyba wszystko. Opisać jakąś fajną akcję (wstawić kit i będzie git). Mam nawet taką jedną u sąsiada. Lokalizacja jest tu bez znaczenia, ważne co się dzieje. Można wpisać Trąbki Wielkie z naszego Pomorza.
W swoich założeniach usiłowałem bazować na zdarzeniach sprzed lat. Wydawało mi się, że wspomnienia imigranta z pierwszych dni pobytu w Australii mogą być dla kogoś ciekawe. Zwłaszcza jeśli ten imigrant przyjechał „do siebie”, nie do familiantów. Ja sam jestem bardzo zainteresowany tym jak wyglądały początki naszego ludu w USA, te masowe przyjazdy, zaraz po wojnie i w latach 70. Założył bym nawet taki temat na historycy.org ale tam nie ma nikogo, kto tego doświadczył.

No i "ocena zawyżona". Po co to zrobiłeś? Domagam się korekty.

Dzięki, Marek Adam Grabowski. Jesteś jedynym jak na razie, który się wypowiedział.

Zastanawiam się jakimi kryteriami, poza zero-jedynkowymi, kierował się weryfikator tekstu, ale tego się chyba nie dowiem.
Marek Adam Grabowski dnia 15.04.2021 11:40 Ocena: Dobre
Dzięki! Miło mi, iż potrafisz przyjąć merytoryczny komentarz. Niektórzy chcą chcą tylko wazeliny. Zapewniam ciebie, iż marchewki nie było. Wszystko napisałem uczciwie. Z "Klanem" chodziło mi o to, że był to serial o zwykłym życiu zwykłych ludzi, a w literaturze czy w filmie wolimy coś niezwykłego. Czemu zawyżyłem? Problem jest skala ocen. Powinno być 1-6. Wówczas 3 to byłaby ocena, ani dobre ani złe, i taką bym ci dał. Tak miałem do wyboru albo zawyżyć albo zaniżyć. Zaniżenie byłoby niegrzeczne i nieuczciwe.

Pozdrawiam
Przemir dnia 16.04.2021 03:12
W tej krytyce widzę brak miejsca dla moich intencji. Tak właśnie chciałem napisać. Mnie się ten tekst podoba. To miały być moje migawki z pierwszych dni w Australii, kraju, którym zachwycam się każdego dnia. Gdyby odczytał to ktoś z opisanych przeze mnie postaci odnalazł by w tym opisie siebie. Jeśli uważasz, Marek, że „samo pióro mam dobre”, odbieram to jako pochwałę całego, mojego, tekstu. Reszta się nie liczy.
Jest to jednak pojedyncza opinia tu na forum. Szkoda, że nikt więcej nie wysilił się, żeby to przeczytać i ocenić. Moderator się przecież nie wypowie, a może mieć opinię odmienną od Twojej.
Jacek Londyn dnia 18.04.2021 10:37
Cześć.

Jeśli w podobnym stylu jest utrzymana całość, to może być trudna do przełknięcia. Jest zapewne ciekawa dla osób, którzy mieli podobne koleje losu jak Autor, ale dla czytelnika zdecydowanie mniej. Trzeba skracać, wyrzucać niepotrzebne dla przebiegu akcji fragmenty. Wiem, że to bolesne, bo z reguły lubimy to, co piszemy. :) Technicznie zupełnie dobrze napisane, choć warto jeszcze nad tekstem przysiąść. Moje uwagi i sugestie poniżej.
Do następnego, Australijczyku.:)

JL


Odprawa graniczna przebiegała sprawnie. Urzędnik imigracyjny otworzył paszport Krzysztofa na stronie z wizą, przybił stempel, uśmiechnął się i rzekł

- Wellcome to Australia Sir! - po rzekł[/i dwukropek, przed [i]Wellcome myślnik zamiast łącznika (podobnie jest przy wszystkich wypowiedziach w dialogach), po Australia przecinek.

Tam kompletowano grupę świeżo przybyłych imigrantów, która miała być odwieziona do ich pierwszego w Australii miejsca zakwaterowania. Powiedziano, że będzie to Endeavour Hostel w South Coogee. Był to nowo wybudowany obiekt należący do Departamentu Imigracji, położony nad oceanem. - drugie zdanie nie lepiej zapisać tak: Nowo wybudowany Endeavour Hostel, położony nad oceanem, należał do Departamentu Imigracji?


Jadąc mikrobusem do swojego miejsca zakwaterowania patrzył na typową dla miast australijskich niską zabudowę domów rodzinnych. - po zakwaterowania przecinek, po australijskich też by się przydał.


Architektura zmieniała się jednak przed oczami Krzysztofa. - jednak wyskoczyło jak Filip z konopii

Domy rodzinne u stóp wzgórza, na którym stał Endeavour Hostel, postawiono jakby w jednym czasie. Mogło to być nawet kilkadziesiąt lat wcześniej.- nie lepiej: Domy rodzinne u stóp wzgórza, na którym stał Endeavour Hostel, postawiono zapewne kilkadziesiąt lat wcześniej?

Kolor ścian zewnętrznych był jasno-brązowy - jasnobrązowy

Australia posiada swój własny aromat. - ma specyficzny zapach?

W lasach ta woń Australii trwa zawsze - ta woń utrzymuje się niezależnie od pory roku? trwa niezbyt udane

Swoją kwaterę Krzysztof dzielił z młodym Francuzem o imieniu Adrien. Tak byli obaj zakwaterowani. Tamten miał 23 lata, czarne włosy, jasną cerę, był dość wysoki i proporcjonalnie zbudowany. - skracaj fragmenty: Swoją kwaterę Krzysztof dzielił z Adrienem, młodym, czarnowłosym Francuzem, wysokim i proporcjonalnie zbudowanym.

Przywiózł ze swojego kraju zestaw wyprodukowanych przez siebie miedzianych naczyń, wyglądających jak amfory, takich wykonanych z cienkiej blachy na maszynie, która to wytłaczała w ruchu obrotowym. znów zbyt szczegółowo, czy coś daje ten ruch obrotowy maszyny?

Krzysztof zapisał się na zajęcia dzienne, bo chciał poświęcić temu dużo czasu. Nauka języka po przybyciu do Australii była dla niego priorytetem. - jw. nie lepiej: Krzysztof zapisał się na zajęcia dzienne. Nauka języka po przybyciu do Australii była priorytetem.

On był nauczycielem z zawodu, dobrze ułożonym zresztą, szczupłym mężczyzną. - zresztą źle ustawia akcenty w zdaniu, jest niepotrzebne

Ona o swoim zawodzie nie mówiła i była, wiadomo, gruba w trakcie ciąży i po urodzeniu. Marta, nieładna blondynka, bezpruderyjna w swoich wypowiedziach, to ta druga w ciąży, która też tam urodziła. za bardzo opis kobiet rozwleczony

On był rzeczywiście bez nałogów, poza tym wyglądał dobrze... - to, że był bez nałogów, wyglądało niedobrze :)?
Przemir dnia 19.04.2021 06:57
Dzięki Jacek,
nie nabyłem umiejętności bardziej właściwego użyciua klawiatury dla myślnika i łącznika, z użyciem tego samego przycisku. To co jest w tekście robi mi się samoczynnie, tak lub inaczej, kreska długa lub krótka. Mógłbyś podpowiedzieć jak to kontrolować?

Co do użycia dwukropka przed myślnikiem, w sytuacji przy wstawianiu monologu, byłem już poinstruowany przez kogoś, jakby ze znastwem, na tym lub innym forum, żeby tego nie robić. Ktoś mi tłumaczył, że te dwa, różne, znaki interpunkcyjne, wyrażają to samo. Wydaje mi się też, że wstawianie dwóch różnych znaków obok siebie (po sobie) jest niewłaściwe. Porady jakie na ten temat znalazłem pokazują same dialogi bez kontekstu lub inny rodzaj zdania przed wypowiedzią. Czy możesz powołać się na jakąś zasadę, wiarygodny przykład, w odniesieniu do tej swojej uwagi?

Australia posiada aromat czy zapach? Po przemyśleniu użyłem tego pierwszego słowa, bo „zapach” to wyraz słaby i banalny, a aromat bardziej wyszukany.

Pytanie, co daje ruch obrotowy wyoblarki, to tak samo jakby zapytać co daje ruch obrotowy tokarki lub frezarki. Byłoby nudne gdybym o tym pisał. Chciałem też z lekka wyjaśnić jak się to robi. Przecież nikt z szanownych użytkowników nie słyszał o wyoblaniu.

Nauka angielskiego po przybyciu do Australii nie była priorytetem dla każdego. Niektórzy go znali, inni uważali, że język sam przyjdzie. Dla Krzysztofa była najważniejsza.

Opisowi kobiet, tych dwóch na stołówce zalinkowanych przez Ciebie, poświęciłem po jednym zdaniu o średniej długości. Ciągle za dużo?

Zarzucano mi też, kiedyś, używanie ubogiego słownictwa. Stąd te moje niepotrzebne wstawki jak „jednak” i „zresztą”.

Cytat:
Jeśli w podobnym stylu jest utrzymana całość, to może być trudna do przełknięcia. Jest zapewne ciekawa dla osób, którzy mieli podobne koleje losu jak Autor, ale dla czytelnika zdecydowanie mniej. Trzeba skracać, wyrzucać niepotrzebne dla przebiegu akcji fragmenty. Wiem, że to bolesne, bo z reguły lubimy to, co piszemy.


Jakiej akcji, Jacek? Jeśli wyrzucić coś z tego, to chyba wszystko. Napisać inne, dynamiczne, opowiadanie. Dalej w treści mojego plotu jest dziewczyna z Peru. Miałem nawet wstawić Wam ten dalszy fragment, ale wydał mi się zbyt banalny. We wcześniejszej treści występowały kolejno cztery panie. To były zapiski jakby w formie wspomnień. Wiem, że tak pisać dla współczesnego czytelnika nie można. Jeśli w społeczeństwie nie czyta się nic, lub prawie nic, trudno dopasować treść do kogokolwiek. To jest opis pierwszych dni imigranta na Antypodach, takiego sponsorowanego przez rząd Australii. Wstawienie tam czegoś innego było by nienaturalne. To nie jest propozycja wydawnicza tylko próbka prozy. A, że się treść nie podoba, muszę się z tym pogodzić i żyć dalej.

Mam gotową, według mnie, pełnowymiarową, napisaną książkę. Tam bohater kręci się koło jednej sprawy i jest wysoce zmotywowany do tego co robi. Jej treść to głównie opis kilku tygodni z jego życia. Poza głównym wątkiem jest tam wszystko co potrzeba; dziewczyny, koledzy i trochę realiów z epoki. Rozumiem co to jest akcja. Tamtej książce brak znanego nazwiska. Najlepiej, gdyby były dwa znane, autora oraz głównego bohatera. Treść nie jest chyba też umieszczona we właściwym czasie, a może nawet nie na tej planecie.
Jacek Londyn dnia 19.04.2021 21:28
Dobry wieczór.

Dziś tylko o dwukropku i następującym po nim myślniku.

Napisałeś:

Co do użycia dwukropka przed myślnikiem, w sytuacji przy wstawianiu monologu, byłem już poinstruowany przez kogoś, jakby ze znastwem, na tym lub innym forum, żeby tego nie robić. Ktoś mi tłumaczył, że te dwa, różne, znaki interpunkcyjne, wyrażają to samo. Wydaje mi się też, że wstawianie dwóch różnych znaków obok siebie (po sobie) jest niewłaściwe. Porady jakie na ten temat znalazłem pokazują same dialogi bez kontekstu lub inny rodzaj zdania przed wypowiedzią. Czy możesz powołać się na jakąś zasadę, wiarygodny przykład, w odniesieniu do tej swojej uwagi?

Wróćmy do poniższego fragmentu:

Odprawa graniczna przebiegała sprawnie. Urzędnik imigracyjny otworzył paszport Krzysztofa na stronie z wizą, przybił stempel, uśmiechnął się i rzekł

- Wellcome to Australia Sir!


W takim zapisie jest przywoływana czyjaś wypowiedź, wskazuje na to zdecydowanie kończący zapowiedź czasownik rzekł. W takiej sytuacji po rzekł konieczny jest dwukropek.

Inaczej byłoby, gdybyś napisał tak:

Odprawa graniczna przebiegała sprawnie. Urzędnik imigracyjny otworzył paszport Krzysztofa na stronie z wizą, przybił stempel i uśmiechnął się.
- Wellcome to Australia, Sir! - po Australia przecinek

Pzdr
JL
Przemir dnia 20.04.2021 03:56
Jacek,
Cenię Twoją chęć pomocy, ale byłem wcześniej poinstruowany na przykładach takich jak Twój pierwszy. Ten bez kropki.

Pod poniższym adresem:
https://www.ortograf.pl/zasady-pisowni/myslnik-pauza-opis-zasady-uzycia#:~:text=W%20tek%C5%9Bcie%20my%C5%9Blnik%20pe%C5%82ni%20r%C3%B3%C5%BCne,refleksji%2C%20lub%20opuszczenie%20fragmentu%20tekstu.

Znalazłem taki tekst:
W przypadku zbiegu myślnika z innymi znakami interpunkcyjnymi:
• pomijamy przecinek przed myślnikiem,
• kropkę, wielokropek, pytajnik i wykrzyknik pozostawiamy.
Ani słowa o dwukropku.
*
To z Wiki:
zastępując powtarzany czasownik być[4], np.:
Jutro będę w Krakowie, pojutrze – w Kielcach, za tydzień – w Warszawie.

Nie jestem pewny czy to dobry przykład, ale tu, po dwukropku nie ma myślnika.
*
Słownik PWN pomija dwukropek w wyjaśnieniu. Czyżby to było zbyt oczywiste?
*
Jeszcze to:
Zasady stosowania innych znaków interpunkcyjnych obok myślnika:
przed myślnikiem należy pominąć przecinek,
przed myślnikiem należy pozostawić kropkę, pytajnik, wielokropek oraz wykrzyknik.

https://www.cognity.pl/myslnik-i-zasady-jego-stosowania,blog,345.html

Tu dwukropek znowu pominięty.
Sprawa nie jest, więc, jednoznaczna, raczej zero-jedynkowa. Nie natrafiłem na polskim Necie rozważania użycia myślnika po dwukropku. Wszystko wskazuje na to, że takie pisanie jest niewłaściwe. Co inni użytkownicy wiedzą o tym?

Co do sposobu drukowania myślnika, znalazłem wyjaśnienie na Necie. Jeszcze nie wypróbowałem.
Jacek Londyn dnia 20.04.2021 14:20
Dzień dobry, niedowiarku.

W Zasadach pisowni polskiej i interpunkcji ze słownikiem ortograficznym, Wrocław 1952 jest takie przykazanie: "Ponadto pauzę umieszcza się na początku zaczynanych od nowych wierszy powiedzeń osób, których rozmowa jest przytoczona".
Jako przykład podany jest fragment rozmowy z książki Jana Parandowskiego:

Ergoteles rzekł:
– To są konie sycylijskie.


To pisarz, który wiedział, co robi.

Tę zasadę stosuje się do dziś, wystarczy przejrzeć parę aktualnych pozycji.

Z językiem polskim jest dużo kłopotów, piszę o tym w moim najnowszym utworku pt. Co komu pisane, zamieszczonym w dziale prozy. :)

pzdr
JL
Przemir dnia 21.04.2021 10:54
Zapytałem jeszcze tu:

https://www.jezykowedylematy.pl/2018/.../?unapproved=209848&moderation-hash=2c1678f173809bac4b87325f918bff4c#comment-209848

Odpowiedź była:

Przy zapisie w formie dialogowej koniecznie z dwukropkiem.

Kończę, więc, ten temat.
valeria dnia 05.05.2021 07:44
cenny tekst, fajne.
Przemir dnia 06.05.2021 12:09
Valeria,
Też myślę, że cenny, bo kto z użytkowników tego portalu potrafi opisać realistycznie coś, co było 43 lata temu? Zaszokowałaś mnie jednak swoją wypowiedzią na tle innych, odmiennych.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Wiktor Orzel
23/07/2024 11:23
tutaj poprawnie będzie niczego niewarte Ten… »
mike17
20/07/2024 17:15
Jarku, dobra mineta nie jest zła i warto ją uskuteczniać :)»
Jaaga
20/07/2024 09:12
Cóż, egzystencja jesiennej muchy nie do pozazdroszczenia.… »
Jaaga
20/07/2024 09:07
Berele, twój komentarz jest sam w sobie czymś pięknym dla… »
Berele
20/07/2024 08:30
Muszę się przyznać do tego, że z wielką przyjemnością… »
Berele
20/07/2024 08:13
Bardzo ładne "Czy pewnego razu nie wystygnie,"… »
Berele
20/07/2024 07:54
Jest to wiersz z pomysłem i ma bardzo klarowny, mądry wyraz.… »
Yaro
19/07/2024 21:39
Jesteś wybitnie stary doskonały:) Sztuka minety jak sztuka… »
Dar
18/07/2024 19:50
Kiedy pojawia się strach dobrze mieć wsparcie ze strony… »
mike17
18/07/2024 19:44
Sztuka robienia dobrej minety to już wyżyny. Oralny Bill… »
mike17
18/07/2024 19:35
Skroplami, lubię wzruszać i spełniam się w tym. co więcej,… »
Dar
18/07/2024 18:58
Jeśli erotyka jest powiązana z językiem miłości to wywołuje… »
Jaaga
18/07/2024 17:56
Dla mnie jest to wiersz erotyczny i podoba mi się.… »
Jaaga
18/07/2024 17:26
Dla mnie świetne. Perspektywy, rozwój, potem upadek. Co… »
Jaaga
18/07/2024 16:22
Bardzo dziękuję skroplami za pochylenie się nad moim… »
ShoutBox
  • Gramofon
  • 19/07/2024 19:56
  • Dziękuję bardzo Jago, a jakby ktoś nie chciał oglądać na facebooku to jest też już na youtube [link]
  • Jaaga
  • 19/07/2024 14:37
  • Powiem, Gramofon, że poeta jesteś pełną gębą i zaczynasz, jak nie przymierzając, Charles Bukowski, on też był listonoszem. Zrobił na mnie wrażenie zwłaszcza wiersz o dociskaniu. Pozdrawiam
  • Gramofon
  • 18/07/2024 17:51
  • Poproszę o feedback bo znajomi to wiadomo, poklepują po plecach :)
  • Jaaga
  • 18/07/2024 17:32
  • Gramofon, właśnie słucham jak czytasz.
  • Gramofon
  • 18/07/2024 16:44
  • siemanderrro. Jakby ktoś chciał posłuchać jak czytam wiersze i to przedpremierowo przy akompaniamencie gitary to zapraszam [link]
  • Jaaga
  • 18/07/2024 16:38
  • Zapraszam też do siebie, przygotowałam kilka nowych rzeczy, mam nadzieję, że się spodobają i porządnie je skomentujecie. Kształtuję się pod waszym okiem.
  • Jaaga
  • 18/07/2024 16:34
  • Po długiej nieobecności witam Wszystkich. Zaraz kogoś skomentuję. Już dawno nie miałam czasu, żeby tak sobie usiąść i poczytać.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty