PRADA - mlodepioro
A A A
Od autora: Dawno nie dodawany przeze mnie tekst. Miłej lektury!
Klasyfikacja wiekowa: +18

Weszli do niedużego hotelowego pokoju. Ogromne prostokątne okno raziło jasnością dnia. Białe ściany pomieszczenia zadziwiały swoją obszernością. Na środku stało wielkie łóżko zaścielone drogą i pachnącą pościelą.

Postarał się. Pokój niczego sobie.

Dziewczyna rozejrzała się za łazienką. Potrzebowała zrobić siku. Naprzeciwko łóżka znajdowały się drzwi do kolejnego pomieszczenia, które właśnie było łazienką. Była ogromna i przestronna. Na szerokość pomieszczenia znajdowała się potężna kabina prysznicowa, która pomieściłaby z pewnością cztery dorosłe osoby. Kabina bardzo przypadła dziewczynie do gustu. Była oszklona, a cała jej rama była stworzona z metalowej konstrukcji koloru głębokiego hebanu. Metalowe elementy prysznica kontrastowały z jasnymi ścianami. Na podłodze leżały kafelki emitujące drewno. Stanęła w progu. Rzuciła niewinnie wzrokiem na towarzysza.

— Ja tylko na chwilę...

— Nie ma sprawy! — Puścił w jej kierunku oczko, a dziewczyna przygryzła dolną wargę. Opuściła niżej głowę i weszła do chłodnej przestrzeni. W biegu rozpięła skórzaną spódniczkę z bocznym zameczkiem, która sięgała trochę za kolano. Zaturkotały ząbki, gdy suwak przemknął na dół. Uwolniła się z obcisłego ubrania. Ściągnęła nerwowo majtki i usiadła na porcelanowej muszli sedesowej. Zapomniała położyć na wodzie papier toaletowy. Nie lubiła tego perliczego dźwięku bombardowania moczem wody. Nie mogła czekać. Pęcherz domagał się opróżnienia. Gdy skończyła, podtarła się, umyła dłonie i wróciła do głównego pokoju.

On, trzydziestoparoletni architekt, czekał na jej powrót. Nalewał, w tym czasie, do cienkich długich kieliszków prawdziwego szampana. Słodko pachnąca ciecz buzowała na powierzchni. Rudowłosa dziewczyna stanęła tuż za nim, obserwując jego każdy ruch. Niebieska koszula pompowała się podczas każdego ruchu ręką, rysując doskonale wyrzeźbione mięśnie. Był silny i męski. Wszędzie, gdzie się przemieszczał zostawiał po sobie zapach bardzo drogich francuskich perfum. Dziewczynie było to wszystko całkiem obojętne. Nijako patrzyła na całą tę otoczkę, chociaż lubiła wypić dobry trunek czy zjeść wykwintną kolację. Teraz chciała zrobić to, co zostało wcześniej skrzętnie zaplanowane. Pragnęła, jak najszybciej zakończyć ten subtelny wieczór spazmatycznym rozwiązaniem. Gdy zapełnił kieliszki, triumfalnie wręczył dziewczynie jeden z nich. Patrzył na nią drapieżnie i kokieteryjnie. Rudowłosa chwyciła go zdecydowanie, od razu przysuwając do ust. Milczeli. Cisza zapanowała nad romantycznością niedawnej kolacji.

— Za miły wieczór! — Podsumował mężczyzna.

— Za miły! — Stuknęli się kieliszkami, aż zabrzęczały — muszę się odświeżyć, dasz mi chwilę?

— Jasne! — Odłożył kieliszek na okrągły stolik. Po tych słowach rudowłosa wzięła pod pachę biały ręcznik, który nudził się na rogu łóżka. W drugiej ręce trzymała torebkę. Gotowa zniknęła w łazience.

Ostrożnie otworzyła dwuskrzydłowe drzwi kabiny. Świeżość i ostra nuta płynów do dezynfekcji uniosły się, jakby zmartwychwstałe i otoczyły zagubioną dziewczynę. Odkręciła wodę. Chciała, aby surowa w wystroju łazienka poddała się gęstym białym kłębom pary. Gdy pojedyncze białe szale tańczyły w powietrzu, dziewczyna rozebrał się do naga. W drodze rzuciła okiem na ciało. Chuda, koścista, ale zgrabna. Spojrzała jeszcze, czy się ogoliła. Większość z nich lubiła, gdy w miejscach bikini była gładka. Kiedyś jeden z panów, w ekstazie uniesień, powiedział jej, że czuje się, jakby kochał się z małolatą bez zarostu. Biedny nie wiedział, że ta ślicznotka ma dopiero szesnaście lat. Wszyscy zawsze mówili jej, że wygląda na więcej lat niż miała w rzeczywistości.

W końcu weszła pod gorącą wodę. Woda skraplała się na kafelkach i dumne strużki osuwały się w nieznaną otchłań odpływu. Myła dokładnie każdą część ciała w szale poczucia, że ciągle jest brudna. Kurz i zmęczenie dnia niczym drobny pyłek osiadły na jej kruchych barkach. Potrzebowała kąpieli, aby wróciły do niej siły przed wieczornym występem. Szorowała ciało mydłem o zapachu granatu. Lekko kwaśna nuta tańczyła w powietrzu. Nie zdawała sobie sprawy, że przez ten cały czas intymnej toalety była obserwowana. Zahipnotyzowany patrzył on. Był bezszelestny, goły i mocno podniecony. Mechanicznie poruszał dłonią, która zgrabnie oplotła penisa. Miał coś ze zboczeńcy? Być może. Podziwiał piękno dziewczyny.

Nagle otworzył drzwi kabiny. Zimno musnęło kostki i łydki rudowłosej. Obudzona z przemyśleń, wystraszyła się intruza. Uśmiechnął się szeregiem białych i prościutkich zębów. Zbliżył się do dziewczyny. Był zimny i nagi. Zaczął sapać, gdy dłonie zaczęły dotykać pleców dziewczyny.

— Nie spodziewałam się ciebie... — wyszeptała.

— Lubię zaskakiwać. — Pocałował mokrą szyję rudowłosej. Dotykał dziewczynę głodnymi palcami od karku, szyje po plecy, aż do pośladków. Nad tymi ostatnimi zatrzymywał się dłużej. Pieścił je i naciskał, jakby chciał je zgnieść. Podniecało to rudowłosą. Sterczący i nabrzmiały penis dyndał, dotykając czułe miejsce dziewczyny. Ta robiła się mokra, a architekt coraz odważniej penetrował jej ciało. W końcu zaczął się bawić waginą i łechtaczką. Dziewczynę raziły subtelne uniesienia. Architekt był męski i przy tym niezwykle czuły. Muskał wewnętrzną część ud. Członek wył z podniecenia. Po chwili pieszczot zaczął wbijać się w jej wnętrze.

— Gumka!

— Nie martw się, wszystko będzie okej. Wyjdę z ciebie wcześniej. — Te słowa nie spodobały się dziewczynie, ale zacisnęła wargi. Nie chciała się sprzeciwiać, ale w głowie zaczęły kłębić się zgubne myśli.

— Uspokój się. Poczuj przyjemność! — I w tym momencie wszedł w nią, a rudowłosa syknęła od przeszywającej ją przyjemności.

Płynęli w rytmicznych falujących ruchach. Brał ją nachalnie, głodny, jakby dawno nie był z kobietą. Piersi podskakiwały niczym wahadło, przesuwając się raz w prawo, a raz w lewo. Wilgoć spływała po wargach i twardym penisie. W końcu wyłączyła wodę. Rozgrzane ciepłem ciała ruszyły do pokoju. W locie obrócił ją w swoim kierunku i zaczął szaleńczo całować, nadgryzając wargi. Syczał i sapał niczym startująca lokomotywa. Buchał żarem pożądania. W piwnych oczach kreśliły się płomienie zasmakowania ciała kochanki. Wkrótce rzucił rudowłosą na łóżko. Zaczął pocałunkami schodzić poniżej ust. Obsypał nimi z zainteresowaniem szyję, piersi z sterczącymi sutkami, brzuch, uda, aż trafił do jedynego miejsca, które uzależnia ludzi. Ten malutki otwór, który prowadził do ciemnych i obcych czeluści ciała kobiety, dawał za równo jej, jak i mężczyźnie ogromnych doznań i rodził tyle pozytywnych emocji szczęścia.

