Wojtek ma dobre życie - Marek Sikorski
Proza » Groteska » Wojtek ma dobre życie
A A A
Od autora: O sztuce robienia ze świni człowieka i odwrotnie.

W Burgrabicach, w niewielkiej wsi blisko granicy polsko-czeskiej, mieszkała sobie rodzina Walendziaków. Andrzej Walendziak pracował kiedyś w spółce wodnej, a teraz rozpoczął żywot emeryta. Jego żona Maria też została emerytką; wcześniej sprzątała w szkole. Na stare lata Walendziakowie postanowili żyć zdrowo, ekologicznie i produkować żywność. Zaczęli uprawiać własne warzywa, hodować swoje kury i przymierzali się do chowu świń.

Walendziakowa kupiła na początek jednego prosiaka. Sprowadziła go na wiosnę, umieściła w świeżo wybielonym chlewiku i pilnie dbała o przyszłe mięso na stole. Świniak rósł sobie spokojnie i pani Maria dogadzała mu z każdej strony.

Raz zakupiła specjalną zdrową paszę, innym razem sprowadziła nienawożone kartofle, a zdarzało się, że częstowała świnkę cukierkami. Nawet zauważała, że to zwierzę było nie tylko mądre, chociaż to świnia, ale i sympatyczne. Postanowiła zwierzaka jakoś nazwać, bo uważała, że skoro świnia jest zadowolona, dobrze rośnie, więc można by ją po ludzku potraktować. Świna otrzymała imię Wojtek. Została tak nazwana specjalnie, bo w rodzinie nie było nikogo, kto by się tak nazywał, więc nikt nie mógłby w przyszłości zgłosić jakichś pretensji.

Wojtek, czyli świnia, zapewne tego nie zrozumiał, ale z czasem przy wypowiadaniu tego imienia, coś tak sobie po świńsku chrząkał.

— Ach, Wojtek, ty masz naprawdę dobre życie. Czysty chlewik, zawsze świeżą wodę i codziennie dobrą karmę. Niejedno zwierzę mogłoby ci pozazdrościć — często tak gadała do siebie i do świni jej właścicielka.

Wojtek przybierał na wadze i z czasem stał się prawdziwie okazałą świnią, czyli knurem [samiec świni domowej zdolny do użytkowania rozpłodowego — przyp. autora].

Nawet swego czasu weterynarz podziwiał ów okaz świńskiego zdrowia i jego imponującą masę ciała. Zdarzało się, że niektórzy gospodarze przychodzili oglądać zwierzę, a na wsi rozpowiadano, że taki knur to może uszlachetnić, przez rozpłód oczywiście, wszystkie wiejskie świnie i też te w okolicy. Okazało się, że Wojtek pochodził z dobrej rasy. Sporo świń na wsi miało okazję poznać jego zalety i wskutek tego narodziło o się tutaj wiele porządnych świń.

Wojtek to knur, a jak knur no to poważna świnia, dlatego jej właścicielka dbała o niego, a i traktowała niemalże po ludzku. Chyba Wojtek to czuł, bo wbrew potocznym opiniom zwierzęta czują wiele, lecz nie potrafią okazać w tak wyrafinowany sposób jak ludzie. Co by tu o zwierzaku nie mówić, był to okaz szlachetnej świni, jeśli o świniach można coś szlachetnego powiedzieć.

W każdym razie Wojtkowi powodziło się dobrze w tym chlewiku z czystą wodą i pożywną strawą. Tak bardzo zaimponował Walendziakowej swoją świńską godnością, że z czasem zaczęła zapominać, że jest to okaz przeznaczony na mięso. Skoro świnia miała imię ludzkie, więc i po ludzku ją traktowano. Gospodyni sprzątała chlewik regularnie i raz nawet umyła szamponem świnię i to takim damskim — ładnie pachnącym. Mało kto w domu rozumiał tę relację kobiety ze świnią, jej uczucia do tego zwierzęcia.

Los jednak płata czasami figle, a fortuna kołem się toczy, czasami tragicznie. Oto córka Walendziakowej, Anna, postanowiła wyjść za mąż, a jej małżonkiem miał zostać inżynier Wojciech Madejewski. A na wsi jest tak, że jak ma się ktoś żenić, to i wesele spore się robi. Wyznaczono termin ślubu, dano na zapowiedzi i spokojnie czekano na ten szczęśliwy czas godów weselnych. Zaproszono gości, przygotowano dobre jedzenie, a i o wódce nie zapomniano. Tylko jedna rzecz się nie sprawdziła. Zbyt mało zamówiono mięsa na ucztę weselną. Przy tym rzeźnik się nie spisał, za małą świnię zarżnął, a bez szynki i kiełbasy oraz salcesonu to nie ma na wsi zabawy weselnej. Bo chłop jak popije, to nie je ciastek, frytek i chipsów, lecz o pieczystym marzy — taki to zwyczaj.

Oko Walendziaka chciwie spoglądało na świnię w chlewie. Knur Wojtek to dobry okaz — i tłusty, i wagę miał stosowną, więc problem byłby z głowy, gdyby z niego szynkę, baleron i salceson oraz wędzone kiełbasy zrobiono. Chcąc nie chcąc, trochę się wahał, lecz postanowił wezwać rzeźnika. Tak się złożyło, że pojawił się on w czasie, jak Walendziakowa pojechała z córką na zakupy, bo czegoś tam im do tego wesela brakowało.

Rzeźnik podciął gardło świni, powiesił głową w dół, aby ściekła z niej cała krew. Następnie całą świnię, już wtedy martwą i sztywną polał wrzątkiem i zeskrobał z sierści, rozpruł brzuch nożem, wydobył wnętrzności i tuszę pociął na kawałki.  Zaczęła się też druga część rzeźnickiej operacji kulinarnej, bo zaczęto robić kiełbasy, szynki i balerony.

No i rozpoczęło się wesele. Najpierw ślub w kościele, a potem zabawa w domu. Jak już sobie chłopi pojedli i z młodą panną potańczyli, to Walendziakowa usiadła zmęczona przy stole. Naprzeciwko niej siedział jej zięć — Wojciech Madejewski, tu jak na ironię losu zdrobniale Wojtkiem zwany.

Jego teściowa siedziała smutna i trochę zapłakana, a ludzie myśleli, że to z powodu wydania za mąż córki, bo to niby już do innego należy. A ona siedziała przy weselnym stole, tuż naprzeciwko zięcia i kilku dużych półmisków z szynką, baleronem, kiełbasą i salcesonem.

— Ach Wojtek, miałeś dobre życie, a teraz tylko pospolitą świnią się stałeś — mówiła zapłakana Walendziakowa i rękę wyciągnąwszy w stronę mięsiwa, wskazując na półmiski, jeszcze coś dodała. — Mogłeś sobie żyć spokojnie. I po co to wesele?

Inżynier Wojtek Madejewski rozzłościł się mową teściowej i wstawszy z krzesła, krzyknął na nią.

— O co tu chodzi?! Do świni się mnie tu porównuje! Coś czuję, że źle skończyłem, żeniąc się, bo od świń mnie już na samym weselu wyzywają! — walnął pięścią w stół i odszedł.

Nikt nie zrozumiał, o co tu poszło, bo ludzie zbyt dużo popili, a Walendziakowa, siedząc lekko podpita przy stole naprzeciwko półmisków z mięsem, dalej płakała.

— Ach Wojtek, co z ciebie zrobiono, skończyłeś jak zwykła świnia! Nie mogę na to patrzeć!

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Marek Sikorski · dnia 17.08.2021 18:26 · Czytań: 118 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Komentarze
Madawydar dnia 23.08.2021 14:16
Dowcip trochę oklepany, zakończenie zbyt przewidywalne. Pomijam fakt, że mięso z takiego knura "capi" czy śmierdzi moczem i spermą na odległość i nie jest z tego powodu zjadliwe. Ponadto Walendziakowa naraziła biesiadników na poważne zatrucie pokarmowe z powodu wadliwego przeprowadzenia uboju. Świnię najpierw się polewa wrzątkiem, czyści z sierści i brudu, opala się, a dopiero potem rozcina brzuch. W przeciwnym razie doszło do zanieczyszczenia mięsa sierścią, kałem, słomą i brudem. Parafrazując można by rzec. iż Wojtek nie tylko skończył jak pospolita świnia, ale na dodatek stał się odrażająco cuchnący i szkodliwy dla zdrowia, a może i nawet życia ludzi.

Pozdrawiam

Mad
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mike17
28/09/2021 16:37
Chciałem, by początkowo akcja nie rozwijała się zbyt szybko.… »
Zbigniew Szczypek
28/09/2021 15:43
Michale To nie tak, że się nic nie dzieje ;) ! Oj dzieje… »
annakoch
28/09/2021 15:16
Świetne ! Cierpkie obrazy z przeszłości połączone, jakby od… »
mike17
28/09/2021 15:03
Zbysiu, do sceny wypadku praktycznie nic się nie dzieje,… »
Zbigniew Szczypek
28/09/2021 14:05
Witaj Michale Bardzo fajna miniatura, już sam pomysł… »
ZielonyKwiat
28/09/2021 12:33
Nie, no wobec takiej wykładni składam broń. »
Milena1
28/09/2021 12:31
Ryba po grecku- nawiazując do tematyki wiersza, powinien być… »
ZielonyKwiat
28/09/2021 10:56
O, jak świetnie, znów Biblia. fajny wiersz. Podpowiadam:… »
Milena1
28/09/2021 07:59
Boże, dalej ta biblia, megalomański bezmiar( już bardziej… »
annakoch
27/09/2021 16:52
Witaj Berele ! Nie wiem co Ci odpowiedzieć ? Może to taki… »
mike17
27/09/2021 13:44
Madawydarze, jestem bardzo szczęśliwy, że opowieść wywarła… »
Yaro
27/09/2021 08:39
Siema. Tytuł przepiękny. Dałeś z siebie wszystko co… »
Madawydar
27/09/2021 08:28
- nie wiem, co to jest stupor? Ogarnęła mnie fala… »
Florian Konrad
26/09/2021 22:41
Dziękuję i pozdrawiam. Wiem, o co chodzi. Ja tam jednak… »
gaga26111
26/09/2021 22:20
Cześć Wiolin! :) Ujmuje mnie twój tekst. Sama żyje w… »
ShoutBox
  • mike17
  • 28/09/2021 13:12
  • Przypominam o trwającym konkursie w prozie MUZO WENY 10, gdzie każdy może wykazać się umiejętnością napisania miniatury na 5000 znaków ze spacjami. To naprawdę nic trudnego. Zapraszam :)
  • Niczyja
  • 27/09/2021 21:52
  • Dobry wieczór dawnym znajomym i nowym nieznajomym. Witam po półtorarocznej przerwie. Miło tu znów być. Naprawdę. Czuję się jak w domu...:)
  • mike17
  • 13/09/2021 14:07
  • Konkurs MUZO WENY 10 wciąż na Was czeka. Są już pierwsze utwory. Czekam na Waszą twórczą inwencję i nie wątpię, że nastąpi wysyp nowych miniatur konkursowych. Życzę weny i lekkiego pióra :)
  • Dobra Cobra
  • 13/09/2021 10:04
  • Wreszcie objawił się jakiś Robin Hood... z jajami [link]
  • Dobra Cobra
  • 02/09/2021 22:34
  • Sensacyjna wiadomosc: Abba nagrała album i ruszą na trasę! Bilety do kupienia juz za kilka dni. [link]
  • allaska
  • 02/09/2021 18:38
  • Dobra Cobro :) dziękuję. Ciesze się.
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas