Rozdział 13: Trening u babci i praca - Werka96
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Rozdział 13: Trening u babci i praca
A A A

Wieczorem Nana dotarła do babci, która mieszkała nieopodal Czerwonego Lasu. Pani Anna była pozytywnie zaskoczona niespodziewaną wizytą wnuczki. Królewna mocno przytuliła babcię i  opowiedziała jej o całej sytuacji, która miała miejsce w zamku. Poinformowała ją również o swojej podróży nad Samotne Jezioro. Gdy Nana wszystko wyrzuciła z siebie, rozpłakała się. Babcia pogłaskała ją po głowie i rzekła:

– Spokojnie, Nano. Pomogę ci.

– Ostatnio uczyłam się wielu zaklęć i pomyślałam nawet, że mogłabyś mnie jeszcze czegoś nauczyć! – Nana weszła za babcią do jej domu. Kobiety usiadły przy stole.

– To jest świetny pomysł! – uśmiechnęła się babcia. – Ale musisz się przygotować na ciężki trening.

Po tych słowach pani Anna przytuliła jeszcze raz wnuczkę. Potem wstała i przygotowała jej ulubioną zupę pomidorową. Podczas kolacji kobiety rozmawiały na temat treningu.

– Będzie to trening podobny do tego, jaki jest przeprowadzany w  Szkole Czarodziejów – Babcia podała wnuczce talerz.

– Skąd wiesz, jaki jest tam program nauczania? – zapytała Nana, odbierając talerz od babci.

– Chodziłam do tej szkoły, a potem uczyłam tam – odparła pani Anna. Nagle jej twarz spochmurniała i westchnęła:

– Gdybyś była zarejestrowaną czarodziejką, na pewno byś się tam uczyła.

– O czym ty mówisz, babciu? – Nana spojrzała na babcię, trzymając łyżkę nad zupą.

– Ja i twoja mama pochodzimy ze starego rodu czarodziejów – babcia wpatrywała się we wnuczkę. – Twoja mama zawsze się tego wstydziła, ponieważ czarodzieje nie są tolerowani w naszym królestwie.

– Dlaczego? – Opowieść babci bardzo zaintrygowała Nanę.

– To się wydarzyło, gdy byłam mniej więcej w twoim wieku – Pani Anna ułożyła dłonie na stole. – Pewna grupa czarodziejów chciała przejąć władzę w  królestwie. Uważali, że tylko czarodzieje powinni rządzić. W tamtych czasach czarodzieje stanowili jedną z  najważniejszych sił zbrojnych w  Królestwie Wysokiej Góry. Jednak od tego wydarzenia wszystko się zmieniło...

– Przede wszystkim społeczeństwo zaczęło postrzegać czarodziejów jako złych ludzi? – próbowała zgadywać Nana.

– Nie tylko. Również władza zaczęła się ich obawiać. Dlatego nie  wszyscy czarodzieje w naszym królestwie mogą iść do szkoły dla czarodziejów i być zarejestrowani – powiedziała pani Anna.

– To kto ma szansę? – spytała Nana, gdy skończyła posiłek.

– Ci, którzy są w stanie zapłacić jak najwięcej królowi – odparła babcia.

– To jest niesprawiedliwe! – zdenerwowała się Nana. – Mój tata nie chciał nigdy temu przeciwdziałać?

– Owszem, chciał – odrzekła babcia. – Jednak pod wpływem twojej mamy zrezygnował z tego.

– Jak zwykle... – westchnęła Nana. Bardzo denerwowało ją to, że  tak naprawdę władzę w królestwie miała jej mama, a tata cały czas się jej słuchał. Mogła to zawsze bardzo dobrze zauważyć wtedy, gdy chodziło o nią. Wszystko było zawsze tak, jak królowa Klementyna tego chciała.

Pani Anna  chciała podejść do malutkiego zlewu, aby umyć naczynia. Jednak Nana postanowiła wyręczyć babcię, więc pojawiła się szybciej przy zlewie ze swoim talerzem.

– A dlaczego ja nie jestem zarejestrowaną czarodziejką? – Nana myła dokładnie naczynia.

– Twoja matka zrobiłaby wszystko, żebyś nie poszła do tej szkoły – Babcia siedziała dalej przy stole. – Ale to była wspólna decyzja twoich rodziców. Bali się, że przez to mogłabyś być łatwym celem dla porywaczy.

– I dlatego też  wylądowałam w wieży? – spytała znów Nana.

– To też trochę moja wina – rzekła ze smutkiem pani Anna. – Gdy zauważyłam, że masz predyspozycje do bycia czarodziejką, postanowiłam cię zacząć uczyć podstaw. Gdy twoja matka się o tym dowiedziała, bardzo się na mnie zdenerwowała.

Pani Annie zaczęły kapać z oczu łzy. Wyjęła z kieszeni spódnicy chusteczkę i wytarła oczy. Gdy się uspokoiła, mówiła dalej:

– Twoja mama stwierdziła, że narażam cię na niebezpieczeństwo. Ja jednak twierdziłam i do dzisiaj tak uważam, że nauczenie cię sztuki czarodziejskiej jest jedynym sposobem na ochronę ciebie. Jednak twoja matka nie chciała tego słuchać. Również i ojciec. Dlatego zdecydowali, że zamieszkasz w wieży. Stąd też wzięła się tradycja umieszczania królewien w wieżach.

– I to dotyczyło tylko królewien, które były czarodziejkami? –spytała Nana.

–Tak – odparła babcia. – I to nie tylko w naszym królestwie. W  wielu królestwach wydarzyły się różne rzeczy, które zdecydowały o  tym, że królewny będące czarodziejkami mają być uwięzione w  wieżach.

– To straszne! – przestraszyła się Nana. – Czy bycie kimś wyjątkowym musi zawsze oznaczać bycie kimś, kogo należy oddalić od ludzi?

– Nie, wręcz przeciwnie – Babcia pokiwała przecząco głową. – Jednak ludzie zawsze myślą, że jeżeli ktoś jest wyjątkowy, jest dziwny i wolą się od niego trzymać z daleka. Dlatego wielu wyjątkowych ludzi jest skazanych na samotność.

Zapadła cisza. Pani Anna pogłaskała po głowie wnuczkę i  zwróciła się do niej z uśmiechem:

– To co? Chcesz przejść ten trening?

– Oczywiście! – Nanę nie opuścił zapał do nauki. – Chcę być jak najlepszą czarodziejką!

–To zaczynamy od jutra? – zaproponowała babcia.

– Oczywiście! – zgodziła się Nana i przytuliła babcię.

Nana spędziła u babci rok. Na początku pani Anna postanowiła popracować nad kondycją fizyczną wnuczki. Przy doborze ćwiczeń pamiętała oczywiście o chorobie królewny. Później Nana ćwiczyła posługiwanie się różdżką w walce. Podczas ćwiczeń wyszło, że dużo rzeczy robiła źle.

– Nano, musisz pamiętać, że gdy odskakujesz, nie możesz chować różdżki za siebie! – pouczała ją babcia. – Gdy wróg zaatakuje cię akurat w  momencie, gdy cofasz się, będzie po tobie!

– Tak jest, babciu! – mówiła Nana. Na początku bardzo często o  tym zapominała, jednak po pewnym czasie już nie chowała różdżki za siebie.

– I zapamiętaj jedno, Nano: Musisz cały czas uważnie obserwować wroga! – Pani Anna zwracała uwagę nawet na najmniejsze błędy Nany. – Dzięki temu będziesz mogła łatwo dobierać zaklęcia!

Równolegle z trenowaniem walki z różdżką Nana uczyła się wielu zaklęć. Nie raz opanowanie jednego zajmowało jej nawet kilka tygodni. Pani Anna i tak była dumna z wnuczki oraz wspierała ją. Nana również uczyła się dużo o przyrządzaniu eliksirów, co szło jej znakomicie.

– No, Nana, ty naprawdę masz dryg to mikstur! – powiedziała raz  pani Anna wesoło.

– Wiedza o eliksirach raz mi się przydała! – uśmiechnęła się Nana i  dziewczyna opowiedziała babci o uratowaniu Roku i Gelba oraz innych przed tajemniczą czarownicą. Królewna przy okazji zapytała się babci, czy może nie znała tej kobiety, lecz pani Anna nie miała pojęcia, kto to mógł być.

Pewnego zimowego wieczoru przy kolacji babcia oznajmiła:

– Twój kurs się zakończył. Może nie masz papieru, ale umiesz czarować!

Po tych słowach postawiła wnuczce na stole duży talerz rosołu. Królewna uśmiechnęła się i oznajmiła:

– Babciu, bardzo dziękuję ci za to, że mi pomogłaś. Dzięki tobie nauczyłam się w końcu czegoś i pokazałaś mi, że moje umiejętności nie są wcale bezużyteczne.

– Jutro możesz iść na miasto szukać sobie pracy! – uśmiechnęła się pani Anna.

– Oczywiście! – zawołała wesoło Nana. – W końcu co teraz będę tutaj robić?

– Na pewno nie będziesz siedzieć! – zaśmiała się babcia. – To nie wieża!

– Bardzo się cieszę, że przez ten cały czas niezbyt często dostawałam ataku – Nana wyciągnęła szklany pojemniczek z lekami.

– Ja tak samo! – Babcia usiadła przed Naną. – Cieszę się, że chodzimy do innego lekarza. Ta nowa lekarka jest naprawdę świetna!

– Widać, że chce mnie leczyć z tego cholerstwa! – powiedziała Nana i się rozpłakała. Po chwili zaczęła mówić dalej:

– Ta choroba od zawsze mi utrudniała życie. To też przez nią znalazłam się w tej wieży. A teraz jest szansa, że będę mogła normalnie żyć i być czarodziejką!

Pani Anna nic nie powiedziała, tylko mocno przytuliła wnuczkę. Była bardzo dumna z Nany. Odkąd dostrzegła u niej predyspozycje do  bycia czarodziejką, wiedziała, że królewna będzie zdolna. Szkoda tylko, że jej rodzice nie chcieli dostrzec zalet posiadania takich umiejętności. Teraz pani Anna mogła być spokojna, bo wiedziała, że  Nana sobie poradzi z każdym wrogiem.

Następnego dnia Nana poszła do miasta, aby poszukać ofert pracy dla czarodziei. Minęło już południe, a nie znalazła nic, co mogłoby odpowiadać jej kompetencjom. Znajdowała jedynie ogłoszenia pracy dla rzemieślników. Chodziła w płaszczu z  kapiszonem na głowie, aby nikt jej nie rozpoznał. Gdy zgłodniała, postanowiła zjeść zupę w  pobliskim barze, gdzie jedli głównie ludzie z  najbiedniejszych terenów królestwa. Było tam wielu robotników pracujących w kopalni i rolników. Sącząc zupę z łyżki, rozglądała się po ścianach. Nagle jej wzrok przykuło następujące ogłoszenie:

ZIELARKI SZUKAJĄ KOGOŚ DO LECZENIA DZIECI

STAWKA: 1000 SZTUK ZŁOTA NA MIESIĄC

Nana szybko podeszła, aby przeczytać resztę. Zielarki miały swoją siedzibę na obrzeżach miasta, niedaleko od tego baru. Królewna bardzo się ucieszyła, że w końcu coś znalazła ciekawego, ale miała dużo obaw. Bała się, że nie zostanie przyjęta ze względu na chorobę, a jak jej się coś stanie, to od razu zostanie zwolniona. Obawiała się również tego, że jej wiedza nie jest dostateczna, aby wyleczyć dziecko choćby z kataru, mimo, że z babcią dużo ćwiczyła. Wówczas entuzjazm szybko ją opuścił i ze smutną miną wyszła z baru.

Gdy wróciła do chatki babci, pani Anna przywitała ją radośnie.

– I jak? Znalazłaś coś? – zapytała, gdy Nana usiadła w kuchni.

– Tak – odparła Nana. – Posadę zielarki leczącą dzieci na  obrzeżach królestwa.

– Idealna dla ciebie! – uśmiechnęła się babcia. – Pójdziemy tam jutro razem z samego rana!

– Dlaczego chcesz tam ze mną iść? – zdziwiła się królewna. – Przecież to  mnie będą sprawdzać, a nie ciebie.

– Wiem o tym.  Idę tam tylko dla wsparcia! – Pani Anna machnęła dłonią i podeszła do garczka. – Jesteś może głodna?

– Nie, zjadłam na mieście, dziękuję – uśmiechnęła się Nana, ale zaraz posmutniała.

– Co się stało? – Babcia spoważniała i usiadła naprzeciwko wnuczki.

– Trochę się boję – westchnęła Nana.

– To naturalne – powiedziała pani Anna. – Gdy na czymś ci zależy, normalną rzeczą jest to, że się boisz. Dzięki temu się starasz. A co cię trapi?

– Boję się, że z powodu mojej choroby mnie nie przyjmą – oznajmiła królewna. Babcia wzięła wnuczkę za rękę i rzekła:

– Nawet jeśli nie przyjmą cię z tego powodu, zapamiętaj sobie jedno: bycie niepełnosprawnym nie wyklucza cię z normalnego życia. To, że nie przyjmą cię ze względu na twoją chorobę, świadczy tylko i  wyłącznie o nich. Poza tym po jednej porażce świat się nie zawali. Wiesz, ile razy ja nie zostałam przyjęta do pracy? Chyba setki! Miałam również różne obawy jak ty. Jednak mimo tego nie poddałam się.

– Nie wiem, czy ja będę umiała uwierzyć w siebie, babciu – Nana miała już łzy w oczach. – Cały czas czuję się gorsza od  innych. Cały czas myślę, że wszystkie moje porażki są spowodowane przez chorobę.

– Są spowodowane właśnie przez to, że  w siebie wątpisz, wnusiu – powiedziała pani Anna. – Przecież w pewnym momencie o tym nie myślałaś, czyż nie?

– O co ci chodzi, babciu? – Nana ocierała łzy z policzków.

– To skoro twoja choroba tak bardzo wpływa na twoje porażki i  sukcesy, to jak ci się udało uciec z wieży? – zapytała babcia.

– No... – Nana nie wiedziała, co powiedzieć.

– Niech rozmowa u tych zielarek będzie twoją szansą na  wyjście z wieży! – zawołała babcia.

– Tak! – uśmiechnęła się królewna i przytuliła mocno babcię.

Następnego dnia Nana wraz z babcią udały się do zielarek. Lecznica składała się z dwóch budynków. W małym znajdował się gabinet właścicielki, pani Belli. Jej podwładne pracowały nie tylko w  tym budynku, ale również i w drugim, który znajdował się w pobliżu. Nana weszła do środka. Serce waliło jej jak młotem. Kobieta otworzyła drzwi do gabinetu pani Belli. Zielarkę znała jedynie z  widzenia – czasami pojawiała się w zamku. Gdy kobieta ją zobaczyła, bardzo ją zdumiał widok królewny.

– Dzień dobry, królewno – rzekła pani Bella i ukłoniła się Nanie. Bella miała około pięćdziesięciu lat, lecz przygotowywała sobie specjalny eliksir, dzięki któremu wyglądała o  wiele młodziej. Miała jasną cerę, proste, rude włosy, sięgające jej do  końca pleców i duże, czarne oczy. Była ubrana w długą, zieloną suknię, podkreślającą jej talię, z głębokim dekoltem oraz z rozcięciem z  prawej strony. Nosiła czarne sandały na wysokim obcasie.

– Dzień dobry, pani – uśmiechnęła się Nana. – Ja w sprawie ogłoszenia o pracę.

– Proszę, niech królewna usiądzie – Pani Bella wskazała dziewczynie krzesło.

Gdy Nana usiadła, od razu oznajmiła:

– Chciałabym u pani pracować, aby rozwijać swoje zielarskie umiejętności oraz pogłębiać swoje pasje, którymi są zielarstwo i sztuka czarodziejska.

– Królewna potrafi czarować? – zdziwiła się Bella.– Nigdy o tym nie słyszałam.

– Moi rodzicie nie mówią wszystkiego poddanym – powiedziała zdecydowanie Nana. – Chyba się pani domyśla z jakiego powodu.

– To pani została uwolniona z wieży? – spytała Bella.

– T-tak – odparła Nana. Nie chciała mówić o ucieczce z wieży, ponieważ obawiała się, że może to być źle odebrane przez zielarkę.

– W sumie mogę królewnę zatrudnić przynajmniej na pół roku – oświadczyła Bella. – Królewna umie robić mikstury na katar i  kaszel?

– Oczywiście – odparła Nana bez wahania.

– To będziesz robić to, królewno – uśmiechnęła się Bella i podała Nanie dłoń. – Witamy na pokładzie!

Nana szeroko się uśmiechnęła i wraz z Bellą omówiła jeszcze inne szczegóły. Miała przychodzić na szóstą rano i wychodzić w południe. Jej miejscem pracy był budynek znajdujący się niedaleko głównej siedziby zielarek. Nana była przeszczęśliwa. Nie sądziła, że znajdzie pracę od  razu. Gdy powiedziała o tym babci, pani Anna była również zadowolona.

– Widocznie pani Bella potrzebowała kogoś na szybko – mówiła babcia. – Przez te pół roku to zrobisz jej tyle tych mikstur, że starczy jej na dwa lata, bo przecież ty w ogóle się nie mylisz!

– Mam nadzieję, że tak będzie! – uśmiechnęła się Nana.

Przez kilka tygodni Nanie bardzo dobrze się pracowało. Przebywała w jedym pomieszczeniu sama, więc mogła poznać pozostałe podwładne pani Belli dopiero podczas przerw. Były to trzy kobiety, które były mniej więcej w wieku jej rodziców oraz trzy młodsze, mające około trzydziestu lat. Na początku wszystkie pracownice czuły się skrępowane obecnością królewny, ale z czasem zaczęły traktować ją jak koleżankę. Nana nawet pozwoliła im mówić do siebie nieoficjalnie, po imieniu. Królewna Nana wracała z pracy zawsze bardzo zmęczona, ponieważ przygotowywanie tego typu mikstur wymagało ogromnego skupienia i  przez większą cześć czasu pracy stała nad kotłami. Bella była bardzo zadowolona z pracy dziewczyny.

– Królewna jest naprawdę zdolna – Bella obserwowała często Nanę. – Dlaczego królewna zdecydowała się na pracę u mnie, a  nie na przykład w szpitalu?

– Nie zależy mi na pieniądzach, lecz na doświadczeniu – Nana nie spuszczała oczu z nad kotła. – W dodatku cierpię na chorobę śpiącego króla, wiec nie mogłabym w szpitalu pracować. Stanie przy kotłach aż tak mnie nie męczy.

– Rozumiem – Bella pokiwała twierdząco głową i odeszła.

Pewnego dnia Nana wyszła z pracy trochę później, ponieważ jedna z zielarek miała problem z jednym chorym dzieckiem i dziewczyna postanowiła jej pomóc. Było bardzo gorąco, więc Nana miała na sobie jedynie jasnoniebieską sukienkę. Idąc ulicą, niespodziewanie usłyszała głos:

– Nie sądziłam, że cię tutaj znajdę.

Nana szybko odwróciła się i zobaczyła mamę.

– Co ty tu robisz? – zapytała Nana zaskoczona. Królowa Klementyna nic nie powiedziała, tylko mocno przytuliła córkę.

– Myślałam, że nie żyjesz! – Królowa zaczęła płakać.

– Jestem cały czas u babci – wydukała Nana. Była zaskoczona reakcją matki.

– Jak dobrze, że chociaż u niej jesteś – rzekła królowa, uwalniając córkę z uścisku. – Tak bardzo się martwimy o ciebie!

– Potrafię sobie poradzić bez waszej pomocy! – powiedziała ostro Nana. – Znalazłam sobie nawet pracę!

– Na pewno zarabiasz grosze! – zaśmiała się królowa. – Myślisz, że  jako zielarka uda ci się przeżyć? Weź się nie poniżaj, Nano!

– Lepsze to niż siedzenie w domu lub w tej waszej pieprzonej wieży! – krzyknęła królewna.

– Dlaczego nie chcesz wrócić do domu? – spytała spokojniej mama.

– Bo wiem, że odeślecie mnie do wieży! – Nana dalej była wściekła na matkę. – A raczej ty mnie odeślesz, bo przecież tata nie może mieć własnego zdania!

Po tych słowach wypowiedziała zaklęcie i uniosła się w powietrze.

– Czekaj! Jeszcze z tobą nie skończyłam! – krzyczała królowa, ale Nana nie chciała jej słuchać.

Nana wyszła z miasta, skacząc po dachach. Od czasu do czasu pomagała sobie zaklęciem, za pomocą którego unosiła się w powietrze na kilkanaście metrów. Dzięki temu omijała kilka domów naraz. Gdy kobieta zjawiła się w domu babci, opowiedziała jej o całym zajściu.

– Klementyna chyba się nigdy nie zmieni… – westchnęła pani Anna. – Cały czas chce cię mieć pod kontrolą, bo to, bo tamto…

– Nie myślałaś kiedyś o rozmowie z mamą? – zapytała Nana.

– Nie. Lepiej by było, gdybyś ty z nią porozmawiała – odparła babcia. – W  końcu jesteś dorosła i to twój problem. Ja mogę cię w tym jedynie wspierać.

– Nie mam bladego pojęcia co zrobić, żeby w końcu zaczęła doceniać to, co robię – Nana posmutniała. – Najpierw zmuszała mnie do  pracy, a teraz niedawno się ze mnie śmiała, że pracuję.

– Bo według niej praca związana z czarami to nie praca – powiedziała babcia. – Dlatego też chce, żebyś wróciła do  zamku.

– Żeby było wszystko po jej myśli, co? – Nana zdenerwowała się trochę. Babcia pokiwała twierdząco głową.

Następnego dnia Nana jak zwykle wyszła bardzo wcześnie rano do  pracy. Gdy zamknęła drzwi i się odwróciła, zobaczyła kilkunastu rycerzy.

– Jesteśmy tu na polecenie króla Hansa! – oznajmił jeden z nich. – Mamy złapać królewnę!

Po tych słowach wszyscy rycerze ruszyli w stronę Nany. Królewna od razu wystrzeliła do każdego po jednej błyskawicy z  różdżki i uniosła się w powietrze za pomocą zaklęcia. Ci, którzy przeżyli, zaczęli ją ścigać i strzelać do niej strzałami. Królewnie udało się uniknąć wszystkich. Dziewczyna stanęła na dachu jednego z  domów i  wypowiedziała zaklęcie:

Chciałabym stłumić ogromny bunt,

więc zawalę pod nogami wrogów grunt!

Po tych słowach z różdżki Nany wydobyła się mała iskiereczka, która spadła na ziemię. Po chwili ziemia pod stopami rycerzy zaczęła pękać i wszyscy wojownicy spadli w wyczarowaną przez Nanę przepaść. Gdy zaklęcie przestało działać, dziura zniknęła.

Przez tę sytuację czarodziejka nie mogła skupić się na pracy. Cały czas się zastanawiała, dlaczego ci rycerze zaatakowali ją. Odpowiedź była oczywiście prosta: to był rozkaz ojca (albo raczej matki). Jednak dziwiło Nanę to, że byli to rycerze.

– Co mama przez to chciała osiągnąć?! – Ciągle się zastanawiała Nana. – Jej chyba kompletnie odbiło!

Z powodu tych rozmyślań Nana pomyliła składniki w jednym kotle i musiała zostać do wieczora w pracy, ponieważ musiała przygotować miksturę od nowa. Gdy wróciła do babci, była tak zmęczona, że  aż  zemdlała. Kiedy odzyskała przytomność, babcia zaczęła ją wypytywać o martwych rycerzy niedaleko domu.

– Zaatakowali mnie – odparła Nana i opowiedziała, co się potem wydarzyło.

– Martwiło cię to zajście, co? – Pani Anna położyła rękę na ramieniu Nany, która usiadła na łóżku.

–Tak, przez to pomyliłam składniki i musiałam zostać dłużej w  pracy – odpowiedziała Nana. – Idę się umyć i pójdę spać.

Od tego czasu Nanie nie najlepiej się pracowało. Często dostawała ataki choroby, co bardzo denerwowało jej szefową. Od pewnego czasu Nana zaczęła czuć, że coś jest nie tak. Miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Podczas robienia mikstury na kaszel, ujrzała w oknie kogoś podejrzanego. Wyszła na zewnątrz i dostrzegła, że ktoś ukrywa się w  krzakach.

– Wychodź! Widzę cię! – krzyknęła. – Kim jesteś?

Po tych słowach zza krzaków wyszedł młody mężczyzna. Miał krótkie, jasne włosy i ciemne oczy oraz nosił czarną szatę. Od razu zaatakował Nanę, ale królewna ominęła jego błyskawicę z różdżki – był również czarodziejem. Przez pewien czas odpierali swoje ataki zaklęciami Abrakadabra! lub Hokus Pokus! Po kilku minutach królewna Nana pokonała czarodzieja, niszcząc jego różdżkę. Tajemniczy czarodziej uciekł. Bella wybiegła z gabinetu i  krzyknęła wściekła:

– Co tu się stało?!

– Ktoś chciał zaatakować nas! – odpowiedziała Nana.– Ale to był zwykły młody czarodziej. Chyba początkujący królewski szpieg.

– Co szpieg robił pod moją lecznicą? – zapytała Bella, uspokoiwszy się trochę.

– To chyba miało związek ze mną – Posmutniała Nana i  opowiedziała pracodawczyni o ucieczce z wieży i  późniejszej ucieczce z zamku. Wspomniała również o tym, że ściągali ją rycerze jej ojca. Gdy Nana skończyła mówić, Bella oznajmiła:

– Nie chcę się narażać królowi, więc muszę królewnę zwolnić!

 

 

 

 

 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Werka96 · dnia 28.08.2021 10:19 · Czytań: 155 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
Darcon dnia 28.08.2021 10:28
Hej, Werko. Zwróciłem uwagę na dialogi, w których masz nad czym popracować. Pisałem już na forum kilkukrotnie, że didaskalia mogą albo spowalniać tekst, albo dobrze uzupełniać wypowiedzi i posuwać płynnie akcję do przodu. Popatrz na zaznaczone przeze mnie fragmenty.

Cytat:
– Ostat­nio uczy­łam się wielu za­klęć i po­my­śla­łam nawet, że mo­gła­byś mnie jesz­cze cze­goś na­uczyć! – po­wie­dzia­ła Nana, gdy tro­chę się uspo­ko­iła.

– To jest świet­ny po­mysł! – po­wie­dzia­ła bab­cia. – Ale mu­sisz się przy­go­to­wać na cięż­ki tre­ning.

(...)

– Bę­dzie to tre­ning po­dob­ny do tego, jaki jest prze­pro­wa­dza­ny w Szko­le Cza­ro­dzie­jów – po­wie­dzia­ła bab­cia.

– Skąd wiesz, jaki jest tam pro­gram na­ucza­nia? – za­py­ta­ła Nana.

– Cho­dzi­łam do tej szko­ły, a potem uczy­łam tam – od­par­ła pani Anna. Nagle jej twarz spo­chmur­nia­ła i rze­kła:

– Gdy­byś była za­re­je­stro­wa­ną cza­ro­dziej­ką, na pewno po­szła­byś tam się uczyć…

– O czym ty mó­wisz, bab­ciu? – za­py­ta­ła Nana.

– Ja i twoja mama po­cho­dzi­my ze sta­re­go rodu cza­ro­dzie­jów – oznaj­mi­ła bab­cia. – Twoja mama za­wsze się tego wsty­dzi­ła, po­nie­waż cza­ro­dzie­je nie są to­le­ro­wa­ni w na­szym kró­le­stwie.

– Dla­cze­go? – spy­ta­ła znów Nana. Opo­wieść babci bar­dzo ją za­in­try­go­wa­ła.

– To się wy­da­rzy­ło, gdy byłam mniej wię­cej w twoim wieku –za­czę­ła bab­cia.
(...)

– Przede wszyst­kim spo­łe­czeń­stwo za­czę­ło po­strze­gać cza­ro­dzie­jów jako złych ludzi? – za­py­ta­ła Nana.

– Nie tylko. Rów­nież wła­dza za­czę­ła się ich oba­wiać. Dla­te­go nie wszy­scy cza­ro­dzie­je w na­szym kró­le­stwie mogą iść do szko­ły dla cza­ro­dzie­jów i być za­re­je­stro­wa­ni – po­wie­dzia­ła pani Anna.

– To kto ma szan­sę? – spy­ta­ła Nana.

– Ci, któ­rzy są w sta­nie za­pła­cić jak naj­wię­cej kró­lo­wi – od­par­ła bab­cia.

(...)

– Ow­szem, chciał – od­rze­kła bab­cia. – Jed­nak pod wpły­wem two­jej mamy zre­zy­gno­wał z tego.


Wiadomo, że kobiety mówią, a nie śpiewają, czy też wystukują słowa. Nie trzeba tego za każdym razem powtarzać. Znacznie lepiej dodać w didaskaliach na przykład opisy czynności, czy też gesty, które mogą coś sygnalizować. Robienia herbaty, nerwowego drapania się po nosie, bezwiednego poprawiania okularów, przemieszczania się itd. To znaczy tych wszystkich rzeczy, które pozwolą Ci lepiej opisać i zbudować bohaterów, nadać im indywidualnych cech. Pomyśl nad tym.

Pozdrawiam.
Marek Adam Grabowski dnia 28.08.2021 15:49
To dalsze cześć serii, którą już kiedyś czytałem, ale wyleciałem z obiegu. Chociaż niektóre wcześniejsze odcinki podobały mi się, to ten jest dla mnie nudny, chociaż pod koniec rozkręca się.

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mike17
28/09/2021 16:37
Chciałem, by początkowo akcja nie rozwijała się zbyt szybko.… »
Zbigniew Szczypek
28/09/2021 15:43
Michale To nie tak, że się nic nie dzieje ;) ! Oj dzieje… »
annakoch
28/09/2021 15:16
Świetne ! Cierpkie obrazy z przeszłości połączone, jakby od… »
mike17
28/09/2021 15:03
Zbysiu, do sceny wypadku praktycznie nic się nie dzieje,… »
Zbigniew Szczypek
28/09/2021 14:05
Witaj Michale Bardzo fajna miniatura, już sam pomysł… »
ZielonyKwiat
28/09/2021 12:33
Nie, no wobec takiej wykładni składam broń. »
Milena1
28/09/2021 12:31
Ryba po grecku- nawiazując do tematyki wiersza, powinien być… »
ZielonyKwiat
28/09/2021 10:56
O, jak świetnie, znów Biblia. fajny wiersz. Podpowiadam:… »
Milena1
28/09/2021 07:59
Boże, dalej ta biblia, megalomański bezmiar( już bardziej… »
annakoch
27/09/2021 16:52
Witaj Berele ! Nie wiem co Ci odpowiedzieć ? Może to taki… »
mike17
27/09/2021 13:44
Madawydarze, jestem bardzo szczęśliwy, że opowieść wywarła… »
Yaro
27/09/2021 08:39
Siema. Tytuł przepiękny. Dałeś z siebie wszystko co… »
Madawydar
27/09/2021 08:28
- nie wiem, co to jest stupor? Ogarnęła mnie fala… »
Florian Konrad
26/09/2021 22:41
Dziękuję i pozdrawiam. Wiem, o co chodzi. Ja tam jednak… »
gaga26111
26/09/2021 22:20
Cześć Wiolin! :) Ujmuje mnie twój tekst. Sama żyje w… »
ShoutBox
  • mike17
  • 28/09/2021 13:12
  • Przypominam o trwającym konkursie w prozie MUZO WENY 10, gdzie każdy może wykazać się umiejętnością napisania miniatury na 5000 znaków ze spacjami. To naprawdę nic trudnego. Zapraszam :)
  • Niczyja
  • 27/09/2021 21:52
  • Dobry wieczór dawnym znajomym i nowym nieznajomym. Witam po półtorarocznej przerwie. Miło tu znów być. Naprawdę. Czuję się jak w domu...:)
  • mike17
  • 13/09/2021 14:07
  • Konkurs MUZO WENY 10 wciąż na Was czeka. Są już pierwsze utwory. Czekam na Waszą twórczą inwencję i nie wątpię, że nastąpi wysyp nowych miniatur konkursowych. Życzę weny i lekkiego pióra :)
  • Dobra Cobra
  • 13/09/2021 10:04
  • Wreszcie objawił się jakiś Robin Hood... z jajami [link]
  • Dobra Cobra
  • 02/09/2021 22:34
  • Sensacyjna wiadomosc: Abba nagrała album i ruszą na trasę! Bilety do kupienia juz za kilka dni. [link]
  • allaska
  • 02/09/2021 18:38
  • Dobra Cobro :) dziękuję. Ciesze się.
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas