Cały mój zgiełk cz.12 - jelcz392
Proza » Obyczajowe » Cały mój zgiełk cz.12
A A A

 

„… Zdaję sobie sprawę, że mój ostatni list nie był zbyt wesoły. A wszystko przez mój zły nastrój i chwilowe załamanie. No, ale wszystko wróciło do normy…

…Cieszę się, że wierzysz we mnie. Nigdy nie zawiedziesz się na mnie. Na pewno! Wiem, że to wszystko słowa, ale te słowa mają pokrycie w czynach. Kocham Cię ogromnie i nikt nie zastąpi mi Ciebie. POTRZEBUJĘ CIĘ BARDZO, BARDZO… Bez Ciebie nie wyobrażam sobie dalszego życia. Jesteś dla mnie najważniejszą i najdroższą osobą na tym świecie. Uwierz mi! Kocham tylko i wyłącznie Ciebie. W naszym przypadku zaufanie odgrywa ogromną rolę. Dlatego też musimy sobie nawzajem ufać, bo tylko w taki sposób nasz związek przetrwa. Wierzę, że nie zawiedziesz mnie i zawsze będziesz ze mną. Wszystko przetrwamy i będziemy razem. WIERZĘ W TO BARDZO GŁĘBOKO!...”

Kaśka pisała coraz to gorętsze listy, przepojone uczuciem, ja odpisywałem w tym samym tonie, wyrażając ogromną tęsknotę i ból rozdartego z powodu odległości serca, ale… Było właśnie to „ale”. Nie wiem, czy sprawiła to wiosna, która jest początkiem nowego życia w przyrodzie, sprawczynią narodzin wielu nowych uczuć?  Czy też może obudziło się we mnie zwykłe pożądanie, na widok dziewczyn, które zrzuciły zimowe okrycia i kusiły mężczyzn swymi wdziękami? Fakt  faktem, że zacząłem myśleć o tym, by znaleźć sobie kogoś na miejscu. Kochałem Kaśkę, ale ta wieczna rozłąka osłabiała tę miłość. Pragnąłem kobiety nie tylko raz na miesiąc, ale choć raz na tydzień. Nie pisałem Kasi o tych moich rozterkach, bo nie chciałem jej martwić. Sam dobrze nie wiedziałem, czego właściwie chcę i tylko ja mogłem rozwiązać ten dylemat i pomóc samemu sobie. Wiedziałem też, że moje wahania znikną, gdy tylko wezmę Kaśkę w objęcia, gdy poczuję bliskość i zapach jej ciała…

 

*****

Końcem maja wybrałem się do Barcina na parę dni, dokładnie prawie na cztery. Wykorzystałem wszystkie urlopy i przepustki jakie miałem. Maciek przypilnował, żeby Paker podpisał raport i pojechałem. Pomyślałem, żeby oświadczyć się rodzicom Kaśki. Wiedziałem, że to jeszcze do niczego nie zobowiązuje, ale chciałem by wiedzieli, że mam poważne zamiary. Poza tym liczyłem na to, że Kaśka będzie mogła przyjechać potem do Rzeszowa i że mój stary będzie mógł ją poznać, co i tak stało by się prędzej czy później.

Całe te oświadczyny były dla mnie wielką zmorą. To bardzo dziwne i deprymujące uczucie mówić obcym ludziom, z którymi zamieniło się w ciągu kilku wizyt zaledwie parę zdań, że bierze się ich córkę za zonę. Na dodatek rodzice Kaśki pracowali na dwie różne zmiany i musiałem oświadczać się dwukrotnie: rano mamie, a wieczorem ojcu. Szczególnie bałem się jej ojca, zupełnie nie Wien czemu? Musiałem też trochę skłamać, że niby mój ojciec wie o wszystkim. Tak naprawdę to dopiero miał się dowiedzieć. Ale wolałem poinformować go dopiero o fakcie dokonanym niż o zamiarze jego dokonania.

Przez te kilka dni kochaliśmy się z Kasią jak szaleni. Nie patrzyliśmy na to, czy jest dzień czy noc. Spaliśmy ze sobą całkiem legalnie, tzn. jej starzy nic na ten temat nie mówili. Zresztą warunki lokalowe nie pozostawiały wyboru. Teoretycznie mogłem spać w pokoju Kasi na podłodze, ale nikt przy zdrowych zmysłach by w to nie uwierzył. Bardzo odpowiadało mi to ich luźne podchodzenie do sprawy. Nie ma bowiem wspanialszej rzeczy od nocy spędzonej z ukochaną osobą, gdy nagie ciała stykają się ze sobą i ogrzewają nawzajem. To niby taka zwykła rzecz, a tak cieszy… Demokryt powiedział, że spośród rzeczy przyjemnych te radują najbardziej, które zdarzają się najrzadziej. I miał chłop świętą rację, chociaż żył bardzo dawno temu. Warto było potęsknić trochę, przeżyć nieco rozterek, by potem być autentycznie szczęśliwym i zadowolonym z życia.

Z powrotem wracałem trochę stopem, trochę koleją, z racji strajku na tej ostatniej. Na szczęście były to jakieś regionalne strajki i na południu Polski pociągi jeździły. Ale że lubię jak dzieje się coś ciekawego i trzeba trochę pokombinować, byłem więc w swoim żywiole. Szkoda tylko, że przez ten strajk musiałem przyśpieszyć swój wyjazd od Kasi, by zdążyć na czas do jednostki.

*****

„…Te cztery dni spędzone razem z Tobą były najcudowniejszymi chwilami mojego życia. Przy Tobie czułam się bezpiecznie. Jesteś najdroższym mi człowiekiem. Kocham Cię do szaleństwa. Zawsze pragnęłam być kochaną i Ty o tym wiesz doskonale. Nie przypuszczałam, że kiedyś ktoś będzie chciał dzielić ze mną swoje radości i smutki. Nie masz pojęcia, jak bardzo się cieszę, że mam Ciebie. Jesteś jedyną osobą na tym świecie, która podarowała mi tyle serca i dobroci. Dlatego też obdarzyłam Cię ogromną miłością i zaufaniem. Ufam Ci bezgranicznie. Wierzę, że nigdy nie zawiodę się na Tobie, a Ty  na pewno nie zawiedziesz się na mnie. W uczuciach jestem bardzo stała. Kocham Ciebie i nigdy nie będę kochać innego. Naprawdę! Wiesz dobrze, że poza Tobą nie widzę nikogo innego. Sam mi to zresztą powiedziałeś.

Piotrusiu, muszę jeszcze coś Ci powiedzieć. Otóż jesteś wspaniały w łóżku. Naprawdę! Kochając się z Tobą poczułam się w pełni kobietą. Tak właśnie wyobrażałam sobie prawdziwe współżycie dwojga kochających się wzajemnie ludzi. Trudno wyrazić słowami moją radość. Jesteś cudowny. Wiem, że co do mnie, to muszę się jeszcze wiele nauczyć, ale postaram się podszkolić w tych sprawach…”

*****

- Kiedy byłeś ostatnio u mnie? – zapytała Agnieszka, gdy usadowiłem się już na kanapie z filiżanką kawy w ręce.

- Ohohoho, a może i dłużej… Pewnie jeszcze w zeszłym roku. Widzisz? Nawet nie ma kiedy wpaść do starych znajomych i pogadać trochę.

- Mów, jak ci tam leci?

- Teraz to już nie jest źle. Można powiedzieć, że odżyłem. Ale na początku to przeszedłem istną szokoterapię. Teraz nawet nie da się tego opisać, a komuś, kto nie był w wojsku ciężko jest sobie wyobrazić, do czego zdolny jest człowiek, jak potrafi zmieszać innego z błotem, upodlić go.

- Wierzę ci, Ziba. Mój Mariusz też przeszedł coś takiego, tyle że ma już teraz spokój, bo się uczy. Ale zaraz na samym początku, przed przysięgą, widziałam po jego minie, co musiał przejść. Tylko że nie chciał mi o tym mówić, żeby mnie nie martwić, bo pewnie zaraz bym się popłakała, a on razem ze mną.

- No, a mój stary usilnie pchał mnie do wojska. Dobrze, że nie posłuchałem tego starego capa.

- A twój stary jak tam?

- Wiesz, stwierdziłem, że robi się coraz głupszy i beznadziejny na starość. Z nim to już w ogóle nie można pogadać. Chwilami to mam ochotę mu przypieprzyć.

- Coś ty, nie mów! Aż tak źle?

- Za dobrze to nie jest. Żebyś widziała, jak się rzucał, gdy mu powiedziałem, że chcę się żenić z Kaśką w tym roku. Wspominałem ci chyba o tym?

- Zdaje się, że tak. I co, nie zgodził się jednak?

- A gdzie tam! Ale i tak go wyruchałem ostatnio i to bez mydła.

- No, coś tam znowu wymyślił?

- Byłem końcem maja u Kaśki. Pojechałem na parę dni, ale staremu nic nie mówiłem, żeby był zdrowszy. No i tak sobie pomyślałem, że można by się przy okazji oświadczyć.

- Nie mów! Naprawdę się oświadczyłeś?

- No, a ile mnie to nerwów kosztowało! Powiedziałem sobie, że więcej się już nie będę oświadczał.

- To gratuluję! A kiedy zamierzacie się pobrać?

- Nie wiem, Agnieszka, naprawdę nie wiem. W tym roku na pewno nie. Wszystko przez starego. Dobrze, że choć jej rodzice są inni, luźni. Choć z drugiej strony może zbyt luźni? Jak byłem teraz ostatnio, to spaliśmy sobie razem jak gdyby nigdy nic.

- A oni wiedzieli o tym?

- Wiesz, specjalnie nie trąbiłem o tym fakcie, ale musieli się domyślać.

- Może uznali, że skoro jesteście po słowie… Ale oświadczyny do niczego jeszcze nie zobowiązują. Zawsze można je zerwać.

- Wiem o tym. Chciałem jednak, żeby jej starzy wiedzieli, że mam poważne zamiary. No i może puszczą ją w czerwcu do mnie, do Rzeszowa.

- Kaśka jeszcze nie była u ciebie?

- Jeszcze nie. Szczerze mówiąc, trochę się boję.

- Dlaczego?

- Bo wiesz, ona ma zeza, a mój stary jak zobaczy, to znowu będzie pierdolił te swoje farmazony. I tak postawiłem go teraz przed faktem dokonanym. Powiedziałem, że się oświadczyłem i już. Nawet się specjalnie nie pluł.

- Nie martw się, Ziba. Najważniejsze jest to, że się kochacie, a starego olej i tyle. A stary Stopa myślisz, że jest lepszy? Taki sam.

- Te roczniki to chyba tak mają, tak trochę popierdolone w głowach.

- Całkiem możliwe. Już teraz nie jeżdżę do Mrowli ,ale to właśnie przez starego Stopę.

- To co on tam wymodził?

- Wiesz, z początku było o.k., ale gdzieś tak od Wielkanocy coś się popsuło. Masz pojecie, że nie spodobało mu się, że jak byłam u nich w kwietniu, to miałam na sobie takie zamszowe kozaczki? Chłop ze wsi, z takiej wiochy dechami zabitej i on dyskutuje ze mną o modzie! A mało tego, to powiedział ciotce Teresce, wiesz, jego siostrze, że przyjechała pani z miasta, że sramto, że owamto. A ciotka Tereska to największa plotkara we wsi. Już powiedziałam Mariuszowi, że jego starego olewam i że nie będę jeździć do nich na wieś. Szkoda mi tylko matki Mariusza, bo związała się z takim capem i teraz cierpi przez to, a fajna z niej kobieta. Do niej nic nie mam, tylko ze strony starego Stopy są takie france.

- To też macie niewesoło.

- Mariusz jak ma przepustkę, to teraz nie jeździ do domu. Przyjeżdża do mnie. No bo po co będzie jechał? Żeby go stary bardziej wkurzył? Zresztą oni w ogóle o nim nie myślą. Wyobraź sobie, że odkąd jest w Warszawie, to nic jeszcze od nich nie dostał. Ani pieniędzy, ani nawet jakiejś głupiej paczki. A jego kumple ciągle coś dostają albo przywożą wałówę  z domu. A jego starzy mają tylko Wiolunię- jędzunię, a Mariusz to już nie jest ich. 

- Czemu jędzunię?

- Nie bój się, z Wiolki też jest franca. Przez nia musimy siedzieć ciągle w domu, jak Mariusz przyjedzie.

- Dlaczego?

- Bo jakby go zobaczyła, to zaraz by powiedziała w domu. Ona jest zdolna do tego, nie bój się. Zresztą pełno tu się kręci tych wieśniaków i zaraz by donieśli staremu. Mówię ci, czasami to odechciewa mi się wszystkiego. Dobrze, że Mariusz się w nich nie wdał.

*****

Służba w miesiącach letnich to właściwie przyjemność w porównaniu z zimą. Często zapisywałem się w patrol z Bogusiem Kielarem albo z kimś z mojej „fali”. Na jednostce były teraz pustki po wyjściu do cywila całej pierwszej i części drugiej kompanii.

Którejś czerwcowej niedzieli miałem nocną służbę razem z Bogdanem na Nowym Mieście, rejonie przez nikogo nie lubianym. Nie było tam praktycznie żadnych możliwych dozorców, a koczowanie po klatkach schodowych nie było jednak zbyt wygodne. Snując się między blokami zauważyliśmy fiata mirafiori zaparkowanego tuż za przystankiem na Powstańców Warszawy. Samochód miał przemyskie numery, był otwarty i to wzbudziło nasze zainteresowanie. Jego zdewastowane wnętrze świadczyło o tym, że może pochodzić z kradzieży. Poszperaliśmy w nim jeszcze trochę i Boguś wziął dwa głośniki samochodowe, które ukrył w pobliskich krzakach. Miał zamiar zabrać je tuż po służbie. Potem zawiadomiliśmy dyżurnego, ale ten stwierdził, że nie było zgłoszenia o kradzieży takiego samochodu. Nie bardzo chciało nam się w to wierzyć, ale my byliśmy kryci i nic więcej nas poza tym nie obchodziło. Służbę zakończyliśmy w poniedziałek po czwartej rano. Pojechaliśmy do rejonówki na rozliczenie, a stamtąd Bogdan pojechał prosto na Nowe Miasto po te głośniki. Jakież było jego zdumienie, gdy stwierdził, że głośników już nie ma, chociaż od chwili ich ukrycia nie minęły więcej jak trzy godziny. Po południu znowu mieliśmy tam służbę i przetrząsnęliśmy dokładnie wszystkie pobliskie zarośla, ale głośniki wyparowały.

*****

Z niecierpliwością oczekiwałem na przyjazd Kaśki i równocześnie z niepokojem śledziłem rozwój wypadków na naszej wschodniej granicy. Rosyjscy celnicy przedłużali w nieskończoność odprawę celną, przez co potworzyły się ogromne korki sięgające Przemyśla. Zaczęły się różne rozróby, przepychanki, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach. Był to sygnał do powstania paniki na jednostce. Od razu wysłano prawie całą kompanię na granicę do pilnowania porządku. Modliłem się, żeby ominęła mnie ta przyjemność. Na szczęście Maciek był w temacie i zostawili mnie na miejscu. Cóż jednak z tego, skoro Paker podpisywał jedynie rap[orty dotyczące uroczystości rodzinnych? Już widziałem w czarnych kolorach moje spotkanie z Kasią, ale na szczęście zgodził się, żebym jeździł do domu między służbami. Było to trochę utrudnieniem, ale innego wyjścia nie było. Stary oczywiście kręcił nosem na taki obrót sprawy, ale niewiele mnie to interesowało.

Kasia przyjechała w sobotę, tuż po północy. Byliśmy tak bardzo spragnieni siebie, że jeszcze tej nocy, po przyjeździe do domu, kochaliśmy się gdzieś do trzeciej nad ranem, w moim pokoju, przy zapalonej pomarańczowej lampce- nastrojówce. Mogłem obserwować, jak pod wpływem doznawanych bodźców, zmienia się  wyraz twarzy mojej ukochanej. Wsłuchiwałem się w jej ciche pojękiwania, gdy jej biodra poruszały się w takt mych ruchów… Rano nie chciało mi się wstawać, ale nie miałem wyjścia, bo tego dnia szedłem na służbę na trzynastą. Poza tym hałas dobiegający z ulicy co chwila przerywał mi sen. Swój pokój oddałem do dyspozycji Kasi i mogłem tylko żałować, że mój ojciec ma takie konserwatywne poglądy na życie i przez to nie mogę spędzić z Kasią całej nocy.

Sobotnią służbę przesiedziałem w domu. Udało mi się to załatwić z dowódcą. Musiałem wprawdzie być na nasłuchu, ale liczyło się to, że obok siebie miałem Kasię. Wieczorem ojciec szedł do wujka na imieniny, a my mieliśmy parę godzin dla siebie, komfortowe sam na sam ze świadomością, że w domu jesteśmy tylko my i ojciec nie wejdzie niespodziewanie do pokoju. Niedziela wyglądała podobnie. Tym razem ojciec poszedł na imieniny do ciotki. Wykorzystaliśmy ten fakt bardzo skrupulatnie, a potem poszliśmy na wieczorno-nocny spacer po mieście. Kasia wyjeżdżała następnego dnia wieczorem i były to nasze ostatnie wspólnie spędzone godziny. Dlatego też po powrocie ze spaceru długo jeszcze nie kładliśmy się spać. W poniedziałek stary wziął sobie wolne w pracy, bo przecież musiał ugotować obiad. Dla niego jedzenie było rzeczą najistotniejszą. Dla mnie i dla Kaśki nie. Mogliśmy się bez niego dość długo obejść pod warunkiem, że mieliśmy siebie. Na szczęście ojciec nie siedział cały czas w domu i mieliśmy trochę czasu na nieco intymności.

*****

Chylące się powoli ku zachodowi słońce, pożegnało wraz ze mną Kaśkę. Pociąg zniknął za zakrętem, a ja powlokłem się do autobusu, by wrócić do jednostki. Miałem tego dnia nocną służbę i wiedziałem, że całą noc będę na nowo przeżywał te kilkadziesiąt chwil spędzonych z tą, którą bardzo kochałem. Ktoś powiedział, że radość jest krótka, ale poprzedza ją długa nadzieja, a po niej zostaje jeszcze dłuższe wspomnienie…

- Składowska, dom kultury WSK…- glos sierżanta Żukowskiego zaciągającego nieco z lwowska, nie zdołał wprowadzić mnie tego dnia w dobry nastrój, choć zwykle śmialiśmy się z kolegami z tego przekręcania wyrazów. – Jedna patrola stary cmentarz, Fornalska, hala targowa… Podwisłocze, centrum handlowe… Abramek, Zembroń, kryptonim 701.

- Kurwa mać! – zakląłem pod nosem. Nienawidziłem serdecznie tego rejonu, tak samo jak Baranówki IV – wyrzutni rakiet balistycznych, jak nazywaliśmy to osiedle.

- To co, działamy dzisiaj? – zagadnąłem Mariana, gdy wychodziliśmy z Sali odpraw.

- No, przydałoby się. Czas szybciej zleci.

- Dobrze, że dzisiaj tylko do pierwszej, bo inaczej to byśmy się tam zajebali.

W ponurych nastrojach poszliśmy na przystanek. Po chwili nadjechało „koło”. Ja miałem jeszcze przed oczami obraz Kaśki i godziny z nią spędzone, Marian myślał o kłopotach ze swoją dziewczyną. Tego wieczoru przydałaby się nam flaszka wódki zamiast służby, ale rzeczywistość była nieubłagana.

Na Powstańców Warszawy, koło akademików, wsiadło dwóch chłopaków, pewnie studentów, nieco podchmielonych. Od razu nas spostrzegli, gdyż staliśmy prawie na wprost środkowego wejścia. Jeden z nich, trzymający w ręku kwiatki stanął tuż koło mnie i zaczął coś ględzić uśmiechając się przy tym głupkowato i podtykając mi pod nos ten wiecheć. Powiedziałem mu grzecznie, żeby się odsunął, bo nie mam ochoty zawierać z nim znajomości, ale gość był nachalny. Zaczął podnosić mi ciśnienie. Ten drugi przykleił się do Mariana i też mu coś truł. Dojechaliśmy do skrzyżowania z Podwisłoczem. Oni podeszli do wyjścia, my też, bo tu mieliśmy swój rejon. Może gdyby ci dwaj tu nie wysiadali albo gdybyśmy byli w  lepszym nastroju, to machnęlibyśmy ręką na tych cwaniaczków i poszli w swoją stronę. Ale teraz tylko spojrzeliśmy na siebie i wskazaliśmy wzrokiem tego z bukietem w ręku. Cóż, sam sobie winien, po co nas zaczepiał? Już na zewnątrz poprosiliśmy go grzecznie o okazanie dowodu osobistego, ale facet zaczął zgrywać wielkiego cwaniaka. Chciał sobie ot tak po prostu odejść, a gdy wzięliśmy go pod ręce, zaczął się szarpać. Wzięliśmy go na bok, za taką budkę z warzywami, ale jemu najwyraźniej zależało na udokumentowaniu swojej siły, bo kwiatki oddał koledze, który oddalił się w kierunku akademików przy Cichej, a sam po krótkich słownych przepychankach też chciał sobie odejść. Niestety, przecenił swe siły, bo teraz nie mogliśmy mu pozwolić, żeby sobie po prostu poszedł, skoro nie chciał się wylegitymować. Poza tym zaczęli nas obserwować stojący nieopodal na przystanku ludzie. Jakby to wyglądało, gdyby podpity facet umknął dwóm silnym policjantom? Marian psiknął mu gazem po nosie, co go tylko rozjuszyło, bo zaczął drzeć mordę. Dostał więc jeszcze raz gazem, potem Marian gwałtownym ruchem oparł go o budę, aż zadźwięczała blacha, po czym delikwent „potknął się” i wylądował na ziemi. Marian założył mu nelsona, a ja wywołałem  przez stację dyżurnego, żeby podesłał nam radiowóz, żeby odwieźć tego pajaca na izbę. Gość próbował się uwolnić, ale Marian, choć mikry w wyglądu, miał trochę krzepy. Ludzie gapili się na nas, a ja wyglądałem niecierpliwie radiowozu. Tuż przed jego przyjazdem pojawił się kumpel tego gieroja i usiłował się z nami dogadać, ale o tym mógł pomyśleć wcześniej. Zresztą byliśmy z Marianem tak nakręceni, że o żadnym polubownym załatwieniu sprawy nie było nawet mowy. Nigdy jeszcze nie odwoziłem żadnego pijaczka na izbę i to był mój pierwszy klient. Trochę się rzucał, gdy panowie w białych kitlach poprosili go do przebieralni, ale ręcznik zarzucony na szyję i nieco skręcony, tzw. ręczny hamulec, szybko go utemperował.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
jelcz392 · dnia 27.02.2022 10:39 · Czytań: 263 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
jemioluszka
07/02/2023 22:21
Nie macie pojęcia jak to jest stać nad grobem. Wszyscy… »
jemioluszka
07/02/2023 22:09
Ballada o trupie. Zgoda. Czym jest Poeta dziś, jeśli nie… »
jemioluszka
07/02/2023 22:06
No i tak właśnie jest. Uchylasz drzwi do jakiejś prawdy... o… »
jemioluszka
07/02/2023 22:02
Tytuł i pierwsze dwa wersy uderzają świeżością i… »
jemioluszka
07/02/2023 21:57
Intymny obraz jakichś trudnych wydarzeń wyciosanych w słowa,… »
Darcon
07/02/2023 20:25
Hej, Marianie. To właściwie nie jest beletrystyka, tylko… »
mike17
07/02/2023 18:52
Dzięki, Wolny Duchu, za najwyższą ocenę i komentarz :)»
TakaJedna
07/02/2023 16:25
To jeszcze raz ja. Nie o stylu tym razem, a o treści.… »
Marek Adam Grabowski
07/02/2023 10:10
Częściowo domyślałem się przeszalenia, ale nie byłem pewien,… »
mlodepioro
07/02/2023 09:41
Dziękuję za komentarz. :smilewinkgrin: Ile osób, tyle… »
Marek Adam Grabowski
06/02/2023 17:08
Jeśli chodzi o samo pióro to jestem zadowolony. Piszesz… »
Woland
06/02/2023 07:17
Mocno nijakie, zgodzę się ;) »
Woland
06/02/2023 07:16
Dziękuję za wskazówki i ocenę :) :) Dziękuję… »
Marek Adam Grabowski
05/02/2023 21:47
Oj, byłeś, byłeś. Natomiast tutaj chyba nie byłeś (a… »
AnDob
05/02/2023 17:43
Bez cudu to się nie spotkają jeszcze raz »
ShoutBox
  • Yaro
  • 07/02/2023 22:00
  • Witaj Michał! Pozdrawiam serdecznie:)
  • mike17
  • 07/02/2023 18:48
  • Witam wszystkich i pozdrawiam serdecznie po baaardzo długiej nieobecności :)
  • TakaJedna
  • 03/02/2023 12:41
  • Chyba muszę wymienić okulary ;) (to żart oczywiście). Pozdrawiam
  • Wiktor Orzel
  • 03/02/2023 11:45
  • Jak miło widzieć dobrze znane twarze!
  • zawsze
  • 02/02/2023 18:34
  • Tak, też się do tego uśmiecham, choć ostatnio mnie tu mało i bardzo mało :)
  • Tjereszkowa
  • 30/01/2023 18:28
  • Super znajome nicki znaleźć!
  • Szymon K
  • 30/01/2023 13:19
  • Polecam ksiązkę,
  • zawsze
  • 29/01/2023 22:51
  • Tjereszkowa! jak miło Cię tak po latach :)))
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas