Odium przegranych - SmutnaBulwa
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Odium przegranych
A A A

Rozdział pierwszy

 

Pan Yarkel westchnął ostentacyjnie, przeglądając kolejną teczkę z dokumentami. Skwar za oknem i huczący klimatyzator wewnątrz pomieszczenia, nie dawały się skupić. Mężczyzna poluzował krawat. Wciąż myślał o, obiecanym przez żonę, chłodniku z botwinką.

            Niedługo szesnasta i fajrant – powtarzał sobie już kilka godzin. Od ulubionej zupy; tak cudownie zimnej, z gęstą śmietanką i świeżymi buraczkami, dzieliło go zaledwie kilka osób do zakwalifikowania. Yarkel ponownie westchnął, upewniając się, że na twarzy rozmówczyni widnieje odpowiednio przepraszający wyraz i powrócił do kartkowania plików. Powoli przesunął się w stronę holokomputera. Jęknął boleśnie, widząc wygaszacz ekranu. Należało znów wpisać hasło i identyfikator. Potem było jeszcze gorzej, bo mężczyzna musiał nanieść numer przydziałowy siedzącej przed nim dziewczyny i porównać z dokumentami, które przyniosła.

            Petentka była zestresowana. Wciąż bawiła się pierścionkami na dłoniach, co tylko drażniło Yarkela.

            Nosić jeden pierścionek? W porządku, każdy zobaczy, że to czyjaś baba. Ale tyle? Co one mają oznaczać?! – sarkał w myślach, gdy jego wzrok znów uchwycił irytujące ruchy nieznajomej.

            Oprócz nadmiarowej biżuterii, dziewczyna miała na sobie schludną, białą koszulę,  czarną spódnicę za kolano i przykurzone ciemne lakierki.

            Trochę zbyt prosty ten strój – przyznał w myślach Yarkel, mimowolnie odnotowując, że nosicielka musi być biedna. Kolejny minus.

            Gdy w końcu zobaczył na monitorze kartę identyfikacyjną petentki, dowiedział się, że nazywa się Moudisha Sona.

            Durne imię.

            Zerknął jeszcze na papierowy formularz, który wypełniła. Na razie się wszystko zgadzało.

            – Dobrze, Moudisho, zacznijmy od twoich umiejętności specjalnych.

            Dziewczyna nerwowo zacisnęła wargi.

            – Hm, nie jest tego dużo – kontynuował z dezaprobatą Yarkel. – Umiesz tylko kontrolować cieniostwory i tworzyć bariery kinetyczne?

            Moudisha skinęła głową. Urzędnik westchnął.

            – A może telepatia? Tworzenie portali, telekineza, zmiana kształtu? Nic?

            – Tylko to… – odparła cicho.

            Yarkel westchnął i spojrzał na dziewczynę jak na wyjątkowo nieudane zwierzę, które wtargnęło do jego biura.

            – „Zdolności specjalne poniżej przeciętnych”. – Zanotował głośno. – Wiesz, że cieniostworów używa się już tylko w niektórych fabrykach na prowincjach? – zapytał i nie czekając na odpowiedź, kontynuował. – Bariery? Na co komu bariery? Jeszcze powiedz, jaki masz wektor zasięgu zdolności.

            Moudisha przez chwilę milczała.

            – Bariery mogę tworzyć w promieniu pięciu metrów, a cieniostwory… – Odruchowo wzruszyła ramionami. – Nigdy nie miałam okazji spróbować. Tylko raz miałam z nimi styczność, na testach kwalifikacyjnych i tam wyszło, że…

            Yarkel westchnął, bzdurna gadanina tylko go męczyła. W jednej rubryczce wpisał „5m”, drugą natomiast skreślił. Zmarszczył brwi, wyłapując kolejną informację.

            – Studiowałaś z programu?

            Dziewczyna niemalże wykręcała sobie palce z nerwów.

            – Tak. Jako dziecko rodziców klasy C, mieszkających na obrzeżach, mogłam wziąć udział w specjalnym…

            Yarkel już nie słuchał i machnął od niechcenia dłonią, że już wie wszystko i rozmówczyni może zamilknąć. Gdy wczytywał się w kolejne dane, na jego twarzy nagle zakwitł sarkastyczny grymas.

            – Jakoś wybitnie ci tam nie poszło, co? Widzę, że jeden z przedmiotów powtarzałaś.

            – Tak wyszło…

            – I napisałaś dwie prace na temat… – Przerwał na chwilę, tylko po to, by kontynuować z rozbawieniem. – „Kulturalnego rozkwitu cywilizacji Przedskażeniowej na podstawie kontynentalnych malowideł naściennych” oraz „Struktury gospodarcze i społeczne cywilizacji Przedskażeniowych w oparciu o materialne pozostałości”? Co to jest…? To…

            – Studiowałam kultury Przedskażeniowe – wtrąciła. A widząc wciąż wiercące, kpiące spojrzenie, mówiła dalej – liczyłam, że dostanę pracę… na zewnątrz, poza kopułami.

            Ostatnie słowa starły Yarkelowi uśmiech z twarzy.

            – Niby co tam chciałaś robić?

            – Brać udział w badaniach…

            Urzędnik parsknął pogardliwie.

            – I przyczyniać się do bezmyślnego wydawania funduszy publicznych na pogoń za mrzonkami z przeszłości? – Nie oczekiwał odpowiedzi, zaznaczył kolejny minus w kwestionariuszu osobowym i czytał dalej. – O, podczas praktyk studenckich dostałaś adnotację „Nie integruje się z grupą”.

            Oderwał wzrok od monitora i spojrzał na Moudishę, oczekując wyjaśnień.

            – No tak… Raz się zdarzyło. Nikt inny się nie skarżył, tylko jeden wykładowca rzucił taką krótką uwagę, więc… – Nie wiedziała, co mogłaby dodać.

            – „Nie integruje się z grupą” – powtórzył Yarkiel. – Sonda, sprawdź mi proszę skargi, uwagi publiczne i informacje obywatelskie podmiotu Moudisha Sona.

            Holosonda wyświetliła się jako niewielka kulka i zbliżyła do dziewczyny, skanując ją.

            – Oho – mruknął Yarkiel, patrząc, na to, co zaczęło mu się wyświetlać na monitorze. – Uczestnictwo w bójce, wagary, lekceważące podejście do nauki, dalej… – Mężczyzna przerwał i spojrzał na Moudishę jak na seryjną morderczynię. – Dalej… Oho… Skargi sąsiadów. „Obiekt publicznie używa obelżywego słownictwa”, „Obiekt nie przestrzega norm kulturowych”. Możesz to wyjaśnić? – Połączył się z czipem dziewczyny i wymusił na nim wyświetlenie hologramu z informacjami przed jej twarzą.

            – Ta bójka to z czasów szkolnych… Nie wiem, miałam może z dziewięć lat. Nie wiedziałam, że to tu jest – zaczęła cicho Moudisha. – A wagary… em.. Kto na nie nigdy nie poszedł? I to z „lekceważącym podejściem” wystawiła ta sama osoba, co napisała o wagarach, także jedno zajście, dwie uwagi sprzed lat. – Spróbowała się uśmiechnąć, widząc jednak kamienne oblicze rozmówcy, przestała. – A skargi sąsiadów… Em… wszędzie jest ten sam kod osoby wypisującej zeznania. W bloku mamy taką… kobietę, ona naprawdę pisze skargi na wszystkich. Często są to rzeczy… absurdalne. Raz nie powiedziałam jej „dzień dobry” i dlatego napisała to o normach kulturowych, a raz…

            Yarkiel wymownie oczekiwał dalszych wyjaśnień.

            – Raz ją zwyzywałam, przyznaję się. Próbowała zrobić awanturę o mojego mecha-psa, że niby sra… przepraszam, wydala pod jej oknami. Co jest bzdurą kompletną, bo przecież to mecha-pies, na prawdziwego mnie nie stać. Ta kobieta po prostu wypisuje mnóstwo… informacji obywatelskich.

            Urzędnik dotknął hologramu z kodem osoby wypisującej zeznania na Moudishę. Faktycznie, wyświetlił się profil kobiety, która w ciągu ośmiu ostatnich lat napisała dwa tysiące sto trzydzieści siedem adnotacji o swoich sąsiadach.

            – Zwyzywałaś… – mruknął mimo to. – Czyli jednak z tym „nie integrowaniem się z grupą” coś jest na rzeczy…

            – To po prostu zwykłe uwagi, każde jakieś dostaje w ciągu życia. – Znów spróbowała obrócić to wszystko w żart, ale znów nie wyszło.

            – Na moim profilu nie ma żadnych uwag – burknął Yarkiel.

            – Bo skorzystał pan z pakietu – wtrąciła cicho Moudisha.

            – Słucham?

            – Jak pan użył sondy do skanowania mnie, użył pan… publicznej wtyczki. Mam zapisany pański profil i jest adnotacja, że cyklicznie używa pan pakietu usuwającego uwagi. Nie każdego na to stać, stąd… mam u siebie takie pierdoły… Przecież to naprawdę nic takiego.

            Gorzej być nie mogło. Yarkiel wymownie wyprostował się na krześle, a Moudisha już wiedziała, że ma przesrane. Mężczyzna poczerwieniał na twarzy, jednak wstrzymał się z rzuceniem tego, co cisnęło mu się na usta.

            – Zatem trzeba było odkładać pieniądze na pakiet czyszczący zamiast na mecha-psa – odparł za to i znów zaczął skreślać coś w kwestionariuszu Moudishy.  – Nie masz żadnych przydatnych społecznie umiejętności – zawyrokował w końcu. – Nie masz konotacji, talentów, ani predyspozycji do zajmowania wyższej klasy. Przypisuję ci kategorię D. Minus D. I przydzielam rangę pracownicy niewykwalifikowanej.

            Zanim Moudisha zdążyła zareagować, dwoma klawiszami zatwierdził wyrok.

            – Nie… – Dziewczyna wstała z krzesła, zupełnie jakby mogła cokolwiek zmienić. – Proszę… – jęknęła. – Przecież to…

            Ale Yarkiel popchnął w jej stronę biuletyn publiczny z informacjami o randze D i wcisnął klawisz, wzywający kolejnego petenta.

            – Proszę, niech pan to zmieni – zaczęła Moudisha. W drzwiach stanął chłopak, pytająco zerknął na urzędnika i na wciąż zajęte miejsce.

            – Do widzenia – rzucił Yarkiel. – Zapraszam, proszę tutaj. Chyba nie chce pani dostać uwagi, wystawionej przez pracownika instytucji społecznej? Proszę wyjść.

            Moudisha zerknęła jeszcze błagalnie na nieznajomego, zupełnie jakby on mógł jakoś pomóc. Gdy tylko wymownie stanął nad krzesłem, chwyciła ulotkę i wyszła. Drżały jej dłonie, mimo to połączyła się z biuletynem na korytarzu urzędu, ustawiając widok hologramu na prywatny.

            – WITAJ! SKANUJĘ.

            Przed oczami wyświetlił się wesoły ludek, uważnie w nią wpatrzony.

            – WITAJ, MOUDISHO SONA – zaczął ponownie. – PRZYDZIELONO CIĘ DO KLASY „D”, Z PREDYSTYNOWANYM MINUSEM. GRATULUJĘ! PAMIĘTAJ, PRZYDZIAŁ KLASOWY MOŻE BYĆ PONOWNIE ROZPATRZONY, GDY MINIE CO NAJMNIEJ PIĘĆ LAT OD OSTATNIEJ DECYZJI. STARAJ SIĘ ROZWIJAĆ JAKO OBYWATELKA, A NA PEWNO OSIĄGNIESZ SZCZYTY. – Ludzik skłonił się, by zaraz unieść splecione dłonie w geście zwycięstwa. – W KLASIE „D” CZEKA CIĘ WIELE ZMIAN. DOTYCHCZAS DZIEDZICZYŁAŚ KLASĘ „C” PO RODZICACH. TYM RAZEM… PROSZĘ CZEKAĆ. ŁĄCZĘ. ZMIENIONO DOSTĘP DO OPIEKI MEDYCZNEJ NA POZIOM PODSTAWOWY. NIE PRZYSŁUGUJE CI LECZENIE SZPITALNE. JEŚLI CHCESZ WYKUPIĆ NOWY PAKIET ZDROWOTNY, SKONTAKTUJ SIĘ Z DOWOLNYM PUNKTEM. PAMIĘTAJ, W KLASIE „D” CENY PAKIETÓW MEDYCZNYCH ZOSTAŁY PODNIESIONE O 25% W STOSUNKU DO CEN OBOWIĄZUJĄCYCH OBYWATELI W WYŻSZYCH KLASACH.

            ZMIENIONO SKŁADKI. OD TEJ PORY OBOWIĄZUJĄ CIĘ 60% SKŁADKI ZAROBKOWE. ZMIENIONO PRAWO DO ROZRODU. W KLASIE „D” PANUJE BEZWZGLĘDNY ZAKAZ POSIADANIA POTOMSTWA. ZMIENIONO PRAWO DO EDUKACJI. BRAK MOŻLIWYCH KURSÓW KWALIFIKUJĄCYCH NA POZIOMIE INNYM NIŻ PODSTAWOWY.  UWAGA. OSOBY Z WYŻSZYCH KLAS NIŻ „D” BĘDĄ OTRZYMYWAĆ POWIADOMIENIA, GDY ZECHCESZ SIĘ Z NIMI KONTAKTOWAĆ. MAJĄ PRAWA DO WYCISZENIA CIĘ I ZABLOKOWANIA TWOJEGO WIDOKU. NIE PRZYSŁUGUJE CI PRAWO ODWOŁANIA. NIE MASZ PRAWA DO POSIADANIA MAJĄTKU PRZEKRACZAJĄCEGO STO TYSIĘCY TWARDÓW. W PRZYPADKU NIEDOSTOSOWANIA SIĘ, MAJĄTEK ZOSTANIE ZAREKWIROWANY. WPROWADZONO OBOWIĄZEK GODZINY POLICYJNEJ. NIE MASZ PRAWA PRZEBYWANIA POZA MIESZKANIEM PO GODZINIE DWUDZIESTEJ DRUGIEJ. JEDYNIE ODWOŁANIE: WYPIS PRZEZ PRACODAWCĘ. PRZYZNANO PRZYDZIAŁ PRACOWNICZY. POSIADASZ RANGĘ „PRACOWNICA NIEWYKWALIFIKOWANA”. OZNACZA TO, ŻE MASZ PREDYSTYNOWANĄ LISTĘ MOŻLIWYCH ZAWODÓW DO PEŁNIENIA. ZWIĘKSZONO CZAS TRWANIA MOŻLIWEGO ARESZTU Z CZTERDZIESTU OŚMIU GODZIN NA SIEDEMDZIESIĄT DWIE BEZ PODANIA PRZYCZYNY PRZEZ FUNKCJONARIUSZY. WIĘCEJ O ZMIANACH, WCIŚNIJ „WIĘCEJ”. GRATULUJĘ PRZYZNANIA NOWEJ KLASY. POWODZENIA. ZAKOŃCZ.

            Ludzik wyłączył się, a Moudisha stała ze zwieszoną głową.

            Kurwa mać.

            To były jej jedyne przemyślenia, gdy wracała do mieszkania.

            Żar lał się z nieba, a Moudisha patrzyła na kopułę, ochraniającą miasto. Tam, gdzie kończył się bezpieczny świat, zaczynało Skażenie i cieniostwory. W takich chwilach dziewczyna miała wrażenie, że ona także jest w jakiś sposób zepsuta, wypełniona potworami. Dlatego tak zawsze ciągnęło ją poza kopułę. I dlatego psuła absolutnie wszystko, z czym miała styczność.

 

* * *

 

            Blok, w którym mieszkała Moudisha, był jednym z wielu na osiedlu. Kanciasta, ogrodzona, szara bryła, ściśle przylegająca do innej, równie szkaradnej, w pełni odzwierciedlała nijakość, którą przesiąkali jej mieszkańcy. Rządy potworów architektonicznych wchłaniały wszelką zieleń, a niewielki placyk zabaw dla dzieci z pojedynczym bujakiem w kształcie konika i huśtawką, zamykany był na kłódkę i udostępniony wyłącznie po umówieniu się na wizytę. Wtedy pan Bigby, nadzorca osiedla, z wielkim jękiem otwierał placyk i wymownie stał obok, czekając, aż będzie można go zamknąć z powrotem.

            Moudisha już po drugiej stronie ulicy zobaczyła sąsiadkę z piątego piętra, która niemalże zwisała z okna, podparta o parapet. Kobieta miała pożółkłe, nieczesane włosy, męczone najtańszymi farbami i równie żółte zęby, które wyszczerzyła na widok Moudishy. Ostentacyjnie stuknęła w papierosa, strzepując go na trawnik. Charknęła obrzydliwie, próbując zwrócić na siebie uwagę. Jednak Moudisha rzuciła jej tylko pełne pogardy spojrzenie i wpisała kod, otwierający bramkę ogrodzenia. Zrobiła kilka kroków i wpisała kod do kolejnej bramki, tym razem przeznaczonej wyłącznie dla jednego bloku. Potem wpisała kod do samego budynku i dopiero wtedy znalazła się w środku, gdzie mogła wpisać kod do mieszkania.

            Dzieliła je z czterema innymi osobami. Już od progu usłyszała podniesione głosy i standardową kłótnię o używanie cudzych garnków, i niemycie naczyń. Wrzaski dobiegały z kuchni, Moudisha od razu skierowała się do swojego pokoju. Był wyjątkowo mały. Tapczan z przebijającymi materiał sprężynami sprawiał, że dziewczyna ciągle układała na nim koce i część ubrań, licząc, że będzie odrobinę wygodniejszy. Próżne trudy. Komoda także najlepsze lata miała za sobą, a krzywo zawieszona półka ścienna przypominała Moudishie o skrzywieniu wszechświata.

            Nieszczęśnica opadła na tapczan, zerkając na zwiniętego i uśpionego mecha-psa.

            – Włącz się – mruknęła. Musiała wcisnąć ręcznie przycisk, żeby zwierzę zareagowało. Tani blaszak z namalowaną, skłębioną, burą sierścią zamerdał wesoło ogonem.

            – PANI, PANI, PANI, PANI WRÓCIŁA, OJEJ, OJEJ, PANI, PANI.

            Kilkukrotnie pacnęła mecha-psa w głowę.

            – Jak się bawiłeś, Koleżko?

            – ŁĄCZĘ. ODPOWIEDŹ. ŚWIETNIE, PANI. OJEJ, WRÓCIŁAŚ!

            – Ścisz to kurwisko! – Nagłe uderzenie w drzwi przypomniało dziewczynie, że nie jest w mieszkaniu sama.

            – Koleżko, ciszej o siedemdziesiąt procent.

            – Dobrze, pani. – Zdawało się, że mecha-pies zaczął szeptać. – Skanuję. Wykryto aktualizację właściciela. Dostosowuję program. Proszę czekać.

            Robot zamigotał diodkami, które miał zamiast oczu, a po chwili się wyłączył. Moudisha pacnęła go w głowę, aby zareagował na ponowną aktywację.

            – PANI, PANI! WRÓCIŁAŚ.

            – Ścisz się o osiemdziesiąt procent.

            – Pani, masz nową klasę! Kategoria „D” minus!

            – Naprawdę, nie musisz mi o tym przypominać.

            – Dobrze. Wyjdziemy na spacer?

            – Nie mam ochoty… Może później.

            – Skanuję. – Mecha-pies znów się wyłączył, jednak nie minęło kilka sekund, nim włączył samodzielnie. – Czy wiesz, że samotne kobiety, zamieszkujące tę dzielnicę mają aż pięciokrotnie wyższą szansę na bycie porwaną i zamordowaną od statystycznej obywatelki miasta?

            – I ty to nazywasz szansą…? Chociaż w sumie... Dobra, dowal mi czymś jeszcze. – Moudisha przekręciła się na brzuch i mimowolnie ściskała łapkę robota.

            – Będąc w klasie „D” masz ośmiokrotnie większą szansę na popadnięcie w alkoholizm od obywateli wyższych klas.

            – Tylko ośmiokrotnie? Pff, co to takiego. Koleżko, ładuj do pełna i dowal bardziej.

            – Przetwarzam. Szansa na to, że w ciągu najbliższego kwartału popełnisz samobójstwo wynosi dwadzieścia siedem procent i będzie rosnąć o cztery i sześć dziesiątych punktów procentowych każdego roku.

            – O – mruknęła cicho. Przewróciła na plecy i zerknęła na szarawy sufit. – To kiepsko.

Po chwili zwinęła w kłębek i udawała, że wszystko jest w porządku.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
SmutnaBulwa · dnia 29.04.2022 17:17 · Czytań: 139 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 3
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze
Jacek Londyn dnia 01.05.2022 10:53
Dzień dobry.

Ciekawy początek. Historia o nieprzystającym do otaczającego ją świata żeńskim członku społeczeństwa. Miejscami smutno, miejscami pojawia się angielski humorek. :) Na pewno zerknę "pod kopułę" w następnym odcinku.

Napisane sprawnie, choć można byłoby coś tu i tam poprawić. Wydaje mi się, że za dużo jest przecinków. W wielu zdaniach można się ich pozbyć bez szkody dla poprawności interpunkcyjnej.

Tu bym widział małe zmiany:

Cytat:
nie­mal­że zwi­sa­ła z okna, pod­par­ta o pa­ra­pet
- oparta...,

Cytat:
Osten­ta­cyj­nie stuk­nę­ła w pa­pie­ro­sa, strze­pu­jąc go na traw­nik.
- niezręcznie sformułowane,

Cytat:
Skwar za oknem i hu­czą­cy kli­ma­ty­za­tor we­wnątrz po­miesz­cze­nia, nie da­wa­ły się sku­pić.
- nie pozwalały na skupienie,

Cytat:
cy­wi­li­za­cji Przed­ska­że­nio­wej
- jeśli nazwa własna, to i cywilizacja dużą literą.

Zastanowiłbym się nad pisownią drukowanymi literami wypowiedzi mech-psa i ludzika. Czy to podkreśla urzędowy lub mechaniczny sposób przekazu? W dłuższych zdania taka pisownia męczy.

I tyle tego by było... :)

Pozdrawiam
JL
Galernik dnia 01.05.2022 12:22 Ocena: Bardzo dobre
Smutna - Bardzo dobrze to się czyta, jest wciągające i zabawne. Bardzo mi się podoba kłótnia o garnki, świetne. WIELKIE LITERY - może faktycznie trochę męczą. Może kursywą? Ale rozumiem, że ma to obrazować język mechaniczny, sztuczny.
Ostateczni - dla mnie bomba!
SmutnaBulwa dnia 02.05.2022 17:10
Bardzo dziękuję za miłe słowa i uwagi. Czas na poprawki :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Lilah
21/05/2022 20:25
Dziękuję, wolnyduchu. Też się zastanawiałam nad… »
Galernik
21/05/2022 20:15
Marian, podpisuję się pod opiniami powyżej. Z jednym małym… »
Jacek Londyn
21/05/2022 16:31
Dziękuję za opinię, wolnyduchu. W sprawie dolnej półki -… »
wolnyduch
21/05/2022 15:13
Sympatyczna mini, gdyby to był mój wiersz, to by miał inne… »
wolnyduch
21/05/2022 15:04
Dobry, wymowny wiersz, pięknie napisany. Niestety w czasie… »
wolnyduch
21/05/2022 14:57
Dobrze napisane, tekst wartko płynie. Co do tych win… »
Dobra Cobra
21/05/2022 12:33
Bardzo mile i społecznie zaangażowane opowiadanie, które w… »
Florian Konrad
21/05/2022 10:19
dziękuję. była dobra :) »
Marian
21/05/2022 09:09
Annakoch, dziękuję za odwiedziny i komentarz. Miło mi, że Ci… »
wolnyduch
21/05/2022 02:28
Tak, bardzo dobre, to prawda, no cóż, często trudno się… »
Brytka
21/05/2022 00:39
Ok. Zaciekawił. »
wolnyduch
21/05/2022 00:35
Witaj Pulsarze, nie wiedziałam, że się już poznaliśmy… »
wolnyduch
20/05/2022 23:59
Ten drugi w.w.p ja go piszę z małej litery, czemu, chyba nie… »
Florian Konrad
20/05/2022 23:02
Dziękuję. Ten pan to... Glapa, czy bWładimir Władimirowicz?… »
Florian Konrad
20/05/2022 23:00
Dziękuję! »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas