Cola i obwarzanki - Bernierdh
Proza » Obyczajowe » Cola i obwarzanki
A A A

– Hej, może się zamienimy? 

Na początku myślałem, że mówi do kogoś innego. Minąłem go, więc powtórzył. Wtedy odwróciłem się i przyjrzałem mu uważnie. Jemu oraz papierowej torbie z Żabki, którą trzymał w wyciągniętej ręce. Wydawała się nieźle napakowana. 

– Słucham? – zapytałem. 

Wyglądał raczej zwyczajnie, nie sprawiał wrażenia ćpuna czy wariata. Koło trzydziestki, wysoki i przygruby, taki misiowaty. Trochę zarośnięty, ale nie jakoś bardzo. Ubrany sportowo, ale całkiem schludnie. W czapce z daszkiem i w okularach z grubymi oprawkami. Uśmiechał się szeroko i można było dostrzec, że nie ma jednego zęba. Skojarzył mi się z Sethem Rogenem. 

Kiwnął głową na tę torbę, jakby to miało coś rozjaśnić. 

– No, o co chodzi? – rzuciłem niecierpliwie. 

– Chcę zamienić się zakupami, ziomuś. 

Rzeczywiście, ja trzymałem w prawej dłoni identyczną papierową torbę, również potężnie wypchaną, pewnie podobnie ciężką. Odruchowo wymieniłem w myślach, co się w niej znajduje. Cztery cole w puszkach trzysta trzydzieści mililitrów. Litrowa woda mineralna. Orzechowe Prince Polo. Szczelnie zapakowane tagliatelle z kurczakiem. Duże Lay’s zielona cebulka. W sumie towar o wartości jakichś trzydziestu pięciu złotych. Niespecjalnie chciałem się z nim rozstawać. 

Z drugiej strony, też jakoś wybitnie mi na nim nie zależało. 

– Nie rozumiem po co – oświadczyłem, a misiaczek zaśmiał się grubym, zachrypniętym głosem, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. 

– Dla jaj – wyjaśnił. – A niby po co? 

– No dobra, ale nie wiesz, co mam w środku, a ja nie wiem, co ty kupiłeś. Cholera wie, czy to mi się opłaca. Może u ciebie są tylko butelki po piwie i chcesz wyciągnąć ode mnie żarcie? 

– A może jestem miliarderem, któremu się nudzi, a moja torba jest pełna hajsu? 

– Nie wyglądasz mi na miliardera. 

– A jak wygląda miliarder? 

Tu mnie miał. Miliarderzy dość znacząco różnią się między sobą. Są wśród nich goście, którzy wyglądają jak chodzące zło, prawdziwi Leksowie Luthorzy, tacy jak Jeff Bezos. Są uśmiechnięci starsi panowie jak Bill Gates. Są przystojni szaleńcy w typie Tony’ego Starka, czy raczej Elona Muska. Może są wśród nich też śmieszne misiaki podobne do Setha Rogena? 

Koleś zauważył chyba moje wahanie, bo dodał szybko: 

– No weź, ziomuś. W sumie co ci szkodzi? 

No właśnie nic mi nie szkodziło. Czysto teoretycznie w torbie mogły być narkotyki, czy jakieś kradzione rzeczy, ale wtedy chyba raczej by mi ich nie oddawał. Bombę też wykluczyłem, bo to byłby niewiarygodnie głupi scenariusz zamachu. Wszystko wskazywało na to, że gość jest po prostu dziwny. A ja mogłem stracić co najwyżej trzydzieści pięć złotych. 

Więc się zgodziłem. A on powiedział jeszcze: 

– Tylko weź na razie nie zaglądaj. Dopiero jak wrócisz do domu. – Widząc moje zmieszanie, westchnął głęboko i wyjaśnił jak dziecku. – Inaczej nie będzie niespodzianki, prawda? 

 

*** 

 

Gdy wracałem, zastanawiałem się, co ten koleś może o mnie pomyśleć. 

Nie było chyba nic specjalnie dziwnego w orzechowym Prince Polo, baton jak baton. Woda mineralna też raczej w porządku. Co najwyżej mógłby powiedzieć do siebie „o, ten ziomuś pije Primaverę, a ja Nałęczowiankę, ale beka”. Może trochę dziwne, że kupiłem tylko litr, a nie na przykład dwa, ale to dlatego, że dwulitrowej Primavery nie ma w naszej Żabce. Może pomyśli, że kupiłem ją sobie do biegania? Byłoby fajnie. Nie, żebym biegał, w żadnym wypadku, w ogóle nie robię wiele poza siedzeniem na dupie, ale byłoby spoko, gdyby tak pomyślał. 

Czy ja wyglądam, jakbym biegał? Chyba nie. Jestem chudy jak szczapa, ale w bluzie w sumie nie widać. Może wyglądam, jakbym miał jakąś formę. Może sprawiam wrażenie takiego małego, ale porządnego gościa, o jakimś sensownym stylu życia. Może. 

Czy ludzie, którzy biegają, piją wodę, czy może raczej jakieś izotoniki, nie wiem, Oshee, czy coś podobnego? Cholera wie. Gdybym biegał to pewnie i ja bym wiedział. 

No dobra, ale kolejne produkty były już bardziej istotne. Bo niby kto kupuje cztery cole w puszce? Przecież to głupie. Jedna taka puszka kosztuje dwa osiemdziesiąt, czy coś takiego. No to jak masz cztery, to wychodzi... Tak jakoś... Jedenaście dwadzieścia, nie? To strasznie dużo kasy za mniej niż półtora litra. Już dwulitrowa cola kosztuje znacznie mniej. 

Tylko że ja biorę leki, takie okropne leki, co to smakują jak gówno i jeszcze bardzo długo się od nich nie uwolnię. I dlatego nie wolno mi pić alkoholu. A taka cola w puszce jest jak piwo, syczy i smakuje wyjątkowo, relaksuje, jakby z jednej strony dawała energię, a z drugiej odpoczynek. Może to więcej gazu, może ten rytuał otwierania, to pyknięcie, to, że bulgocze, stojąc na biurku. To, że jest taką drobną namiastką zakazanego owocu. Ot, po prostu wolę puszki. 

A może on też woli puszki? Może on uważa, że cola w plastikowej butelce w ogóle smakuje jak dupa i piją ją tylko przegrywy. Może zrobi na nim wrażenie, że wolę dopłacić więcej za towar lepszej jakości. W końcu nie jestem plebsem, nie zadowalam się byle czym. 

Może pomyśli sobie „huhuhu, prawdziwy człowiek kultury”? 

Może nawet nie wyśmieje tego, że jem gotowe żarcie z Żabki. Nie, żebym się tego wstydził, ale... Dorośli ludzie to chyba sobie gotują, prawda? Albo przerywają pracę w biurze, żeby skoczyć na lunch do meksykańskiej restauracji. I siedzą tam sobie w garniturach, z teczkami, z laptopem i wcinają jakieś burrito, czy quesadillę, tak żeby nie uświnić swoich drogich ciuchów. A ja jem odgrzane w mikrofali żarcie z Żabki, nawet nie nosząc przy tym spodni. Bo nie chce mi się gotować. 

Gotować ani chodzić do restauracji, czy biegać. Tylko siedzę i piję tę colę, karmiąc swoją cukrzycę i pewnie koleś sobie pomyśli „kurde, ale żałosny facet”. 

„Mogłem zamienić się z kimś innym”. 

 

*** 

 

Gdy dotarłem do domu, usiadłem po turecku na łóżku i położyłem na nim papierową torbę. Z jakiegoś powodu bałem się do niej zajrzeć. Wcześniej specjalnie nawet nie spoglądałem w jej stronę. Teraz stała przede mną, brązowa z ciemnozielonym logiem, taka jakaś dziwnie majestatyczna, choć nierównomiernie wypchana. Jak skrzynia skarbów. Albo puszka Pandory. 

Spędziłem dużo czasu, tępo się w nią wpatrując. Wreszcie westchnąłem głęboko, włożyłem do niej dłoń, cały czas nie patrząc i wymacałem pierwszy, duży, bardzo miękki przedmiot. 

Okazało się, że większość torby zajmował chleb tostowy. Ten kwadratowy, przypominający watę i nieprzyjemnie słodki. Nie cierpię go. To znaczy, gdy już się go upiecze, smakuje całkiem nieźle, ale o wiele lepsze grzanki robi się ze zwyczajnego pieczywa. Takiego, które ma smak. 

Bo wiecie, tak się składa, że ja uwielbiam świeży, ciepły chleb. Nieważne, jakiego rodzaju, czy z jakimiś ziarnami, czy taki bardziej sypki, czy zwarty. Ważne, żeby pachniał jak żółta piekarnia na mojej ulicy (którą dawno już zamknęli). Gdy przychodziłem do niej jako dziecko, czułem się jak Charlie w fabryce czekolady. Wszystko wokół wypełniał ten ciepły, przyjemny zapach, który wręcz mnie otulał, jakby całował na dobranoc. Chciałem zjeść wszystko, co tam było, by ogrzać się od środka tym uczuciem, tą miłością, która biła od chleba jak od ludzkiego serca. Ale kończyło się na kilku maleńkich bułeczkach, z którymi mama robiła mi kanapki do szkoły oraz jednym bochenku. Było to bardzo, bardzo dawno – kosztował wtedy zaledwie złotówkę. 

No, ale nic. Każdy je takie pieczywo, jakie lubi. Kolejną rzeczą, którą wyciągnąłem z torby, był ser w plasterkach. Taki do tostów, co to każdy kawałeczek ma zawinięty w osobną folijkę (ku niewątpliwej radości matki ziemi) i trzeba obrócić go kilka razy, żeby wreszcie odpakować. Nie lubię tostów, nie lubię sera, więc odłożyłem go na bok i ponownie sięgnąłem do torby. 

Znalazłem szklaną butelkę z sokiem jabłkowym. Takim o bardzo krótkim terminie przydatności do spożycia, więc pewnie całkiem zdrowym. Uwielbiam je, więc od razu wstrząsnąłem, odkręciłem i wypiłem go duszkiem. Nie chodzi o to, że jakoś specjalnie dbam o siebie – wręcz przeciwnie, jestem dość zapuszczony – ale takie soczki mają niepowtarzalny smak. 

Gdy byłem dzieckiem, ale już takim w wieku szkolnym, coś koło siedmiu, ośmiu lat, mama kupowała mi podobny sok, ale przeznaczony raczej dla niemowląt. Nie był gęstą papką, jak Pysie albo Kubusie, ale nie był też zbyt rzadki. Odświeżający i sycący jednocześnie, jakbym zjadł całe jabłko. Do dziś natychmiast przychodzi mi na myśl, gdy słyszę o witaminach. Jeśli witaminy mają jakiś smak, to wierzę, że właśnie taki. Nie potrafię przypomnieć sobie niestety nazwy tego soku. Pamiętam tylko, że na butelce miał postać przypominającą Pyzę na polskich dróżkach. 

Och, rozmarzyłem się. Czas znów zajrzeć do torby z Żabki. 

Tym razem wydostałem z niej dwie torebki budyniu w proszku. Takiego, który trzeba wsypać do gotującego się mleka (wstawiasz je do garnka, a potem czekasz, czekasz, czekasz, czekasz, aż wreszcie odwracasz na chwilę wzrok i wtedy zaczyna kipieć), a następnie bardzo długo mieszać. Jeden miał smak czekoladowy, a drugi waniliowy. Obydwa bardzo lubię, więc całkiem mnie to ucieszyło. Jestem zdecydowanie zbyt leniwy, żeby robić sobie budyń, ale gdy mieszkałem jeszcze z matką, jadłem go bardzo często. Nikt inny za nim nie przepadał, więc zawsze wychodziło kilka miseczek wyłącznie dla mnie. Jedną zjadałem niemal od razu, gdy budyń był jeszcze dość rzadki. Drugą w odpowiednim momencie. Trzecią następnego dnia, przed szkołą, po podgrzaniu w mikrofalówce (nie lubię zimnego budyniu). Tak na wspaniały początek dnia. 

Kolejną rzeczą była kiść bananów. Odłożyłem ją na później. Następnie, ku swojego ogromnemu zaskoczeniu, wyciągnąłem obwarzanki. Nie miałem pojęcia, że sprzedają je w Żabce. Być może po prostu nie zwróciłem na nie uwagi. Obwarzanki... Obwarzanki są niezwykłe. Dziś nie zachwycają już smakiem, raczej irytują twardością, ale gdy byłem dzieckiem, mogły być kolczykami, mogły być bransoletką, pierścieniami lub naszyjnikiem. Wtedy nie były zbyt twarde – były w sam raz, a przegryzienie jednego tak, żeby nie rozpadł się na kawałki, było zabawnym wyzwaniem. 

Kupowaliśmy je na bazarze. Od miłej staruszki w chuście na głowie, która oprócz nich miała tylko pieczarki, cebulę i czosnek. Chodziliśmy tam przede wszystkim po tanie ubrania, ale zawsze udawało się naciągnąć mamę na jakąś zabawkę. Beznadziejnie pomalowaną figurkę z rakotwórczego plastiku (najistotniejszą zdobyczą był He-Man). Taką małpkę czy pieska, co świeci, chodzi w kółko i nudzi się po trzech minutach. Gumowy miecz. Metalowy samochodzik. Mnóstwo skarbów. 

I pirackie filmy Disneya na kasetach VHS. 

W papierowej torbie znajdowały się jeszcze dwie rzeczy. Oranżadka w proszku, którą natychmiast wysypałem sobie na język (gdy byłem w podstawówce, mieliśmy z kolegami dziwny zwyczaj wciągania jej nosem). A także bańki mydlane. Chyba nie z Żabki, raczej z jakiejś Złotóweczki czy innego Grosika, bo instrukcja była po chińsku, a na opakowaniu znajdował się Pikachu. Niebieski z jakiegoś powodu. Ale tak czy siak, były to bańki mydlane. 

Resztę dnia spędziłem więc bardzo radośnie. Siedziałem na balkonie, cieszyłem się ładną pogodą, wcinałem banany (a wieczorem budyń) i wysyłałem w świat jak największe, delikatnie drżące bąbelki. W każdym z nich zamknięta była tęcza. 

4.5.2021 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Bernierdh · dnia 18.10.2021 21:09 · Czytań: 130 · Średnia ocena: 4,33 · Komentarzy: 7
Komentarze
Darcon dnia 18.10.2021 21:14
Ciekawy... Eksperyment. :) Tak to chyba najlepiej nazwać, bo w powtórce, nawet nieco innej, zupełnie już nie chwyci. I w zasadzie nie chwytało mnie przez cały tekst, ale finał jest pogodny i co najważniejsze, brzmi wiarygodnie. Budzi nadzieję, że świat jakoś będzie trwać. ;) I być może, ale tego nie wiem na pewno, ludzie nadal będą sprawiać sobie nawzajem radość. :)
Pozdrawiam.
Dobra Cobra dnia 18.10.2021 22:38 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo miłe opowiadanko.


Bernierdh,

Żabka rządzi! Takie są teraz sklepy skrojone pod potrzeby miastowych. Wiec - jak widać z opowieści - z kim byś się nie zamienił torbami to i tak dużo produktów podpasuje. Jak nie wszystkie. A przy okazji można powspominać młodość i inne nawyki żywieniowe.

Bardzo to wszystko ładnie podane, może zbyt dużo powrotów do czasów młodości, ale cóż.

Kupuję.

Fajnie się czytało. Dziękuję za dawkę optymizmu.


Pozdrawiam i do następnego,

DoCo
Zbigniew Szczypek dnia 19.10.2021 00:54 Ocena: Bardzo dobre
Witaj Bernierdh
W sumie, tak mi się wydaje, większość odbierze tę opowieść tak - ot, krótka opowiastka, jakich wiele, może i fajny pomysł ale treść taka sobie. Większość tak pomyśli - ja nie.
Ja widzę Strefę Mroku - człowieka z blaszaną puszką. Tak! Tam, w filmie, pewien starszy murzyn, odwiedza domy starców, dając szansę na zmianę myślenia, powrót do dzieciństwa/młodości. A puszka jest tylko rekwizytem, pretekstem, skłaniającym do przemiany.
I u Ciebie widzę to samo "ZIOM". Ta torba z Żabki jest rekwizytem/pretekstem, by dokonać przemiany ze zgorzkniałego, chorującego, leniwego, starzejącego się, zestalonego/nieruchawego dupka, w szczęśliwego, radosnego jak kiedyś młodzieńca. Radosnego, bo odzyskał to, o czym już zapomniał - młodość. Ów ziomal, no cóż, raczej nie był miliarderem ale udało mu się być cudotwórcą, owym murzynem ze Strefy Mroku.
Masz błąd, powinno być -"trzydziestu pięciu złotych".
Nie pasuje mi jeszcze - "smakuje, jak dupa" - no nie wiem, co Ty tam jadasz? ;)
Serdecznie pozdrawiam
Zbyszek ;)
Bernierdh dnia 20.10.2021 16:33
Bardzo dziękuję :) Cieszę się, że pojawiła się odrobina optymizmu.

Zbyszku, bardzo podoba mi się twoje spojrzenie :)

Pozdrawiam serdecznie!
Zbigniew Szczypek dnia 20.10.2021 18:57 Ocena: Bardzo dobre
I w dechę! Pozdrawiam i cieszę się, że czasem się przydaję!
Zbyszek ;)
Afrodyta dnia 04.11.2021 17:31 Ocena: Świetne!
Fajny pomysł na opowiadanie i ciekawie zrealizowany. Wciągająca historia, która pokazuje człowieka niepewnego, ciągle obawiającego się tego, co pomyślą inni, człowieka, który trochę nie nadąża za światem, co powoduje u niego dyskomfort. Wskazują na to szczególnie te fragmenty, w których bohater obawia się, że jego zakupy postawią go w złym świetle, zdemaskują jego wnętrze, sposób bycia, styl życia. Myślę, że Twoja historia przemyca takie właśnie istotne sprawy jak przeżywanie siebie i świata przez jednostkę, i to jest jej atut, w moim przekonaniu oczywiście. Pozdrawiam serdecznie.
Bernierdh dnia 08.11.2021 06:35
Afrodyto, dziękuję pięknie i pozdrawiam :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ZielonyKwiat
01/12/2021 10:32
Cześć, Cytuję: "Nie z każdej pajęczyny zdołamy uwinąć… »
wodniczka
30/11/2021 19:49
Witaj. Bardzo ciekawa przestrzeń literacka. Podoba mi się.… »
mike17
30/11/2021 18:35
Mój ulubiony Autorze, znów dałeś pokaz prawdziwej liryki… »
aniat.
30/11/2021 17:46
Leocassandra- Dziękuję. Jest mi niezmiernie miło.… »
ZielonyKwiat
30/11/2021 17:34
Dziękuję za komentarz i dobre słowo. Ot, to taka zwykła… »
ApisTaur
30/11/2021 16:32
Wiolin Ja tylko na chwilę. Mało czasu ;) Całość… »
Marek Adam Grabowski
30/11/2021 15:30
Bardzo udane opowiadanie! Fabuła ciekawa i mądra, chociaż… »
Andrzej Baka
30/11/2021 09:43
Dziękuję! Tak, dzisiejsze newsy są bardzo ulotne i żyją… »
marekg
29/11/2021 23:39
Pysznie , lekko , poetycko ,aż pachnie słowem. »
ZielonyKwiat
29/11/2021 23:29
Cześć, to ja też popróbowałam swoich sił. A oto efekt. Mam… »
Afrodyta
29/11/2021 21:21
Podoba mi się Twój wiersz. W bardzo liryczny sposób… »
Afrodyta
29/11/2021 21:12
Bardzo podoba mi się Twój wiersz, ma w sobie jakąś… »
voytek72
29/11/2021 21:11
Wydaję mi się że te wszystkie lub i albo na początkach strof… »
Afrodyta
29/11/2021 20:57
Mam poczucie, że wiersz odwołuje się do konkretnej sytuacji,… »
Yaro
29/11/2021 20:50
Miło mi , że się podoba:) »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/11/2021 14:27
  • Ze względu na małe zainteresowanie MUZO WENAMI 10 przedłużam czas nadsyłania prac do 15-go grudnia. [link] Życzę weny i lekkiego pióra :)
  • AntoniGrycuk
  • 13/11/2021 11:31
  • Czy ktoś ma pojęcie o wyobrażeniu, gdzie znajdę listę aktualnych czasopism (też internetowych), gdzie warto publikować? Nie mówię o portalach literackich. Dzięki.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2021 22:18
  • Na czyjąś prośbę zamieszczam link do konkursu: [link] Ja w tym roku nie biorę udziału. Należy napisać tekst z jedną z kilku dzielnic Wwy.
  • mike17
  • 09/11/2021 15:15
  • Przypominam, że pozostał jeszcze cały tydzień, by nadesłać pracę konkursową. Weźcie się w garść i piszcie ;) [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 17:15
  • Apisie - wiem i niestety zgadzam się z Twoją opinią - tak jest znów, kolejna "fala"
  • ApisTaur
  • 07/11/2021 16:12
  • Zbyszku. Oczywiście pisałem to do Ciebie, lecz nie o Tobie.:)
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 16:01
  • Apisie -na szczęście nas obu to, o czym pisałeś, zwracając się do mnie, nie dotyczy. ;-}
  • Kazjuno
  • 06/11/2021 18:51
  • Dzięki za miłe komentarze pod recenzją "Buntownika" M. Grabowskiego. Na końcu komentarzy odpowiadam, indywidualnie Joli S. i każdemu z komentujących. Pozdrawiam cały PP
Ostatnio widziani
Gości online:35
Najnowszy:Dumanyhujm
Wspierają nas