Topielica. Antypowieść kryminalna. 1 - ZielonyKwiat
Proza » Historie z dreszczykiem » Topielica. Antypowieść kryminalna. 1
A A A

PROLOG
    Gałęzie chłostały go po twarzy, po nagich niemal łydkach i plecach, w płucach brakowało mu tchu i gdyby mógł, zatrzymałby się choć na sekundę dla uspokojenia kołatającego w piersi serca. Odgłosy pogoni były jednak coraz bliżej. Słyszał nie tylko ujadanie  psów, ale też nawoływania grupy, którą stary Janik zorganizował nadspodziewanie szybko. Chłopi we wsi słuchali go, jakby był ich naczelnikiem, a nie zwykłym, zadłużonym zresztą po uszy, sklepikarzem.
    W ciemności błysnęły ostrza. Mężczyzna już wiedział, że jeśli wpadnie w ich ręce, nie obejdzie się bez rozlewu krwi. Nie było szans na pertraktacje. Sprawy zaszły za daleko.
    - To tu! – krzyknął ktoś głośniej niż inni i Mateusz odruchowo obejrzał się za siebie. Na gałęzi, na wysokości ramienia, bielał w ciemności fragment jego koszuli.
    Krew uderzyła do skroni ze zdwojoną siłą. Podziałało to na niego motywująco. Biegł jak szalony, nie zwracając uwagi na zarośla, które orały mu ciało. W zapadającym mroku trudno było rozeznać, którędy powinien biec.

Rozejrzał się.

Wśród czerniejących drzew odkrył naraz coś, co wyglądało na pieczarę. Schylił się i wszedł do niej na czworaka. W ostatniej chwili.

    1.
    Dwa tygodnie wcześniej
    Gdy zadzwonił dzwonek u drzwi, Mateusz Nowakowski, trzydziestoletni mieszkaniec Brocka, wyjmował właśnie z szafki przy zlewie butelkę wina. Przez chwilę zastanawiał się, czy kazać gościowi czekać, czy też otworzyć natychmiast. Wybrał drugie. Ledwie uchylił drzwi, do środka wdarł się zapach mocnych, kwiatowych perfum. Przez ułamek sekundy miał wrażenie, jakby znalazł się na łące, w towarzystwie nimf wodnych, oczywiście gdyby tam było jakie oczko wodne, motyli i Bóg wie, czego jeszcze. W rzeczy samej w progu stała wysoka, zgrabna, na oko dwudziestoletnia dziewczyna o blond włosach i błękitnych jak chabry oczach. Mateusz powiódł wzrokiem po opinającej jej ciało sukience i cicho jęknął. Przybyła spojrzała na niego pytająco, a ponieważ mężczyzna stał jak skamieniały, prześlizgnęła mu się pod ramieniem i bez pytania weszła do kuchni.
    - Jajecznica? - westchnęła rozczarowana.
    Mężczyzna próbował ratować sytuację.
    - To tylko zakąska. Mam do tego wino. Dobre, czerwone... - dodał z wahaniem w głosie.
    Nic to nie dało. Przybyła, z miną rozgniewanego dziewczątka, powiodła wzrokiem po mieszkaniu, jakby nigdy nic zdjęła z nóg szpilki i zaczęła rozpinać sukienkę.
    - Nie chcesz jeść? - Spuścił głowę i udawał, że na nią nie patrzy.
    Pokiwała głową, nie zadając sobie trudu, żeby odpowiedzieć na jego pytanie.
    - To co będziemy robić? - wyszeptał zdezorientowany.
    Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, kiedy dzień wcześniej rozmawiał z nią w biurze, łudząc się, że przyjmie jego zaproszenie na kolację. Najwidoczniej zrozumiała jego intencje opacznie.
    - Poczekaj, to nie tak! – próbował oponować, widząc, że brakuje niewiele, żeby stanęła przed nim zupełnie naga. - To miała być tylko kolacja!
    Spojrzała na niego rozgniewana. Chwyciła sukienkę i nałożyła ją na siebie na powrót.
    - W sumie chciałam się tylko umyć, bo u mnie nie działa prysznic, ale dobrze – rzuciła, siadając przy stole. - To dawaj tę jajecznicę. Mogę jeść i brudna.

    2.
    Dzień nie mógł być zbyt udany. Wiedział to, jak tylko otworzył oczy. Zwlókł nogi z łóżka i od razu wyczuł coś dziwnego. Z drugiej strony, wygodnie rozłożony, spał na jego wyrku pięcioletni wilczur Josic.
    - Paszoł! - warknął na niego Mateusz i dla lepszego efektu pociągnął za prześcieradło.  Z premedytacją. Pies jednak ani drgnął. Otworzył jedno oko i je zamknął. Następnie otworzył drugie i to samo.
    Z impasu Mateusza uratował telefon. Zadzwonił, zmuszając go do opuszczenia sypialni. Mężczyzna powlókł się do przedpokoju, gdzie na wiekowej szafce pamiętającej lepsze czasy, gdy jego pierwotna właścicielka, a prababka Mateusza, była jeszcze przy życiu, stał wielki, stylowy telefon. Podniósł słuchawkę i przybliżył ją do ucha.
    - Noooo! - powiedział przeciągle, niezupełnie jeszcze rozbudzony. - Noooo! - powtórzył - Haloooo... - i urwał.
    - Sierżant Mateusz Nowakowski?! - zagrzmiał głos po drugiej stronie metalowego sznura linii telefonicznej.
    - A kto pyyyyta? - wyjąkał w odpowiedzi. W rzeczywistości poznał głos od razu. Grał tylko na zwłokę.
    - Co ty, Nowakowski, durnia zgrywasz?! - krzyknął mu wprost w ucho jego przełożony, naczelnik wydziału dochodzeniowego komisariatu policji w Brocku. - Zbieraj portki i czego tam jeszcze na sobie nie masz, i przyjeżdżaj na miejsce zbrodni.
    Włosy stanęły Mateuszowi dęba. Zbrooodniaaa! - brzmiało mu w głowie, jakby ta była pustym dzwonem. Nim jednak poskładał w całość ledwo otrzymane informacje, przeszedł do kuchni, żeby przygotować sobie kawę. W progu stał już jego pies i czekał na codzienny, poranny spacer.
    - Nic z tego. - Pokiwał do niego smutno głową sierżant Nowakowski. - Muszę jechać do roboty. Pobiegasz sobie wieczorem. Choleraaa! - krzyknął, bo jego nozdrza zareagowały we właściwy sposób. Końcem świadomości wyczuł bowiem dochodzący z sypialni kwaśny zapach psich odchodów.
    - No nic, mój druhu - raz jeszcze zwrócił się do psa, który z miną niebożątka siedział w progu ze smyczą w pysku. - Co miałeś zrobić, już zrobiłeś. Teraz będą konsekwencje. I spacer wieczorem.

    3.
    Na miejsce zbrodni, które znajdowało się we wsi położonej niecałe dwa kilometry od Brocka, dojechał jak zwykle spóźniony. Przy zwłokach już krzątali się trzej technicy kryminalni, którzy w swoich skafandrach przypominali śnieżne bałwany, przybiegł już i patolog ze szpitala wojewódzkiego, a przede wszystkim zjawił się także prokurator Fijałowski.
    Sierżant Nowakowski wygiął się najpierw na prawo, a za chwilę na lewo, próbując nad ich plecami dojrzeć leżącego z całą pewnością między nimi denata. Albo denatkę. Szef bowiem, dzwoniąc do niego, nie uznał za słuszne doprecyzowania tego, tak istotnego z punktu widzenia oficera śledczego, szczegółu.
    - No, co tam mamy? - wydusił wreszcie z siebie, ale natychmiast zamilkł, ujrzawszy skierowane na siebie spojrzenia wszystkich tam obecnych. - To znaczy.... - zająknął się - Już można zobaczyć ciało?
    - Nie! - krzyknęło pięć gardeł równocześnie, a za chwilę, jedno tylko, dramatycznym solo, dodało: - Gdzie twój kombinezon, Nowakowski?!
    Zapomniał. Cóż, czasami się zdarza.
    - Macie jakiś zapasowy? - zapytał nieśmiało, a nie dosłyszawszy odpowiedzi, usunął się na stronę.
    Musiał się załatwić. Wydarzenia z psem sprawiły, że zupełnie o tym zapomniał. Kiedy wrócił na miejsce zdarzenia, dzień był już w pełni.

cdn.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
ZielonyKwiat · dnia 31.10.2021 17:06 · Czytań: 233 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 8
Komentarze
Darcon dnia 31.10.2021 17:20
Płynna narracja, dobrze wkomponowane dialogi, i dzieje się. A to dobrze, czasami nie trzeba długich opisów w prologu, aby wciągnąć czytelnika w opowiadaną historię.
Zmieniłbym tylko Policję na Milicję, bo stosowany przez Ciebie język nie jest współczesny i znacznie bliżej mu do lat siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych XX wieku.
Cytat:
- Pa­szoł! - wark­nął na niego Ma­te­usz i dla lep­sze­go efek­tu po­cią­gnął za prze­ście­ra­dło.

Cytat:
- Co ty, No­wa­kow­ski, dur­nia zgry­wasz?! - krzyk­nął mu wprost w ucho jego prze­ło­żo­ny, na­czel­nik wy­dzia­łu do­cho­dze­nio­we­go ko­mi­sa­ria­tu po­li­cji w Broc­ku. - Zbie­raj por­t­ki i czego tam jesz­cze na sobie nie masz, i przy­jeż­dżaj na miej­sce zbrod­ni.

Nikt z młodego czy też średniego pokolenia tak się teraz nie wyraża. To zapomniane zwroty.
Uważaj też na takie hasła:
Cytat:
W rze­czy samej w progu stała wy­so­ka, zgrab­na, na oko dwu­dzie­sto­let­nia dziew­czy­na o blond wło­sach i błę­kit­nych jak cha­bry oczach.

Uśmiechnąłem się. :) Nie przypominam sobie, żeby jakikolwiek mój kolega porównał kiedykolwiek oczy kobiety do kwiatów, a tym bardziej do chabrów.
Czuć tutaj Twój bardzo mocny pierwiastek kobiecy, a podjęłaś się pisania z pozycji mężczyzny, więc warto na to uważać, by narracja nie traciła na wiarygodności.

Ogólnie, podobało mi się. :)
Pozdrawiam.
ZielonyKwiat dnia 31.10.2021 17:47
Dziękuję za komentarz. Cieszy.
Chabry wylecą pewnie.
Tekst powstał jako przerywnik między jednym poważnym pisaniem, a drugim, ale zauważyłam, że te lżejsze teksty jakoś bardziej przypadają do gustu poważnym paniom i panom (mam na myśli różne redakcje), więc pewnie na takie pisanie się przenicuję.
Pozdrawiam
Jacek Londyn dnia 02.11.2021 19:42
Dobry wieczór.
To dobra pora na kryminał.

Zacznę, co jest chyba oczywiste, od chabrów. Powinny pozostać w tekście. Koledzy Darcona to nie cały męski świat, istnieją też faceci bardziej subtelni. :)
Teraz o wyrażeniach typu: dur­nia zgry­wasz. Myślę, że mogą pozostać; czy wiadomo, ile lat ma wypowiadający je przełożony Mateusza?

Moją uwagę zwróciły natomiast fragmenty, które wymagają poprawy:

w płucach brakło mu tchu - lepiej: brakowało mu tchu

Na gałęzi, na wysokości jego ramienia, bielał w ciemności fragment jego koszuli. - jego ramienia, jego koszuli... no nie

jakby znalazł się na łące, w towarzystwie nimf wodnych - na łące mógłby spotkać nimfy łąkowe, tzw. lejmoniady

Z impasu Mateusza uratował telefon. Zadzwonił, zmuszając go do opuszczenia sypialni. Mężczyzna powlókł się do przedpokoju, gdzie na wiekowej szafce pamiętającej lepsze czasy, gdy jego pierwotna właścicielka, a prababka Mateusza, była jeszcze przy życiu, stał wielki, stylowy telefon. Podniósł słuchawkę i przybliżył ją do ucha. - zbyt dużo słów, a mowa tylko o telefonie

gotowy do życia społecznego - niezbyt fortunne

Nad zwłokami już siedzieli trzej technicy - przy zwłokach krzątali się... nie lepiej?

Tyle tego by było. A historia zapowiada się ciekawie, niech się rozwija. :)

pzdr
JL
ZielonyKwiat dnia 02.11.2021 19:48
Dobry wieczór,
no to chabry nie wylecą ;-)
Dziękuję za wszystkie wskazane uchybienia/błędy/niezgrabności.
Zgadzam się, poprawię (ale jeden zostawię).
Pozdrawiam
Darcon dnia 06.11.2021 14:43
Są subtelni faceci, ale kwiaty nie są w sferze zainteresowań typowych mężczyzn, jeśli nie interesują się ogrodnictwem itp. To nie jest norma. Tak samo jak są kobiety, które rozróżniają klucz francuski od oczkowego czy płaskiego i ich używają, ale podobnie, to nie jest norma. Poza tym bohater opowiadania nie ma w sobie nic z subtelności i dalej uważam, że to burzy jego wiarygodność, a Twoja uwaga, Jacku, nie ma związku z tekstem. Pomijając tekst, zawsze znajdzie się ktoś, kto robi, postrzega inaczej niż większość.
Pozdrawiam.
ZielonyKwiat dnia 06.11.2021 15:34
Trudno mi rozsądzić, jak to z tymi kwiatami jest, ale pewnie i jeden pan (Darcon), i drugi (Jacek Londyn) ma w jakimś stopniu rację (można tak?).
W każdym razie dziękuję obu za zwrócenie uwagi na:
1. problem tzw. wiarygodności bohaterów
oraz
2. błędy, od których tekst nie jest wolny.
Jest to dla mnie bardzo ważne.
A już zupełnie na marginesie dodam, że wiem, co to klucz francuski, wiem, co to klucz płaski, brzeszczot, hebel i takie tam, i nigdy by mi nie przyszło do głowy, że jestem "poza normą" ;)
Ale chyba zbytnio od tekstu odchodzę.
purpur dnia 24.11.2021 13:39
No tak. Na pewno jest lekko...

Chociaz prolog nie zapowiadał tego.

Nie będę sie na razie zbytnio rozpisywał nad treścią, bo tutaj wiele nie było - popatrze w kolejne części. Na razie troche zaciekawiło.

Co do "niuansów" - czytając wyłapałem to:

po nagich niemal łydkach i plecach - jakos tak... ja bym napisał po niemal nagich łydkach i plecach - drobiazg i pewnie dwie formy sa ok - ot tak...zatrzymało mnie to..

Podziałało to na niego motywująco. - no raczej to był już zmotytowany - dosc szeroko opisujesz co mu sie moze stac, ze sie boi itp itd... Jakos to mi sie wydalo nielogiczne.

... oczywiście gdyby tam było jakie oczko wodne, motyli i Bóg wie, czego jeszcze... - szczerze mówiać to jakaś straszna forma jest w całym tym "zdaniu" - tak to jest zamącone, że albo tu są złe formy, albo żle się to czyta - no chyba z 3 razy to zdanie czytałem i dalej nie zgrzyta :D

Mogę jeść i brudna. - :) - Fajne!

Generalnie troszeczkę podpadła mi sytuacja z dziewczęciem - no chyba że nie wiemy i oni się znają 'bardziej'... Wtedy faktycznie ma to sens - bo jesli rozmawiali w pracy i ona wpada i sie rozbiera , to tak lekko to chyba nie jest :D

Poza tym dialogi sa fajne - wpasowane. Nie wiem czy oddają atmosferę - no ale na razie nic zlego nie było, wiec chyba pasują :)

Dobra, bo się rozgadałem... idę czytać dalej!
ZielonyKwiat dnia 24.11.2021 13:45
Cześć
purpur napisał:
idę czytać dalej!

no to idź ;)
Dzięki za komentarz.
Wyznam w konfidencji, że wiem, w którym miejscu "walę" za dużo słów (robię to niejako celowo, żeby się rozpisać), bo normalnie piszę poważne rzeczy, gdzie każde słowo ważę.
To taki mały eksperyment. Mam nadzieję, że czytelnik wybaczy.
Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ZielonyKwiat
01/12/2021 11:22
Dobry wiersz, trochę Morsztyna przypomina, ale to nie jest… »
Pustelnik
01/12/2021 11:05
No bo wiesz, sam „niebyt” jest już w jakiś sposób bierny,… »
ZielonyKwiat
01/12/2021 10:32
Cześć, Cytuję: "Nie z każdej pajęczyny zdołamy uwinąć… »
wodniczka
30/11/2021 19:49
Witaj. Bardzo ciekawa przestrzeń literacka. Podoba mi się.… »
mike17
30/11/2021 18:35
Mój ulubiony Autorze, znów dałeś pokaz prawdziwej liryki… »
aniat.
30/11/2021 17:46
Leocassandra- Dziękuję. Jest mi niezmiernie miło.… »
ZielonyKwiat
30/11/2021 17:34
Dziękuję za komentarz i dobre słowo. Ot, to taka zwykła… »
ApisTaur
30/11/2021 16:32
Wiolin Ja tylko na chwilę. Mało czasu ;) Całość… »
Marek Adam Grabowski
30/11/2021 15:30
Bardzo udane opowiadanie! Fabuła ciekawa i mądra, chociaż… »
Andrzej Baka
30/11/2021 09:43
Dziękuję! Tak, dzisiejsze newsy są bardzo ulotne i żyją… »
marekg
29/11/2021 23:39
Pysznie , lekko , poetycko ,aż pachnie słowem. »
ZielonyKwiat
29/11/2021 23:29
Cześć, to ja też popróbowałam swoich sił. A oto efekt. Mam… »
Afrodyta
29/11/2021 21:21
Podoba mi się Twój wiersz. W bardzo liryczny sposób… »
Afrodyta
29/11/2021 21:12
Bardzo podoba mi się Twój wiersz, ma w sobie jakąś… »
voytek72
29/11/2021 21:11
Wydaję mi się że te wszystkie lub i albo na początkach strof… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/11/2021 14:27
  • Ze względu na małe zainteresowanie MUZO WENAMI 10 przedłużam czas nadsyłania prac do 15-go grudnia. [link] Życzę weny i lekkiego pióra :)
  • AntoniGrycuk
  • 13/11/2021 11:31
  • Czy ktoś ma pojęcie o wyobrażeniu, gdzie znajdę listę aktualnych czasopism (też internetowych), gdzie warto publikować? Nie mówię o portalach literackich. Dzięki.
  • AntoniGrycuk
  • 09/11/2021 22:18
  • Na czyjąś prośbę zamieszczam link do konkursu: [link] Ja w tym roku nie biorę udziału. Należy napisać tekst z jedną z kilku dzielnic Wwy.
  • mike17
  • 09/11/2021 15:15
  • Przypominam, że pozostał jeszcze cały tydzień, by nadesłać pracę konkursową. Weźcie się w garść i piszcie ;) [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 17:15
  • Apisie - wiem i niestety zgadzam się z Twoją opinią - tak jest znów, kolejna "fala"
  • ApisTaur
  • 07/11/2021 16:12
  • Zbyszku. Oczywiście pisałem to do Ciebie, lecz nie o Tobie.:)
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/11/2021 16:01
  • Apisie -na szczęście nas obu to, o czym pisałeś, zwracając się do mnie, nie dotyczy. ;-}
  • Kazjuno
  • 06/11/2021 18:51
  • Dzięki za miłe komentarze pod recenzją "Buntownika" M. Grabowskiego. Na końcu komentarzy odpowiadam, indywidualnie Joli S. i każdemu z komentujących. Pozdrawiam cały PP
Ostatnio widziani
Gości online:27
Najnowszy:Wilisoyhg
Wspierają nas