Wigilia Wszystkich Świętych cz.I - paniscus
Proza » Historie z dreszczykiem » Wigilia Wszystkich Świętych cz.I
A A A
Wigila Wszystkich Świętych cz.1


"...Pogoda jak mówiłem nie będzie nas rozpieszczać. Parne i gorące popołudnie, zwiastuje tylko jedno..."
-Burzę, a co innego!- zawołał z entuzjazmem niespełna trzydziestoletni mężczyzna. Uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na przestraszonego pasażera swojej "Sonii", jak pieszczotliwie nazywał taksówkę, którą od pięciu lat jeździł po okolicach Katowic. Miewał różnych pasażerów, od wesołych i rozrywkowych , do dziwnych i cichych, a nawet nierzadko agresywnych ludzi. Z tymi ostatnimi radził sobie bez mniejszych problemów, mając pod ręku swoją ulubioną broń, stary zasłużony Colt, pamiątkę po dziadku. Przydawał mu się nieraz także "niezbędnik taksówkarza" jakim był podręczny gaz.
-Niech się pan rozluźni- rzekł do pasażera- Jaka jest pańska godność, bo wyleciało mi z głowy?
-Nic dziwnego- odburknął zagadnięty- Jestem doktor habilitowany Jan Nowak.
-Jasiu, będę ci mówił, bez tych całych tytułów, co nie? Kto by to wszystko zapamiętał, co nie? Ja tam jestem taksówkarz o zaawansowanej znajomości planu miasta i okolicznych wsi, Edward, dla znajomych Edek. Ty możesz mi mówić Edek. Fajnie, co nie?
-Oczywiście co, nie?- odrzekł bez entuzjazmu pasażer.
-Ale jesteś spięty trzeba coś zapodać- to rzekłszy wziął do ręki plik płyt CD wyraźnie czegoś szukając- O mam!- zawołał, lecz okrzyk został zagłuszony przez pasażera, który nie wytrzymał, widząc nadjeżdżającą ciężarówkę. Kierowca jednak ze spokojem lekko trącił kierownicę.
-Po co te krzyki, nie jest doktor na boisku, tylko w mojej taksówce. Myślał doktor, że pozwoliłbym na to, by coś się stało mojej Sonii? Nie do pomyślenia.
-Myślałem, że...- jąkał się przestraszony mężczyzna- to znaczy nie wiedziałem czy pan widzi tę, tę...
-Ciężarówkę.- dokończył Edward- tę dwunastokołową śmierć, bo nie widziałem, ale doktor mnie w dość nietypowy sposób o tym poinformował. Żartuję stary, wrzuć na luz, jak mówi dzisiejsza młodzież co, nie?- taksówkarz, widząc, że nie doczeka się odpowiedzi postanowił rozweselić towarzysza i puścił płytę, której szukał.
-Cco to jest? To jest jak muzyka grobowa- powiedział coraz bardziej przestraszony pasażer.
-E tam, jaka tam grobowa. To jest Rammstein, fajny co nie, a ta piosenka to Morgenstern, później się rozkręci, bez obaw.
Jan Nowak, mający tytuł doktora, ukończywszy Politechnikę Śląską w Gliwicach, nie myślał zapewne, że będzie musiał jeździć po Katowicach taksówką z takim gburem.
-Haslich. Du bist haslich. Du, du bist haslich!- przerwał rozmyślania doktora, śpiew kierowcy.
-Dziękuję bardzo, tu wysiadam- powiedział z widoczną ulgą w głosie pasażer, widząc, że zbliża się do swojego celu podróży.
-Ależ proszę bardzo, należy się...
-Nieważne, masz pan i reszty nie trzeba- podał kierowcy banknot.
-Dziękuję i zapraszam na kolejną przejażdżkę, nie bez takich miłych przygód.
-Tak oczywiście. Do widzenia!- pożegnawszy się doktor Nowak mocno trzasnął drzwiami i szybko oddalił się od Edka oraz jego Sonii. Za sobą usłyszał złorzeczenie taksówkarza, który nie mógł zrozumieć, że ktoś tak potraktował jego ukochany samochód.

-Zbiera się na deszcz- spojrzał na chmury Edward- Trzeba najpierw iść coś zjeść, o fajna knajpka- zauważywszy bar, taksówkarz podjechał na parking i zaparkował. Wesołym krokiem, podrzucając kluczami od samochodu przemierzał plac, aby dojść do miejsca, gdzie mógłby zaspokoić swój głód. Mężczyzna zatrzymał się, gdyż zauważył dziwny cień w krzakach obok zaparkowanych samochodów. Bar leżał między drogą szybkiego ruchu, a lasem, który chwilę przed burzą wydawał się żyć. Poruszał się tak jakby chciał wchłonąć budynek, własność natury. Drzewa, raz po raz, wyciągały swe ramiona, które zwróciły się w kierunku Edwarda. Kierowca głośno przełknął ślinę i rozejrzał się po okolicy. Zauważył, że parking jest prawie pusty oprócz dwóch starych samochodów, stojących pod knajpką.
-E tam, natura mi robi psikusa- dodawał sobie otuchy mężczyzna- co mi może się stać. Ludzi się nie boję, a duchy nie istnieją...
-Czyżby?- przerwała monolog wynurzająca się postać. Twardy i wesoły Edek, odskoczył ze strachu i mimowolnie się przeżegnał. "Czy to zjawa, czy to duch?"- myśli błąkały się po głowie taksówkarza. Głód w mgnieniu oka ustąpił panicznemu strachowi, który ogarniał całe ciało mężczyzny. Postać zrobiła krok w jego stronę. "Boże pomóż mi, już nigdy nie będę bluźnił i straszył swoich pasażerów. Ojcze nasz..."- zaczął modlić się w duszy człowiek, chodzący do kościoła tylko od święta.
-Mówił pan coś?- ponowiła pytanie postać. Edward otworzył oczy, zamknięte ze strachu. Wiatr stawał się coraz silniejszy. Straszna istota, którą widział przed chwilą, przybrała postać człowieka. "Może to nie jest duch"- próbował uspokoić się kierowca- "Edek ty stary głupcze..." myśli przerwał nagły błysk i głośny huk. Mężczyzna z krzykiem upadł na ziemię i zobaczył nachylającego się nad nim starca z długimi szarymi włosami.
-To był tylko piorun, lepiej się szybko skryjmy do tej knajpki. Niech się pan nie boi- powiedziała łagodnie istota, której przestraszył, twardo stojący na ziemi Edward.
-Ja się nie boję- odburknął taksówkarz, zrozumiawszy jaką gafę popełnił. Pragnął teraz szybko oddalić się od tego miejsca i starca, który musi mieć z niego niezły ubaw. Żołądek jednak czując, że zagrożenie minęło dał o sobie znać i wygrał. Kierowca uległ pokusie smacznej i gorącej pieczeni, zjedzonej nawet w obecności człowieka, wobec którego się zbłaźnił.
-No dobra...- przerwał. W oczach mu na chwilę pociemniało, wzdłuż kręgosłupa powoli przeszedł zimny dreszcz. Zobaczył w ręce starca swojego kochanego Colta, który był wycelowany prosto w niego. Edward nie mógł zrozumieć jak jego broń mogła się dostać w ręce tego mężczyzny. To jest jakaś tajemna siła, starał się pojąć ostatnie wydarzenia. Stał sparaliżowany strachem, spoglądając, raz po raz, to na swojego Colta, to na postać. Tyle niedokończonych spraw, nie mógł uwierzyć, że wszystko już skończone. Miał zginąć tu, na tym odludziu? Nigdy jeszcze się przed nikim nie ugiął i tym razem też tego nie zmieni. Nie będzie błagał o życie, nigdy!


paniscus
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
paniscus · dnia 23.03.2007 22:17 · Czytań: 930 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
beata dnia 25.03.2007 00:16
ponieważ jest to pierwsza część, więc trudno na razie się wypowiedzieć, ale jest w tym opowiadaniu fragment, w którym w kilku zdaniach pod rząd używasz słowa parking....."taksówkarz podjechał na parking i zaparkował" i dalej ten parking się pojawia parę razy.A Politechnika Śląska pisze się dużą literą...Powodzeniapodczas pisania dalszej części.;)
paniscus dnia 25.03.2007 12:36
Dzięki za wytknięcie błędów i komentarz.
Oczywiście poprawiłem Politechnikę Śląską, taki błąd co by powiedzieli moi prowadzącyB).
Poprawiłem też te powtórzenia, aż niezbyt miło się czyta.
Wielkie dzięki. Za niedługo dalszy ciąg.

pozdrawiam paniscus.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
15/06/2024 11:36
Iwonno. Na pewno udało Ci się stworzyć klimat zabawnych… »
pociengiel
14/06/2024 16:20
W takich parkach starzy Indianie wciąż zbierają chrust z… »
Jacek Londyn
14/06/2024 11:19
Tereso, nie daj mu dłużej czekać. Stary park to dobre… »
Kazjuno
14/06/2024 09:53
Licaaszu. Zarówno Darcon, Ivoona i ja (chociaż z moją… »
Kazjuno
14/06/2024 09:27
Odpisuję Janusz z poślizgiem. Zrezygnowałem wczoraj z jazdy… »
ivonna
14/06/2024 04:05
Hej :) Ciekawy pomysł na opowiadanie, ciekawie poprowadzone… »
valeria
13/06/2024 19:54
Dzięki, po prostu skupiam się na pisaniu. Gdybym była cały… »
mike17
13/06/2024 17:31
Akcenty przyrodnicze mile widziane, zwłaszcza że doskonale… »
Janusz Rosek
13/06/2024 13:51
Kazjuno Z przyjemnością przeczytałem Twoje teksty. W… »
Janusz Rosek
13/06/2024 09:27
Kazjuno Dziękuję bardzo. Słuszne uwagi. Nie zauważyłem tych… »
Kazjuno
12/06/2024 21:51
Jak poprzednie, Januszu, wspomnienia także 3 powyższe mnie… »
Kazjuno
12/06/2024 16:15
Bardzo dziękuję Jacku za opinię i cenne uwagi. Też… »
Jacek Londyn
12/06/2024 14:47
Kazjuno, jestem. Nie będę krytykował. Przedstawię parę… »
Kazjuno
11/06/2024 12:26
Mam Jacku nadzieję na Twoją krytykę moich wypocin… »
Jacek Londyn
11/06/2024 07:53
Dzień dobry. Dziękuję za komentarz. A przesłanie...… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:Lena655