Niszczyciel dziecięcych marzeń - Dark
Proza » Historie z dreszczykiem » Niszczyciel dziecięcych marzeń
A A A

Obudziłem się.

Byłem cały spocony, miałem drgawki i chciało mi się pić. To nawet za mało powiedziane: pragnąłem pochłaniać wodę litrami. Docierały do mnie dopiero pierwsze oznaki przebudzenia się, nic nie widziałem, bo było ciemno, a myśli jeszcze nie ułożyły niczego w logiczną całość. Zamrugałem i pot spłynął mi do oczu, nie pozostawiając nawet cienia szansy na przetarcie go. No właśnie – ręce miałem tak zesztywniałe, że praktycznie nie mogłem nimi poruszać. Próbowałem przez chwilę podnieść prawą, ale zrezygnowałem, bo znowu zacząłem odlatywać. Głowa przechyliła mi się w lewo i policzek wylądował na czymś twardym i przemokniętym. Kiedy zmysły zaczęły wracać na właściwe tory, dotarło do mnie, że tu, gdzie się znajduje, wcale nie jest przyjemnie. Przestraszyłem się na chwilę i poderwał się do góry, jak gdyby przyśnił mi się koszmar w środku nocy. Niewiele różniło się to od prawdy, pomijając fakt, że na co dzień przy wstawaniu nie uderzałem głową o sufit. Opadłem z powrotem na swoje miejsce i dopiero teraz do moich nozdrzy dotarł przeraźliwy smród. Było to połączenie moczu, gówna i stęchlizny.

Zacząłem wydawać z siebie jakieś dźwięki, krzywiąc się z bólu. Jeszcze nie czas na przemyślenia. Na razie czułem się, jakbym za minutę miał umrzeć w męczarniach, smrodzie i przygnębieniu. To z kolei za dużo powiedziane. Na ten moment nie byłem w stanie odróżnić jawy od snu. Dreszcze nasilały się z sekundy na sekundę, a kiedy ręce w końcu puściły, objąłem się nimi przybierając pozycję embrionalną. Teraz wyraźnie słychać było szczękanie moich zębów i dźwięki wydobywające się przepony; coś na miarę żałosnych pojękiwań przy fatalnym seksie z kobietą, która nie spełnia naszych oczekiwań na żadnej płaszczyźnie.

Muszę się czegoś napić. Mam cholernego kaca, być może jest to już stadium delirium.

W ten sposób nazywaliśmy z kumplami kaca moralnego następnego dnia po udanej imprezie. Nigdy nie odczuwałem go tak dosadnie jak teraz, ale nigdy też nie miałem problemu z koncentracją na tak zaawansowaną i szeroką skalę. Myśli były jedną wielką karuzelą, pomijając fakt, że póki co prawie kompletnie nic z nich nie wynikało.

Znajduję się w pokoju mojego młodszego brata, który ma 6 lat i śpi jeszcze na piętrowym łóżeczku z drabinką, bo sprawia mu to frajdę.

Jestem w jakimś stopniu zadowolony z siebie, ponieważ udało mi się w końcu coś połączyć w całość. Fakt, iż nie mogłem się wyprostować (łóżko było wysokie, więc znajdowało się blisko sufitu) z tym, że nie musiałem się niczego obawiać, bo przecież znajdowałem się we własnym domu. Pozostawała jeszcze kwestia tego, że skoro już mowa o konkretach to...

– Zmoczyłem się – wypowiedziałem te słowa niewyraźnie, bulgocząc, w dodatku sam do siebie. W niektórych okolicznościach zawodziłbym ze śmiechu ze znajomymi po takiej puencie, lecz nie teraz i nie w tym momencie. Załamany głos, jaki z siebie wydobyłem, tylko pogorszył sytuację, która – wydawać by się mogło – wracała przez chwilę na właściwe tory.

Pot zaczął spływać po mojej twarzy, a krople opadając, powodowały delikatne stukanie. Przecież niemożliwe jest, żeby materac wydawał tak słodkie dźwięki, prawda, misiu?

Byłem teraz w innym świecie i do mojej głowy przedostały się obrazy porno, brutalne, zniewieściałe i nieodpowiednie na ten moment. Przypomniałem sobie czasy, w których spędzałem chwile ze swoją dziewczyną, kiedy godzina wahała się już w granicach pierwszej, drugiej w nocy.

Przecież teraz jest podobna pora.

Musi być, skoro widoczność jest tak słaba, że nie zobaczysz nawet swojego kutasa, który prawdopodobnie właśnie wybrał się w podróż swojego życia! – Był to głos w mojej głowie, lecz zbił mnie znowu z tropu, przedstawiając w brutalny sposób kolejny suchy fakt, który niewątpliwie miał miejsce.

Totalna ciemność i cisza. Oprócz tego praktycznie brak świeżego powietrza, jakiegokolwiek dopływu z zewnątrz. Pokój musi być chyba dokładnie zamknięty, każde okno z osobna, mimo że przecież jest lato. A przynajmniej tak mi się wydawało. Mrugałem, marszczyłem brwi i skręcałem się z bólu w dalszym ciągu. Pomijając fakt, że w głowie przetrzymywałem jedno wielkie ogniwo bólu, dodatkowo ręce i nogi zesztywniały mi do tego stopnia, że zacząłem w nich łapać skurcze. Wykręcało mnie z boku na bok, a ślizgając się po tym, na czym leżałem, powodowałem nieprzyjemne dla ucha odgłosy – coś na miarę ubijanej kapusty w beczce.

Wydawało mi się, że krzyczę, ale długo to nie potrwało. Wymiociny podeszły mi do gardła i zacząłem jedynie charczeć, zwiększając w ten sposób ilość brudu, w którym się kąpałem, od kiedy tylko się obudziłem. Teraz waliłem głową o podest, a wymiociny tryskały we wszystkie strony, wylatując już nawet z nosa, rozbryzgując się i wpadając do oczu, na które i tak nic nie widziałem. Czułem się koszmarnie.

Opadłem bez sił na wznak z otwartymi oczami i stwierdziłem, że ma dosyć – w znacznie trzeźwiejszy sposób niż do tej pory. Skurcze minęły poza jednym; wzwód nadal tkwił między moimi nogami, co wywołało u mnie niespodziewany atak śmiechu.

– Ja pierdolę – te słowa dało się zrozumieć. Opisywały w najlepszy sposób absurd, w jakim się znalazłem.

Zacząłem odpływać i powoli z powrotem zamykać oczy. Lepiły się od całego tego syfu, jaki z siebie wydobyłem, lecz nie to było teraz ważne. Sny przelatywały mi już przez wnętrze, powodując uczucie, jak gdyby dusza opuszczała w jakiś sposób ciało. Pojawiło się kilka drgawek, po czym zasnąłem i ocknąłem się dopiero kilka godzin później.

Pierwszym, co poczułem po ponownym przebudzeniu się, był zapach mydła i oliwki dla dzieci. Smród, który wcześniej obejmował pomieszczenie, zniwelowany był do granicy, w której dało się go znieść. Zdecydowanie było jaśniej i wygodniej, choć nadal niezbyt komfortowo. Kilka mrugnięć powiekami i znalazłem się z powrotem w świecie żywych.

– Niech to szlag – podnosząc się, zakląłem i zacząłem pocierać ręką tył głowy. Tym razem nic nie utrudniało ruchów i nie istniała już magiczna bariera, która powstrzymywała mnie, gdy próbowałem się podnieść. Wszystko dookoła jeszcze wirowało i nie sposób było stwierdzić, gdzie dokładnie się znajduje. Na pewno w innym miejscu niż poprzednio, tego byłem pewien. Po jakimś czasie tkwienia w bezruchu spróbowałem rozejrzeć się dookoła. Byłem odwodniony i przeraźliwie głodny, szukałem w pobliżu czegokolwiek, co mógłbym dosięgnąć i pochłonąć. Niech to będzie cokolwiek, napiłbym się nawet wody, którą podlewa się kwiatki, stojącej w butelce na parapecie.

Gdy obraz nabrał nieco ostrości, spostrzegłem, że leżę na dywanie w pokoju z zasuniętymi zasłonami. Był to z pewnością mój dom, lecz nie pomieszczenie z piętrowym łóżkiem. Obok stała wersalka otwierana na stare, żelazne zawiasy, pod którą trzymało się przeważnie pościel i poduszki. Niewątpliwie kiedyś mogły się tam znajdować, lecz teraz ujrzałem jedynie obraz, który zwalał z nóg.

Dobrze, że i tak leżę – pomyślałem, po czym wstałem i wpatrywałem się w łóżko z niedowierzaniem. Środek był w stu procentach miejscem, w którym wcześniej leżałem. Nie istniało teraz żadne wyjaśnienie, które nakierowałoby mnie na jakieś wyraźne spostrzeżenie na temat tego, dlaczego tam się znalazłem. Nie w tym momencie, nie w tej chwili. Głowa bolała mnie strasznie, cały byłem zdrętwiały i tak naprawdę ledwo trzymałem się na nogach. Zapach, który poczułem po przebudzeniu, znowu dostał się do moich nozdrzy. Chyba pora wyjść z tego pomieszczenia i zobaczyć, co dzieje się w dalszej części domu. Poczułem ogromny wstyd przed samym sobą, że doprowadziłem się do takiego stanu. Matka i ojciec prawdopodobnie w tej chwili kąpali młodszego brata i przygotowywali się do kolacji. Dlaczego zatem ja skończył w tak zniewieściały sposób...? Zadawałem sobie to pytanie, patrząc na odchody i wymiociny pomieszane z moczem i kurzem. Jakiś pająk przechadzał się w środku tego bagna, wyglądając na przerażonego faktem, w jakim stanie zastał swoje mieszkanie.

– Dosyć – zawyłem i obróciłem się na pięcie. O mały włos nie straciłem równowagi, przytrzymując się ściany. Byłem w fatalnym stanie, nie docierało do mnie co, gdzie i dlaczego.

Trzeba stąd wyjść, przeprosić i dowiedzieć się, co się stało.

Ruszyłem na drzwi i sięgnąłem za klamkę. Po otworzeniu ich, zapach zaczął być jeszcze bardziej intensywny. Wyraźny, czysty, jednocześnie plugawy. Nakierowywał mnie do łazienki, ale nie tylko. Wydawało się, że unosi się w całym domu poza pokojem w którym się znajdowałem. W głowie przetrawiłem fakt, że łóżko nadal jest otwarte, ale zlekceważyłem to i dałem nura naprzód. Poruszałem się, jakbym ręce i nogi miał w gipsie: sztywno i komicznie, jak dziecko, które obudziło się nagle w ciele dorosłego i nie nabyło jeszcze podstawowych funkcji poruszania się. Kierowałem się korytarzem do salonu, z którego dobiegał odgłos telewizora. W tyle zostawiłem łazienkę i kuchnię – miejsca, w których mógłbym doprowadzić się najpierw do porządku. Ale nie to było teraz ważne; zaczynałem czuć się coraz gorzej, być może potrzebowałem nawet pomocy lekarza. Przerażało mnie to coraz mocniej, a gdy byłem już na końcu korytarza, upadłem na kolana zaraz przed framugą drzwi, które otwarte były do wewnątrz. Zobaczyłem przed sobą tył kanapy, zza której oparcia wystawała głowa. Obraz w tej chwili rozmyty był na tyle, że nie mogłem stwierdzić, do kogo należała. Postać siedziała przed telewizorem i oglądała jakąś bajkę. Ekran z mojej perspektywy był do połowy zasłonięty, ale to musiała być już jedna z tych dobranocek, które rodzice oglądali z młodszym bratem przed położeniem go spać. To wyjaśniało też przygotowaną wcześniej kąpiel, której zapach wyczuwałem nawet w tym pokoju. No właśnie... Dlaczego?

Podniosłem się na nogi i zobaczyłem, że obok kanapy na stoliku znajduje się przenośna lodóweczka, w której ojciec przechowywał przeważnie piwo, oglądając w samotni mecze lub seriale. Jakby na znak, o czym właśnie pomyślałem, postać zaczęła przełączać kanały, szukając jakby tego jednego – odpowiedniego. Stałem jak zamurowany, nie mogąc się ruszyć, czując wstyd, jakiego w życiu jeszcze nie doznałem. Nie mogłem się odezwać ani wycofać, sparaliżował mnie ten migający obraz w telewizorze. Chwiałem się w przód i w tył, trzymając się framug; patrzyłem przed siebie i nic już nie widział, dopóki...

Obraz zatrzymał się na jakimś kanale pornograficznym. Trwało tam jakieś niezłe bzykanko, najgorsze, że dźwięk nawet nie był ściszony. Odgłosy rozchodziły mi się po głowie, która już wcześniej pękała z bólu. Teraz eksplodowała jeszcze dodatkowo, poruszona kolejną falą absurdu. Nie czułem się bezpiecznie, widząc, jak ręka postaci przede mną skierowała się w stronę lodówki na stoliku obok. Pomyślałem: proszę, nie rób tego, po czym obserwowałem dalej z niedowierzaniem zaistniałą sytuację. Nie wiedziałem aktualnie, czy znajduje się we własnym mieszkaniu; wszystko, niestety, na to wskazywało i tego też zacząłem się obawiać.

Lodówka rozchyliła swoje drzwiczki do góry, a to, co skrywała, przeszło wszelkie wyobrażenia, na jakie mogłem sobie pozwolić. Pokiwałem z niesmakiem głową, zaciskając usta w formie jakby błagalnej i jednocześnie nieprzewidzianej. Moje oczy patrzyły nań, jakby to była jakaś szeroko rozciągnięta po horyzont wolna przestrzeń – ślepo, nawet nie mrugając.

Mogłem domyślić się, żeby spierdalać stąd już na samym początku – zdążyłem pomyśleć, lecz akcja rozgrywała się dalej, a ja wciąż byłem jej świadkiem. Kimkolwiek była ta osoba przede mną, siedząca wygodnie na kanapie i oglądająca brutalne porno z elementami sado-maso, sięgnęła do lodówki nie po zimne piwo, lecz po zimną rękę. Rękę człowieka odciętą na wysokości łokcia; skrytą w lodzie i wodzie nasiąkniętej mydłem, aby prawdopodobnie zniwelować jej nieprzyjemne zapachy. Człowiek ów, który tę rękę posiadł, zaczął się nią masturbować. Wszystko przeobraziło się nagle w namacalny horror. Smród własnego ciała wydobytego z zapleśniałej wersalki, w której spędziłem kilka dni, dał się we znaki. Spojrzałem w dół i zobaczyłem, że cały jestem brudny i zakrwawiony oraz że schudłem jakieś dziesięć, piętnaście kilo. Co najmniej. Miałem na sobie ciuchy, których używałem na co dzień, przeważnie opięte – teraz wisiały jak na lalce lub strachu na wróble, którego ubierało się w zimowe kurtki, a pod spodem tak naprawdę kryły się tylko suche patyki. Wróble o tym nie wiedziały, tak samo ja nie uświadamiałem sobie tego do tej pory.Teraz gardło zacisnęło mi się tak, jakby ktoś potraktował je drutem kolczastym. Zacząłem się wycofywać – powoli, bez pośpiechu. Jęki i dźwięk z telewizora i tak zagłuszały wszystko, lecz zacząłem w końcu zachowywać się w sposób racjonalny. Wiedziałem, że muszę się stąd wydostać, bo od tego będzie zależało moje życie.

Zacząłem stawiać kroki do tyłu, nie odwracając ani przez chwilę głowy w kierunku tamtego pomieszczenia. Nie chciałem zostawiać go za sobą, nie byłem w stanie przewidzieć, co wydarzy się za moment. Prawą ręką trzymałem się boazerii, żeby nie stracić równowagi. Musiałem przejść przez całą długość korytarza, na końcu po prawej stronie znajdowały się drzwi wyjściowe; o ile będą w ogóle otwarte.

W połowie drogi minąłem swój pokój i kątem oka zobaczyłem, że łóżko, pod którym wcześniej się znajdowałem, znowu jest zamknięte. Stare zawiasy musiały puścić i opaść, powodując przy tym niemały hałas, lecz w odgłosach tych szaleńczych orgii, które rozchodziły się po całym domu, nic nie było nawet słychać. Pomyślałem wtedy, że skoro tak, to wcale nie muszę się przecież skradać. Odwróciłem się najszybciej, jak to było możliwe i truchcikiem zaczynałem się rozpędzać. Mieliśmy długi dom, właściwie to w kształcie prostokąta: jeden korytarz plus pomieszczenia dookoła. Gdy tak pędziłem, nie patrząc nawet pod nogi, nie przewidziałem faktu, że podłoga w pobliżu toalety będzie strasznie mokra. Coś wylewało się spod tamtych drzwi w sporych ilościach. Dałem nura na ziemię, dodatkowo przesuwając się jeszcze po podłodze na brzuchu przez krótką chwilę. Szok i zamroczenie sprawiły, że nie wiedziałem, dlaczego tak się stało. Poczułem jedynie smród krwi i rozkładu. Zatrzymałem się nosem zaraz przed drzwiami do WC. Tak to bywa z wejściami do tego typu pomieszczeń, że znajdują się w nich otwory wentylacyjne na samym dole. Małe dziurki wystarczyły, abym ujrzał, co znajduje się w środku.

Dwa trupy, jeden na drugim. Jakaś kobieta z rozwaloną głową i dziurą w okolicach narządów rozrodczych. Została tam postrzelona z broni o dużym kalibrze, bo brakowało sporej części ciała. Dodatkowo nie miała lewej ręki. Mniej więcej ucięta była na wysokości łokcia. Twarzy nie mogłem rozpoznać, cała lepiła się od jednej wielkiej skorupy, jaką wytworzyła zakrzepła krew. Wnętrzności walały się po całym pomieszczeniu, spływały na podłogę i postać, na której kobieta siedziała. A właściwie to siedziały jej resztki. Na dole, z głową w klopie, ugiętymi kolanami i zwisającymi bezwiednie rękami klęczała ta druga osoba. Wydawała mi się całkiem obca. Pierwszą po chwili rozpoznałem, wynikało, że napastnikiem musiał być ojciec. Tamten degenerat, który odbywa właśnie stosunek z martwą kończyną.

Leżałem tak jeszcze przez dobrych kilkanaście sekund, wyłupiając oczy i patrząc z niedowierzaniem na krajobraz całkowitego spustoszenia. Teraz nadszedł czas, w którym zrozumiałem, że właśnie wziąłem kąpiel we krwi, jaka stamtąd wypłynęła. Nie miałem już nawet czym zwymiotować – mój żołądek był całkowicie pusty. Telepiąc się, jakby ktoś poraził mnie prądem, zacząłem podnosić się z ziemi, podpierając się rękami w basenie krwi połączonej z wodą, wywołując nieprzyjemne i mrożące krew w żyłach chlupanie. Złapałem się klamki, żeby nie pośliznąć się po raz kolejny i utrzymać wrak swojego ciała w jakiejś przystępnej na ten moment pozycji. Gdy tak zrobiłem, drzwi puściły i otworzyły się do środka, a ja wparowałem tam, nawet tego nie chcąc. Zatrzymałem się w ostatniej chwili. Brakło dosłownie paru centymetrów, a leżałbym teraz na dwóch trupach, prawie jako ten trzeci. W tym samym czasie odgłosy w salonie ucichły, a moje przerażenie przeobraziło się w panikę. Zamknąłem za sobą delikatnie drzwi i modliłem się, aby nie wynikało to z hałasu, który wywołałem przed chwilą. Obawiałem się jednak, że mogłem zostać usłyszany, a na potwierdzenie mojej wersji rozległo się w oddali stukanie ciężkich, wojskowych butów, kierujący się bezpośrednio w moją stronę. Zatrzymały się jakby w połowie drogi i ucichły. Nasłuchiwałem, co dalej się wydarzy, jednocześnie wdychając opary śmierci i chaosu. Pomyślałem sobie, że tak musi śmierdzieć piekło.

Nagle z pokoju z wersalką dobiegł stłumiony odgłos ryczenia połączonego z wyciem, roznoszący się po ścianach i zapierający dech w piersiach.

– Nie byliście moimi dziećmi! – padły pierwsze słowa, a po nich następne. – Jesteście bękartami, a ona pieprzoną dziwką! – Głos stawał się coraz bardziej donośny, chrząkanie i płacz pomiędzy nim również. Coś chyba poleciało i uderzyło w ścianę z silnym impetem; mogła to być nadal ta ręka, do której tamten osobnik tak się przywiązał. Czy na palcu wciąż tkwiła obrączka?

– Odwaliło mi, wiem o tym! – tym razem głos przybrał formę błagalną; w ten sposób okazuje się skruchę i przeprasza. – Ale nie mogłem pozwolić, abyście go poznali! A później już nie kontrolowałem tego, co się stało! – Po tych słowach stojąc w toalecie z dwoma trupami usłyszałem dwa wystrzały. Po pierwszym padło jeszcze słowo „przepraszam” i po paru sekundach padł ten drugi, który niósł za sobą odgłos rozbryzgu wymieszanego z mocnym i głuchym uderzeniem o podłogę. Teraz gdy emocje były już w całkowitych strzępach, odwróciłem głowę w stronę tych, którzy tutaj tak napaskudzili. Skinąłem głową, patrząc na zwłoki mężczyzny, którego twarzy nie było widać. Przywitałem się w ten sposób z osobą, której nigdy nie miałem poznać i wyszedłem. Opanował mnie całkowity trans, lecz wiedziałem, w jakie miejsce muszę się jeszcze udać, zanim wrócę tam, gdzie zaczął się ten mroczny epizod.

Przedostatnie drzwi na korytarzu, zaraz obok wyjścia, prowadziły do łazienki i były uchylone. Zrobiłem parę kroków w tamtym kierunku, zaciągnąłem się zapachem oliwki i mydła oraz zamknąłem oczy. Czułem ten zapach już na początku, wtedy myślałem jeszcze, że wszystko jest w porządku. Że nawaliłem się z kolegami poprzedniego dnia i mam kaca. Jakie absurdalne wydawało się to w tej chwili. Fajnie było myśleć, że ten aromat nie niesie za sobą śmierci, lecz spokój. Fajnie było myśleć, że ma się kompletną rodzinę, wspierającą i ułożoną, niewykraczającą poza normę.

Jeden krok, drugi.

Byłem już twarzą zwrócony do środka kolejnego pomieszczenia w swoim mieszkaniu. Stała tam wanna wypełniona wodą z bąbelkami. Piana wszystko zasłaniała, ale nie musiałem zaglądać do środka i dowiadywać się, kto urządził sobie w niej swoją ostatnią kąpiel, wbrew własnej woli. Chciałem się tylko pożegnać, więc podniosłem rękę w geście, jakim Ted Bundy pozdrawiał dziennikarzy w budynku sądowym. Czytałem o nim kiedyś książkę, opisane w niej było jak mordował swoje ofiary. Wśród nich też było dziecko.

Łzy już nie popłynęły. Całkowita pustka ogarnęła mnie już parę chwil wcześniej. Teraz, martwy w środku, poruszałem swoim wrakiem po korytarzu z powrotem w kierunku, z którego przyszedłem.

Kiedy stanąłem już tam, gdzie padły strzały – zobaczyłem kolejnego trupa do kolekcji, tym razem z rozwaloną głową, z której zostały jedynie jakieś wiszące strzępy. W łóżku, z którego sam już nie pamiętałem, jak się wydostałem, znajdowała się ogromna dziura z wypalonym materiałem.

– Widocznie wcale mnie nie usłyszał i w ten sposób chciał to zakończyć – wyszeptałem to do siebie będąc w totalnym amoku. Jestem ostatnią żywą osobą w tym mieszkaniu.

Ostatkiem sił podszedłem do tej trumny i chwyciłem za wieko. Uchyliłem je, po czym wszedłem do środka i opuściłem. Przez dziurę, jaka aktualnie tam zagościła, obserwowałem sufit. Podziwiałem, jak resztki mózgu i czaszki pozostawiły tam po sobie swoje odbicie. Chyba mi odbiło. Pomyślałem, że oprawca wymalował ostatecznie nie lada dzieło sztuki, wyrażające podsumowanie niepokoju i zgrozy, jakie zgotował całej swojej rodzinie.

Teraz trzeba je jakoś nazwać.

Myślałem przez chwilę, a oczy coraz bardziej zaczęły mi się zamykać. Póki jeszcze coś widziałem, zdążyłem wypowiedzieć trzy ostatnie słowa:

– Niszczyciel dziecięcych marzeń – wyszeptałem.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dark · dnia 05.03.2022 12:20 · Czytań: 469 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 1
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 05.03.2022 18:36 Ocena: Bardzo dobre
Dobrze napisane, pobudzające zmysły, mroczne, turpistyczne opowiadanie. Usunąłbym kilka fragmentów, gdyż nic nie wnoszą, dlatego nie daję maksymalnej oceny.

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
25/06/2022 21:29
z pewnością nawet Jezus nie był ideałem, ale to świadczy o… »
wolnyduch
25/06/2022 21:26
Jeśli ktoś nie oglądał filmu pt. "Przełęcz… »
wolnyduch
25/06/2022 21:22
Witaj Katarzyno/Kasiu, jeśli można?... Dziękuję za… »
wolnyduch
25/06/2022 21:16
Piękne obrazowanie, czytałam z przyjemnością, pozdrawiam… »
Marek Adam Grabowski
25/06/2022 15:19
Ciekawe i dobrze napisane opowiadanie. Oddajesz magiczny… »
KatarzynaKoziorowska
25/06/2022 14:35
Poetycka wirtuozeria. Nic dodać, nic ująć. Gratuluję… »
KatarzynaKoziorowska
25/06/2022 14:31
Wiersz zasługujący na uwagę. Pełen bólu i smutku, lekko… »
KatarzynaKoziorowska
25/06/2022 08:43
Oj. Początek jest mocny. Wiersz wzbudza zainteresowanie i… »
Yaro
24/06/2022 22:40
3maj sie:) »
Yaro
24/06/2022 22:38
Wszystko każda rzecz ma nazwę i twarz... :) »
Materazzone
24/06/2022 17:58
Przypominam, że wiersz wcale nie musi się rymować,… »
Materazzone
24/06/2022 17:55
Erotyk dla dzieci. Ciekawe, nie powiem choć zbyt mocno… »
Materazzone
24/06/2022 17:52
Nie pasuje mi czwarty wers. Jakoś tak nie wybrzmiewa,… »
Materazzone
24/06/2022 16:37
Dzień dobry wszystkim. Rozwiążę wasz spór, choć omyłkowo… »
Jacek Londyn
24/06/2022 13:47
Dobra Cobro, dziękuję za komentarz i dobre słowo. Tekst… »
ShoutBox
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
  • Dobra Cobra
  • 10/06/2022 16:14
  • I dopiero teraz piszesz?
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas