Obręcze cz. 4 - Zbigniew Szczypek
Proza » Długie Opowiadania » Obręcze cz. 4
A A A

Część IV

  Paweł wrócił do pracy i jak ona, do codziennego życia. Nikomu nie powiedzieli, nawet Piotrkowi o tym, że delikatna nić znowu trzyma ich razem, że nie do końca, że nie zgasł płomień nadziei, na ich wspólne życie.

Wreszcie nadszedł ten dzień – odezwał się notariusz reprezentujący Darka Madeja. Ania potwierdziła, że oboje mają stawić się u niego, na odczytaniu ostatniej woli zmarłego. Kancelaria mieściła się we Wrocławiu, przy ul. Szewskiej i posiadała wszystkie pełnomocnictwa, jak się okazało, również do zamknięcia wszystkich spraw na terenie Niemiec.

Notariusz był bardzo sympatyczny i rzeczowy. Po sprawdzeniu ich dokumentów, dość szybko przeszedł do przeczytania testamentu, a później wręczył listy, po jednym dla każdego. Paweł oprócz listu otrzymał jeszcze małe pudełko. Właściwie poza informacją o tym, że wraz z byłą żoną, wspólnie stał się spadkobiercą, dość sporego majątku, niczego nie rozumiał. Jeszcze list i pudełko. Chciał wypytać notariusza, podobnie Anna ale ten doradził im, by przeczytali swoje listy, a Pawłowi dodatkowo, by jeszcze nie zaglądał do paczuszki. Zaczęli czytać, każde czytało osobno to, co Darek chciał, w ostatnich słowach im przekazać. O ile ona czytała spokojnie, to z Pawłem zaczęło dziać się coś dziwnego…

Dopełnili wszelkich formalności i wyszli. Kawiarnia była nieopodal, pamiętali ją z czasów narzeczeństwa. Była blisko rynku, a jednak jakby na uboczu. Dobrze się w niej czuli, a kiedyś serwowano tu, oprócz wyśmienitej kawy, także przyzwoity, smaczny posiłek. Troszkę się zmieniła, przez ostatnie lata i punktowanie tychże zmian, chwilkę wypełniło im, oczekiwanie na kelnerkę. Mimo wszystko było przytulnie i bez tłumów, a oto również w tej chwili chodziło.

Zamówili dwie duże kawy, Anna nie chciała ciasta, więc i on odmówił kelnerce. Po chwili to właśnie była żona, postanowiła zacząć właściwą rozmowę – Co takiego Darek ci napisał?

- A, nic takiego. Chciał byśmy sobie dali szanse. – Próbował ją zbyć tym, co było oczywiste.

- I to wszystko? I dlatego tak się przejąłeś?

- Taak! Właśnie dla tego. – Odpowiadał jakby był nieobecny.

- Nigdy tego nie pojmowałam…

- Czego? – Kolejny raz udawał, że nie rozumie

- Dlaczego przy mnie trwałeś? Nawet, gdy dowiedziałeś się o zdradzie, Rafale i innych moich kłamstwach, nie wyrzuciłeś mnie, wybaczyłeś i dałeś kolejną szansę. Później też, gdy odeszłam, próbowałam się urządzić w komunalniku, pomagałeś mi w remoncie, dałeś materiały, przecież nie tylko ze względu na Piotrka. Obchodziłam cię, a mimo to zgodziłeś się na rozwód.

- Tak. – Tylko przytaknął, patrząc w jakąś dal.

- Tylko tyle? Nic więcej nie powiesz ? Może to przez ten cholerny list, powiedz – co ci napisał? Tam, u notariusza, myślałam, że trzeba wezwać lekarza, jeszcze w takim stanie cię nie widziałam. Nawet notariusz nie wiedział, co się dzieje. – Anna domagała się wyjaśnień. Ale Paweł cały czas myślami był gdzie indziej. Pamiętał każde słowo, zapisane na dwóch kartkach papieru. Nie chciał o tym, co przeczytał, z nią rozmawiać. Jeszcze raz, analizując zaistniałą sytuację, myślami znalazł się w wygodnym fotelu kancelarii, otworzył kopertę, wyjął list i zaczął czytać –

                                             Paweł

   Pewnie dziwi Cię ten list, skierowany osobiście do Twojej osoby – przecież się nie znamy, tj. – nie znaliśmy się pomyślisz. Chciałbym, żeby to było takie proste ale tak nie jest. O ile łatwiejsze byłoby moje życie.

  Na wstępie proszę Cię, żebyś nie ujawniał przed Anną treści tego listu, przynajmniej nie od razu – na gorąco, ani innym osobom – ich to w ogóle nie powinno obchodzić. A jej powiesz, może kiedyś, gdy emocje już opadną, zresztą sam zdecydujesz.

  Wiedz Pawle, że dogłębnie zainteresowałem się Twoją osobą, niemal od momentu, kiedy Twoja żona pokazała mi zdjęcie, na którym siedzicie tak radośni w parku. Piszę żona, bo przecież nigdy nie przestała nią być, szczególnie dla Ciebie. W jednej chwili odżyły wówczas, wszystkie wspomnienia, o moim dawnym, jak dotąd myślałem – życiu. To, co zepchnąłem w niebyt świadomości, wróciło z siłą tornada, burząc mój pozorny spokój. Ciężko mi o tym pisać ale nie mam  siły i odwagi, by spotkać się z Tobą twarzą w twarz i wszystko Ci opowiedzieć, wytłumaczyć. Wiem jednak, że warto, przekonałem się o tym, próbując dogłębnie Cię poznać, Twoje obecne życie ale także dawne losy. Nie dziw mi się, Anię kocham jak córkę, jak całą rodzinę, którą utraciłem. Ona jedna jest jak oplatająca obręcz i trzyma jeszcze przy życiu, powoli lub zbyt szybko gasnącym.

Tak więc Pawle, sprawdziłem sobie Twoją osobę, dyskretnie, byś nie nabrał podejrzeń. Wynająłem detektywów, prawników oraz inne, podstawione osoby. Bardzo Cię za to przepraszam. Wybacz – musiałem. Moje życie właśnie zatoczyło koło – to też obręcz. Uzyskałem informacje, dzięki którym mogę dzisiaj bez obaw i niepewności, napisać ten list wiedząc, że kieruję go do właściwej osoby.

Wiem Pawle, że jesteś prawym i uczciwym człowiekiem, ciężko pracującym na swój chleb. Nie jest i nie było Ci łatwo godzić pracę, z wychowaniem syna. Masz wzloty i upadki, lepsze i gorsze dni, w zależności od tego, jakie prace wykończeniowe złapiesz. Mimo licznych kłopotów, pozostajesz sobą – dobrym, pogodnym i życzliwym dla innych. Ostatnio przyczyniłem się, przepraszam, do tego by było nieco lepiej. Jednak wiem, że potrafisz zachować umiar i mądrze gospodarujesz finansami – to dobrze. Jesteś też lojalnym kolegą, dla swoich współpracowników oraz rzetelny i uczciwy dla klientów, a to rzadka cecha.

A teraz Pawle najgorsze ale muszę Ci to w końcu wyznać, przebić wreszcie ten nabrzmiały balon, który niczym głaz siedzi głęboko we mnie. Nie zainteresowałem się Tobą tylko ze względu na Anię i Piotrka, który też stał mi się bliski. Poznałem Cię na zdjęciu i odżyła moja przeszłość. Nasze losy już kiedyś się skrzyżowały. Rozdrapię stare rany – przypomnij sobie Agnieszkę – Twoją pierwszą miłość, narzeczoną, z którą wiązałeś swoją przyszłość. Wiem, szukałeś człowieka, który zniszczył te plany. Tym człowiekiem byłem ja – Dariusz Madej.

Byłem od was starszy, nie wiedziałem nic o Tobie, ani o niej. Ot, po prostu dałem wyciągnąć się na imprezę studencką. Było super, zabawa na luzie, alkohol i tańce. Spodobała mi się samotna dziewczyna o niebanalnej urodzie. Ponoć skłócona z chłopakiem, który obrażony nie przyszedł, zresztą – ponoć słabo tańczył. Ja natomiast tańczyłem świetnie i dość szybko zaprzyjaźniłem się z Agnieszką. Nie mówiła o Tobie, więc nie wiedziałem o waszych planach i jak jesteście sobie bliscy. Ja wówczas nie miałem dziewczyny. Dużo tańczyliśmy i sporo nam się wypiło. Towarzystwo powoli się rozchodziło, a my w końcu także wyszliśmy, zostaliśmy sami na pustej ulicy. Agnieszce zrobiło się niedobrze i wymiotowała, słaniała się na nogach, w końcu zaczęła odpływać. Złapałem taksówkę i pojechaliśmy do mnie. Nie pamiętam dobrze, co było później, dość że zbudziliśmy się koło południa nadzy, w jednym łóżku, a ja zrozumiałem, że jestem zakochany. Spędziliśmy razem resztę dnia, najcudowniejszego w moim życiu. Wieczorem musiała wracać do swojego domu. Nie protestowałem, myśląc że będą następne wieczory i poranki, spędzone razem. Szukałem jej następnego dnia bezskutecznie. Dopiero później udało mi się ją spotkać ale już odmienioną. Ryczała, że to była pomyłka, że wszystko zepsułem, że nic nie rozumiem i faktycznie – nic nie rozumiałem. Ja przecież nic nie wiedziałem – o was, myślałem tylko, że ma chłopaka – gamonia, a nie niemal męża. Kazała mi zapomnieć i uciekła, a ja jej nie zatrzymałem, chociaż tak bardzo chciałem. Kochałem ją, jak nikogo wcześniej. Zrozum Pawle, ja jej nie wykorzystałem, myślałem że jesteśmy sobie bliscy, nie mogłem zapomnieć, wyrwać z korzeniami autentycznego uczucia, jakie do niej żywiłem. Nie odpuszczałem ale mnie unikała. W końcu, po jakimś czasie zgodziła się na rozmowę, a ja najdelikatniej, jak umiałem, powiedziałem jej co czuję. I tym razem coś się zmieniło, była spokojna i opanowana. Mówiła, że coraz gorzej się dogadujecie, że masz pretensję ale nie wyznała Ci prawdy.  Wyznała mi w końcu, że możliwe iż to ja jestem ojcem jej dziecka, bo była u ginekologa. Zamurowało mnie, dopiero po chwili się opanowałem, widząc nadzieję na wspólną przyszłość. Daremnie, jak się okazało. Umówiliśmy się na następny dzień, pożegnałem się z nią i wracałem do swojego mieszkania. Ku mojemu zaskoczeniu, czekali już na mnie żandarmi z WSW. Przez to wszystko, zupełnie zapomniałem o wezwaniu do odbycia służby zasadniczej. Trafiłem do aresztu, a później kompani karnej w Orzyszu. Na nic zdały się błagania, płacze, nie miałem kontaktu ze światem zewnętrznym, prawie przez 3 miesiące. Gdy wreszcie udało mi się dorwać do telefonu, było już za późno. Agnieszka pewnie mnie szukała, a gdy nie mogła znaleźć i nie wiedziała, gdzie przepadłem, pomyślała, że uciekłem przed odpowiedzialnością, ojcostwem. Wówczas pewnie, pod presją rodziny i otoczenia, nie mając wyjścia – utopiła się.

Gdy dowiedziałem się o tym, podciąłem sobie żyły – nie pomogło – odratowali i zamknęli mnie w szpitalu psychiatrycznym. Wyszedłem dzięki wujkowi ale otępiały, bez życia. To on się mną zajął i zabrał do Niemiec.

Wiem Pawle teraz, że to nie była Twoja wina. Nie! Ty byś wybaczył, na wszystko się zgodził, zaakceptowałbyś nawet nie swoje dziecko, kochając je szczerze. Kochałeś ją, jak ja, może nawet bardziej, jeśli można bardziej kochać. Nie obwiniam Cię, nie, to Ty winiłeś siebie, jak ja. Wiem, że pojechałeś w swoje ukochane Tatry, tam, gdzie lubiła chodzić i chciałeś… zostać tam, przy niej. Wiem, że wasz znajomy ratownik TOPR-u, poszedł za Tobą i odwiódł od zamiaru i zmienił – na zawsze. Nie wiem tylko, jak mu się to udało ale podejrzewam, że w końcu dotarł do Ciebie, Twojej psychiki, jak do mnie mój wujek.

  Kończąc Pawle moją „opowieść”, proszę Cię o wybaczenie, nie mnie jednak ale przede wszystkim sobie. Wiem, że Ciebie ten ciężar-poczucie winy, szczególnie przygniata, a mi za chwilę wybaczać, mam nadzieję, będą inni.

  A co do Ciebie i Anny – proszę Cię o opiekę nad nią. Wiem, że tli się w was jeszcze uczucie, jesteście sobie bliscy. Nasze losy się połączyły, chyba nie bez powodu. Bądź mądry i wyciągnij z tego pozytywne, daleko idące wnioski, nie zmarnuj swojego i jej życia, pomyślcie o przyszłości Piotrka. Postaram wam się pomóc tak, by „sprawy przyziemne”, nie zaprzątały waszych głów, skupcie się na sobie, na odtworzeniu miłości, która kiedyś złączyła was razem. Mnie już nic nie potrzeba, więc wszystko pozostawiam wam. Rozporządzajcie mądrze tym majątkiem i chociaż czasem pomyślcie o mnie, a ja wreszcie będę żył naprawdę.  Co do majątku – wszystko wyjaśni wam notariusz, z małym wyjątkiem – proszę by obecne Ani mieszkanie trafiło do Piotrka, gdy dorośnie, będzie miał blisko na którąś z uczelni, jest mądrym chłopcem i powinien się kształcić. A gdzie wy zamieszkacie? Chyba mam pomysł…

   Żegnaj Pawle i udanego życia, niech będzie długie i wspaniałe, wśród kochanych i kochających osób.

                                                                                                                                              Dariusz Madej

 

P.S.

       Pisałem o obręczach, o życiu zataczającym koło, koło, gdzie koniec jest zarazem początkiem. Niech będzie wreszcie koniec naszych cierpień, a nastanie początek czegoś cudownego. Zostawiłem Ci pudełko, użyjesz zawartości w odpowiednim momencie. Pamiętaj! Te obręcze nie mają końca, jak miłość, której są symbolem. Mają jeszcze jedną właściwość(właśnie te), otwierają drzwi do waszego szczęścia. Pamiętasz biały domek na wzgórzu, z pięknym ogrodem i dziwnymi kluczami(tak Cię intrygowały te, tymczasowe)? Pięknie go wykończyłeś, a łazienki – mistrzostwo! Niech ten domek zostanie niespodzianką dla Ani, aż połączą was, oprócz uczucia także obręcze-klucze.

 

- Ty mnie w ogóle słuchasz? Paweł, co ci jest? – Ania prawie już krzyczała. Ocknął się wreszcie i patrząc już przytomnie w jej szkliste oczy, odpowiedział  - Wszystko OK! Zamyśliłem się tylko. A to, o co wcześniej pytałaś?

- O wiele rzeczy pytałam… Paweł, co z tobą? – Zaczęła naprawdę się martwić

- Niic! Mówiłem. Chodziło mi, że wcześniej zadałaś mi pytanie – dlaczego trwałem przy tobie?

- No właśnie, dlaczego? – Już nic nie rozumiała

- Bo kocham cię, jak w dniu kiedy się poznaliśmy – Mówił bardzo spokojnie ale ze łzami w oczach, a Ania patrzyła mu w oczy, równocześnie delikatnie uciskając na stoliku jego dłoń, swoją dłonią.

- Czy..?

- Czy mamy przyszłość? – Dokończył za nią.

- No tak, wiesz o co pytam. – Już się uspokoiła.

- To zależy od nas samych. Czas był wystarczająco cierpliwy. Ja mam nadzieję, że tak. Ale to ty musisz zapytać siebie i poważnie się zastanowić…

- Zastanowić? Czy ty naprawdę jesteś ślepy? – Nie rozumiała jeszcze, o co mu chodzi, a on dokończył.

- Nie, po prostu tak, jak przed naszym ślubem – daję ci możliwość wycofania się, otwartą furtkę. Nic na siłę, spróbujmy jeszcze raz lub nie ale oboje tak musimy czuć, a nie poddać się chwilowym emocjom, presji spadku, Darka  i Piotrka. Chciałbym byśmy byli razem już zawsze i nic tego nigdy nie zakłóciło, także pieniądze, które potrafią ogłupić, a które nie są dla mnie ważne. Jednak wiem, że ich nie mając, znowu doprowadzilibyśmy do kłótni, o byle co, a potem żałowali, jednak za późno. Więc skoro nagle staliśmy się bogaci, to dobrze spożytkujmy ten majątek i żyjmy ciesząc się sobą i dbając, by nasz syn wyrósł na dobrego i mądrego człowieka.

- Masz racje, zacznijmy wreszcie żyć! Razem?

- Osobno już było i nie było fajnie. Prawda?

- Prawda, prawda! A jak to wytłumaczymy Piotrkowi?

- A co tu tłumaczyć, jest już duży, niech sam się domyśli. Dobra, idziemy!

- Gdzie?

- Na spacer oczywiście.

- Ku zachodzącemu słońcu?

- Ee, dla nas już tylko wschodzi!

- A co masz w tym pudełku?

- Cierpliwości! Troszkę cierpliwości.

 

Koniec? A może nie, jak myślicie..?

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Zbigniew Szczypek · dnia 20.10.2021 21:11 · Czytań: 336 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 5
Komentarze
Kazjuno dnia 27.02.2024 23:32
No, Zbysiu, Muszę pogratulować! Nie należę raczej do szczególnie ckliwych jegomości. Czytając jednak list Darka, poczułem wzruszenie. Ba! Nawet wyznam, zakręciła się w oku łezka.
Nawet nie pamiętam, kiedy przydarzyło się mi to po raz ostatni. (Chyba oglądałem jakiś dobry film).
Piszesz, jak ja, prostym językiem co w wypadku tej opowieści jest niewątpliwą zaletą. Zapytałeś o poradę, czy miałbym pomysł na kontynuowanie dalszego ciągu. Niełatwa sprawa.
Może się mylę, ale odnoszę wrażenie, jakbyś pisał od serca, chyba w oparciu o osobiste preżycia.
Trywializując, można się doczepić, że stworzyłeś zakończoną wymarzonym happy endem historię. Potem już tylko dodać, "żyli długo i szczęśliwie".
Jednak życie bywa okrutne, zastawia złośliwe pułapki. Nie brakuje niebezpiecznych pokus. Pary uczuciowego związku (pewnie uwieńczonego ponownym ślubem) już bym nie ruszał, natomiast jeśli chciałbyś koniecznie tworzyć rodzinną sagę, to ciężar dramaturgii przerzuciłbym na Piotrusia. Jest wszak ludowe porzekadło: "biednemu wiatr w oczy wieje, bogatemu diabeł huśta kołyskę". Ania z Pawłem są bogaci, mimo opływania w dostatek pracują, może przykładając się do obowiązków, stracą kontrolę nad Piotrusiem? Ten może wpaść w towarzystwo progenitur nieuczciwych biznesmenów, zakochać się w rozwydrzonej córuni prawnika gangstera. Wyprosić na uczciwych rodzicach kupno sportowej fury. Na przykład podpicowanego Porschaka za "okazyjną" cenę. Śmiertelne potrącenie pieszego pod wpływem i jak w banku odsiadka. ITD ITP.
Puściłem wodze ponurym wizjom. Nic mi sensowniejszego do łba nie przychodzi.

Dzięki za czytelniczą przygodę. Pozdrawiam serdecznie, Kaz

PS Znowu zapomniałem o ocenie.
Oczywiście ŚWIETNE!!!
Zbigniew Szczypek dnia 28.02.2024 00:40
Kaziu
Pisałem wcześniej o pomyśle na część 5-tą, już ją stworzyłem. W niej to autor opowiadania jest bohaterem, który daje przyjacielowi/wydawcy tekst do przeczytania... Pisałem Ci to wcześniej. Natomiast losy Ani, Pawła i Piotrka zostały zakończone. Ważne jest jak dotrzeć do "gosposi" poczytnego pisarza, w której to jest zakochany i co wreszcie, po przeczytaniu "Obręczy", zrozumiał wydawca?
Bardzo Ci dziękuję za przeczytanie "Obręczy" i oczywiście ocenę. Wiem teraz, że warto pisać, że chociaż pokolenie zbliżone do mojego, jest w stanie mnie zrozumieć.
List Darka był jednym z najtrudniejszych elementów opowiadania, a zarazem niezbędnym. Nie sądziłem, że uda mi się wywołać silne emocje czytelnika ale sam, wymyślając to, płakałem i wcale się nie wstydzę.
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam serdecznie - Zbyś ;)
Kazjuno dnia 28.02.2024 13:26
Sposobów na poderwanie "gosposi" może być wiele. Pewnie jest atrakcyjną laską, a takie poza lustrem lubią się też "przeglądać" w reakcjach szacujących ich kształtne walory mężczyzn. Potrzebny jest jakiś sprytny fortel. Można na przykład ratować ją przed "zbirem". Namówić barczystego kolesia, albo za flaszkę menela, żeby udawał napad w ciemnym zaułku. Będąc odwróconym plecami do zagrożonej gwałtem, klepnąć się w udo, markując cios w brodę padającego po "sierpowym" "intruza".
Forteli może być bez liku.

Pozdrawiam.
Zbigniew Szczypek dnia 28.02.2024 15:24
Kaziu
Nie zrozumiałeś mnie niestety, jeśli chodzi o dopisanie części 5-tej.
Pisałem Ci konkretnie, jaki mam pomysł. W dopisanej części okazuje się, że "Obręcze" to tylko opowiadanie, czytane właśnie przez wydawcę/ przyjaciela, na którego opinię oczekuje ze szklanką w dłoni, niecierpliwy i pełen obaw, oto jak zostanie zrozumiany, poczytny pisarz. Wydawca/przyjaciel jest zdegustowany, bo w jego opinii, lektura nadaje się bardziej do Har
lekina, a nie jego poważnego wydawnictwa. Jednak po chwili namysłu, zaczyna rozumieć, że jego przyjaciel/pisarz napisał to, by nieśmiało dotrzeć do pracującej u niego dziewczyny/gosposi, w której jest zakochany, a nie ma śmiałości pokazać co czuje. I taką myśl/pomysł miałem, a dalej to już rozwinę namiętny romans, w którym pomoże wierny przyjaciel, widzący także korzyść dla siebie(zaaranżowany skandal/rozgłos). I co Ty na to?
Kazjuno dnia 28.02.2024 22:59
Gosposię, Zbysiu, w odpowiedzi na mój komentarz, ująłeś w cudzysłów, co zrozumiałem: żadna z niej gosposia, a kochanica przyjaciela/wydawcy autora "Obręczy".
Stąd mój pomysł, że masz dylemat, jak opisać odbijanie dziewczyny współżyjącej z wydawcą.
Tym razem mam nadzieję, że zrozumiałem.
Wydawca nawet chce pomóc pisarzowi, by ten wreszcie uwiódł dziewczynę.
Pomysł wydaje się ciekawy, chociaż do końca go nie rozumiem. Łatwiej bym mógł ogarnąć, gdybyś obszerniej streścił, albo gdybym przeczytał przynajmniej fragment tej historii, mógłbym mieć pełniejszy ogląd, jak rozwija się fabuła.
Więc wszystko zależy od sprawności twego pióra, a to jako prozaik masz bardzo obiecujące.

Serdecznie pozdrawiam, Kaz :yes:
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
16/04/2024 21:56
Dzięki, Marianie za pojawienie się! No tak, subtelnością… »
Marian
16/04/2024 16:34
Wcale się nie dziwię, że Twoje towarzyszki przy stole były… »
Kazjuno
16/04/2024 11:04
Toż to proste! Najeżdżasz kursorem na chcianego autora i jak… »
Marian
16/04/2024 07:51
Marku, dziękuję za odwiedziny i komentarz. Kazjuno, także… »
Kazjuno
16/04/2024 06:50
Też podobała mi się twoja opowieść, zresztą nie pierwsza.… »
Kazjuno
16/04/2024 06:11
Ogólnie mówiąc, nie zgadzam się z komentującymi… »
d.urbanska
15/04/2024 19:06
Poruszający tekst, świetnie napisany. Skrzący się perełkami… »
Marek Adam Grabowski
15/04/2024 16:24
Kopiuje mój cytat z opowi: "Pod płaszczykiem… »
Kazjuno
14/04/2024 23:51
Tekst się czyta z zainteresowaniem. Jest mocny i… »
Kazjuno
14/04/2024 14:46
Czuję się, Gabrielu, zaszczycony Twoją wizytą. Poprawiłeś… »
Gabriel G.
14/04/2024 12:34
Bardzo fajny odcinek jak również cała historia. Klimacik… »
valeria
13/04/2024 23:16
Hej miki, zawsze się cieszę, gdy oceniasz :) z tobą to jest… »
mike17
13/04/2024 19:20
Skóra lgnie do skóry i tworzą się namiętności góry :)»
Jacek Londyn
12/04/2024 21:16
Dobry wieczór. Dawno Cię nie było. Poszperałem w tym, co… »
Jacek Londyn
12/04/2024 13:25
Dzień dobry, Apolonio. Podzielam opinię Darcona –… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 01/04/2024 10:37
  • Z okazji Św. Wielkiej Nocy - Dużo zdrówka, wszelkiej pomyślności dla wszystkich na PP, a dzisiaj mokrego poniedziałku - jak najbardziej, także na zdrowie ;-}
  • Darcon
  • 30/03/2024 22:22
  • Życzę spokojnych i zdrowych Świąt Wielkiej Nocy. :) Wszystkiego co dla Was najlepsze. :)
  • mike17
  • 30/03/2024 15:48
  • Ode mnie dla Was wszystko, co najlepsze w nadchodzącą Wielkanoc - oby była spędzona w ciepłej, rodzinnej atmosferze :)
  • Yaro
  • 30/03/2024 11:12
  • Wesołych Świąt życzę wszystkim portalowiczom i szanownej redakcji.
  • Kazjuno
  • 28/03/2024 08:33
  • Mike 17, zobacz, po twoim wpisie pojawił się tekst! Dysponujesz magiczną mocą. Grtuluję.
  • mike17
  • 26/03/2024 22:20
  • Kaziu, ja kiedyś czekałem 2 tygodnie, ale się udało. Zachowaj zimną krew, bo na pewno Ci się uda. A jak się poczeka na coś dłużej, to bardziej cieszy, czyż nie?
  • Kazjuno
  • 26/03/2024 12:12
  • Czemu długo czekam na publikację ostatniego tekstu, Już minęło 8 dni. Wszak w poczekalni mało nowych utworów(?) Redakcjo! Czyżby ogarnął Was letarg?
  • Redakcja
  • 26/03/2024 11:04
  • Nazwa zdjęcia powinna odpowiadać temu, co jest na zdjęciu ;) A kategorie, do których zalecamy zgłosić, to --> [link]
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty