Cały mój zgiełk cz.4 - jelcz392
Proza » Obyczajowe » Cały mój zgiełk cz.4
A A A

Zacząłem coraz poważniej myśleć o Kaśce. Do tego stopnia poważnie, że któregoś dnia odważyłem się na napisanie paru zdań opisujących scenę miłosną z nami w roli głównej. Nie byłem pewny, jak to odbierze, ale niepotrzebnie się martwiłem.

„…Ten utwór na końcu Twojego listu bardzo mi się spodobał, ale i jednocześnie zaskoczył. Nie wiem, dlaczego napisałeś te słowa w liście do mnie? Takie słowa, moim zdaniem, kieruje się przeważnie do osoby, którą się bardzo kocha i pragnie się, aby była ona jak najbliżej…”

Tak, pragnąłem być z Kaśką bardzo, bardzo blisko bo czułem, że jestem w niej zakochany. Wiedziałem, że to trochę śmieszne, ale ona mnie pociągała. Myślałem o niej w każdej wolnej chwili. Dlatego też trochę zabolały mnie jej słowa w dalszej części listu. Wychodziło na to, że ma teraz chłopaka, którego kocha i jest z nim szczęśliwa. Cóż, nie była moją własnością i nie mogłem od niej niczego żądać ani zabraniać. Miałem jednak nadzieję, że prędzej czy później rozstanie się z tym chłopakiem. W swoich listach często pisała mi o tym, że wielu chłopców ubiega się o jej względy, że z paroma przyjaźniła się bliżej, ale nie były to jakieś trwałe związki. Liczyłem na to, że i ten związek wkrótce się rozpadnie. Poza tym do wakacji było jeszcze daleko, a jedynie w wakacje istniała realna szansa na nasze spotkanie.

*****

- Dostaliśmy zaproszenie na studniówkę – oznajmiłem któregoś dnia Mariuszowi.

- My? Od kogo?

- Od tych dwóch mazep z Sędziszowa. Pamiętasz, swego czasu pisałem do nich, ale potem przestałem, bo te ich listy były takie drętwe.

- No i co?

- No i nic. Masz ochotę jechać?

- A ty?

- Może bym i pojechał, ale nie będę przecież leciał na każde zawołanie jakichś panienek.

- Wiesz, Ziba, mnie też nie bardzo to pasuje. Co by Agnieszka na to powiedziała?

- No właśnie. Pochwalić to z pewnością by cię nie pochwaliła. Chyba, żebym pojechał z Maślanką. On jest bardzo napalony, bo nie ma dziewczyny na naszą studniówkę, a one piszą, że rewanż jest przewidziany. Ale tak w sumie to nie chce mi się jechać.

Ku mojemu zaskoczeniu Jacek nie był zbytnio ucieszony z oferty, jaką mu przedstawiłem. Widocznie dwie mazep ki, które oglądnął na fotografii, były zupełnie nie w jego guście. Zdał się na moją opinię, a moje zdanie było takie, że nie będziemy lecieć na każde skinienie panienek, które w sytuacji podbramkowej przypomniały sobie nagle o starej znajomości. Zresztą miałem iść na studniówkę z Renatą. Gdybym był jasnowidzem, to pewnie pojechałbym do tego Sędziszowa, bo Renata zrobiła mnie ostatecznie w ciula i o mały włos, a bawiłbym się sam na tym balu maturalnym. Owszem, przyjechała pewnej soboty, tak jak się umówiliśmy. Nawet mi się spodobała. Pogadaliśmy trochę i tyle ją widziałem. Więcej już nie napisała. Nawet nie miała odwagi przyznać, że nie jestem w jej typie. Cóż, zdawałem sobie sprawę z tego, że nie wszystkim dziewczynom musze się podobać, ale żeby tak postępować w takiej podbramkowej sytuacji? Opatrzność czuwała jednak nade mną. Na ogłoszenia przestałem już liczyć, pozostał mi tylko kurs tańca, na który wytrwale uczęszczałem. Tu właśnie, któregoś grudniowego poniedziałku poznałem Teresę. Nie wiem czemu zwróciłem na nią uwagę? Może dlatego, że na pierwszy rzut oka przypominała mi moją sąsiadkę, o której nie miałem najlepszego zdania? Teresa miała tlenione włosy, wyłamanego zęba na przedzie i pachniała zmysłowo delikatnymi perfumami, które mile mnie podniecały. Może nie była najładniejsza, ale mogła się podobać i miała to „coś”, skoro zwróciłem na nią uwagę. Z początku nie bardzo wiedziałem, jak nawiązać rozmowę. Wydawała się być nieśmiała, a ja do najśmielszych też nie należałem. Trochę krępowało mnie to, że przychodziła w towarzystwie koleżanek. Ale krok po kroku dowiedziałem się, że pochodzi z Mielca, aktualnie mieszka na stancji na Zimowita i że pracuje w „Alimie”. Skąpe to były informacje, ale też trudno było coś z niej wyciągnąć. Gdy pytałem o jakieś szczegóły, robiła tajemnicze miny i zastanawiała się pół godziny nad odpowiedzią, tak jakby coś ukrywała. Po pewnym czasie okazało się, że faktycznie kamuflowała się przede mną. Nie dawałem jej więcej jak 22-23 lata i wykształcenie zawodowe. Któregoś razu odprowadziłem ją na przystanek i może nawet pojechałbym z nią na tego Zimowita gdyby nie to, że na drugi dzień miała być klasówka z matmy, a ja byłem jeszcze całkiem zielony w temacie. Zresztą nie chciałem się za bardzo narzucać. To, że tańczyła ze mną na kursie nie musiało wcale oznaczać, że ma ochotę na zawarcie bliższej znajomości. Dlatego też postanowiłem poczekać na dalszy rozwój wydarzeń.

     *****

 

Nawet nie przypuszczałem, że Ewa jeszcze się do mnie odezwie. Na jej ostatni list odpisałem w dość złośliwym tonie i bynajmniej nie oczekiwałem odpowiedzi. A jednak…

„ Na początku zacznę może od wyjaśnienia, dlaczego nie zerwałam z Tobą od razu? Otóż wiedziałam, jak bardzo przeżyłeś rozstanie z Beatą. Nie chciałam, aby się to powtórzyło. Chociaż pierwotnie miałam taki zamiar. Jednak po przemyśleniu tej sprawy doszłam do wniosku, że nie zasługujesz na to. Czy zerwałabym z Tobą, gdybym nie poznała mojego chłopaka? Tak, to było nieodwołalne, wiedziałam o tym od początku. Na początku byłoby najłatwiej zerwać, ale Ty  byłeś w to tak bardzo zaangażowany, że było mi Cię szkoda. Przez jakiś czas nawet mi się to podobało, ale bardzo krótko. Nigdy też nie starczyło mi odwagi by Ci skłamać i powiedzieć, że Cię kocham. Chociaż czasem było mi Cię żal, że nie możesz tego usłyszeć od kolejnej dziewczyny. Lubiłam Cię i byłam Ci wdzięczna za to, co dla mnie zrobiłeś…”

Litość, litość ponad wszystko. Obustronna i dobrze tajona. Żeby nie zrobić drugiemu przykrości, a niech się cieszy. Na tym opierała się ta cała historia. Dwie rzeczy jednak tu się nie zgadzały. To, że przezywałem rozstanie z Beatą nie oznaczało wcale, że tak samo muszę przeżywać rozstanie z Ewą. No i to, że jeszcze żadna dziewczyna nie powiedziała mi, że mnie kocha. Gdybym był jasnowidzem, to na pewno wyjechałbym wtedy z Kętrzyna jeszcze tego samego dnia, w którym się zjawiłem. A może wcale bym nie przyjeżdżał? Dobrze, że choć listy od Kaśki były utrzymane w całkiem innym tonie.

