Pozwól mi płakać - JoannaP
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Pozwól mi płakać
A A A

Samotny archont okrążał gwiazdę w bezpiecznej odległości, nawet Żywy Metal uległby jej żarowi. Jęzory rozgrzanej plazmy wylatywały w przestrzeń, zataczając koła zgodnie z liniami pola magnetycznego, rozpędzone cząstki wystrzeliwały w kosmos. Promieniowanie elektromagnetyczne, korpuskularne, wszystko przenikające neutrina - archont widział to, smakował materię gwiazdy, jej światło uderzało w jego czarne skrzydła: karmił się nim, jak olbrzymi kwiat, skąpany w czasoprzestrzeni: jej rozciągliwa tkanina opływała go niczym woda rybę w oceanie, znał jej każde naprężenie, każdą zmarszczkę, wibrację: stapiał się z pulsem Wszechświata. 

Archont przebył długą drogę, by odnaleźć ten układ: osiem planet obiegających żółtego karła. Wiedział już, że znalazł to czego szukał, kosmos był wielki, lecz archonci - długowieczni. I cierpliwi. Mogli przemierzać parseki nieskończenie długo, by zdobyć to, czego potrzebowali. Odzyskać utracony Plon. 

***

Gaja patrzy przez okno. Żar słońca spala Wszechmiasto, jego blask odbija się w szybach tysięcy okien. Wieżowce zasłaniają horyzont, jednak w pogodny dzień Gaja może dostrzec skrawki nieba, jeśli bardzo się postara. 

Gwar niezliczonych głosów nigdy nie ustaje: nawet, kiedy ogranicza się dostęp do Hypersji, ona nigdy nie znika, zawsze jest gdzieś w głowie. Trzeba umieć żyć, ignorując obce myśli i słowa, obce życia, napierające zewsząd, jak wiatr huraganu na szyby ciasnego mieszkania. Neonowe światła migoczą na skraju pola widzenia. Żądają dostępu. Twarze ludzkie, oczy, usta, słowa, zapachy, myśli…  

Łagodny szum klimatyzacji, delikatny powiew chłodnego powietrza pozwalają zapomnieć o panującym na zewnątrz upale, o świecie zamienionym w pustynię. Wszechmiasto usiłuje być tym bardziej żywe im bardziej planeta - martwa, podobne do olbrzymiego, szybko się rozrastającego grzyba, pokrywa cały glob, nawet dno oceanu, Księżyc, Marsa, przestrzeń kosmiczną - wszędzie, gdzie nie spojrzeć: Wszechmiasto pożera Układ Słoneczny. 

Gaja spogląda na Maję. 

Serce bije mocno. Wszystkie organy w pełni rozwinięte. Lada dzień zacznie się poród. 

Półprzezroczyste ściany mitry jarzą się delikatnie złotawą poświatą, Gaja widzi przez nie małą istotkę, pływającą w wodach płodowych; podchodzi do mitry, gładzi ją delikatnie, czuje kopnięcia płodu.

— Hej, kochanie. Nie mogę się doczekać, kiedy cię zobaczę. Mam ci tyle rzeczy do pokazania. 

Myśli o własnej matce.

Czuje ją. Czują się nawzajem, przeżywają siebie nieustannie na granicy świadomości i podświadomości. 

Czasem łączą się w symulacji: chodziły kiedyś po rynku miasta sprzed trzystu lat, obserwowały ludzi w dziwacznych strojach, prymitywne pojazdy zwane samochodami. 

,,Ja zrobiłabym to lepiej. Ci ludzie są zbyt podobni. Kobietę o podobnej twarzy minęłyśmy już  ze trzy razy”. 

Usiadły przy stoliku, w ogródku małej kawiarenki. Młoda kelnerka przyniosła im lody. ,,O! A to już czwarta!” 

— To co, mówisz, że Jim dostanie się do  Panteonu? — Zapytała matka, oblizując łyżeczkę, uwielbia śmietankowe. I czekoladowe. Pistacjowe jedynie lubi. 

— Jeżeli przejdzie próbę.

— A ty? Nie zamierzasz spróbować?

— Chyba nie. To nie dla mnie. Czuję, że Hypersja mnie nie akceptuje, nie umiem się z nią w pełni zjednoczyć. Ona mnie odpycha… 

— Bzdura! Może to ty ją odpychasz?

— Dlaczego miałabym to robić?

— Nie wiem. Musisz wejrzeć w siebie. Zapytaj Hypersję. Ona ci pomoże.

— Może.

Smakowały  nawzajem swoje odczucia, ważyły myśli, obracały wrażenia. Przeżywały. Oddychały sobą.  

Gaja zamyka oczy. Hypersja jest wszędzie, Gaja widzi ją, ona widzi Gaję. 

Hypersja woła Gaję, Gaja odpowiada. 

Gaja tworzy w Hypersji światy widziane i wyobrażone. Zawsze czuję jednak jakąś barierę, której nie może przeniknąć. Nie umie stopić swego umysłu z Hypersją tak, by stanowiły jedno… 

Nagle zjawia się  mężczyzna. Chłoną się przez chwilę. 

— Hej.

— Hej. Gdzie byłeś? Cały dzień na ciebie czekam. I strasznie śmierdzisz, idź się umyć! 

Woda w łazience szumi, rozkosznie chłodna, Gaja wzdryga się lekko, czuje zapach płynu do kąpieli. Słońce zachodzi. 

Mijają chwile, Jim siada przy Gai, przytula ją.

— Nadal śmierdzę? 

— Już nie. Pokażę ci coś. — Gaja blokuje dostęp wszystkim użytkownikom zewnętrznym poza Jimem. Tworzy las. Wszędzie wokół tylko drzewa, krzewy, miękki, wilgotny mech. Słońce przesącza się przez jasnozielone liście. Ptaki śpiewają. 

— To twoja nowa symulacja? Niezła. 

— A popatrz na to. — Las znika, zastąpiony przez wzburzony ocean. Zalewają ich fale, coraz wyższe, rosną do niewiarygodnych rozmiarów i zmieniają się w góry z pokrytymi śniegiem wierzchołkami, po chwili zmiana: piaszczysta pustynia. 

— Nieźle. Robisz postępy, twoje symulacje są coraz bardziej prawdziwe.

— Dziękuję. Zostań tu ze mną chwilę…   

Są razem: stają się jednością, jednym snem, jedną myślą. Nie potrzebują słów, wiedzą o sobie wszystko. Istnieją poza banalną czasoprzestrzenią, we własnym wirtualnym, wolnym od ograniczeń świecie. 

Zapachy. Smaki. Dotyk. Pulsujące światło, kolory. Wszystko wymieszane, zmienione w jedno oszałamiające doznanie. Doznanie nie ujęte w ułomne słowo…

Na początku było przeżycie.

*** 

Archonci przybywali, niedostrzeżeni przez nikogo: potrafili ukryć swoją obecność przed przedstawicielami dosyć prymitywnych cywilizacji. 

Wynurzali się z czasoprzestrzeni jeden po drugim, wzbudzając w niej niewielkie fale. Otoczyli Układ Słoneczny. Czekali w gotowości, karmiąc się promieniowaniem elektromagnetycznym Słońca. Chwila ataku zbliżała się nieuchronnie. 

***

Noc. Wszechmiasto nigdy nie śpi. Nie zna ciszy ani ciemności, wiecznie rozświetlone kolorowymi światłami, pulsuje jak ogromne serce. Ruch nie ustaje, metaliczne pancerze dronów odbijają neonowy blask. Podłączeni do Hypersii użytkownicy widzą też zawsze wokół siebie świat wirtualny, snute przez algorytmy bajeczne widziadła są zawsze na wyciągnięcie ręki, połączone nierozerwalną nicią ze światem zewnętrznym w mózgach ludzi i dronów. Nieistniejące od dawna domy, ulice, miasta, wioski - dostępne za jednym skinieniem woli. Wystarczy impuls w korze mózgowej - rozmawiasz ze znajomym oddalonym o tysiące kilometrów, dotykasz go, czujecie te same zapachy, widzisz barwy jesteście razem. Przestrzeń nie istniała od dawna, przestrzeń - to złudzenie. Czas był także złudzeniem, wystarczy iskra, przenosisz się w czasie, do kiedy chcesz. Czy to Michał Anioł? 

Rzeczywistość to sen. Sen to rzeczywistość. 

To takie proste!

Miejsca i byty stworzone przez ludzkie umysły lub narodzone - nie ma między nimi różnicy. Wszystko istnieje obok siebie. 

Każdy śni swój sen i żyje dzięki temu. Wszyscy zatraceni w wirtualnych życiach. Nie chcą powrotu.

Na zewnątrz, poza bezpiecznymi kopułami tylko piasek, oceany, nic więcej.  

 Wszystko od Słońca po Obłok Oorta połączone na zawsze. 

Gaja śpi w komorze regeneracyjnej. Marzenia senne co jakiś czas przerywają reklamy. Zmysłowe szepty sztucznej inteligencji kuszą, mamią, wabią swoje ofiary. Niektórzy doświadczeni sennicy potrafią blokować reklamy senne, ale niełatwo takiego znaleźć, a ich usługi drogo kosztują. Mało kto z Drugiego Kręgu może sobie na to pozwolić.

Tworzenie symulacji dla ludzi z Trzeciego Kręgu nie dają Gai i Jimowi wystarczającej liczby punktów.  

Archonci są w całym Układzie Słonecznym, wciąż niewidoczni dla ludzkich oczu, ich prymitywnych czujników. 

Czekają na odpowiednią chwilę. 

W końcu rozpoczynają atak.

Uderzają wszędzie na raz, na Ziemi i w każdej ziemskiej kolonii.

Ogłuszają ludzi Krzykiem: unieruchamiają systemy obronne, Hypersja pada. Archonci spadają z nieba. 

Ból.

Wrzask.

Gaja nie wie, co się dzieje. Nic nie widzi. Ogłusza ją rozdzierający jęk - jakby planeta pękła i rozpadała się na kawałki. Ziemia drży. Gaja upada. 

,,Maja!”

Próbuje przeczołgać się do mitry. 

Co to za światło? Ogień?

Czerwona łuna. W jej blasku - postać, ogromna, z szerokimi skrzydłami, jej ciemna sylwetka zasłania całą ścianę.

Postać pochyla się nad mitrą. Otwiera ją. Wyjmuje płód. Znika. 

Gaja krzyczy - chyba - nie słyszy własnego krzyku.

W miejscu okna zieje wielka dziura. 

Niebo - czerwone.

Tysiące - a może miliony - czarnoskrzydłych istot, podobnych do nietoperzy krążą nad Wszechmiastem. 

— Jim — próbuje zawołać Gaja. Wtedy spostrzega, że Jima nie ma. 

W jej głowie narasta pulsujący ból. 

Traci przytomność. 

 

Oślepiający blask. 

Zamyka oczy.

Do jej uszu dociera przytłumiony monotonny dźwięk.

Roboty?

Znów otwiera oczy. 

Dwa roboty naprawcze zalepiają dziurę w ścianie. 

Przecież tam było okno? 

Delikatne ukłucie. Obraz się wyostrza. Przypomina sobie. Coś ich zaatakowało. Coś zabrało…

— Maja!!! — Czuje coś twardego na ramieniu, potem kolejne ukłucie. Środek uspokajający. 

Po lewej stronie jej kabiny regeneracyjnej ktoś siedzi, głaszcze ją delikatnie po ramieniu, przemawiając kojącym, cichym głosem. 

Gładka, idealna sztuczna skóra, miękka jak aksamit. Mądre, wszystkowidzące oczy. Android medyczny. Klasa B lub A. 

Oni… porwa… — Próbuje coś powiedzieć. 

Nie zdążyła. Zasnęła. 

***

Idzie opustoszałą ulicą. We Wszechmieście panuje chaos. Gryzący dym przenika wszystko i nie pozwala oddychać. Wszędzie leży gruz i rozbite szkło. Wyją syreny. 

Zdaje sobie sprawę, że przybył za późno. Ale nawet, gdyby zdążył, nie zdołałby powstrzymać archontów, broń nie była jeszcze gotowa. Szkoda. 

Nagle - dziecko, pięcioletnia najwyżej, umorusana dziewczynkę. Stoi na środku ulicy. 

— Hej. Zgubiłaś się? 

— Zostaw ją! Co tu robisz? Nie wiesz, że jest zakaz wychodzenia z domu? Idiotą jesteś, czy co? A ty czego wyszłaś? — Bierze małą na ręce, ostrożnie, uważając na duży ciążowy brzuch. Należy do Trzeciego Kręgu, tylko tam kobiety wciąż rodzą naturalnie, bez pomocy sztucznej macicy. 

— Już idę, idę… — mówi i odchodzi, nie oglądając się za siebie. Kobieta z dzieckiem znika w drzwiach zniszczonego nocnym atakiem domu, upewniając się, że nie ma w pobliżu robotów policyjnych. Hypersja padła w czasie ataku, wciąż nie wszystkie funkcje zostały przywrócone, więc roboty nie mogły obserwować obywateli. Ale gdyby ją zobaczyły…

On idzie, owinięty czarną peleryną, duży kaptur zasłania twarz. Nie musi przejmować się robotami policyjnymi. W zasadzie nie jest już człowiekiem. Choć zachował kilka ludzkich odruchów. Tak na wszelki wypadek. 

Obcy wdycha smród spalenizny i ludzkiego strachu. 

Wyją syreny.

***

Wciąż nie wiemy, co się stało. Zostańcie w domach! Powtarzam - zostańcie w domach! Trwa wizja Panteonu. Wkrótce zostanie wydany komunikat. 

Roboty naprawiają zniszczenia. Androidy medyczne poszukują zabitych i rannych. Dokładna liczba osób, które ucierpiały nie jest znana…

***

Gaja leży w komorze regeneracyjnej. Jak długo? Nie wie. Ile czasu minęło? Godziny? Dni? Tygodnie?

Sama. 

Odkąd padła Hypersja, nie może połączyć się z Jimem. Ani z nikim innym. Nikogo nie czuje. Cisza - po raz pierwszy cisza w głowie. Słyszy szum komory regeneracyjnej. Własny oddech. Poza tym - pustka. Jak w przestrzeni kosmicznej, daleko od domu.

W żyłach krąży Calmex. Koi. Za chemiczną barierą czyha nieznany, obcy ból.    

Podnosi prawą rękę. Dotyka lewego ramienia. Gładzi je dłonią. Ledwie wyczuwalna powłoka sensoryczna jest bezużyteczną skorupą.

Gaja zdziera powłokę z własnej skóry. Myśli jej się, że jest jak wąż, one też zrzucają skórę. 

Za oknem roboty. Drony. Obserwują. 

Rozpacz. Przecieka przez zaporę leku. 

Rozerwana mitra. 

Oni ją zabrali. 

Nie ma jej. 

Gaja krąży po mieszkaniu. Kiedy się męczy, siada byle gdzie i patrzy w jeden punkt. Nie zauważa upływu czasu. Nie reaguje na wizyty androida medycznego. Odgłosy na korytarzu. 

Ludzie wychodzą ze swoich mieszkań. Szepczą. Z początku nieśmiało. Potem coraz głośniej. 

Rozmawiają o ataku. O tym, co zrobi Panteon. O zamieszkach w Trzecim Kręgu, stłumionych przez roboty. O odcięciu od świata. 

Po raz pierwszy w życiu są sami. Zamknięci w wysokich apartamentowcach, patrzą na poszarzałe niebo zasnute dymem. Patrzą w górę z przerażeniem. 

Kto zasiedla te miliardy gwiazd? Kiedy przybędzie? Co jeszcze nam zrobi? 

Przychodzą też do Gai. Pytają czy mogą chwilę posiedzieć. Rozglądają się jak spłoszone króliki. Mają dziwne oczy. 

Niektórzy tylko siedzą, patrzą chwilę, wychodzą szybko, przepraszając. Inni próbują rozmawiać. Pocieszać. Niezręcznie. Jedna kobieta cały czas płacze. W końcu podchodzi do Gai i ją przytula. Dziwnie poczuć czyjś dotyk. Tak naprawdę. 

Gaja nie chce nigdzie wychodzić. Siedzi przy rozerwanej mitrze, głaszcząc ją. 

Zapada zmrok.

***

Nie było go dużo. Ale potrafił się rozmnażać. 

Żywy Metal sączył się przez pory w ścianach. Ściekał na podłogę. 

Utworzył kulkę wielkości ziarna grochu. 

***

Gaja budzi się w środku nocy. 

Nie powinna: dostała przecież środek nasenny. 

A jednak nie śpi. 

Wstaje. Podchodzi do okna. Mrok rozświetlają pomarańczowe światła. Roboty latają pomiędzy wieżowcami, przechodząc z cienia w smugi światła i z powrotem znikając w ciemności. 

Gaja nie jest sama. 

Wyczuwa czyjąś obecność, choć nikogo nie widzi. Sprawdza każdy kąt, świecąc małą latarką. Drzwi są zamknięte. Za nimi - żadnego dźwięku. Cisza.

Ktoś ją obserwuje. 

***

Zniszczeniu uległo jakieś czterdzieści procent Wszechmiasta. Obcy uprowadzili wszystkie płody powyżej piątego miesiąca i niemowlęta poniżej pierwszego roku życia. W Trzecim Kręgu wybuchły zamieszki, które zostały spacyfikowane przez roboty, buntownikom podano Calmex. 

Hypersja jest naprawiana.

W poszukiwaniu Obcych wyruszy wkrótce Zjednoczona Gwiezdna Eskadra Dronów Bojowych. Panteon zapewnia, że wszystkie porwane dzieci zostaną zwrócone Ziemi i Marsowi…

***

Zielone błyski. Gwiezdna Eskadra Zaawansowanych Robotów Bojowych rusza w kosmos. Gaja słyszy coś - krzyki? Może wiwaty? Czy w jej wieżowcu były inne dzieci? 

Potem znów zalega cisza. 

Martwa cisza. Głucha. Śmiertelna. Gęsta. Cisza dusi Gaję. Spowija gęstą materią. Kobieta tonie w niej. Zaczyna mówić do siebie, żeby usłyszeć czyjś głos. Ale to tylko jej głos.

Coś przyciąga jej wzrok. Mała świecąca kulka. 

Skąd się tu wzięła? 

Musi podejść.

Kuca. Unosi kulkę dwoma palcami, ogląda ją w wątłym świetle lampki. Widzi swoje zniekształcone odbicie, twarz potwora na błyszczącej powierzchni. 

Nagle kulka zamienia się w ciecz. Rozlewa się na jej dłoni, obejmuje sobą ramię. Szyję. Głowę. Spływa w dół, zalewając tors, drugie ramię, brzuch i nogi. 

Metaliczna ciecz zalewa twarz Gai, jednak nadal może ona swobodnie oddychać. 

Widzi światło, jakby wybuchły na raz wszystkie gwiazdy. Słyszy szum. 

Światło znika, zamienia się w mgłę. Dziwną, roztańczoną mgłę, która jest wszystkim i niczym. Nie ma czasu. Czasu nikt tu nie potrzebuje. Przestrzeń nie ma znaczenia. 

Mgła też znika. 

Pomimo ciemności Gaja widzi wszystko bardzo wyraźnie. 

Podchodzi do drzwi. Okna. Dotyka ścian. Czuje ich gładkość lub chropowatość z zadziwiającą intensywnością.

Głosy. Szepty. Oddechy. Skrzypienie. 

Wychodzi na korytarz. Rzędy identycznych drzwi. Za drzwiami ludzie. Tacy sami jak ona. Teraz pewnie śpią.

Zjeżdża windą na dół. 

Noc, cicha i chłodna nie dobiegła kresu, do świtu wciąż daleko.

Nigdy wcześniej nie widziała Gaja takiego spokoju we Wszechmieście, nawet nocą. Drony latają, jeżdża i pełzają, na nią nie zwracają uwagi. 

Wieżowce toną w mroku.

Tylko Gaja widzi światło, dla niej ciemność nie stanowi przeszkody. Po raz pierwszy w życiu dostrzega gwiazdy: gwiazdy rozsypane na czarnym niebie jak perły. 

Leci w górę. Skąd wie, że może latać? Omija wstęgi ulic i drony. Wzbija się wysoko, aż po samą kopułę. Zwykle rozświetlają ją obrazy. Teraz jest ciemna, przezroczysta: po prostu szklana klatka. Terrarium. 

Tutaj mieszkają członkowie  Panteonu, w pełni zjednoczeni z Hypersją, tworzą razem z nią potężny, sterujący Wszechmiastem Wszechumysł.

Przenika przez kopułę. Jak?

Noc: bezwietrzna. Cicha. Pustynia śpi, tylko piasek śpiewa.

Gaja leci ku gwiazdom.

Nie zastanawia się już, jak to możliwe.

Przestaje być sobą.

Została obserwatorką uwięzioną w nie do końca swoim, zmienionym ciele. Pasażerką statku kosmicznego, który nie tylko tym statkiem nie steruje, ale nawet nie wie, dokąd leci. 

Ziemia. Wygląda tak spokojnie z odległej orbity. 

Księżyc poznaczony kraterami. Mars. Marsjańska kolonia na czerwonej pustyni, siostra bliźniaczka ziemskiej metropolii. 

Układ Jowisza. Saturn. Uran. Neptun. Automatyczne Stacje Kosmiczne.

Mija kolejne planety Układu Słonecznego, nie mając pojęcia z jaką prędkością podróżuje, ani ile czasu upłynęło od startu. Jej świadomość znajduje się w jakimś rodzaju transu, podobnym do snu, rzeczywistość i upływ czasu jej mózg postrzega podobnie jak podczas marzeń sennych. 

Obcy umysł obok jej umysłu myśli, oblicza, szuka… 

Znalazł coś daleko, na wewnętrznej krawędzi Obłoku Öpika - Oorta. 

Czeka na nią. Kulisty obiekt o idealnie gładkich ścianach, odbijających światło. Wpuszcza ją do środka.

Wnętrze wygląda, jakby ktoś zamknął kosmos w czarodziejskiej kuli. Gwiazdy pulsują, materia, na której je umieszczono nieustannie faluje: to jak wzburzony ocean nocą

I on tam jest. Obcy. Przybysz. 

Biała pozbawiona wyrazu twarz. Czarne oczy, podobne do oczu lalki. Skóra głowy pozbawiona włosów. Ciało z czegoś czego czarnego, twardego, wystają z niego kable, Obcy wisi na nich, przypominając upiorną, ludzkich rozmiarów kukiełkę.

— Witaj. Jesteś tym, czego potrzebowałem. 

***

Archonci wrócili do swojego Gniazda. Ukryte w Bezdennej Otchłani czekało, aż przybędą z Plonem. Uradowało się. Śpiewało razem z nimi Pieśń Zwycięstwa. 

Ostatni Plon został zniszczony przez zarazę. Nowy miał inny materiał genetyczny. Przetrwa. Wyrośnie. A wtedy pokonają Senne Wrzeciona. 

***

— Żywy Metal opanował całe ciało i część mózgu. Świadomość została zachowana. W większym stopniu. Ona wciąż tam jest. 

Kula oddaliła się od Układu Słonecznego, poza granicę otaczającego go obłoku komet długookresowych,  Słońce było ledwie widoczne - jedna z wielu gwiazd Drogi Mlecznej. 

Kula - zwana Lewiatanem dryfowała w czasoprzestrzeni, na samej jej powierzchni, czekając niecierpliwie na zanurzenie w Głębinie. 

Obcy, cały czas połączony ze swoim statkiem dzielił z nim wszystko: Żywą Krew i umysł, obaj pragnęli zanurzenia, musieli je jednak odłożyć, zanurzenie tworzy bowiem w strukturze czasoprzestrzeni charakterystyczne zmarszczki i wiry: mogłyby one zwabić archontów: większość z nich pewnie wróciła już do Gniazda, ale mogli zostawić kilku strażników. 

— Ona będzie rozwiązaniem. Użyjemy jej. Przeniesie wirusa. Jest już prawie archontem, ale nie do końca. Myślę, że uda nam się spowolnić proces przemiany. Oni mają coś, co należy do niej. Będzie chciała to odzyskać. 

***

Czy wie, czym jest czasoprzestrzeń?

Wszechogarniający ocean złożony z ,,gdzie” i ,,kiedy”, wszystko, co istnieje. W tym oceanie - odległe światy. Miliardy galaktyk. Miliardy gwiazd. Światła rozsypane w pęczniejącym nieustannie od swych narodzin kosmosie. 

Próżnia. Kipiąca od cząstek jak spienione fale morskie. 

Teraz Gaja czuje ich smak. Nie do opisania.

Brakuje jej słów. 

Brakuje obrazów. Jak ogarnąć ten chaos? 

Wszystko w jej głowie.

Czasoprzestrzeń wygina się i napręża, faluje, drga. Można żeglować po niej. Można zanurzyć się w głąb. Zatonąć w Głębinie, pozwolić, by uniosły nas podprzestrzenne nurty. Znaleźć krótszą drogę z punktu A do B. 

Pragnie wrócić do Gniazda. Jego wyraźny obraz - nie jak wspomnienie, raczej jak symulacja, tkwi w jej umyśle. 

Muszę odzyskać dziecko.

Ta myśl obok obrazu Gniazda. 

Istnieją w niej dwie osoby. Dwie tożsamości. Jedna stale rozrasta się kosztem drugiej - starszej, lecz słabszej. 

Jim. Cień Jima w zakamarkach pamięci. Pamięć zawodzi. Gaja szuka wyjścia z labiryntu, ale błądzi. Może go nie ma?

Obcy patrzy na nią. Ona trzepocze jak przerażony ptak w potrzasku. Wciąż walczy, musi jednak w końcu ulec. Wszyscy ulegają. 

***

Przechadzał się po Lewiatanie i razem z nim - ich świadomości zawsze były połączone, oglądali w skupieniu obraz kosmosu, powierzchnia - zawsze spokojna, jeśli nie liczyć drobnych zaburzeń, lecz jakże inna była Głębina! Tak bardzo pragnęli się zanurzyć.

Obcy przeglądał okruchy przeszłości, ważne momenty w jego linii życia, ostatnio często do nich wracał. Może tęsknił? 

Może. 

Oddalił od siebie wspomnienia. Powierzył je Lewiatanowi - niech je przygarnie jak porzucone kocięta. 

Ważny jest teraz ten jeden punkt w czasoprzestrzeni. I kolejne - starannie wybrane. 

Żywy Metal zwolnił. Lewiatan dołożył swoje modyfikacje. Tworzył. 

Prawie gotowe.

Jeszcze kilka obrotów pulsara milisekundowego.

Parę drgnień atomu.

Już… 

Życie - nieżycie. Pamięć - niepamięć. 

Gaja wciąż istnieje, ale nie jest już tylko sobą.

Widzi, słyszy i czuje falowanie czasoprzestrzeni, rozpędzone cząstki. Obce myśli. Gniazdo wciąż ją wzywa, lecz coś innego każe jej ignorować to wezwanie. Na razie. 

Jaźnie Lewiatana i Obcego. Szuka imienia Obcego. Nie znajduje. 

Obrazy. 

Nurty w głębinie czasoprzestrzeni, wiry, pułapki, bezpieczne przejścia. Rozumie wszystko. Zna to.

Inne obrazy, a raczej strzępki obrazów: statek kosmiczny rozbity na jakiejś obcej planecie, obce niebo, czerwona ziemia. Dwa słońca. Śmierć. Żywy Metal. Człowiek - nieczłowiek. Cyborg. Ucieka przed Żywym Metalem. Spotyka Lewiatana. Zmienia się, tworzy samego siebie na nowo. Swoje ciało. Umysł. 

Nagle: coś jeszcze bardziej obcego, pochodzącego z samych głębin. Długie białe cielsko, na szczycie ma coś przypominającego zwinięty kwiat. Groza. 

I jeszcze…  

W niej samej umieszczono śmierć. Zagładę. Musi zniszczyć Gniazdo. Unicestwić archontów. 

Odnaleźć coś. Kogoś. Porwane dzieci. Jej dziecko. 

Przypomina sobie rozpacz. Gniew. 

Miłość.  

Zostaje uwolniona. Umieszczone w jej ciele przewody odpadają. Unosi się przez chwilę wewnątrz statku, obserwowana przez Obcego. Jego oczy. Jej oczy. 

Wyjście w kosmos. 

Wszechświat to nieogarnialny bezmiar. 

Ma odnaleźć Gniazdo - tylko archonci mogą tego dokonać. 

Lewiatan czeka. 

Czasoprzestrzeń faluje. Gaja potrafi ją dowolnie odkształcać, Żywy Metal emituje wiązkę grawitonów. 

Zanurzenie.

Gaja nawiguje w Głębinie. Z łatwością wyszukuje odpowiednie nurty: przy bardzo masywnych obiektach jak czarne dziury lub gwiazdy neutronowe nurty są wartkie, czasoprzestrzeń kotłuje się jak woda w rwącej górskiej rzece. Gdzie indziej - płynie dostojnie, wijąc się lekko. Gaja szuka pulsarów - pomagają jej znaleźć drogę. 

Coś przemyka obok, znika w niższym nurcie. Blade, obłe cielsko. Wrzeciono senne. 

Czuje impuls - zaatakować, zabić! Zanim ono zabije ciebie… 

Wrzeciono omija Gaję, ta jednak wie, że nie odpłynęło daleko. Śledzi ją?

Archonci i wrzeciona senne od pokoleń prowadzą wojnę - bez końca, bez wytchnienia, bez szans na pokój. 

Walczą o Żywy Metal. Dzięki niemu mogą podróżować w Głębinie. Dzięki niemu istnieją. 

Archonci - niezdolni do naturalnego rozrodu - porywają młode świadomych gatunków - takie najłatwiej poddają się mocy Metalu - dorosłe osobniki niekiedy zachowują świadomość sprzed zespolenia i nie są w pełni oddane Gniazdu. Wrzeciona połykają Metal, muszą regularnie uzupełniać jego zapasy. 

Wrzeciona pochodzą z Głębin, prawie nigdy się nie wynurzają. Chyba że polują. Śledzą archontów, porażają trucizną Plon. Pogrążają archontów w niekończącym się, pełnym koszmarów śnie. 

Śpiew Gniazda coraz bliżej. Wyraźniej. Już niedaleko. 

Zanurzenie - coraz dalej w Głębinie. 

Nagle - nic. Bezdenna Otchłań: pustka poza czasem i przestrzenią. Bycie wszędzie jednocześnie: na Ziemi, w kosmosie, w Otchłani, mozaika odłamków czasu. Wszechświat dany w całości: od Wielkiego Wybuchu po koniec w zimnie i mroku. Każde możliwe zdarzenie: wszystko, co się dzieje i nie dzieje. 

Gaja nie czuje już żadnego nurtu, tylko śpiew Gniazda prowadzi ją do celu, jak nić Ariadny. 

Gaja w tym wszystkim jest, i nie ma jej, widzi czas, rozkłada skrzydła, tysiące obcych myśli, cały kosmos w jej umyśle. 

Gniazdo. 

Błyszcząca powierzchnia Żywego Metalu, poskręcana w niemożliwe kształty. Istnieje w czterowymiarowej przestrzeni, nieograniczone trójwymiarowością płytkiej czasoprzestrzeni. Zagina czas. 

Gniazdo jest wieczne, poza możliwym do poznania Wszechświatem. Nawet archonci mogą je jedynie kontemplować, nie rozumiejąc. 

Gniazdo widzi wszystko. 

Wtedy budzi się Program. Zaczyna śpiewać inną Pieśń - zagłuszając pieśń Gniazda i oślepiając je przez wytworzenie w jego Umyśle linearnego postrzegania czasu: Lascia ch'io pianga mia cruda sorte, z mozaiki wszystkich zdarzeń układając obraz, tylko jedna linia czasu może zostać zrealizowana. E che sospiri la liberta. To, co prawdopodobne zmienia się w Przeznaczenie. Gdyby Program nie zadziałał Gaja nie dotarłaby do Gniazda, zginęłaby podczas ataku, albo w ogóle nie przyszłaby na świat. 

Gniazdo umiera. Utraciło zdolność trwania w przestrzeni czterowymiarowej, uwolnione, zaczynają je opuszczać inkubatory. Plon. Archonci próbują porazić wroga Krzykiem. Ale Krzyk zamiera…

Archonci  zatracają się w swoich umysłach, w niekończących się równaniach, wizjach, odłamkach czasu, pochłania ich Bezdenna Otchłań. Wirus rozkłada ich świadomość. Otchłań ich unicestwia, pożera ich Czas…  

Il duolo infranga queste ritorte

Dei miei martiri sol per pietà…

***

Plon wynurza się z czasoprzestrzeni. Gaja za nim. Wokoło widzi wrzeciona senne, krążące w bezpiecznej odległości. 

Zniszczyłem archontów, Gniazdo przestało istnieć. 

Wrzeciona zanurzają się z powrotem w Głębinie.

Odnalazła ją. 

Wie, że to Maja, rozpoznałaby ją wszędzie. Otacza jej inkubator ramionami. Prowadzi dzieci do domu. 

Wynurza się z czasoprzestrzeni w Obłoku Öpika - Oorta. Wokół - drony bojowe. Umyka im, zanim ją spostrzegły. 

Pozostałe dzieci bezpiecznie wrócą na Ziemię. 

***

To najważniejszy dzień w historii ludzkości! Zwyciężyliśmy! Odzyskaliśmy nasze dzieci! Nikt nie powstrzyma bohaterskiego marszu zjednoczonych Ziemian i Marsjan! Nasze drony bojowe pokonały Obcych!

***

Gaja obserwuje ludzi na ulicach - sama niewidzialna, płytko pod powierzchnią, widzi lekko zdeformowany świat. Ludzie wiwatują. Tańczą na ulicach, wykonują dziwne ruchy, jakby obejmowali powietrze, mówią do widm, jakby oszaleli. Hypersja znowu działa. W ich głowach - tysiące świateł, ludzi, dotyk, tyle głosów, chaos, śmiech, płacz. Już nie będą samotni, znowu połączeni, Panteon ich ocalił. 

Australia. Ile tu słońca - zwłaszcza na drugim poziomie, gdzie mieszka Jim. Blisko szczytu. 

Nie zobaczył jej. 

Szok na jego twarzy. A potem miłość, gdy tuli w ramionach swoją córkę. Gaja może odejść, pewna, że wszystko będzie dobrze. 

Matka. Płacze.

— Nie mogę zrozumieć, gdzie jest Gaja. Nie widzę jej, jakby w ogóle… nie było jej… zniknęła… Co to może znaczyć? Zrób coś! Musisz coś zrobić! Musimy ją odnaleźć! — Jej słowa powoli przechodzą w krzyk. Jim nie odpowiada. On również nie wyczuwa Gai. Nie rozumie, dlaczego. I nie wie, co mógłby zrobić. 

Gaja znika. 

Gaja odchodzi. Nie zostanie na Ziemi. 

Ani nigdzie we Wszechświecie. 

Coraz mniej jest Gają, coraz bardziej - archontem. Nawet wspomnienia zacierają się, blakną. 

Wkrótce zapragnie odbudować Gniazdo. Archont nie może żyć sam. 

Gniazdo było nieskończenie piękne - jak ktoś mógł je zabić? 

Tęsknota. Samotność. 

Ostatnie, milknące echo Gai kieruje archonta ku słońcu. 

Jak piękne jest słońce widziane z bliska - przypomina obraz van Gogha. 

Archont nie chce umierać, ale Gaja zdołała utrzymać go na kursie kolizyjnym z gwiazdą. 

Gaja gaśnie - jednak dla archonta już za późno na ucieczkę. Żywy Metal wyparowuje, pochłania go rozpalona plazma. 

***

Lewiatan czekał. Pragnął się zanurzyć, obaj tego pragnęli - przemierzać parseki przez stulecia, aż przeminą, bo wszystko przemija, entropia nieubłaganie rośnie, prędzej czy później zostanie tylko czasoprzestrzeń. Przez chwilę - blisko Otchłani jak nigdy dotychczas - widzieli tę epokę śmierci.

 Ale śmierć była tylko elementem Obrazu, niczym więcej. 

Pokonali wroga: nie dla zemsty, archonci byli zaburzeniem doskonałej harmonii Natury, ich kres również stanowił część Obrazu. 

Obcy ostatni raz kontemplował okruchy przeszłości: rozbity statek, Żywy Metal pochłaniający jego towarzyszy, zmieniający ich w archontów: wrzeciona senne ocaliły go w ostatniej chwili, uczyniły go jednak kimś innym, nie - człowiekiem, stał się nowym bytem, wykraczając poza człowieczeństwo. 

Na Ziemi nikt o nim nie pamiętał… 

Zamknął przeszłość. Wystarczy.

Zanurzył się wraz z Lewiatanem. Nie wiedzieli, dokąd się udadzą. 

   







 

 




 

 

 




 

 

   

 

 

     

    

   

 

  

 

 

 

 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JoannaP · dnia 23.06.2022 19:36 · Czytań: 280 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
Darcon dnia 29.06.2022 09:06
Bardzo ładne opowiadanie, Joanno, chciałoby się jednocześnie powiedzieć - jak zwykle. Przyzwyczaiłaś już mnie do wysokiego poziomu swoich tekstów. :) Nie inaczej jest tym razem.
Imponująca jest Twoja wizja Wszechświata, odmienna od typowej pustki lub zaawansowanej technologii, którą bardzo często dopina się do niego jak metkę. Bardzo podobają mi się przestawione rasy, a także wizja Ziemi, która jako post apokaliptyczna zawiera może typowe schematy, jak strzeliste, szklane wieżowce, neony, wielkie miasto, czy też pustynię, to jednak nadajesz jej nowy wymiar. Zewnętrzna macica skojarzyła mi się trochę z Diuną, ale ogólnie pomysł i rozmach Wszechświata i samego Świata robią wrażenie.
Było o pozytywach, więc pora na małą porcję krytycznych uwag. Jest w tekście parę literówek, ale przy takiej ilości znaków jakoś mocno nie przeszkadzają, więc nie uznałbym tego za wadę. Bardziej przeszkadzała mi zbyt duża ilość krótkich zdań. Przytoczę kilka fragmentów.
Cytat:
Gaja spo­glą­da na Maję.

Serce bije mocno. Wszyst­kie or­ga­ny w pełni roz­wi­nię­te. Lada dzień za­cznie się poród.

Pół­prze­zro­czy­ste ścia­ny mitry jarzą się de­li­kat­nie zło­ta­wą po­świa­tą, Gaja widzi przez nie małą istot­kę, pły­wa­ją­cą w wo­dach pło­do­wych; pod­cho­dzi do mitry, gła­dzi ją de­li­kat­nie, czuje kop­nię­cia płodu.


Cytat:
Sma­ko­wa­ły na­wza­jem swoje od­czu­cia, wa­ży­ły myśli, ob­ra­ca­ły wra­że­nia. Prze­ży­wa­ły. Od­dy­cha­ły sobą.

Gaja za­my­ka oczy. Hy­per­sja jest wszę­dzie, Gaja widzi ją, ona widzi Gaję.


Hy­per­sja woła Gaję, Gaja od­po­wia­da.

Gaja two­rzy w Hy­per­sji świa­ty wi­dzia­ne i wy­obra­żo­ne. Za­wsze czuję jed­nak jakąś ba­rie­rę, któ­rej nie może prze­nik­nąć. Nie umie sto­pić swego umy­słu z Hy­per­sją tak, by sta­no­wi­ły jedno…


W zasadzie przewijają się one przez cały tekst. I nie mam nic przeciwko krótkim zdaniom, jako takim, ale w prozie mają one dla mnie konkretne znaczenie. Widzę w nich głównie dwa zastosowania. Pierwsze do przyśpieszenia akcji. Dlatego tak często pojawiają się w kryminałach i powieściach sensacyjnych. Drugie do podkreślenia zamknięcia jakieś tezy, akcji, sceny czy też dłuższej myśli. I głównie w tym drugim zastosowaniu postrzegam je w Twoim tekście, ale... Jest ich zwyczajnie za dużo. Postawiłaś na narratora trzecioosobowego, a taki narrator jest niezależny, oddzielony od tekstu, to neutralny opowiadacz. W Twoim przypadku, przez te krótkie, urywane zdania, niejako zaczyna uczestniczyć w akcji lub też akcja ma wpływ na jego postrzeganie. Nie jest to może opowieść narratora w malignie, ale ma zbyt duży wpływ na niego z otaczającej rzeczywistości. To powoduje u mnie pewien niewielki spadek emocji. Wolę narratorów, którzy w neutralny sposób potrafią "sprzedać" piękno opowieści. Zastanawiam się, dlaczego postawiłaś na taką, a nie inną formę. Gdyby chodziło o mnie, powiedziałbym, że łatwiej byłoby mi zbudować, dzięki urywanym zdaniom, tak stylizowaną fabułę. Dłuższe zdania wymagałyby większych umiejętności warsztatowych, ale u Ciebie mogło być zupełnie inaczej.
Właśnie krótkie zdania spowodowałaby, że nie poleciłem tekstu na stronie głównej, ale bardzo niewiele do tego brakowało.
Gratuluję bardzo dobrego utworu i pozdrawiam serdecznie.
JoannaP dnia 02.07.2022 15:03
Dzięki :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Yaro
02/12/2022 09:14
Dziękuję serdecznie i życzę miłego dnia:) »
TakaJedna
02/12/2022 08:42
Dzięki za pomysł. Chyba jednak dotrze na czas do Jazgółki… »
viktoria12
02/12/2022 08:38
,, Niech aniołowie zawiodą go do raju..." Z… »
Wisniewski
01/12/2022 22:16
Dzięki :) A jeżeli oni za dobrze się nie znają i to jest… »
Dobra Cobra
01/12/2022 21:58
Wtedy na pewno zamarzł by na przystanku. Pragnienie Autorki,… »
TakaJedna
01/12/2022 21:36
W sumie mógłby równie dobrze wyjść z bagna, ale dotrzeć o… »
Dobra Cobra
01/12/2022 20:49
Naturalnie. Oczywiście, jeśli po ciemaku czlowiek by się w… »
wolnyduch
01/12/2022 20:12
Taniec zbliża ludzi, a poza tym relaksuje i jest dobrą… »
wolnyduch
01/12/2022 20:06
Ciekawy wiersz, tylko już się pogubiłam w tym czy lepiej się… »
wolnyduch
01/12/2022 19:59
Ciekawy wiersz, jak dla mnie bardzo dobry, z pewnym… »
wolnyduch
01/12/2022 19:56
Ciekawy wiersz, życiowy, msz, to jeden z Twoich najlepszych… »
al-szamanka
01/12/2022 19:56
"na końcu wszystkiego jest czas" Ponoc czas jako… »
wolnyduch
01/12/2022 19:50
Ciekawie, byłam lata temu w Skandynawii, a konkretnie w… »
TakaJedna
01/12/2022 15:24
Chociaż muszę przyznać, że kiedy wczoraj wieczorem szukałam… »
Dobra Cobra
01/12/2022 15:19
Człowiek sie uczy cale życie, a nauka wyniesiona z młodości… »
ShoutBox
  • Darcon
  • 29/11/2022 10:35
  • Hej! Jak Wam idzie przekazywanie listy artystów konkursu Malowanie Słowem? Dotarła już do ostatniego uczestnika?
  • Wiktor Orzel
  • 27/11/2022 11:29
  • Napiszę do Ciebie na pw w tej sprawie ;)
  • Dark
  • 26/11/2022 11:27
  • Witam. Dostałem ofertę z wydawnictwa Novae res na mój zbiór opowiadań. Koszty pół na pół. Ktoś się orientuje czy warto w to inwestować?
  • Darcon
  • 24/11/2022 17:35
  • Uwaga, uwaga! Zostało ostatnie wolne miejsce w konkursie "Malowanie słowem"!
  • TakaJedna
  • 24/11/2022 12:53
  • Ja oczywiście żartuję, bo w gruncie rzeczy nie ma to chyba żywotnego znaczenia, ale skoro może działać dobrze, to dam mu trochę czasu ;)
  • Wiktor Orzel
  • 24/11/2022 12:49
  • Silnik portalu potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby wszystko przemielić, żeby dane były jeszcze bliższe prawdy. ;)
  • TakaJedna
  • 24/11/2022 12:45
  • Nie żebym narzekała, ale byłam online przed chwilą, a pokazuje, że po raz ostatni byłam o 9:34. ;)
Ostatnio widziani
Gości online:12
Najnowszy:Monika2022
Wspierają nas