Pelagia Dziura. Początek - tulipanowka
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Pelagia Dziura. Początek
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Tak sobie pomyślałam, że powinnam opowiedzieć choć tym, co chcą posłuchać – o tym jacy są kosmici, a właściwie to jedna kosmitka, Pelagia Dziura. Wołałam na nią Dziura, a ona przedstawiła mi się „roboczo” Pelagia. Innymi słowy naprawdę nie nazywała się ani Pelagia, ani Dziura, tylko jakoś tam po ichniemu – kosmicznemu.

 

Wypada zacząć od początku – czyli dlaczego w ogóle Dziura uznała za stosowne, by akurat mi się objawić.

Na marginesie dodam, że nie był z jej strony to najlepszy wybór. Bo ja nie mam w sobie ani krztyny z misjonarza. Oportunizm to moje imię. Omijać trudności i mieć święty spokój. Wcale nie zamierzałam „głosić dobrej nowiny” i przekazywać „ludowi” treści przekazane mi przez Dziurę. Nie poszłam też „do tych co trzeba” (nawet nie wiem kto to mógłby być), by przekazać ważnym tego świata informację, że odwiedziła nas przedstawicielka obcej, inteligentnej cywilizacji.

 

Lubiłam oglądać mecze piłki nożnej w telewizji. Nie wiem, czy to akurat nie jest przedwstęp do początku historii, ale niech już będzie. Mecze były tak nudne i monotonne, że świetnie się przy nich relaksowałam i wyciszałam. Zapadałam w taki lekki trans, do którego pasowałaby taka emotka z oczami jak ślimaki i głupio rozdziawioną gębą.

Niestety wiek dał o sobie znać. A może to nie przez wiek? Mniejsza z tym. Istotne, że wzrok się popsuł. A w szczególności jego ostrość. I niestety przestałam widzieć na ekranie telewizyjnym piłkę.

Bez sensu oglądać mecze, gdy nie widać piłki, wiadomo. Zamiast się relaksować, zaczęłam się frustrować. Koniec końców rzuciłam tę formę rozrywki.

 

Powiadają „natura nie znosi próżni”. Pasuje mi ta analogia. Piłkę nożną zastąpiło kościelne kółko różańcowe.

Też fajna opcja. Można było odlecieć. W sensie oderwania się od codziennych kłopotów. Wyciszyć się. Modlitwy różańcowe są nudne i monotonne, jak telewizyjne mecze. Super rozrywka, polecam niezdecydowanym.

Nie będę nad tym dłużej się rozwodzić, bo znaczenie ma tylko to, że poznałam nowe koleżanki.

A z tych koleżanek z „mojej” Żywej Róży utworzyła się mniejsza „paczka”. Podgrupa? Nie wiem jakie słowo pasuje do czterech starszych pań. Ja, Jola, Aga i Gosia zaprzyjaźniłyśmy się.

 

Staram się pomijać wątki poboczne.

W każdym razie jakoś tak wyszło, że po różańcu często szłyśmy „pogadać”. Najpierw „niby po sprawiedliwości” po kolei do każdej do domu. Ostatecznie stanęło, że szłyśmy do Gośki. Gośka dysponowała największą przestrzenią, największym domem (tylko Gośka posiadała w ogóle dom; bo pozostałe dziewczyny i ja zajmowałyśmy niewielkie mieszkania w bloku). Poza tym dom Gośki stał akurat na środku, w sensie że każda miała od Gośki mniej więcej podobną odległość powrotu do własnego mieszkania.

Gośka w swoim domu miała wielki, o przeogromnym ekranie, telewizor. Może to zwie się i monitor, albo komputer all-in-one skoro ma dostęp do internetu? Nie znam się. Wszystkie nazywałyśmy to urządzenie telewizorem. Z super ostrością obrazu. I te kolory! Takie cudownie nasycone. Nienaturalnie, ale co z tego. Ważne, że ładne.

Odnośnie treści oglądanych gusta miałyśmy różne, ale został wypracowany kompromis. Jakoś wyszło, że zgodność padła na filmy pornograficzne.

Trochę się chichrałyśmy z faktu, że po kościele oglądamy porno.

- Nic, co ludzkie nie jest nam obce – wtrącała śmiejąc się Aga. Zawsze to samo powtarzała, ale nas to nie nudziło, a wręcz z podobną intensywnością bawiło. Takie słowa wyzwalacze – do lepszego rechotania.

Natomiast Jola miała w tym temacie stosowną biblijną interpretację.

- Bóg powiedział „idźcie i rozmnażajcie się”. Czyli seks jest zaleceniem boskim – wygłaszała tonem nie znoszącym sprzeciwu Jola. Właściwie ten ton i towarzyszące przy tym gesty były „na obraz i podobieństwo” naszego księdza proboszcza (który zawsze wie wszystko najlepiej).

Taka nieszkodliwa parodia.

 

- Bóg powiedział „idźcie się pierdolić”, co miało znaczyć „spierdalajcie” - odpowiadała zgryźliwie Gośka. - Bo Bóg miał ludzi dość. Wkurwił się po tym, jak się okazało, że ludzie nie są w stanie przestrzegać jednego zakazu. I koniecznie muszą zeżreć jabłko. Tyle że tą frazę „idźcie się pierdolić”, ludzie na złość Bogu, z przekory może – hmm zamyśliła się Gośka - a raczej z głupoty i naiwnej wiary, że ktoś u góry będzie się o nich martwił … zapisali „idźcie i rozmnażajcie się”.

Gośkę nazywałyśmy „niewierzącą”, po tym jak nam się przyznała, że jest agnostyczką, a do kościoła chodzi z nudów i „dla budowania poprawnego politycznie wizerunku”. A poza tym modlitwa to według Gośki „forma medytacji, praktykowana w naszym obszarze kulturowym”.

 

- Sam ksiądz proboszcz zaproponował mi funkcję przewodniczącej, zelatorki róży – pochwaliła się Gośka. - Spuszczając skromnie wzrok odmówiłam. Nie jestem godna tak odpowiedzialnej i ważnej funkcji. Nie jestem jeszcze gotowa, by podjąć się tego wyzwania. I opieki nad grupą – wyjaśniała z ironią w głosie. - Prawda jest taka, że nie wierzę w te głupoty. Po śmierci zjedzą mnie robaki i tyle. Na tym się skończy. Nie chciałam, żeby proboszcz, czy inni się o tym dowiedzieli.

- A wiesz dlaczego akurat tobie sam proboszcz zaproponował przewodnictwo róży? – spytała prowokacyjnie Jola. Trochę zazdrościła koleżance złożonej propozycji.

- Oczywiście. Nie spadłam z księżyca. Jestem najbogatsza z naszego różańcowego towarzystwa – odpowiedziała odważnie Gośka. - Rokuję na wyższe datki.

 

Oglądałyśmy więc sobie te filmy pornograficzne. Niestety większość, choć naszym zdaniem wszystkie, były nakręcone z perspektywy pobudzenia mężczyzn. A może to my byłyśmy na tyle specyficzną grupą i dlatego miałyśmy tak wiele zastrzeżeń?

- Przewińcie dalej, ileż można tego fiuta oblizywać – złościła się Jola. - Komuś zrobić herbatkę?

- Porzygam się – krzyczała Aga udając odruch wymiotny.

Wtedy koniecznie przewijałyśmy film dalej. Słowa Agi w temacie „rzygania” na wszelki wypadek traktowałyśmy poważnie. Opisała mam jak „po lodzikach” realnie wymiotowała na facetów, w tym na swojego męża w dniu jego urodzin. Chciała się przemóc i sprawić mu przyjemność, a skończyło się jak opowiadała na stratach „moralnych i materialnych”. W „materialnych” chodziło o ufajdaną kanapę, która została wyrzucona na śmietnik.

- To niehigieniczne – wyjaśniała rzeczowo Gośka. - Ten facet wcześniej robił siku. Kilka razy w ciągu dnia. Potem podciągał te same gacie. Przychodzi wieczorem do domu. Nawet rąk nie umył. A laska z lubością mu oblizuje tego śmierdzącego kutasa. I jak oczy przymyka niby z zachwytu.

- To fikcja. Im za to płacą – stwierdziła Jola niosąc tacę z filiżankami z herbatą.

- Nic dziwnego, że nazywa się te panie aktorkami, gwiazdami porno – westchnęła Aga. - Zamiast obrzydzenia i wstrętu, tak przekonująco wykrzywiać buźkę w zachwycie.

- Moim zdaniem najgorsze jest w tym narzucanie schematów. Skoro w każdym z filmików jest wstęp oralny, a właściwie fellatio, bo to się panom należy – hmmm zamyśliłam się - to znaczy, że tak trzeba. Taka norma. Nowy standard. Dostęp do internetu spowodował, że wszyscy karmią się, nasiąkają podobną treścią. I pragnieniami.

 

- Niech mi która wyjaśni, co dla kobiety może być przyjemnego w bluzganiu spermą po twarzy? Albo w wytrysku do ust. A w przełykaniu ? - spytała Jola

- Ohyda – skrzywiła się Aga. - Zaraz się porzygam.

- Ale serio pytam – Jola powracała do tematu. - Czy cokolwiek jest, oprócz kasy, że te baby z filmów tak się oblizują i kretyńsko cieszą?

Po długich debatach w tej kwestii, doszłyśmy do konsensusu, że „zupełnie nic”.

- Chodzi tylko o to, żeby kobietę upokorzyć i poniżyć. Totalnie zeszmacić.

- W dupach tym chłopom się poprzewracało. Nie staje im. To szukają coraz mocniejszej i bardziej wynaturzonej podniety. Zboczeńcy.

 

- Mój tryskał na brzuch lub pośladki, a potem rozsmarowywał spermę po moim ciele. Jak balsam. Ale po twarzy nie – opowiadała któraś (Nie zawsze pamiętam kto co powiedział). - W sumie to mi nie przeszkadzało. Nigdy nie spytałam, dlaczego to robi.

- To chyba chodzi o oznaczenie. Jak psy, co oznaczają moczem swoje terytorium. Taki atawizm, czy coś w tym guście.

- W necie piszą niby o pełnej akceptacji partnera. I dowodem na to ma być łykanie nasienia. A ja się pytam, dlaczego w ramach pełnej akceptacji faceci nie zlizują krwi miesięcznej?

- Albo glutów z nosa ukochanej.

- Bo to jest dorabianie filozofii.

- A przecież Bóg dał łono do tego celu – stwierdziłam. - Po co oni szukają dodatkowych dziur?

 

Po co to przytaczam? Uważam te zdania miały istotne znaczenie dla Dziury. Kosmitka Pelagia Dziura potrafiła jakby przesuwać czas, by poznać wcześniej wypowiadane przez ludzi słowa.

Nie w sensie, że cofała się w czasie, bo według niej „to niemożliwe”. Ale jak ludzie cofają na ekranach nagrania, filmiki, tak Pelagia włączała stosowne urządzenie, którym skanowała człowieka i mogła potem odtworzyć wszystko co dany człowiek powiedział i usłyszał.

Co zobaczył też. „Co zobaczył” nie oznacza rejestracji dokładnej, jak to „widzi” kamera. Obraz jest zawężony do elementów krajobrazu, na które zwrócił uwagę przeskanowany człowiek. Dla przykładu. Gdy piszę na monitorze to nie zwracam na nic więcej uwagi oprócz ekranu, a właściwie wycinka białego tła, gdzie pojawiają się czarne litery i może jeszcze fragmentu klawiatury. I Dziura na swoim urządzeniu zobaczyłaby „z tego ułamka mojego życia” właśnie tylko to, czyli kawałek białego tła ekranu komputerowego, kilka czarnych czcionek i parę klawiszy.

 

- Dlaczego te kobiety muszą koniecznie klęczeć – pytała Jola oglądając scenę z klęczącą panią rytmicznie wpychająca sobie do gardła długiego penisa.

- Lepiej spytaj za ile.

- Albo dlaczego się nie dławi. Nie krztusi. To mistrzostwo świata.

- Chyba się porzygam.

- Nie może sobie przysiąść na krzesełku. Byłoby jej wygodnie – ciągnęła Jola.

- Klęczenie przed fiutem ma w sobie głębie.

- Dokładnie. Też mi się skojarzyło z naszym klęczeniem przed ołtarzem w kościele.

- Jest Bóg. I jest fiut – podsumowała Gośka. - A wy durne baby padajcie przed nimi na kolana.

- Tobie łatwo tak mówić. Zawsze miałaś kasę. A wiesz ile kobiet jest zależnych ekonomicznie, no i tak … ogólnie życiowo? Większość. Dzieci, rodzina, cieknący kran w łazience … Muszą to robić, żeby utrzymać faceta.

- Ok, rozumiem – Gośka kiwnęła pojednawczo głową. - Nie myślcie, że moje życie było usłane różami. Mój Były przed ślubem udawał, że mnie kocha. A chodziło mu o moje pieniądze i własne wygodne życie. Do niczego mnie nie zmuszał. Nie musiałam ciągnąć fiuta. Ani robić innych dziwactw. Tylko moja ulubiona misjonarska pozycja poprzedzona głaskaniem i całowaniem. Ładnie wyglądaliśmy na zdjęciach. Ale jak się okazało od początku mnie zdradzał. Ciągle mnie zdradzał.

- Ale się w końcu rozwiodłaś.

- Dopiero jak dzieci podrosły. One tatę kochały. Chciałam, żeby miały dobre wspomnienia z dzieciństwa. Prawie dwadzieścia lat tego skurwysyna darmozjada musiałam utrzymywać i tolerować.

- W drugą stronę to nie działa. Facet, by się tak nie poświęcił.

- To zależy jak na to spojrzeć. Ja dostrzegam plusy. Gośka miała udany seks i dobrego ojca dla swoich dzieci. Tyle że mąż ją zdradzał. A ja wolałabym, żeby mój mąż mnie zdradzał.

- No coś ty?

- Tak, wolałabym. Ale nie. Dzień w dzień wieczorne pieprzenie – zwierzyła się Aga.- Mechaniczne, jak robienie codziennej kupy. Dokładnie tak. Wyszczał się, wypróżnił, a potem musiał jeszcze pociupać. Bez żadnych wstępów i pieszczot. Bez słów, oprócz wulgarnego „wyżej dupa”. Nigdy nie miałam z nim orgazmu, ani żadnej przyjemności. Czułam się jak przedmiot, … żeby nie powiedzieć jak kibel.

- A tak ci zazdroszczono wiernego męża.

- Są plusy i minusy różnych układów.

- A próbowałaś z nim rozmawiać?

- Próbowałam na początku – odpowiedziała Aga. - Usłyszałam, że po to się ożenił.

- To znaczy?

- Nie wyjaśnił – Aga uśmiechnęła się krzywo. - Ale można się domyśleć. Ożenił się, by mieć stały i nielimitowany dostęp. Do dupy rzecz jasna.

- Brzmi to wszystko nieciekawie – westchnęła Jola. - Zdrada, kibel, albo oblizywanie wydzielin kutasa. Dlatego wolałam być sama. Robić co sama chcę. Nie chciałam się poświęcać. Ani być upokarzana. Ani przymuszana do seksu. Tak to sobie tłumaczyłam. Ale i tak wam zazdroszczę. Macie dzieci. A ja nie. Tego mi żal. Nic po mnie nie zostanie. Dlatego być może tak mocno wierzę w Boga. W życie po śmierci, w raju. Gdyby nie wymógł posłuszeństwa i wczesnego wstawania, to zostałabym zakonnicą.

- A to nie jest grzech oglądać takie filmy porno?

- Nie wiem.

- Pewnie tak – przytaknęłam. - W kościele wszystko jest grzechem. Dlatego kościół tak dobrze trzyma się w Polsce. Bo u nas nikt tak za bardzo niczego nie przestrzega. Więc nikt tych grzechów na serio nie bierze. Jak z przepisami. Na przykład w ruchu drogowym. Przepisy są, ale przestrzegane raczej nie bardzo.

- Masturbacja to grzech. Ksiądz kiedyś powiedział.

(...)

I tak snuły się nasze dyskusje. Krytykowałyśmy, ale i tak namiętnie oglądałyśmy coraz to kolejne stosunki.

 

Pewnego wieczoru trafił się film, który nami naprawdę wstrząsnął. Był to zbiorowy gwałt zakończony umęczeniem ofiary na śmierć. Kobieta została napadnięta przez czterech mężczyzn. Bili ją po twarzy, po piersiach, po całym ciele. Szarpali za włosy. Na piersi, stopy nałożyli gumki (takie gumki recepturki), naciągali je i puszczali – żeby uderzenie sprawiło kobiecie ból. Dusili ją jakimiś kablami. Pętle z kabla zakładali na szyję i zaciskali. Gwałcili ją równocześnie w odbyt, w pochwę i w usta. A czwarty zaciskał jej nos, żeby nie mogła oddychać. Ciągali ją za nogę do góry. Gdy jedni trzymali ją tak wisząca do góry nogami, pozostali gwałcili. Cały czas też otrzymywała plaskacze po twarzy i całym ciele. Taśmami budowlanymi skleili jej nogę z ręką w nienaturalnej pozycji. Tak unieruchomiona była gwałcona. Potem brali duże nożyczki posuwali nimi po ciele kobiety, żeby się jeszcze bardziej bała. I rozcinali taśmę. Ale i tak taśmę odrywali od skóry kobiety, co z pewnością też dodawało cierpienia. Pastwienie nie miało końca. Taśma była wielokrotnie używana, by sklejać ciało kobiety, także z meblami na przykład z krzesłem. Faceci też gadali i jakby kazali coś odpowiadać kobiecie. Ale mówili w obcym nam języku, może po hiszpańsku, więc nie rozumiałyśmy słów. Gdy leżała nieruchomo na podłodze, mężczyźni spuścili się jej na twarz.

Moim zdaniem umarła. Gośka uznała, że straciła przytomność. Jola mruknęła mało przekonująco, że może udaje, żeby przestali. Aga nieśmiało sugerowała, że cały ten film to tylko gra.

- Mam wrażenie, że do sieci można wrzucić film z bestialskiego morderstwa i nikogo to nie ruszy – powiedziałam. - Za bardzo wszyscy wierzą w fikcję.

 

- Musimy się zemścić. Za tą kobietę i za te wszystkie udręczane dziewczyny – zaproponowała Aga.

- Zgwałcimy jakiegoś faceta – podchwyciła Gośka. - Możemy zwabić go do mnie.

- Upokorzymy i zeszmacimy.

- Każemy mu lizać nasze spocone stopy.

- Fuuuj, ale pojechałaś.

- Zabijemy? - spytałam.

 

A potem zaczęło się planowanie. Szło nam raczej marnie. Ciągle któraś zauważała słabe punkty w rozpisce działań. I od nowa wymyślanie. Dwa miesiące intensywnej pracy. Cały gruby zeszyt został zapisany nim doszło do pierwszej próby napaści. Nieudanej zresztą. Podstępnie zwabiony pan technik od podłączeń internetu, na kuszące próby zwabienia do „właściwego miejsca” powiedział „że nie ma czasu” i poszedł sobie.

 

- Bo to wszystko wina selekcji naturalnej – stwierdziła z rezygnacją Jolka po któreś kolejnej nieudanej próbie porwania. - Kobiety wybierały najlepszych facetów, najmądrzejszych, najsprytniejszych, najzdolniejszych. Przez pokolenia, przez wieki. I przez to są lepsi. A oni?!

- Byle się bzykała i to wystarczy – odpowiedziała Aga. - Żeby była młoda i ładna. I pewnie dlatego jesteśmy takie głupie. Durne baby. I nic nam nie wychodzi.

- Daj spokój – pocieszałam koleżanki. - Więcej wiary. Po prostu jesteśmy ostrożne. Po zbrodni nie może zostać ślad. Nie sztuka pójść do więzienia.

- Jest fan. Jest zabawa – dodała radośnie Gośka. - Nie chodzi by złapać króliczka, aby by gonić go.

 

W końcu się udało. Złapałyśmy młodego (jak dla nas, czyli około czterdziestki) Ukraińca. Nie miał w Polsce nikogo bliskiego, więc jego zniknięciem nikt się nie zainteresował (a na tym nam zależało). Uwięziłyśmy go w piwnicy domu Gośki. Piwnica została wcześniej przerobiona na pokój wyłożony materacami.

Ukrainiec nie mówił po polsku wcale. Nawet nie mówił tym dziwnym „niby polskim”, którego Polacy nie rozumieją, a Ukraińcy uważają, że powinniśmy, bo przecież zawiera polskie słowa. I jeszcze do tego nic a nic nie rozumiał po polsku. Taki nam się trafił obiekt.

- Niech się uczy polskiego – orzekła oschle Aga, widząc pozostałe panie włączające translatory w komórkach.

- Jędza. Nie widzisz, że nic nie kuma – upomniała Agę Jolka.

Jola wcześniej najbardziej bojowa. Tak się wygrażała i chciała zabijać. A jak przyszło co do czego to rwała pierwsza, by dokarmiać naszą ofiarę.

 

Powiedziałyśmy związanemu Ukraińcowi Artemowi (tak miał na imię), że musi robić, co mu każemy, bo inaczej go zabijemy. Pokazałyśmy widły ogrodowe, noże kuchenne, śrubokręty i inne ostre narzędzia.

Ku naszemu zaskoczeniu Artem nie buntował się wcale. Kiedy zrozumiał, czego się od niego wymaga, z pokorą wykonywał polecenia. Miał łagodną naturę i zdezorientowane spojrzenie (trochę jak zdziwiony kotek z filmiku netowego). Nie sposób było się na niego gniewać. Mimo wcześniejszych ustaleń, żadna z nas go nie uderzyła, nie skrzywdziła, nie poniżyła.

Każda pokazała mu, jak ma ją pieścić i Artem to robił. My cztery i on jeden, ale dawał radę. Kopulował ze wszystkimi. Jadł, spał i kochał się z nami. Dodam, że „po bożemu”, czyli bez żadnych orali, anali i innych wynaturzeń.

 

Kazałyśmy Artemowi siedzieć w piwnicznym pokoju w domu Gośki, a on nie próbował uciekać. Po trzech dniach dostał pozwolenie (pod naszym czujnym nadzorem) poruszania się po całym domu.

 

- Skoro go jednak nie zabijamy, to trzeba go wypuścić – stwierdziła Gośka po tygodniu.

- Już? - zmartwiła się Jola. - Może jeszcze Artemcia potrzymamy? Trochę?

- Nie możemy – poparłam zdanie Goski. - To zbyt długo trwa. W końcu to się wyda.

- Jest zbyt fajny. Nie zasługuje, bo go więzić – z żalem westchnęła Aga.

 

- Jesteś wolny – powiedziałyśmy wypychając Artema za drzwi wejściowe.

Stał na ganku za drzwiami przez kwadrans.

- Bariera językowa? Chyba nie zrozumiał. Stoi i stoi.

Otworzyłyśmy drzwi. Artem drgnął jakby chciał wejść do domu. Wtedy wzięłyśmy go pod ręce i pociągnęłyśmy za furtkę (furtkę oddzielającej przydomowy ogródek od drzwi wejściowych).

- On chyba chciał jeszcze zostać z nami – zapłakała Aga.

Aga dopiero z Artemem przeżyła pierwsze w życiu orgazmy, dlatego było jej tak bardzo smutno.

- Też będę tęsknić za Artemciem – Jola przytuliła płaczącą Agę.

- Pojedziemy razem na wycieczkę – zmieniłam temat. - Gdzieś ze sto kilometrów stąd?

- Po co? - zapytały chórem dziewczyny.

- Do spowiedzi – wyjaśniłam. - Chyba nie chcecie naszemu proboszczowi opowiadać o tym, co tu robiłyśmy?

- No tak. Porwanie i więzienie człowieka w piwnicy Ukraińca może by jeszcze przeszło... - roześmiała się Gośka. - Ale seks członkiń Żywej Róży …

 

Być może Artemowi wielka krzywda się nie stała. Ale jednak został porwany i uwięziony. Dziewczyny uważały, że gdyby chciał to mógł uciec. Każdy umniejsza swoje winy. Nie wiemy na pewno, może czuł się zagrożony. Groziłyśmy mu przecież śmiercią.

 

Po kilku dniach od uwolnienia Artema, po powrocie do swojego mieszkania pierwszy raz spotkałam się z kosmitką.

- Porwałaś osobę płci męskiej i chciałaś ją zabić – usłyszałam głos dobiegający z salonu.

Pomyślałam, że może to głos z telefonu, albo mi się przesłyszało. Weszłam do pokoju, a tam w fotelu siedziała ona: kosmitka Pelagia Dziura. Na pierwszy rzut oka wyglądała jak człowiek.

- Co tu robisz? - spytałam ze złością. - Wyjdź z mojego mieszkania. Kim jesteś?

- To mam wyjaśnić kim jestem i co tu robię, czy wyjść? - powiedziała płynną polszczyzną.

Przy okazji pragnę zdementować nieprawdziwy pogląd jakoby kosmici znali tylko angielski.

- Eeeee... - nie kryłam zaskoczenia podchwytliwym pytaniem.

- Możesz nazywać mnie Pelagia. Przyleciałam z daleka. Z kosmosu. Z planety, o której istnieniu Ziemianie nie wiedzą. To wizyta towarzyska, więc się nie obawiaj zagrożenia.

- Eeeee... - nie wiedziałam, co powiedzieć. Byłam w szoku.

- Jestem tylko ja. To nie jest inwazja – uspokajała Dziura.

- Eeee... Wyglądasz jak dziwny człowiek. Ale człowiek.

- Panspermia – Dziura machnęła lekceważąco ręką. - Jesteśmy kosmicznymi kuzynkami. W pewnym sensie. Dlatego jesteśmy fizycznie podobne. Jak ty jestem płci żeńskiej. Porwałaś osobę płci męskiej i chciałaś ją zabić.

- To nie tak. Artemowi nie zrobiłyśmy krzywdy – zaczęłam się tłumaczyć. - Skąd o tym wiesz?

- Intencja, a czyn. Kto jest bardziej winien? Ten kto zabił niechcący, przypadkiem? Czy ten kto nie zabił, ale chciał to zrobić i zbrodnię skrupulatnie planował?

- Przybyłaś mnie ukarać? - przestraszyłam się.

- Ależ skąd. Uważam twoje intencje za właściwe. Z wykonaniem wyszło, jak wyszło … Ale liczą się intencje.

- To znaczy, że powinnam zabijać mężczyzn?

- W słusznej sprawie. Tak.

- Hmm … Co oznacza słuszna sprawa?

- Żebyście jako ludzkość nie poszli w złym kierunku. Jak my. Jak na mojej planecie. Mój nos to jedna dziura. Moje uszy to ledwo domknięte dziury. Mam odbyt i pochwę. I obok osobną dziurę, którą oddaję mocz. Gruczoły sutkowe to zaciśnięte dziury. Pępek jest wciśnięty głęboko w brzuch. W te wszystkie dziury można... - nie dokończyła zdania. - Jak sądzisz, dlaczego, po co, dla kogo, czego wyewoluowały?

- Nie wiem.

- Żeby facet mógł wsadzić fiuta do nosa, do ucha, do brzucha, do cycka. Wszędzie. A jeszcze u nas gwiazdy porno operacyjnie dorabiały sobie dodatkowe otwory. A sama wiesz jaka jest siła internetu. Taka zwykła dziewczyna, z tymi wszystkimi otworami to było już za mało. Bo faceci naoglądali się filmików z paniami z dodatkowymi dziurami na plecach i w policzkach.

- To straszne. Kobieta to nie ser szwajcarski - podsumowałam.

Dziura zrobiła zdziwioną minę.

- To takie porównanie. Ser szwajcarski ma dużo dziur.

- Ewolucja jest ślepa. Nie myśli, co będzie dobre dla istnienia gatunku przez tysiąclecia. Wyborów dokonują pojedyncze osobniki.

- A czy wasi mężczyźni też mają tyle dziur?

- Dobre pytanie o dymorfizm płciowy. Otóż nie. Oni nie mają tylu dziur. Tylko kobiety. U was wielkie piersi mają też tylko kobiety.

 

Na tym zakończę. Mam nadzieję dopisać dalsze „mądrości” i uwagi przekazane przez kosmitkę Pelagię Dziurę. Ogólnie chodziło jej o to, że ludzkość nie powinna zdać się na egoistyczne i prymitywne wybory jednostek. Tłumaczyła, że ciało jest bardzo plastyczne i wystarczy stosunkowo niewiele pokoleń, by zmieniło się w niefunkcjonalny twór. Dlatego Ziemianie powinni wypracować spójną politykę prokreacyjną z priorytetem na dobro i siłę gatunku. Takiego gatunku, który będzie w stanie się przetrwać w kosmosie miliardy lat.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
tulipanowka · dnia 29.03.2022 19:41 · Czytań: 352 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 10
Komentarze
Darcon dnia 29.03.2022 19:43
Powiem krótko, uśmiałem się. :) Być może niektórych zniesmaczysz, ale to w końcu literatura, nie każdy musi lubić i czytać. Według mnie zachowałaś dobre proporcje pomiędzy humorem i pornolem. :)
Pozdrawiam.
d.urbanska dnia 30.03.2022 11:48
Podoba mi się gawędziarski styl narracji, dowcip i poprawność językowa.
Od zawsze wiem, że Stwórca nasz ma poczucie humoru, więc zapewne z miłością pochyliłby się i nad tą opowieścią.
Pozdrawiam
Dobra Cobra dnia 30.03.2022 12:58
To bardzo dobrze napisana, porządna opowieść. Ponadto może będzie nawet ciąg dalszy.


tulipanówka,

No, do czego to dochodzą baby, jak naoglądają się filmów porno...

Wiele celnych stwierdzeń, jak choćby o klęczeniu przy robieniu gały ;)

Huk wie, skąd się wzięła ta kosmitka, ale jako wielbiciel tej formy kontaktu, jak i wielokrotny uczestnik spotkań 3go stopnia, przyklaskuję pomysłowi. Mimo nieszanowania kina s-f.


Dobrze napisane, szczerze zdialogowane- czegóż chcieć więcej?

Gratuluję stworzenia interesującej opowieści.


W oczekiwaniu na ew. c.d.n pozostaje


DoCo
tulipanowka dnia 30.03.2022 22:34
bardzo dziękuję za ciepłe przyjęcie (bo miałam pewne obawy);
cieszę się, że na tym portalu mogę opublikować nawet kontrowersyjny tekst
pozdrawiam :)
Marek Adam Grabowski dnia 04.04.2022 12:40
Mam problem z oceną tego opowiadania. Z jednej strony jest ciekawe, dowcipne i smakowicie napisane. Z drugiej elementy antyreligijne i pornograficzne rażą mnie, a w samym utworze nie widzę przewodniego sensu.

Pozdrawiam
tulipanowka dnia 04.04.2022 18:26
Cieszę się, że przeczytałeś tekst i uznałeś za ciekawy.

Moim zdaniem sens (w tym i sens przewodni utworu) polega na poszukiwaniu sensu. A jak działanie nie ma sensu (lub większego sensu), to trzeba je zamienić na takie z sensem :)

pozdrawiam
Tarus dnia 05.04.2022 18:56 Ocena: Świetne!
Pierwsze wejście na portal, pierwszy tekst a tu taki sztos. Czyli chcąc nie chcąc, poczułem się zbałamucony i niejako przymuszony, oczywiście tyko w mojej głowie, aby się zarejestrować choćby po to by dodać ten komentarz. Polot, lekkość mimo powagi tematu (uważam naprawdę sens ogólny i morał za niezwykle ważny), ironia i prześmiewczość, momentami tylko miałem lekkie wrażenie przeciągnięcia tematu lecz przy dobrej lekturze tak jak i przy dobrym filmie myśle że to wybaczalne. Co wrażliwsze duszyczki mogą się zrazić ale nie ja który w ukryciu, z wypiekami na twarzy wczytywał się w ˆdorosłe fragmenty¨książek mojej rodzicielki i to jeszcze będąc w początkowych klasach podstawówki. Dla mnie wzorem i ideałem był/jest Marcin Wolski oraz jego Agent Dołu. Nie posiadam aż takiego warsztatu jak ty lecz śmiem twierdzić iż w podobnym tonie brzmią moje skromne teksty, choć jedyne czego się dorobiłem jak dotąd to tylko blogowe krótkie teksty oraz anonse na portalach , szczególnie randkowych. Blog skasowali, ja juz praktycznie nie piszę i pozostały tylko randki :). Szacunek ode mnie i napewno poczytam więcej twoich tekstów a w niedalekiej przyszłości zapewne i ja coś zamieszczę. Może wtedy będziesz mogła i ty mnie ocenić?
tulipanowka dnia 05.04.2022 21:59
Taurus - dziękuję za dobre słowo;
zdaję sobie sprawę z własnych niedoskonałości - ale pozytywne, wspierające komentarze powodują, że mam chęć napisać coś nowego
(wolę marchewkę :) niż kij)
pozdrawiam
Jacek Londyn dnia 14.04.2022 10:27
Dzień dobry.

Dużo w tekście o technice seksualnej, więc na początku mojego komentarza trochę o sprawach technicznych. Tekst jest napisany sprawnie, tu i tam coś można wytknąć (potrzebna Korektorka), ale to rzeczy mało istotne.

Jeśli chodzi o wrażenia artystyczne... cóż znajdą się fani (na to wskazują komentarze), ale mnie ten tekst zmęczył. Jest mocno przeciągnięty, opowieść o dziurach nie ma końca, nuży. Ogólnie przesłanie jest właściwe, ale o wiele lepiej byłoby, gdyby opowiadanie miało lekkość scenariusza Seksmisji.

Niepotrzebnie tyle o religijności, a w zasadzie o tym, co kryje się w głowach pełnych hipokryzji parafianek. Ich wypowiedzi (przez sposób zestawienia słów) może być nie do przyjęcia przez wielu czytelników; przykład poniżej:

- Jest Bóg. I jest fiut – podsumowała Gośka.

W tekście wyłapałem mądre zdanie:

- To straszne. Kobieta to nie ser szwajcarski - podsumowałam.

Zmęczonym, kobiecym atakiem na ród męski facetom, wskazuje ono inną drogę:

Szwajcar-love-story

Szwajcar szepnął do sera:
„Twoją dziurkę wybieram.”
:)

Pozdrawiam
JL
tulipanowka dnia 16.04.2022 00:12
dziękuję Jacku za ciekawy komentarz;
raczej nie chodziło mi o przeskok aż w taką skrajność :) - że zamiast kobiety należy jeść żółty ser
/a zamiast mężczyzny można skonsumować twarożek/
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Jacek Londyn
21/05/2022 16:31
Dziękuję za opinię, wolnyduchu. W sprawie dolnej półki -… »
wolnyduch
21/05/2022 15:13
Sympatyczna mini, gdyby to był mój wiersz, to by miał inne… »
wolnyduch
21/05/2022 15:04
Dobry, wymowny wiersz, pięknie napisany. Niestety w czasie… »
wolnyduch
21/05/2022 14:57
Dobrze napisane, tekst wartko płynie. Co do tych win… »
Dobra Cobra
21/05/2022 12:33
Bardzo mile i społecznie zaangażowane opowiadanie, które w… »
Florian Konrad
21/05/2022 10:19
dziękuję. była dobra :) »
Marian
21/05/2022 09:09
Annakoch, dziękuję za odwiedziny i komentarz. Miło mi, że Ci… »
wolnyduch
21/05/2022 02:28
Tak, bardzo dobre, to prawda, no cóż, często trudno się… »
Brytka
21/05/2022 00:39
Ok. Zaciekawił. »
wolnyduch
21/05/2022 00:35
Witaj Pulsarze, nie wiedziałam, że się już poznaliśmy… »
wolnyduch
20/05/2022 23:59
Ten drugi w.w.p ja go piszę z małej litery, czemu, chyba nie… »
Florian Konrad
20/05/2022 23:02
Dziękuję. Ten pan to... Glapa, czy bWładimir Władimirowicz?… »
Florian Konrad
20/05/2022 23:00
Dziękuję! »
annakoch
20/05/2022 21:00
Dobrze napisane, fajnie się czyta. Jeśli chodzi o nazwy… »
annakoch
20/05/2022 20:40
Dziękuję za słowa komentarza, trafną interpretację i… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:27
Najnowszy:Parderdf
Wspierają nas