Aż zobaczysz światło - Carvedilol
Proza » Długie Opowiadania » Aż zobaczysz światło
A A A

 

                                                  Aż zobaczysz światło
 
    Odgłos odsuwanych rygli ogłosił nieuniknione. Początek końca ziemskiej drogi. Kajdany od tak dawna oplatały mu nadgarstki, że stanowiły wręcz przedłużenie rąk. Wyżłobiły głębokie bruzdy, spajając się ze skórą i gdyby jakaś zbłąkana arteria przebiła metal, stałby się z nimi jednością. Kiedy z brzękiem opadły, przez moment poczuł się nagi.
  Szturchnięto go, zmuszając do wstania, ale mięśnie odzwyczajone od pracy zwiotczały, skurczyły się niczym mięso na rozgrzanej patelni. Kości pogruchotane w wielu miejscach, zrosły się przypadkowo, na chybił trafił chwytając się napotkanych po drodze odłamów i spajając okostną; niczym dzieło pijanego murarza.
  Podtrzymano go, aby sam próbował iść, ale jakby na nowo musiał się uczyć sztuki chodzenia. Poruszanie się prosto na dwóch kończynach dolnych? Czysty atawizm.
  Żołnierze chwycili więc więźnia pod pachy i więcej nie próbowali puszczać, ciągnąc zwiotczałe członki. Pomimo rozległych uszkodzeń ciała mózg pracował całkiem sprawnie. Zanim wyszli z celi, zdążył wysnuć logiczny wniosek, że coś się tu nie zgadza. Egzekucja zaplanowana była na południe, a w niewielkim otworze w ścianie wątły promień światła pojawił się całkiem niedawno.
  Po długiej wędrówce plątaniną słabo oświetlonych korytarzy i krętych schodów, w czasie której nawet się nieco zdrzemnął, dotarli do wielkiej komnaty. Szybko zrozumiał, że to cel ich podróży. Jeden rzut oka na wielkie łoże wystarczył, by pojąć przyczynę tego zamieszania. W pomieszczeniu znajdował się wysoki, barczysty wąsacz o władczym spojrzeniu, dwie kobiety, najpewniej pokojówki i jeszcze jedna spoczywająca na łożu, przykryta puchową pierzyną. Ból i cierpienie spowodowane chorobą wyryło bruzdy na twarzy, sinawą obwódką podkreśliło żółtawe oczy i zrosiło niezdrowym potem zapadłe policzki.
  Wąsacz wykonał zaledwie lekki ruch głową, ale ta mowa ciała była wystarczająca. Żołnierze i pokojówki biegli w języku niewerbalnym od razu pojęli krótki rozkaz. Posadzili więźnia przy łożu chorej i zanim porządnie uczepił się kolumny wspierającej baldachim, w komnacie pozostało ich tylko troje.
­– Czy potrafisz ją uleczyć? – Mężczyzna od razu przeszedł do sedna, nie tracąc czasu na niepotrzebne dywagacje.
– Najpierw muszę zobaczyć, z czym mam do czynienia, Wasza Wysokość. – Król nie zdziwił się, że został rozpoznany, w swojej pysze prędzej by się zdziwił, gdyby było odwrotnie. Skinął głową i zbliżył się do siedzącego. – Rób, co musisz, wiesz, że czasu jest niewiele.
– Czyj czas masz na myśli, panie? – spytał więzień, jednocześnie odkrywając kołdrę. Niczym wielki biały pęcherz ukazał się brzuch, o tak napiętej skórze, że wszelkie fałdy wygładziły się, tworząc twór prawie idealnie kulisty.
– Jej Królewskiej Mości, oczywiście – odpowiedział zapytany, parskając. – Ty sam obrałeś swoją drogę, teraz już nikt nie jest w stanie cię uratować. Sam się skazałeś na ten los. – Mimowolnie skierował głowę ku oknu i chociaż z miejsca, w którym stał, nie był w stanie nic ujrzeć, wiedział, że właśnie trwają przygotowania stosu. – Czy dasz radę? – Tym razem głos zdradzał rozdrażnienie, a jednocześnie przebijała się przez niego niepewność i nadzieja.
  Więzień delikatnie przyłożył dłoń do brzucha cierpiącej niewiasty, tuż pod prawym łukiem żebrowym. Nacisnął powoli i z wyczuciem, by po chwili szybko zwolnić rękę. Królowa stęknęła w czasie pierwszego manewru, by głośnym wrzaskiem zareagować na drugi.
– Niedobrze – skwitował badający. – Brzuch twardy, a ból większy przy puszczaniu. To już peritonit. Ropa wypełniła jelita. Choroba wyszła z żółci, pewnie to kamienie, które blokują prawidłowy przepływ fluidów. Przyczyną jest obżarstwo, Wasza Wysokość.
– Zważaj na słowa, bo każę cię skrócić o głowę – wyrwała się królowi rutynowa groźba, mająca zaprowadzić natychmiastowy porządek. Ale i on zdał sobie sprawę, jak bezwartościowa jest w zaistniałej sytuacji, jeszcze zanim na usta interlokutora wypełzł nieśmiały uśmiech.
– Panie, w ten sposób uczyniłbyś mi łaskę szybkiej śmierci. Gdyby dano mi wybór, już kładłbym głowę pod ostrze. Ale ja wiem, i ty też, o panie, że tego nie zrobisz. Wasza Święta Inkwizycja ma większe prawo do ukarania mnie, niźli ty. A ja nie jestem warty sporu z taką instytucją. Jestem tylko starym bezbożnikiem – zakończył, z sarkazmem podkreślając ostatnie słowo. – Waszej małżonce mógłbym jednak pomóc, jak mi się wydaje.
– Zrób to, a uczynię wszystko…
– Panie, darujmy sobie słowa, które są niczym wiatr. Nic już dla mnie nie możesz zrobić, a mimo to wezwałeś mnie, wyznawcę Allaha, abym uleczył twoją żonę. Dlaczego?
– Ponieważ wiele słyszałem o twoich mocach, a żaden z medyków nie był w stanie pomóc Jej Królewskiej Mości.
– Pytam, dlaczego mniemasz, że to uczynię?
– Gdyż słyszałem również, że pomagasz chrześcijanom tak samo jak mahometanom, a nawet Żydom.
– Ale ja uzdrawiam w imię Allaha, wszak za to zostałem poddany torturom i skazany na śmierć. I ty, chrześcijański władca, chcesz abym uczynił to ponownie? Gdyby ktoś doniósł na ciebie, byłbyś w nie lada kłopocie, o panie. – Po raz pierwszy więzień spojrzał w oczy rozmówcy.
– Kocham moją żonę, dla niej jestem gotowy poświęcić wszystko. Wszystko, rozumiesz?!...
  Mężczyzna na stołku uśmiechnął się i pokiwał głową z zadowoleniem.
– Zrobię to. – Odwrócił się i wyciągnął kościste ręce nad wzdęty brzuch. – Od początku wiedziałem, że to zrobię. Ale teraz upewniłeś mnie, że ty też jesteś tego wart.
  Przez krótki moment w jego pamięci pojawiła się stara scena. On, jeszcze młody, kiedy odkrył swój dar, w dalekim kraju na wschodzie, w domu rodzinnym. Powoli jego sława rosła, docierając do coraz bardziej odległych miast i wsi. Pewnego dnia na ulicy ujrzał starszą kobietę. Leżała w łachmanach pod ścianą przeciwległego budynku. „Ulecz mnie!” – krzyknęła na jego widok. Zanim znalazł się przy chorej, już kilka osób zdążyło stanąć mu na drodze. „To chrześcijanka! Nie jest godna! Nie waż się! Jest nieczysta!” Uległ wtedy tłumowi i uciekł niczym spłoszony zając. Następnego dnia dowiedział się o śmierci staruszki, która okazała się nie być staruszką. To choroba zadała jej piętno, odarła z jędrnej skóry i zasuszyła tak, jak słońce przemienia winogrono w rodzynkę. Jakiś czas później obudził się w nocy z niespokojnego snu, a obok na posłaniu siedziała owa kobieta. Nic nie mówiła, nie odpowiadała na pytania, tylko wpatrywała się w niego. Początkowo myślał, że to koszmary senne, ale ona zawsze pojawiała się dopiero, gdy się wybudzał i potem nie mógł długo zasnąć. Od tej pory granica między snem a jawą zaczęła mu się zacierać. W końcu podjął decyzję. Udał się do barbarzyńskiej Europy, by tam uzdrawiać. Kobieta nie pojawiła się już więcej, jednak cierń w sercu pozostał i teraz na koniec ziemskiej drogi miał szansę go usunąć, naprawić tamten błąd.
