Proza » Groteska » Zmiot
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Krzyczę te słowa w myślach. W pęd. W pędzie. Rozrzucam je, ciskam w nicość, niebyt, niczym oszalały rolnik, co sieje ziarno do wnętrza wulkanu.
Wiem, że absolutnie nikt ich nie zrozumie, nie schwyci, nie odczyta, nie pochyli się, nie postara się pojąć, żaden człowiek...
Choroba jasna, co ja bredzę — przecież nie ma już ludzi. A przynajmniej Ziemian.
Jeszcze nie do końca dotarło, że właśnie byłem świadkiem trwającej ledwie kilka (szalonych i armagedonicznych) minut zagłady rodzaju ludzkiego, cywilizacji, więcej: całej planety.
Drze, wyje, rozszarpuje mnie lot, przestrzeń, przestrzał, duszne pustkowie, potworna i absolutnie nieludzka czerń, próżniaaaaa...
Nie drę się "ratunku" gdyż wiem, że to moje ostatnieee... Kto, u licha, mógłby wybawić z arcychujowego położenia, uratować przed niechybną śmiercią, uduszeniem się, rozpadnięęęę...?
Nikt, a nawet mniej, niż nikt. Nie ma takiego boga, który byłby w stanie przyjść z pomocą zmieniającemu się w lodową bryłę "jeszcze-chyba-człowiekowi"...
trzymam się, dosłownie, kurczowo, choć zdaję sobie sprawę, że nie ma po co, to z góry przegrana gra, niepotrzebnie próbowałem się ratować, głupi, atawistyczny instynkt przetrwania kazał mi zachować się irracjonalnie, podjąć choć próbę ocalenia się, ucieczki przed niszczycielską siłą... wąsów.
I zrobiłem to, w zasadzie bezmyślnie, nie zastanawiając się (niby kiedy miałem mieć czas na jakiekolwiek przemyślenia?) ani sekundy przywarłem do giry najgorszego z wrogów, śmiertelnego nieprzyjaciela całego znanego mi świata — i uleciałem z nim. A raczej dałem się porwać. Pędowi, antygrawitacji. Susowi. Razem z panem kończyświatem skoczyłem w ciemność. W bezludzie.
I lecę, dusząc się, spadam chyba na samo dno przestrzeni kosmicznej...
Nie słyszycie tego co wrzeszczę, gardłuję myślowo, wyjękuję wewnątrz głowy... mamo, tato, Przemeeek... Karolina, Patryk... Nawet, gdybyście posiedli zdolność telepatii — z oczywistej przyczyny nie bylibyście w stanie odczytać tych chaotycznych myśli... Umarliście, szlag waz trafił razem z całą planetą... Jezu żesz mać...
Kto wiedział, któż u diabła mógłby przypuszczać, że za waszego życia nastąpi nasza.... nastąpi wszechśmierć, będzie miało miejsce... totalne zniszczenie, hiper-kurwa-destrukcja, przy której barbarzyństwa II Wojny Światowej zdają się tragedyjką kilkuletniego dziecka, któremu rozpruł się miś.... pluszowy.... pod pachą...
I że zrobi to, skurczysyn, wąsami! Do tego — gdzie?! W samym centrum poczciwego Rejewa, na przytulnym, swojskim, cieszącym oko Placu Wolności, w otoczeniu pięknie odremontowanych kamieniczek z XIX wieku... wśród nas, zwykłych, kuźwa, ludzi, szarych zjadaczy chleba z pasztetową, że nie w Białym Domu, czy na Kremlu się objawi, sprzątacz pieprzony, że bez trąb, jeźdźców apokalipsy, ogni, plag, dżum, trądów będzie.... że, kurde, wąsami...
Stałem jakby nigdy nic w tłumie, kebsa se żarłem, z głośników leciała muzyczka, chyba Sannah, czy inna młodsza ode mnie niunia, coś tam piałą, gówniara, oczywiście nie na żywo.... Jezu — w ogóle jej tam nie było, leciał, był odtwarzany utwór... rozbiegówka, przedwystęp...
Na scenie — ludzie-tło, nastolatki z żółtymi balonikami, proporczykami, flagami, flażkami, już-już zbierała się główna wykonawczyni, gotowała, by wyjść i zacząć zabawiać zgromadzonych swym pieniem, sama Gosia Andrzejewicz miała wystąpić... aż tu nagle na sam środek sceny wbija siwawy i zarośnięty jak nieboskie stworzenie chłop w roboczym ubraniu, w drelichach z kieszeniami, łapie za statyw, przyciąga do siebie i zaczyna perorę.
Oho — myślę — wariat, może będzie to samo co w Gdańsku ze świętej pamięci prezydentem Adamowiczem, tylko patrzeć jak zaatakuje, walnie kogoś nożem, albo wyciągnie broń...
Zanim zorientowali się i choćby spróbowali do niego podlecieć ochroniarze — zaczął... trzepać. Wąsiska miał... ciągle ma — sarmackie, szlacheckie, sumiaste, nad wyraz dorodne, do tego pożółkłe od papierochów jak u Szymona Kobylińskiego.
Mówi donośnie, że wypełniły się dni i przychodzi wam teraz zginąć, latem, poezję cytuje, skubaniutki, i zaczyna ruszać górną wargą. Krzyczy coraz głośniej, że jest jedynym wykonawcą wyroku apokalipsy, tak, dokładnie, mało gramatycznie powiedział, że czas Ziemi, ludzkości, cywilizacji, czas drzew, kotów, rozwielitek, samochodów i w ogóle wszystkiego co znamy, definitywnie dobiegł końca i... żegnajcie, śmiertelnicy.
Nikt nie zdążył się dobrze zaśmiać z typowej paplaniny urojeniowca — bo takie jego monolożysko sprawiło wrażenie — jak przekonaliśmy się, że to nie wymysły chorej głowy.
Schylił się pan dewastator planety, cyngiel-wykonawca wyroku na całym globie — i zaczął łomotać. Młócił jak oszalały wąsiskami, jak żelaznym cepem, aż drzazgi zaczęły furkotać, deski sceny migusiem poszły w driebiezgi.
Coraz szybciej, wykrzykując gorączkowe pożegnania, łomotał. W przeciągu góra minuty roztłukł całą scenę, dwóch cherlawych ochroniarzy o iście nieochroniarskich sylwetkach.
Im szybciej bił w ziemie, tym większe i groźniejsze, bardziej niszczycielskie stawały się jego wąsy.
Ludzka breja zafurkotała w powietrzu, rozerwane ręce, nogi, głowy, strzępki korpusów wzbiły się pod niebo.
Gszaf! Gszaf! — bił wącholami śmierci, bezlitosny koniecświaciarz. Ledwiem zdążył go dopaść, schwycić za lewą nogę, spróbować powstrzymać — jak zobaczyłem, że już po ptokach, za późno na wszystko, nie ma czego bronić.
Najpierw poczułem jak ziemia polska, europejska, ojczysta pęka mi pod stopami, potem — nie bez zgrozy dostrzegłem walące się wokoło kamienice, pomniejsze budyneczki, wzbite w górę cegły, betonowe kręgi z wyrwanych studni, wprawione w ruch rury kanalizacyjne, karoserie aut, wreszcie: całe kwartały, osiedla zmuszone do lotu.
Potworne, ziejące czeluści otworzyły się pod nami, tłuczony, chłostany świat poddawał się pod gradem ciosów.
Skuliłem się, co by nie zostać obryzgany lawą, przywarłem do giry łobuza, który mi matkę Ziemię, bez dania racji, dosyć drastycznie zamordował.
Nie śmiałem się ruszyć, zresztą — nie ma chyba w realnym świecie takiego kozaka, herosa, Jamesa Bonda, który, gdy trwa w najlepsze pandemonium, byłby w stanie walczyć.
Jak, ludzie święci, bronić kraju, kontynentu, Błękitną Planetę ocalać, jak ci nagle, zasłaniając przez moment całe niebo, nad głową przelatuje Afryka?
Ogłuchłem, chyba definitywnie — taki był łomot wąsisk, tak ryczały rozbryzgiwane oceany, łamane niczym zapałki wulkany, taki szedł syk od hektolitrów płynnych skał gaszonych w powietrzu.
Wieżowce jęczały zderzając się z Pirenejami, Appallachami, skorupa ziemska zmieniona pod wpływem ciosów w cienką skorupkę jajka, kruszyła się.
Zmrużyłem oczy, by nie patrzeć na dziesiątki, potem — setki zachłostywanych na śmierć, Bogu ducha winnych ludzi.
Kto mógł — krył się, uciekał, desperacko starał się ocalić. I kończył życie, raz a dobrze smagnięty żółtymi od tytoniu batożyskami.
Gdy zorientowałem się, że nie ma już Ziemi, gdy pękła moja kochana planeta... matka... trzasnęła jak słabej jakości kondom... gdy tylko dotarło do mnie, że dryfuję razem z ziemiobójcą w przestrzeni kosmicznej... na ile miałem sił — wcisnąłem mu nos i usta do jednej z kieszeni. Tam ostało się troszeńkę powietrza... starczy na parę płytkich wdechów.... Kosmos to naprawdę duszne i zimne miejsce... niedługo pewnie uduszę się, zamarznę i odpadnę od ciała... od nogi potwora, co ma wygląd średnio rozgarniętego ciecia...
Na razie — lecimy. Gdzie? Pewnie dalej apokalipsić, psuć, rozmłócać inne planety, sprowadzać katastrofy na kolejne Ziemie...
Tlen, tlen się kończy... a miała wystąpić Gosia Andrzejewicz... kebab mi stanął w gardle, prawie się zakrztusiłem piwem.... Nie mogę uwierzyć, że to się faktycznie odpier... Gosia...

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Florian Konrad · dnia 01.03.2022 16:22 · Czytań: 279 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 4
Komentarze
Darcon dnia 01.03.2022 16:24
Cytat:
Nawet, gdy­by­ście po­sie­dli zdol­ność te­le­pa­tii — z oczy­wi­stej przy­czy­ny nie by­li­by­ście w sta­nie od­czy­tać tych cha­otycz­nych myśli...


I tu się, Florianie, zgadzamy.

Pozdrawiam.
Florian Konrad dnia 02.03.2022 14:09
Spoko, przyjmuję krytykę. Choć trochę wstyd nie zrozumieć tego opowiadania.... :)
Marek Adam Grabowski dnia 08.03.2022 10:18 Ocena: Świetne!
Kurdę, świetne! Myślę, że chaos jest tutaj zamierzonym zabiegiem.

Pozdrawiam
Florian Konrad dnia 12.03.2022 00:44
Dziękuję i również pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Marek Adam Grabowski
25/06/2022 15:19
Ciekawe i dobrze napisane opowiadanie. Oddajesz magiczny… »
KatarzynaKoziorowska
25/06/2022 14:35
Poetycka wirtuozeria. Nic dodać, nic ująć. Gratuluję… »
KatarzynaKoziorowska
25/06/2022 14:31
Wiersz zasługujący na uwagę. Pełen bólu i smutku, lekko… »
KatarzynaKoziorowska
25/06/2022 08:43
Oj. Początek jest mocny. Wiersz wzbudza zainteresowanie i… »
Yaro
24/06/2022 22:40
3maj sie:) »
Yaro
24/06/2022 22:38
Wszystko każda rzecz ma nazwę i twarz... :) »
Materazzone
24/06/2022 17:58
Przypominam, że wiersz wcale nie musi się rymować,… »
Materazzone
24/06/2022 17:55
Erotyk dla dzieci. Ciekawe, nie powiem choć zbyt mocno… »
Materazzone
24/06/2022 17:52
Nie pasuje mi czwarty wers. Jakoś tak nie wybrzmiewa,… »
Materazzone
24/06/2022 16:37
Dzień dobry wszystkim. Rozwiążę wasz spór, choć omyłkowo… »
Jacek Londyn
24/06/2022 13:47
Dobra Cobro, dziękuję za komentarz i dobre słowo. Tekst… »
wolnyduch
23/06/2022 23:45
Bardzo sympatyczny wiersz dla poprawy humoru, dobrego dnia… »
wolnyduch
23/06/2022 23:42
Bardzo fajny wiersz, jak dla mnie wcale nie jest… »
EDyta To
23/06/2022 22:52
Też mam słabość do gwiazd i księżyca. Bardzo, bardzo mi się… »
wolnyduch
23/06/2022 22:30
Dla mnie ten tekst jest świetnie napisany, taki lekko… »
ShoutBox
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
  • Dobra Cobra
  • 10/06/2022 16:14
  • I dopiero teraz piszesz?
Ostatnio widziani
Gości online:28
Najnowszy:ilustratorka
Wspierają nas