„…Nie chcę nic zmieniać w naszej przyjaźni. Bardzo chcę Cię poznać osobiście i myślę, że kiedyś to nastąpi. A jeżeli chodzi o to, czy będę tą wymarzoną, to wszystko zależy od Ciebie. Ty masz tu decydujące słowo. Wcale nie twierdzę, że nie mogę czy nie chcę być Twoją dziewczyną, ale po prostu nie wiem, czy się nadaję…”

Ona nie wiedziała, ale ja czułem, że się nadaje na moją dziewczynę. Wierzyłem w to tak mocno, że nawet nie dopuszczałem myśli, że może być tak jak z Ewą. Skoro miałem tu mieć decydujące słowo to znaczyło, że mnie zaakceptowała i tak jak ja czeka teraz na potwierdzenie swoich domysłów, na ziszczenie marzeń.

*****

 

Sylwester zapowiadał się dla mnie fatalnie. Najpierw myślałem, że spędzę go z Renatą i że poznamy się nieco bliżej przed studniówką, ale po tym, jak zrobiła mnie w balona, temat był nieaktualny. Mariusz z Agnieszką gdzieś tam się wybierali, a ja znowu zostałem sam. Jakoś nie potrafiłem ułożyć sobie życia. Czułem, ż jestem jakiś inny niż moi rówieśnicy, taki dziwny, chadzający własnymi ścieżkami. Niby żyłem na tym świecie, ale niekiedy miałem wrażenie, że stoję tylko obok i przyglądam się temu wszystkiemu. Może dlatego nie mogłem nigdy dojść z ojcem do porozumienia? A może miałem tylko takie fanaberie? Może przez to, że nie rozumiałem siebie, nie wiedziałem, czego chcę? Zastanawiałem się czasem, czy wszystkie Wodniki są takie lekko przyjebane, czy też ja jestem jakimś wyjątkiem, takim indywidualistą? Skąd wziął się u mnie ten pęd do czytania i zbierania książek? Skąd wziął się talent do przelewania na papier swych myśli, a jednocześnie skąd się wzięło lenistwo do nauki? Z jednej strony cieszyłem się, że mam w sobie coś, co mnie wyróżnia od innych, ale z drugiej strony wolałbym nieraz stopić się z tłem i być takim przeciętniakiem jak inni.

Takie różne myśli nawiedzały mnie tej jedynej w roku nocy, kiedy to siedziałem u siebie w pokoju słuchając „trójki” i czekając, aż zegar wybije północ. Żałowałem, że nie ma ze mną Kaśki, która z pewnością spędzała inaczej ten wieczór. Napisałem do niej list, który podniósł mnie trochę na duchu. Nie czułem się przez to taki samotny. Świadomość że gdzieś mieszka ktoś, kto ma podobne problemy, kto, tak jak ja, nie potrafi poradzić sobie z samym sobą i kto darzy mnie sympatią, pozwalała spojrzeć na świat w nieco innych, pastelowych kolorach. Nie byłem jej całkiem obojętny. Czułem to, bo gdyby było inaczej, to nie przesyłałaby mi listownych całusów, a także nie wyraziłaby ochoty na osobiste poznanie. To tylko jej wrodzony pesymizm i jakaś niewiara w to, że można zmienić swe życie powodowały, że była sceptycznie nastawiona do tej znajomości. Ja jednak byłem gotów zrobić wszystko, by spotkać się z Kasią podczas moich ostatnich wakacji, zaraz po skończeniu szkoły. Czułem przez skórę, że to jest moja szansa i wierzyłem, że tym razem się nie pomylę.

*****

 

Tego poniedziałku kurs tańca został odwołany, a ściślej mówiąc zawieszony na czas nieokreślony. Nie powiem, żeby ta wiadomość mnie ucieszyła. Nie chodziło tu bynajmniej o same tańce, a o studniówkę, do której pozostało raptem trzy tygodnie, a ja wciąż byłem bez pary. Liczyłem, że może zaproszę Teresę, ale czekałem z tym na „po świętach”, bo nie sądziłem, że lekcje tańca zostaną nagle odwołane. Miałem jednak szczęście, że tego dnia Teresa zjawiła się jak zwykle, w towarzystwie koleżanek. Nie mogłem już dłużej czekać. Miałem nóż na gardle. To była moja ostatnia szansa i byłbym kompletnym głupcem, gdybym nie spróbował jej wykorzystać.

- Jak tam po Sylwestrze? – zagadnąłem.

- Świetnie! Wyobraź sobie, że byłam przez całe święta i nowy rok w Zakopanem.

- Tak prywatnie?

- Nie, pojechaliśmy tam z klubu narciarskiego.

- Jeździsz na nartach?

- Trochę – Teresa uśmiechnęła się. – Właściwie stawiam dopiero pierwsze kroki. Ale mieliśmy fajnego instruktora i dzięki niemu zrobiłam już znaczne postępy. A ty jak się bawiłeś?

- Dobrze – odparłem lakonicznie Nie wypadło to chyba zbyt przekonywująco, bo Teresa powiedziała: - Oj, chyba coś nie bardzo, bo mówisz to bez entuzjazmu.

- Dlaczego? Naprawdę dobrze się bawiłem, chociaż w nieco mniejszym , bardziej kameralnym gronie. Może już pójdziemy? Nie ma sensu tu sterczeć – zmieniłem temat chcąc uniknąć dalszych, kłopotliwych pytań.

Wyszliśmy na zewnątrz osiedlowego domu kultury, w którym do tej pory szlifowaliśmy taneczne kroki. Koleżanki Teresy taktownie skierowały się w przeciwną stronę. Było ciepło jak na tę porę roku. Śnieg, który spadł w czasie świąt, dawno już stopniał.

- W górach jest śnieg?

- O, i to ile!

- A u nas jak na lekarstwo. W ogóle nie czuć, że było Boże Narodzenie czy Nowy Rok. Taka beznadziejna ta pogoda. Święta nie mają tej atmosfery i tego całego uroku jak wtedy, gdy leży śnieg.

Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, aż nadjechała „18”. Wprawdzie nie pasował mi ten autobus, ale wsiadłem z myślą o przesiadce na Marchlewskiego. Gdy jednak zbierałem się do wyjścia przy zakładach graficznych Teresa powiedziała, że szkoda, że muszę już wysiadać. Wtedy zaproponowałem, że mogę jechać z nią dalej, na co przystała uśmiechając się jak nieśmiała panienka po pierwszym pocałunku. Dalej wszystko poszło w miarę gładko. Odprowadziłem ją pod szeregówkę, w której wynajmowała pokój. Zaproponowałem spotkanie w sobotę. Trochę zbiła mnie z tropu mówiąc, że w sobotę jedzie do Mielca. Tego nie przewidziałem w swoim chytrym planie. Musiałem mieć zawiedzioną i nieszczęśliwą minę, bo Teresa zaprosiła mnie na górę na kawę. Udawałem, że się krępuję, że nie wypada, ale było mi to bardzo na rękę. Wciąż przed oczami miałem widmo zbliżającej się studniówki.

Teresa zajmowała bardzo mały pokoik. Zawsze sądziłem, że w pokoje w szeregówkach są trochę większe. Było tu ciasno, ale jednocześnie przytulnie. Rozmawialiśmy na różne tematy i sam się sobie dziwiłem, skąd u mnie tyle inwencji. Nigdy bowiem nie przejawiałem większych zdolności w sztuce konwersacji, zawsze wolałem słuchać niż mówić. Jedno mnie tylko nieco zastanawiało; nie chciała powiedzieć czegoś bliższego o sobie. Wciąż robiła tajemnicze i frapujące miny i najwyraźniej coś ukrywała. Ale w sumie w niczym mi to nie przeszkadzało. W końcu umówiłem się z nią na środę; na lody i do kina. Nie miałem gwarancji, że Teresa przyjdzie na to spotkanie, przecież mogła się zgodzić tak na odczepnego, ale z drugiej strony nie miałem nic do stracenia.

*****

 

Przyszła. Wprawdzie spóźniła się dwadzieścia minut, co doprowadziło mnie niemal do palpitacji serca, ale przymknąłem na to oko, choć nie lubię niepunktualności. Ubrana była w szaro-czarnej tonacji; szara bluza, tegoż koloru spodnie wpuszczone w czarne kozaczki, a całości dopełniało czarne futerko z królika, które dobrze harmonizowało z jej blond włosami upiętymi w koński ogon i związanymi szarą wstążką. Wyglądała młodo, ale zarazem dojrzale. Najpierw poszliśmy do „Hortexu” na ambrozję, czyli najdroższe lody serwowane przez tę firmę. Sala na piętrze była zapełniona do połowy. Lubiłem tu przychodzić, choć rzadko miałem ku temu okazję. Niski sufit, przyciemnione, nastrojowe światło, dyskretna muzyka – to wszystko stwarzało wyśmienitą atmosferę do takich rendez-vous. Nie było tu hałaśliwych tłumów. Spotykali się tu ludzie na poziomie, pragnący poplotkować w przytulnym nastroju.

- Cóż za sentymentalne przeboje tu puszczają – zauważyła Teresa.

Istotnie, od kilku chwil z głośników płynęły przeboje Szczepanika.

- Nie lubisz takich piosenek?

- Lubię, czemu nie? Ale nie w kawiarni. Do tego potrzebny jest odpowiedni nastrój.

- wydaje mi się, że gdzie jak gdzie, ale  właśnie tu panuje zawsze taka specyficzna atmosfera intymności wśród tłumu. Wystrój wnętrza, oświetlenie wyciszają jakby wszelki hałas. Dlatego też, jak Szczepanik śpiewa o tym, że kończy lato i kormorany odlatują z jezior to mam wrażenie, że stoję właśnie nad tym jeziorem o zachodzie słońca i widzę te lecące ptaki. To jest takie bardzo sugestywne oddziaływanie na człowieka poprzez nastrój.

- Nie wiedziałam, że jesteś sentymentalny.

- Trochę sentymentalny, trochę romantyczny. Wprawdzie nie jest to teraz zbyt popularne, ale nie mniej są jeszcze tacy ludzie. Wydaje mi się, że człowiek pozbawiony choćby odrobiny uczuciowości nie dostrzega piękna w otaczającym nas świecie i wiele przez to traci.

Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę na ten temat, potem zeszliśmy na muzykę, a na koniec podzieliliśmy się wspomnieniami z wakacyjnych wojaży. Okazało się, że Teresa też była zeszłego lata w NRD tyle, że na obozie pracy. Mogliśmy więc podzielić się wrażeniami i wymienić swoje uwagi na temat obyczajów  panujących u sąsiadów zza zachodniej granicy.

- W tym roku chciałabym pojechać do Szwecji.

- Do Szwecji? Tak na wycieczkę?

- Trochę na wycieczkę, trochę do pracy. Koleżanki były w tamtym roku i nawet sobie chwaliły. Tylko żeby wyjechać trzeba mieć minimum tysiąc dolarów na utrzymanie.

- To dość sporo.

- Dosyć. Będę chyba musiała pożyczyć od kogoś. Bo tu chodzi o to, żeby tylko mieć przy sobie, a można przecież wziąć z Polski jakieś konserwy.

- To kiedy byś jechała?

- O, dopiero w lecie. Ale to jeszcze nic pewnego. Na razie szukamy chętnych. A ty nie miałbyś ochoty pojechać?

- Ochota może by się i znalazła, pieniądze też. Gorzej natomiast z czasem. Będę próbował zdawać na studia i sama wiesz, jak to jest z tymi egzaminami.

- A na co się wybierasz?

- Na prawo na UMCS. Zresztą nie wiem jeszcze na pewno. Na razie zastanawiam się.

Przez cały czas myślałem o tej nieszczęsnej studniówce. Byłem zdecydowany zaprosić na nią Teresę właśnie tego wieczoru, ale nie wiedziałem, jak zahaczyć o nurtujący mnie problem. Na szczęście ona sama zaczęła wspominać, jak świetnie bawiła się na balu sylwestrowym i jak chętnie poszłaby jeszcze raz na taki bal.

- Kto wie, może twoje marzenie wkrótce się spełni?

- Co masz na myśli?

- Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. Jest bal, jest partner, brak tylko partnerki. Gdybyś zgodziła wcielić się w jej rolę, to możemy wtedy wybrać się na moją studniówkę.

- Na studniówkę? To świetnie! A kiedy? – Teresa ze szczerym entuzjazmem przyjęła moje zaproszenie.

- Za niecałe trzy tygodnie.

- Och, to już niedługo!

- Zgadzasz się?

- Oczywiście. Tylko w co ja się ubiorę? Nie mam żadnej kreacji.

- I to jest właśnie odwieczny kobiecy problem.

Teresa wypytała mnie jeszcze o kilka szczegółów związanych z organizacją balu maturalnego. Po jej minie widziałem, że napaliła się na tę imprezę. Poczułem się o wiele lżej na duchu. Mój spędzający sen z powiek problem został wreszcie rozwiązany.

*****

 

- Mariusz, mam do ciebie interes – odciągnąłem go na bok. Czekaliśmy na rozpoczęcie lekcji, a Mariusz jak zwykle przeglądał zeszyty i uczył się intensywnie, bo w domu nie zawsze miał okazję. Znajomość z Agnieszką pochłaniała mu mnóstwo czasu.

- No, co tam?

- Nie masz czasem za dużo forsy?

- A ile ci trzeba?

- A ile możesz pożyczyć?

- Ale powiedz, ile ci potrzeba?

- Tak ze trzy tysiące.

- Nie ma sprawy, jutro ci przyniosę.

- Dobra, dzięki! Ta znajomość z Teresą kompletnie mnie zrujnuje. Ciągle „Hortex” i kino, a szmal topnieje.

- To co, chodzisz z nią?

- Ja wiem? Na razie tak się spotykamy. Zaprosiłem ją na studniówkę, to wypadałoby się spotykać międzyczasie. A co potem będzie, to się okaże. Na razie nie chcę się specjalnie angażować, ani robić sobie żadnych nadziei. W sumie to niewiele o niej wiem. Ale buzi daje.

- E, jak daje, to nie jest źle.

- Tak mówisz?

- No pewnie.

- A co u Agniesi?

- Agniesia była w szpitalu, mówiłem ci?

- Nie, a co się stało?

- W niedzielę po południu dostała nagle krwotoku i zemdlała. Dobrze, że Gośka z matką były w domu. Zaraz zadzwoniły po pogotowie. Ale już jest w domu, wczoraj wróciła.

- No i co to było?

- Wiesz, ja się tam nie dopytywałem, bo mi głupio było, ale dostała okres i to z tego. Pierwszy raz jej się coś takiego zdarzyło.

- Hmm… niedobrze. Pozdrów ją ode mnie.

- Dobra.

- A tę forsę oddam ci jak stary weźmie wypłatę. Jeszcze nic mi nie dał w tym miesiącu. Nie chciałbym, żeby sobie zapomniał.

- Dobra, nie ma sprawy. Stary dał mi „szczodroka” na nowy rok, od matuli też dostałem, nawet ciotka Tereska się szarpnęła. Zawsze taka sknera z niej była, co się jej nagle stało?

- Sumienie ją ruszyło.

- Albo jej Władek nagadał na spowiedzi.

 

*****

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
jelcz392 · dnia 23.11.2021 19:12 · Czytań: 221 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 4
Komentarze
Usunięty dnia 24.11.2021 23:22
Napisane w sposób naturalny i tak, że chce się czytać. Lekki tekst.
jelcz392 dnia 25.11.2021 20:18
Bo to jest kawałeczek mojego życia, taka mini autobiografia. Wchodzenie w dorosłość to chyba najbardziej ekscytujący etap życia każdego człowieka.
Dobra Cobra dnia 06.12.2021 15:35
Kawałek życia kawałkiem życia, ale to przeszkadza Ci w napisaniu dobrej opowieści.


jelcz 392,

A jakby tak trochę się zdystansować i dokonać śmiałych skrótów, wyławiając najważniejsze rzeczy, nawarstwienie problemów, ślepy tor, (gdzie bohater się myli), nieoczekiwany zwrot akcji, bla bla bla, drugi nieoczekiwany zwrot akcji i na koniec punkt kulminacyjny oraz następujące po nim szczęśliwie (lub nie, ale czytelnicy lubią bardziej te szczesliwe) zakończenie?

Ja wiem, że to niełatwe, jak się pisze jak było, ale tak to jest z magia opowieści, by stworzyć ja strawna i zaciekawiającą.

Stać Cię na radykalne cięcie?


Pozdrawiam,

DoCo
jelcz392 dnia 07.12.2021 14:09
Masz dużo racji, ale przyjąłem takie założenie, że przepisując moje wspomnienia z zeszytu formatu A-5, nie będę nic zmieniał w tekście. Ale kiełkuje we mnie taka myśl, żeby stworzyć wersję 2.0 i tutaj popuścić wodze fantazji. Kiedy to nastąpi? Sam jeszcze nie wiem, ale powiem Ci, że sam jestem ciekaw, co z tego wyjdzie.
Pozdrawiam!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
tetu
23/05/2022 22:31
Twój lekki, zwiewny utwór, przypomniał mi wiersz Teofila… »
tetu
23/05/2022 22:16
Wolnyduszku, ale ja niczego nie sugerowałam z tytułem, ani… »
Lilah
23/05/2022 21:49
Ano, taki tasiemiec mi wyszedł. Dziękuję, wolnyduchu.… »
JOLA S.
23/05/2022 21:08
Witaj Owsianko, czyta się z przyjemnością. Napisane oczami… »
wolnyduch
23/05/2022 21:02
Bardzo obrazowe pisanie, wręcz malarskie. Co do czerniny,… »
wolnyduch
23/05/2022 20:42
Ponoć są takie osoby, które potrafią dokładnie opisać… »
wolnyduch
23/05/2022 20:38
Fajna gra słów, najlepiej być sobą, choć wcale… »
wolnyduch
23/05/2022 20:36
Trudno komentować tak surrealistyczne obrazy, zatem powtórzę… »
wolnyduch
23/05/2022 20:31
Jak dla mnie piękny, wzruszający wiersz, choć sądzę, że… »
wolnyduch
23/05/2022 20:18
Wiersz pełen uroku, z kaliną w roli głównej i miłością w… »
wolnyduch
23/05/2022 19:58
Dobry wieczór Tetu Dobry trop, owszem. Tak chodzi o… »
Marian
23/05/2022 17:00
Marku, dziękuję za wizytę. Lilah, dziękuję za wizytę i… »
Lilah
23/05/2022 16:45
Żal mi się zrobiło owego sumiennego konsumenta, widać odwyk… »
Marek Adam Grabowski
23/05/2022 15:30
Już to komentowałem na innym portalu, więc tutaj jedynie… »
Kobra
23/05/2022 14:57
Ja także przeczytałam z mrówką... :) Gonady, kos - jaja?… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:26
Najnowszy:Lukasz112
Wspierają nas