  Długie, powyginane od tortur palce spoczęły na białej skórze niczym wielki pająk, który uchwycił w kokon swoją zdobycz. Delikatnie zaczęły poruszać się w rytm obcej melodii. Uzdrowiciel zamknął oczy i zawodząc kołysał się to w przód, to w tył. Ten dziwny trans trwał już przez chwilę i król zaczął się niecierpliwić. Kiedy jego cierpliwość (a jak to u władców, nie była zbyt wielka) dobiegała kresu, zobaczył, jak rysy twarzy żony powoli łagodnieją. Sterczący, zwieńczony kroplą potu nos, traci kanciaste kształty, których nabawił się w ostatnich dniach, zapadnięte policzki powoli zaokrąglają się, a brudna bladość ustępuje na korzyść zdrowego rumieńca. Oddech, niczym galopujący arytmicznie wierzchowiec, uspokaja się, przechodzi w miarowy stęp. Jedynie oczy pozostają zamknięte, ale kiedy mahometanin przerywa pieśń i odrywa dłonie, oczom króla ukazuje się dawny, pełen rozlewających się fałdów, ukochany brzuch, falujący w równym rytmie, wygrywając spokojną melodię do wtóru unoszącej się piersi.
– Teraz będzie długo spała – uspokajająco wyjaśnił uzdrowiciel. – Ale choroba odeszła.
– Dziękuję ci – wyszeptał król. – Zaiste masz wielką moc.
– To mój dar i moje przekleństwo, ale starałem się dobrze z niego korzystać. Widziałem wiele chorób, bólu i cierpienia i nauczyłem się jednego. Zaraza, w przeciwieństwie do ludzi, jest sprawiedliwa. Nie dzieli, nie wybiera. Traktuje tak samo niewolnika jak i pana, białego jak i czarnego, dziecko i starca, niewiastę i męża, wyznawcę Allaha, Jezusa, Jahwe czy niewierzącego w nic. Człowiek tak nie potrafi, w jego sercu tkwi gorsza zaraza, której wypędzić nie potrafię. Każdy może zrobić to sam, ale mało jest takich, którzy naprawdę chcą. Mi się udało. Leczyłem każdego, kto potrzebował pomocy, podobnie jak zaraza, nie wybierałem. To nauczyło mnie widzieć człowieka. Po prostu człowieka.
– Klechdy opowiadasz i kazania prawisz – uciął król, wciąż wpatrując się w spokojne lico żony. – Nie przychodzimy na świat równi i taka jest naturalna kolej rzeczy. Ale z taką mocą mógłbyś stać się potężny. Wystarczyłoby, żebyś odrzucił Mahometa i przyjął jedyną słuszną wiarę. Z potępionego stałbyś się świętym. Zamiast stosu doczekałbyś się aureoli. Dlaczego tkwisz tak uparcie przy Allahu? Nie mogłeś powiedzieć, że uzdrawiasz w imię Jezusa? Wierz sobie, w co chcesz, ale czemu tak gardzisz własnym życiem?
– Urodziłem się w imię Allaha i umrę w jego imię – rzekł powoli, znużony.
– Uzdrawiasz wszystkich, czemu siebie nie uzdrowisz? Czemu się nie uratujesz?
– Nawet gdybym mógł, zdradziłbym o wiele więcej niż samego siebie. Czy ja coś złego uczyniłem? Niosłem pomoc cierpiącym, uzdrawiając w imię mojego Boga. Wyrzekając się Go, przekreśliłbym wszystko, czego dokonałem. Dzisiaj naprawiłem błąd młodości, mogę odejść z podniesioną głową.
– Będziesz wił się i krzyczał, zanim ogień zamknie ci usta. Jeszcze zdążysz pożałować decyzji.
– Ech, wy, chrześcijanie, wyznajecie naukę Jezusa, ale się do niej nie stosujecie. Ale i wielu wyznawców Allaha źle odczytuje Koran, nie jesteśmy lepsi. I ja przeczytałem waszą Świętą Księgę. Wasz Bóg mówi: Nie zabijaj! A wy z Jego imieniem na ustach mordujecie niewinnych, stworzyliście Świętą Inkwizycję, ale nie jest to boskie dzieło. To ludzka instytucja, żeby w zgodzie z literą prawa pozbywać się przeciwników. Wystarczy fałszywy donos, a na torturach złamią każdego. 
– Ciebie nie złamali – przerwał z nutą podziwu w głosie król.
– Bo ja przyznawałem się do tego, com uczynił i tego ode mnie chcieli. Wielu może zaświadczyć, ich należy zapytać, panie, czy coś złego zrobiłem. – Skierował wzrok na śpiącą. – Oto jeden z moich owoców.
– Jestem ci za to wdzięczny, gdybym mógł coś uczynić…
– O jedno zatem poproszę. – Zamilkł na chwilę, wpatrując się w twarz króla. – Niech żadnego z tych czworga świadków nie spotka kara.
– O to się nie martw, nie będzie potrzeby, bo żaden z nich nic nie powie.
– Znam ja was, możnych i władców. Dla was pewny zaufany sługa, to martwy sługa, gdyż grób traktujecie, jako najbezpieczniejszą przechowalnię sekretów. Za długo żyję i zbyt wiele „wypadków” widziałem, nie mam złudzeń.
– Źle mnie zrozumiałeś. Żaden z nich nic nie powie, bo wszyscy to niemowy i niepiśmienni.
– A ilu od urodzenia?
  Król westchnął, odwrócił głowę, ale odpowiedział:
– Tylko jedna. Reszta miała za długie języki i zostali ukarani. Niemowa to dobry i pożądany sługa.
– Obiecaj mi jednak, panie, że z mojego powodu włos im z głowy nie spadnie.
– Masz moje słowo – rzekł z ręką na sercu. – Przysięgam na Boga.
– Jesteś mądrym człowiekiem, a zatem jeszcze jedną rzecz ośmielę się powiedzieć. Rzadka to sprawa mówić niewygodną prawdę władcy, a i bardziej niebezpieczna niż dżuma. Wiedz jednak, że źle postępujesz. Dużo masz do stracenia i chociaż czuję, że nie zgadzasz się z wyrokami Inkwizycji, nie robisz nic, bo się boisz. Zaniechanie to też grzech i nie chodzi tu o moje życie, tu chodzi o całą rzeszę często niewinnych ludzi. Jeśli ktoś ma władzę, to ciąży na nim również odpowiedzialność. Ty, o panie, nie podjąłeś ryzyka, ale wierzę, że kiedyś taki czas nadejdzie. Może nie rychło, ale nadejdzie. I wierzę, że my, ludzie, staniemy się jak zaraza. Przy jednym stole bez obaw zasiądzie w pokoju mahometanin, chrześcijanin i Żyd.
  Król był człowiekiem dumnym, tą nieujarzmioną dumą władców, ale był również mądry, zatem nie przerywał wywodu więźnia. Tyle mógł dla niego na koniec zrobić. A zaszkodzić mu bardziej nie mógł. I tak w tej jednej chwili władca i skazaniec rozmawiali jak równy z równy. Ba! To król słuchał krytyki i łajania oraz tak rzadko mówionej mu prosto w oczy prawdy. Kiedy mahometanin skończył, król nie miał nawet odwagi uścisnąć mu dłoni. Zaklaskał tylko głośno i po chwili żołnierze razem ze skazańcem opuścili w milczeniu komnatę.
  Wymówił się nagłą poprawą stanu zdrowia królowej i koniecznością opieki, aby nie pojawić się w loży, gdzie miał być świadkiem wyroku na heretyku.
  Kiedy nadeszło południe, stanął jednak przy okienku. Gdy do jego uszu dobiegły przeraźliwe wrzaski, musiał oprzeć się o ścianę. Wpatrywał się w ciągle śpiącą żonę, a w jego piersiach gorzały płomienie. Każdy krzyk wypalał mu wnętrzności. Poczuł zapach spalonego mięsa i ciałem jego wstrząsnęły torsje. Po chwili podniósł głowę i na przeciwległej ścianie zobaczył światło. W pierwszej chwili wydawało mu się, że to refleks od słupa ognia, który przedarł się przez okienko. Przybrał on jednak na chwilę kształt krzyża, ale kiedy król zrobił krok w jego stronę, światło przybladło i zniknęło. Upadł na kolana i głośno zaszlochał.
 
 
 
 
 
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Carvedilol · dnia 30.10.2021 13:43 · Czytań: 239 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 11
Komentarze
Dobra Cobra dnia 30.10.2021 14:47 Ocena: Świetne!
Świetna opowieść.

Carvedilol,

Wypaczony katolicyzm nie ma zbyt wiele wspólnego z wiarą. To taki system bardziej polityczny, niż religijny, używający obrazów i tradycji do sprawowania władzy.

W mądry ukazujesz sposób działania tego systemu, który skazywał na śmierć miliony. I doprawdy nie wiadomo, czy Kościół powszechny nie powróci do dawnych nawyków w sytuacji ekstremalnej, jak różnego rodzaju znaki na niebie jak i na ziemi. Na razie jest w słabości, bo jego pracownicy uwikłani są w procesy na tle seksualnym. Ale Kościół ma bogactwo materialne, a pieniądz to władza. Nie wiadomo, w jaki spsoosb z tej władzy skorzysta. Wszak godłem Unii Europejskiej są gwiazdy maryjne na niebieskim tle...

Bardzo dobrze napisana rzecz.

Summa cum laude.

Dodaję do Ulubionych opowiadań bez zmrużenia oka.


Dziękuję, pozdrawiam i do następnego,

Dobra Cobra
ZielonyKwiat dnia 30.10.2021 16:05
Przeczytałam.
Poprawne technicznie (kilka uchybień jest, ale to mniej istotne), choć jak dla mnie za dużo słów (ja to określam - zbyt "okrągły" tekst).
Odniosłam miejscami wrażenie, jakbym czytała Bułhakowa bis (oczywiście "Mistrza i Małgorzatę" ) pisanego z zadaną tezą, z tą różnicą, że tu wzbudzenie w czytelniku "litości i trwogi" ginie właśnie w nadmiarze słów.
Ale to tylko moje zdanie.
Carvedilol dnia 30.10.2021 19:19
Dzięki za przeczytanie i komentarze

Dobra Cobra Cieszę się że się spodobało, wyjaśnię tylko od razu, że nie jestem antyklerykałem, ani przeciwnikiem Kościoła, jednak tam gdzie istnieje hierarchia i władza, czy to kościelna czy świecka, czynnik ludzki potrafi niejedno wypaczyć, a skutki bywały tragiczne
dzisiaj też można by pewne rzeczy wytknąć, ale opowiadanie miało być dość uniwersalne

ZielonyKwiat
Do tej pory miałem wrażenie że moje teksty są dość suchymi relacjami, stąd próba nieco innego sposobu opowiadania, pewnie dlatego za dużo wg Ciebie słów, to kwestia gustu, mistrzyni pióra Olga Tokarczuk potrafi na prawie całą stronę stosować metafory, ale to trzeba mieć prawdziwy dar ubierania w słowa, oczywiście nie porównuję się do noblistki, ale kiedy się z tym przesadzi, to zaczyna to nużyć, staralem się wypośrodkować rozumiem jednak że to może się nie podobać

Nie rozumiem jednak porównania do Bułhakowa, a już zupełnie wzbudzania litości i trwogi, przecież ten tekst jest o czymś zupełnie innym nie takie ma wywoływać emocje

Cieszę się z komentarzy i slów krytyki

Pozdrawiam
Carvedilol
Jaga dnia 30.10.2021 20:50
Piękne, bo prawdziwe. Smutne. Mam taką refleksję, że wszystko jest takie proste, ale tak bardzo trudne, aby nie było podziałów, oceny, przekonań i stereotypów, każdy musiałby stanąć w prawdzie sam ze sobą. Musiałby wiedzieć jaki jest, co myśli, co czuje, czego potrzebuje. Co jest jego, a co jest tylko narzuconym mu światopoglądem, religią, kulturą, rodziną... Bardzo dobry tekst!
Pozdrawiam ciepło,
Jaga
ZielonyKwiat dnia 31.10.2021 13:59
Carvedilol,
proszę, nie każ tłumaczyć sobie Arystotelesowskich kategorii ani tym bardziej nasuwających się samoistnie skojarzeń z Bułhakowem.
Pisałam, że to moje zdanie, moje zdanie i tylko moje zdanie. I niech tak zostanie.
Pozdrawiam.
Ach, i dziękuję za uznanie mojej uwagi za pomocną, choć, Bóg mi świadkiem, nie wiem, z jakiego powodu.
Carvedilol dnia 02.11.2021 11:01
Jaga - dziękuję za odwiedziny i miły komentarz

ZielonyKwiat - napisałaś, że w miarę poprawnie technicznie - to mnie cieszy, bo chociaż przeglądam tekst parę razy zanim go wrzucę, to często znajduje się w nim i tak sporo 'kwiatków" - uwaga zatem pomocna

rzucenie Bułhakowem czy Arystotelesem w żaden sposób natomiast nie jest pomocne, czytałem Mistrza i Małgorzatę i nie widzę związku, więc taka luźna uwaga faktycznie nic nie wnosi, każdemu tekst może kojarzyć się z czymś innym, ale jeśli tego nie wyjaśnia, to komentarz czasami zostaje tylko dla komentującego, nie komentowanego

ale zawsze dziękuję za komentarze (nawet te krytyczne i z którymi się nie zgadzam), każda opinia, odbiór przez Czytelnika ważny jest

Pozdrawiam
Carvedilol
purpur dnia 23.11.2021 12:35 Ocena: Bardzo dobre
No ja tez wpadłem!

I to dosłownie i w przenośni :)

Zawsze oceniam tekst pod kątem opowieści - treści są ich różne, opowiadają o wielu rzeczach - czasami o takich z którymi nam po drodze, a czasami zupełnie nie :) Ale to nie do końca ma znaczenie - liczy się opowieść - sposób jej prowadzenia, karmienie "widza", czarowanie go, aby został w tym świecie - świecie słowa.

I tobie się to udało! Cały czas ( no może po za "środkiem opowieści" ) chciałem tu zostać, czekałem co będzie dalej! Ukradłeś mnie :) A to w opowieściach lubię najbardziej!

Bardzo subtelnie, niemalże od niechcenia otrzymaliśmy wytłumaczenie starca, opierdol króla :) i całość pięknie się zamkneła! Troszkę za długo było w środku - może łajanie króla, wypadło ciuńkę nierzeczywiście- ale hej! Tak też mogło być!

Jest ok - fajna historia -, bardzo fajnie, lekko poprowadzona i do tego dobre zakończenie! Naprawdę dobrze mi się to czytało!

Miałbym tylko jedno pytanie na koniec, ale nie wiem czy uda mi sieje zadać...

Na czym ci bardziej zależało w tej opowieści:
- na "dobrym" opowiadaniu - dobrze poprowadzonym ( bądź co bądź to jest pewien rodzaj sf - no może historyczne sf :).
Czy może chciałeś przemycić treść?
A może chciałeś napiętnować kogoś?

Czym jest clu tej opowieści?

Z ciekawości pytam :)

Hej!
Carvedilol dnia 24.11.2021 17:00
purpur

miło Cię gościć w moich skromnych opowieściach

dzięki za przeczytanie i komentarz

historyczne science-fiction, heh dobre, ja raczej chciałbym żeby to był realizm magiczny...
jasne, mógłbym za bohatera zamiast uzdrowiciela wsadzić uzdolnionego medyka, jakiegoś drugiego Awicennę i wszystko osadzone byłoby w realnym świecie, ale wolałem inaczej

bardziej zależało mi (i w opowiadaniach obyczajowych to z reguły punkt bazowy dla mnie, inaczej jest w kryminalnych czy humoreskach) na przekazaniu pewnych obserwacji, przemyśleń, a na drugim miejscu sama historia (choć starałem się, żeby była ciekawa i opowiedziana może bez "twistów" ale nie od razu kawa na ławę)
napiętnować kogoś? raczej nie - raczej pokazać pewne ludzie wady, które w każdej epoce są takie same, choć ujawniają się nieco inaczej - czy podobna scena nie mogłaby się dzisiaj rozegrać? mogłaby, tylko w innej scenerii, innymi zależnościami, ale ludzkie przywary pozostały, raczej nie mam tendencji do piętnowania, bardziej wytykania, ale to już mnie ktoś oceni

jak zwrócił uwagę ZielonyKwiat (zwróciła) za dużo tu słów, dla Ciebie nieco za długi środek - a ja miałem nadzieję, że na tak krótkie opowiadanie obejdzie się bez niepotrzebnych dłużyzn
przyznam, że bliżej mi do "starego" pisania niż nowego typu - wyraz - kropka - dwa wyrazy - kropka, wolę dłuższe zdania i bardziej obrazowe, ale to już kwestia gustu

jeszcze raz dzięki
pozdrawiam
Carvedilol
purpur dnia 24.11.2021 17:06 Ocena: Bardzo dobre
Wydaje mi się, że blisko realizmowi magicznemu do SF :D
Ale to nie do końca ma znaczenie.

Potejto - potato - jak lubię mówieć :p

Za to znaczenie ma to co napisałeś dalej - czyli, jak rozumiem, przekazanie jakiejś myśli - opakowując to w jakąś "historyjkę".
I tego właśnie chciałem się dowiedzieć.

Bardzo dobrze ci to wyszło. Wydaje mi się, że niepotrzebnie napisałem o dłuższych fragmentach - może to kawa goniła mnie :D Wszystko pędzi i człowiek podświadomie też zaczyna skakać. Fajnie ukryte w opowieści i przesłanie i wytłumaczenie i generalnie historia - naprawdę niema się do czego przyczepić. Nie cuzłem, że tu coś an siłe jest tłumaczone, dodawane, uwypuklane. Całośc opowiedziała się "sama" - a to wielka sztuka!

Pozdrawiam!
AntoniGrycuk dnia 24.11.2021 19:59
Pierwsze moje skojarzenie? "Zielona mila".
Niemniej dobrze oddany klimat tamtych lat, inkwizycji. A nawet niepełni władzy króla. Bo czym byli królowie w porównaniu do potęgi Kościoła?...
Dla mnie tekst napisany akurat. Dobra ilość słów, czasem miałem wrażenie, że nawet zbyt mało napisane. Są teksty, które zyskują na dynamice, na zwięzłości, a są takie jak ten, które potrzebują klimatu, większej ilości słów. Czy dlatego, że opisywane są inne czasy? Być może. Bo jeśli opisujemy XXI wiek, w Pcimiu Dolnym, to nie musimy używać zbyt wielu słów, aby czytelnik wczuł się. Ale jeśli opisujemy Średniowiecze czy coś podobnego, ciężko oczekiwać, aby czytelnik łatwo wyobraził sobie, jak to wyglądało. Musimy zabrać czytelnika w inny świat, a tego nie stworzymy dwoma zdaniami.
Mnie się podobało, choć czytałem na ten temat całkiem sporo tekstów.
Brakuje mi tylko czegoś, co spowodowałoby, że czytelnik bardziej wczułby się w postać bohatera — ja nie do końca się wczułem. Czasem wystarczy opisać jedno wspomnienie bohatera, aby można było poczuć jego "duszę".

Pozdrawiam
Carvedilol dnia 25.11.2021 11:13
purpur - jeszcze raz dzięki za poświęcony czas na przeczytanie i komentarz

AntoniGrycuk - dzięki za uwagi, jak widać jednemu za długo, innemu za krótko, a mi jak zwykle wydawało się w sam raz
z tym wczuciem się w bohatera to dobra uwaga (chociaż jedno wspomnienie bohatera z młodości jednak opisałem, heh, pewnie to za mało)

pozdrawiam
Carvedilol
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wodniczka
30/11/2021 19:49
Witaj. Bardzo ciekawa przestrzeń literacka. Podoba mi się.… »
mike17
30/11/2021 18:35
Mój ulubiony Autorze, znów dałeś pokaz prawdziwej liryki… »
aniat.
30/11/2021 17:46
Leocassandra- Dziękuję. Jest mi niezmiernie miło.… »
ZielonyKwiat
30/11/2021 17:34
Dziękuję za komentarz i dobre słowo. Ot, to taka zwykła… »
ApisTaur
30/11/2021 16:32
Wiolin Ja tylko na chwilę. Mało czasu ;) Całość… »
Marek Adam Grabowski
30/11/2021 15:30
Bardzo udane opowiadanie! Fabuła ciekawa i mądra, chociaż… »
Andrzej Baka
30/11/2021 09:43
Dziękuję! Tak, dzisiejsze newsy są bardzo ulotne i żyją… »
marekg
29/11/2021 23:39
Pysznie , lekko , poetycko ,aż pachnie słowem. »
ZielonyKwiat
29/11/2021 23:29
Cześć, to ja też popróbowałam swoich sił. A oto efekt. Mam… »
Afrodyta
29/11/2021 21:21
Podoba mi się Twój wiersz. W bardzo liryczny sposób… »
Afrodyta
29/11/2021 21:12
Bardzo podoba mi się Twój wiersz, ma w sobie jakąś… »
voytek72
29/11/2021 21:11
Wydaję mi się że te wszystkie lub i albo na początkach strof… »
Afrodyta
29/11/2021 20:57
Mam poczucie, że wiersz odwołuje się do konkretnej sytuacji,… »
Yaro
29/11/2021 20:50
Miło mi , że się podoba:) »
Afrodyta
29/11/2021 20:46
Zatrzymujący wiersz, pokazujący dramatyczną sytuację… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/11/2021 14:27
  • Ze względu na małe zainteresowanie MUZO WENAMI 10 przedłużam czas nadsyłania prac do 15-go grudnia. [link] Życzę weny i lekkiego pióra :)
  • AntoniGrycuk
  • 13/11/2021 11:31
  • Czy ktoś ma pojęcie o wyobrażeniu, gdzie znajdę listę aktualnych czasopism (też internetowych), gdzie warto publikować? Nie mówię o portalach literackich. Dzięki.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2021 22:18
  • Na czyjąś prośbę zamieszczam link do konkursu: [link] Ja w tym roku nie biorę udziału. Należy napisać tekst z jedną z kilku dzielnic Wwy.
  • mike17
  • 09/11/2021 15:15
  • Przypominam, że pozostał jeszcze cały tydzień, by nadesłać pracę konkursową. Weźcie się w garść i piszcie ;) [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 17:15
  • Apisie - wiem i niestety zgadzam się z Twoją opinią - tak jest znów, kolejna "fala"
  • ApisTaur
  • 07/11/2021 16:12
  • Zbyszku. Oczywiście pisałem to do Ciebie, lecz nie o Tobie.:)
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 16:01
  • Apisie -na szczęście nas obu to, o czym pisałeś, zwracając się do mnie, nie dotyczy. ;-}
  • Kazjuno
  • 06/11/2021 18:51
  • Dzięki za miłe komentarze pod recenzją "Buntownika" M. Grabowskiego. Na końcu komentarzy odpowiadam, indywidualnie Joli S. i każdemu z komentujących. Pozdrawiam cały PP
Ostatnio widziani
Gości online:28
Najnowszy:Dumanyhujm
Wspierają nas