Tajemnica lasu - OlaDeSmog
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Tajemnica lasu
A A A

 

- Ach, to był ciężki dzień… - powiedziała do siebie Kasia, stawiając zakupy na krześle w kuchni. Zmęczona powoli krzątała się po pokoju, gdy coś miłego otarło się o jej łydkę. - Tak, tak, Filuś, kupiłam coś dobrego też dla ciebie. - uśmiechnęła się do białego puchatego kota z czarną plamą wokół jednego oka, czarną łatą na brzuchu i czarnym paseczkiem przy końcu ogona, ale tak, że sam koniuszek był jeszcze biały, i otworzyła opakowanie z karmą.

Najedzona dwójka położyła się na kanapie obok siebie. Kasia leniwie wzięła pilot do telewizora i włączyła przypadkowy kanał wcale niezainteresowana jego treścią. Jej myśli uciekały w stronę pomyłki w pracy, którą musiała odwracać przez większość dnia. Teraz miała już ochotę tylko na sen.

 

Otworzyła oczy i zaraz je zmrużyła i przysłoniła ręką. Mocne światło słońca raziło jej twarz. Powoli się podniosła i rozejrzała dookoła - była sama na leśnej polanie. Nie miała pojęcia gdzie jest, więc zaczęła iść w przypadkowym kierunku. Miała wrażenie, że idzie już bardzo długo lecz za każdym razem jak spoglądała w górę, przez korony drzew przebijały się te same promienie słońca. W końcu las zaczął się przerzedzać, między drzewami zaczęły się pojawiać szare prześwity cegieł. Im bliżej była, tym wyraźniej widziała poszczególne budynki i odetchnęła z ulgą i nadzieją, że może wreszcie spotka żywą duszę, którą nie będzie wiewiórka albo sarna. Nagle usłyszała wybuch od strony jednej z małych drewnianych szop stojących niedaleko. Kasia krzyknęła zaskoczona i cofnęła się kilka kroków gdyż niewielkie odłamki drewna poleciały w jej stronę. Jeden z nich miał dziwnie regularny kształt i miała wrażenie, że bije delikatnym blaskiem. Schyliła się i ostrożnie podniosła mały cienki kawałek. - Puzzel? - spytała zaskoczona pod nosem, gdyż ów kawałek wyglądał jak zwykły drewniany puzzel, który o dziwo wydawał się nieco zimny. Gdy przyglądała się nietypowemu znalezisku usłyszała przekleństwo.

- No gdzie on jest?! Musi być tu, powinien być w tej skrzyni… Zawsze są w skrzyniach, może wypadł… - Zaciekawiona Kasia schowała puzzel do kieszeni i poszła w stronę zniszczonej szopy. Wyszła zza jedynej ostałej ściany i zobaczyła dziewczynę, może trochę młodszą od siebie, która szuka czegoś zapalczywie w rozsypanym sianie.

- Hej! Czego sz… - reakcja nieznajomej na głos Kasi była natychmiastowa. Dziewczyna ledwo zauważyła ruch nieznajomej i jeszcze w tej samej sekundzie strzała przeleciała obok jej głowy. Zrobiła krok do tyłu i zamarła z przerażenia.

- Kim jesteś?! - warknęła nieznajoma.

- Ja… Jestem Kasia. - powiedziała powoli a po chwili dodała niepewnie - A ty? - w odpowiedzi usłyszała parsknięcie śmiechem, jednak chwilę później zobaczyła poważną, wyzywającą, ale jednocześnie lekko przestraszoną twarz.

- Co robisz na opuszczonym terenie?

- Opuszczonym? - Kasia spytała zdziwiona. - Ja… Nie wiedziałam

- Nie wiedziałaś, że jesteś na opuszczonym terenie? - Kasia zobaczyła na twarzy nieznajomej szczere zdumienie. - Wydaje mi się, że nie tak trudno to zauważyć.

- To są pierwsze zabudowania jakie zobaczyłam po wyjściu z lasu. - po tych słowach nieznajoma opuściła ręce, a Kasi mignęła wystająca spod szerokiego rękawa mała kusza przymocowana do nadgarstka. A więc to w ten sposób do mnie strzeliła, pomyślała.

- Tego lasu nie da się przejść. - powiedziała cicho i ze smutkiem. - Każdy to wie. Tego lasu nie da się przejść. - powtórzyła nieufnie i z większym zdecydowaniem. Podniosła ręce przed siebie gotowa znowu strzelić. - Wielu próbowało...

- Ja… Obudziłam się na polanie i… Po prostu szłam przed siebie. Jak byłam blisko to usłyszałam wybuch. Hej, przestań do mnie mierzyć! A co jak mnie trafisz? Niewiele pamiętam i nie wiem gdzie jestem, więc mnie nie oskarżaj! - Kasia się postawiła gniewnie.

Absurdalność sytuacji z punktu widzenia nieznajomej tak ją rozbawiła, że zaczęła się śmiać, a śmiała się głośno i długo.

- Mari. - powiedziała cicho. - Pytałaś o moje imię. Mari. - Sama była zdziwiona, że tak szybko udzieliła tej informacji, ale coś jej mówiło, że Kasia nie jest zagrożeniem i może jej zaufać. Czy to jej dziwny ubiór? Kto nosi takie obcisłe spodnie, przecież w tym nie może być swobody ruchów.
I to w taki ciepły dzień. A może to jej dziwny brak wiedzy na temat świata?, pomyślała.

- Szukasz czegoś? - spytała Kasia z uśmiechem.

- Tak. Już mam prawie wszystkie, brakuje tylko kilku… Szukam małego cienkiego drewienka
o regularnym kształcie. - Mari przerzuciła snopek siana na drugą stronę szopy, żeby mieć dostęp do jednego z jej kątów.

- Och! Może to to? Znalazłam jeden puzzel, spadł tuż przede mną po wybuchu. - wyjęła z kieszeni znalezisko i podeszła do zdumionej Mari. Podała jej kawałek i się uśmiechnęła.

- Tak, to to… Naprawdę jesteś dziwna.

Mari pod wpływem impulsu zaprosiła Kasię do siebie. Nie mogła w końcu zostawić nic nie wiedzącej o świecie dziewczyny na pastwę losu. Po drodze opowiedziała historię o nieskończonym Lesie. Wyjaśniła Kasi, że jeszcze nikomu nie udało się przejść całego Lasu. Nikt nie zna jego końca, a ci, którzy próbowali go poznać i wyruszyli na wyprawę w jego głąb, nie zawsze wracali. Niektórzy zmęczeni i znudzeni marszem zawracali po kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu dniach. Nie widząc drugiego człowieka, skazani na samotność i wyniszczenie głodem, wracali ledwo żywi. Przez wiele lat, kolejni żądni przygód ludzie przyjeżdżali z najróżniejszych części świata tylko po to, żeby wejść do Lasu z uśmiechem na twarzy, szydząc z tych, którym nie udało się przejść Lasu i wracali osłabieni, ranni i wyniszczeni, żeby błagać każdego napotkanego człowieka o odrobinę wody. Jeżeli dochodzili do jakiejś wioski czy miasta, często dostawali jedzenie i coś do picia. Nie wszyscy jednak mieli tyle szczęścia i padali martwi jeszcze w Lesie lub tuż po wyjściu z niego. Mimo świadomości, że koniec Lasu jest niedostępny człowiekowi, przygoda i chęć odkrycia nieznanego kusiła kolejne pokolenia do wymarszu i zbierała żniwo. Jedną z takich osób, które nie mogły się oprzeć wezwaniu Lasu, był ojciec Mari. Po długim planowaniu, zebrał tyle zapasów, żeby przeżyć jak najdłużej, a jednak móc nadal iść, wlokąc je za sobą na koniu, wyruszył na przygodę. Zebrał wszelkie informacje od tych śmiałków, którzy zawrócili po drodze i zostawił żonę z dzieckiem. Od tamtej pory minęło dziewięć lat. Od kiedy zrozumiała, że już nigdy nie zobaczy swojego ojca, znienawidziła Las. Zwykły las, ze zwykłymi drzewami, zwykłą zwierzyną i zwykłymi zagrożeniami, jakie czają się na człowieka w zwykłym lesie. Jedyną jego niezwykłością, jest jego nieskończoność. Brak możliwości przejścia przez niego w poprzek ani dookoła. Sylwia pamięta jeszcze opowieści swojego ojca zafascynowanego Lasem. Legendy o cudach, które czekają na jego końcu. O tym, że razem z Lasem kończy się ziemia. Tuż za drzewami podobno jest ogromny klif. Ziemia nagle się urywa, a daleko w dole widać tylko chmury. Powyżej chmur rozciąga się przepiękna przestrzeń nieba i stworów latających na jego tle - gatunki, które dawno wyginęły w innych częściach ziemi na skutek ingerencji człowieka. Legenda mówi, że tego, kto przejdzie cały las i stanie na krawędzi świata, spotka ogromne szczęście, które ma wynagrodzić trudy związane z wędrówką i być nagrodą na resztę życia.

Z czasem jednak zniechęceni poszukiwacze szczęścia, którzy raz Lasu spróbowali, przekazywali napotkanym ludziom, że w tym Lesie nic nie ma, że nie da się go przejść a nawet głupotą jest próbować. Z roku na rok, śmiałkowie byli coraz bardziej wyśmiewani przez społeczeństwo i powoli tracili motywacje do dalszych prób poznania Lasu. W okoliczne tereny przyjeżdżało coraz mniej osób, a bary, hotele i wiele innych, którzy żyli z turystyki, plajtowało i przenosiło się w głąb lądu. Od pięćdziesięciu lat wszystkie tereny sąsiadujące z Lasem są wymarłe. Jedyne osoby, jakie można tu spotkać to osoby skrajnie biedne, które nie stać na życie w miejscach zaludnionych, albo wyrzutki, którzy dalej próbują poznać sekrety Lasu. Do tych wyrzutków zalicza się rodzina Mari, a raczej sama Mari, ponieważ po odejściu ojca, została sama z matką, która po kilku latach zachorowała i zmarła. Dziewczyna nie zna żadnej innej rodziny, a nawet gdyby znała, wiedziała, że nikt nie przyzna się do pokrewieństwa z poszukiwaczami przygód. Musiała więc sobie radzić sama. Korzystała z wiedzy i umiejętności wpojonych jej przez matkę. Pielęgnowała ogród, żeby mieć owoce i warzywa, robiła broń, niewielkie sztylety i małe kusze i polowała na drobne zwierzęta, czego nauczył ją ojciec. Najtrudniej jej przychodziło to ostatnie. Matka zaszczepiła w dziewczynie miłość do zwierząt, przez co z trudnością przychodzi jej ich zabijanie. Jednak z niedostatku jedzenia, szczególnie w zimie, nauczyła się tłumienia emocji i wykorzystywania wszystkich części zwierzęcia, jak tylko się dało. Wierzyła, że nie marnując niczego, okazuje im szacunek.

 

Mari i Kasia usiadły przy rozpalonym niedawno ognisku przed domem, zjadły posiłek i patrzyły się w ogień, nie bardzo wiedząc co powiedzieć.

- Co to za puzzel? - przerwała ciszę Kasia.

- Wiesz, moja rodzina od zawsze była bardzo zainteresowana tajemnicą Lasu. Nie wiem dokładnie kiedy to się zaczęło, ale pierwszy puzzel został znaleziony przypadkiem przez jedną kobietę z mojego rodu, Skarybów, już setki lat temu, a legendy o nich były przekazywane jeszcze wcześniej. O pięciuset puzzlach, które po ułożeniu pokazują mapę. Mapę na sam koniec Lasu. - zaśmiała się. - Uwierzyłabyś? Mapa. Tak jakby Las wcale nie był duży, tylko trudno znaleźć ścieżkę. Chociaż niektórzy też mówią, że mapa prowadzi do przewodnika, który zabiera cię na koniec. Tylko nigdzie nie zostało powiedziane czym jest ten przewodnik. Może magiczny portal, przez który przechodzisz i stajesz na skraju świata… Trudno uwierzyć w coś takiego. A jednak, kiedy Melinda znalazła pierwszy puzzel… Wszystko się zmieniło. Do tej pory mieliśmy tajemnicę nie do rozwiązania, niemożliwość. Coś poza zasięgiem. A nagle dostaliśmy nadzieję. Nadzieję, że coś się może zmienić. Że możemy być dostrzeżeni jako ci, którzy dokonali niemożliwego. Nagle niemożliwe stało się możliwym, a szczęście pojawiło się w zasięgu ręki. Jak widać nie jednej… Minęło tyle lat, tyle pokoleń żyło w przekonaniu, że to oni będą tymi, którzy znajdą ostatni kawałek. Wszelkie informacje o możliwych lokalizacjach kolejnych kawałków były spisywane, skrzętnie ukrywane, by zaszczyt nie dopadł kogoś spoza Skarybów, i są teraz w tym domu. A Skarybów już nie ma. Jestem ostatnia. I zostały do znalezienia dwa ostatnie puzzle. Dwa. Jestem tak blisko, a im bliżej jestem tym mam większe wątpliwości czy jest sens. A może… A może to są zwykłe kawałki drewna, przecież niczym się nie wyróżniają, poza tym, że są zamknięte pojedynczo w skrzyniach. Może to czyjś żart sprzed wieków, który nic nie oznacza. Jak ma powstać mapa ze zwykłych kawałków drewna, które nic nie przedstawiają. Tam nie ma żadnego obrazka! Myślisz…. Myślisz, że uda mi się znaleźć ostatni kawałek?

- Nie wiem. To niesamowita historia. Ale skoro zostały jeszcze tylko dwa… Wiesz gdzie szukać?

- Mam podejrzenia. A Ty co zamierzasz teraz zrobić?

- Jeżeli mi pozwolisz to zostaję z tobą.

- Ja nie zostaję. Czeka mnie daleka podróż. Dzisiejszy puzzel był wyjątkowo bardzo blisko. Aż dziwne, że nikt go wcześniej nie znalazł. Dopiero przy wcześniejszym znalezisku znalazłam wskazówkę do niego. Łącznie sama znalazłam dwa puzzle i kiedyś jeden jeszcze z ojcem…

- Przykro mi z jego powodu. Trzymasz się? - Kasia położyła pocieszająco rękę na ramieniu Mari, która najpierw lekko się odsunęła od obcego dotyku, jednak nie strzepnęła ręki.

- Czemu mam się nie trzymać. Na opuszczonych ziemiach każdy kogoś stracił. - Mari ukryła twarz za włosami. - No, wstawaj! Jeżeli chcesz iść ze mną to czas spać. Wyruszamy o świcie.

Mari przysypała ognisko piachem i weszła do budynku szykować posłanie.

 

- Chodź już! Chcę dotrzeć na miejsce przed wieczorem.

Kasia skończyła przeżuwać ostatni kawałek chleba i wybiegła z domu za Mari. Maszerowały ramię w ramię przez około godzinę, aż stanęły przed drzwiami frontowymi jednego z większych budynków w okolicy. Kasia popatrzyła na Mari ze zdziwieniem. Miały być na miejscu przed wieczorem, a minęła ledwo godzina od świtu. Mari uderzyła kilkukrotnie głośno w drzwi.

- Hej! Gab! - krzyknęła głośno. - To ja! Wyłaź!

Okno na piętrze uchyliło się. Wyjrzał przez nie młody mężczyzna, który wyglądał na niewiele starszego od Mari, na którą spojrzał, westchnął i zszedł na dół.

- Wcześniej się nie dało? - spojrzał na Mari z przekąsem, ale chwilę później jego oczy złagodniały
i uśmiechną się przyjaźnie. - No? Czego potrzebujesz?

- Muszę pożyczyć powóz.

- A co będę z tego miał? - chłopak skrzyżował ręce na piersi.

- Mój uśmiech? - odpowiedziała Mari i uśmiechnęła się szeroko odsłaniając zęby.

Gab mierzył dziewczynę spojrzeniem, aż w końcu westchnął, opuścił ręce i poszedł za budynek. Po pewnym czasie wrócił prowadząc konia z powozem. Oddał Mari lejce bez słowa. Nie zapytał gdzie się wybiera, ani kim jest jej towarzyszka. Widocznie był przyzwyczajony do częstych próśb dziewczyny.

- Liczę na coś w zamian! - tylko krzyknął na pożegnanie.

 

Dziewczyny przejechały kilka kilometrów i zostawiły zabudowania dawno za sobą. Teraz jechały głównie skrajem lasu lub niewielkimi dróżkami między polami. Kasia zdała sobie sprawę, że Gab był drugą osobą, którą zobaczyła w tym dziwnym świecie.

- Kim on był? - spytała Mari. - Ten chłopak?

- To przyjaciel. Znaliśmy się jeszcze zanim moi rodzice… - przerwała i delikatnie spuściła wzrok. - Czasami mi pomaga.

- Chyba też cię lubi, co? - Kasia posłała dziewczynie kuksańca pod żebro.

- Co ty! Nie ma szans! - odpowiedziała Mari bez chwili wahania, ale zarumieniła się lekko i wyprostowała unosząc dumnie głowę. - Jest niemiły! Sama widziałaś, jak się do mnie odzywa. Poza tym mi dokucza. No i zawsze staram nie pozostać mu dłużna jeżeli mi pomoże.

- Uśmiechem? - Kasia zbliżyła twarz do twarzy Mari i zaśmiała się.

- Przestań gadać głupoty! - Mari miała twarz koloru świeżego buraka. - Powinnyśmy się skupić na poważnych rzeczach! Mamy do znalezienia fragment mapy!

- Tak jest pani kapitan! A… Jak mamy to zrobić?

- Fragment powinien być gdzieś w mieście lub okolicach. Nie wiem gdzie dokładnie. Przyjaciel ojca tam jest i niedawno przysłał list. Od zawsze pomagał mu szukać fragmentów. Więcej dowiemy się na miejscu.

Dziewczyny zatrzymywały się tylko tyle ile to było absolutnie konieczne, żeby koń miał siłę jechać dalej. Po drodze mijały niewielkie wioski, w większości niezamieszkałe. Jeżeli mijały po drodze jakiegoś człowieka, ten patrzył na nie nieufnie, myśląc, że jadące ze wschodu powozem dziewczyny mogą być tylko zaślepionymi Lasem. Jednak z czasem widywały ludzi coraz częściej, a ich spojrzenia były coraz bardziej obojętne. W końcu, późnym wieczorem Mari zarządziła postój.

- Hmm… To chyba tutaj. - powiedziała i zeszła z powozu.

Stanęła u progu drzwi i zastukała kołatką w drzwi. Przez pewien czas nie dało się usłyszeć żadnego dźwięku, aż w końcu zaskrzypiała zasuwa i drzwi się uchyliły. Wyjrzała zza nich brodata twarz zmęczonego mężczyzny.

- Mari! Szybko przyjechałaś! Wejdź, wejdź, niech się komary do domu nie pchają. - mężczyzna odsunął się robiąc miejsce dziewczynie, jednak widząc, że za Mari idzie nieznana osoba, jego czujność wzrosła i zasłonił przejście.

- Wuju, w porządku, ona jest ze mną. Wszystko jej powiedziałam. - powiedziała Mari. Mężczyzna jeszcze chwilę się wahał, aż w końcu dał za wygraną otworzył szerzej drzwi.

- Ach, ty tak łatwo wierzysz ludziom, dziecko. To cud, że jeszcze nic ci się stało! A ty na co czekasz? Komary idą!

Cała trójka zeszła piętro niżej, do podziemi, gdzie mężczyzna miał swoją pracownię. Pomieszczenie wypełniały ogromne ilości książek i rozrzuconych po podłodze i biurku papierów. Po uprzątnięciu krzeseł i zaparzeniu herbaty rozpoczęła się narada dotycząca sposobu zdobycia brakującego fragmentu układanki.

- Puzzel posiada pewna kobieta w mieście. Obserwowałem jej dom przez kilka dni… - mężczyzna nazywany przez Mari wujem, widząc zaskoczenie na twarzy Kasi, przerwał. - To co, jednak nie powiedziałaś koleżance wszystkiego, co? Takie sytuacje miały miejsce wielokrotnie w przeszłości. Według niektórych zapisków Skarybów, raz natrafiono na grupę osób, która była w posiadaniu około sześćdziesięciu fragmentów mapy. Chociaż zdobycie ich przez Skarybów dla siebie było trudnym i długotrwałym zadaniem, gdy się to udało, był to wielki krok do przodu w ułożeniu całej mapy. Zazwyczaj jednak znajdywano pojedyncze kawałki. I z tego co wiem, kobieta z miasta ma jeden puzzel. Wracając… Obserwowałem jej dom przez kilka dni. Wolałbym dać sobie jeszcze trochę czasu, ale pewnie ci się śpieszy, co, dziecko? - zapytał Wuj i upił łyk gorącego naparu.

- Chcę już mieć to za sobą. Po prostu tam chodźmy. - powiedziała Mari.

- Tylko spokojnie. Widzę, że z każdym elementem jesteś coraz bardziej niecierpliwa,
a cierpliwość to klucz…

- Wiem Wuju. Wiem, ojciec powtarzał te słowa wielokrotnie. - przerwała Mari.

- Tak… No dobrze. Tym razem może tyle wystarczy. Kobieta zostawia uchylone jedno okno. I myślę, że to będzie zadanie dla ciebie. - spojrzał na Mari. - Ja cię podsadzę, bo okno jest dosyć wysoko, a ty wejdziesz i przeszukasz dom. - Mari kiwnęła głową w odpowiedzi. Nie był to dla niej problem, bo nie pierwszy raz wchodziła w trudno dostępne miejsca. - No i może dobrze, że przyprowadziłaś swoją koleżankę. To jest prawie centrum miasta. Z rana nie ma dużo osób, ale jednak zawsze się ktoś trafi. Gdybyś zawracała przechodniów kierujących się w tę uliczkę to moglibyśmy bez strachu wejść do tego domu i z niego wyjść. Możesz mówić, że drzewo się przewróciło, kobietom, że jest bójka, albo cokolwiek byle się trzymali z daleka. Jak Mari będzie w środku dołączę do ciebie. Zrobisz to? - zwrócił się do Kasi.

- Zrobię. - odpowiedziała z determinacją.

Następnego dnia skoro świt, kobieta wyszła z domu, przekręciła kluczyk w zamku i odeszła w pośpiechu grzebiąc po drodze w torbie. Nie spodziewała się, że obserwują ją trzy pary oczu. Kiedy zniknęła z pola widzenia, poczekali jeszcze parę minut dla pewności, że kobieta nie zawróci i Mari z wujem podbiegli do okna na tyłach domu. Ogarnęło ich przerażenie, bo przez chwilę myśleli, że okno jest zamknięte. Jednak kiedy wiatr zadął mocniej, zawiasy zaskrzypiały im nad głowami, a z ich ust wyrwały się westchnienia ulgi. Wuj splótł ręce w koszyczek, a Mari zręcznie skorzystała z podpórki, otworzyła szerzej okno i wspięła się na parapet. Kiedy weszła do mieszkania pokazała uniesiony w górę kciuk czerwonej z wysiłku twarzy wuja, żeby poinformować, że wszystko poszło dobrze. Od razu zaczęła gorączkowo przeszukiwać wszystkie pomieszczenia w poszukiwaniu puzzla, a w tym samym czasie Kasia próbowała kierować przechodniów w inne uliczki, żeby nikt przypadkiem nie zobaczył włamania. Mari przerzucała rzeczy z kupki na kupkę już w ostatnim pomieszczeniu domu gdy usłyszała za sobą skrzypnięcie deski w podłodze i męski głos.

- Czego szukasz w moim domu? - Mari gwałtownie się odwróciła i zobaczyła mężczyznę koło pięćdziesiątki, którego brzuch wystawał między rozciągniętą koszulką bez rękawów, a bielizną. Patrząc na drobne, jednak widoczne kształty Mari, jego zaskoczenie momentalnie przerodziło się w podniecenie. Skrzywił się w lubieżnym grymasie i zaczął powoli iść w kierunku dziewczyny. - Och, skoro sama do mnie przyszłaś to nie powinnaś mieć nic przeciwko małej karze za włamanie. - uśmiechnął się paskudnie.

W tym samym czasie Mari zobaczyła tak dobrze znaną skrzynię. Była pewna. Tam jest puzzel. Tylko co robić? I kim jest ten oblech?! Czyżby ta kobieta miała męża? Rozmyślania dziewczyny zostały szybko przerwane przez mężczyznę, który był już bardzo blisko, a jego podniecenie widoczne. Podśmiechując pod nosem ze szczęścia, mężczyzna położył jedną rękę na stole po jednej stronie dziewczyny, a drugą po drugiej, zamykając jednocześnie dziewczynie drogę ucieczki. Zamknął oczy i głośno wciągnął powietrze rozkoszując się słodkim zapachem młodej skóry. Dziewczyna jednak, trochę widząc okazję w zamkniętych oczach faceta, a trochę z obrzydzenia i pod wpływem adrenaliny, zamachnęła się nogą i trafiła prosto w najczulsze miejsca męskiego ciała. Zerwała się od razu do ucieczki, zabierając po drodze skrzynię. Wybiegła frontowymi drzwiami i krzyknęła do wuja i Kasi, żeby uciekali. Mężczyzna, trzymając się za krocze wybiegł za dziewczyną, wykrzykując słowa, których nie powstydziłby się nawet największy zwolennik swobodnego języka.

To ewidentnie nie był dobry dzień dla tego mężczyzny. Skradziono mu puzzel, nie udało mu się skrzywdzić dziewczyny, a w dodatku, jego żona wróciła wcześniej do domu, gdyż przed pracą, poszła jeszcze na zakupy. Jej torba wypełniona warzywami wypadła jej z rąk gdy zobaczyła młodą dziewczynę wybiegającą w pośpiechu z jej domu, a za nią skąpo ubranego męża.

Mari długo biegła bez przystanków. Zwolniła dopiero gdy usłyszała daleko za sobą zdyszane krzyki wuja i Kasi.

- Wystarczy! - krzyczał wuj. - Już nas nie dogonią! Mari!

W końcu dotarli do domu na obrzeżach miasta. Kiedy usiedli wszyscy razem przy stole, wrócili do omawiania wydarzeń z akcji. Nikt nie mógł uwierzyć, że w mieszkaniu kobiety był ktoś jeszcze.

- To prawda, że nie obserwowałem tego domu zbyt długo, ale przez kilka dni nikt poza kobietą z niego nie wyszedł! - wyjaśniał wzburzony wuj. - No byłem pewny, że nikogo tam nie ma! Cholerny łajdak…

- Hej, już dobrze. - uspokajała Mari. - Nic mi nie zrobił. I mamy puzzel. Chociaż to prawda, że to był cholerny łajdak… - wzdrygnęła się. - Muszę wziąć kąpiel. Chcę zmyć z siebie dzisiejsze przeżycia i zapomnieć o tym chamie.

- Zważaj na słowa, młoda damo! - upomniał wuj. - Chociaż to cham jakich mało.

Mari z Kasią na te słowa się roześmiały, a wuj tylko skrzyżował w dumie ręce na piersi. Cała trójka rozmawiała i cieszyła się swoim towarzystwem jeszcze kilka chwil, a później każdy poszedł spać. Z samego rana następnego dnia dwie młode dziewczyny wyruszyły w drogę powrotną w okolice Lasu. Kiedy słońce już zaszło, koła powozu zatrzymały się przed niewielkim domkiem. Podczas gdy Mari zajęła się koniem, Kasia zrobiła szybką kolację i już niedługo potem obie siedziały w podziemnym pomieszczeniu, w którym w jednym rogu, zupełnie nie rzucając się w oczy, zastawiony stosami książek i przedmiotami, które mogą się jeszcze kiedyś przydać, stał mały stolik z ułożoną po części układanką. Mari ostrożnie przyłożyła puzzel w odpowiednie miejsce i westchnęła.

- Widzisz? O tym mówiłam. Nic się nie dzieje. Żadnego wzoru. To nic nie pokazuje! Pamiętam, jak ojciec powtarzał, żebym nie wątpiła w Las, ale… No jak?

- Myślisz, że to tylko bajka? - odpowiedziała pytaniem Kasia.

- Nie wiem. Ojciec nie lubił, jak ktoś tak mówił. No i wiele osób wierzy, że te puzzle mają moc. Został jeszcze tylko jeden fragment…

- Chociaż trzeba przyznać, że trudno uwierzyć, że takie puzzle mogą prowadzić do wielkiego szczęścia na końcu Lasu. Cała ta historia wydaje się być… Zupełnie oderwana od rzeczywistości. - Powoli przesunęła palcem po ułożonych puzzlach. - Nie wydaje ci się, że te puzzle są dziwnie zimne? Jakbym dotykała lodu…

Kasia odwróciła twarz w kierunku Mari i zobaczyła jej przestraszone i trochę zmartwione spojrzenie i już chwilę później obudziła się podczas gdy jej kot odwracał się na drugi bok na jej brzuchu.

- Och, a więc to tylko sen… Wydawał się zupełnie realistyczny.

Spojrzała na zegarek stojący na stoliku obok kanapy. Zbliżała się czwarta, więc mogła jeszcze pospać. Pogłaskała Filusia i zamknęła oczy z myślą, że za dwie godziny musi wstawać do pracy. Resztę nocy przespała bez żadnych snów.

 

Kasia jednak nie wiedziała, że ów sen, snem wcale nie był. Podczas gdy w swoim świecie obudziła się z krainy marzeń, w świecie Mari, zniknęła na jej oczach. Po prostu rozpłynęła się w powietrzu. Z perspektywy Mari, Kasia po dotknięciu układanki poczuła zimno. W jej świecie jest to zły omen. Jeżeli poczujesz zwykłe przedmioty jako bardzo zimne jesteś bliski śmierci. Przekonanie to było tak głęboko zakorzenione w społeczeństwie Mari, że po ostatnich słowach Kasi i jej nagłym rozpłynięciu się w powietrzu, już zawsze będą się jej kojarzyć z czymś absolutnie złym. Podczas gdy Kasia wzięła sprawy swojego życia we własne ręce i pięła się po szczeblach kariery, Mari głęboko przekonana o złym charakterze puzzli, stworzyła niemal religię. Opowiadała swoją historię każdemu kto chciał słuchać i przekonywała, że wszelkie legendy na temat lasu zostały stworzone przez samego Diabła, który dążył do ułożenia przez nic nie przeczuwającego człowieka układanki mającej przyzwać go na świat. Wierzyła, że ułożenie ostatniego puzzla pokaże mapę nie do szczęścia, tylko do zagłady świata. W ciągu kilku najbliższych lat udało jej się przekonać kilka tysięcy ludzi do swojej wersji. Układankę zabezpieczyła i ukryła przed światem. Nigdy nie ułożyła ostatniego puzzla.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
OlaDeSmog · dnia 08.06.2022 21:18 · Czytań: 117 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 4
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
wolnyduch dnia 09.06.2022 18:45 Ocena: Świetne!
Czytałam wcześniej bez logowania, msz świetne opowiadanie, napisane z polotem i dużą wyobraźnią. Swoją drogą, to co wydaje się sf, czasem okazuje się ralne,
a proroctwa często się sprawdzają, np. Nostradamus też wybiegał w przyszłość i wiele jego proroctw się spełniło, msz człowiek sam dąży do zagłady, w każdym razie mocno się do niej przyczynia. Fajnie było poczytać o czymś na pograniczu jawy i snu.

Pozdrawiam serdecznie, z podobaniem :)
OlaDeSmog dnia 09.06.2022 23:34
Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że opowiadanie się podobało. Pozdrawiam serdecznie!
Marek Adam Grabowski dnia 18.06.2022 15:13
Zainteresował mnie tytuł. Opowiadanie może wydać się dziecięco - infantylne, ale jest jednak ciekawe i mocno rehabilituje je epilog. Usunąłbym cześć zdań gdyż nic do fabuły nie wznoszą.

Pozdrawiam
OlaDeSmog dnia 23.06.2022 12:55
Bardzo dziękuję za komentarz. Pozdrawiam serdecznie!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Yaro
26/06/2022 13:42
Dziękuję Kasiu:)Pozdrawiam:) Duszku akurat Jezus pokazał… »
Marek Adam Grabowski
26/06/2022 09:32
Spoko. Przy okazji polecam moje ostatnie opowiadanie.… »
Marian
26/06/2022 07:44
Marku, dzięki za odwiedziny i komentarz. Akapit zaraz usunę. »
wolnyduch
25/06/2022 21:29
z pewnością nawet Jezus nie był ideałem, ale to świadczy o… »
wolnyduch
25/06/2022 21:26
Jeśli ktoś nie oglądał filmu pt. "Przełęcz… »
wolnyduch
25/06/2022 21:22
Witaj Katarzyno/Kasiu, jeśli można?... Dziękuję za… »
wolnyduch
25/06/2022 21:16
Piękne obrazowanie, czytałam z przyjemnością, pozdrawiam… »
Marek Adam Grabowski
25/06/2022 15:19
Ciekawe i dobrze napisane opowiadanie. Oddajesz magiczny… »
KatarzynaKoziorowska
25/06/2022 14:35
Poetycka wirtuozeria. Nic dodać, nic ująć. Gratuluję… »
KatarzynaKoziorowska
25/06/2022 14:31
Wiersz zasługujący na uwagę. Pełen bólu i smutku, lekko… »
KatarzynaKoziorowska
25/06/2022 08:43
Oj. Początek jest mocny. Wiersz wzbudza zainteresowanie i… »
Yaro
24/06/2022 22:40
3maj sie:) »
Yaro
24/06/2022 22:38
Wszystko każda rzecz ma nazwę i twarz... :) »
Materazzone
24/06/2022 17:58
Przypominam, że wiersz wcale nie musi się rymować,… »
Materazzone
24/06/2022 17:55
Erotyk dla dzieci. Ciekawe, nie powiem choć zbyt mocno… »
ShoutBox
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
  • Dobra Cobra
  • 10/06/2022 16:14
  • I dopiero teraz piszesz?
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas