Szkolny zjazd - mike17
Proza » Miniatura » Szkolny zjazd
A A A
Od autora: Co dzieje się, kiedy po latach wraca miłość? Co, kiedy wcale tak nie musiało być. O tym ta opowieść.

 

                                                  
 
 
 
 
 
Od Bobby’go Ventury, tego samego, który w 1965 utopił się w dole z gnojówką, dowiedział się, że szykuje się zlot ich klasy.
Jego serce drgnęło, bo…
Bo pomyślał, że może tym razem, po tylu zjazdach, w końcu ją spotka.
Marzył, by znów drogi ich życia się przecięły.
By mógł cofnąć czas i spełnić najskrytsze sny.
To pragnienie żyło w nim od czasów podstawówki, odkąd ją po raz pierwszy ujrzał.
 
Spotkanie miało odbyć się na luksusowym jachcie jego kolegi.
 
A więc jedzono, pito i wspominano. Z głośników sączyła się muzyka z lat młodości. Ogniste śpiewy szły potężną falą w przestrzeń. Tańczono, gdy naszła ochota. Robiono sobie wspólne zdjęcia. Jowialnym objęciom i pełnym szczerego wzruszenia pocałunkom nie było końca. Chwytano każdą chwilę, bo tylko to się podobno w życiu liczy. Od rana do bladego świtu. Nie istniały smutki, ni doczesne troski. Zabawa trwała na całego i nic nie mogło zakłócić pogodnego nastroju, który panował niezmiennie na pokładzie. Wszak być młodym, to być młodym duchem – wiek nie ma tu znaczenia! Dookoła tylko szumiący bezmiar wody i słońce uśmiechające się szeroko. Lekka bryza muskająca namiętnie gorące ciała. Gdzieś, czasem, przepłynął jakiś terkoczący kuter, kiedy indziej jakaś biała, elegancka motorówka…
Za nimi przesunął się majestatycznie na horyzoncie jakiś większy statek, wypełniony gromadą hałaśliwych turystów…
 
Nikt nie myślał o śnie (to byłaby karygodna strata czasu!) – towarzystwo było niezwykle zgrane i pomimo upływu kilku dekad od chwili zakończenia edukacji w swej szkole, nadal odnoszące się do siebie z wielką sympatią i śmiało można rzec, połączone przez wspólne lata, spędzone w szkolnej ławie, głęboką, nieprzemijającą przyjaźnią, która pokonała bezlitosny upływ uciekających bezpowrotnie lat.
 
- Pamiętasz picie tego obrzydliwego, żółtawego mleka? Wstrętne! – zapytał ktoś, omiatając okolicę upiornym wytrzeszczem.
- Pamiętasz naszą wycieczkę w góry, kiedy zgubiłem gdzieś prawy but i potem chodziłem w skarpetkach? – spytał kto inny, śmiejąc się pod nosem z samego siebie.
- Pamiętasz, jak podłożyliśmy babce od biologii zdechłą mysz do szuflady? Ale był ubaw! – pytał kolejny głos, rechotliwy acz brzmiący wiarygodnie.
- Pamiętamy, a jakże! – zawołano gromko i radośnie. – Nie ma to tamto: pamiętamy!
Piwo płynęło obficie. Potrawy znikały w okamgnieniu, gdyż znaczne ilości alkoholu, jak powszechnie wiadomo, pobudzają procesy trawienne, więc jedzono wszystko, co się nawinęło, także złowione naprędce ryby, gdyż łatwo było w miejscu, w którym przebywali, o spore, dorodne okazy, które szybko oczyszczone, lądowały w mig na patelni, a później w żołądkach gości.
 
- Ty się wcale nie starzejesz…
- Ty się w ogóle nie zmieniłaś…
- Ty wcale nie masz zmarszczek…
- Ty mógłbyś zgubić ten brzuch…
 
Wokoło tylko śmiech, zabawa i wspomnień czar. Miło było się spotkać, bowiem pewnych rzeczy nie zapomina się nigdy. Zwłaszcza szczęśliwego dzieciństwa. Tych chwil niezwykłych, kiedy wszystkie troski były tak daleko.
 
Pierwsza szkoła była dla nich jak pierwsza miłość – niezapomniana, święta, wieczna…
Mogli rozmawiać o niej bez końca i tak też było – studnia interesujących tematów nigdy nie wysychała. Ogień pamięci nie gasł, gdyż wielu podsycało jego płomień. Klasa pierwsza, klasa czwarta, klasa ósma. Metr trzydzieści, metr pięćdziesiąt, metr siedemdziesiąt pięć. Denerwujący trądzik, mutacja głosu, pierwszy zarost, burza hormonów. Nigdy nieznany smak papierosa, pocałunku, piwa. Niezapomniane potańcówki, gdzie ciało lgnęło do ciała. Niejasny jeszcze przebłysk nieznanej dotąd wiedzy o tym, jak być mężczyzną lub kobietą. Moda na to, moda na tamto. Nastoletni idole, ich piosenki, ich styl. Wiara, że można wszystko, bo tak naprawdę tylko młodzi mogą wszystko. Wspomnienia nie umarły. Pięknego czasu piękne dni.
Czasu jeszcze nikt nie cofnął – pozostawało zatem przywoływanie wspomnień.
A te żyły w sercach zlotowiczów pełną parą, każdy chciał cofnąć czas.
 
Kiedy kolega S. kupił tę piękną jednostkę, zamurowało wszystkich.
- Od teraz będziecie u mnie gośćmi – powiedział. – Zawsze 14 czerwca, kiedy przed laty kończyliśmy szkołę podstawową, spotkamy się na tym pokładzie. Na pamiątkę tamtej chwili. Wszystko będzie gotowe, i jedzenie, i picie. Po prostu mamy się spotkać, jakby znów był tamten czas. Jest cały rok, aby załatwić sobie te trzy dni wolnego.
 
Nie zajęło mu to sekundy, by ją rozpoznać, by poczuć to, co wtedy.
Już wiedział, że serce mocniej zabiło, że już się nie cofnie.
Że dawne czasy znów wróciły, znów nastąpiło „wczoraj”.
Bo nigdy jej nie zapomniał, nigdy nie wyrzucił ze swej pamięci.
Każdego dnia myślał o niej i nie mógł przeboleć, że się rozpadło.
 
By jej widok przykuł jego wzrok i otumanił na chwilę falą oszołomienia.
Nadal piękna, bardzo kobieca, magnetyzująca spojrzeniem.
Nie przypuszczał, że tak rozkwitła z małego kwiatuszka, w którym się kochał.
W szkole robił jej ukradkiem zdjęcia, założył nawet album z jej fotografiami.
Chciał ją mieć bodaj tak, bodaj na papierze.
W okolicach szóstej klasy zakochał się w niej na zabój.
Nie mógł spać, w klasie cały czas patrzył się na nią błędnym wzrokiem.
Lecz nie miał odwagi, by powiedzieć jej o swoim uczuciu.
Sądził, że go wyśmieje, że wyjdzie na totalnego głupka.
Że obnażając się ze swoją miłością, zostanie odrzucony.
 
Kiedy się ujrzeli, poczuli, że coś drgnęło, że choć ona nie była w nim zakochana w dzieciństwie, teraz jego widok uderzył ją jak piorun i zwalił z nóg.
Ich oczy zbiegły się, i przez cały czas nie spuszczali z siebie wzroku.
 
- Co z nimi? – zauważyła jedna z uczestniczek zlotu, mocno zdenerwowana.
- Czemu nie patrzą na nas? – rzekł kolega, lustrując ich upiornym wytrzeszczem.
- Oni są jak zahipnotyzowani – spointował ktoś inny, niepokojąco miotając spojrzeniem.
 
Poprosił, by gospodarz puścił Elvisa, bo chcieli zatańczyć, to było silniejsze od nich.
Zagrał im „Blue Moon” i odpłynęli w tańcu, tuląc się do siebie.
Ona zdjęła klapki i weszła stopami na jego stopy i razem przesuwali się powoli.
Przytuleni, nie patrzyli na innych, odkrywając na nowo to, co jego pchnęło ku niej.
Z każdą kolejną minutą czuł, że ona jest coraz bliżej, już nie jest tak daleka jak w czasach, gdy robił jej ukradkiem zdjęcie i kochał się w niej do utraty tchu.
Teraz coś się zmieniło – poczuł, że i ona odwzajemni mu jego uczucie, nie odepchnie.
Coś mu szeptało, że już odtąd jej nie wypuści, a ona nie będzie chciała odejść.
Może to przeznaczenie, a może karta zapisana kiedyś w gwiazdach?
 
- Co robiłaś przez te wszystkie lata? – spytał.
- Marnowałam je – odparła. – Beznadziejnie, bezmyślnie. Szkoda słów.
- Co masz na myśli? Przepuszczałaś czas między palcami? Nie czułaś, jak to jest, kiedy życie ucieka, a ty za nim nie nadążasz?
- Byłam z facetem, który okazał się niewypałem.
- Nie wiedziałem, że byłaś z kimś związana. Ciągle myślałem, że na mnie czekasz. Zawsze byłem beznadziejnym romantykiem i marzycielem.
- To nie takie proste. Życie trzeba sobie ułożyć, ale mnie się nie udało. To był cham. Bił mnie i chlał w weekendy. Do tego był bezrobotny i agresywny. Masakra. Czasem wzywałam Boga, by go ode mnie zabrał. I w końcu mnie wysłuchał. Ten człowiek poszedł w czorty.
- Ja chyba musiałem być sam, po tobie. Choć to dziesiątki lat, ja nie przestałem cię kochać.
Wciąż byłaś w moim sercu, umyśle, głowie. Marzyłem, bym cię znów mógł spotkać.
By móc poczuć smak twoich ust, ciepło twego ciała, choć nigdy go nie zaznałem.
Marzyłem, by się z tobą zestarzeć i mieć dzieci i wnuki. By być. Tak mocno.
 
- Ja też czekałam na ciebie, choć może sobie tego nie uświadamiałam. Pamiętałam ciebie z dawnych lat. Jakże wtedy zapragnęłam, byś wrócił do mojego życia, byś był w nim na zawsze. Bo w mojej głowie był nadal twój obłędny wzrok, mówiący mi, że nie jestem ci obojętna, że i ty przez te lata miałeś mnie w sercu. Tak właśnie czułam. Na tym zlocie wszystko wróciło. Wszystko. Przedtem nie miałam odwagi tu przyjechać, bo bałam się, że mnie odrzucisz. To mój pierwszy szkolny zjazd. Dla ciebie, tylko dla ciebie.
 
- Wydobywasz ze mnie słowa, które są tylko tobie pisane. Nie wiedziałem, że kiedykolwiek przyjedziesz na zlot. Przestałem w to już wierzyć. To mnie zabijało każdego roku. Bo ja wciąż czekałem na ciebie. Jak kwiat na kroplę wody. Jak na zbawienie z opresji, w której tkwiłem od lat. Wypatrywałem twojej twarzy, lecz na próżno.
- Coś mnie tknęło.
- To telepatia? Może przez cały ten podły czas myśleliśmy o sobie?
- Chyba to była zapowiedź miłości. Widziałam twój wzrok wtedy, w dzieciństwie, i nie wiedziałam, jak się zachować, bo byliśmy tacy młodzi, tacy niedoświadczeni, tacy nadzy w swych uczuciach. W takim wieku nie można postawić na jedną kartę.
- Chciałbym poznać cię aż do cna. Nie mieć tajemnic. Wiedzieć, że jesteś tylko moja, i nie masz wobec mnie żadnych zagadek.
 
- Studiowałam prawo. Jestem adwokatem. Dziś dobrze zarabiam, ale kiedyś było inaczej. Bieda to nic dobrego. To było moje marzenie, by jej pomóc. Ale mam biedną mamę. Ledwie plątała po rozwodzie, kiedy ojciec wyrzucił ją na bruk. Jak śmiecia. Pamiętam do dziś jej płacz. Jej bezradność. Jej bycie na dnie. Straciła grunt pod nogami. Nie wiedziała, co począć. I musiałam jakoś dorabiać w czasie studiów, by jej pomóc. Nie miałam na to pomysłu, więc przyszedł najprostszy. Najpierw byłam z jednym, by jej kupić nowe okulary. W ekskluzywnym hotelu. Z następnym byłam na ławce w parku, by jej kupić nowe buty. Kolejny dał na jej protezę zębową. Następny wyłożył na kożuszek. Następny kupił jej telewizor. Jeszcze jeden opłacił jej zabieg w szpitalu. Z innym puszczałam się regularnie, więc mieliśmy na opłatę czynszu i mogłam odkładać oszczędności. Nie myśl, że mi wstyd, co to, to nie, chciałam dla niej jak najlepiej. Nie chciałam, by mieszkała w wynajmowanym pokoju, ale żeby miała własną kawalerkę, i jej to kupiłam. Trwało to parę lat, nawet się zapożyczyłam, i to bardzo, ale się udało. Przez moje ciało przewinęło się dziesiątki facetów, ale to wszystko dla niej, ja nie potrzebowałam aż tak wiele. Nie uważaj mnie za kurwę, bo nią nigdy nie byłam. A co ty byś zrobił, by ratować własną matkę? Oddałbyś nerkę?
 
- Pewnie to samo, co ty – odparł.. – Nawet nie wiem, co bym zrobił, stać mnie na wiele.
 
- Dziękuję. Do końca nie wiedziałam, jak zareagujesz. Bałam się odrzucenia.
- Naprawdę? Ja miałbym jasny plan.
 
- Czuję, że kocham cię pomimo wszystko. Że kocham cię bardziej. Nic tego nie zatrzyma.
Nie zraziły mnie twoje słowa. Co więcej, jesteś mi coraz bliższa za to, że mi to wszystko opowiedziałaś.  Dziękuję ci za szczerość, za to, że nie bałaś się wyjawić mi swoją tajemnicę. To niesamowite.
- Jesteś niezwykłym mężczyzną, kto inny kopnąłby mnie w tyłek.
- Nie ja. Czy ty wiesz, ile lat cię już kocham?
- Weźmy od niego wolny pokój – zaproponowała. – Tylko dla siebie, dobrze?
- Zaraz to załatwię – odpowiedział.
 
Kiedy już byli sami, zdarł z niej sukienkę i stringi, i wszedł w nią mocno i stanowczo, bo czuł, że już dłużej nie wytrzyma, bo namiętność buzowała w nim jak rozpalony gejzer.
Jęknęła, całując go namiętnie.
Byli jednością, zespoleni i połączeni czułością ciał, co pragnęły siebie jak plus i minus.
 
Ile to trwało, nie wiadomo, ale miał wrażenie, jakby była to wieczność.
Tej nocy byli ze sobą wiele razy, i już wiedział, że nikt by mu tego nie dał, co ona.
I ta pewność, co się zrodziła, już nie mogła się zachwiać.
Los znów pchnął ich ku sobie, by słowo stało się ciałem.
 
Kiedy nad ranem budzili się zaspokojeni, czuli, że tak już musi zostać.
Że miłość, która przetrwała tyle lat, jest czymś niezwykłym.
Bo kiedy ludzie, którzy przeszli daleką drogę ścieżkami własnego życia, spotykają się, znaczyć to może, że są sobie pisani i nic i nikt nie oderwie ich już od siebie.
Jak ich.
Jak ich wówczas, w czasie tamtego zlotu, kiedy szlaki zbiegły się na nowo.
 
Przez te trzy dni S. dawał im oddzielny pokój, by tam kwitła miłość.
Nie wychodzili z niego, oddając się namiętności, może tylko, by coś zjeść i porozmawiać z uczestnikami zjazdu, którzy sekundowali ich nowym narodzinom.
Poznawał powoli zakamarki jej ciała, pieszcząc je i po latach odkrywał kochaniu.
Ona oddawała mu siebie i cieszyła się, że jej kobiecość została obudzona.
Choć były to zaledwie trzy dni, oni zespolili się na zawsze, bo coś odkryte, już nie mogło zostać w niebycie, musiało świecić jak światło, które musi stać na świeczniku.
 
On nie pozostał jej dłużny  - zdradził tajemnice swego życia.
Miał zonę, która go zdradzała i pewnego dnia wróciła do domu w ciąży.
Wniósł sprawę o ustalenie ojcostwa i ją wygrał.
Ale małżeństwo szlag trafił: żona poszła za innym, a on został sam.
Choć może nie…
Na pewno nie.
Z marzeniami o dziewczynie z podstawówki, o tej, która nie przyjeżdżała dotąd na zloty.
Marzył, by kiedyś to nastąpiło.
By ją znów zobaczył, pocałował, poczuł.
W skrytości myślał o czułych chwilach, i coś mu szeptało, że i ona tego chciała.
Zaliczył wiele zjazdów, lecz jej wciąż nie było.
Czemu?
Czyżby chciała odciąć się od klasy?
To wydawało się mało prawdopodobne.
Była bardzo lubiana i ona lubiła innych, więc gdzie tkwił problem?
Któż to wie…
 
Zlot trwał i ekipa bawiła się od rana do świtu.
Wypito hektolitry piwa i zjedzono dziesiątki kilogramów ryb złowionych przez S.
W pamięci uczestników zjazd ten pozostał pięknym przeżyciem i radością.
Bo młodość to zjawisko dostępne każdemu w każdym wieku.
 
Wszyscy zwrócili uwagę na tę parę, na tę niepowtarzalność.
Ich czułość rzucała się w oczy.
Przyklejeni do siebie, nie opuszczali się na krok, darząc promiennymi uśmiechami.
Każdy w duchu im zazdrościł, bo znaleźć dziś prawdziwą miłość, to cud.
To jak wygrać maksymalną stawkę w lotto.
Uczestnicy zlotu już wiedzieli, że oni są zakochani, że upływ lat nic tu nie zmienił.
Że wrócili do dawnych czasów, kiedy zawiązywały się pierwsze więzi.
Ich przetrwała tak długo, można by rzec, bijąc wszelkie rekordy.
 
Lecz nic nie może przecież wiecznie trwać.
 
Zlot powoli kończył się, S. spływał już do portu, gdzie czekały samochody uczestników.
- Całuski! – krzyknęła pewna pani.
- Mordo ty moja – szepnął inny pan.
- Wszystkim dziękuję za świetną zabawę i zapraszam tradycyjnie za rok – rzekł S.
 
Nikt jeszcze nie wiedział, że za dziewięć miesięcy urodzi się tej parze córeczka, a oni wkrótce wezmą ślub, na który przybędzie cała była klasa.
Niejeden będzie miał łzy w oczach, wzruszony i szczęśliwy, że im się udało.
Życie nie jest tak podłe, jakby się wydawało.’
Potrafi zaskoczyć bardzo mile i dać najlepsze skarby.
Im oddało w dwójnasób.
Bo tak czasem bywa, że im mniej szukasz, tym więcej znajdujesz, i na odwrót.
 
 
 
3 lipca 2021
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 21.10.2021 21:13 · Czytań: 334 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 17
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 22.10.2021 13:55 Ocena: Dobre
Początek jest udany - barwmy i na swój sposób dowcipny. Potem jednak robi się opera mydlana.

Pozdrawiam
mike17 dnia 22.10.2021 14:08
Chyba nie masz pojęcia, co to opera mydlana :)
Zdaję się, że nic nie wyniosłeś z tej miniatury.
Tak czy owak dziękuję za wizytę.
Yaro dnia 25.10.2021 10:10 Ocena: Świetne!
Witaj Michał! Kolejna udana miniatura taka nasza klasa.
Czasami warto czekać na miłość nawet kilka lat.
By w końcu powiedzieć ile w sobie mamy miłości , wszystko dzięki wierze i nadziei.Bardzo fajna opowieść. Sam kiedyś czekałem .

Pozdrawiam serdecznie
mike17 dnia 25.10.2021 14:02
Opowiadanie na faktach - byłem świadkiem takiego zlotu na jachcie, gdzie po latach koleżance i koledze wróciła miłość.
Ach, co to był za widok!
Na miłość warto czekać, bez względu na konsekwencje.
Ona wynagrodzi stracony czas...

Dziękuję, Jarku, za słowa uznania i wizytę :)
alkestis dnia 25.10.2021 16:00
Mike17, pamiętam wiele z Twoich opowiadań. To jest chyba pierwsze, które nie przypadło mi do gustu. I to nie dlatego, że zalatuje tanim romansem, pościelówą czy operą mydlaną :p, a dlatego, że jest napisane w sposób tak rozmemłany i nudny, że musiałam zmuszać się do przeczytania, a przeczytałam przez wzgląd na dawne, portalowe czasy.

Kilka antyperełek:

zapytał ktoś, omiatając okolicę upiornym wytrzeszczem.
Ledwie plątała po rozwodzie, kiedy ojciec wyrzucił ją na bruk. - przędła?

wystarczy, nie będę wymieniać więcej. Dialogi - sztuczne i dziwaczne. Kanonady słów czasem jakby obok pytania? Czasem zbyt prostackich (zwłaszcza w wydaniu Obiektu westchnień głównego bohatera).

Historia, jeśli prawdziwa - całkiem sympatyczna, ale nad wykonaniem watro się pochylić...

z uśmiechem,
a
mike17 dnia 25.10.2021 16:56
Zupełnie nie zgadzam się z pościelową, tanim romansem i operą mydlaną.
To czyste życie, i scenariusz jakie napisało.
Tkliwość często mylona jest z ckliwością, a to błąd kardynalny.
Nic dziwnego w tym, że ludzie po latach się odnaleźli i na nowo pokochali.
Dla mnie to normalne.
Co więcej, autentyczne, skoro tak się stało i ich przeznaczenie takie akurat było.

Co do antyperełek, to uważam to za krytykanctwo i czepianie się.
U mnie, tzn. w moich stronach akurat tak się mówi, więc mam prawo tak pisać.

Tyle.

Dzięki za przeczytanie i wizytę.
Zbigniew Szczypek dnia 25.10.2021 18:55 Ocena: Bardzo dobre
Michale
Najpierw Cię wku...- faktycznie "upiorny wytrzeszcz" można sobie darować, występuje aż 2 razy.
Można się czepiać tego i owego, dla złośliwości lub nie. Ja sobie odpuszczę, tym bardziej, że nie jestem złośliwy i nie chcę być o nią posądzony.
Komuś może nie podobać się opowieść, traktując ją jako jeszcze jedno romansidło - trudno. Kto jednak był na szkolnych zlotach, ten widział i słyszał różne dziwne historie. Może ta też, dla niektórych będzie dziwna ale nie dla mnie. Ja to przeżyłem, no może podobnie i było równie ciekawie. Szkoda, że mi samemu się nie udało ale jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa... wszak następny zlot niedługo ;)
Dla mnie fajne, z życia wzięte.
Pozdrawiam Cię Michale i ponawiam zaproszenie do siebie
Zbyszek ;)
mike17 dnia 26.10.2021 18:39
Zbyszku, na wstępie przepraszam za brak czasu na komenty.
Ale pamiętam i wrócę do Ciebie, masz to jak w banku.
Co do mojej opowieści jest ona z życia wzięta.
To się naprawdę wydarzyło.
Dlatego będę bronił tego tekstu jak lew.

Zbyszku, wszak nie powiedziałeś jeszcze ostatniego słowa, a to świadczy o tym, że może powiesz.
Miłość zmienia wszystko.
I wchodzi w nasze życie kiedy się tego najmniej spodziewamy.

Do następnego, obiecuję przeczytać Cię i skomentować.

Trzymaj się zdrowo :)
Zbigniew Szczypek dnia 26.10.2021 19:27 Ocena: Bardzo dobre
Michał
Super! Z góry dzięki! Broń, jak stado lwów, zresztą prawda obroni się sama, no może trzeba jej troszkę pomóc ;)
A moje ostatnie słowa - "Do zobaczenia" lub "Do póżniej", powiem zamykając oczy.
Miłość jest cały czas we mnie, to najlepsze paliwo, czasem tylko zapycha się "filtr".
Serdeczności
Zbyszek ;)
Darcon dnia 26.10.2021 20:43
Hej, Michał. Myślę, że Alkestis nie chodziło o to, że powyższe nie mogło się zdarzyć. Jest tak, jak napisałeś, to samo życie i pewnie niejedna ludzka historia potoczyła się podobnie. I choć rozumiem, co chciała Ci przekazać i po części podzielam jej zdanie, to sposób w jaki to zrobiła, trochę arogancki, trochę zadzierający nosa, raczej nie spowoduje, że coś z tego wyciągniesz dla siebie.
To raczej chodzi o formę i poprowadzoną narrację...
Ja powiem tylko jedno - zabrakło mi dramatu w dramacie, bohaterowie nie wywołali u mnie emocji, ani im kibicowałem, ani potępiałem. A emocje to dla mnie jedna z najważniejszych spraw w beletrystyce.
Pozdrawiam.
alkestis dnia 27.10.2021 09:11
Michale,
nie miałam na celu się czepiać, a tym bardziej sprawiać Ci przykrości - podoba mi się, nawet bardzo, ta historia. Bardzo potrzeba nam dziś nadziei na szczęśliwe zakończenia, ale troszkę nie podoba mi się styl opowiadania. Odrobineczkę.

z uśmiechem,
a.
Afrodyta dnia 28.10.2021 10:22 Ocena: Bardzo dobre
Nigdy nie byłam na żadnym zjeździe szkolnym, ale czytając Twój tekst, wyobraziłam sobie taką sytuację. W opisie spotkania i rozmowach głównym motywem bohaterów jest wracanie do przeszłości, to takie zbiorowe spojrzenie wstecz grupy ludzi, którą łączą wspomnienia, wspólne losy z przeszłości. Pojawia się tutaj naturalne dla człowieka idealizowanie tej przeszłości, które zostało przez Ciebie wyłapane, co jest dla mnie zaletą, ponadto spotkanie ma charakter towarzyski, ma być celebracją radości życia i chwili, co zostaje spełnione, w moim odczuciu. Pisanie o tym, co dobre, o miłości, która może być zwyczajnie odzyskana po latach lub odnaleziona, zakończyć się poczuciem spełnieniem, odzyskaniem równowagi wewnętrznej wynikającej z poczucia "przynależności" do kogoś i tworzenia z nim codziennego życia, nie jest łatwe. Podjąłeś się takiej próby i tego nikt Ci nie odbierze. Zdanie z Twojego tekstu:"Życie nie jest tak podłe, jakby się wydawało" zatrzymało mnie. Jest w tym prawda. Nie życie odpowiada za wszelkie podłości, tylko człowiek. Pozdrawiam i życzę wiele dobrego.
mike17 dnia 28.10.2021 13:38
Darkonie, moją pisaninę można nazwać relacją, nie babrzę się w emocjach, zależy mi na akcji.
Dlatego nie szkicuję misternych portretów psychologicznych bohaterów.
Najbardziej zależy mi na dzianiu się.
Dlatego masz ten niedosyt.
Ale ja inaczej nie umiem i pewnie nie chcę.
Choć zdarzyło mi się napisać kilka miniatur psychologicznych, gdzie akcja była żadna, a wszystko działo się w psychice bohatera.
Także tak to ze mną jest :)

Alka, ja się tylko trochę obruszyłem, nie obraziłem się, co to, to nie.
Nie jestem obrażalski, ani nie strzelam fochów.
Masz prawo poczuć niedosyt, bo miałaś pewnie nieco inną wizję.
Bardzo dziękuję za miłe słowa w drugim komencie.

Afrodyto, Twój koment jest bardzo merytoryczny i mądry :)
Czuję, że naprawdę przeżyłaś tę opowieść.
Tak jak sobie to wymarzyłem.
Trudno jest pisać o takich rzeczach, by nie popaść w banały.
Mam nadzieję, że ominąłem te rafy.
Zwłaszcza że historia wydarzyła się naprawdę.

Wszystkim Wam dziękuję za pojawianie się i serdecznie pozdrawiam :)
Quentin dnia 21.11.2021 15:41 Ocena: Bardzo dobre
Wspomnień czar

Kiedyś to było...
Bardzo sentymentalny tekst. Widzę, że pojawia się w komentarzach określenie "opera mydlana". Mnie też ono jakoś nie pasuje tutaj, z czym innym kojarzę operę mydlaną, ale szanuję, rzecz jasna, zdanie innych.

Jako się rzekło uderzasz we wspominkowe tony. Lubię takie teksty, tym bardziej, że każdy z nas ma przed oczami "własną" historię, którą w taki czy inny sposób wspomina. Któż z nas nie wracał pamięcią do tamtych lat...

Osobiście jakoś średnio mi podchodzą takie zloty klasowe. Ale może jestem jeszcze na to zbyt niedoświadczony, zresztą tekst nie jest przecież o zlocie samym w sobie.

W relacji dwójki bohaterów widać tęsknotę, dzikość i jakąś taką "gorączkę" emocji, jakby w ledwie kilku zdaniach chcieli pomieścić całą przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. To dobry zabieg, bo nie jest łatwo w żołnierskim skrócie zbilansować to, co działo się przez długie lata.

Uruchomiłeś istny wehikuł czasu.

Pozdrawiam serdecznie
Q
mozets dnia 22.11.2021 16:54
Mike napisał barwne opowiadanie, beletrystyka różni się zawsze od dokumentu dużą dozą emocji. Nie należy rozbierać jego opowiadania na czynniki pierwsze.
Czyli co jest w nim prawdziwe, a co jest ubarwieniem , literackim "rozszerzeniem" .
Oczywiście , gdyby nie działo się to na luksusowym jachcie - opis miałby wagę codzienności. Nie błyszczał by już taką pozłotą wielkiego (finansowo) świata.
Porównajmy opis tete a tete ludzi po przejściach, ale w warunkach kajuty na jachcie ( na pewno sporej powierzchniowo), z łazienką i pachnącej czystością pościelą. Kobiece ciało w mgiełce Chat Noir i jej kolegi szkolnego w męskim obłoku Yardleya.
Z drugiej strony chłopak z dziewczyną z "Buszującego w zbożu" - Sallingera.
Tylko trawa w zaroślach i niesamowite pożądanie dwojga młodych przeżywających swój pierwszy raz.
Ja czytałem to jako młody chłopak i do dzisiaj nie mogę pozbyć się tego opisu. Jest tak sugestywny , że wrósł w moje pojęcie seksu jak kanon młodości.
Dwóch dorosłych podglądaczy tych młodocianych stanowiło w książce ni to przykład odrażającego zezwierzęcenia (pobicie chłopca), ni to (w tamtych czasach) poskromienie naturalnych odruchów płciowych młodych ludzi.
Tego obrazu nie mogę się pozbyć do dzisiaj.
Nie wymagajmy od Mike,a by był Sallingerem.
Napisał fajne opowiadanie , które może czasem być zbyt ckliwe i szczegółami wypieszczone. Zbyt dosłowne. Dla niektórych mogą być to banały i tanie chwyty.
Dla mnie nie.
Bo ja lubię takie eine, kleine nacht literatur.
Tak jak i lubię westerny. Nic na to nie poradzę.
W opowiadaniu występuje piękna i adorator. Piękna mówi:
Nie uważaj mnie za kurwę, bo nią nigdy nie byłam.
Co ja sądzę o Q...ch a co o prostytutkach.
Q....a to charakter a prostytutka to zawód.
Śmiało powiem, że wolę k...ę z charakteru niż prostytutkę interesowną.
Ta pierwsza lubi to co robi i lubi mężczyzn.
Jest kobietą w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie liczy pieniędzy tylko czas z mężczyzną.
Druga jest właśnie tylko i wyłącznie maszyną do zarabiania pieniędzy.
I żaden "szczytny cel" nie dodaje jej nic z szlachetności.
To wielkie oszustwo. Imitacja kobiety.
mike17 dnia 24.11.2021 19:01
Kamilu, masz rację, oni do siebie lgnęli, choć o tym do końca nie wiedzieli.
Miłość po latach?
Oczywiście.
Na nią nigdy nie jest za późno.
Czasem warto czekać, by się doczekać.
I spełnić swe marzenia.
I pokochać po raz pierwszy.

Mozets, cieszę się, że się podobało.
Że opowiadanie nie przeszło obok uszu.
Tylko odgraniczałbym ckliwy od tkliwy, bo tak było w tym opku.
Tu ckliwość za grosz.
Zatem mamy opowieść o miłości po latach.
I spełnieniu.
I dopełnieniu życia do samego cna.

Obu Panom dziękuję za wizytę i pozdrawiam :)
Lilah dnia 29.11.2021 14:07
Długo mnie nie było, ale jestem i z przyjemnością witam /i czytam/ Twoje kolejne opowiadanie, Mike.
Pozdrawiam :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wodniczka
30/11/2021 19:49
Witaj. Bardzo ciekawa przestrzeń literacka. Podoba mi się.… »
mike17
30/11/2021 18:35
Mój ulubiony Autorze, znów dałeś pokaz prawdziwej liryki… »
aniat.
30/11/2021 17:46
Leocassandra- Dziękuję. Jest mi niezmiernie miło.… »
ZielonyKwiat
30/11/2021 17:34
Dziękuję za komentarz i dobre słowo. Ot, to taka zwykła… »
ApisTaur
30/11/2021 16:32
Wiolin Ja tylko na chwilę. Mało czasu ;) Całość… »
Marek Adam Grabowski
30/11/2021 15:30
Bardzo udane opowiadanie! Fabuła ciekawa i mądra, chociaż… »
Andrzej Baka
30/11/2021 09:43
Dziękuję! Tak, dzisiejsze newsy są bardzo ulotne i żyją… »
marekg
29/11/2021 23:39
Pysznie , lekko , poetycko ,aż pachnie słowem. »
ZielonyKwiat
29/11/2021 23:29
Cześć, to ja też popróbowałam swoich sił. A oto efekt. Mam… »
Afrodyta
29/11/2021 21:21
Podoba mi się Twój wiersz. W bardzo liryczny sposób… »
Afrodyta
29/11/2021 21:12
Bardzo podoba mi się Twój wiersz, ma w sobie jakąś… »
voytek72
29/11/2021 21:11
Wydaję mi się że te wszystkie lub i albo na początkach strof… »
Afrodyta
29/11/2021 20:57
Mam poczucie, że wiersz odwołuje się do konkretnej sytuacji,… »
Yaro
29/11/2021 20:50
Miło mi , że się podoba:) »
Afrodyta
29/11/2021 20:46
Zatrzymujący wiersz, pokazujący dramatyczną sytuację… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/11/2021 14:27
  • Ze względu na małe zainteresowanie MUZO WENAMI 10 przedłużam czas nadsyłania prac do 15-go grudnia. [link] Życzę weny i lekkiego pióra :)
  • AntoniGrycuk
  • 13/11/2021 11:31
  • Czy ktoś ma pojęcie o wyobrażeniu, gdzie znajdę listę aktualnych czasopism (też internetowych), gdzie warto publikować? Nie mówię o portalach literackich. Dzięki.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2021 22:18
  • Na czyjąś prośbę zamieszczam link do konkursu: [link] Ja w tym roku nie biorę udziału. Należy napisać tekst z jedną z kilku dzielnic Wwy.
  • mike17
  • 09/11/2021 15:15
  • Przypominam, że pozostał jeszcze cały tydzień, by nadesłać pracę konkursową. Weźcie się w garść i piszcie ;) [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 17:15
  • Apisie - wiem i niestety zgadzam się z Twoją opinią - tak jest znów, kolejna "fala"
  • ApisTaur
  • 07/11/2021 16:12
  • Zbyszku. Oczywiście pisałem to do Ciebie, lecz nie o Tobie.:)
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 16:01
  • Apisie -na szczęście nas obu to, o czym pisałeś, zwracając się do mnie, nie dotyczy. ;-}
  • Kazjuno
  • 06/11/2021 18:51
  • Dzięki za miłe komentarze pod recenzją "Buntownika" M. Grabowskiego. Na końcu komentarzy odpowiadam, indywidualnie Joli S. i każdemu z komentujących. Pozdrawiam cały PP
Ostatnio widziani
Gości online:33
Najnowszy:Dumanyhujm
Wspierają nas