Para pragnęła siebie nawzajem, chociaż on był dojrzalszy i bardziej doświadczony. Penetrował językiem jej waginę. Lizał zażarcie łechtaczkę, a dziewczynę piorunowały skrajne uczucia. Histerycznie ściskała dłonie na białym prześcieradle tak, jakby za chwilę miałaby skończyć się ta narkotyczna przyjemność. Nie chciała orgazmu. Potrzebowała penisa. Pragnęła penetracji pochwy. Głębokiej i chamskiej. Ten niezwykły mężczyzna w swojej subtelności wzbudzał w dziewczynie szereg drapieżnych i wulgarnych zachowań. Wkrótce zaprzestał oralnych pieszczot i ponownie wbił się w rudowłosą. Pieprzył ją bez żadnych hamulców, a dziewczyna mdlała z namiętności. Nagle warknął i doszedł, ale fantomowe ruchy bioder kończyły zabawę. Ona też doszła. Spocona i usatysfakcjonowana odprężyła się. Nagle poczuła między udami klejącą ciecz. Gwałtownie położyła dłoń na łonie i zorientowała się, że doszedł w niej. Wzdrygnęła się i nerwowo podniosła na łokciach.

— Zwariowałeś! Spuściłeś się we mnie! Obiecywałeś! Świnia! — Spłynęła po jej policzku łza. Architekt bezgłośnie wstał. Podszedł do swojej aktówki. W milczeniu pogrzebał we wnętrzu teczki. Dziewczyna badała go z nieukrywaną wściekłością. Wyciągnął srebrny blister. Wciąż był nagi. Członek pomału się kurczył, chociaż spłynęła z jego czubka solidna kropla spermy. Wrócił do łóżka. Wciąż trzymał blister. Był surowy.

— Jak masz na imię?

— Aneta.

— Masz, Anetko, połknij to.

— Co to jest? Trucizna?

— Tabletka, żeby potem nie było konsekwencji po naszych igraszkach.

— Dajesz mi tabletkę „dzień po”? One są na receptę! Jak je załatwiłeś?!

— Nie martw się. Zaufaj mi. — Puścił jej oczko, aby następnie podać butelkę wody do popicia. Dziewczyna bezradnie wyjęła tabletkę. Z wielkim strachem włożyła do ust i zapiła wodą. Gdy przełknęła, architekt znowu położył ją na łóżku. Bokiem. Podszedł z drugiej strony i kazał jej possać penisa. Rudowłosa zmarszczyła brwi i z pełnym zażenowaniem zaczęła oralnie dogadzać sponsorowi.

Z hotelu wyszli daleko po północy. Pod wejściem stał czarny najnowszy Qashqai. Żółte światło otwieranych drzwi zamigotało pieszczotliwie. W pokoju rudowłosa dostała jeszcze sześćset złotych i brudny pocałunek. Od momentu zdania klucza, aż do samego samochodu architekt milczał. Aneta nie potrzebowała zbędnej rozmowy. Nie miała siły, a przede wszystkim czuła się oszukaną. Oszustwo mocno ją zraniło i nie umiała wrócić do siebie. Błądziła myślami między tabletką, którą łyknęła, a konsekwencjami. Gryzło ją sumienie, że musi robić tego typu paskudztwo. Spotykała się od ponad roku z różnymi facetami. Jedni byli prawnikami, lekarzami czy architektami, drudzy byli głodni wrażeń kierowcami tirów. Ale jedno było pewne, dbała o warunki i standardy. Nigdy nie spotykała się w spelunach, gdzie wcześniej kończyły akt kopulacji pchły i muchy.

Jechali w ciszy. Jedynie szum opon nadawał rytmu podróży. Prosiła, żeby zostawił ją ulicę wcześniej. Nie chciała, żeby ktokolwiek ze wścibskich sąsiadów zobaczył ją o tak później porze. Mężczyzna nerwowo spoglądał w lusterka boczne lub wsteczne i czasami ukradkiem rzucał zaczepnie spojrzeniem na Anetę.

— Jak masz na imię? — Ostrożnie zapytała rudowłosa.

— A czy to jest ważne?

— Ty moje już znasz... Chciałabym mieć dobre wspomnienia po wspólnym wieczorze... — Zirytowała się Aneta. Architekt zauważył ten fakt. Zmieszał się i zaczął usprawiedliwiać:

— Nie jestem typem osoby otwartej... Wolę jednak powściągliwość i małomówność.

— No tak... Ty działasz i to dogłębnie... — Dziewczyna przewróciła oczami. Po tych nieudolnych próbach rozmowy postawiła odpuścić. Nie miało to żadnego większego sensu. Jechali znowu w pełni milczenia. Świecące słabo latarnie znikały szaleńczo za prędkością samochodu. W końcu się odezwał. Przełamał granicę.

— Artur. Mam na imię Artur... — Aneta uśmiechnęła się złowieszczo w geście triumfu. Czyli jednak mu zależało.

— Ładnie... — I już miała dodać coś więcej, kiedy przerwał jej pobudzony — proszę, nie pytaj o nic więcej... To nie koncert życzeń czy spowiedź święta. Spotkaliśmy się tylko na jeden wieczór i niech tak to zostanie. — urwał zdecydowanie architekt.

— To się jeszcze okaże, czy nie spotkamy się za dziewięć miesięcy, panie Arturze.

— Przecież połknęłaś tabletkę, którą ci dałem? Tak?! — warknął. Aneta zbladła. Zamilkła, a ten zatrzymał gwałtownie tego swojego miejskiego rumaka. Samochód stanął dęba, że prawie uderzyła czołem o przednią szybę. Stanęli w szczerym polu. Zewsząd panowała głęboka czerń nocy. Pustka i wszechobecna cisza. Ani jednej żywej duszy.

Boże, co ja zrobiłam! Umówiłam się z psychopatą! Teraz mi zaknebluje usta. Zwiąże, wsadzi do bagażnika i wywiezie do lasu! Biła się z myślami. Poruszyła się nerwowo. Artur mocniej złapał kierownicę, wbijając w nią kościste palce. Wczepił się spazmatycznie, że jego kłykcie pobladły. Zaczął oddychać szybko i płytko. Wpatrując się w mieniące się wskaźniki na desce rozdzielczej, rozpoczął mówić. Spokojnie i wymownie:

— Chyba zdajesz sobie sprawę z konsekwencji jakie niesie tego typu seks. Dałem ci tabletkę, którą miałaś zjeść. Nie są mi w głowie bajeczki, romantyczne spijanie miłości z dzióbków, westchnienia i uniesienia, więc zadbaj o to, żeby nic złego się nie wydarzyło. Mam rodzinę i tylko ona się dla mnie liczy. Między nami był tylko przelotny seks, który dla mnie jest lekarstwem na codzienne stresy. Rozumiesz?! — mężczyzna położył dłoń na udzie dziewczyny. Wbił w niego paznokcie. Mocno, sprawiając Anecie ból. Ona zrozumiała. Wiedziała, że Artur to poważny człowiek i taka szara myszka, jak ona nie powinna burzyć dotychczasowej harmonii. Przełknęła głośno ślinę i przytaknęła na prośbę kochanka.

Po chwili konsternacji ruszyli dalej. Droga trwała jeszcze może z dziesięć minut i w końcu dojechali do jednej z ulic śródmieścia. Zatrzymał się w bezpiecznej odległości od kamienicy Anety. Rzucił pośpiesznie spojrzeniem na dziewczynę. Ta wciąż milczała, nie potrafiąc dojść do siebie. Ten wieczór zniszczył jej wewnętrzny spokój. Z jednej strony uprawiała seks, którego do tej pory nie zaznała. Był szybki, drapieżny i pełny. Z drugiej to w jaki sposób została potraktowana przez Artura oburzył ją i dał dużo do myślenia.

Dziewczyna odwzajemniła spojrzenie i ruszyła do opuszczenia samochodu. Mężczyzna milczał. Sprawiał wrażenie, jakby bił się sam ze sobą, a zwłaszcza z myślami. W końcu mu się wyrwało:

— Dziękuję i przepraszam. — W tym momencie Aneta stała już na chodniku. Uśmiechnęła się lakonicznie i trzasnęła drzwiami. Architekt zapalił silnik i z niebywałym warkotem pojechał przed siebie. Aneta zarzuciła lepiej cienki skórzany pasek torebki przez ramię i spluwając gęstą silną na betonowe płytki chodnika dodała:

— Pierdol się, gnoju!

Zmęczona udała się w stronę domu. Miała w głowie mnóstwo kłębiących się myśli. Szalały desperacko, próbując znaleźć dla siebie jakieś ujście. Aneta dziarsko je powstrzymywała. Nie miała sił na refleksje.

Ulica jak zwykle przywitała rudowłosą pustką, ciemnością i okrzykami dzikiej rozkoszy żuli i tutejszych pijaczyn. W otwartych oknach słychać było krzyki i wrzaski jeszcze nie śpiących malców albo rozognione alkoholem chrapiące kobiece głosy. One albo płakały, albo zanosiły się tubalnym rechotem, że ich naprany niczym ruski czołg facet tarmosi biust lub zadowala oklapniętym sprzętem. Im bardziej ci adoratorzy stawali się wyzywający i natarczywi, tym bardziej ich kieliszkowe księżniczki były zawiedzione możliwościami swych rycerzy. Ale alkohol szumiał w uszach, w głowie i racjonalne myślenie odchodziło w zapomnienie przy zabawnych cielesnych uciechach.

Aneta zbliżyła się do półokrągłych mosiężnych drzwi. Wnętrze klatki schodowej było szare i bardzo ponure. Śmierdziało kocimi szczochami, szczurami, pleśnią i wszechobecną nutą wódki. Słaba żarówka świeciła drżącym światłem, jakby zaraz miała się urwać i roztrzaskać o posadzkę. Gdzieniegdzie słychać było wrzaski i piski rodzinnych awantur natury ludzkiej egzystencji — bo nie daje na czas; bo wylała wódkę do zlewu; bo wyrzuciła kompanów od kieliszka. Aneta zrezygnowana tym kolorytem życia w obskurnej kamienicy z ledwością weszła na drugie piętro. Starała się iść cicho, aby nie zbudzić nikogo z domowników. Ostrożnie, praktycznie na bezdechu otworzyła drzwi do dużego mieszkania. Zawsze twierdziła, że to czteropokojowe mieszkanie ma potencjał i mogłoby być niezwykłym rajem na ziemi dla niej i jej matki, ale jeszcze nikt dotąd nie skusił się na stworzenie metamorfozy tych czterech ścian. Gdy drzwi mozolnie przesunęły się do środka, Aneta prześlizgnęła się szybko do przedpokoju. Na niewysokiej komodzie na buty paliła się stara lampka. Dawała marne światło, ale jej obecność była potrzebna dla młodszego z rodzeństwa, aby nie bało się spać.

W domu matki nie było. Pracowała w fabryce długopisów na trzy zmiany i akurat teraz wypadła jej nocka. W kuchni był wszechobecny syf i kurz. W zlewie piętrzyła się góra brudnych garnków i talerzy. Na stole fruwały okruszki z chleba. W salonie za ścianą brzęczał stary kineskopowy telewizor — pamiątka po zmarłym dziadku, ojcu ojca. Ten relikt przeszłości był nieodzownym atrybutem ojca Anety. Dzierżył przy nim samozwańczą władzę wraz z przezroczystą butelką bimbru, która w czasie ogólnej domowej biedy stała się zamiennikiem wódki. Ojciec wcześniej nie był taką miernotą. Pracował. Zarabiał niemałe pieniądze i nie było mu po drodze do alkoholu. Pić zaczął, kiedy stracił pracę w hucie, a potem zamarł jego ojciec, którego bardzo kochał. Te dwa wydarzenia mocno odbiły się na jego psychice. Wszystko było niepozorne, delikatne, zaczęło się od niewinnego kieliszka w kuchni, kiedy matka suszyła mu uszy za źle zrobione pranie. I tak stopniowo ruszyła lawina, mroczna, niebezpieczna i kręta. Życie ojca Anety kręciło się tylko wokół butelek wyskokowych trunków a kieliszkami. Kapitulacja rosła w siłę.

Teraz siedział z opuszczoną na klatkę piersiową głową. Nieogolony, śmierdzący od kwaśnego potu chrapał, wydając czasami dziwnie brzmiące słowa. Obok niego mieniła się w świetle telewizora butelka, a w popielniczce iskrzył się papieros. Czasami, rzadko, stawał się głową rodziny. Potrafił się ogolić, świeżo ubrać i wtedy znikał. Wychodził i tracił się na kilka godzin. Wracał tuż przed 22, trzeźwy, ale całkiem inny.

Aneta stanęła na progu. Pokręciła głową na znak dezaprobaty. Spokojnie weszła do salonu. Skierowała się do fotela, który przypominał tandetny tron z jakiegoś niskobudżetowego filmu. Zgasiła peta. Ściszyła zabytek poprzedniej epoki i poszła do łazienki. Czuła się dziwnie. Jakiś niepokój wzbierał w niej na sile. Pociła się i czuła osłabienie. Zrzuciła te oznaki na karb zmęczenia po spotkaniu z architektem. W drodze do łazienki zaczęła rozbierać się, rzucają ubraniami po podłodze w pokoju.

Potem posprzątam.

Godziny mijały. Nieubłaganie jedna za drugą, a ona czuła się coraz gorzej.

Kurwa! To przez tą tabletkę!

Nie miała sił patrzeć. W głowie dudniło jej i grzmiało niczym wystrzały armat. Nagle wstąpiły w nią dziwne dreszcze i drgawki. Weszła do łazienki. Była naga. Zaczęła napuszczać wody do wanny. Gorąca para osiadła na jej zziębniętym ciele. Wkrótce zanurzyła się w niej. Tarła gąbka skórę, jakby była cała brudna błotem. W jakieś nieznanej panice próbowała szorowaniem każdej części ciała zmyć resztki wspomnień. Miała wrażenie, jakby stawała się coraz mniejszą. Malutką niczym tabletka na odporność, która po połknięciu znikała w czeluściach ciała. Brakowało jej tchu. Za gorąca woda. Podkurczyła wysoko nogi. Gdy siedziała taka skulona niczym kot, rzuciła okiem między uda. Zaogniona, obolała i czerwona, jakby dostała uczelnia. Włożyła głowę miedzy kolana i milczała.

Może jestem uczulona na męskie ciała? Rozważała, chociaż to stwierdzenie było największym paradoksem. W całej tej niedoli widziała kilka pozytywów. Zarabiała i to niemało, z drugiej lubiła seks, o czym nigdy wcześniej nie wiedziała. Seks sprawiał jej tyle radości i przyjemności, że w momencie aktu zapominała o swoim podłym położeniu. Wtedy, kiedy kładł się na jej rozgrzanym pieszczotami ciele kochanek, nie zwracała uwagi, że trudzi się amoralną profesją wśród ogółu społeczeństwa.

Czuła się bezradna i mocno zagubiona. Nie umiała zrozumieć siebie, swoich decyzji i przemyśleń. Źle jej było z faktem dorabiania sobie w ten sposób, chociaż wiedziała, że dokłada się do domowego budżetu i też stała się niezależna. Nie chciała ciągle umawiać się z bogatymi facetami, nie miała takich ambicji na życie. Zdawała sobie sprawę, że świadomie przykleiła łatkę, która mocno ją zaszufladkowała. W jednej chwili stała się tą, którą może mieć każdy.

Gorzkie łzy niesprawiedliwości spływały jej strugami po zapadniętych ze zmęczenia policzkach. Wstała. Woda opadła z jej ciała. Piersi lekko podniosły się, a sutki stwardniały od chłodu powietrza, które wkradło się do łazienki. Owinęła się ciasno ręcznikiem i poszła do pokoju.

Dobrze, że jutro sobota, nie trzeba wstawać do szkoły. Nagle zerwała się na równe nogi. Rzuciła się do torebki. Wyciągnęła z niej małą kopertę. W niej chowała dzisiejszy zarobek. Przeliczyła zawartość raz, potem drugi i zbaraniała.

Brakuje dwieście złotych! To kutas złamany! Sknera! Wrzeszczała w myślach Aneta. Rozłożyła niczym wachlarz banknoty i postanowiła przekazać matce trzysta złotych. Resztę zostawiła dla siebie. Wyszła szybko z pokoju, aby na palcach doskoczyć do półki, na której stała szkatułka przypominająca dwa całujące się aniołki. W niej matka przetrzymywała pieniądze przed ojcem, a on albo był tak ślepy, albo głupi, że jeszcze nie domyślił się, że jest to skrytka. Dziewczyna zdjęła przedmiot z półki. Otworzyła wieko i wsadziła odliczoną sumę. Wszystkie banknoty były mocno zrolowane, dlatego Aneta wcisnęła je w sam środek, aby matka nie zorientowała się, że ma ich więcej. Ulokowała z powrotem szkatułkę i wróciła do pokoju. I już skręciła na lewo w ciemnościach nocy, kiedy usłyszała dziwnie ciężkie sapanie. Obróciła się w kierunku salonu i zobaczyła znajomą postać. Ojciec podtrzymywał się zimnej futryny. Stał z zadartą na brzuchu koszulką i zsuniętymi z bioder bokserkami. Dziewczynie rzuciły się wystające kręcone włosy łonowe i lekko zarysowana kość miednicy. Tak znane uczucie namiętności ukłuło ją w głębi ciała. Ścisk i przyjemne ciepło wypełniło miejsce między udami. Te dwa, umyślnie czy też nie pokazane, elementy mocno podniecały ją w ciałach kochanków. Jakieś dziwne fantazje obudziły się w jej głowie, a zarazem poczuła się niezręcznie, że patrzyła w ten sposób na ojca. Przystanęła, bo nie wiedziała czego może się po nim spodziewać. Był milczący. Patrzył na nią dwuznacznie, jakby nie zdawał sobie sprawy, że to jego najstarsza córka. Nagle coś burknął.

— Stasia, dlaczego milczysz? — zabełkotał, a Aneta postawiła oczy w słup — Nie bądź taka, ściągaj majtki i się wypinaj. Wyłajdosze ci tę twoją małą muszelkę! — Aneta oburzyła się tym hasłem. Zbierało ją na wymioty. Jak ojciec mógł być tak prostym i ograniczonym mężczyzną? Co w nim widziała matka?

— Wracaj do salonu! Za dużo wypiłeś i gadasz jakieś głupoty!

— Dawaj dupę, szmato!

— Ojcze, co ty pleciesz! To ja Aneta! Wracaj na fotel.

— Nie mów mi co mam robić, ściągaj spódniczkę! — I ruszył w kierunku córki. Dziewczyna zmarszczyła brwi. Nie podobało się jej to zachowanie. Nie wiedziała za bardzo co zrobić z chwiejącym się ojcem. Szybko skoczyła pod jego pachę i ile sił w dłoniach złapała go mocno, aby nie szedł na przedpokój. Ogromna uparta i sztywna masa ojcowskiego sadła z uporem gramoliła się do salonu. Nie dawał za wygraną. Szarpał się z Anetą niczym schwytany w sieć orzeł. Miotał się sam ze sobą. Ale dziewczyna oddała ostatnie pokłady energii w słusznej sprawie. Zaprowadziła ojca do salonu. Ospałymi ruchami skierowała go na wersalkę. Runął na nią niczym bezwładna kłoda obciągnięta skórą. Jeszcze dobrze nie wgramolił się na łóżko, a już w locie zasnął. Usnął niczym małe dziecko zmęczone poranną zabawą w parku.

Aneta w końcu otrzymując wyczekiwana dawkę spokoju wróciła do siebie. Zamknęła drzwi. Biegiem schowała się pod kołdrę. Za oknami słońce pomału wschodziło na niebo. Noc jaśniała oddając władzę dla dnia. Stary dzień się kończył, a zaczynał nowy.

Dziewczyna ułożyła się na poduszce i nie zamykając oczu przypomniała sobie słowa ojca:

„Stasia” — kim do cholery była Stasia? Pomyślała i zasnęła. Nie miała już sił na nic więcej.

Obudził ją kilka godzin później szmer i szuranie krzesłami w kuchni. Aneta obróciła się na brzuch i westchnęła głośno:

Do licha, która jest godzina?! Kto tak hałasuje?!

Podniosła się z tapczanu i lekko się zataczając z nieprzespanej nocy poszła do pomieszczenia obok. W kuchni przy kuchence stała matka. Zła, nadąsana i zadziorna. Z nerwami zmywała naczynia.

— Dlaczego nikt nie pomył naczyń?

Nastała cisza. Złowroga i nieprzyjemna.

— Pytam się jeszcze raz, dlaczego garnki i talerze nie zostały umyte? — Aneta ostrożnie przysiadła się do małego kwadratowego stolika ze zwiniętą ceratą w kwiaty. Matka doskonale wiedziała, że za nią stoi najstarsze z dzieci. Nagle pełna furii trzasnęła metalowym garnkiem o zlew, że ten za trzeszczał z bólu. Dziewczyna zesztywniała. W tym momencie bała się matki. Kobieta obróciła się do córki i spiorunowała ją wzrokiem rozszalałej wichury. Matka podeszła do półki ze szkatułką. Aneta wstrzymała oddech. Wzięła aniołki w dłoń i z niebywałą złością położyła je na stoliku. To był tak silny rzut, że prawdopodobnie w blacie pozostał okrągły ślad. Kobieta drżącymi dłońmi wyjęła pieniądze i pełnym pytań wzrokiem domagała się od córki wyjaśnień:

— Myślisz, że jestem głupia? — Wzrok Anety rozbiegał się po ścianach kuchni.

— Nie wiem o co ci chodzi...

— Nie jestem naiwna! Myślisz, że jak wciśniesz pieniądze w środek to się nie skapnę?!

— Wciąż nie wiem, skąd u ciebie takie przypuszczenia...

— Łżesz mi prosto w oczy! Ty naprawdę myślisz, że nie wiem, że dokładasz tutaj pieniądze?! Z jednej strony cieszę się, że pomagasz rodzinie, ale z drugiej zastanawiam, skąd je masz, jak się uczysz? — Aneta odwróciła głowę w przeciwną stronę. Nie mogła się zdradzić.

— Kradniesz, do kurwy nędzy?! — wrzasnęła, wbijając ostre paznokcie w rękę córki — Spójrz na mnie! Spójrz, słyszysz! — nagle rzuciła się do córki. Kobieta mocno chwyciła i obróciła w swoim kierunku twarz dziecka. Aneta czuła się upokorzona, ale nie mogła przegrać tej walki. Nie teraz.

— Pytam się ostatni raz, skąd je masz? — dziewczyna milczała — kradniesz? Bierzesz się za czyjeś?! Tak cię wychowałam, smarkulo?! — I bez żadnych skrupułów i refleksji trzasnęła Anetę z liścia. Był to siarczysty i pełen bólu cios. Dziewczyna aż odgięła się do tyłu od siły uderzenia, a matka zaczęła ryczeć niczym bóbr. Łzy płynęła jej niczym wartki strumień. Były ciężkie, pełne zmęczenia i rozpaczy. Aneta nie miała sił się bronić, nie miała ochoty tłumaczyć czym się trudzi. Milczała, chociaż doskonale wiedziała, że milczenie w tym przypadku nie jest złotem. Wstała. Trzymała się w ryzach. Nie mogła się rozpłakać. Duma podtrzymywała ją w pionie. Zostawiła matkę w kuchni i udała się z powrotem do swojego pokoju. Legła bezwiednie na tapczan i zawyła z bólu w poduszkę. Spazmatycznie łkała. Nie umiała się opamiętać i uspokoić. Pragnęła zniknąć na chwilę, uciec i nie wracać wcale. Poczuła się, jak gówno. Wysrane gdzieś w parku, śmierdzące i odrażające, bo kto dotknie czy przytuli gówno? W ułamku sekundy poczuła, że jej życie traci sens, że oszukuje siebie i najbliższych.

Przez resztę dnia w domu panował posępny nastrój i ciężka, przygnębiająca aura. Nikt z nikim nie rozmawiał. Matka kątem spała w salonie, a ojciec wrócił na swój tron i dogorywał. Aneta dostała wiadomość, że nowy kochanek zainteresowany jest spotkaniem. Siedziała z podkulonymi nogami na łóżku i przez chwilę wpatrywała się w jasny ekran telefonu. Nie wiedziała co zrobić. Odpisać, że jest chętna, czy może pomału powinna kończyć z działalnością. Westchnęła głęboko. Zamyśliła się, badając przy tym czyste niebo za oknem.

Umówiła się na jutro. Matki nie będzie, bo pójdzie do pracy, a ona spokojnie uda się na intymne spotkanie.

Niedziela minęła leniwie i spokojnie. Ojciec nagle wytrzeźwiał i nawet przygotował marny obiad. Był nader uśmiechnięty, jak na jego możliwości.

Aneta po obiedzie siedziała w swoim pokoju. Gdy zbliżała się godzina wyjścia, wstała z tapczanu. Podeszła do dwudrzwiowej szafy, aby dokonać szybkiego przeglądu ubrań. Wkładała głęboko ręce między wieszaki i wyciągała to rusz nowe cacko. Nie wiedziała, czy lepiej byłoby ubrać się zwyczajnie, a potem się przebrać na spotkanie?

Jednak najbezpieczniej będzie jak założy jakieś jeansy i bluzę dresową, a w miejscu mało obserwowanym przez sąsiadów, ubrać sukienkę trochę przed kolano.

Do szmacianej torby z napisem: „w życiu ważne są tylko chwile, których nie znamy” zapakowała czarną, cekinową sukienkę, czarną skórę i szpilki — czarne z srebrnymi elementami. Ułożyła to wszystko zgrabnie tak, aby nic się nie wymięło.

Pod sportowy dres włożyła na siebie elegancką i pobudzającą męską wyobraźnię bieliznę. Czerwony stanik i czerwone koronkowe stringi, które chowała głęboko w kufrze na klucz. Nie mogła je mieć z resztą „pobożną” bielizną w komodzie. Matka nie pozwalała jej na tak wyzywające majtki. Musiała nosić wysokie, pełne majty, które nie zachęcały do miłosnych przygód.

Pośpiesznie odpisała mężczyźnie, że spotkają się przy głównym wejściu jednej z okolicznych galerii. W drodze jeszcze poprawiła włosy, wzięła torbę na ramię i skierowała się do wyjścia.

Jeszcze dobrze nie przekręciła klamki drzwi wyjściowych, kiedy doszedł do niej zmęczony głos ojca. Dziewczyna była zszokowana jego wylewnością troski.

— Dokąd idziesz? — Aneta przewróciła oczami i na odchodne rzuciła:

— Będę u Marty.

— Dobrze. — Podsumował mężczyzna, a dziewczyna wyszła, zatrzaskując za sobą drzwi. Zbiegła po schodach, aby za chwilę znaleźć się na ulicy miasta. Rozejrzała się we wszystkie strony, upewniając się, że nie spotka nikogo znajomego. Ruszała w kierunku galerii. Dzień pomału dobiegał końca. Tłum pieszych malał, a szum samochodów ustępował ciszy spokoju.

Aneta skręciła nerwowo w prawo, wchodząc w boczną, mało sympatyczną uliczkę, na której końcu stał blaszany garaż. Znajdował się on we względnym odosobnieniu, że mogła się za nim na spokojnie przebrać.

Biegiem włożyła przygotowane ubrania i z niebywałą gracją i ulgą na sercu ruszyła do galerii. Po drodze dogadała się jeszcze z owym nieznajomym, jak się rozpoznają. Okazało się, że znakiem rozpoznawczym kochanka jest stara Škoda Favorit koloru czerwonego. Anecie ten model nic nie mówił, a nie miała czasu go wygooglować i sprawdzić. Jakie było jej zdziwienie, kiedy zobaczyła prawie dwudziestoparoletni samochód, a za jego kierownicą faceta w średnim wieku i z lekko oprószoną siwizną głową.

Mężczyzna zgrabnie zajechał samochodem po dziewczynę. Uchylił szyby i rzekł:

— Aneta?

— Tak, czyli ty jesteś Jerzy?

— Dokładnie! Wsiadaj! — Dziewczyna zmarszczyła brwi, nie zdając sobie sprawy z obrotu sytuacji. Z wielkim zażenowaniem wsiadła do samochodu. Mijające je grupy ludzi dwuznacznie spoglądały na parę w śmiesznym relikcie historii. Aneta miała ochotę pokazać język jednej tęgiej kobiecie, bo gapiąc się na nią prawie została potrącona przez taksówkę. Wgłębi duszy ją przeklęła i zaakceptowała fakt, że inność różnego rodzaju wzbudza w ludziach nieodparte zaciekawienie. Wścibskość była chyba zakałą istot ludzkich.

Ruszyli. Škoda jechała, jak na swoje lata szybko zwinnie i chwilami zadziornie. Jerzy kilka razy rzucił się w pościg za natrętami, którzy chcieli pochwalić się końmi pod maską. Aneta była w ogromnym szoku, że temu wehikułowi kilka razy się to udało.

— Myślałaś, że ten samochód to wrak? — Aneta uśmiechnęła się i bez ogródek dodała:

— Takie miałam wyobrażenie, ale mile mnie zdziwił.

— Ma wymieniony i podrasowany silnik, dlatego mogę sobie pozwolić na ekstrawagancję. Tak poza tym, ślicznie wyglądasz! — I położył jej dłoń na zimnym kolanie. Dziewczyna uśmiechnęła się ironicznie pod nosem i stwierdziła w myślach:

Szybka gra wstępna.

— Tak w ogóle, to zaraz będziemy na miejscu. — Znudzonym wzrokiem patrzyła na pojawiające się i znikające kontury drzew, na otwartą przestrzeń pól i wszechobecny spokój. Trochę się bała nieznanego kierunku, ale Jerzy obiecał, że ją odwiezie do domu.

Po kilku pokonanych zakrętach znaleźli się przed niedużym, przytulnym domem. Drewniana chałupka wtulona była w gęstwinę lasu. Domek był parterowy. Miał wysokie, prostokątne okna, które wychodziły prawie na każdą stronę podwórka. Od frontu mieściła się zgrabna drewniana weranda.

Jerzy kliknął w jakiś zgrabny pilot i mosiężna brama otworzyła się przed nimi. Wjechał na podwórko. Zaparkowała tuż przy kamiennych schodach do domu. Zgasił silnik i uśmiechnął się dwuznacznie:

— Jesteśmy na miejscu! — A jego mokra od potu dłoń znowu spoczęła na udzie Anety. Ta odwzajemniła radość klienta i czekała na dalszy obrót sprawy, chociaż w głowie dudniły jej myśli, czy może zaufać temu obcemu facetowi. Spojrzała się na jego twarz, która wydawała jej się szczodrą i dobroduszną. Postanowiła nie oceniać klienta, a dać mu szansę.

Jerzy wyszedł z samochodu, jako pierwszy i z niebywałą gracją i kulturą otworzył dziewczynie drzwi, podając dłoń. Ta wsparła się na niej i pełna dystynkcji opuściła škodę. Mężczyzna dziwnie się rozweselił i pobudził, że ten fakt zaczął niepokoić Anetę. Jerzy ruszył trochę szybciej do drzwi, aby wpuścić piękną nieznajomą.

Ciężkie drzwi zaskrzypiały i uchyliła się przed nimi niebywała jasność i pełnia bogactwa. Wnętrze domu było nowoczesne i przerysowane przepychem. Aneta poczuła się, jakby trafiła do pałacu, a nie do domu, który nic sobą nie prezentował.

— Witam w moich skromnych progach... — szepnął zalotnie mężczyzna, ścigając i wieszając w szafie marynarkę.

— Czyli tutaj przyprowadzasz swoje nocne wybranki?! — krzyknęła z pewną zadziornością w głosie Aneta.

— Można by tak powiedzieć... — obserwował każdy ruch dziewczyny, ponieważ ta przemierzała ogromny salon, muskając dłońmi wszystkie elementy jego wystroju. Jerzego chyba nakręcało i podniecało pewnego rodzaju wyrafinowanie i pewność dziewczyny. Niczym zahipnotyzowany spoglądał na kreślące się pod sukienką pośladki i piersi.

Ciekawe, czy należy do tej młodej fali dziewcząt, golących nawet bikini. Przemknęła w tej chwili po jego głowie ta zuchwała myśl.

— Usiądź sobie na sofie. — stwierdził — a ja pójdę włożyć na siebie coś bardziej eleganckiego.

Aneta zajęła wskazane miejsce i zamilkła, badając wzrokiem potężne przestrzenie domu.

Kim on był? Lekarzem czy prawnikiem, że stworzył ten niepozorny pałac.

Jerzy zniknął na chwilę w sypialni. Założył wcześniej przygotowaną koszulę, spryskał się mocnymi perfumami i wziął w dłoń telefon. Szybko i dyskretnie napisał wiadomość, krótką i zwięzłą.

Wrócił do salonu, który połączony był z aneksem kuchennym. Wyjął z szafki kieliszki i schłodzone wino, słodkie i drogie. Rozlał je po lampce i z pełnym kieliszkiem ruszył do Anety. Siadając podał dziewczynie wino i usiadł przy niej

— Pięknie wyglądasz. — skwitował.

— Miło mi, tobie ta burgundowa koszula również doskonale pasuje. — upiła łyk wina.

— Musimy sobie wyjaśnić pewną kwestię. Mianowicie nie wspominałem ci o pewnej słabości z mojej strony... — Aneta zmarszczyła brwi — lubię pewną ekstrawagancję w łóżku. Spokojnie, nie martw się, to nie będzie nic złego. Na pewno ty na tym nie ucierpisz.

— Mógłbyś przejść do sedna?

— Wiedz, że nie jestem żadnym perwersem czy zboczeńcem, ale lubię trochę pikanterii w codzienności.

— Jezus, możesz powiedzieć o co ci chodzi, człowieku?! — Zbulwersowała się Aneta.

— Heh, już dobrze. Powiem ci. — Wstał i z powrotem poszedł do sypialni. Z szafy, z ciemnej walizki zamykanej na szyfr wyciągnął szmaciany worek obszyty czerwoną wstążką. Wziął go do ręki i natychmiast wrócił do kochanki. Podał jej worek.

— Co to, do licha, jest?

— Worek. Chciałbym, abyś podczas stosunku włożyła go na głowę.

— Co?

— Mówiłem ci, że lubię takie zabawy, ale jeżeli nie życzysz sobie tego typu igraszek, to zapomnij o rozmowie. — Wtedy z kieszeni wyciągnął plik banknotów o nominalne dwustu złotych. Było ich sporo. Leżały niechlujnie na stole i były jednoznaczną zachętą do podjęcia jednoznacznej decyzji. Aneta przemknęła oczami po pieniądzach i zamarła.

Skąd ten dziad miał tyle pieniędzy? I o co tu chodzi z tym workiem, że tyle daje za niego pieniędzy?! Może nie umrę.

Cisza zagościła przez chwilę, ale pierwsza odezwała się dziewczyna:

— Okej, spróbujmy tej ekstrawagancji.

— Musisz być tego pewna, tak czy nie?

— Tak. — Ryknęła głośno Aneta.

Jerzy wstał. Podał dłoń dziewczynie, a ta od razu zrozumiała intencję — idą do innego pokoju.

Wkrótce znaleźli się w sypialni. Jerzy zrobił niebywałe cuda. Włączył jakiś przycisk i jego zwyczajne łóżko schowało się w ścianie. Dziewczyna wyłupiała oczy ze zdziwienia, bo po chwili z szafy wynurzyło się kolejne łóżko. Czarne, skórzane z grubymi pasami.

On mnie przypnie do łóżka?! Co ja najlepszego robię! To jakiś pieprzony zboczeniec! I rzuciła kątem oka na drzwi. Przymknął je. Skurwysyn! Pomyślała.

— Rozbierz się! — Nakazał Jerzy. On znowu zniknął w bocznym pomieszczeniu. Ponownie wysłał wiadomość. Rozebrał się i wysłał komuś zdjęcie od pasa w dół. Po chwili wrócił do sypialni. Aneta stała naga i drżąca z zimna.

— Trochę masz tu zimno. — Na te słowa mężczyzna podszedł do ściany i w skrzynce włączył jakiś guzik. Zamknął ją i zbliżył się do dziewczyny.

— Teraz będzie ci cieplej. — Zaczął gładzić jej młode i kształtne ciało. Aneta wyczuła odstającego penisa. Był gruby i czerwony na czubku. Wołał o pieszczotę. Złapała go w zimną dłoń i zaczęła trzepać nim niczym ubijając śmietanę. Jerzy jęczał i syczał rażony emocjami. Podniecał się, a przy tym robił się dziwnie rozdrażniony.

— Obróć się... — Nakazał Anecie. Stanęła do niego plecami, a ten kazał się pochylić. Dziewczyna gwałtownie runęła na łóżko, opierając się na rękach. Jerzy wzdychał rubieżnie, kiedy badał ciało dziewczyny. Kucnął. Rozchylił wargi sromowe i bez żadnego uprzedzenia wsadził między nie język. Ciepły i szorstki penetrował jej pochwę, od czasu do czasu dochodząc do łechtaczki. Anecie się to podobało. Czuła, że robi się mokra. Nagle mężczyzna zaczął lizać jej odbyt. Dziewczyna poruszyła się.

— Zostaw go! Nie liż mi dupy! — Jerzy dał jej siarczystego klapsa w pośladek.

— Ty już lepiej nic nie mów! To ja decyduję co możesz, a co nie! — I na te słowa wpakował w nią dwa palce, które namiętnie świdrowały pochwę dziewczyny. Aneta nakręcała się, dynamicznie poruszając biodrami. Pragnęła męskiego członka głęboko w sobie, nie zważając na rozkazujący ton kochanka.

Nagle ten skończył oralne pieszczoty. Nabrzmiały penis dyndał mu między udami.

— Dlaczego skończyłeś?

— Bo taki miałem kaprys! Właź na łóżko. Kładź się na plecy. — Dziewczyna głośno przełknęła ślinę. Bała się całej tej dziwnej zabawy, ale zarobek, który czekał na nią po kliku godzinach seksu, był warty schowania lęków do kieszeni.

Aneta wgramoliła się na ogromne łoże. Ułożyła zgodnie ze wskazówkami i zamilkła. Jerzy również wszedł na łóżko i siadł okrakiem tuż przed twarzą dziewczyny.

— Weź go do buzi. — Dziewczyna bez sprzeciwu wepchała twardy członek do ust i zaczęła się nim subtelnie bawić. Lubiła te pieszczoty. W końcu znudziły się Jerzemu zabawy niczym z lizakiem i rozpoczął napieranie na przełyk kochanki. Pchał swój oręż głębiej w gardło dziewczyny, chociaż ta się krztusiła i dławiła, ale wykonywała polecenie. Jerzy się prężył. Miał, jak na swój wiek zgrabne i sprężyste ciało. Nagle krzyknął bezmyślnie:

— Jest! — A Aneta poczuła w buzi ciepłą, lekko słonawą i znajomą ciecz. Łyknęła ją.

Co za stary zboczuch! Już się spuścił. Wyrwało się dziewczynie w myślach. Mężczyzna uśmiechnął się do Anety i pochwycił worek. Złapał go tak mocno, że kłykcie palców zrobiły mu się blade. Wbił się w jutowy materiał, jakby ktoś miałby go wyrwać. Aneta patrzyła na każdy ruch kochanka z pewną dozą niepewności i obaw. Cała ta sytuacja była jednym wielkim niedomówieniem przepełnionym tajemnicą. Zagadkowość Jerzego wzbudzała w dziewczynie strach przed nieznanym. Czuła, jak spotkanie z tym mężczyzną zabiera jej komfort bezpieczeństwa.

— Za chwilę go założysz. — Stwierdził pewny siebie, a Aneta lekko zadrżała.

— Do czego jest ci potrzebny ten worek?

— Nie zrobię ci krzywdy. Ale zanim worek na głowie, to zwiążę ci ręce i nogi.

— Nie brzmi to miło...

— Nie martw się. Będzie fajnie. — Nagi Jerzy zszedł ze skórzanego łóżka. Stanął najpierw po prawej stronie dziewczyny, związując jej dłoń. Następnie po drugiej, aby zaraz szybko doskoczyć do stóp. Gdy wszystkie członki ciała Anety były zabezpieczone przed ucieczką, mężczyzna zbliżył się do głowy, aby założyć worek. Młoda dziewczyna wciąż patrzyła pełna przerażenia na te mroczne przygotowania.

— Tylko mnie nie uduś, wariacie! — Krzyczała, gdy przed oczami widziała tylko ciemność pojedynczych włókien worka. Zakryta twarz dziewczyny była dodatkowym zabezpieczeniem. Jerzy wolał nie ryzykować przed bezpodstawnymi oskarżeniami i zepsuciem swojej reputacji. W końcu miał dzieci i żonę.

Jego zgrabna sylwetka ześlizgnęła się z łóżka. Warknął do dziewczyny rozkazem:

— Widzisz mnie, miła? — Aneta zaczęła kręcić głową we wszystkie strony, ale nie potrafiła dostrzec kochanka.

— Nie, nie widzę cię!

— Dobrze. — Mężczyzna susem podbiegł do komody. Wziął z niej telefon i błyskawicznie sfotografował roznegliżowaną Anetę. Wysłał zdjęcie i po chwili pojawiła się informacja zwrotna: „Jadę!”.

Związana dziewczyna niepokoiła się obrotem sprawy. Nagle poczuła zbliżające się ciepło ciała kochanka. Położył się na nią i zaczął namiętnie pieścić jej szyję, następnie zsuwał się niżej do piersi. Ssał niczym dziecko sutki. Nadgryzał je delikatnie, a Aneta oddawała się ekstazie. Facet o siwiejącej głowie zszedł do łona dziewczyny. Wpakował język między wargi i liżąc łechtaczkę delektował się waginą dziewczyny. Aneta pojękiwała i stękała rażona spazmatycznymi emocjami. Wnet, bez żadnego zastawienia poczuła, jak przy wejściu do pochwy Jerzy bawi się penisem. Zdenerwowała się. Zalała ją panika, że znowu odbędzie seks bez zabezpieczeń. Wyrwało się jej z gardła:

— Załóż gumkę! Słyszysz?!

— Nie martw się, nie jestem taki głupi aby cię zapłodnić. — I spluwając na penisa wszedł w dziewczynę brutalnie i twardo. Wchodził i wychodził machinalnymi szybkimi ruchami, a kochanka wiła się od penetracji, krzyczała i oblewała się potami.

Nagle po rozpalonej skórze kochanki przebiegły dreszcze chłodu. Drzwi zostały otwarte. Ktoś wszedł. Dziewczyna zaczęła się niepokoić. Do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna z lekko zaokrąglonym brzuchem. Miał jasne blond włosy, chociaż nie był pierwszej młodości. Kwaśny zapach potu doleciał do dziewczyny. Była to całkiem inna nuta niż u Jerzego. Jerzy był suchy, modny i bogaty. Natomiast ten ktoś, kto wszedł zdawał się być swój, mokry i taki normlany. Poczuła na swoim udzie szorstką dłoń. Obcy muskał dziewczynę delikatnie, aby za chwilę włożyć palec wskazujący w samo wnętrze. Aneta poczuła, jak nie obcięty paznokieć drasnął wewnętrzną ściankę jej ciała. W tym momencie wyobraziła sobie, że pod tym paznokciem jest warstwa brudu nieznanego pochodzenia z siedliskiem bakterii i innych zarazków. Zadrżała i chciała odepchnąć obcego, ale w tym momencie dotknął wewnętrznego punktu G i Aneta poddała się namiętności. Zrobiła się mokra. Jerzy i obcy mężczyzna nie mówili nic do siebie. Cały akt był owiany milczeniem. Zmieniali się wzajemnie. Jerzy miał trochę grubszego członka, dzięki temu wyczuwała anatomiczną różnicę między kochankami. Ona leżała praktycznie w bezruchu, od czasu do czasu odbierając dawkę podniecenia. Mężczyźni mieli tyle werwy i sił w sobie, że dochodzili kilka razy, zraszając brzuch dziewczyny ciepłymi kroplami spermy. Podniecała ją cała ta sytuacja, chociaż na początku była bardzo przeciwna takiemu eksperymentowi.

Aneta tylko chwilami, gdy któryś z nich wychodził, krzyczała upewniwszy się, czy na pewno się zabezpieczają. Jerzy zawsze informował tak samo, że ma całą szufladę prezerwatyw. Ta wiadomość trochę ją uspokajała, ale brak możliwości sprawdzenia na własne oczy aktu, wzbudzał w dziewczynie szereg skrajnych emocji.

W końcu każdy z kochanków otrzymał odpowiednią dolę cielesnych uciech, chociaż i Anecie nie byli dłużni. Osiągnęła orgazm raz czy dwa razy. Było to dla niej niebywałe wrażenie, bowiem z poprzednimi kochankami różnie to bywało.

Jerzy wgramolił się na łóżko. Ściągnął worek z głowy Anety. Jej włosy były sklejone od nadmiaru potu. Drugi kochanek stał do niej plecami, ale dziewczyna patrzyła srogo na jego postać. Zmarszczyła brwi. Jerzy widział jej konsternację i przeszedł do zaznajomienia sobie kochanków.

Kiedy mężczyzna się obrócił, świat Anety zatrzymał się na chwilę. Szeroko otworzyła oczy i rozchyliła usta. Zamarła, nie potrafiąc złapać oddechu.

— Anetko, to jest... — Aneta wybuchła piskiem rozpaczy.

— Ojciec?!

— Jak to ojciec? O czym ty mówisz?

— Ja pierdolę! Uprawiałam seks z własnym ojcem! Nie wierzę! — Dziewczyna zaczęła się wić, szarpać i kopać. Wrzeszczała wniebogłosy. Łzy spływały jej potokami, a Jerzy stał bezradny.

— To nie jest możliwe. Wkręcasz mnie Aneto? — Ojciec dziewczyny pobladł, nagi, aż usiadł na zimnej podłodze. Nikt o tym nie wiedział, że czasami spotykał się ze swoim dobrym kumplem z czasów szkoły, aby zażyć wulgarnego seksu, którego żona mu dawno już nie okazywała. Takie wyjścia miał raz, dwa, góra trzy w miesiącu, kiedy trzeźwiał i oddawał się rozpuście.

— Ty zboczeńcu! Jak mogłeś zdradzić matkę i to ze mną! Jesteś łajdakiem i kanalią! Wypuść mnie stąd!

— Nie wiem, nie wiem co powiedzieć...

— Zamknij się. Brzydzę się tobą!

— Jak śmiesz tak się do mnie zwracać! Zajęłaś się nierządem! Tak cię wychowaliśmy?! — wygrażał córce pięścią.

— Bo ty całymi dniami chlasz! Matka nie ma pieniędzy na opłaty czy jedzenie. Chodzę już piąty rok w rozwalających się adidasach, to zajęłam się utrzymaniem domu! A to chyba było w twoim obowiązku!

— Ale nie zwalnia cię to z faktu, że dajesz dupy bogaczom za kasę...

— Milcz! Uwolnij mnie! — Jerzy rzucił się do łóżka. Zaczął rozplątywać węzły. Aneta zeskoczyła z łóżka oblana rumieńce wstydu i wściekłością w oczach. Spiorunowała wzorkiem ojca, zbierając po drodze rozrzucone ubrania. W biegu założyła wszystko w chaosie na siebie i na odczepne rzekła:

— Prawda ujrzy światło dzienne. Brzydzę się tobą! — Ojciec dziewczyny stał w bezruchu. Tego dnia dostał kolejny raz cios w twarz. Był zdruzgotany. Kochał się z córką i dobrze, że się zabezpieczył, chociaż nie ma co ukrywać, że Aneta była niezła w łóżku nawet związana. Ale nagle oprzytomniał i odrzucił sprośne myśli. Spojrzał na Jerzego. Był skołowany. Ze skruchą spojrzał na przyjaciela. Nie potrafił nic z siebie wykrztusić, chociaż sytuacja wymagała jakiegoś słowa:

— Przepraszam, stary. Nie wiedziałem, że to twoja có...córka...

— A kto miał wiedzieć, że ogłasza się na stronach randkowych... — Jerzy poklepał na pokrzepienie kumpla.

— Idź do niej. Wytłumaczcie to sobie. Może miała rację, że sam zmusiłeś ją do tej profesji.

— Jak to ja? Przecież ma mózg od myślenia...

— Spójrz prawdzie w oczy, ciągle pijesz...

— Nie mam zamiaru słuchać twoich pouczeń... Ty mnie wpakowałeś w to bagno...

— Do niczego cię nie zmuszałem. To był otwarty układ. — Ojciec Anety ubierał się gwałtownie, aby dogonić córkę.

Gdzieś wdali kreśliła się postać Anety. Szła, jakby skurczona, obolała i nieprzytomna od zbiegu wydarzeń. Chwiała się od krawężnika do krawężnika.

Mężczyzna, aby dogonić dziewczynę, zaczął biec. Nie mógł pozostawić tej sytuacji takiej beznadziejne obnażonej i nagiej.

— Aneto! Aneto, poczekaj! — na zawołanie otrzymał dobitną odpowiedź:

— Spierdalaj zboczeńcu!

— Poczekaj! Wytłumaczę ci wszystko, dziecko drogie. — Dziewczyna przystanęła. Obróciła się pełna pogardy w stronę ojca i czekała na jego kiepskie tłumaczenia:

— I co mi powiesz? Przepraszam cię córeczko? Chłopie, uprawiałeś seks z własną córką! Nawet nie chcę myśleć co będzie, jak nie miałeś gumki.

Mężczyzna przystanął zbity z tropu. Miała rację... Co jej powie?

— Nie wiedziałem o niczym...

— Za to świat dowie o wszystkim, tatusiu!

Aneta nie wróciła na noc. Mijał kolejny dzień, kiedy dziewczyna nie dawała o sobie znaku. Matka poszła na policję zgłosić zaginięcie. Ojciec jak nigdy dotąd zaczął miewać przejawy dobroci i troski o dziecko. Był blady i niewyraźny.

Mijały tygodnie, a ślad o dziewczynie jakby wywietrzał, zniknął. W końcu przyszła wiadomość. Znaleziono ciało poszukiwanej

— Czy świadek potwierdza, że oskarżony obcował płciowo z ofiarą?

— Tak, wysoki sądzie. Potwierdzam, że uprawiali seks.

— Czy świadek wiedział, dokąd udaje się oskarżony w dniu zaginięcia ofiary?

— Tak. Poszedł za córką.

Salą sądową owiała mroczna i posępna cisza. Zaskrzypiały drewniane ławy, zastukał młotek, zabrzęczały łańcuchy na nadgarstkach i kostkach. Świat się zatrzymał.

— To dziecko kochało się po mistrzowsku. — Mężczyzna zniknął w ciemnościach korytarza. Na zawsze.

 

 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mlodepioro · dnia 21.07.2022 21:32 · Czytań: 284 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Inne artykuły tego autora:
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Wisniewski
02/12/2022 21:32
Dziękuję pięknie Wam obojgu! »
Marek Adam Grabowski
02/12/2022 20:47
Dziękuje. Kto wie, może Kości podstawią na turystykę.… »
Kazjuno
02/12/2022 20:35
Tym razem, Marku, pozostawileś czytelnika ze sporą… »
wolnyduch
02/12/2022 19:45
Może puka, bo mu zależy na niej? Tak poza tym, to zawsze… »
wolnyduch
02/12/2022 19:34
Spojrzenia w serce, tak ono jest ważne... Jak dla mnie to… »
wolnyduch
02/12/2022 19:26
Dobrze i mnie się czytało to życiowe opowiadanie, choć… »
wolnyduch
02/12/2022 19:15
No cóż, zawsze na początku ludzie się nie znają, ale taniec… »
Darcon
02/12/2022 19:11
Bardzo dobre, Wisniewski, przede wszystkim w swojej… »
d.urbanska
02/12/2022 17:31
Dzięki, Kaz za ocenę mego tekstu oraz za… »
Marek Adam Grabowski
02/12/2022 15:58
Dziękuję! Mam jednak wątpliwości, czy Kości Wielkie są dobre… »
Kazjuno
02/12/2022 15:21
Już dawno Cię Marku chwaliłem za pomysły. Wreszcie stałes… »
Yaro
02/12/2022 09:14
Dziękuję serdecznie i życzę miłego dnia:) »
TakaJedna
02/12/2022 08:42
Dzięki za pomysł. Chyba jednak dotrze na czas do Jazgółki… »
viktoria12
02/12/2022 08:38
,, Niech aniołowie zawiodą go do raju..." Z… »
Wisniewski
01/12/2022 22:16
Dzięki :) A jeżeli oni za dobrze się nie znają i to jest… »
ShoutBox
  • Kobra
  • 02/12/2022 17:58
  • Pociengiel piękny link.
  • akacjowa agnes
  • 02/12/2022 11:28
  • Darcon, z tego co wiem, to lista była przedwczoraj u przedostatniego uczestnika. Czyli powinna już raczej dotrzeć do wszystkich :)
  • Darcon
  • 29/11/2022 10:35
  • Hej! Jak Wam idzie przekazywanie listy artystów konkursu Malowanie Słowem? Dotarła już do ostatniego uczestnika?
  • Wiktor Orzel
  • 27/11/2022 11:29
  • Napiszę do Ciebie na pw w tej sprawie ;)
  • Dark
  • 26/11/2022 11:27
  • Witam. Dostałem ofertę z wydawnictwa Novae res na mój zbiór opowiadań. Koszty pół na pół. Ktoś się orientuje czy warto w to inwestować?
  • Darcon
  • 24/11/2022 17:35
  • Uwaga, uwaga! Zostało ostatnie wolne miejsce w konkursie "Malowanie słowem"!
  • TakaJedna
  • 24/11/2022 12:53
  • Ja oczywiście żartuję, bo w gruncie rzeczy nie ma to chyba żywotnego znaczenia, ale skoro może działać dobrze, to dam mu trochę czasu ;)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas