Czyste auto - Marian
Proza » Obyczajowe » Czyste auto
A A A

   Musiałem kupić nowe auto, bo stare już ledwo żyło. Dlatego odwiedzałem komisy, giełdy i rozpytywałem ludzi.

   Po kilku dniach zadzwonił mój kolega Paweł, który w takich sprawach lubi służyć pomocą.

   – Mój znajomy lekarz spod Poznania ma do sprzedania prawie nowego golfa – powiedział z dumą w głosie.

   Paweł chętnie chwali się swoimi znajomościami w „wyższych sferach”, a słowa „lekarz” lub „mecenas”, w jego mniemaniu, oznaczają wszystko co dobre. Auto jest, zatem na pewno dobrze utrzymane, na pewno nie miało wypadku i mogę je kupić bez obaw. Co więcej, kolega przyjeżdża nim za kilka dni do pobliskiej miejscowości, a Paweł może mnie tazają wszystko co dobre. Auto jest, zatem na pewno dobrze utrzymane, na pewno nie miało wypadku i mogę jem zawieźć. Cóż za okazja! Samochód jest z lekarskiej ręki i na dodatek przyjeżdża prawie pod dom.

   Pojechaliśmy. Golf był faktycznie dobrze utrzymany i palił na dotyk. Nie umiałem rozpoznać, czy nie był po wypadku, bo się na tym nie znam. Paweł jednak był tego pewny, bo to przecież było auto jego kolegi i lekarza.

   – A czyste ono? – zapytałem. – Bo auta z zagranicy bywają kradzione.

   – Panie! Ja często jeżdżę do Düsseldorfu i niemiecka policja już kilka razy mnie sprawdzała. – usłyszałem w odpowiedzi.

   – Ja ci gwarantuję, że wszystko jest w porządku – dodał Paweł. – My z Mietkiem znamy się jak łyse konie. No nie, Mieciu?

   No i kupiłem tak zachwalanego golfa, a w domu opiliśmy z Pawłem transakcję.

   Po kilku tygodniach pojechałem służbowo nowym nabytkiem do Niemiec. Pozałatwiałem wszystkie sprawy, wziąłem nową partię towaru dla naszej firmy i w niedzielny poranek wjechałem na przejście graniczne Fürth im Wald-Folmava. Niemiecki policjant wziął moje dokumenty i poszedł do swojej budki, by je sprawdzić. Wtedy – gdy w byłych krajach demoludu namnożyło się samochodów przywożonych z Niemiec – była to normalna procedura. Sprawdzanie trwało jednak trochę za długo i zaczynałem się niepokoić.

   Po kilkunastu minutach przyszedł cywil z moimi dokumentami w ręce.

   – Oberinspektor Liegl. Kriminalpolizei – przedstawił się i podsunął mi pod nos policyjną odznakę. – To auto wygląda na kradzione. Proszę o kluczyki.

Posłusznie wykonałem polecenie, ale zrobiło mi się gorąco.

Policjant usiadł za kierownicą i podjechał pod swoje biuro.

   – Zaaresztuje mnie pan? – zapytałem i już widziałem siebie w czyściutkim niemieckim więzieniu.

   – Nie. Większość ludzi nie wie, że ma kradzione samochody. Pan nas nie interesuje, tylko auto – odpowiedział policjant.

   – A co z nim będzie? – dopytywałem się, choć domyślałem się odpowiedzi.

   – Auto zostanie zatrzymane, bo według naszych danych jest kradzione. Jutro sprawdzimy to jeszcze u Volkswagena w Wolfsburgu, bo dzisiaj jest niedziela i tamtejszy komputer jest niedostępny – usłyszałem w odpowiedzi.

   – A jeżeli będzie czyste? – pytałem dalej.

   – To je panu oddamy. Niech się pan jednak nie łudzi, bo takiego przypadku jeszcze nie było – pocieszył mnie oberinspektor i usiadł do komputera, żeby spisać protokół.

   Pracował powoli i jednocześnie zabawiał mnie rozmową. Opowiadał, że którejś nocy podjechało tu auto z czeską rejestracją. Po sprawdzeniu dokumentów okazało się, że należy ono do mieszkańca Kolonii. Policja zadzwoniła do niego, obudziła i rozmowa przebiegła mniej więcej tak:

   – Czy pan jest właścicielem takiego to a takiego samochodu?

   – Tak.

   – Gdzie on teraz jest?

   – Jak to gdzie? W garażu!

   – Czy może pan to sprawdzić?

   – O! Scheiße! – rozległo się po chwili w słuchawce. – Ukradli go!

   – Złodzieje zdążyli ukraść auto, „zrobić” czeską rejestrację i dojechać aż tu, podczas gdy właściciel spał w najlepsze – zakończył historyjkę oberinspektor.

   Policjant skończył protokół i dał mi go do podpisania.

   – Kiedy będzie ostateczne decyzja? – zapytałem.

   – Może pan zadzwonić we środę. Teraz proszę wyjąć wszystko z auta i jest pan wolny – usłyszałem w odpowiedzi.

   Powoli wyciągałem kartony z towarem, kanister, zapasowe koło, narzędzia, swoje rzeczy osobiste i kupka na placyku przed biurem rosła. Liegl patrzył na to niby obojętnie, ale widziałem, że go to bawi.

   – Czy mogę od pana zadzwonić? – zapytałem.

   – Tak, ale krótko – odpowiedział.

   Zadzwoniłem do mojego niemieckiego partnera i opowiedziałem mu, co się stało. Był bardzo zaskoczony, ale obiecał pomóc i kazał czekać. Usiadłem więc na mojej kupce i czekałem. Policjanci pokazywali mnie sobie palcami i śmieli się ze mnie, a ja czekałem. Po kilku godzinach przyjechał czeski współpracownik mojego Niemca i zawiózł mnie z całym dobytkiem do Polski.

   – Naraiłeś mi kradzione auto! – zadzwoniłem zaraz do Pawła. – Niemcy mi je zabrali! Ten twój lekarz mnie okłamał!

Paweł przyjechał za kilka minut i długo nie mógł zrozumieć, co się stało.

   – Zabiję drania! Tyle lat go znam i rękę bym sobie dał za niego uciąć! – wściekał się.

   Doczekałem do środy i zadzwoniłem do Liegla.

   – Pańskie auto jest czyste. Może je pan odebrać – usłyszałem w słuchawce.

   Bardzo się ucieszyłem i zaraz wyruszyłem w drogę. Autobusami, pociągami i autostopem, w dwa dni dotarłem do granicy. Tam dowiedziałem się, że mój samochód jest na policyjnym parkingu w Cham. Dotarłem tam autostopem. Parking był zapchany pojazdami o rejestracjach z całej Europy i gdzieś miedzy nimi powinien był stać mój golf. Był! Cały i zdrowy! Dyżurny policjant wydał mi kluczyki i kazał podpisać dokumenty odbioru.

   Na granicy poszedłem do oberinspektora i domagałem się wyjaśnień. Okazało się, że mój golf to był składak, którego nadwozie i silnik pochodziły z różnych aut. Na szczęście żadne z nich nie było kradzione.

   – Ma pan wielkie szczęście. Ja w swojej karierze jeszcze takiego przypadku nie miałem – powiedział Liegl.

   – Czy da mi pan jakieś zaświadczenie, że auto jest czyste? – zapytałem.

   – Oczywiście i zaraz poprawimy dane w naszym komputerze. Porządek musi być – odpowiedział Liegl z typową powagą niemieckiego urzędnika.

   Dostałem urzędowe pismo z pieczęcią, w którym pan oberinspektor napisał, że mój samochód jest w porządku.

   – Odzyskałem auto – zadzwoniłem do Pawła zaraz po powrocie. – Ale wódkę stawiasz ty.

Paweł nie zaprotestował.

   Po kilku tygodniach znowu pojechałem do Niemiec przez to samo przejście graniczne. Niemiecki policjant wziął dokumenty i - jak poprzednio - zniknął w znanej mi budce. Po chwili wyszedł, kazał otworzyć maskę i sprawdził numery silnika. Wrócił do budki, a ja już wiedziałem, co będzie dalej. Czekałem jednak cierpliwie i po chwili zobaczyłem znajomego cywila z moimi dokumentami w ręce.

   – Oberinspektor Liegl. Kriminalpolizei – przedstawił się jak poprzednio. – Pańskie auto jest kradzione.

Wybuchnąłem śmiechem.

   – Proszę wysiadać! – zdenerwował się Liegl. – Kpi pan sobie ze mnie! Co pana tak bawi?

   – Nie wysiądę – odpowiedziałem i podałem mu pismo z jego podpisem.

Przeczytał je uważnie i jego mina z groźnej zmieniła się w głupią.

   – Widzę, że Pan już ten temat przerabiał – powiedział starając się utrzymać urzędową powagę.

   – Tak. Przerabiałem to z panem. I obiecał pan zmienić dane w waszym komputerze, bo porządek musi być – dodałem złośliwie.

   – Jechać! – odburknął oberinspektor, ale słowo „przepraszam” jakoś nie przeszło mu przez gardło.

   Następnym razem jechałem tamtędy już innym samochodem i nie miałem okazji sprawdzić, czy dane w komputerze zmieniono. Wątpię w to jednak, mimo że w Niemczech „porządek musi być”.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Marian · dnia 06.03.2022 15:58 · Czytań: 334 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 4
Komentarze
Korektorka dnia 06.03.2022 15:58
Dzień dobry,

Kilka uwag:

1) znajomy, lekarz spod Poznania, / znajomy lekarz spod Poznania
2) zawieźć!
3) - Nie pan nas interesuje, tylko auto
4) podjechało tu auto
5) zadzwoniła do tego człowieka, obudziła go
6) mojego niemieckiego partnera
7) , jak poprzednio
8) "porządek musi być"
9) "pan" w każdym przypadku małą literą

Pozdrawiam:)
Marian dnia 07.03.2022 09:19
Dziękuję za korektę.
Marek Adam Grabowski dnia 07.03.2022 15:40 Ocena: Świetne!
Bardzo ciekawe i sympatyczne opowiadanie. Uśmiałem się.

Pozdrawiam
Marian dnia 07.03.2022 15:44
Marku, dzięki za odwiedziny i uśmianie się.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
valeria
01/12/2022 00:05
Jestem po prostu taką romantyczką, ułatwiam sobie ten… »
TakaJedna
30/11/2022 21:48
Bagno ma, jeśli pamiętam dobrze, inną temperaturę zamarzania… »
Dobra Cobra
30/11/2022 21:35
Pytanie jest tylko jedno: skoro mróz i wszystko skute na… »
Zdzislaw
30/11/2022 09:28
Dobra Cobro, kiedy nadchodzi jakiś kryzys, to ludzie próbują… »
Yaro
30/11/2022 09:19
Dziękuję serdecznie,:) »
wolnyduch
29/11/2022 23:05
Witaj Valerko Te listki przypomniały mi nie tylko o lecie,… »
wolnyduch
29/11/2022 22:59
Znieczulica z pewnością nie jest dobrą towarzyszką dla… »
wolnyduch
29/11/2022 22:53
Msz, jeśli mamy szukać łez, to tylko tam, gdzie płyną łzy… »
wolnyduch
29/11/2022 22:47
Wymowny, mocny wiersz, niestety wynalazcy zbrodni są nadal… »
Kazjuno
29/11/2022 22:46
D.Urbańska, też Cię serdecznie pozdrawiam! Uieszyłem się z… »
wolnyduch
29/11/2022 22:44
Witaj Jarku Wiersz pełen optymizmu, z nadzieją w tle iż… »
wolnyduch
29/11/2022 22:35
Witaj Yaro/Jarku Tak, to teksty o reinkarnacji i o… »
wolnyduch
29/11/2022 22:31
Witaj al - szamanko Miło mi, że zadałaś sobie trud… »
Kazjuno
29/11/2022 22:31
Już w trakcie czytania, podobnie jak u komentujących… »
Dobra Cobra
29/11/2022 19:50
W swoich dziełach często hołdujesz powiedzeniu: ocalić od… »
ShoutBox
  • Darcon
  • 29/11/2022 10:35
  • Hej! Jak Wam idzie przekazywanie listy artystów konkursu Malowanie Słowem? Dotarła już do ostatniego uczestnika?
  • Wiktor Orzel
  • 27/11/2022 11:29
  • Napiszę do Ciebie na pw w tej sprawie ;)
  • Dark
  • 26/11/2022 11:27
  • Witam. Dostałem ofertę z wydawnictwa Novae res na mój zbiór opowiadań. Koszty pół na pół. Ktoś się orientuje czy warto w to inwestować?
  • Darcon
  • 24/11/2022 17:35
  • Uwaga, uwaga! Zostało ostatnie wolne miejsce w konkursie "Malowanie słowem"!
  • TakaJedna
  • 24/11/2022 12:53
  • Ja oczywiście żartuję, bo w gruncie rzeczy nie ma to chyba żywotnego znaczenia, ale skoro może działać dobrze, to dam mu trochę czasu ;)
  • Wiktor Orzel
  • 24/11/2022 12:49
  • Silnik portalu potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby wszystko przemielić, żeby dane były jeszcze bliższe prawdy. ;)
  • TakaJedna
  • 24/11/2022 12:45
  • Nie żebym narzekała, ale byłam online przed chwilą, a pokazuje, że po raz ostatni byłam o 9:34. ;)
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:Monika2022
Wspierają nas