Rozdział 14: Kolejna podróż - Werka96
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Rozdział 14: Kolejna podróż
A A A

Gdy Nana wróciła do babci, powiedziała jej od razu, że  straciła pracę w lecznicy. Królewna była załamana. Myślała, że ta praca u pani Belli będzie jej pierwszym krokiem do  usamodzielnia się, ale stało się inaczej. Przez resztę dnia królewna przebywała w  pokoju, w którym spała. Przez długi czas zastanawiała się, co ze sobą zrobić. Nie zjadła kolacji, przez co pani Anna była jeszcze bardziej zmartwiona. Późnym wieczorem wyszła ze  swojego pokoju, wzięła płaszcz i  wyszła na zewnątrz. Babcia nie  zatrzymywała jej.

Nana poszła na wieczorny spacer po mieście. Wiedziała, że o tej porze było niebezpiecznie, więc wzięła ze sobą różdżkę. Przez pół godziny poruszała się w całkowitej ciemności. Szła prosto w stronę małych, jasnych punkcików – świateł w domach. Później było już o wiele jaśniej i tłocznej. W centrum miasta znajdowało się wiele karczm. Królewna postanowiła zajrzeć do jednej  z nich, ponieważ przy jednym ze stolików znajdujących się przy oknie zobaczyła Gelba i Roku. Gdy weszła do  środka,  od razu do nich podeszła i  przywitała się z nimi.

– Co tam u was? – Nana usiadła obok Gelba.

– Beznadzieja… – westchnął Gelb i napił się wódki z kieliszka.

– Po tym, jak straciliśmy pracę u rycerza Henryka odważnego, nie najlepiej nam się wiedzie… – Roku również nie był w dobrym nastroju. – Bardzo trudno nam znaleźć porządną pracę…

– To niedobrze… – Nana spoglądała na menu. – A gdzie pracujecie?

– Za liche pieniądze pilnujemy małej rezydencji jednego z  senatorów – Gelb nalał sobie alkoholu do kieliszka.

– A o którym senatorze mówisz? – Nana spojrzała na Gelba.

– Nazywa się Władimir Łyżeczka – Roku podsunął partnerowi swój kieliszek. – Kojarzysz go, królewno Nano?

– Nie – Nana pokiwała głową. – Gdyby to był ktoś znany, na pewno nie narzekalibyście na zarobki.

– A tobie jak idzie? – zapytał Gelb. – Podobno uciekłaś z zamku.

– To prawda – odrzekła Nana i opowiedziała swym przyjaciołom o ucieczce do babci, szkoleniu oraz pracy u pani Belli.

– Cieszę się, że znalazłaś jakąś pracę, królewno, ale nie chciałaś lepszej? – Roku popatrzył na królewnę ze zdziwieniem.

– To była w zasadzie najlepsza oferta, jaką znalazłam – Nana zamknęła menu. Na chwilę zapanowała cisza.

– Nie chciałabyś może być poszukiwaczem skarbów? – odezwał się w końcu Gelb.

– A co robi taki poszukiwacz skarbów? – Nanę bardzo zdziwiła propozycja Gelba.

– Poszukiwacz skarbów podróżuje po całym świecie i szuka przeróżnych skarbów dla różnych osób – powiedział Gelb i przyłożył kieliszek do ust.

– Oczywiście dostaje za to pieniądze i to niemało – dodał Roku, gdy opróżnił zawartość swojego kieliszka.

– Niemało, czyli ile? – zapytała Nana.

–  Tyle pieniędzy, że za nie możesz wybudować sobie zamek – rzekł Gelb.

– Wiecie… – westchnęła Nana. – Kiedyś myślałam o tym, żeby zbudować swój zamek. Chciałam w ten sposób uniezależnić się od  rodziców, ale sprawy tak się skomplikowały, że zapomniałam o tym.

– No to teraz masz okazję do szukania klienta, królewno! – zawołał Roku i nalał sobie znów wódki. – Słyszałem, że król Miodowego Królestwa chce wynająć czarodzieja do odnalezienia skarbów w  Miodowych Górach.

– To może być trochę niebezpieczne… – Nana nie była przekonana co do propozycji wojowników. Podszedł do niej kelner i złożyła zamówienie.

– A ucieczka z wieży nie była niebezpieczna? – Próbował ją przekonać Gelb. Nanie trudno było się nie zgodzić z nim. Ucieczka z  wieży nie była łatwym zadaniem, ale udało się jej je wykonać. Jednak mimo tego Nana i tak bała się przyjąć propozycję przyjaciół, ponieważ zaczęła myśleć o swojej chorobie i o trudnościach związanych z nią.

– A co się stanie, jeżeli zemdleję? – spytała Nana.

– Na pewno król przydzieli ci kogoś, królewno – rzekł Roku.

– A jeżeli sama pójdziesz, nie przejmuj się, Nano! – uśmiechnął się Gelb. – Jesteś naprawdę świetną czarodziejką i z pewnością sobie poradzisz!

– Ale moja choroba jest strasznie nieprzewidywalna! – Nana dalej była pełna wątpliwości. – Jeżeli coś mi się stanie, to przecież nie wypełnię zadania!

– Królewno, nie myśl o swojej chorobie jak o ograniczeniu, którego nie można pokonać. – Roku dotknął dłoni Nany. – To, że jesteś niepełnosprawna, nie oznacza, że nie możesz spełniać swoich marzeń!

– Roku ma rację, Nano – Gelb dotknął ramienia królewny.

– Zastanowię się… – westchnęła Nana i po zjedzeniu zupy, pożegnała się z  wojownikami.

Przez kilka dni Nana pomagała babci w obowiązkach domowych, ale duchem była cały czas gdzieś indziej – zastanawiała się nad tym, co powiedzieli jej Roku i Gelb. Ciągle utwierdzała się w przekonaniu, że każda wyprawa będzie niebezpieczna, że przecież jest chora i musi na siebie uważać. Jednak z tyłu głowy zaczęły pojawiać się kontrargumenty: Przecież takie podróże będą doskonałym sposobem na oddalenie się od rodziców! Poza tym zobaczy trochę świata, o czym od pewnego czasu marzyła. Wyprawa z kimś byłaby najlepszym rozwiązaniem, bo nie może ignorować swojej choroby. Wysłała list do senatora, u którego pracowali Roku i  Gelb z zapytaniem, czy może któregoś z łuczników wynająć do pracy na określony czas. Dostała odmowę.

– To nie mam pojęcia, kto to mógłby być… – westchnęła rozczarowana Nana.

– Może Szwarca ci kogoś znajdzie? – zaproponowała pani Anna. – Może wynajmie jednego z wojowników swojego wybawiciela?

– W sumie… – zastanawiała się królewna. – To nie jest zły pomysł!

Nana wysłała list do Szwarcy. Odpowiedź od siostry przybyła następnego dnia. Szwarca zgodziła się dla niej poszukać odpowiedniego wojownika. Napisała również, że poprosi o pomoc mamę, ale nie powie jej o  wyprawie.

– Świetnie! – cieszyła się Nana. – Dzięki temu będę mogła wyruszyć w podróż za skarbem!

Następnego dnia Nana jak zwykle pomagała babci w domu. Właśnie gotowały obiad, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi.

– Ja otworzę! – powiedziała Nana i pobiegła w stronę drzwi. Gdy je otworzyła, przed nią stanął młody mężczyzna, dużo wyższy od niej. Miał na sobie długą, bawełnianą koszulę, dżinsy i skórzaną kurtkę. Jego włosy były kasztanowe i długie, zawiązane w połowie pleców, sięgające do  pasa. Oczy miał zielone.

– Dzień dobry, nazywam się Red i przybyłem tu na polecenie królewny Szwarcy.

Po tych słowach podał Nanie list polecający z podpisem jej siostry.  

– Proszę, wejdź – Nana uśmiechnęła się do gościa. Gdy wojownik przekroczył próg domu, królewna zobaczyła na jego plecach strzelbę.

Podczas obiadu Nana opowiedziała Redowi o celu podróży i  omówiła z nim szczegóły.

– Do Miodowego Królestwa bardzo łatwo dotrzeć przez Czerwony Las i Czarne Królestwo – mówił Red.

– Ja też tak uważam – przytaknęła Nana.

– To skoro wszystko omówione, może zaczniesz się pakować, królewno? – spytał Red.

– Już chcesz ruszać? – zdziwiła się Nana.

– Skoro  królewna jest łowcą skarbów, nie ma chwili do  stracenia! – oznajmił Red. – Im szybciej tam dotrzemy, tym większa szansa, że nikt wcześniej przed nami nie będzie.

– W sumie masz rację – zgodziła się z nim Nana i wstała od stołu.

Gdy Nana się spakowała, było już późne popołudnie. Mimo tego Red nalegał na rozpoczęcie podróży. Księżniczka pożegnała się czule z  babcią i poszła wraz z Redem w stronę Czerwonego Lasu. Była bardzo wdzięczna swej siostrze za to, że znalazła kogoś dla niej. Dzięki temu mogła urzeczywistnić swój cel, jakim było zbudowanie swojego własnego zamku i uniezależnienie się od rodziców.

Nana i Red przeszli przez Czerwony Las bez żadnych problemów. Cały czas, który potrzebowali na szybkie przejście lasu, milczeli, aby nie zwrócić na siebie uwagi, ponieważ na tym terenie o tej porze dnia roiło się od lokalnych złodziei.

– Skąd jesteś? – Królewna chciała trochę poznać swojego towarzysza, więc postanowiła z nim porozmawiać, gdy tylko wyszli z  lasu.

– Jestem z twojego królestwa, królewno – wojownik patrzył się wciąż przed siebie. – Moi rodzice są rzemieślnikami. Gdy byłem dzieckiem, oddali mnie do specjalnej szkoły szkolącej przyszłych wojowników.

–   Czyli jesteś pierwszym wojownikiem w rodzinie? – spytała Nana, która za to zerkała na niego od czasu do czasu.

– Dokładnie – odpowiedział Red. –  Przez dwa lata  strzegłem poszczególne pokoje senatorów, a przez pięć lat pracowałem na dworze Henryka Odważnego jako łucznik, lecz zostałem zwolniony z powodu problemów finansowych właściciela zamku, więc teraz pracuję na zamku królewskim.

„ Z jakiego powodu Henryk Odważny miałby mieć problemy finansowe?” – mówiła Nana do siebie w myślach. – „Przecież jest on jednym z najlepszych i najlepiej zarabiających rycerzy w wojsku ojca.”

– Czy uczestniczyłeś w jakichś wyprawach? –  Nana bardzo zainteresowała się młodym mężczyzną.

– Oczywiście – Red  dalej starał się nie nawiązywać kontaktu wzrokowego z królewną. – Henryk Odważny zabierał niektórych swoich żołnierzy na wyprawy. Ja byłem na  wielu z nich. Między innymi w  Wiśniowym i w Czarnym Królestwie.

– Widać, że mam szczęście, jeżeli chodzi o towarzysza – uśmiechnęła się Nana. – Skoro byłeś w tych krainach, na  pewno o nich sporo wiesz.

– W Czarnym Królestwie jest pełno minotaurów oraz innych przeróżnych stworzeń. – Red tym razem spojrzał na Nanę. – Tam może być bardzo niebezpiecznie, więc będziemy musieli mieć oczy i uszu szeroko otwarte.

Zapadł wieczór. Nana i Red rozłożyli namiot. Podczas kolacji, która składała się z zupy grochowej, Red opowiedział jej o wielu przygodach, które przeżył w czasie pracy na dworze Henryka Odważnego.

– Najwięcej było fałszywych alarmów – opowiadał rudzielec. – Pojawiały się one w nocy, gdy człowiek był trochę senny i często ktoś krzyczał dlatego, że zasnął i przyśnił mu się koszmar!

– Muszę przyznać, że sytuacja trochę komiczna, ale Henrykowi Odważnemu nie było chyba do śmiechu, co? – skomentowała Nana.

– Na początku byliśmy karani chłostą, ale później zaczął się już śmiać z tego. – rzekł Red.

Po chwili zapadła cisza. Red wpatrywał się w księżyc w pełni. Uśmiechał się.

– Gdy widzę ten księżyc, zawsze przypominają mi się chwile spędzone z moimi dwoma znajomymi z pracy na dworze Henryka Odważnego – odezwał się Red. Po tych słowach zaczął wpatrywać się w  królewnę. Nanę trochę to onieśmieliło, ponieważ nikt jeszcze na nią nie patrzył w ten sposób.

– Ten, który uwolnił królewnę z wieży, jest na pewno wielkim szczęściarzem i na pewno ma świetny gust – powiedział Red. – Jesteś naprawdę piękna, królewno.

– Dziękuję za komplement. – Nana zarumieniła się. – Ale z wieży uwolniłam się sama.

– Nikt po królewnę nie chciał wyruszyć? – Red był bardzo zdziwiony.

– Widziałam wielu rycerzy, zmierzających w stronę mojej wieży, lecz żaden ze śmiałków nie był na tyle odważny i silny, aby pokonać potwora pilnującego dostępu do wieży – Nana posmutniała.

– Już miałaś dosyć czekania, królewno? – spytał Red.

– Dokładnie – Nana pokiwała twierdząco głową. – Możesz do mnie mówić po prostu po imieniu. Nie wiadomo, jak długo będziemy razem podróżować, a poza tym nie lubię tego dystansu między mną a osobą, którą bardzo polubiłam.

– Jak sobie życzysz, Nano! – zaśmiał się Red i oboje weszli do  namiotu. Nikt nie musiał być na warcie, ponieważ Nana rzuciła specjalne zaklęcie, dzięki któremu byli niewidzialni i niewyczuwalni dla zwierząt.

Do Czarnego Królestwa dotarli następnego dnia w południe. To  królestwo nie nazywało się tak przez przypadek – na jego terenie znajdował się ciemny las, w którym mimo słońca było ciemno jak w  nocy. Nie mieszkali w nim ludzie, lecz mityczne stworzenia – minotaury, gryfy oraz olbrzymy. Nigdy do końca nie było wiadome, kto sprawuje w nim władzę, ponieważ bardzo często ona się zmieniała. Przez tę niestabilność polityczną żadne królestwo nie chciało zawierać z tym królestwem żadnych umów ani sojuszy. Było więc ono neutralne. Gdy Nana przechodziła przez szlaki, nie widząc nawet promyka słońca, zaczął ogarniać ją strach. Gdy nagle usłyszała podejrzany szelest, szybko zbliżyła się do Reda. Wojownik objął ją ramieniem i rzekł:

– Spokojnie. To tyko ptaki.

– Mam nadzieję – rzekła Nana.

Nagle przed nimi stanął minotaur. Wielkie monstrum mające ciało człowieka i głowę byka oraz  kopyta zamiast stóp zaryczało donośnie:

– Co obcy robią w moim królestwie?!

– Ty jesteś władcą? – zapytał spokojnie Red. Prawą dłoń położył na strzelbie.

– Nie, ale w nim mieszkam!!!!! – ryknął minotaur. – Nie pozwolę, żeby obcy się po nim szwendali!!!!!

Po tych słowach potwór schylił się trochę, aby mógł trafić swoimi rogami prosto w Nanę i Reda. Red szybko ściągnął strzelbę z pleców i  krzyknął:

– Jeżeli się nie cofniesz, będę strzelał!

 Bestia nie posłuchała i zaczęła biec w stronę podróżników. Nana nie mogła nic zrobić, ponieważ na minotaury nie działały czary. Jedyną słuszną decyzją, jaką mogła podjąć, był skok w bok. Red jednak nie skoczył – strzelił do potwora, lecz kula nie trafiła przeciwnika. Minotaur zranił jednym rogiem towarzysza Nany. Gdy minotaur się podniósł, dostrzegł również Nanę. Dziewczyna szybko wypowiedziała zaklęcie i  błyskawica z jej różdżki poleciała w stronę jednego z wysokich drzew, które przewróciło się prosto na minotaura. Było na tyle grube, że zabiło bestię.

– Uff… – westchnęła królewna i szybko pobiegła do Reda. Wojownik miał na brzuchu wielką ranę, która intensywnie krwawiła. Nana szybko otworzyła swą torbę i wyciągnęła z niej duży słoik. Znajdował się w nim eliksir hamujący krwawienie. Nana szybko wylała małą ilość mikstury na ranę Reda. Mężczyzna krzyknął z  bólu, ponieważ rana zaczęła go piec. Nana dalej polewała ranę, mówiąc:

– Wytrzymaj, Red! Dzięki temu nie będziesz krwawić! Wytrzymaj!

Gdy krwawienie ustało, Nana owinęła ranę bandażem. Red był cały czas przytomny, lecz bardzo słaby. Gdy księżniczka uratowała rannego towarzysza, szybko rozłożyła namiot i za pomocą zaklęcia uniosła go  w  powietrze oraz zaniosła do namiotu. Opiekowała się nim przez kilka dni. Red miał gorączkę, więc musiała ją zbijać za pomocą eliksiru oraz wody z rzeki, która znajdowała się niedaleko. Bardzo martwiła się o swojego towarzysza i ogarniał ją strach. W Czarnym Królestwie znajdowało się wiele stworzeń, na które zaklęcia w ogóle nie działały. W  nocy czuwała, mając przy sobie miecz. Pewnej nocy do  ogniska podszedł gryf. Stworzenie mające ciało lwa oraz orła bardzo przeraziło księżniczkę. Nana wstała, trzymając w prawej ręce ostrze. Jednak zwierzę nie zainteresowało się nią i zaraz wzbiło się w powietrze.

– Co za ulga… – westchnęła Nana i usiadła. Nagle poczuła rękę na  swoim ramieniu. Szybko się odwróciła i zobaczyła Reda.

– Idź się połóż – szepnęła do niego Nana. Red trzymał w drugiej ręce swoją strzelbę i rzekł słabym głosem:

– Skieruj lufę do góry i pociągnij za spust. To jest dobry sposób na  odstraszenie różnych zwierząt.

– Dzięki – Nana wzięła broń i pogłaskała wojownika po policzku. – Idź już spać. Musisz wypocząć…

Nie zdążyła dokończyć zdania, ponieważ Red ją pocałował. Było to dla niej ogromnym zaskoczeniem, ale pozytywnym. Po tym wydarzeniu Nana nie mogła zasnąć przez całą noc, co oczywiście pomogło jej w czuwaniu.

Gdy Red był już na tyle zdrowy, że mógł podróżować, dwójka podróżników wyruszyła dalej. Na szczęście nie natknęli się już więcej na  żadnego minotaura, ale za to byli masowo atakowani przez wilki oraz  gryfy. Dzięki dobrym umiejętnościom strzeleckim Reda oboje wychodzili zawsze cało.

– Jesteśmy właśnie na terenie, gdzie znajdują się olbrzymy, więc musimy zachować szczególną ostrożność – powiedział raz Red.

– Szkoda, że ci nie mogę pomóc… – Nana była rozczarowana faktem, że nie mogła pomóc Redowi. – Na olbrzymy również nie działają żadne czary…

– Nie przejmuj się, Nano – uśmiechnął się Red. – Mam swój sposób na olbrzymy.

Po tych słowach zajrzał do swojego ogromnego plecaka. Wyciągnął z niego lasso i miecz.

– I to jest ten twój sposób na olbrzymy? – Nana nie wierzyła, że te rzeczy mogą Redowi pomóc w ewentualnej walce z olbrzymami.

– Gdy będzie okazja, zobaczysz, co mogę zrobić!  – uśmiechnął się Red i puścił oczko do dziewczyny.

Szli przez kilka godzin, cicho rozmawiając. Na razie nie było żadnych śladów wskazujących na pobyt olbrzymów. Jednak po chwili zobaczyli część lasu, w którym znajdowało się wiele połamanych drzew, co było dowodem na obecność tych istot. Red chwycił Nanę za rękę i  powiedział:

– Trzymaj się blisko mnie.

Szli powoli, rozglądając się na wszystkie strony. Nagle kilka metrów przed sobą zobaczyli śpiącego olbrzyma. Miał on z dziesięć metrów wysokości i był strasznie chudy. Chrapał bardzo głośno, lecz Nana i Red starali się chodzić na palcach, aby go nie obudzić. Na  szczęście potwór spał jak kamień i gdy podróżnicy byli kilka metrów od niego, szli już normalnie, lecz jeszcze nie rozmawiali. Wiedzieli bowiem, że olbrzymy mają bardzo dobry słuch i bestia może usłyszeć nawet ich szept.

W końcu postanowili, że się zatrzymają, aby coś zjeść. Nana ugotowała zupę z mięsem. Mieli jeszcze sporo do przejścia i również czas ich gonił.

– Gdybym nie był ranny, już byśmy byli w Miodowym Królestwie – mruknął Red.

– Nie obwiniaj się – Nana położyła dłoń na  kolanie wojownika. – To nie była twoja wina. Tak widocznie musiało być. Przecież sam mi opowiadałeś, że w Czarnym Królestwie jest niebezpiecznie.

Gdy Nana zjadła posiłek, od razu zemdlała. Była wyczerpana, ponieważ przez kilka nocy nie zmrużyła w ogóle oka i szybki marsz dodatkowo obciążył jej organizm. Kiedy się ocknęła, od razu się rozpłakała. Red ją przytulił i rzekł:

– Twoja siostra mi opowiedziała o twojej chorobie. Wiedziałem, co zrobić.

Po tych słowach podał jej herbatę. Kiedy Nana się już lepiej poczuła, złożyli namiot i ruszyli dalej. Po zachodzie słońca byli już niedaleko granicy z Miodowym Królestwem. W tej części Czarnego Królestwa las był bardzo gęsty i Nana wraz z Redem przeciskali się przez drzewa. Nagle Nanę chwycił olbrzym.

– Hej, chłopaki! – zawołał olbrzym, który mówił w języku ludzi. – Co powiecie na grillowanego człowieka?

– Znalazłeś jakichś ludzi? – zdziwił się jeden z olbrzymów. Miał on włosy na głowie, co było u nich bardzo rzadkie.

– Znalazłem jakąś panienkę! – uśmiechnął się olbrzym trzymający Nanę i pokazał ją swoim kompanom. Na widok królewny wszystkie potwory oblizywały wargi.

– Jak ja dawno nie jadłem człowieka! – westchnął trzeci olbrzym, który miał całą twarz pokrytą bliznami. Nana cały czas wierciła się w  dłoni bestii i krzyczała na całe gardło, aby Red mógł ją łatwo zlokalizować, ale nie widziała wojownika. Gdy już olbrzym miał ją przywiązać do prowizorycznego rusztu, ktoś chwycił olbrzyma z  włosami na głowie za gardło za pomocą sznura – to był Red. Wojownik wykorzystał szyję potwora, aby się na niego wspiąć i  mieczem przebił mu pierś. Olbrzym od razu padł na ziemię. Drugą bestię zabił za pomocą strzału w głowę. Potwór trzymający Nanę szybko przywiązał ją do rusztu i zajął się Redem. Wojownik pobiegł na drugą stronę i chciał również strzelić do niego, lecz olbrzym poruszał się w jego stronę. Wówczas Red wyciągnął ze swojego plecaka jakieś kule i rzucił je w  stronę potwora. Wydobył się z nich dym, który na chwilę wszystko zasłonił i gdy zniknął, olbrzym leżał już martwy. Nana uśmiechnęła się szeroko. Niespodziewanie sznurek, którym została przywiązana do  rusztu zaczął się palić i gdy już miała spaść w ogień, Red ją złapał.

– Jesteś chyba najszybszym wojownikiem, jakiego znam! – powiedziała z podziwem Nana i gdy Red ją postawił na ziemi, pocałowała go w policzek. Red poczuł zapach spalenizny i  obejrzał się za siebie. Szybko spostrzegł, że jego spodnie w miejscu pośladków zaczęły się palić. Mężczyzna bez zastanowienia położył się na  trawie i  zaczął się tarzać, dopóki ogień nie zgasł.

Była już noc, gdy dotarli do granicy między Czarnym a Miodowym Królestwem. Kiedy przekroczyli granicę, od razu rozłożyli namiot i  poszli spać. Następnego dnia szli według wskazówek mapy, ponieważ Red nie znał tego królestwa. Niespodziewanie Nana się źle poczuła i  zemdlała. Wojownik od razu ją złapał i położył na trawie. Potem rozłożył namiot i  wniósł Nanę do środka. Następnie stanął przed wejściem i  pilnował namiotu.

Nana otworzyła oczy. Znowu dostała ataku choroby. Pomyślała, że  pewnie z powodu strachu, jakiego się najadła podczas porwania przez olbrzyma. Gdy podniosła się, usłyszała głos Reda:

– Kim jesteś?!

Księżniczka szybko wyszła na zewnątrz. Ujrzała Reda celującego strzelbą w pierś pewnego mężczyzny. Nana miała wrażenie, że skądś go znała. Był mniej więcej w ich wieku. Nosił białą koszulę, która odsłaniała mu klatkę piersiową, gdzie miał wytatuowanego smoka. Miał na sobie czarne dżinsowe spodnie i buty typu glany. Na szyi wisiał mu długi łańcuszek, a na lewej ręce nosił czarną bransoletkę. Jego włosy były krótkie i czarne, a oczy zielone. Przy pasku po prawej stronie znajdował się krótki sztylet, a po lewej pistolet.

– Najpierw to ja powinienem cię o to zapytać! – mężczyzna mówił poważnym tonem. – Właśnie rozmawiasz z Królewiczem Miodowego Królestwa.

– Dawid, to ty? – odezwała się Nana. Obaj mężczyźni odwrócili się w jej stronę. Nieznajomy uśmiechnął się do niej i powiedział:

– Cześć, Nano! Kopę lat!

– Nano, czy ten facet jest tym, za kogo się podaje?! – Red był nadal wściekły. Nana wstała i oznajmiła surowo:

– Uspokój się Red! To jest mój znajomy, Królewicz Dawid.

Po tych słowach Red opuścił strzelbę, klęknął przez królewiczem i  rzekł:

– Najmocniej przepraszam, szanowny królewiczu.

– Przeprosiny przyjęte – Dawid skinął głową. – Dokąd zmierzacie?

– Do ciebie – uśmiechnęła się Nana.

– Zaprowadzę was! – zawołał wesoło Dawid. Red wraz z Naną szybko złożyli namiot i ruszyli wraz z królewiczem Dawidem.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Werka96 · dnia 07.10.2021 16:58 · Czytań: 47 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ApisTaur
15/10/2021 20:35
Wiolin jak wiele niedoczekań na bliskość rąk dalekich i… »
ApisTaur
15/10/2021 20:17
gaga26111 Cóż, podoba mi się. Co do "podwójnej… »
Zbigniew Szczypek
15/10/2021 19:28
Gago Ten także fajny, może zbyt dosłowny i przewidywalny… »
al-szamanka
15/10/2021 19:10
Szkoda, że nie można dać stu ocen... świetnych. Wiersz jest… »
Zbigniew Szczypek
15/10/2021 18:58
Gago Bardzo podobało mi się Twoje przedstawienie ludzkich… »
Zbigniew Szczypek
15/10/2021 18:39
Jacku Krótko, po co powtarzać opinie innych - podobało mi… »
Zbigniew Szczypek
15/10/2021 18:17
Cześć Jacku Tak, mas rację, brak tu logicznego myślenia ale… »
Jacek Londyn
15/10/2021 17:20
Zbigniewie, sporo komentarzy wywołałeś swoim tekstem.… »
Marek Adam Grabowski
15/10/2021 16:45
Ten wątek LGBT zaskoczył mnie. Przestaje to być baśnią dla… »
skroplami
15/10/2021 15:33
Gratulacje, miłość też tworzy warkocz z codziennością i… »
KatarzynaKoziorowska
15/10/2021 12:27
Się podoba bardzo. Wiersz nieco niejasny w przekazie, ale ja… »
gaga26111
14/10/2021 21:34
Mocny przekaz. Szanuję. Każdy moze się chyba utożsamić.… »
gaga26111
14/10/2021 21:29
Mrocznie u ciebie. Bardzo lubię wątki o kosmosie więc na… »
gaga26111
14/10/2021 21:07
twoje oczy szeroko zielone mówią kiedy się zaczęliśmy  … »
gaga26111
14/10/2021 21:05
Podobają mi się końcówka 2 i 3 strofy. Przyszłam właśnie… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 12/10/2021 19:26
  • Krytyka lenistwa w komentowaniu na PP, chyba coś daje. Dzisiaj było super, za co Wam wszystkim bardzo dziękuję, ciesząc się dawnym gwarem. Oby tak dalej ;-}
  • mike17
  • 05/10/2021 13:27
  • Zapraszam serdecznie do MUZO WEN 10, konkursu dla prozaików, gdzie piszemy miniaturę pod piosenkę : [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 04/10/2021 21:36
  • Jaka noc Iwoniko, tu dzień nie umiera nigdy - słońce odbija się od księżyca i nadal świeci, szczególnie dzisiaj dla Ciebie. Witaj serdecznie na PP
  • iwonika
  • 04/10/2021 20:45
  • Bylo ciemno, była noc
  • mike17
  • 28/09/2021 13:12
  • Przypominam o trwającym konkursie w prozie MUZO WENY 10, gdzie każdy może wykazać się umiejętnością napisania miniatury na 5000 znaków ze spacjami. To naprawdę nic trudnego. Zapraszam :)
  • Niczyja
  • 27/09/2021 21:52
  • Dobry wieczór dawnym znajomym i nowym nieznajomym. Witam po półtorarocznej przerwie. Miło tu znów być. Naprawdę. Czuję się jak w domu...:)
Ostatnio widziani
Gości online:38
Najnowszy:SprawiedliwaPerla
Wspierają nas