Właściwą drogą - pawel83
Proza » Długie Opowiadania » Właściwą drogą
A A A

Właściwą drogą
Był ciepły wiosenny poranek. Obudziłem się w dusznym mieszkaniu, gdzie
przez kilka godzin snu leżałem nie mogąc dojść do przytomności. Po całonocnej
imprezie, wychodząc nikt nie wpadł na pomysł, by otworzy ć na koniec okno i
wywietrzyć zapach dymu z papierosów oraz zwietrzałego alkoholu. Wyszedłem
na zewnątrz, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Po chwili zacząłem szukać
najbliższego otwartego sklepu , żeby kupić coś na zapicie tzw. kaca. No i stało
się: cel namierzony, towar wybrany , kasa na ladę i powrót do mieszkania.
Wróciłem lekko ocucony , usiadłem na skraju łóżka i zacząłem analizować
sytuację. Z imprezy mało pamiętałem. Zacząłem robić rachunek sumienia z
dotychczasowego życia: 28 lat na karku, 2 stanowiska za mną , jeden nieudany
związek , niewiele pieniędzy na koncie oraz w kieszeni. W dodatku zapowiadała
się kolejna redukcja w firmie. U przyjaciół nie miałem co szukać pomocy, bo
najwierniejsi kumple mieli jeden cel: zaliczyć jak najwięcej imprez.
Trochę lat minęło od mojego wejścia na parkiet biznesu, a już byłem lekko
podniszczonym chłopakiem , który uskarżał się na kaszel nikotynowy, migrenę ,
uzależnienie od alkoholu i małą nadwagę. Na sport nie było czasu . Jednym
słowem nie wspinałem się po spirali wzrostu, lecz jechałem po niej równo w
dół.
Pomyślałem, że będzie ciężko odkopać się z dołka, który raz za razem
zasypywał się coraz większymi bruzdami. Nie miałem wyjścia, musiałem
podjąć próbę, bo inaczej sam wykopie sobie grób i nawet nie będzie miał mnie
kto pochować. Któż by chciał zawracać sobie głowę czyimś nieszczęściem.
Przecież ważniejsze są pieniądze i dążenie do jak największego przepychu i
dobrobytu.
Zacząłem od sprzątania, co okazało się nie takie proste. Straty można było
liczyć w setkach. Na początek zapowiadała się wymiana dywanu , który był cały
poplamiony i powycierany. Zasłony w oknach nie miały racji już tam wisieć z
powodu powypalanych dziur. Kanapa rozdarta, ściany pobrudzone. Jednym
słowem , nie warto organizować imprez, na które nie wiesz do końca kto
przyjdzie. Tym nie znajomym nie zależy na twoim dobytku, tylko na tym żeby
się wyszaleć, a reszta towarzystwa i tak po kilku głębszych nie zwraca do końca
uwagi na to co robi i co się wokoło dzieje. Z racji tego, że w kieszeni nie było
nad stanu gotówki najprostszym sposobem było wszystko wynieść do piwnicy i
pozostawić to co było jeszcze zdatne do użytku. I tak też uczyniłem. Po
wstępnym sprzątaniu nie miałem wiele sił, więc postanowiłem trochę się
zdrzemnąć, by w ogóle móc jakoś funkcjonować. Przecież następnego dnia
czekał mnie dzień w pracy.
Minął cały dzień i noc, aż w końcu obudziłem się nad ranem, by wstać i
stwierdzić, że na mnie też już pora, by opuścić lokal. Zamówiłem taksówkę i
wyszedłem z miejsca, które od kilkudziesięciu godzin już nie przypominało
miejsca mojego zamieszkania.
Dojechałem. Drzwi windy otworzyły się na czwartym piętrze i pierwsze co
zobaczyłem to dziesiątki uśmiechów za którymi kryły się słowa: wow, ale
balanga. No tak, niczego innego nie mogłem się spodziewać. Przeszedłem przez
korytarz pełen gapiów, gdzie kilku gości na pokrzepienie poklepało mnie po
plecach i wszedłem do biura.
Na stole leżała sterta papierów, na widok których chciałem uciec. No ale cóż jak
trzeba to trzeba. Powoli zacząłem przewracać dokumenty, kiedy wszedł do
gabinetu mój kolega z działu i ochoczo zaczął mi opowiadać relacje z imprezy.
Na koniec dodał, że szkoda, że mnie większość ominęła, co uzasadnił utratą
mojej świadomości spowodowanej wypiciem zbyt dużej dawki alkoholu. Super
pomyślałem, w pracy jestem przez jakiś czas spalony. Tak też siedząc przyszła
pora lunchu, którą spożytkowałem na przekąskę i odpoczynek, a po drugiej
części dnia w pracy wróciłem do mieszkania kupując po drodze prowiant .
Minęły jakieś dwa miesiące zanim emocje po imprezie opadły i można było
sobie znów patrzeć prosto w oczy nie rozpamiętując tamtych zdarzeń.
Po pół roku wszystko wróciło do normy, nikt o niczym już nie pamiętał.
Pewnego dnia gdy leżałem wieczorem na łóżku naszła mnie ochota, na
przyrządzenie sobie smacznego dania .W tym celu ubrałem się i wyszedłem do
pobliskiego sklepu. Gdy już byłem na miejscu, wybierając produkty usłyszałem
za plecami ciche szepty połączone z uśmiechami. Odwróciłem się lekko trącając
jak się później okazało jedną z dziewczyn, przez co upuściła torebkę.
Bardzo przepraszam powiedziałem, a gdy oboje schyliliśmy się by podnieść to
co leżało na podłodze nasze uśmiechy się spotkały.
Po chwili ona zaczęła:
- hej czy to nie ty zrobiłeś jakiś czas temu tą imprezę na naszym osiedlu o której
było tak głośno ...
- być może. Odpowiedziałem.
Owa nieznajoma w kilku zdaniach opowiedziała mi, że to właśnie do niej w
czasie mej trzeźwej postawy podczas wspólnej zabawy skierowane były moje
intencje.
O naprawdę. Powiedziałem ze zdziwieniem.
Nie było czasu na jakieś dłuższe rozmowy, więc zaproponowałem byśmy
spotkali się w piątkowy wieczór w kafejce nieopodal i razem pośmiali się z
zaistniałej sytuacji jaka miała miejsce w moim mieszkaniu. Zgodziła się, więc
byliśmy umówieni.
Dokończyłem zakupy i wróciłem do siebie. Przyrządzając kolacje
rozpamiętywałem spotkanie nie mogąc sobie przypomnieć co mogło wydarzyć
się pomiędzy mną a nią na imprezie, tym bardziej, że w ogóle jej nie znałem.
No, ale cóż, sprawę trzeba było wyjaśnić, poza tym owa nieznajoma wydała się
sympatyczną osobą i w dodatku miała w sobie dużo wdzięku co sprawiło, że nie
potraktowałem jej obojętnie.
W pracy trzy kolejne dni minęły prawie w samotności poza tym, że co jakiś czas
ktoś przychodził i podrzucał nową stertę papierów do wypełnienia i podpisania.
Kawa, herbata , ciasteczka i dzień mijał. W porze lunchu zanurzałem się w
rozmyśleniach o napotkanej nieznajomej. Próbowałem sobie przypomnieć i
wyjaśnić powód dla którego tak dobrze mnie zapamiętała. Piątkowe popołudnie
miało wiele wyjaśnić, więc im bliżej do spotkania, tym bardziej się
niecierpliwiłem.
Dzień w którym mieliśmy się spotkać zaczął się raczej optymistycznie. Starałem
się wszystkich unikać, by czasem nikt nie popsuł mi dobrego nastroju.
Minęła czwarta, koniec tygodnia za biurkiem. Została tylko droga do domu, i
pora, by wybrać się na spotkanie w umówione miejsce. Tak też się stało.
Wyszedłszy z mieszkania lekkim spacerowym krokiem, zacząłem się
zastanawiać o czym mógłbym z nią porozmawiać, ale postanowiłem, że nie
będę niczego planował, a wszystko czyli przebieg naszej rozmowy i całego
spotkania pozostawię do swobodnego, naturalnego rozwoju.
Gdy już dotarłem na miejsce i znalazłem się w pobliżu kafejki w której byliśmy
umówieni, zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu nowo poznanej znajomej.
Znalezienie jej wzrokiem nie przyprawiło mi większego problemu, z uwagi na
to, że uczesana była w charakterystyczny sposób. Miała krótkie wymodelowane
ciemne włosy, co usposabiało ją na dość dojrzałą kobietę, której niewinności
doprawiały łagodne rysy twarzy świadczące o tym, że jest jeszcze w młodym
wieku. Wyglądała oszałamiająco. Miała na sobie jasno beżową obcisłą sukienkę,
która podkreślała jej nienaganną figurę. Nie spuszczając jej z wzroku, ochoczo
do niej podszedłem i bez wahania wyciągnąłem rękę na powitanie.
Na jej twarzy najpierw pojawił się sympatyczny uśmiech, po czym
odwzajemniła gest podając mi rękę. Złożyło się tak, że uścisk naszych dłoni
potrwał trochę dłużej niż można było się spodziewać, co przemawiało za tym, że
raczej oboje jesteśmy zadowoleni ze spotkania. Insynuując małe zakłopotanie,
pochyliłem głowę, potarłem policzek i powiedziałem:
- no cóż, skoro już doszło do spotkania między nami, to może usiądziemy przy
stoliku i czegoś się napijemy...
- chętnie powiedziała , po czym poprosiłem ją do najdalszego stolika pod
parasolem, wysunąłem po dżentelmeńsku jej fotel i poprosiłem, by usiadła.
Jej zgrabne ciało spoczęło wygodnie, po czym uczyniłem podobnie .
Przez chwile zapadła cisza, gdy nagle podeszła do nas kelnerka i podała karty z
menu. Zamówiliśmy zgodnie po filiżance kawy, pewnie dla tego, by na wstępie
odświeżyć sobie pamięć oraz dwa pucharki lodów. Oboje wybraliśmy
śmietankowo-czekoladowe, z tym że moja nowo poznana koleżanka poprosiła
jeszcze o posypkę i bitą śmietanę. Początkowo bardziej byliśmy zajęci
delektowaniem się pysznym deserem, w którego trakcie jako pierwszy
przeszedłem do rozmowy pytając:
- więc powiedz mi jak możesz, jak to się stało, że w ogóle mogliśmy się tu
spotkać. Wspomniałaś na początku o imprezie u mnie, a ja jakoś nie mogę cię
skojarzyć, bym cię zapraszał.
- To stało się tak szybko. Powiedziała.
Wracałeś wtedy ze sklepu i po drodze przechodząc obok, trąciłeś mnie na
chodniku . Uśmiechając się powiedziałeś , że bardzo przepraszasz i że
wynagrodziłbyś mi to butelką martini, gdybyś mógł. Na co ja wyciągnęłam ową
butelkę z mojej zakupowej torby i powiedziałam , że właśnie się tak składa, że
miałam w planach z koleżanką spędzić w ten sposób wieczór. Wtedy
zaproponowałeś, byśmy dołączyły do ciebie i twojej paczki przyjaciół u ciebie. I
tak znaleźliśmy się wszyscy razem.
Podparłem podbródek na dłoniach opartych na kawiarnianym stoliku i
powiedziałem: no tak, uśmiechając się...
Szybko zorientowałem się, że jednak nic nie pamiętam z dalszego rozwoju
wydarzeń, wiec powiedziałem: Wiesz, bardzo przepraszam, że nie mogłem się
tobą należycie zająć na imprezie, ale byłem bardzo zajęty organizacją i
pilnowaniem porządku, stąd pewnie powód dlaczego nie mogliśmy się lepiej
poznać.
Wtedy usłyszałem cichy śmiech, który wprowadził mnie w lekkie
zdezorientowanie.
Nie to nie tak, powiedziała.
Powodem dla którego nie mogliśmy się bliżej spotkać, był twój kolega, który
postanowił, że chce się z tobą sprawdzić w ilości wypitych shootów. I w ten
sposób z chwili na chwile zaczęliśmy się z sobą oddalać, aż w końcu kontakt z
tobą zanikł.
Na jej twarzy pozostał uśmiech, a na mojej grymas i zakłopotanie.
Wiesz, bardzo przepraszam - powiedziałem bez wahania. To działo się tak
szybko. Chodziło o to że impreza była inauguracją nowego sezonu
football'owego i nawet nie było chwili, by się nad czymś zastanowić. Wszyscy
byli zachwyceni nadchodzącymi rozgrywkami.
Pewnie gdyby zastały nas inne okoliczności zajął bym się całą organizacją
inaczej, a na pewno nie pominął bym znajomości z tak sympatyczną osobą jak
ty.
Football, powiedziała z uśmiechem, dodając jeszcze że to domena mężczyzn.
No ale cóż skoro udało nam się spotkać w nieco innych okolicznościach, to
możemy jakoś bliżej się poznać.
Nie oponowałem, bardzo chętnie odpowiedziałem, co polepszyło mój nastrój,
gdyż wiedziałem, że owo spotkanie można zaliczyć w jakimś procencie za
udane. Przecież zasugerowała, że jest mną zainteresowana. Pytanie pozostawało,
w jakim celu. No ale szybko się tego nie dowiem, zanim nie wybadam dobrze
sytuacji. Postanowiłem , że to ja pierwszy opowiem o sobie.
Przyjechałem tu z nadmorskiej miejscowości jak można się domyślać za pracą.
Jak każdy młody człowiek chciałbym się trochę dorobić na starość,
powiedziałem.
O to ciekawe odpowiedziała. Ja mieszkam tu od dziecka z rodzicami. Po
studiach zaczęłam pracę i staram się prowadzić normalne życie kobiety w moim
wieku.
Nie pytałem ile ma lat, bynajmniej nie interesowały mnie liczby. Jej wygląd
odpowiadał na moje pytanie. Była schludną , zadbaną i piękną osobą.
W dalszej rozmowie wynikło to czym się interesuje i jak spędza wolne
chwile. Powiedziała, że ma przyjaciółkę, z którą jest bardzo zżyta. Podobno
lubią razem przesiadywać w kawiarni oraz obserwować gwiazdy nocą na
balkonie. Obie pasjonują się czytaniem książek.
Teraz to na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Była romantyczką. Super jak na
początek, pomyślałem.
W odpowiedzi zacząłem dalej kontynuować opowieść o mnie:
Dostałem tutaj mieszkanie od rodziców, które postanowiłem spłacać, by móc
zacząć samodzielne żyć. Wiesz jak to w życiu, dodałem. Raz jest lepiej, a raz
gorzej.
Z naszej rozmowy wynikały raczej pobieżne jak na razie informacje o nas, choć
widać było po obojgu, że jest coś co nie daję nam spokoju.
Pośmialiśmy się trochę z sytuacji zaistniałej na imprezie. Opowiedziała mi jej
przebieg. Ponoć wszyscy dobrze się bawili i nie było nawet zbyt głośno, co
mnie bardzo ucieszyło z tej racji, że nie musiałem wstydzić się sąsiadów.
Dochodził wieczór, oboje byliśmy chyba raczej zadowoleni ze spotkania. Na
koniec zapytałem czy istniała by szansa, by dała mi swój adres email, byśmy
mogli podtrzymać naszą znajomość i czasami sobie porozmawiać. Bez wahania
podyktowała adres, który zapisałem na serwetce. Ona uczyniła podobnie, a
wszystko zakończyło się głębokim spojrzeniem prosto w oczy. Na razie nie
mogliśmy sobie nic obiecywać, ale przynajmniej miło spędziliśmy razem
popołudnie.
Po chwili namysłu odruchowo wstaliśmy od stolika, a w geście udanego
spotkania i podaliśmy sobie rękę. W owym uścisku była zawarta tajemnica. Czy
było to pożegnanie czy przywitanie.
Dziękuję odpowiedziała, napisz do mnie jak chcesz. Z uśmiechem machnęła
ręką na pożegnanie. Odchodząc spojrzała jeszcze raz z uśmiechem.
Ja odruchowo podszedłem do kawiarnianego baru w celu uiszczenia zapłaty za
poczęstunek, po czym skierowałem się w stronę mojego mieszkania.
Dochodził późny wieczór, leżałem na kanapie rozmyślając o nowo poznanej
znajomej. Zanim się zorientowałem, zapadł zmrok a ja zasnąłem. Nie zdążyłem
się nawet przebrać.
Kolejne dni w pracy mijały raczej w ponurym nastroju, aż do momentu kiedy
pewnego dnia w firmie podniósł się rumor. Pomiędzy boksami w głównej sali
zaczęła chodzić sekretarka szefa i roznosić pliki dokumentów. Wszyscy byli
raczej mało zadowoleni z nadmiaru pracy i szybko się poirytowali. Nagle
zapukała do mojego gabinetu i powiedziała:
Przepraszam.
Na moim biurku wylądowała sterta papierów , podobnie jak na biurkach
kolegów z pracy. Wziąłem je do ręki i przeczytałem pierwszy akapit.
Zwolnienie z pracy z trzy miesięcznym wypowiedzeniem, czyli redukcja
stanowisk z powodu nie rentowności inwestycji jaką podejmowało
przedsiębiorstwo. Dołączone były także warunki odstąpienia od dalszej
współpracy, które zapewniały sześciomiesięczną odprawę.
Padło również na mnie. Nie wydusiłem z siebie ani słowa, a wyraz mojej twarzy
przypominał raczej minę pokrzywdzonego małego dziecka. Nawet nie było do
kogo się odwołać. Po całym zajściu wszyscy spojrzeli w stronę wyjścia na szefa,
który wolał nie patrzyć nikomu od razu w oczy i opuścił budynek w celu
uniknięcia niepotrzebnej konfrontacji. Razem z kolegami spotkaliśmy się w
głównym holu, by omówić sytuację. Nikt z nas nie wymyślił w jaki sposób
można by odwrócić sytuację, więc postanowiliśmy, że rozejdziemy się do
swoich domów. W kilka dni potem wróciliśmy, by uprzątnąć stanowiska i
zabrać swoje rzeczy z pracy.
Pod koniec tygodnia w firmie zostały tylko szczątkowe jednostki,
wydobywające z szuflad resztki przydatnych rzeczy, które były potrzebne
podczas pełnienia obowiązków.
Gdy wziąłem swoje przybory włożone do pudła i miałem opuszczać dawne
miejsce, podszedł do mnie jeden z kolegów i zaproponował, byśmy dalej
utrzymywali relacje. Łączyły nas zażyłe chwile podczas wspólnie oglądanych
meczów w pubie, do którego chodziliśmy po całym tygodniu pracy, by znaleźć
ujście emocji, które w nas drzemały.
Z chęcią będę się jeszcze w miarę możliwości z tobą widywał i jeśli będzie
można kibicował naszej drużynie, powiedziałem.
Na tym rozmowy się zakończyły , a ja powolnym krokiem wypełzłem z na
zewnątrz.
Jedynym sposobem, by zabrać się z pod siedziby firmy było zamówienie
taksówki, więc tak też uczyniłem. Kierowca podwiózł mnie pod budynek w
którym zlokalizowane było moje mieszkanie. Zapłaciłem i wdrapałem się ze
stertą rzeczy na górę, by je rozpakować i co gorsza zacząć planować dalsze
życie co do którego jak na razie nie miałem żadnej koncepcji. Minęło
popołudnie, zapadł wieczór i noc. Ze zmęczenia i frustracji nie wiele
wymyśliłem tylko poszedłem spać nie planując nawet kolejnego dnia. Po prostu
nie było takiej potrzeby, nigdzie jak na razie mi się nie spieszyło.
Kilku miesięczna odprawa zapewniała mi przeżycie przez krótki okres, poza
tym miałem odłożone parę tysięcy na nieprzewidziane okoliczności. Musiałem
przedsięwziąć działania, które zapewniłyby mi dalsze spokojne życie. Co gorsza
mój stan zdrowia wcale się nie polepszał. Kaszel coraz bardziej doskwierał, a
kilogramy zbędnej masy ciążyły coraz bardziej. W wyobraźni, aż huczał do
mnie wykrzyknik. Ogarnij się!
I tak też trzeba było na początku uczynić. Po kilku dniach namysłu
postanowiłem spróbować plastrów antynikotynowych, które kupiłem w aptece.
Jeszcze nie miałem wyrobionego zdania na temat tej metody zapobiegania
uzależnienia od papierosów, no ale cóż, albo ja albo one. W ten właśnie sposób
chodziłem całymi dniami z plasterkiem naklejonym na ramieniu. Nie wiem czy
to działało naprawdę, ale w każdym bądź razie efekt placebo wywołany tym
sposobem leczenia sprawiał, że rzeczywiście po papierosy nie chciało mi się
sięgać. Zastanawiałem się tylko jak długo wytrzymam. No ale jakoś się
udawało. Z dnia na dzień zapach nikotyny z mojego ciała powoli znikał, co
sprawiło, że czułem się bardziej świeżo, a satysfakcja z osiągniętego małego
sukcesu sprawiała, że przynajmniej na tym polu byłem częściowo wygrany.
Potrzeba było tylko konsekwentnie wytrwać w postanowieniu abstynencji.
Dni mozolnie mijały, zajęcia poza domem nie było, więc dopadała mnie zwykła
szara codzienność. Na początku po kilku latach pracy bardzo mi to
przeszkadzało. Przyzwyczajony byłem do codziennych obowiązków, które były
moim motorem napędowym i dawały szanse na w miarę stabilną egzystencje.
Pozytywnym aspektem utraty pracy był fakt, że przestaliśmy imprezować razem
z kumplami, co pozwoliło mi odpocząć od alkoholowych maratonów, które w
przypadku zatrudnienia w miejscu gdzie wszyscy byli mniej więcej zrównani
wiekiem zapewniały lepsze relacje. Dzięki temu mogłem jeszcze zaoszczędzić
na proszkach od bólu głowy, które teraz leżały w szafce w łazience na wypadek,
gdyby trzeba było leczyć kaca i migrenę po imprezach. O zabawie można było
zapomnieć, przynajmniej u mnie.
Nie bardzo wiedziałem od czego mam zacząć dalsze życie. Do głowy
przychodziło mi to, żeby zacząć od siebie, własnego mieszkania no i oczywiście
od szukania nowej pracy. Bez tego nie było mowy o dalszych planach.
Resztę pieniędzy postanowiłem wydać na naprawę wyrządzonych szkód jakie
miały miejsce w tym roku, które były spowodowane „poluzowaniem cugli”.
Zakupiłem nowy dywan, zamiast zasłon zainstalowałem rolety, odmalowałem
ściany. Nawet kwiaty kupiłem do wewnątrz, żeby przyjemniej się zrobiło.
W tak odświeżonym lokum mogłem przejść do w miarę normalnego
funkcjonowania.
Z czasem gdy mijały kolejne dni, coraz bardziej zaczynało mi brakować
znajomych z którymi mogłem się razem pośmiać i pożartować. Nikt do mnie się
nie odezwał co potraktowałem w ten sposób, że pewnie starzy przyjaciele są
zajęci nowym, pewnie lepszym życiem. Od dłuższego czasu byłem i czułem się
samotny.
Wolne chwile od codziennych obowiązków spędzałem na oglądaniu filmów i
przyrządzaniu wykwintnych posiłków za którymi tak bardzo tęskniłem, a na
które miałem teraz czas je przyrządzić. Od alkoholu ostatnimi czasy stroniłem.
Nie miałem ochoty. Chciałem trwać w trzeźwości, poza tym nie było
towarzystwa do picia.
Mijał dzień za dniem , a mi coraz bardziej czegoś brakowało.
Z troski i przyzwoitości postanowiłem, że zatelefonuję do rodziców i zapytam
jak się miewają. Z rozmowy wynikło , że tata z mamą są pochłonięci jedną ze
swoich pasji czyli uprawianiem ogrodu. Ulubionym zajęciem mamy w owym
miejscu była hodowla kwiatów, tata zaś zajmował zwykłymi czynnościami
dotyczącymi utrzymania terenu w należytym porządku, co sprawiało, że czuł się
szczęśliwy. Od dłuższego czasu miał zwyczaj mawiać, że człowiek dopiero
dobrze się czuję, gdy może zająć się częścią swojego życia, z którą jest
nieodłącznie związany, co w tym przypadku stanowiło miejsce ich wspólnego
odpoczynku. Zdrowie im dopisywało, więc tym bardziej byłem spokojny. Jak
przystało na okoliczności, nie obyło się bez pytań o wydolność finansową z
mojej strony, czy aby na pewno nie mają o co się martwić i czy regularnie
uprawiam sport dla zachowania zdrowia i dobrej kondycji. Postanowiłem, że nie
będę przyprawiał im zmartwień i zapewniłem, że mogą być spokojni. Nie
wszystko to co powiedziałem było prawdą, ale stwierdziłem, że nie mogę
dodatkowo obciążać innych swoimi troskami i sam muszę poradzić sobie z
pojawiającymi się problemami. Pozdrowiliśmy się serdecznie i na tym rozmowa
się skończyła. Odczułem ulgę spełniając jeden ze swoich obowiązków
utrzymując dobrą relacje z najbliższymi, lecz fakt, że nie wszystko o czym
poinformowałem było prawdą przysparzał mnie o nie najlepsze samopoczucie.
Między obowiązkami dnia codziennego porządkowałem rzeczy osobiste.
Sięgnąłem również do mojej garderoby i natknąłem się sterty starych, lecz nie
do końca jeszcze zużytych ubrań. Niektóre z nich były prawie nie noszone, a
jakoś i wykonanie nie odbiegała od teraźniejszych trendów mody. Były
wśród nich spodnie , koszule, swetry, t-shirty i inne. Przymierzając,
zorientowałem się, że rozmiarowo pasują jeszcze do mnie, przez co pojawił się
uśmiech na mojej twarzy, gdyż pozwoli mi to zaoszczędzić. Jak się okazało
później, stare ubrania które miałem na sobie, przypominały mi wiele sytuacji z
nimi związanych, co pozwoliło mi poczuć się przynajmniej o kilka lat młodziej.
Zyskałem na samopoczuciu, które stanowczo się poprawiło , gdyż nie musiałem
przez chwile zamartwiać się nad zaistniałą sytuacją finansową. A to już bardzo
dużo, poczuć ulgę od trapiących problemów.
Z dnia na dzień zaczynało do mnie docierać czego brakowało mi najbardziej.
Byli to koledzy i koleżanki z którymi spędzałem większość mojego czasu w
pracy i poza nią. Sytuacja spowodowała, że nie było większych możliwości, by
na razie się widywać. Pogodziłem się z tym przechodząc do codziennego życia.
Pewnego dnia, gdy kończyłem popołudniowy lunch pobrudziłem sobie koszulę
sosem. Sięgnąłem po serwetkę i zanim ją użyłem, dostrzegłem, że jest coś na
niej napisane. Był to adres email nowo poznanej znajomej, który zapisałem
podczas wspólnego odpoczynku przy kawie i lodach w kawiarni. Pierwsze o
czym pomyślałem to wrażenie jakie na mnie wywarła. Podpowiedziało mi to, że
nie warto robić niczego pochopnie. Była to szansa na kontynuowanie
znajomości.
Po pierwsze nad czym zacząłem się zastanawiać, to oczekiwania od naszej
znajomości. Skoro brakowało mi koleżeństwa i wspólnego przebywania ze sobą,
odpowiedź była jedna. Przyjaźń. To mogło skorygować mój nastrój i całą
sytuację w której się znalazłem. Chciałem mieć kogoś z kim mógłbym
porozmawiać i wspólnie spędzać chwile w ciekawy sposób. Marzyło mi się
wspólne oglądanie filmów, wieczorne spacery i wypady poza miasto, by móc
napawać się pięknem przyrody. Przedstawione walory to bardzo dużo jak na
początek, więc nie było łatwo zebrać się w sobie do pierwszego kroku jakim
było wysłanie wiadomości. W snuciu owych planów zaczęło rodzic się we mnie
coś wyjątkowego. Było to uczucie, którego jeszcze nie potrafiłem nazwać.
Na wstępie musiałem zrewidować na co mnie stać i do czego jestem zdolny
posuwając się do ewentualnego spotkania. Mogłem zaprosić ją do siebie na
kilka filmów, które pomogły by zapełnić czas. W grę wchodziło również
wspólne gotowanie, spacer, no i oczywiście kolacja, ale do tego wariantu sięgnął
bym w ostatniej kolejności. Zbyt szybkie posuwanie się na przód mogłoby
skończyć się równie szybkim zniechęceniem. Wyjścia na zewnątrz mogłem
raczej sobie odpuścić z powodu małej ilości gotówki, która była mi potrzebna
do przeżycia.
Przyszła pora na przyjrzenie się bliżej sobie, na to czy byłbym dla niej
interesującą osobą. Jeśli chodzi o powierzchowność, mam tu na myśli ubranie,
to raczej o to bym się nie martwił. Lata pracy zobowiązywały mnie do tego, by
zawsze nienagannie wyglądać. Gorzej było jeśli chodzi o to co pod nim się
kryło. Miałem jakieś piętnaście kilo nadwagi i „małą oponkę”. Ogólnie lekko
otłuszczone ciało. Nie za bardzo mi to pasowało, ponieważ mogło by to w
końcowym rezultacie zaważyć na naszej relacji.
Z tego właśnie powodu postanowiłem, że zacznę uprawiać poranny jogging, by
zadbać o fizyczną stronę mojej osoby. Z tak przygotowanym planem byłem w
stanie za jakiś czas napisać pierwszą wiadomość i zapytać się, czy jeszcze mnie
pamięta.
7:30 rano, właśnie wróciłem z rannego biegania. Pół godziny truchtu sprawiło,
że poczułem się trochę lepiej. Szybki prysznic, porządki i planowanie reszty
dnia, które skupiało się na przygotowaniu posiłków i zagospodarowaniu czasu
wolnego. Tak mijał dzień za dniem. Codzienny ruch sprawiał mi satysfakcje
polegającą na konsekwencji postanowienia, za czym szła nadzieja na
polepszenie zdrowia, kondycji i wyglądu, na którym bardzo mi zależało.
Wieczorami oglądałem filmy, głównie komedie i romanse. Uważałem, że dobry
nastrój to podstawa udanych relacji jak i własnego samopoczucia.
Po pół roku przyszła pora na zweryfikowanie treningu. Okazało się, że udało mi
się schudnąć około 10 kg, co dodało mi jeszcze większej motywacji. Do tego
wszystkiego dołączyłem gimnastykę, by zadbać o sprawność. Wszystko było na
dobrej drodze, by spełnić postanowienie odnowienia znajomości.
Pozostawał jeszcze jeden problem. Z dnia na dzień ubywało pieniędzy na karcie
i w portfelu. Odłożonych zasobów na wypadek sytuacji alarmowej, nie mogłem
ruszać, bo „podciął bym gałąź, na której siedziałem”. Postanowiłem, że z
biegiem kolejnych dni, zacznę przeglądać ogłoszenia o pracę i będę próbował
znaleźć coś dla siebie.
Minęło kolejnych kilka dni, a ja snułem w głowie treść wiadomości, którą
miałbym napisać.
Gdy już doszło co do czego, w emailu zawarłem przeprosiny za to, że przez
długi czas się nie odzywałem, co uzasadniłem porządkowaniem życia.
Zapytałem czy jeszcze mnie pamięta i co u niej słychać.
Ze zniecierpliwieniem czekałem na odzew. Wiedziałem, że jeśli będzie jej
zależeć na znajomości, nie odpisze od razu, tylko przemyśli, by tak jak ja
pochopnie nie napisać czegoś nie potrzebnego.
Po dwóch dniach sprawdziłem skrzynkę i znalazłem tam wiadomość zwrotną,
której treść była następująca:
- cześć, szkoda, że tak długo zwlekałeś z odezwaniem się do mnie. U mnie na
razie ok. Mam wolne od pracy, więc postanowiłam zająć się trochę sobą i
rodziną.
Ja również nie odpisałem od razu. Chciałem potrzymać ją trochę w niepewności,
by w naszej relacji pojawiło się trochę emocji.
Nazajutrz odpisałem, że cieszę się, że mamy ze sobą kontakt i zapytałem, czy
skoro ma wolne, to czy dała by się namówić na jakiś spacer. Było lato, a to
sprzyjało wieczornym spotkaniom na powietrzu.
Ku zaskoczeniu, po dwóch godzinach otrzymałem email następującej treści:
- Bardzo chętnie, mam czas w piątek po południu, jeśli ci pasuję to napisz gdzie
i o której możemy się spotkać.
Konwersacja nabrała tempa, więc bez chwili namysłu, gdy tylko otrzymałem
wiadomość, odpisałem, że dobrą porą była by godzina 18:00, a jako miejsce
wskazałem ławkę w osiedlowym parku przy fontannie.
W odpowiedzi napisała: Jesteśmy umówieni.
W ten sposób zakończyliśmy naszą rozmowę, a ja poczułem falę
przypływającego ciepła, która oznaczała, że to wszystko chyba nie jest mi
obojętne.
Mieliśmy oboje dwa dni do spotkania, więc można było zacząć przygotowania.
W moim przypadku nie obyło się bez ewentualnego przygotowania mieszkania,
gdyby spotkanie miało się tu zakończyć. Posprzątałem, zaopatrzyłem się w
niezbędne składniki do przygotowania kolacji, choć nie tak chciałem, żeby to się
potoczyło. No, ale trzeba być na wszystko przygotowanym. W dniu kiedy oboje
mieliśmy się zobaczyć, przygotowałem sobie świeże, uprasowane ubranie i
czekałem do wyznaczonej pory. Piętnaście minut przed czasem, wyszedłem, by
spotkać się w umówionym miejscu.
Spóźniała się. Dopuszczałem kwadrans, później stwierdziłbym, że po prostu
zrezygnowała. Na szczęście po pięciu minutach dostrzegłem ją jak się zbliża.
Pomału wstałem z ławki, by się przywitać.
Na wstępie zapytałem czy ma ochotę na spacer lub woli raczej odpocząć siedząc
i delektując się wieczorną aurą. Wybrała to drugie.
Oboje byliśmy w dobrych nastrojach. W przeprosinach, wyjaśniałem czemu
wcześniej się nie odzywałem. Przyjęła to bardzo dobrze, ale chyba ze względu,
na to, że nie mieliśmy względem siebie żadnych zobowiązań. Opowiedziała mi
o swojej obecnej sytuacji i o swojej koleżance, którą niedawno poznała i jej
drugiej połowie , z którą jest w związku. Uśmiechnęliśmy się do siebie, niczego
nie sugerując. Bliższa znajomość na drugim spotkaniu byłaby nie na miejscu.
Zbliżał się wieczór, kiedy zaproponowałem krótki spacer przed rozstaniem się.
Wstając z ławki delikatnie zakołysała się opierając rękę na moim torsie.
- Przepraszam powiedziała, na co ja odpowiedziałem, że służę pomocą.
Przeszliśmy się piętnaście minut po naszej okolicy opowiadając jak wyglądało
nasze życie wcześniej. Rozchodząc się do domów umówiliśmy się że w
następny weekend odwiedzi mnie w moim mieszkaniu i wspólnie obejrzymy
film oraz razem przygotujemy coś do jedzenia. Nie mogąc się powstrzymać,
żegnając się, delikatnie pocałowałem ją w policzek co miało oznaczać, że
dziękuję za spotkanie i jestem dobrze nastawiony co do dalszej relacji.
Pomachaliśmy sobie na do widzenia, a po piętnastu minutach byłem z powrotem
u siebie. Nie wydarzyło się zbyt wiele tego wieczoru, ale przynajmniej czegoś
dowiedzieliśmy się na swój temat. Cieszyłem się, że byliśmy umówieni na
kolejne spotkanie. Wziąłem prysznic i położyłem się spać, nie rozmyślając
zbytnio o tym co zaszło. Nie chciałem robić sobie zbyt szybko nadziei.
Cały tydzień minął szybko i dość przeciętnie. Spałem , gotowałem , sprzątałem.
W międzyczasie odebrałem list pożegnalny z podziękowaniami za współpracę z
firmy.
Spotkanie było umówione na sobotę, więc w piątek zacząłem przynosić ze
sklepu składniki do przyrządzenia kolacji. Chciałem byśmy mieli wybór, więc
przygotowałem się do dania na ciepło i na zimno. Jeśli chodzi o filmy to miałem
w swojej bibliotece kilka komedii, które powinny wystarczyć jak na pierwszy
raz, by trochę umilić nastrój.
Wyprasowałem koszulę, dżinsy i przeszedłem do ostatnich porządków. W
sobotę nakryłem do stołu. Nie mogło zabraknąć świec i czerwonego wina. Na
stole pojawiła się patera z owocami oraz półmisek czekoladek. Tuż przed
osiemnastą oczekiwałem na przybycie mojej koleżanki.
Trochę po czasie usłyszałem dzwonek do drzwi. Otwierając pierwsze co
zobaczyłem to wino, które trzymała w ręku. Powiedziała, że może się przydać,
na co ja odpowiedziałem, że już o tym pomyślałem. Zasugerowałem, by się
rozgościła i czuła się swobodnie. Obejrzała jak mieszkam, po czym
zaproponowałem, byśmy przeszli do kuchni razem coś przygotować do
jedzenia, na co chętnie się zgodziła. Zaczęliśmy od klasycznych kanapek z
warzywami, półmisku sałatki z tuńczykiem, sera z pomidorami i ziołami oraz na
deser banany w czekoladzie z orzechową posypką. Z tak przyrządzoną kolacją
zasiedliśmy do stołu, by móc delektować się smakami. W trakcie jedzenia
powiedziała, że mieszkam jak typowy facet. Minimalizm i oszczędność co nie
wpływa na dobry nastrój. Jeśli ona miałaby urządzać mieszkanie to wszystko
wyglądało, by inaczej. Nie oponowałem. Przytaknąłem i powiedziałem, że przez
prace nie miałem nigdy czasu i możliwości na właściwy wystrój wnętrza.
Po posiłku usiedliśmy na kanapie, a ja włączyłem film. Zgodnie wybraliśmy
komedie młodzieżową, gdyż przy takich najlepiej można było się rozluźnić.
Po trzydziestu minutach wspólnego śmiania się , nagle jej głos ucichł, a jej
głowa osunęła się na moje ramię. Usnęła. Delikatnie położyłem ją na kanapie i
przykryłem kocykiem. Od czasu do czasu zerkałem na nią patrząc czy się nie
budzi. W tym czasie siedząc obok w fotelu kontynuowałem oglądanie.
Akurat gdy film się kończył, zaczęła się przebudzać, a ja uśmiechając się
powiedziałem: To nawet całkiem dobry film. Roześmiała się i wstając podeszła
do mojego fotela. Delikatnie usiadła na podłokietniku i przysunęła swoją twarz
do mojej. To ona pierwsza mnie pocałowała, więc nie musiałem się obawiać, że
zrobię coś w nieodpowiednim momencie. Pocałunek nie był namiętny, raczej
klasyczny i nie trwał zbyt długo. Było to podkreślenie wieczoru, smakowitej
kolacji i naszego wspólnego filmu, który „właśnie się zaczynał”. Wiedziałem, że
nie posunie się do niczego więcej, nie należała do kobiet, którym zależałoby
tylko na zbliżeniu. Chwile posiedziała oparta po czym wstała i powiedziała, że
na dzisiaj chyba wystarczy i ma nadzieje, że nasze spotkanie na dobre wyjdzie
nam obojgu. Skwitowałam to uśmiechem.
Podziękowaliśmy sobie za spotkanie. Na koniec wymieniliśmy się telefonami i
postanowiliśmy, że możemy odwiedzać się bez wcześniejszego umawiania się.
Jeśli któreś z nas ma ochotę się zobaczyć to po prostu przychodzi. Przy
drzwiach pocałowaliśmy się jeszcze na do widzenia. Ostanie słowa, które
wypowiedziała to, żebyśmy oboje zastanowili się czego od siebie oczekujemy.
Byłem zadowolony ze spotkania. Miało one raczej naturalny przebieg. Niczego
nie musiałem insynuować, ani naciskać, by wydarzyło się to co miało miejsce.
Randkę uznałem za udaną. Szczęśliwy pozmywałem naczynia, posprzątałem ze
stołu i w dobrym nastroju położyłem się spać.
Kolejne dni mijały spokojnie i raczej pogodnie. W między czasie powracały do
mnie jej słowa o oczekiwaniach względem siebie. Zacząłem analizować swoje
myśli i wyciągać wnioski na zadane sobie pytanie. Na pewno nie zależało mi na
szybkim romansie, ani na przelotnej znajomości. Od zbliżeń cielesnych, które
miałyby wydarzyć się zbyt szybko stroniłem, gdyż uważam to za zbyt płytkie i
pozbawione jakichkolwiek uczuć, które tak naprawdę dodają kolorytu całemu
zajściu. Po głębszym zastanowieniu przychodziło mi co raz jedno słowo:
Przyjaźń. Tego potrzebowałem najbardziej w pierwszej kolejności, a dopiero
później innych uzupełniających przyjemności. Byłem i czułem się samotny.
Potrzebowałem kogoś do towarzystwa, ale nie kogoś typu kumpla do imprezy.
Byłem już w wieku, w którym oczekiwałem w tym wypadku od partnerki
czułości, zrozumienia i niekiedy wsparcia. Chyba to właśnie była odpowiedź na
nurtujące nas oboje pytanie. Ja już je znałem, a czy moja nowo poznana
dziewczyna wiedziała czego chce? A jeśli tak, to czy będzie ze mną szczera i
zechce o tym porozmawiać. Na te pytania nie było jednoznacznej odpowiedzi,
chociażby z takiego powodu, że byliśmy odmiennej płci, a w tym wypadku dużą
rolę odgrywała seksualność. W każdym bądź razie wszystko prawdopodobnie
miało się wyjaśnić. Prawdziwe intencje prędzej czy później wyjdą na jaw.
Potrzeba było tylko czasu.
W czasie rozłąki w głowie pojawiały mi się rożnego rodzaju scenariusze min.
jak będzie wyglądać nasza znajomość. Uważałem to za normalny objaw, gdyż
nie wiedziałem czego mogę się spodziewać. W głowie przejawiał mi się
przyjemny romans, co bardzo mnie ucieszyło. Zdradzało to moje nastawienie
względem mojej nowej dziewczyny. To chyba dobry początek. Nie mogę ukryć,
że targały mną także obawy, przejawiające się w wizji rozłąki, a nawet
sprzeczki. To też normalne, gdy na czymś, bądź na kimś zależy.
Z własnego doświadczenia wiedziałem, że najlepiej sprawy, gdzie mają miejsce
uczucia, pozostawić swobodnie. Najlepiej na nic nie naciskać. Jak to się mawia,
nic na siłę. Lepiej niech wszystko wydarzy się spontanicznie, wtedy naturalność
naszego związku pozwoli nam dobrze się obojgu poczuć.
Postanowiłem, że aby lokal w którym mieszkałem był nieco bardziej przyjemny,
kupię kwiaty i porozstawiam w różnym miejscu. Tak też uczyniłem. We
wnętrzu od razu zrobiło się inaczej. Ożywiło to znaczenie mieszkanie i sprawiło,
że atmosfera dość znacznie się poprawiła. Wiedziałem, że kobiety lubią kwiaty,
więc była to pewnego rodzaju niespodzianka na wypadek kolejnej wizyty.
Minęło kilka kolejnych dni, aż w końcu doczekałem się weekendu. W skrzynce
odbiorczej pojawiła się wiadomość: Cześć, spotkanie w sobotę popołudniu u
Ciebie. Napisz czy się zgadzasz. Odpisałem, że nie widzę przeszkód, więc
następnego dnia mogłem oczekiwać kolejnej randki. Jeśli chodzi o część
kulinarną wspólnego dnia to nie musiałem się martwić. Wcześniej zgromadzone
zapasy, pozwoliły mi spokojnie i bez stresu zaplanować wstępnie cały dzień.
Nie musiałem się niepokoić, gdyż wiedziałem, że raczej nie może zdarzyć się
nic nieprzewidywanego.
W sobotnie popołudnie przechadzając się po pokoju, usłyszałem ciche pukanie
do drzwi. Tak jakby ten kto był po tamtej stronie nie był pewny czy na pewno
dobrze trafił. Chwilę minęło nim podszedłem do drzwi. Gdy je otworzyłem
zobaczyłem trzy uśmiechnięte twarze, które zgodnie powiedziały:
Niespodzianka
Od razu zaprosiłem ich do środka, przywitałem się z Weroniką, po czym
podałem rękę pozostałej dwójce, czyli Kamili i Maćkowi. Miło was poznać
powiedziałem, dodając: Dawid mam na imię, wchodźcie i rozgośćcie się.
Weronika przedstawiła mi ich jako swoich najbliższych znajomych i z góry
przeprosiła, że nie przyszła sama, ale powiedziała, że im więcej osób tym więcej
fajnych pomysłów może przyjść do głowy. Zamknąłem za nimi drzwi i
przeszliśmy do pokoju dziennego, by wspólnie zasiąść i bliżej się poznać.
Wszyscy usiedliśmy przy stole gdzie przygotowany był już wcześniej
poczęstunek w postaci misy z owocami i ciastek. Z rozmowy wynikło jak
poznali się Maciek i Kamila i to, że spotykali się już od ponad pół roku. Jeszcze
nie mieli konkretnych planów, ale nie zaprzeczali, że czują się dobrze ze sobą i
nie widzą przeszkód na kontynuowanie znajomości z możliwością bardziej
ambitnych planów. Weronika opowiedziała, że zna się już ze swoją koleżanką
od dzieciństwa kiedy to razem wracały ze szkoły. Ja pominąłem na szczęście
opowiadanie o sobie, ponieważ w życiu bezrobotnego nie ma nic fascynującego.
Postanowiłem, że zaproponuję oglądanie filmu, by fajna atmosfera nie
zakończyła się wraz z wyczerpującym powoli się tematem rozmów. Wszyscy
wyrazili chęć , więc zaprosiłem ich do mojej małej biblioteki z płytami, gdzie
wybraliśmy komedie z racji, że był to uniwersalny środek na podtrzymanie miłej
atmosfery wywołanej najczęściej uśmiechem. Do pełni zadowolenia potrzebny
był jeszcze popcorn. Przeszliśmy razem do kuchni. Z szafki wyciągnąłem dwie
torebki, którymi przygotowaniem zajęliśmy się wspólnie. Podczas
przyrządzania, Kamila próbując czy jest już gotowy, poczęstowała Maćka
wsadzając mu do ust kilka napęczniałych ziarenek. W tym momencie
wymieniliśmy się z Weroniką uśmiechem. Prawdopodobnie była to lekka
zazdrość w dobrym tego słowa znaczeniu. Gdy popcorn był już gotowy i
rozłożony do misek, przeszliśmy do pokoju dziennego by razem zasiąść do
oglądania. Maciek wydał się sympatyczną osobą, nie miałem do niego na
początku żadnej awersji, więc przez chwilę przeszło mi przez myśl, że może to
być mój kolega, którego towarzystwa mi brakowało od chwili zwolnienia z
pracy. Film okazał się dość ciekawy. Opowiadał o czwórce znajomych, którzy
wybrali się na wycieczkę do lasu na wspólny biwak, gdzie towarzyszyło im
mnóstwo ciekawych i zaskakujących zdarzeń. Film wszystkim się podobał, co
każdy potwierdził na koniec seansu. Kamila dodała, że szkoda, że nas tam nie
było. W rozluźnionym towarzystwie, gdy wieczór już zapadał można było
wyczuć, że razem dobrze czujemy się naszym towarzystwie, choć na rozmowę o
tym było jeszcze za wcześnie. Przyniosłem z lodówki sok i nalałem każdemu po
szklance dla ostudzenia emocji. Wszyscy byliśmy trochę zmęczeni i nikomu nie
chciało kontynuować na siłę tematów, by nie wprowadzać sztucznej atmosfery.
Pozostało jeszcze przypieczętować znajomość.
Powiedziałem, że skoro tworzymy wspólnie dwie pary to odtąd możemy stale
widywać się u mnie co weekend w mieszkaniu i oddawać się różnym rozrywką.
Można było poznać po minach, że nastrój pozostał niezmienny, a nawet
niektórzy się uśmiechnęli. Był to znak, że nasze drogi małymi krokami mogą
zbliżyć się do siebie, ale nikt na razie nie był pewien czy zamienią się w jedną
wspólną, którą będziemy mogli wspólnie kroczyć. Powodem były uczucia, które
odgrywały tu dużą rolę i trzeba było się liczyć, że to one będą głównym
czynnikiem decydującym o naszym koleżeństwie.
Pierwsze wspólne spotkanie wypadło dość dobrze.
Posiedzieliśmy wspólnie jeszcze pół godziny, po czym Maciek i Kamila
spojrzeli na siebie i wspólnie stwierdzili, że na nich już pora. W tym momencie
moje spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Kamili chcąc w ten sposób dać jej
do zrozumienia, że podoba mi się pomysł wspólnego spędzania czasu. Weronika
powiedziała, że skoro przyszli tu razem to razem też wyjdą. Ubrali się, przy
drzwiach wymieniliśmy się serdecznymi uściskami, ja z Weroniką
pocałowaliśmy się na pożegnanie. Maciek w tym momencie powiedział: To co,
do zobaczenia. Na to ja odpowiedziałem: Nie inaczej.
Z uśmiechem na twarzach i w dobrych nastrojach rozstaliśmy się pozostawiając
otwartą furtkę do wspólnej przyjaźni. Zamknąłem za nimi drzwi. Zabrałem się
za sprzątanie, po którym położyłem się na kanapie, by jeszcze raz na spokojnie
wszystko sobie poukładać w głowię.
Leżąc zamknąłem oczy, by odpocząć. Po kilku chwilach wyobrażenie całego
wieczoru przekształciło się w wizje stojącego w lesie namiotu. Spróbowałem
wyciszyć emocje i przez jaki czas trwać w tym stanie. Zadałem sobie pytanie
czy to był znak, że słowa Kamili „szkoda, że nas tam nie było„ były możliwe do
zrealizowania? Zatrzymałem tą chwilę w głowię i postanowiłem. że jeszcze do
tego wrócę. Nie chciałem snuć większych planów bez zgody tych, którzy mieli
występować w tym marzeniu. Otworzyłem oczy a wszystko to o czym myślałem
zostało we mnie schowane do dalszego przemyślenia. Aby pozwolić trwać tej
chwili i pozostawić otwarte drzwi do wspólnej wycieczki, wstałem , otworzyłem
laptopa i wszedłem na skrzynkę pocztową. Napisałem, krótką wiadomość
zaadresowaną do Wery: Wieczór uważam za udany.
Po 15 minutach usłyszałem pukanie do drzwi. Wstałem i otworzyłem, a w nich
stała ona. Podeszła do mnie, objęła moją szyję i po chwili zbliżyła się do mnie,
całując mnie w policzek. Po całym zajściu powiedziała: Teraz uważam za
udany. Po chwili jej uścisk przestał oplatać moją szyję. Wychodząc powiedziała:
Dobranoc. Drzwi się zamknęły.
Nie chciałem już o tym rozmyślać , więc poszedłem do łazienki wziąć prysznic
po czym położyłem się spać w sypialni.
Następnego dnia przypomniałem sobie o rodzinnym obowiązku, czyli telefonie
do taty. Musiałem przede wszystkim zapytać się o zdrowie, o mamę, czy
niczego im nie brakuję i czy jestem im potrzebny. Chwyciłem za telefon po
czym ustanowiłem połączenie.
Z rozmowy wynikło, że tata zajmuję się pielęgnacją trawnika i pomaga
mamie w pielęgnacji kwiatów. Zdrowie jak na razie im dopisywało, ale
domyślałem się, że zasługą jest ruch na świeżym powietrzu, który pozwala im
być w dobrej kondycji. Opowiedziałem mu o nowo poznanej znajomej i dwójce
przyjaciół prosząc, żeby na razie nic nie mówił mamie. Nie było to na razie nic
pewnego, a znając uczucia mamy, zaraz by snuła jakieś domysły. Tata jak to
tata, powiedział, żebym był ostrożny w nawiązywaniu znajomości z kobietami,
gdyż łatwo można je zranić, a trudno później naprawić błędy. Zapytał o
znajomych i wyraził swoje zadowolenie, ciesząc się że nie muszę przebywać
sam. W trakcie rozmowy wynikło, że trochę majsterkuje, ale nie zdradził
czym konkretnie jest zajęty. Nie dopytywałem. Niech ma swoje zajęcia, do
których nikt mu się nie wtrąca. Tata obiecał, że jak tylko będę im potrzebny to
pierwsze co zrobi, zadzwoni i mi o tym powie. Gdy rozmowa się zakończyła
poczułem znaczną ulgę. Uspokoiłem się. Pozostałą część dnia spędziłem w
dobrym nastroju i zająłem się przygotowaniem potraw, które mogły mi
zapewnić w najbliższych dniach spokój i poczucie, że potrafię sam o siebie
zadbać.
Kolejne dni mijały na przyglądaniu się samemu sobie. Z powodu nawiązania
nowych znajomości musiałem zadbać o fizyczną stronę siebie. Chciałem dobrze
się czuć i być postrzeganym jako osoba dla której wygląd jest dość istotny.
Zależało mi na tym, by Weronice było przyjemnie w moim towarzystwie.
Wyciągnąłem z szafy stare ciężarki do ćwiczeń, mate do gimnastyki i
rękawiczki. Postawiłem na codzienne poranne ćwiczenia. Nie chciałem o tym
nikomu mówić. Wolałem, by z czasem efekt został dostrzeżony, a następnego
dnia, jak postanowiłem tak też uczyniłem. Zacząłem od rozgrzewki, gimnastyki
i ćwiczeń ogólnorozwojowych. Wiedziałem, że w relacjach damko -męskich
wrażenie jest dość istotne, nawet wtedy kiedy nie miało stanowić głównego
punku. Moje postanowienie było słuszne, ponieważ prędzej czy później i tak
potrzebowałbym zastrzyku endorfin jakich daje wysiłek fizyczny. Poza tym jeśli
chodziło o znalezienie nowej pracy to na pewno nie obyłoby się bez oceny
pierwszego wrażenia. Słowa dotrzymywałem i przez pierwszych kilka kolejnych
dni codziennie rano przed śniadaniem ćwiczyłem.
Pod koniec tygodnia mogłem spodziewać się kolejnej wizyty. Byłem na to
przygotowany, lecz powoli zaczynałem się zastanawiać jak dalej to będzie
wyglądać. Powodem były kurczące się środki finansowe. Odprawa z byłej pracy
była swego rodzaju zabezpieczeniem na wypadek nieprzewidzianych sytuacji.
Zmusiło mnie to, by w laptopie utworzyć folder, a w nim umieszczać ciekawe
oferty.
W sobotę Wera powiadomiła mnie, że chętnie wieczorem by się spotkała u mnie
w mieszkaniu. Nie miałem nic przeciwko. Posprzątałem, nakryłem do stołu,
kupiłem trochę potrzebnych składników do przygotowania kolacji. Nie obyło się
bez zakupu butelki wina. W sklepie , w którym kupiłem niezbędne produkty,
zaopatrzyłem się w prezent dla mojej dziewczyny. Był to pluszowy miś i
kwiatek. Gdy przyszła wspólnie usiedliśmy do stołu. Wcześniej ściemniłem
światło, zapaliłem lampkę i świeczki. Zapadł wieczór.
Chcąc być szczery i przedstawić jasno moją sytuację opowiedziałem jej o moich
kłopotach finansowych, dodając, że jestem w trakcie szukania jakiegoś zajęcia .
Chcąc szybko naprawić nastrój wstałem , sięgnąłem do szafki wyciągając z niej
misia dla Wery. Uśmiech od razu pojawił się na jej twarzy. Podziękowała.
Następnie wyszedłem do kuchni, z której przyniosłem kwiatek w wazonie,
mówiąc że jego piękno i tak nie dorówna jej urodzie. Poczuła się lekko
zawstydzona, ale taki był zamysł tego co powiedziałem, chcąc w ten sposób
przekazać jej trochę sympatii. W trakcie spożywania posiłku powiedziała, że
fajnie byłoby otworzyć własny biznes i tym było by lepiej, gdyby zajęło się tym
kilka osób. Potraktowałem ów pomysł jako swego rodzaju możliwość
utrzymania się, ale nie można było tak od razu stawiać na coś pewnego. Pomysł
zostawiliśmy otwarty i postanowiliśmy, że skonsultujemy się z Maćkiem i
Kamilą. Chcieliśmy wysłuchać ich zdania na ten temat.
Po kolacji Wera usiadła na kanapie, a ja zgasiłem światło. Porozumiewawczym
gestem dała mi do zrozumienia, bym się do niej przysiadł. Gdy to uczyniłem,
ona podniosła się na chwilę i usiadła przodem do mnie na moich kolanach.
Świeczka zgasła.
Rano dopełniając obowiązków w zakresie dbania o zdrowie, wybrałem się na
jogging. 30 minut lekkiego truchtu bardzo mi pomogło. Pomimo wysiłku
poczułem się bardziej wypoczęty niż jakbym zaniechał tej czynności. To
skłoniło mnie do postanowienia, że jeżeli będę tylko wstanie wstawać wcześnie
rano to będę biegał. Wróciwszy do domu, wziąłem prysznic, przebrałem się i
otworzyłem laptopa, w celu sprawdzenia wiadomości.
W skrzynce odbiorczej pojawiała się wiadomość od Wery:
-chyba dobrze nam się układa, całusy. :)
Nie podjąłem dyskusji, ani nie odpisałem na tę wiadomość, tylko potraktowałem
to jako określenie tego co ostatnimi czasy między nami się wydarzyło.
Nazajutrz do moich drzwi zapukała trójka moich przyjaciół. Zaproponowali
spontanicznie wspólny wieczorny spacer.
-Bardzo chętnie, brzmiała moja odpowiedź.
Wszyscy razem wyszliśmy do pobliskiego parku na pół godzinny spacer w
blasku księżyca. Wszyscy delektowaliśmy się świeżym, ciepłym powietrzem,
które wprawiało nas w dobry nastrój. spacer po całym dniu siedzenia w
pomieszczeniu zawsze jest wskazany ze względu na walory zdrowotne.
Chodziliśmy wspólnie opowiadając sobie różne śmieszne historie i żartując
wzajemnie. Każdemu z nas było przyjemnie. Gdy spacer się w końcu zakończył,
mogliśmy rozejść się do naszych domów.
Przed tym jednak zaproponowałem żebyśmy wybrali się w weekend do kawiarni
na lody. Wtedy Wera powiedziała, żeby to była kafejka w której się poznaliśmy.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- doskonale, powiedziałem.
Byliśmy umówienia na sobotnie popołudnie.
W przed dzień spotkania ustaliliśmy godzinę spotkania i że spotkamy się już
tam na miejscu.
W sobotę godzinę przed umówionym czasem byłem już gotowy. Pojawiło się
we mnie odczucie podobne do tego kiedy byliśmy umówieni za pierwszym
razem. Tym razem było mi już łatwiej, czułem się mniej skrępowany. Gdy
zbliżała się godzina spotkania, wyszedłem piętnaście minut przed czasem, by
zdążyć na umówiona porę.
Zbliżając się do kawiarni ujrzałem Maćka i Kamilę siedzących przy stoliku. W
momencie kiedy podchodziłem do nich, z na przeciwka nadchodziła moja
dziewczyna.
-cześć powiedziała.
-witaj . Odpowiedziałem
Na naszych twarzach pojawił się wyraz ulgi, spowodowany tym, że na szczęście
każdemu z nas odpowiadało nasze wspólne towarzystwo i byliśmy z tego
zadowoleni.
Usiedliśmy do stolika, a kelnerka przyniosła każdemu z nas menu.
Wybraliśmy sobie po pucharku lodów i kawie.
Zupełnie jak wtedy. Powiedziałem do Wery.
-nie żałuję, odpowiedziała spoglądając mi głęboko w oczy.
Kamila z Maćkiem uśmiechnęli się.
Krępujecie nas, powiedział Kama z uśmiechem, po czym Maciek dał jej buziaka
w policzek.
Atmosfera nieco się uspokoiła i mogliśmy przejść wszyscy razem do rozmów o
naszych wspólnych dotychczasowych spotkaniach, wspominając to co wcześniej
miedzy nami zaszło.
Lody i kawa bardzo smakowały, więc wspólnie stwierdziliśmy, że odtąd kafejka
będzie naszym wspólnym miejscem do spotkań i spędzania czasu.
Wieczór minął spokojnie. Po dwóch godzinach przesiadywania w fotelach przy
stoliku, zaczęliśmy powoli się zbierać do opuszczenia tego miejsca.
Zapłaciliśmy za poczęstunek i poszliśmy w nasza stronę. Razem z Maćkiem
odprowadziliśmy nasze dziewczyny dziękując za wspólnie spędzony wieczór.
Na koniec Maciek postanowił, że odprowadzi mnie pod dom. Gdy nadeszła pora
rozstania, przyszło do rozmowy miedzy nami, gdzie stwierdziliśmy, że nasza
znajomość przekształca się w przyjaźń. Porozmawialiśmy trochę o footballu, co
bardzo mnie ucieszyło. Od momentu, gdy straciłem prace nie podejmowałem z
nikim tego tematu, więc miałem szanse na kontynuowanie mojej pasji, tym
bardziej, że nie byłem sam. Maciek też był zapalonym kibicem.
W dobrych nastrojach rozstaliśmy się i każdy poszedł do siebie.
Kilka kolejnych dni poświęciłem na szukanie pracy. Przeglądałem ogłoszenia
nie mogąc znaleźć nic, co by mi odpowiadało. Przyzwyczajenie do
poprzedniego stanowiska powodowało, że nie bardzo miałem ochotę na zmianę.
Zadzwoniłem do firmy, w której pracowałem ostatnio upewnić się, że na pewno
nikomu się nie odwidziało i nie zaczęli przywracać stanowisk. Nie miałem
wątpliwości po tym telefonie. Nie było powrotu, choć nie ukrywam, że miło
było usłyszeć jeszcze raz sekretarkę szefa, gdyż zawsze byliśmy w dobrej relacji
i miło nam się rozmawiało na przerwach. Pozdrowiła mnie i życzyła
powodzenia.
Odechciało mi się przeglądać dalej ogłoszenia i wyszedłem do sklepu po coś do
picia i jakieś pieczywo do kolacji. Po drodze podziwiałem piękny zachód słońca
nad pobliskim parkiem, a gdy doszedłem do sklepu moim oczom na drzwiach
ukazała się wiadomość:
- Zatrudnimy sprzedawcę na dziale warzywa-owoce, wiadomość na miejscu.
Bez chwili namysłu wszedłem do sklepu. Pomyślałem, że aby wszystko
wyglądało bardziej naturalne, zrobię najpierw zakupy, a później z ciekawości
zapytam się o ogłoszenie. Przeszedłem się miedzy półkami z których wziąłem
pieczywo i dwie butelki wody gazowanej po czym podszedłem do kasy, by
zapłacić. Gdy nadeszła moja kolej wyciągnąłem kartę chcąc uregulować
należność. Po tym, grzecznie zapytałem sprzedawczynie czy ogłoszenie jest
jeszcze aktualne. Spojrzała na mnie oceniając mnie i mój ubiór po czym
powiedziała, żebym poczekał. Wyszła na chwilę na zaplecze, po czym przyszła,
a wraz z nią łysawy, barczysty mężczyzna.
-Słucham, powiedział.
-Dzień dobry, odpowiedziałem i zapytałem czy mógłbym dowiedzieć się czegoś
o ogłoszeniu i warunkach pracy.
Właściciel sklepu powiedział , że praca jest od poniedziałku do piątku po osiem
godzin. W grę wchodziły dwie piętnastominutowe przerwy, a wynagrodzenie
jest stałe, z możliwością otrzymania premii za dobre wyniki i zaangażowanie.
Zapytałem od kiedy można by zacząć pracę, a w odpowiedzi otrzymałem
informację, że stanowisko jest wolne od początku następnego tygodnia.
Miałbym trzy dni przygotowania do pracy. Uważałem, że nie mogę zmarnować
takiej szansy, tym bardziej, że było blisko i praca nie była zbyt mecząca.
Wynagrodzenie było adekwatne do obowiązków. Nie za wysokie, ale nie można
było się spodziewać czegoś ekstra po pracy w sklepie. Zgodziłem się.
Właściciel spojrzał porozumiewawczo na sprzedawczynie, po czym powiedział,
bym przyszedł na pierwszy dzień godzinę przed otwarciem, w celu krótkiego
wprowadzenia. Ucieszyłem się, podziękowałem i wróciłem do swojego
mieszkania.
Postanowiłem, że podzielę się nowiną znalezienia nowego zajęcia z Weroniką.
Napisałem wiadomość.
- Cześć Wera, już nie jestem bezrobotny, nareszcie.
Po chwili otrzymałem wiadomość zwrotną:
-to chyba dobrze dla nas obojga, gratuluje.
W głowię zaczęły pojawiać mi się myśli o właściwym przygotowaniu na
najbliższy poniedziałek. Postanowiłem , że wyprasuję koszulę, dżinsy i na
wszelki wypadek wezmę własny fartuch żeby zrobić lepsze wrażenie. Wszystko
było przygotowane w mniej więcej godzinę. W niedziele wieczorem zrobię
sobie kanapki na przerwę i wezmę coś do picia. Potrzebowałem jeszcze tylko
poskładać podstawowe dokumenty do wglądu dla nowego pracodawcy.
Wziąłem także kilka dokumentów z poprzedniej firmy, by udokumentować to,
że już gdzieś pracowałem. Tak przygotowany miałem cały weekend
oczekiwania do momentu, kiedy to horyzont mojego zapatrywania na życie i
związek z Werą miał się poszerzyć.
Dostałem wiadomość od mojej dziewczyny z zapytaniem od kiedy zaczynam.
Odpisałem jej od razu, po czym napisała, że nie będziemy się widzieć w
najbliższe dni, bo chce żebym dobrze się przygotował. Uszanowałem jej
decyzje. Było mi to na rękę. Nawet mała impreza w przed dzień pracy mogłaby
spowodować, że czuł bym się roztargniony, co mogłoby wpłynąć na ocenę
mojej osoby.
W niedziele dopełniłem resztę przygotowań, co pozwoliło mi w poniedziałek o
szóstej rano wyjść z domu prosto do nowego miejsca.
Pierwszego dnia, kiedy przyszedłem i zapoznałem się z szefem, ten kazał mi się
przebrać w uniform roboczy, okazałem mu szereg moich dokumentów
służących jako zabezpieczenie obydwu stron. Założyłem fartuch roboczy i
stawiłem się na stanowisko gotowy do działania. Szef przedstawił się jako Jacek
objaśnił mi gdzie leży poszczególny asortyment na dziale, a składały się na
niego różnego rodzaju owoce i warzywa. Po dokładnym zapoznaniu się z
półkami, szef nakazał mi żeby zaczął od sprzątania podłogi. Miałem pozamiatać
i zmyć dokładnie podłogę. Kładli tam nacisk na higienę, gdyż jest to jeden z
wykładników jakości obsługi sklepu. Po tym na początku dnia należało wyłożyć
dowieziony rano towar. Przyniosłem z zaplecza kilka skrzynek i zacząłem
wykładać wszystko na półki. Po jakimś czasie gdy nie było nikogo w sklepie
przez jakiś czas, podeszła do mnie kasjerka i powiedziała:
-nieźle ci idzie jak na pierwszy dzień.
-Dziękuję odpowiedziałem, dodając: Dawid mam na imię.
-Marta, odpowiedziała.
Nie przemęczaj się. Praca jest monotonna i nudna. Jeśli personel nie jest w
stanie zaspokoić sobie jakiejś dodatkowej rozrywki w postaci rozmów
dostarczających choćby trochę uśmiechu na twarzy to można tu się zanudzić.
Powiedziała.
Uśmiechnąłem się. Będę pamiętał, odpowiedziałem.
Po około kilku godzinach wyszedł szef z zaplecza by spojrzeć jak sobie radzę.
Powiedział, że moim obowiązkiem będzie nakładanie klientom tego , czego
sobie zażyczą. Mam grzecznie podchodzić do każdego i pytać czy mogę w
czymś pomóc. W innym wypadku to oni się do mnie zwrócą o pomoc. W
pierwszej ocenie nie wydało mi się to bardzo trudne, ale wszystko zależało tak
naprawdę od ilości klientów danego dnia. Im więcej, tym praca będzie pewnie
męcząca. Co jakiś czas wymieniałem z Martą grzecznościowe uśmieszki, w celu
poprawy nastroju i atmosfery. W pierwszym dniu pracy pod koniec miałem
kilku klientów , którzy poprosili mnie o to bym przygotował im zakupy z
mojego działu. Szczerze przyznam, że praca ta miała swoje zalety. Można było
porozmawiać z ludźmi o bardziej przyziemnych sprawach niż w poprzedniej
pracy, poza tym mogłem bliżej poznać asortyment, który nie do końca był mi
znany. W sklepie było dość dużo owoców, które choć kojarzyłem z wyglądu, to
nigdy ich nie próbowałem.
Szef pod koniec dnia naszykował mi paczkę owoców na kilka dni i powiedział:
Jak na razie jestem z ciebie zadowolony. Masz tu prowiant na kilka następnych
dni. Czuję się odpowiedzialny za mich pracowników i muszę zadbać, żeby mieli
energię do pracy.
Dziękuję odpowiedziałem.
-Idź odpocznij, na dzisiaj już wystarczy, wiesz mniej więcej na czym praca
polega. Możesz przyjść jutro na siódmą. Wyśpij się i nie spóźnij, bardzo tego
nie lubię.
Kiwnąłem porozumiewawczo głową, zmyłem podłogę na koniec dnia,
poszedłem na zaplecze się przebrać. Wychodząc, uśmiechnąłem się do kasjerki i
podziękowałem za pierwszy dzień. Ta odwzajemniła uśmiech i powiedziała: Do
jutra.
Do zobaczenia , odpowiedziałem. Wyszedłem i skierowałem się w stronę
mojego domu. Po piętnastu minutach leżałem już na kanapie przebrany w
domowe ubranie i zacząłem rozmyślać nad pierwszym dniem w nowej pracy.
Cieszyłem się, że mnie zaakceptowali i byli dla mnie mili. Przed snem,
zajrzałem jeszcze do siatki, którą dostałem od szefa. Wyjąłem, umyłem i
zjadłem kilka owoców. Umyłem się i położyłem do łóżka. W całym tym
ferworze dnia, nie pomyślałem żeby choćby sprawdzić czy czasem Wera coś nie
napisała. Nie miałem siły już na to. Byłem zmęczony i czułem jak zamykają mi
się powieki. Zdążyłem jeszcze tylko nastawić budzik na 5:30 i zasnąłem.
Następnego dnia wstałem na zaplanowaną godzinę, choć przyznam, że nie łatwo
jest się budzić o tej porze, gdy się jest wcześniej rozleniwionym i
przyzwyczajonym przez jakiś czas do nie przestrzegania godziny pobudki.
Ubranie naszykowane, jeszcze tylko kanapki do pracy i w drogę, po kilkunastu
minutach byłem w sklepie. Szef właśnie otwierał, a od tyłu do zaplecza
dostarczany był właśnie asortyment na dzisiejszy dzień. Szef stawiał na
codzienne dostawy świeżego pożywienia. Uważał, że to jedyny sposób na
przyciągnięcie klientów. Stałem w drzwiach, gdy właśnie do drzwi dochodziła
Marta. Lekko zachwiała się przy wejściu i podparła się na moim ramieniu.
- Upss , przepraszam. Powiedziała.
- Służę pomocą, odpowiedziałem.
Przechodząc dalej spojrzała na mnie wygłodniałym wzrokiem.
Wiedziałem już, że muszę się mieć na baczności, nie mogłem zawieść Wery.
Dzisiejszy dzień mijał podobnie do wczorajszego. Rano mycie podłóg, trochę
rozmów z klientami na temat produktów.
W połowie dnia, szef poprosił mnie bym przyszedł do niego na przerwę. Tak też
uczyniłem. Gdy przyszła ta pora, zszedłem na zaplecze do pokoju, gdzie
przebywał właściciel sklepu.
-Kawy, herbaty, zapytał.
Na stolę stała misa z ciastkami.
-Częstuj się. Powiedział.
Z grzeczności wziąłem jedno i poprosiłem o herbatę.
Początkowo nie wiedziałem czego mogę się spodziewać, ale wkrótce wszystko
się wyjaśniło.
Szef zapytał o pierwsze wrażenia i czy odpowiada mi charakter wykonywanej
pracy.
Odpowiedziałem twierdząco. Zasugerowałem, że podoba mi się. Nie jest to
męczące zajęcie. O zarobkach nie chciałem jeszcze rozmawiać. Był to drażliwy
temat, choć przyznam się, że raczej nie mogłem się spodziewać jakiejś ekstra
wypłaty.
-To dobrze powiedział. Nie spóźniłeś się , jesteś miły dla klientów, a ci
uśmiechają się do ciebie. Oby tak dalej. Martę już znasz. Jest bezkonfliktową
osobą i na pewno się polubicie.
Na pewno, odpowiedziałem z lekkim grymasem.
No dobrze, powiedział. Wracaj do obowiązków. O osiemnastej jesteś wolny.
Aha. Pracownicy sklepu robią tu zakupy z 20% upustem, pamiętaj.
Ooo, dziękuje , odpowiedziałem.
Wróciłem na stanowisko. Było niedługo do zamknięcia sklepu, więc
przeszedłem do sprzątania i chwilę po zakończeniu na dzisiaj byłem gotowy do
powrotu do domu. Wychodząc pożegnałem się z Martą. Ta uśmiechnęła się do
mnie i powiedziała:
-Do zobaczenia, do jutra.
Poszedłem w swoją stronę rozmyślając o znajomej kasjerce z pracy i o
niebezpieczeństwie jaki mogłoby zagrażać, jeśli chodziło by jej o coś więcej niż
tylko znajomość. Na razie odstawiłem ten temat. Wchodząc do klatki minąłem
sąsiadów. Dobry wieczór powiedziałem z uśmiechem, po czym wszedłem na
moje piętro i otworzyłem drzwi od mieszkania.
Posprzątałem, czego nie mogłem uczynić rano, zrobiłem sobie jedzenie i
przeszedłem do pokoju dziennego. Na stoliku leżał laptop. Spojrzałem na niego
i od razu pomyślałem o wiadomości, która mogłaby tam czekać na mnie.
Wszedłem na skrzynkę pocztową i zacząłem przeglądać wiadomości. Nie było
niczego od Weroniki. Zamknąłem pokrywę komputera wcześniej go wyłączając.
Jeszcze nic strasznego pomyślałem. Pewnie chce, abym w pierwszych dniach
nowego zajęcia był skoncentrowany na wykonywanych obowiązkach i nie chce
przeszkadzać. Odezwę się pierwszy w piątek pomyślałem. Przeszedłem do
porządku dnia. Naszykowałem ubranie na następny dzień, szybki prysznic i
zaraz leżałem w moim łóżku czekając, aż przyjdzie zasłużony sen po całym dniu
poza domem.
Nowy dzień przyniósł niespodziewanie deszcz. Wstając wcześnie i szykując się
do pracy, wyciągnąłem parasol, by się ochronić podczas drogi. Zaglądając rano
do lodówki i szykując prowiant, zauważyłem, że robi się w niej pusto.
Postanowiłem, że zrobię zakupy i uzupełnię zapasy. W trzydzieści minut po
przebudzeniu byłem już gotowy do wyjścia i rozpoczęcia codziennych
obowiązków. Spakowałem kanapki oraz picie. Spojrzałem na swój ubiór czy,
aby na pewno źle nie wyglądam, gdyż wygląd i prezencja były kluczowe w
kontaktach z ludźmi. Stwierdziłem, że jestem gotowy do wyjścia. Na koniec
podszedłem do szafki z kosmetykami i użyłem moich ulubionych perfum. Sam
nie wiem czy dobrze zrobiłem, ponieważ był to swego rodzaju wabik na osoby
płci przeciwnej, a moje towarzystwo w tej kwestii było już zajęte. Po chwili
zamknąłem drzwi od zewnątrz i schowałem klucze do plecaka.
Ranek przyniósł deszczową pogodę, która towarzyszyła mi od samego wyjścia z
domu, aż do momentu kiedy dotarłem na miejsce. Nie zanosiło się na zmianę
pogody, więc można było się spodziewać niewielu klientów. Jak każdego dnia
zacząłem od wykładania towaru na półki. Owoce na górnych półkach, warzywa
na dolnych. Wszystko musiało być poukładane, by ten kto chciał sam się
obsłużyć, miał łatwy dostęp do wszystkiego. W innym przypadku mógł liczyć
na moją pomoc. Ponieważ ruch w ciągu dnia był niewielki, postanowiłem, że
zrobię coś dla siebie i przygotuję sobie pierwsze pracownicze zakupy.
Wiedziałem, że przysługuję mi upust, więc byłem nieco spokojniejszy wiedząc,
że zaoszczędzę trochę pieniędzy, których nie miałem wiele. Zaopatrzyłem się w
sporą ilość warzyw i trochę owoców. Zdecydowałem, że dieta bogata w
warzywa pozwoli mi nie złapać dużo kalorii. W dalszym ciągu chodziło mi o
zadbanie zarówno o swoje zdrowie jak i wygląd. Owoce pozwolą mi nabrać
energii, dostarczyć witamin, a przede wszystkim dobrego nastroju ze wzglądu
na smak.
Gdy podszedłem do kasy, żeby Marta policzyła należność za to co
naszykowałem do zabrania, ta uśmiechnęła się i powiedziała:
-Te zakupy to chyba nie tylko dla ciebie. Wygląda na to, że szykujesz się do
jakiejś uczty. Masz już towarzystwo?
Nagle poczułem przypływ gorąca. Przez chwilę zacząłem się zastanawiać, ale
nasunęła mi się jedna odpowiedź. Musiałem powiedzieć prawdę, by nie
wytworzyła się nie właściwa atmosfera i nie popsuły się relacje w pracy.
- Tak to zakupy dla mnie i mojej dziewczyny. Mamy się spotkać w weekend,
więc przyda się coś dobrego.
W jednej chwili na twarzy Marty zniknął zalotny uśmiech.
Przepraszam. Powiedziała.
- Chcą szybko wybrnąć z niezręcznej sytuacji i przejść do naturalnego przebiegu
wydarzeń, powiedziałem:
- Zupełnie nie rozumiem za co przepraszasz. Przecież nic złego się nie stało.
Spojrzała na mnie porozumiewawczo, odkładając ostatnie zakupy po stronie,
gdzie mogłem już zacząć pakować je do torby. Uśmiechnęła się i powiedziała
kwotę do zapłaty.
Podziękowałem i odłożyłem torbę na zaplecze, by móc kontynuować prace na
swoim stanowisku. Po całym dniu trzeba było przebrać wszystko i
posegregować to co było zdatne do jedzenia na drugi dzień, a to co trzeba było
odłożyć i wynieść.
Gdy zbliżała się pora zamknięcia sklepu, przystąpiłem do zmywania podłogi, by
zostawić miejsce w nienagannym stanie. Marta kończąc pracę wyszła na
zaplecze, a po chwili wróciła mi pomóc.
- Razem będzie szybciej i raźniej. Pomogę ci, powiedział.
Nie wiedząc co mam powiedzieć, uśmiechnąłem się.
Po chwili na sali pojawił się porządek, na który można było spojrzeć z
wytchnieniem, gdyż wiedziałem czego można było się spodziewać na otwarcie.
Gdy już wszystko było gotowe na zamknięcie, wzięliśmy swoje nakrycia i
wyszliśmy na zewnątrz. Pogoda od rana nie zmieniła się, więc otworzyłem
parasol, który pozwolił mi się ochronić od deszczu. Zaraz po tym nie mówiąc
ani słowa stanęła pod nim także moja koleżanka. Razem skierowaliśmy się jak
się okazało w wspólną stronę do naszych domów.
W trakcie spaceru Marta opowiedziała mi, że mieszka z mamą i ma ciocię, z
którą jest bardzo zżyta. To był jej cały towarzyski świat, który uzupełniała praca
w sklepie owocowo-warzywnym. Gdy nasza wspólna droga dobiegała końca i
trzeba było się rozejść, na pożegnanie wyjąłem z torby z zakupami kilka
cytrusów i podarowałem jej w prezencie dodając:
- To na znak naszej nowej przyjaźni.
- Dziękuję, odpowiedział, pakując podarki do plecaka. Z uśmiechem, pomachała
mi na pożegnanie i powiedziała, do jutra.
Zrobiło mi się jej trochę szkoda. Wiedziałem jak czuję się samotny człowiek.
Nie chciałem jej zostawiać samej, więc zainicjowałem w ten sposób naszą
znajomość.
Po kilku minutach byłem już w domu. Wypakowałem wszystko do lodówki,
wcześniej dokładnie myjąc. Pozostał tylko prysznic, który wziąłem w pierwszej
kolejności. Ponieważ chciałem jak najszybciej odpocząć, położyłem się do łóżka
wiedząc, że zasłużyłem sobie na dobry sen. Jedyne o czym zdążyłem jeszcze
pomyśleć to, że zapomniałem sprawdzić czy na mojej skrzynce pocztowej
pojawiła się nowa wiadomość.
W piątek przyszedłem do pracy na tą sama godzinę co zwykle. Gdy wszedłem
na sale szef właśnie przyjmował na zapleczu asortyment na dzisiejszy dzień.
Marta przygotowywała swoje stanowisko ,a ja mogłem przystąpić do swoich
codziennych czynności. Po kilku chwilach w samotności podeszła do mnie
koleżanka z pracy i wręczyła mi torbę z zakupami.
- Proszę do dla ciebie, powiedziała. W środku było trochę owoców. Ja też o
tobie pomyślałam, dodała.
- Rewanż, zapytałem z uśmiechem.
Ta nic nie powiedziała tylko przystąpiła do obsługi stanowiska.
Do sklepu zaczęli przychodzić pierwsi klienci. W taki dzień jak dzisiaj można
było spodziewać się dużego ruchu, gdyż wielu ludzi chciało mieć zapewniony
prowiant na cały weekend. W tym dniu pogoda dopisywała, co skłoniło mnie do
snucia planów związanych z Werą i być może moimi nowymi przyjaciółmi. Pod
koniec dnia w pracy, byłem już na tyle zmęczony, że z trudem przyszło mi
sprzątnięcie. Wychodząc z pracy, życzyłem Marcie miłego weekendu, po czym
ruszyłem w swoją stronę do domu. Odchodząc spojrzałem jeszcze w stronę
wejścia do sklepu. Stał w nim szef, który uśmiechając się pomachał na
pożegnanie. Uczyniłem podobny gest po czym kontynuowałem powrót do
mieszkania.
Gdy już dotarłem na miejsce otworzyłem okna, by wywietrzyć czego
zapomniałem uczynić z samego rana. Odsłoniłem zasłony, a do środka wpadł
blask zachodzącego słońca. Otworzyłem laptopa, gdy w tym samym momencie
usłyszałem dzwonek do drzwi. Otworzyłem je, a do środka weszła Weronika,
która na powitanie objęła moją szyje i podarowała mi czuły pocałunek.
Zamknęła za sobą drzwi i powiedziała: Musimy porozmawiać.
Na początek chciałam ci powiedzieć, że bardzo się cieszę , że cię widzę.
Myślałam, że nasz związek nie będzie miał większego sensu, ale skoro dostałeś
pracę to będziemy mogli rozwijać naszą znajomość i planować wspólne
spędzanie czasu. Wiem, że to nie brzmi ładnie, ale nie ma co się oszukiwać.
Środki w naszym przypadku są potrzebne zarówno tobie jak i mnie i bez tego
raczej nie będziemy mogli się obejść. Wiedz , że zależy mi na tobie i będę cię
wspierać w twoim życiu byśmy mogli razem się uzupełniać. Chciałabym żebyś
ty pierwszy mówił mi o tym co ci przeszkadza, albo z czym masz trudność. Nie
mam zamiaru zbytnio naciskać i chce od tej pory być twoją podporą. Oczekuje
w zamian tego samego od ciebie i mam nadzieje, że w ten sposób uda nam się
poradzić sobie z tym co nam nie odpowiada.
- Dziękuję, że powiedziałaś to pierwsza, bardzo tego potrzebuję. Uważam, że
prawdziwy związek powinien być zbudowany na przyjaźni przede wszystkim.
A jeśli teraz pozwolisz przygotuje dla nas po filiżance herbaty, byśmy mogli
spokojnie usiąść i nacieszyć się swoim towarzystwem. Mamy przed sobą cały
wieczór.
Po wspólnej kolacji Wera oznajmiła, że ten weekend lepiej żebym spędził sam.
Należy mi się odpoczynek. Chce, abym zregenerował siły, co zaważy na dalszej
pracy, a w następnej kolejności na naszej relacji. Wstała pocałowała mnie i
podeszła do drzwi. Gdy już miała wychodzić, sięgnęła do torebki i wręczyła mi
płytę z nagraniami. Była to muzyka relaksacyjna.
- Miłego weekendu, powiedziała, po czym spojrzała na mnie przez dłuższą
chwilę i wyszła zamykając za sobą drzwi.
Trochę zdziwiło mnie jej zachowanie, ale wewnątrz siebie poczułem ulgę.
Byłem zmęczony i potrzebowałem odpoczynku. Ucieszył mnie fakt, że Wera nie
okazała się egoistką i rozumie codzienne problemy innych. To skłoniło mnie do
głębszego przemyślenia naszej relacji, która rzeczywiście mogła ulec zmianie w
zaistniałej sytuacji. Odczułem spokój, który starałem się zatrzymać w sobie,
gdyż to poczucie otwierało mi furtkę do dalszego rozwoju wydarzeń między
nami, a co za tym idzie także między Maćkiem i Kamilą. Poczułem się
odpowiedzialny za naszą czwórkę co sprawiło, że nagle zmienił się mój nastrój.
Zacząłem odczuwać przyjemność z tego, że teraz będziemy mogli układać
wspólnie plany na nasze życie.
Sobotni poranek przeznaczyłem na słuchanie muzyki, którą Wera zostawiła mi
w prezencie. Włączyłem płytę i przez chwilę przysłuchiwałem się melodii.
Poszedłem do kuchni. Wyjąłem warzywa i owoce z lodówki. Staranie obmyłem
i zacząłem przygotowywać sałatkę. Postanowiłem, że wolne chwile, kiedy to
jesteśmy osobno będę wykorzystywał na regeneracje i relaks, by jak najwięcej
odzyskać straconej energii podczas pracy. Jedzenia przygotowałem sobie na
cały weekend tak, by mieć jak najwięcej czasu dla siebie.
Po południu włączyłem film przygodowy znaleźć trochę odprężenia
psychicznego i móc choć na chwilę oderwać się myślami od tego co mnie
otacza. W dobrym nastroju położyłem się wieczorem spać. Niedziele zacząłem
od ćwiczeń fizycznych. Cały poranek spędziłem na gimnastyce, by rozluźnić
mięśnie. Po południu gdy słońce chyliło się ku zachodowi położyłem się na
kanapie i zacząłem analizować słowa mojej dziewczyny. Wniosek był jeden.
Byłem jej wdzięczny za wyrozumiałość. Otworzyłem laptopa i wszedłem na
skrzynkę pocztową. Napisałem jej krótką wiadomość:
- dziękuję.
Wieczorem wziąłem jeszcze odprężający prysznic. W dobrym nastroju
położyłem się do łóżka ciesząc się, że jestem wypoczęty i będę mógł spokojnie
przejść do obowiązków jakie czekają na mnie w sklepie.
Tydzień w pracy minął bardzo spokojnie. Spotkałem się z dużą życzliwością
klientów, którzy twierdzili, że w sklepie jest bardzo miła obsługa i z chęcią będą
robili u nas zakupy. Z Martą rozmawiałem normalnie, nie było między nami
żadnych insynuacji, które mogłyby stanowić o tym , że być może istnieje
między nami jakaś zależność uczuciowa. Szef po całym tygodniu pochwalił nas
za dobrze zorganizowaną pracę i stwierdził, że jeśli będzie tak dalej to
przygotuję premię motywacyjną. Uśmiechnęliśmy się do siebie na znak, że
jesteśmy doceniani za swój wysiłek. Kończąc pracę pożegnałem się z
wszystkimi i ruszyłem w stronę mojego mieszkania. Gdy już dotarłem na
miejsce, napisałem wiadomość do Wery:
- Jestem już wolny, nie mogę doczekać się spotkania.
Po chwili dostałem wiadomość zwrotną:
-Jutro popołudniu u ciebie.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Wyłączyłem laptopa i w dobrym nastroju
położyłem się spać.
W sobotę rano zacząłem się zastanawiać nad posiłkiem jaki przygotuje dla nas.
Po południu gdy przyszła od razu przeszliśmy do kuchni i zaczęliśmy
przeglądać szafki w celu wybrania składników do przygotowania posiłku.
Wybór padł na spaghetti. Wera ugotowała makaron, a ja sporządziłem sos. Gdy
danie było gotowe usiedliśmy do stołu. Wera powiedziała:
- Gdyby nie twoja praca, to pewnie byśmy tego nie jedli.
Spojrzałem na nią i pokiwałem głową.
Ciekawe dokąd nas to zaprowadzi, zapytała. Machnąłem ręką i powiedziałem:
-Mogę ci obiecać, że będę się starał.
Weronika spojrzała na mnie po czym przeszła do konsumpcji tego co było
podane na talerzu.
Pod wieczór przeszliśmy do odpoczynku na kanapie. Włączyłem nastrojowa
muzykę i wspólnie położyliśmy się, by po całym dniu odpocząć. Wera położyła
głowę na moim ramieniu. Po 15 minutach, gdy spojrzałem na nią, nie mogłem
uwierzyć, że zasnęła. Pocałowałem ją w policzek i postanowiłem, że nie będę jej
przeszkadzać. Sam po jakimś czasie zasnął em.
Okazało się, że przespaliśmy całą noc. Gdy rano otworzyłem oczy, pierwsze co
zobaczyłem to Weronikę niosącą z kuchni talerz z owocami.
- Masz , trochę energii na cały dzień, powiedział.
Przez chwilę pomyślałem o owocach, które podarowałem Marcie. Cieszyłem
się, że ktoś potraktował mnie w ten sam sposób. Gest sympatii do mnie wrócił.
- Jedz , a później zajmij się trochę sobą. Ja muszę uciekać do siebie. Dziś czeka
mnie wspólny obiad z rodzicami i nie mogę się spóźnić, a wcześniej muszę
pomóc mamie go przygotować.
- Do zobaczenia powiedziała i wyszła zamykając za sobą drzwi.
Zjadłem owoce, które dostałem. Postanowiłem, że prześpię resztę dnia, by
później nie narzekać na zmęczenie, gdy będę musiał iść do pracy. Obudziłem się
jeszcze wieczorem, by przygotować się na jutrzejszy dzień, po czym poszedłem
dalej spać.
Początek tygodnia zapowiadał się obiecująco. Wszyscy w sklepie byli
uśmiechnięci. Szef był zadowolony z pracowników, klienci nie narzekali na
jakość towaru, a i Marta była w dobrym nastroju. Czasami zerkała na mnie
ochoczo w trakcie przerw. Nie miałem jej tego za złe. Była jedyną kobieta w
tym miejscu, a ja jedynym mężczyzną znajdującym się najbliżej niej. Szef co
jakiś czas wychodził z zaplecza, by na nas popatrzeć, aż w pewnym momencie
powiedział:
-Nie żałuje, że was zatrudniłem. Chyba dobrze się razem czujecie.
Z uśmiechem popatrzyliśmy na siebie i kiwnęliśmy głowami, po czym
wróciliśmy do swoich zajęć.
Podczas tego tygodnia zacząłem przyglądać się swojej sytuacji, która wyglądała
następująco.
Praca, mało czasu z Werą i przyjaciółmi. Ten fakt trochę mi przeszkadzał, więc
postanowiłem, że coś z tym trzeba zrobić. Ponieważ tęskniłem za rodzicami, a
oni mieszkali teraz nad morzem, chciałem pobyć trochę nad jakimś wodnym
akwenem, by choć na chwilę zbliżyć się do nich wyobrażeniem. Kontakt przez
telefon już mi nie wystarczał. Coraz więcej obowiązków i nowi znajomi nie
mogli mi zastąpić tego co najważniejsze w moim życiu.
Gdy Wera przyszła mnie odwiedzić w weekend, powiedziałem jej, że dziękuje
że zadbała o mój odpoczynek po całym tygodniu, ale jednak brakuje mi
wspólnego spędzania czasu. Uśmiechnęła się do mnie po czym pocałowała w
policzek.
-Co zamierzasz z tym zrobić, zapytała.
Powiedziałem jej, że bardzo chciałbym spędzać razem więcej czasu, zarówno z
nią, jak i Kamilą i Maćkiem i dobrym pomysłem byłaby wspólna jednodniowa
wycieczka gdzieś na plaże poza miasto.
Wera spojrzała na mnie i powiedziała:
- Wygląda na to, że i ty zacząłeś traktować to poważnie. Porozmawiam na ten
temat z Kamilą i dam ci odpowiedź czy i kiedy, moglibyśmy się razem wybrać.
W jednej chwili poczułem ulgę, odchodzący ze mnie stres i przemęczenie.
Bardzo potrzebowałem zmienić trochę miejsce. Gdy Wera wyszła zadałem sobie
pytanie:
- Czy powodem tego pomysłu byli nowi przyjaciele, czy rodzina za którą
tęskniłem?
W niedziele oglądałem filmy, wieczorem przygotowałem się na następny
tydzień do pracy w sklepie. Wcześnie położyłem się spać, by nie mieć problemu
z poranną pobudką i dotarciem na miejsce.
Podczas pracy w sklepie w następnym tygodniu, cały czas niemalże myślałem o
tym o czym rozmawiałem ostatnio z Werą. W środku tygodnia sprawdziłem
skrzynkę pocztową i odczytałem wiadomość zatytułowaną: „dobre wieści” .
Moja dziewczyna napisała w niej, że pozostała dwójka naszych przyjaciół jest
mile zaskoczona moją inicjatywą i jak najbardziej popierają ten pomysł.
Wszyscy byliśmy umówieni na sobotnie popołudnie u mnie, żeby omówić
szczegóły wycieczki.
Tak też się stało. Po całym tygodniu w sobotę spotkaliśmy się razem, by
zaplanować wyjazd. Przygotowaliśmy wspólnie w kuchni trochę jedzenia,
Włączyłem muzykę, otworzyłem okno, by wpuścić świeże powietrze i
odsłoniłem zasłony. W oddali było widać powoli zachodzące słońce. Wtedy
ponownie przez chwilę w głowie pojawiła się tęsknota za rodzicami.
Dawid, zawołał Maciek, choć pooglądać. Podszedłem do stołu i zasiadłem na
krześle. Nikt za bardzo nie wiedział od czego zacząć, więc Kamila powiedziała:
- rozwiń swoją myśl Dawid.
Uśmiechnąłem się i powiedziałem, że każdemu z nas przyda się odpoczynek od
codzienności i moglibyśmy wybrać się na jeden dzień nad jezioro, by
zregenerować siły. Obrzeża naszego miasta znane były z tego, że znajdował się
tam zbiornik wodny chętnie odwiedzany przez turystów.
Super powiedziała Kamila. Pojedziemy tam Maćka autem.
- Myślisz, że dojedziemy, uśmiechnął się Maciek.
Jeździł on starym sedanem, do którego nie przywiązywał większej wartości,
gdyż z natury nie był on pasjonatem motoryzacji.
-spróbujemy dodała Weronika.
- Co powiedzie na następną sobotę?
Każdemu termin pasował, tym bardziej, że zbliżał się koniec lata i z takimi
pomysłami trzeba było się spieszyć, by czerpać z tego przyjemność.
Powiedziałem, żebyśmy spotkali się w piątek wieczorem i przygotowali
wszystko na następny dzień.
Nikt nie zaprzeczył. Ostatecznie docelowym miejscem naszej wycieczki, była
klubowa kawiarnia położona na plaży w ośrodku wypoczynkowym, gdzie
można było swobodnie się poopalać, zjeść, napić się i cieszyć swobodą.
Po planowaniu wycieczki i poczęstunku usiedliśmy na kanapie do oglądania
filmu przygodowego.
Późnym wieczorem, gdy Maciek z Kamilą poszli już do siebie, Wera zajęła się
sprzątaniem.
Gdy zmywała naczynia podszedłem do niej od tyłu , objąłem i pocałowałem w
szyję. Namiętnie odchyliła głowę w drugą stronę na znak rozkoszy jaka ją
spotkała.
Gdy już mieszkanie wróciło do stanu normalnej użyteczności postanowiłem, że
odprowadzę Werę do niej do domu, by czuła się bezpiecznie i wiedziała, że
troszczę się o nią,
Na koniec dostałem buziaka. Jesteśmy umówieni. Piątek , pamiętaj powiedziała
i poszła do swojego mieszkania.
Ja wróciłem do siebie, wziąłem prysznic i położyłem się do łóżka. Przed sobą
miałem całą niedziele, którą planowałem spędzić sam i przeznaczyć na
przyjemności.
Tydzień zaczął się spokojnie. Na Sali panował spokój i porządek. Klienci
wychodzili ze sklepu zadowoleni. Jednym słowem nikt nie narzekał. To co
pojawiło się we mnie w pracy to oczekiwanie na zaplanowany weekend z
przyjaciółmi. Dzień za dniem mijał. Marta była zajęta swoimi obowiązkami, a ja
swoimi. Czasami doskwierały mi smutne myśli względem mojej koleżanki z
pracy. Trochę żal było mi jej sytuacji, w której się znajdowała. Nie miała
zbytnio towarzystwa do spędzania razem czasu, a jej krąg znajomych ograniczał
się do relacji rodzinnych. Niestety nie mogłem zaproponować jej dołączenia do
naszego grona. Zburzyło by to pewien układ miedzy nami. Za to mogłem
utrzymywać z nią dobre relacje i być dla niej miły. Nie chciałem lekceważyć
naszej znajomości, gdyż od tego zależała jakość naszej wspólnej pracy. W
czwartek szef wyszedł z zaplecza uśmiechnięty i rzekł:
- Premia motywacyjna dla obojga. Jutro wypłacę.
Zadowoleni spojrzeliśmy na siebie, po czym wróciliśmy do zajęć. Bardzo mi to
pasowało, gdyż nie będę miał w takim razie problemów z pokryciem kosztów
wycieczki.
Tak też się stało w piątek wychodząc do domu po pracy, szef wręczył nam
gotówkę.
Niech wam się wiedzie, rzekł.
Następnie rozeszliśmy się wszyscy, a ja pospiesznym krokiem ruszyłem w
swoja stronę. Za godzinę mieliśmy się spotkać, by omówić jutrzejszy wyjazd.
Wszedłem do mieszkania, szybki prysznic, sprzątanie. Oczekiwałem na
przybycie Weroniki, Kamili i Maćka.
Gdy już byliśmy wszyscy razem Maciek oznajmił, że środek transportu jest
przygotowany do drogi i jeśli z jakiś nieprzewidzianych przyczyn odmówi
posłuszeństwa to powinniśmy spokojnie dotrzeć do celu.
A wrócimy z powrotem, zapytała z uśmiechem Kamila.
Wszyscy z uśmiechem spojrzeliśmy na siebie, a Maciek z przekorą
odpowiedział:
-Nie wiem.
Rozśmieszyła nas ta sytuacja, więc mogliśmy spokojnie przejść do dalszych
przygotowań.
Kamila z Weroniką powiedziała, że naszykowały koce i ręczniki. Przygotowały
prowiant na drogę i na pobyt na plaży. Wzięły piłkę do siatkówki i olejek do
opalania. Każdy z nas miał rezerwowe ubranie na wypadek nie przewidzianej
pogody, kurtki od deszczu oraz plażowe stroje.
Usiedliśmy do stołu by napić się soku i podjeść trochę owoców, które
przyniosłem z pracy. Wydawało się, że jesteśmy przygotowani, więc spokojnie
mogliśmy spędzić resztę wieczoru razem. Gdy Maciek z Kamilą rozmawiali o
jutrzejszym dniu, ja z Werą usiedliśmy na kanapie i razem uśmiechnięci w
objęciach mogliśmy odpocząć po całym tygodniu.
W dzień wyjazdu wszyscy stawiliśmy się u mnie o umówionej porze. Jeszcze
raz sprawdziliśmy czy wszystko zabrane. Pół godziny po tym, wyszliśmy na
zewnątrz, by spakować rzeczy do Maćka samochodu, a następnie ruszyć w
drogę. Podróż w tą stronę mijała sympatycznie. Ja z Werą usiedliśmy na tylnim
siedzeniu, a z głośników leciała spokojna melodia nastawiona przez Kamilę. Od
czasu do czasu ktoś opowiedział dowcip, by umilić podróż. Maciek znał drogę
do celu, więc nie było problemu z dojazdem. Miejsce, do którego zmierzaliśmy
było nam wszystkim dobrze znane, gdyż był to jeden z punktów wypoczynku
poza miastem.
Po pół godziny drogi dojechaliśmy pod bramę ośrodka, do którego
zmierzaliśmy. Podszedł do nas stróż i zapytał w jakim celu chcemy wjechać na
teren ośrodka. Maciek odpowiedział:
- Pobyt jednodniowy, bez noclegu.
Po chwili obsługa otworzyła bramę wjazdową , a osoba, która przy nas stała
rzekła z uśmiechem:
-Miłego odpoczynku, mamy nadzieję, że się wam u nas spodoba.
Po chwili Maciek powoli wjechał na teren wypoczynkowy parkując tuż pod
ośrodkiem.
Był to niewielki hotelik, jak na pierwszy rzut oka, zadbany, a dookoła porastała
go roślinność. Boczna droga prowadziła prosto na plażę gdzie ulokowana była
kawiarnia. Mogliśmy zjeść i napić się. Wypakowaliśmy nasze rzeczy z
samochodu i poszliśmy wybrać sobie miejsce. Kamila z Werą postanowiły, że
rozłożymy nasze rzeczy pod drzewem, tak by można było być zarówno w cieniu
jak i opalać się co w ich przypadku stanowiło nieodłączny element pobytu.
Rozłożyliśmy koce, ułożyliśmy parawan. Zdjęliśmy okrycie wierzchnie i
usiedliśmy na kocach. Kama z Werą wyjęły olejek do opalania i poprosiły nas
byśmy wysmarowali im plecy. Dziewczyny po chwili położyły się oczekując, aż
promienie słoneczne zaczną delikatnie opalać ich ciała. Wera powiedziała:
-Nie odchodźcie za daleko.
Spojrzeliśmy z Maćkiem na siebie, po czym wstaliśmy i skierowaliśmy się w
stronę kawiarni. Usiedliśmy przy barze i zamówiliśmy po lemoniadzie.
Spojrzeliśmy w stronę jeziora i w tej chwili poczuliśmy jak przychodzi moment
wytchnienia od codziennych obowiązków.
Powoli sączyliśmy nasze napoje i wpatrywaliśmy się widok jeziora nad którym
górowało słońce.
- Zasłużony odpoczynek, rzekł Maciek.
-Należy się odpowiedziałem. Nie tylko mi, ale też i wam. W końcu trzeba trochę
zmienić otoczenie i uciec choć na chwilę od codzienności.
-W pełni się z tobą zgadzam , powiedział.
W tym czasie nasze dziewczyny poderwały się z kocyków, wzięły piłkę do
siatkówki i zaczęły grać między sobą. Kończąc napoje, powoli leniwym
krokiem podeszliśmy do nich włączyliśmy się do zabawy. Po tak spędzonej
godzinie wróciliśmy na nasze miejsce odpoczynku. Po trwającej dłuższą chwilę
ciszy, Kamila zapytała wprost:
-Myślicie, że jesteśmy zgrana paczką znajomych?
-Jak na razie chyba tak, odpowiedziała Wera.
Nikt nie podważył wymiany tych dwóch krótkich zdań. Wszyscy zgodnie
potwierdzili to, nie kontynuując tematu.
Zjedliśmy kanapki, które przygotowaliśmy wcześniej, po czym zaczęliśmy
zajmować się sobą nawzajem: Ja przytuliłem się do Weroniki, a Kamila z
Maćkiem poszli na spacer po plaży.
Leżąc tak na kocyku i nie odzywając się do siebie, w głowię zaczął pojawiać mi
się obraz rodziców, a wraz z nim tęsknota z tym związana. Prawdopodobnie
powodem był podobny klimat z tą różnicą, że ja z przyjaciółmi byliśmy nad
jeziorem, a rodzice nad morzem.
Gdy przyjaciele wrócili ze spaceru, Maciek spojrzał na zegarek i powiedział:
- Pora powoli się zbierać i wracać.
Spojrzałem na zegarek i wtedy dotarło do mnie , że zbliża się późne popołudnie.
Spędziliśmy razem w ośrodku wypoczynkowym prawie cały dzień.
Zaraz wstajemy, powiedziała Wera.
Po pół godziny ociągania się razem zgodnie zaczęliśmy pakować nasze rzeczy
do toreb i plecaków. Odchodząc rozejrzeliśmy się dookoła zapamiętując
przyjemne chwile, które miały tu miejsce. Doszliśmy do samochodu i
włożyliśmy wszystko do bagażnika, a sami ulokowaliśmy się w pojeździe.
-Ciekawe czy zapali, powiedziała Wera z przekąsem.
Po chwili Maciek uruchomił auto i ruszył w stronę bramy do wyjazdu.
Odjeżdżając Kamila powiedziała:
- Krótko było, ale mam nadzieje, że to nie jedyny raz kiedy tu przyjechaliśmy.
Też tak uważam odpowiedział Maciek.
Gdy minęliśmy bramę, Wera delikatnie położyła głowę na moim ramieniu i
zamknęła oczy. |Po niemalże całym dniu spędzonym na powietrzu można było
odczuć lekkie zmęczenie.
Droga do domu zajęła nam jakieś czterdzieści minut. Po tym czasie dotarliśmy
do naszego miejsca zamieszkania, a dokładnie pod mój dom. Tam wysiedliśmy
z Werą z auta i wypakowaliśmy nasze plecaki. Gdy Maciek i Kamila wysiedli
na zewnątrz, wszyscy razem objęliśmy się w geście przyjaźni i
podziękowaliśmy sobie wzajemnie za wspólny wypad poza miasto.
Odprowadziłem Werę pod jej dom, a pozostała dwójka ruszyła dalej w swoją
stronę.
Pocałowaliśmy się na pożegnanie, spojrzeliśmy głęboko w oczy, po czym Wera
powiedziała:
- Pa, cofnęła się do tyłu i spoglądając na mnie zaczęła iść w swoją stronę.
Pomachałem i ruszyłem do siebie. Czekała na mnie wolna niedziela, którą
chciałem po części spożytkować na odpoczynek jak i na przygotowanie do
następnego tygodnia w sklepie.
W poniedziałek przyszedłem jak zwykle wcześnie, by nie być zaskoczony przez
szefa, który mógłby mi zarzucić spóźnienie. Zacząłem od przygotowania sali , a
następnie do wykładania asortymentu. Jak zwykle świeże produkty
gwarantowały dobry zbyt i nie naganna recenzję wśród okolicznych klientów,
którzy przy okazji mogli pochwalić personel.
Miałem nadzieje, że nie będę miał problemów z obsługą w tym dniu, aż do
momentu, gdy pod koniec dnia tuż przed zamknięciem przyszedł do nas
człowiek i zaczął prosić mnie o przygotowanie i podanie mu tego co sobie
zażyczył. W pewnym sensie nie miałem nic przeciwko, przecież byłem tam od
pomocy kupującym.
Zaczął mówić co mam naszykować. Było tego, aż tyle, że nie wiedziałem czy
sobie poradzę z tym. W pewnym momencie, gdy zaczął wymieniać owoce, kilka
z nich upadło mi na podłogę .
W jeden chwili spojrzał na mnie gniewnym wzorkiem i powiedział:
- Chyba sobie kpisz ze mnie, że teraz brudne owoce włożysz do mojej torby i
dasz mi do zjedzenia.
Odwróciwszy wzrok spojrzałem na niego i w jeden chwili odłożyłem to na bok.
Poczułem przypływ ciepła, ale opanowawszy emocje wytłumaczyłem sobie, że
owy klient jest pewnie trochę zmęczony, a za to żeby usługiwać innym szef mi
płaci. Nie odezwałem się nic, tylko słuchałem tego co sobie zażyczył klient.
Pakowałem wszystko, gdy nagle usłyszałem:
- Trochę się guzdrzesz młody człowieku, masz szczęście, że nie spieszy mi się.
W ten przyspieszyłem, gdyż przypomniało mi się, że od pracy zależy również
moja relacja z moimi przyjaciółmi. Od razu przestało mi zależeć na pochlebnych
opiniach innych, gdyż miałem cel nadrzędny. Nie było to przyjemne co
usłyszałem, ale nie miałem innego wyjścia. Nie mogłem przecież chodzić po
sklepie z zatyczkami do uszu. Gdy już cała zawartość była zapakowana,
zaniosłem Marcie do kasy i powiedziałem grzecznie proszę.
Klient nawet nie spojrzał tylko przeszedł do płacenia. Nie usłyszałem nawet
dziękuję. W tym momencie dotarło do mnie ile może w pewnych sytuacjach
jeden człowiek znaczyć dla drugiego. Odchodząc spojrzałem na Mart ę i
pokiwałem głową w geście, by dać jej znak, by nie wchodziła czasem w
dyskusję z tym człowiekiem. Wróciłem na sale. Klient wyszedł, a po kilku
minutach atmosfera w sklepie zaczęła się uspokajać. Nikt nie podsumował tego
wszystkiego słownie, bo od razu stwierdziliśmy, że nie ma sensu zaprzątać sobie
tym głowy.
Dzień zakończył się tym, że wychodząc po pracy z Martą, szef wyszedł z
zaplecza i powiedział do nas rozżalonym głosem:
- Do jutra , trzymajcie się.
Odprowadzając Martę, w ciszy przemyślałem całą sytuację i doszedłem do
wniosku, że szef wszystko słyszał, tylko nie chciał interweniować, gdyż pewnie
zależało mu bardziej na sprzedaży niż na ewentualnej kłótni. Drugim powodem
dla, którego nic nie powiedział mógłby być fakt, że incydent mógłby
zaważyć na opinii zarówno nas jaki całego sklepu, a na końcu na właścicielu
punktu sprzedaży. Niestety musiałem przemilczeć całą sytuację, gdyż nie ja
decydowałem o moim losie w tym sklepie. Byłem tylko podrzędnym
pracownikiem , który miał za zadanie wykonywanie poleceń szefa i klientów. W
następnej kolejności miałem pomagać Marcie i wykonywać swoje obowiązki.
Gdy nasze drogi miały się rozejść, podniosłem na pożegnanie rękę w stronę
mojej koleżanki z pracy i powiedziałem:
-Na razie.
- Nie przejmuj się, powiedziała. Na razie, do jutra.
Zrozumiałem ,że nasza znajomość była na tym etapie, że w tym przypadku
odczuwaliśmy empatie względem siebie. Po całym dniu poczułem się zmęczony
i lekko upokorzony, ale słowa Marty pozwoliły mi odczuć, że w gruncie rzeczy
nic się nie stało. Wtem poczułem, że moja koleżeńska wieź jest coś warta, a
mogła skrywać dużo więcej, tylko jeszcze tego nie wiedziałem. W spokoju
wróciłem do mojego mieszkania. Na poprawę humoru wziąłem ciepły prysznic.
Ubrałem się w czyste ubranie i zacząłem przyrządzać sobie wieczorny posiłek.
Usiadłem ze wszystkim w pokoju i w ciszy delektowałem się samotnością, która
w tym wypadku przyniosła ukojenie. Wieczorem napiłem się jeszcze herbaty, a
przed snem sprawdziłem skrzynkę pocztową czy nie ma tam dla mnie
wiadomości od Wery i reszty przyjaciół.
Nic tam dla mnie nie było. Nie zmartwiłem się tym zbytnio, gdyż tego dnia nie
miałem zbytnio ochoty z nikim rozmawiać. Chciałem się po tym wszystkim
wyspać, by następnego dnia mieć siły do wykonywania moich zadań.
Kolejne dni mijały spokojnie, a incydent z klientem w sklepie zamieniliśmy z
Martą w żart. Postanowiliśmy, że nie będziemy się przejmować takimi
sytuacjami, tylko pozwolimy takim osobą się wygadać. Przynajmniej będziemy
mieli o czym sobie podyskutować. W ten właśnie sposób nasza wspólna relacja
się wypełniała ciekawymi sytuacjami. Z powiększaniem się ilości
niewygodnych klientów, nasza przyjaźń się zawiązywała, a po jakimś czasie
obracaliśmy to w śmiech. Był to dobry sposób na podtrzymanie jako takiej
atmosfery między nami, choć nie ukrywam, że przyjemniej jest mieć do
czynienia z grzecznymi sytuacjami. Szef chyba wyczuł, że nie mamy już z tym
problemu, więc nie interweniował. W pewnym momencie zrozumiałem, że
mogło to wpłynąć na korzyść z tego względu, że czasami przyjaźń jest
cenniejsza, niż nie szczere uczucia, gdybym zaangażował się emocjonalnie w tą
znajomość i zachował się nie fair w stosunku do Wery.
Cała sytuacja wpłynęła o tyle pozytywnie na mnie, że nie chodziłem już co rano
do sklepu zmęczony tym, że ktoś mógłby mi dokuczyć. Nie męczyło mnie to.
Raz na kilka dni robiłem co wieczór zakupy do domu, a w piątki regularnie
spotykałem się z Weroniką. Bywało tak, że czasami widywaliśmy się też z
naszym przyjaciółmi i wspólnie wspominaliśmy nasze wieczorne spacery i
wyjazd poza miasto. Całość najczęściej dopełniała kolacja i słuchanie muzyki.
Moja sytuacja, a w zasadzie i całej naszej czwórki zaczęła wyglądać nieco
stabilniej. Cieszyłem się z takiego obrotu sprawy, a o poprzedniej pracy już
zapomniałem. Nareszcie mogłem sobie zapewnić podstawowe potrzeby i
spędzać wolne ze znajomymi. Zbliżające się do końca lato optymistycznie
nastrajało nas na kolejną porę roku. Wiedziałem, że nie będę sam i nie będę się
nudził. Nie czułem się zmęczony codzienną sytuacją.
Pewnego dnia, w piątkowy poranek w pacy, do sklepu weszła pewna pani.
Wyglądała na osobę w starszym wieku, która poprosiła mnie bym naszykował
jej zakupy. Wyciągnęła kartkę i zaczęła wymieniać produkty, Nie zdziwiło mnie
to, gdyż łatwiej jest zapisać sobie to co trzeba kupić, niż pamiętać o tym. Bez
wahania z uśmiechem podszedłem do stoiska i zacząłem pakować produkty do
toreb. Jedyną rzeczą, która mnie zdziwiła to była ilość jaką miałem przygotować
dla tej pani. Zastanawiało mnie to jak ona sobie z tym poradzi i w jednej chwili
zrobiło mi się jej żal. Gdy na nią spojrzałem, podeszła do mnie i zapytała:
- Czy mógłbyś mi pomóc zanieść te torby do domu, mieszkam niedaleko.
Nie widziałem nic przeciwko. Marta skinęła na mnie głową. Policzyła
należność, ja wziąłem zakupy i powiedziałem, żeby się nie martwiła. Po chwili
wyszliśmy we dwoje ze sklepu i powolnym krokiem ruszyliśmy w stronę
zamieszkania klientki. Gdy doszliśmy na miejsce i wszedłem na piętro, gdzie
znajdowało się jej mieszkanie, pani zaczęła otwierać drzwi. Otworzyła je i
powiedziała, żebym postawił zakupy na podłodze tuż obok, a ona już sobie
poradzi. Tak też uczyniłem i z uśmiechem zacząłem kierować się do sklepu,
gdzie miałem spędzić resztę dnia. Gdy zacząłem się oddalać, pani powiedziała
do mnie:
-Zaczekaj i podejdź tu.
Tak też uczyniłem. Wtedy pani wręczyła mi swoje drobne pieniądze w zamian
za pomoc jakiej jej udzieliłem. Spojrzałem na to co trzymałem w ręku i
instynktownie zwróciłem je z powrotem mówiąc:
Nie trzeba, pani się przydadzą, a mi pomoc nie sprawiła problemu.
Spojrzała na mnie, a w jej oczach pojawiła się łza. Nagle dotarło do mnie, że
mam jeszcze kilka godzin spędzić w pracy, więc powiedziałem do niej:
- Miłego dnia. Muszę wracać.
Odszedłem od drzwi i wróciłem do sklepu. Gdy stałem tak w samotności na
stoisku dotarło do mnie, że to jak się zachowałem, było dużo więcej warte, niż
drobne, które chciała mi wręczyć. Poczułem się dowartościowany, że mogłem
pomóc tej kobiecie. Wiedziałem, że pieniądze będą jej bardziej potrzebne,
chociaż by po to żeby kupić sobie coś dla siebie. Nie wyglądała na zamężną
osobę, a ja nie potrzebowałem w tej chwili gotówki, gdyż niczego mi nie
brakowało.
Piątkowy wieczór zakończył się spokojnie. Gdy wróciłem do domu czułem się
odprężony pomimo tygodnia spędzonego poza domem. Zrobiłem sobie kolację i
odruchowo otworzyłem laptopa. Wszedłem na skrzynkę pocztową odczytałem
wiadomość od Wery: Masz ochotę się spotkać?
Odpisałem, że bardzo chętnie, ale w sobotę. Dzisiaj chciałem pobyć trochę sam i
przemyśleć ostatnie dni mojej pracy.
W sobotę Weronika przyszła sama i przyniosła koszyk owoców, mówiąc, że
chciała by, żebyśmy razem w ten weekend nabrali energii i dobrze się bawili.
Gdy już zasiedliśmy na kanapie w pokoju i razem kosztowaliśmy smakołyków,
Weronika niespodziewanie powiedziała, że nie żałuje naszego przypadkowego
spotkania. W rozmowie dała mi do zrozumienia, że po moim postępowaniu
chyba nie traktuje ich obojętnie. Na co ja odpowiedziałem, że nie brnął bym w
to wszystko, gdybym to była przelotną znajomość. Oboje wiedzieliśmy, że takie
rozmowy są ważne dla nas obojga, gdyż oswajały nas ze sobą i przygotowywały
do wspólnego życia. Czy na poważnie, czy na razie tylko jako para zakochanych
tego jeszcze nie potrafiliśmy dokładnie stwierdzić. Chcieliśmy, by nasza
znajomość rozwijała się naturalnie, bez żadnych nacisków i ponagleń.
Umówiliśmy się, że jeśli nam nie wyjdzie, to postąpimy fair oboje i rozejdziemy
się w zgodzie i może nawet przyjaźni. Było to ważne z racji tego, że w naszą
znajomość było wplątane jeszcze kilka osób, z którymi relacje należało
uszanować. Jak na razie nie mieliśmy do siebie zastrzeżeń. Wera szanowała
moją prywatność i czas który miałem tylko dla siebie, a ja nie naciskałem
zbytnio na to żeby się z czymś spieszyć. Mieliśmy przed sobą życie, którego
scenariusz zależał w dużej mierze od nas samych.
Po kolacji Weronika zaproponowała spacer o zachodzie słońca, by dopełnić ten
romantyczny wieczór. Tak też się stało. Byliśmy razem na zewnątrz pół
godziny, akurat w momencie kiedy słońce zachodziło. Zachowując się po
dżentelmeńsku, odprowadziłem ją do domu. Gdy już mieliśmy się rozstać,
powiedziała:
- Wiesz pewnie , nadejdzie taki moment, że będziesz musiał pójść do mnie
razem ze mną, przynajmniej po to, by poznać moich rodziców.
Nie zaskoczyło mnie to, gdyż było to w pewnym momencie nie uniknione.
Powiedziałem, że nie będę miał z tym większego problemu, ale chciałbym żeby
to nastąpiło, gdy już będziemy wiedzieli, że na pewno zostajemy razem.
Weronika pochwaliła moją odpowiedzialną postawę i w geście zrozumienia
uśmiechnęła się do mnie i pocałowała.
- Bardzo cię lubię powiedziała, przesuwając dłonią po moim policzku.
Spojrzałem jej prosto w oczy i odpowiedziałem, że czuję to samo. Nie chciałem
zdradzać, że byłem już w niej trochę zakochany. Zbyt szybkie oznajmianie
uczuć mogło by się skończyć falstartem w momencie, gdy druga osoba jeszcze
tego nie czuła.
Dziękuję za miły wieczór, mam nadzieje, że myślami pozostaniemy razem do
końca tego wieczoru, dodałem.
Przytuliła się do mnie i szepnęła mi do ucha:
- Miłych snów, pa.
Po chwili już nie było jej przy mnie, a mi pozostała samotna droga do domu.
Podczas krótkiej przechadzki z powrotem do miejsca mojego zamieszkania,
poczułem, że znajduję się w sytuacji która mi bardzo odpowiada. Byłem w
związku, który w ogóle mnie nie męczył, dostawałem w zamian przyjaźń i
pomoc.
W domu dokończyłem sok, który wcześniej razem otworzyliśmy, włączyłem
spokojną muzykę i zacząłem przygotowywać się do snu.
W niedzielny poranek obudziłem się dość późno, bo tuż przed południem. Nie
żałowałem tego, gdyż czułem się bardzo dobrze. Słowa Wery nabrały na
wartości. Byłem wyspany. Zorientowałem się, że zostało mi trochę czasu na
przyrządzenie sobie popołudniowego posiłku, więc wstałem, ubrałem się,
wziąłem prysznic i poszedłem do kuchni zastanowić się nad popołudniowym
daniem. To czego nie brakowało w lodówce to owoców i warzyw ze sklepu,
które mogłem kupić z upustem. Postanowiłem, że zrobię sobie sałatkę, a na
wieczór przygotuje sobie deser owocowy. Gdy już danie było gotowe, usiadłem
w pokoju dziennym przy stole i zacząłem konsumować. Sałatka smakowała
wyśmienicie, tylko przeszkadzało mi jedno. Samotność, która mi towarzyszyła
tego popołudnia. Z tego co pamiętam to zazwyczaj w młodości jadałem posiłki z
rodzicami przy stole. Mama gotowała obiad, a ja z tatą jej pomagaliśmy. Teraz
byłem zdany sam na siebie i nie miałem towarzystwa. Rozpamiętując chwile
spędzone razem z tatą i mamą czułem przypływ emocji, które nazwał bym
tęsknotą za rodzinnym domem. Ponieważ dzieciństwo i młodość miałem udaną,
wspomnienia były przyjemne i napawały mnie optymizmem na resztę dnia.
Zastanawiałem się jak rodzice się miewają i czym się zajmują u siebie w domu
w nadmorskiej miejscowości. Bardzo chciałbym ich odwiedzić, choć wiem, że
na razie nie było to możliwe z powodu pracy i nowych znajomości, w które
byłem zaangażowany. Ale nie mogłem dopuścić, by relacje miedzy nami
zanikły, więc obiecałem sobie, że gdy moja sytuacja się unormuje i znajdę
trochę wolnego czasu, to odezwę się do nich i zapytam czy mógłbym przyjechać
ich odwiedzić. Potrzebowałem ich bliskości, nawet wtedy, kiedy oni chcieli
mieć czas tylko dla siebie. Potrzebowali się sobą nacieszyć po latach rozłąki,
która była spowodowana życiem zawodowym. Przypominali sobie teraz
młodość, kiedy byli w sobie zakochani. Mieli teraz taką możliwość, a ja nie
chciałem im przeszkadzać. Postanowiłem, że będę się na razie zajmował swoim
życiem, a jak przyjdzie odpowiednia pora to zadzwonię do nich.
Wieczór spędziłem siedząc w fotelu, jedząc owoce, słuchając muzyki i
wpatrując się w zachodzące słońce za oknem. Poczułem satysfakcje z
dotychczasowego życia i z tego jak się ono układało. Weekend spędziłem na
odpoczynku, który miałem nadzieje, da mi siłę na kontynuacje
dotychczasowego życia i pracy, w następnym tygodniu.
Po weekendzie spędzonym głównie na odpoczynku, nadchodzący tydzień
zapowiadał się optymistycznie, pogoda dopisywała , więc mogliśmy się
spodziewać wielu klientów robiących zakupy u nas. Oboje z Martą byliśmy od
rana zajęci obsługą, a szef co jakiś czas przyjmował dostawy nowych, świeżych
produktów. Jako zgrany zespół musieliśmy się dobrze porozumiewać. I tak
też było. Między nami pojawiały się uśmiechy, które były podsumowaniem
dobrze wykonanej pracy. Przynosiłem klientom pod stanowisko Marty zakupy,
a ona liczyła i przyjmowała należność. Nikt nie narzekał i jednym słowem
wszyscy byli zadowoleni.
Podczas piętnastominutowej przerwy na lunch, szef poprosił mnie do siebie na
zaplecze. Nie wiedziałem czego mogę się spodziewać, ale nie podejrzewał em
niczego złego. Gdy już stanąłem naprzeciwko niego powiedział:
- Usiądź, chciałbym z tobą porozmawiać.
Gdy już byłem wygodnie usadowiony, zaczął:
- Dawid. Muszę cię zapytać wprost. Czy ty i Marta macie jakieś zależności
emocjonalne względem siebie. Mam tu na myśli romans czy coś podobnego?
Uśmiechnąłem się i powiedziałem.
Wiem szefie, że może to tak wyglądać, ale chyba tylko dla tego, że nie chcemy
burzyć dobrej atmosfery miedzy nami. Dzięki temu praca idzie sprawniej i
każdemu jest przyjemniej.
- Nie pytam o to, żebym był przeciwko, tylko chciałbym wiedzieć jak mam was
traktować. Z czystej troski chciałbym wiedzieć. Moim zadaniem nie jest tylko
powierzanie wam obowiązków, ale też troska o was.
Nie chciałem rozwijać wątku i opowiadać o swoim życiu i mojej dziewczynie,
ale zapewniłem go, że na razie nie musi o nic się martwić. Wszystko było w jak
najlepszym porządku.
- Dziękuje ci za szczerość dodał. Po prostu zależy mi na was i chce jak najlepiej.
Ucieszyło mnie stanowisko szefa w naszej sprawie. Było to odzwierciedlenie
naszych wspólnych relacji.
W chwilach wolnych od obsługiwania klientów, błądziłem myślami za
przyjaciółmi i za tym co mogą teraz robić. Z tego co wiedziałem Weronika
pracowała w salonie kosmetycznym i była pochłonięta swoim zajęciem, gdyż
lubiła to czym się zajmowała. Maciek zajmował się doradztwem w jeden z firm
z branży biznesowej, a Kamila była księgową. Wszyscy byliśmy w tygodniu
zajęcie zarabianiem na niezbędne wydatki i przyjemności związane z naszym
życiem. Być może nasze zajęcia nie były spełnieniem marzeń zawodowych, ale
jak dotychczas nikt nie narzekał , a wspólne spotkania pozwalały nam dobrze
odpocząć po wszystkim.
Z tego co się orientowałem Weronika mieszkała z obojgiem rodziców i jej dom
wyglądał raczej jak miejsce typowej szanującej się rodziny. Naczelne miejsce
zajmował jej tata, a mama była ośrodkiem życia w ich domu.
Maciek mieszkał z ojcem i nie było by im zapewne łatwo , gdyby nie związek z
Kamilą, która miała tylko mamę. Ich wzajemna sympatia pozwalała dostarczyć
im wzajemnego zapotrzebowania z obcowaniem z płcią przeciwną i pozwoliła
uzupełniać braki w uczuciach. Byli dobrze dopasowaną parą nie tylko dlatego,
że prawdopodobnie byli zakochani w sobie , ale też dlatego, że wspólne życie
mogło dać im szansę zrównoważonego rozwoju. Nikt długo by nie wytrzymał
obcując tylko z mamą czy tatą. Ja natomiast byłem wcześniej samotny.
Rozmyślając tak o przyjaciołach dostrzegłem, jak ważna są częścią mojego
życia. Bez nich prawdopodobnie chodziłbym przygnębiony samotnością i nie
miałbym na nic ochoty.
Zbliżał się koniec tygodnia i nie mogłem się już doczekać, aż wspólnie wszyscy
razem się zobaczymy. Postanowiłem, że przygotuje dla nich coś specjalnego,
coś czego nie mogli się spodziewać.
W sobotni poranek, gdy wszyscy przed uprzednim umówieniu spotkaliśmy się u
mnie, zaproponowałem, żebyśmy wybrali się do pobliskiego ogrodu
botanicznego. Nie jest to wycieczka za miasto, ale na pewno też się nam to
przysłuży do regeneracji i odpoczynku. Kamili od razu spodobał się pomysł, a
za jej optymistyczną reakcją inni też stwierdzili, że nie mają nic przeciwko. Po
pół godziny byliśmy ubrani i gotowi do wyjścia.
Droga do wyznaczonego miejsca zajęła nam jakieś dziesięć minut. Wstęp był
darmowy, więc jak na razie wynikały z tego same korzyści. Na zewnątrz
spacerując alejkami podziwialiśmy różnego rodzaju rzadko spotykane rośliny,
których na co dzień nie mogliśmy nigdzie spotkać. Ja z Maćkiem raczej byliśmy
zadowoleni, że w ogóle udało się gdzieś wyjść i zapomnieć o codzienności.
Spacerowaliśmy wewnątrz ogrodu rozglądając się, a dziewczyny z
zainteresowaniem oglądały rośliny coraz wskazując palcem bardziej
interesujące okazy. Nie okazując zadowolenia, cieszyłem się, że przy
niewielkich nakładach zorganizowałem dla wszystkich odpoczynek.
Maciek w pewnej chwili zapytał mnie skąd u mnie wziął się pomysł wizyty w
ogrodzie botanicznym. Wytłumaczyłem mu, że często tędy przechodziłem , gdy
wychodziłem na spacer jak czułem się zmęczony po pracy i potrzebowałem się
odprężyć. Nigdy wcześniej tu nie zaglądałem, ale korzystając z okazji, że
byliśmy wszyscy razem postanowiłem, że możemy na tym skorzystać.
Po godzinie spędzonej wśród przyrody, wybraliśmy się do pobliskiej kawiarni
na lody, a następnie wróciliśmy do mojego mieszkania. Nastało popołudnie, nie
bardzo miałem pomysł na resztę dnia, co wyczuła Weronika, więc sama
zaproponowała, żeby Kamila z Maćkiem zostali na kolacji. Spodobała mi się
inicjatywa mojej dziewczyny, tym bardziej , że wynikła bez mojej pomocy.
Po prostu poczuła się do tego, żeby zorganizować sama resztę dnia.
Usiadłem z Maćkiem na kanapie w pokoju dziennym i zaczęliśmy przeglądać
płyty na nagraniami, by zapewnić wszystkim odpowiedni nastrój tego wieczoru.
Nasze dziewczyny w tym czasie w kuchni przygotowywały wieczorny posiłek.
Po dwudziestu minutach siedzieliśmy już przy stole delektując się smakołykami,
a w tle leciał nastrojowa muzyka. Wszystko to spowodowało , że po całym dniu
nikt już nie wspomniał o trudach dnia codziennego tylko w dobrych nastrojach
wieczór upłynął nam na opowiadaniu dowcipów i upajaniu się spokojem i
relaksem.
Pod koniec spotkania Kamila która była najbardziej zachwycona wycieczką i
okazami roślin , które można było tam spotkać, stwierdziła, że fajnie byłoby na
co dzień obcować wśród takiej roślinności. Weronika dodała, że jak się tam
znalazła od razu odszedł od niej stres i zapomniała o problemach. Maciek nic
nie powiedział. Ja natomiast powiedziałem, że miejsce podobnym do tego
miejsca jest zwykła kwiaciarnia.
-mogłabym przebywać wśród kwiatów cały dzień, powiedziała moja
dziewczyna.
-Ja również, dodała Kamila.
Fajnie było by pracować w takim miejscu. Zarabiać i odpoczywać, powiedział
Maciek.
-To nie byłby zły pomysł powiedziałem.
Wtem nagle wszyscy spojrzeliśmy się na siebie porozumiewawczo, po czym
nastała cisza.
-Odłóżmy ten pomysł na później powiedziała Weronika. Jak już nie będziemy w
stanie pracować u innych wtedy pomyślimy o wspólnym biznesie.
Gdy wieczór zbliżał się do końca ustawiłem świece na stole. Siedzieliśmy
jeszcze tak ze dwie godziny wsłuchując się w relaksujące rytmy lecące z
głośnika. Pod koniec spotkania wszyscy podziękowaliśmy sobie za wspólnie
spędzony dzień, z którego wynikły same korzyści. Weronika z Maćkiem i
Kamilą wyszli do swoich domów, a mi pozostało sprzątanie, którego nie
chciałem odkładać na później. Po wszystkim położyłem się na kanapie i
zasnąłem.
Następny tydzień nie przyniósł niczego niespodziewanego. Chodziłem od
poniedziałku do piątku tą sama droga w tym samym celu: żeby odpracować
swoje godziny, wziąć coś do jedzenia do domu i wrócić zmęczony. Kontakt z
Martą chwilowo zanikł. Oboje byliśmy zajęci swoimi obowiązkami.
W czwartek, nie wiedząc dlaczego, bo nigdy tego nie robiłem w środku
tygodnia, zajrzałem na skrzynkę pocztową, gdzie pojawiła się wiadomość:
- Cześć chciałabym się z tobą zobaczyć w piątek po pracy, ważne.
Ok., pomyślałem. W piątek tuż po zamknięciu sklepu wróciłem do siebie i
oczekiwałem wizyty Weroniki. Po około pół godziny przyszła zdyszana i
zaczęła zdejmować wierzchnie ubranie. Trochę zdziwił mnie jej pośpiech, ale
widocznie było to coś ważnego. Powiedziałem żebyśmy usiedli w pokoju
dziennym, a ja przygotuje herbatę i przyniosę ciasteczka.
Gdy już siedzieliśmy wygodnie, ona przeszła do rozmowy:
-Moi rodzice chcieliby cię poznać, powiedziała bez ogródek.
Mogłem tego prędzej czy później się tego spodziewać, choć prawdę mówiąc nie
byłem na to przygotowany.
Uśmiechnąłem się, i powiedziałem , że zgadzam się tylko powiedz kiedy.
Ona na to:
-W niedziele na obiedzie.
Prawdę mówiąc trochę ze mnie zeszło ciśnienie, gdy pomyślałem, że będę miał
cały dzień na przygotowanie. Chwile pomyślałem i stwierdziłem, że z niczym
mi to nie koliduje.
Zapytałem:
- Czemu akurat w niedziele i czy czasem nie za szybko na takie spotkania.
Stwierdzili, że wola wiedzieć z kim ich córka się prowadza, a z tego co trochę
im opowiadałam o tobie to wydałeś im się interesującą osobą i chcieli by cię
poznać.
Na którą mam przyjść? Zapytałem
14:00 punkt u mnie i proszę cię, że jeśli tobie zależy tak jak i mnie na naszym
związku, to postaraj się, żeby to dobrze wypadło.
Pocałowała mnie na pożegnanie, po czym ubrała i wyszła mówiąc na koniec, że
ma trochę spraw do załatwienia i musi pomóc mamie.
Prawdę mówiąc o rodzicach Weroniki nie wiele wiedziałem, więc nie widziałem
czego mogę się spodziewać. Była to dla mnie nie wiadoma, więc musiałem
przygotować się, by zrobić dobre pierwsze wrażenie. Postanowiłem, że całą
sobotę przeznaczę na przygotowania.
Owego dnia kiedy to miałem spotkać się z rodzicami Weroniki byłem nieco
spięty. Była to niecodzienna sytuacja, ale nieunikniona. 5 minut przed
wyznaczona porą wyszedłem od siebie z mieszkania i zmierzałem w umówione
miejsce.
Drzwi otworzyła mi moja dziewczyna, która nie krępując się przywitała mnie
pocałunkiem. Na początek zaprosiła mnie do swojego pokoju i zapytała jak się
czuję. Odpowiedziałem, że dobrze i nie ma się o co martwić. Po kilku minutach
Mama Weroniki miłym tonem poprosiła nas do pokoju na obiad. Gdy wszedłem
się przywitać byłem mile zaskoczony. Obydwoje państwo byli uśmiechnięci i
nie wydawali się negatywnie nastawieni.
Mamo, Tato to jest Dawid, przedstawiła mnie Wera.
Oboje rodziców podali mi swoją rękę wymieniając swoje imiona.
Miło cię poznać, młodzieńcze, teraz będę znał powód dla którego moja córka się
wymyka z domu, powiedział z uśmiechem tata Weroniki.
Siadajcie, dodała mama.
Gdy wszyscy usiedliśmy do stołu obydwie panie zaczęły przynosić półmiski z
jedzeniem, a gdy stół był już zastawiony usiadły razem z nami.
Na początek rozmów tata Weroniki podjął temat meczów i kibicowania
lokalnej drużynie. Sam był oddanym kibicem i najwyraźniej chciał się
zaprzyjaźnić, a na pewno wymienić kilka uwag dotyczących sportu. Rozmowa
miała charakter zapoznawczy, gdyż w następnej kolejność zapytał mnie co u
mnie słychać. Opowiedziałem trochę o sobie, o tym, że mieszkam sam i pracuję,
a w wolnym czasie widujemy się z Werą. W trakcie posiłku pani domu
zdradziła, że oboje z mężem nie są już aktywni zawodowo i teraz oddają się
należytemu odpoczynkowi. Bardzo ucieszył ich fakt, że ich córka znalazła sobie
sympatie. Uzasadnili to tym, że to najwyższy czas zawrzeć taką przyjaźń. Jeśli
chodzi o pierwsze wrażenie to chyba wypadłem dobrze, a i moi rozmówcy nie
zrazili mnie do siebie. Rozmowy miedzy nami były luźne i nie były męczące.
Po skończonym posiłku Weronika przeprosiła rodziców i zaprosiła mnie do
swojego pokoju na odpoczynek. Grzecznie podziękowałem za poczęstunek po
czym przeszliśmy do części mieszkania należącej do mojej dziewczyny.
Pokój miał charter elegancki z jednym małym wyjątkiem. Było tam bardzo dużo
pluszowych maskotek, które jak się później dowiedziałem Wera zbierała od
dziecka. Po krótkiej przerwie w milczeniu oboje usiedliśmy na kanapie i
porozumiewawczo spojrzeliśmy na siebie, by dać znać, że wszystko jest w
porządku i trochę ochłonąć od lekko stresującej sytuacji.
Weronika zaczęła pokazywać mi swoje pamiątki z dzieciństwa i nie tylko.
Pokazała mi swoje zdjęcia z wakacji , które spędzała co roku z rodzicami nad
morzem dopóki się uczyła. Było tego tak dużo, że momentami nie chciało mi się
już tego oglądać. Powód był jeden. Na każdym zdjęciu był podobny motyw,
czyli ktoś z jej rodziny na tle morza. Nuda, ale żeby nie sprawić jej przykrości
okazywałem żywe zainteresowanie. Jej pokój był odzwierciedleniem średnio
dojrzałej kobiety, choć ona sama w sobie była już dojrzałą osobą. Powiedziałem
jej to, na co usłyszałem , że trudno jej się rozstać z tymi rzeczami, gdyż
stanowią one swego rodzaju symbol jej dorastania. Z każdym z tych
przedmiotów była trochę związana. Gdy już nie było czego przeglądać i o czym
opowiadać włączyła cichą muzykę ze swojego sprzętu audio. Była to lekka
melodia, która pozwoliła nam się odruchowo wtulić w swoje ramiona i
pocałować na podsumowanie całego popołudnia. Nie zaprzeczę, że miło
spędziłem ten czas, czego w ogóle nie żałuję. Po wszystkim Wera oprowadziła
mnie jeszcze po swoim mieszkaniu omijając sypialnie rodziców. W skład całego
mieszkania wchodził jeszcze pokój ćwiczeń, gdzie jak twierdzi Wera od nie
pamiętnych czasów jej rodzina ćwiczy i krzepi jak jest w przypadku jej ojca
kulturę fizyczną. Pomyślałem przez chwilę, że to dobre i dla mnie , gdyż
będziemy mieli trochę wspólnego jak przyjdzie do zadbania o zdrowie. Trochę i
ja ćwiczyłem, ale gdy zobaczyłem wyposażenie pokoju, pomyślałem , że
przebywają tam nie lada sportowcy.
Całe mieszkanie miało ładny wystrój, co świadczyło o wysokiej kulturze i
dbałości o wszystko jego mieszkańców. Sprawiło to na mnie miłe wrażenie, aż
na tyle, że chętnie bym ich jeszcze raz odwiedził.
Kończąc wizytę postanowiłem, że grzecznie podziękuję za poczęstunek i miłe
przywitanie. Przy wyjściu, mama Weroniki poprosiła mnie, żebym nie krępował
się ich odwiedzać, gdyż jak powiedziała wprost, razem z mężem nie maja do
mnie zastrzeżeń po pierwszym spotkaniu. Ucieszyło mnie to, a w geście nowo
zawiązanej przyjaźni tata Wery przypomniał mi, że w następnym tygodniu gra
nasza drużyna. Uśmiechnąłem się porozumiewawczo i powiedziałem , że będę
pamiętał.
Weronika odprowadziła mnie do domu, choć nie oczekiwałem tego. Pod moimi
drzwiami pocałowaliśmy się na pożegnanie i powiedziała , że z racji tego, że już
zbliża się wieczór i jest niedziela, lepiej nie przeciągać spotkania, tylko
przygotować się na poniedziałkowe obowiązki w pracy. Zgodziłem się z nią.
Rozstaliśmy się obydwoje zachowując miłe wspomnienia i wrażenie po całym
dniu. Cieszyłem się , że nieuniknione mamy już za sobą. Przez resztę wieczoru
przygotowywałem się do tygodnia w sklepie , szykując sobie ubranie i kanapki
na rano do pracy.
W następnym tygodniu dowiedziałem się, że szef przewidział dla nas tydzień
urlopu, który chciałby żebyśmy przeznaczyli na odpoczynek. Uzasadnił to tym,
że chce zadbać o swoich podopiecznych nawet kosztem zmniejszenia obrotu.
Postanowił, że zamknie sklep i da nam wolne. Ku naszemu zdziwieniu
powiedział, że z góry wypłaci nam premie, bo chce, aby nasza współpraca
dobrze się układała. Wróciliśmy do swoich domów, a właściciel sklepu
wywiesił na drzwiach wywieszkę „zamknięte”. Bardzo podobało mi się jego
stanowisko. W ten sposób zapewnił sobie dobre relacje z nami.
Wróciwszy do domu z wizją całotygodniowego odpoczynku nie miałem ochoty
nic robić, poza zaleceniami szefa. Włączyłem po cichu muzykę i posłuchałem
się zaleceń. Ten tydzień chciałem spędzić sam. Postanowiłem, że będę
odpoczywał dotąd, aż będę się dobrze czuł. Nie chciałem myśleć o niczym
więcej. Pierwsze co zrobiłem, to położyłem się i zasnąłem.
Czas spędzany w samotności mijał spokojnie. W sobotę Weronika przyniosła
ciasto od swojej mamy, które wspólnie napoczęliśmy popijając herbatę podczas
razem spędzanego popołudnia. Siedząc tak i odpoczywając nagle doszło do
rozmowy o nas i o tym jak planujemy, by rozwinął się nasz związek.
Oboje zgadzaliśmy się co do jednego. Skoro układało się tak dobrze to nic nie
stało na przeszkodzie, żeby się bardziej zaangażować w to wszystko.
Napotkaliśmy tylko jeden problem. Poza weekendami nie mieliśmy w ogóle dla
siebie czasu ze względu na obowiązki. Na razie nie mogliśmy tego zmienić , ale
nieuniknione było to, żeby sobie z tym poradzić.
Tego wieczoru Wera spędziła noc u mnie. Wspólnie oglądaliśmy filmy
romantyczne i słuchaliśmy nastrojowej muzyki. Rano po śniadaniu oboje
żałowaliśmy, że musimy się rozstać na kolejne parę dni. Zwiastowało to
tęsknotę za sobą, która jeszcze bardziej miała umocnić nasz związek.
Resztę niedzieli przeleżałem w łóżku. Nie chciałem marnować okazji, żeby
wypocząć, aż za nad to.
Kolejne tygodnie mijały w sklepie dość normalnie. Jedyne na co narzekałem to
znużenie tym zajęciem. Z czasem zacząłem odczuwać, że przyjdzie taki
moment, że będę musiał porozmawiać o tym z Weroniką. Pogoda w tym czasie
nieco się zmieniła. Lato minęło, a jesień zbliżała się do końca. To czego
mogłem się spodziewać to chłodne dni spędzane w pracy , bądź w domu.
W czasie spędzanym w domu Wera co raz częściej do mnie przychodziła, a nasi
wspólni przyjaciele postanowili, że lepiej jak będziemy trzymać się razem.
Będzie nam wszystkim przyjemniej. Razem graliśmy w różne gry planszowe,
oglądaliśmy komedie i słuchaliśmy nastrojowej muzyki.
Pogoda z nastaniem zimy zmieniła się na tyle, że zrobiło się chłodno, lecz
pogodnie. Nikt z nas nie narzekał na obniżenie nastroju spowodowane zła aurą.
Weekendy spędzane razem stały się dla nas normalności, a do pracy każdy z nas
chodził tylko po to żeby zrobić to co do niego należy. Nikt z nas nie szukał
atrakcji dodatkowych. Razem czuliśmy, że praca u kogoś to nie jest nasze
marzenie , ani docelowe miejsce. Czuliśmy, że przyjdzie taki moment, że poza
czasem spędzanym razem fajnie było by mieć jakieś wspólne zajęcie, które
zapewniło by nam utrzymanie, a było by zarazem przyjemne.
Pewnego wieczoru, gdy siedzieliśmy razem u mnie na kanapie i oglądaliśmy
filmy, zerknąłem na Kamilę i jej spuszczoną głowę i niepocieszoną minę.
Szturchnąłem Werę i wzrokiem wskazałem jej naszą koleżankę. Po seansie
Weronika w rozmowie z Kamila dowiedziała się że ta jest już wyczerpana swoją
pracą i ma serdecznie dosyć chodzenia do niej. Uzasadniła to niezdrową
rywalizacją i niemiłą przy tym atmosferą.
Gdy wszyscy się o tym dowiedzieli , razem zgodnie doszliśmy do wniosku, że
skoro znamy się tak dobrze już, to powinniśmy pomyśleć o wspólnym biznesie ,
który pomógłby nam w codziennym życiu , a przy tym moglibyśmy dalej razem
się widywać. Po krótkich rozmowach przy stole zastawionym owocami i
ciasteczkami, doszliśmy do wniosku, że najlepiej byłoby otworzyć coś w czym
będziemy się dobrze czuli. Dziewczyny wymyśliły że najlepszym pomysłem
będzie kwiaciarnia, w której dodatkowo będziemy sprzedawać pluszowe
zabawki. Roześmialiśmy się z Maćkiem, ale po chwili stwierdziliśmy, że skoro
chodzi tu o dobre samopoczucie, to nie mamy nic przeciwko. Kwiaty i pluszowe
zabawki miło nam się wszystkim kojarzyły.
Aby zrealizować nasz pomysł do końca Maciek wskazał wszystkim opuszczony
pawilon niedaleko naszego miejsca zamieszkania, który moglibyśmy
zaadoptować na nasz punkt.
Kamila z Weroniką dowiedziała się wszystkiego na temat tego miejsca.
Przed przystąpieniem do naszej działalności chcieliśmy wziąć wszyscy urlop i
wyjechać pod namioty , aby dobrze wypocząć .
Gdy nastała wiosna wszyscy razem zebraliśmy nasze rzeczy i pojechaliśmy na
biwak na pole namiotowe przy lesie dość blisko naszego miasta. Tam wszyscy
razem mogliśmy odpocząć w sąsiedztwie natury tym bardziej że pogoda
dopisywała . Było ciepło i pogodnie jak na tą porę roku. Razem chodziliśmy na
spacery, a wieczorami graliśmy w gry w naszych namiotach. Tygodniowy urlop
przydał się nam wszystkim.
Po powrocie mogliśmy przystąpić do realizacji naszego planu . Wykupiliśmy za
oszczędności opuszczony pawilon i wyremontowaliśmy.
Zagospodarowaniem w asortyment naszego punktu zajęła się Kamila z
Weroniką , a my z Maćkiem zajęliśmy się pracami porządkowymi.
Po niespełna miesiącu wszystko było już gotowe. Przyszła pora tylko
podziękować naszym pracodawcą za wspólne chwile i trzymać kciuki za
powodzenie naszego biznesu. Po kilku dniach wszyscy byliśmy już bezrobotni i
staliśmy przed naszym pawilonem pełni oczekiwań na powodzenie.
Pierwsze dni okazały się znakomite dla naszej czwórki. Ludzie widząc naszą
kwiaciarnie i pluszowe zabawki, byli zachwyceni, że coś takiego pojawiło się w
okolicy. Wszyscy do około chodzili w dobrych nastrojach.
Po kilku dniach zadzwonił do mnie mój tata, który dowiedziawszy się o
wszystkim zaproponował bym przyjechał z Weronika do nich ich odwiedzić.
Nazajutrz bez chwili namysłu poprosiliśmy Macka i Kamilę o parę dni wolnego
uzasadniając to tęsknotą za rodzina. Powiedzieli że nie ma problemu i poradzą
sobie bez nas.
Po kilu dniach wyjechaliśmy razem do moich rodziców do nadmorskiej
miejscowości. Rodzice przyjęli nas ciepło i serdecznie. Mama cieszyła się z
obecności Kamili i dużo z nią rozmawiała. W miedzy czasie tata zaproponował
byśmy przeszli się na spacer na przystań , że chce nam coś pokazać.
Gdy byliśmy na nabrzeżu wskazał palcem stojąca nieopodal przy brzegu
żaglówkę. Powiedział, że to nasza wspólna żaglówka, która miała być
zasłużonym odpoczynkiem dla nas wszystkich po czasami niełatwym życiu..
Gdy weszliśmy z Werą na pokład złapałem ją za rękę. Poczułem jak jej dłoń
zaciska się mocniej na mojej.
Pozostało nam dwojgu już tylko czekać , aż nasze życie tak jak żagle na łódce,
będzie napędzane wiatrem, które w naszym przypadku symbolizowały emocje i
uczucia względem nas samych.
koniec

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
pawel83 · dnia 11.07.2021 20:23 · Czytań: 193 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 16.07.2021 17:04
Ponoć nie wiem już który przypominam na tym portalu - teksty powyżej pewnej długości powinny być oznaczane jako długie opowiadanie.

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Abakarow
24/10/2021 14:36
Świetna miniaturka! Bardzo mi się podoba. Skróciłbym ją… »
Afrodyta
24/10/2021 14:32
Bardzo dobry tekst, trafiony w punkt. »
Afrodyta
24/10/2021 14:15
Najbardziej spodobała mi się puenta Twojego wiersza, niby… »
ApisTaur
24/10/2021 14:10
ajw Dawno Ciebie nie czytałem (siebie też). ;) Ale miło… »
Nuria
24/10/2021 14:10
Rozumiem. Ważne, że czytałaś i zostawiłaś ślad słowem.… »
Afrodyta
24/10/2021 14:09
Wodniczko, dziękuję za odwiedziny i za wypowiedziane przez… »
ApisTaur
24/10/2021 13:32
Zbigniew Szczypek Dzięki Zbyszku za czytanie i ciekawy… »
Zbigniew Szczypek
24/10/2021 11:30
Witaj Apisie Troszkę przypomina mi się żart: "Jak się… »
gitesik
24/10/2021 10:33
Bardzo oryginalne skojarzenia i połączenie zawiedzionej… »
gitesik
24/10/2021 10:19
To fajnie że się podoba. To mi uświadamia że warto dalej… »
gaga26111
24/10/2021 10:10
Czytam to sobie bez pierwszej strofy mimo że wnosi ona swoim… »
gaga26111
24/10/2021 10:01
Miło cie widziec ajw :) dziękuję:) »
ajw
23/10/2021 22:43
Myslę, że w życiu nie warto dryfować, bo łatwo trafić w ręce… »
ajw
23/10/2021 22:38
Jest w nim esencja. Życie nie jest łatwe ani proste, dlatego… »
ajw
23/10/2021 22:34
Zaintrygował mnie ten wiersz, dużo w nim treści, choć nie za… »
ShoutBox
  • mike17
  • 23/10/2021 18:56
  • A tu macie konkursowe info : [link]
  • mike17
  • 23/10/2021 18:54
  • Czas ucieka a tu trzeba coś napisać. Śmiałkowie pióra, do dzieła, nie dajcie się prosić, bo czeka kozacka sława i zacne nagrody muzyczne. Zatem to nic trudnego, jak napisać miniaturkę, czyż nie?
  • Dobra Cobra
  • 23/10/2021 18:16
  • Słodki Kaz, niech Ci się darzy, a książka niech osiągnie sukces na miarę nagrody Nike (choć trzeba napisać wiele wydumanych rzeczy, by zdobyć tę nagrodę).
  • Kazjuno
  • 23/10/2021 06:08
  • Wybacz Dobra Cobro, że spóźniłem się z podziękowaniem za ciepły wpis. Już od dawna głowię się nad fenomenem zimnokrwistego pełzacza z tak cieplutkim sercem. Thank you very much!
  • mike17
  • 22/10/2021 18:03
  • Jeszcze miesiąc do końca nadsyłania prac na konkurs dla prozaików MUZO WENY 10. Zbierzcie się do kupy i piszcie. [link]
  • Dobra Cobra
  • 22/10/2021 12:40
  • Wiadomix, że morderców swoich mamy. Ale w porównaniu z tymi Zachodnimi to zawsze nam brakowało polotu...
  • Carvedilol
  • 22/10/2021 11:10
  • A jak mnie zamordują, to niech ktoś o tym napisze, Polska nie Skandynawia, swoich morderców mamy (tzn. autorów kryminałów)
  • Carvedilol
  • 22/10/2021 11:08
  • Dobra Cobra w takim razie i ja tuszę, że muszę coś dodać, zacznę od usunięcia starych tekstów i dodam ponownie, sprawdzę czy trafią na te same półki
  • Dobra Cobra
  • 22/10/2021 08:02
  • Carvedilol, przypływ weny oczywiscie. Skończyło się radosne letnie hasanie, a jako, że tu nie Riviera - trzeba zabić jakoś coraz krótsze dni. Skandynawowie w takim czasie mordują, u nas się tworzy;)
  • mike17
  • 21/10/2021 15:15
  • Przypominam, że MUZO WENY 10 nadal czekają na Twój tekst. To tylko napisanie miniaturki pod piosenkę :) [link]
Ostatnio widziani
Gości online:45
Najnowszy:delzy91d
Wspierają nas